Historya Czyli Dzieie I Przygody Przedziwnego Don Quiszotta Z Manszy - Tom 1

You might also like

Download as pdf or txt
Download as pdf or txt
You are on page 1of 459

** *

3% #zéá.

Ź, 4x /*•-/,

;BIBLIOTEKA *
ŁAŃCUCKA _–ą
• • í
*~
~~
… º.)
*.
~~
~
*
rw
i º,

-/ #
px !*
• 614
*
-
*
#
~~ ~ ~ ~ ~~~~ ~~~~- - ------------ —
:BIBLIOTEKA • |
ŁAŃCUCKA _ .
**) — —
---- ----
| III STORY A C Z Y L I

4 DZIEIE I PRZYGODY
- PRzE DzI u N E Go -

DO N QU I SZ O TTA

Z M A N S Z 1.

z HISZPANSKIEGO NA FRANCUZKIE

A TERAZ NA POLSKIE -

` , Z EP Ł
4 -
O Z O N E
R 2 E Z. • •

F. H. P. K. M.

„TOM PIERWSZY -

$ #%.
§#
#$
•% W A R S Z A W I E
w Drukarni P. DUFOUR Konfyliarza Nadwor
nego J. K. Mci i Dyrektora Drukarni Korpu
fu Kadetów.

M.Dcc Lxxxw I.
|
|

Bayerische -

Staatsbibliothek
München

% | 13 | 00
H I sto RYA
DON QUISZOTTA
Z M A N S Z Y.

r; – - - -

•Ş C P I E R W S Z A.
-

ROZDZIAŁ I.
0 /tanie i obcowaniu nieporownanego Ry
cerza Don Quiñotta.
• •
. .
• *

W Jedney okolicy Hitzpanii, ktorą


nazywaią Manfzą, miefzkał niedawno
pewny Szlachcic z ftarożytnych Juna
kow, mający między innemi [przętami
Tom I A
* 2 H I S ro x rA
odwieczną dzidę zardzewiałą, rapir od
pradziadow niedobywany, chudokości
ftego konia, i sforę pfow gończych: ka
wał twardey wędzonki na obiad, bigos
z refzty na wieczerzą, w Piątek [zo -

4
cowica, w Sobotę Jaiecznica ze fłoni
ną po Hifzpańfku: czafem para gołą
biąt w Niedzielę w przydatku, zabie
rały trzy części dochodu iego rocznego:
refzta na oporządzenie była obrocona,
ktore fię fkładało ze zwierzchniey fu
kni nie naygorízego fukna, fpodnie axa
mutne, trochę przetarte : na co dzień ze
zwyczaynego fukna było odzienie. Cho
y
wał przy fobie gofpodynią modniey |
nazywając ochmiftrźynią, ktora chociaż
fię z tym nie wydawała, miała więcey
cożkolwiek nad lat czterdzieści , i fio
ftrzenicę, ktora nie miała dwudzieftu.
Służącego trzymał, co i do domowey
pofługi, i do gofpodarftwa bywał uży
wany: doglądał Rumaka, i do boru po
drwa ieździł. Wiek mafzego Rycerza
zbliżał fię do pięciudziefiąt lat. Był
mocnego złożenia ciała, wytrzymały,
chudy na twarzy, fuchy w fobie i wy
więdły; lubił rano wftawać, i fiła po
lować. Niektorzy go nazywaią Kwik
D o w Q Ursz o T TA 3
fadą, czyli Kwefadą. Dziejopifowie,
co o nim mamieniali, różnią fię w tey
mierze: iakożkolwiek bądź; ieft do po
-
dobieńftwa, iż fię zwał Kwifadą , ale to
mniey należy do opifania ninieyfzego ;
aby tylko w iftocie rzecz wiernie i praw
dziwie była wyrażona. W te dni, kie
dy nafz Pan Szlachetny nie miał co do
czynienia, a to fię trafiło przynay
mniey przez trzy części roku; zabawiał
fię czytaniem xiąg dawnych Bohatyrow
z tak mocnym natężeniem i lubością,
iż przepomniał częfto polowania, i do
mowego ft ania; tak dalece fię zapę
dz•- w tę zabawę, iż powiedaią, że kil
ka kawałow gruntu odprzedał, aby na
kupił Romanfow, że niemi dom napeł
nił. Z tey wielości xiąg żadna mu tak
nieprzypadła do upodobania, iak: Zbior
Powieści Felicyana Sylwy; zachwyco
nym był prawie czyftością i afnych ie
go, C iak mniemał), wykładow, wfzy
ftkie niezrozumiane , pokłocone dziwa
>
ctwa, zdawały mu fię wyborne, i głę
|
bokich myśli pełne. Nigdy mu fię nie
przykrzyło czytać liftowiego miłośnych
i powabnych. Te mu fię zdawały nay
piękniey!zę wyrazy, iako: *
1J
4 . H I S T O R rA
z niewagi, ktorą fprawuiefz w moiey
uwadze , tak nifzczy moją rowną wa
gę, iż nie bez wagi żałę fię na twoiey
piękności powagę. I to drugie miey
fce nieporownane mu fię widziało: Wy
fokie i wfpaniałe nieba, ktore iak Bo
ginią czcić; Boftwa przymiotow i gwiazd
ozdobą cię umacniają, dając ci ziednać
godności wyjednanie, ktorą przejednała
zacność twoia. W pośrzod tak ofobli
wych rozważaniow nafz kawaler niebo
rak utracał nieznacznie rozum, fufzył
fobie prożno mozg nad pojęciem, co
znaczyły te zawiłości; i ty piekney
fze ie znaydował , im mniey rozumiał.
Niemogł fię ufpokoić nad ranami, któ
re Don Belianis odbierał i zadawał, zwa
żaiąc: że chociażby naydokonali byli
cyrulicy , co go leczyli , frogie znaki i
fzramy iednakby fię zoftać mufiały.
Przecięż [zacował wiele pifarza tego
dzieła , i nie raz brała go chęć dokoń
czyć iego xięgi, ktora zoftała niezupeł
na: w pośrzod powieści dziwnego przy
trafienia. Byłby tego dokazał, i pe
wno ze fkutkiem pomyślnym, gdyby
mu inne przywidzenia głowy nie za
przątnęły. Miewał,częte przeczki z
*
*
D 0 N QU I s z o TT A. 5

xiędzem Plebanem fwoiey wfi, człowie


kiem trochę uczonym, i w Cyquen
ckiey Akademii wyzwolonym : wzglę
dem zacności przewyż[zaiącey Palma
rina z Oliwy, nad Amadifa z Gallii.
Acz mayfter Mikołay, Balwierz tego
mieyfca, utrzymywał filnie, że żaden
Rycerz niezrownał fię nazwanemu od
Słońca , i ieżeliby mogł ktory z nim
wchodzić w porownanie, to chyba Don
Galoar brat Amadifa, ktoremu nieuftę
pował tamten nic ; nawet co do dzieł
Rycerfkich: fłowem, natz Szlachcic tak
fię wdał •aleko w czytanie, że dni j
ne jm trawił; przeto niefpiąc,
-
tylko utawicznie mozoląc fię nad xięga
mi , mozg fobie przewrocił, i rozum
prawie utracił. Nabił fobie głowę wfzyft
kiemi troycudami, co wyczytał: i mo
żna mowić, iż w niey miał prawie, jak
fkład czarodzieyftw, przedzierzgnień,
wyzwaniow, pojedynkow, fpotyczkow,
ran, miłości, przy mileń piefzczonych,
cierpienia, i udręczenia kochających, i
tym podobnych bałamutni. Zaprzątnął
fobie myśli tym, co z Romanfow po
chwycił , i fądził, iż niebyło prawdzi
wfzych dziejow na świecie, nad te wy
6 H I S -T O R 7 A

myfły. Mawiał: iż Cyd Ruy Dias był


dofkonały Kawaler, ale niemogł wcho
dzić w zapędy z Rycerzem fzpady o
gniftey, ktory jednym ciofem pała!za,
rozdwoił na wfkroś dwóch olbrzymow
niezmierney wielkości. Bernard Karpio
był mu miły bardzo, iż na polach w
Roncewo zwyciężył Rolanda, chociaż
ten był zaczarowany, używając Her
kulefa fkładności, ktory udufił w ręku
Antheufza frogiego fyna Ziemi. Bar
dzo wyfławiał także wielkoluda Mor
gana, ktory będąc rodu zuchwałego i
nieużytego tych mocarzow,indnak dość <
ludzkim i przyiemnym fię •azał ale
żadnego tak nie lubił, iak Rinalda z
IMontoban, ofobliwie gdy go zważał,
iak z Zamku fwoiego wyieżdżał, aby
odzierał podrożnych, i kogo tylko fpo
tkał, gdy z Barbaryi wykradł pofąg
3Mahometa cały ze złota lany , iak wieść
niefie. Co zaś za zdraycę. Ganelona
dałby całym fercem fioftrzenicę fwoią,
i w przydatku ochmiftrzynią, aby mu
odliczyć fto batogow na obie ftrony.
Narefzcie mając już rozum pomięfzany,
przyfzło mu do umyfłuofobliwfze przed
fięwzięcie, ktore fię mogło kiedy w pu
-
Do w Q U r S Z o T TA ? -
fey, głowie pomieścić. Rozumiał nic
lepiey nie modz udziałać dla ocalenia |
Pańftwa, i flawy nieśmiertelney naby
cia: iakfię uczynić Kawalerem błędnym.
ieżdżąc po świecie, fzukać przypadkow
różnych, pokrzywdzonym dawać po
moc, na wfzelkie niebeśpieczeńítwa fię
narażać, dla pozyfkania chwały wie
kopomney. Roiło fię w głowie niebora
ka fzlachcica, iuż uwieńczonym zofta
wać, przez niezwyciężonego ramienia
fwoiego potęgę, i coby naymniey mogł
*
otrzymać aw nadgrodę fwey dzielności,
to przyna xniey Cefarfkie Pańftwo Tre
bizondy. Pomiędzy temi przyiemnemi
omamieniami, pociechą niezmierną prze
ięty, ktorą w tym marzeniu znaydo
wał , nadęty oraz ufnością zwy
cięftw, pewnych, o niczym niemyślił,
tylko o prętkim wykonaniu fwoich za
myfłow, i chęci natarczywych. Pier
wfza czynność, do ktorey fię udał, by
ła wyfzlufowanie broni, ktorą zanied
baną w ciemnym zakącie, i od rzdzy
wpół ziedzoną z pradziadow dziedzi
czył: wychędożył ią, i ponaprawiał, iak
mogł, naykfztałtniey: ale widząc, że
zamiaft Izyfzaka całego, niebyło tylko -
$ ,

- B I S T Q R 7" A

część nagłowka, refztę dowcipnie z pa


pieru klejonego dorobił, pofpołu to ftu
liwfzy , zrobił fobie nakfztałt hełmu,
a przynaymniey coś podobnego, lecz ,
trafiło fię, iż chcąc doświadczyć, jeże
Hi był dość mocny od ciofow pałafza, .
dobywfzy fwoiego, oraz jeden uderzy
wfzy zgruchotał, co przez tydzień zbie
dą ulepił. Ta łatwość zepfucia fię zbroy
ney fztuki niepodobała mu fię. Chcąc
zapobieżyć dalfzym przypadkom, na
nowe ją mocney fkleił, włożywfzy we
śrzodek żelazne klamerki, tak dalece:
iż będąc z niey kontent, * i więcey
niedoświadczał mając ją za użo wie 3 -

przedniego Dzwieru, i na wfzelkie razy


wytrzymałą. Myślił zatym o Twoim
koniu, ktory ile mog miał, tyle kale
ctwa , i [kórę tylko a kości nofząc , nie
mieniałby go iednak za Bucefała Alexan
dra, lub Cyda dzielnego Rumaka, tak
dobrze o nim rozumiał. Cztery dni roz
myślał, iakieby mu dać przez wifko: bo
byto było naywek [zą nieprzyzwoitością,
mowił: żeby koń tak walecznego kawa
lera niemiał ofobliwego przydomku
światu całemu wiadomego. Dla tego 1
fzukał wynalazku iakiego, ktoryby mogł |
• |

/
ID o N Q U 1 S z o T TA. 9

to oznaczyć, co był przedtym , nim


zoftał Rumakiem Kawałera błędnego, a
iakowym fię ftał przez tę odmianę. I
tak zważał, iż fam odmieniwfzy ftam ,
fuf na rzecz, iżby i koń jego ulubiony
przemienione miał jakby iefteftwo, a
- pozyfkał znakomite iego czynności,
przyftofowane nazwifko Długo fiębie
du ąc z myślami, przyczyniając, u
mnieyfzaiac, dodając i uymując, na re
fztę go nazwał Rofinantem: imie w
iego umyśle okazałe, i wiele znaczące,
godne naypierw fzego Kawalera na świe
cie konia? Znalazłfzy tak piękne na
zł +#cfemu Rumakowi, myślił fo
14
• bie także wyf ukać przyzwoite, i ty
- dzień cały ftrawiwfzy nad mozoleniem
głowy, mianował fię Don Quifzottem,
co było pobudka do wierzenia Dzieiopi
fowi tey prawdziwey Hiftoryi. że fię
mufiał zwać Quixada, nie Quefada, jak
inni mniemali. Ale nafz Bohatyr przy
pomniawfzy fobie, iż mężny Amadis
nieprzeftał na włafnym imieniu ; lecz
przydał fwey oyczyzny i pańftwa zna
mienitość; aby fię tym fawnieyfzym
uczynił, i Amadis z Gallii fię tytuło
wał; i nafz podobnież przyfwoił Kraiu
IO A I S T O R 7" A

włafnego przydatek, i Don Quifzottem


z Manfzy fię ogłofił, myśląc, iż przez
to iego rodowitość i mieyfce początko
we będą na cały świata okrąg głośne i
zalecone. Wychędożywfzy tedy nale
życie broń , z poł [zyfzaku zrobiwfzy
cały , przydawfzy nazwifko fwoiemu
ogierowi ftaremu, i fobie pięknie
brzmące, rozumiał, iż mu iuż na ni
czym nie zbywało, jak wynaleść Damę
godną iego kochania; albowiem Kawaler
błędny bez miłości, ieft iak drzewo bez
liści i owocow: fłowem: iak ciało bez
dufzy. Bo gdybym przez *zczęście
( fam z fobą tak rozmawiał) * •y,
na moiey pomyślności zafzczyt, fpot
kał fię z iakim wielkoludem , iak
fię zwykło trafiać kawalerom błędnym,
i za pierwfzym razem, o ziemię bym
go uderzył, albo rozciął na dwoie, i
zwyciężył, czyż nie lepiey mieć komu
go darować? ktory będąc przymufzo
nym udać fię do moiey ulubioney, i klę
knąwfzy przed nią, mowićby mufiał
głofem pokornym i czci pełnym: Mościa
Dobrodziko, ia ieftem wielkolud Kara
kuliambro, Pan wyfpy Malindranii, kto
rego niezwyciężony, i nigdy niewytła-
ID o w QU I sz o T TA. 1,
wiony Rycerz Don Quifzott z Manfzy
pokonał w ofobliwym pojedynku: zie
go rozkazu przyfzedłem upaść do nog
Wafzey Wielmożności, abyś mną roz
rządziła , iak Twoim poddanym , i nie
wolnikiem. O iak nafz Rycerz był z
fiebie kontent, gdy tę piękną rozmowę
ułożył, i jak fię ciefzył potym, gdy
znalazł kogo uczynić ferca fwoiego Pa
nią. Była to, iak fię domyślaią nie
fzpetna dziewka corka kmiecia iednego
z iego wfi, w ktorey fię był niejaki czas
kochał, choć ona otym ani wiedziała,
ani dbała! Nazywała fię Alonza Lo
r-s-ce od tey chwili utworzył za
raz Panią famowładną wfzyftkich fwoich
myśli, potym iey chcąc dobrać imienia,
ktoreby niemniey fławne było, iak ie
go , i miało iakoweś podobieńftwo do
Xiężniczki: mianował ią Dulcynea zTo.
bofo, bo w famey rzeczy była z tey
wfi , i to nazwanie niemniey mu fię u
podobało, iak koniaiego, i włafne Twoie.
-


I2 PI I S T O R 7" A

#mm*$*$\n=#$%*#

R O ZD Z I A Ł II.

O pierw/#ey wyprawie Don Qui/sotta,

- Nao rycerz uprzątnąwfzy te wfzy


ftkie zapobieżenia, nie chciał dłużew
czekać, aby fię nieoddał ufłudze po
wfzechney , rozumiejąc : że iego opo
Źnienie uczyniłoby go winnym tego
w'zyftkiego, coby złego na świecie fię
ftało , i było do poprawieni*g:
ści i nieprawości, ktorymby mogł zapo
bieżeć. I tak niewydając fię z tym, co
zamyślał: iednego poranku przededniem
w naygorętfzedni miesiąca Lipca uzbroi
wfzy fię od ftop do głowy, wfiadł na
Rofinanta, wziąwfzy tarczą i dzidę w
ręce, tylną fortką, krycie wyiechął w
pole, radością napełniony widzieć uíku
tecznienie tak pięknego zamyfłu Twoie
go z wfzelką łatwością. Acz ledwie
zaiachał o fto krokow od domu, ftra
fzna fumnienia zgryzota ledwie go na
zad niewrociła, i prawie nie przywio
-

D o w Q U r s z o T T A. H3

dła do odftąpienia na zawfze tak chwa


lebnego przedfięwzięcia. Przypomniał
fobie, iż niebył uzbroionym Rycerzem,
i że według praw rycerftwa błędnego
niemogł i nie powinien był fpotkać fię
z żadnym Kawalerem , i chociażby już
nim zoftał, należało mu nofić wprzod
broń bez znaku, iako nowy rycerz ,
i bez napifu we śrzodku, ażby fobie ten
zafłużył przez moc fwoiey ręki. Te u
wagi dały mu fię zachwiać w pięknie
zaczętym dziele. Acz fzaleńftwo Two
ie mając mocnieyfze nad wfzyftkie roz
ważania? myślił dać fię uzbroić ryce
- Ş kogoby pot
kał na drodze, przykładem wielu innych,
ktorzy tak uczynili : iako wyczytał w
fwoich xięgach. Przez to zafpokoi
wfzy umyfł, daley fię puścił w drogę,
niezważaiąc gdzie? tylko kędy go koń
iego zaprowadzi , rozumiejąc, iż na tym
zawifła treść przygodow. I tak jadąc
głęboko zanurzony w myślach; jaka po
ciecha (mowił do fiebie) wiekom po
tomnym czytać dzieie moich fawnych
zwycięztw. Ten mędrzeć, ktory ie pi
fać będzie, tak zapewne zacznie, opi
fuiąc moią pierwfzą wyprawę. ”Ledwie
I4 + T S T O R ?" A

99 promienifty Luminarz zaczynał roz


59 pufzczać pozłocifte warkocze biało
99 świetnych włofow fwoich na okrąg
39 ziemi , maleńkie ptafzyny witać tyl
59 ko poczęły flodką melodyą rumianną
59 Jutrzeńkę , ktora wftaiąc z łoża zawi.
39 fnego oblubieńca, dążyła ukazywać
fię żywiołom na pftro złociftych ga
93 leryach horyzontu Manfzy; gdy wa
53 leczny Rycerz Don Quifzott nieprzy
59 iazny podłemu fpoczynkowi, i mięt
3» kości puchow, wfiadł na fwoiego wy
99 bornego Rofinanta , wyiachał na da
99 wne i znakomite pola Mońtielfkie,
99 Ubo tam w famey iftocie żnàysło*.
99 fię) fzczęśliwy wiek! przydał: i cza
99 fy uwielbione, ktore fą godne wi.
29 dzieć moje wielkie i nieporownane
99 dzieła warte bydź wyryte na miedzi
5» i marmurze, aby flużyły za dowod
59 mężności i przykład wiekom przy
99 fzłym. O! ty rozumny Czarnoxię
99 żniku, ktorykolwiek będziefz, co ci
59 fię zdarzy fzczęście pifać te prawdzi
9y we, i przecudowne czyny, nie za
39 pomniy , profzę cię uwiadomić poto
59 mności o żwawości i fprawności mo
** iego dobrego Rofinanta wiernego, i
D o w Q U I S z o T TA. 15

», nieodftępnego towarzyfza wfzyftkich


„ moich przypadkow. Od tey rozmo
wy do inney fkoczył razem, jak gdy
by do prawdy był zakochanym. ” O!
„ Xiężniczko Dulcimeo! zawołał: Pa
„ ni moiego ferca zniewolonego, wiel
,, ką mi krzywdę uczyniłaś , wygania
,, iąc mię ze Twoiey obecności, i z tak
„ przykrą frogością, rozkazując mini
„ gdy fię nie pokazywać przed oblicza
„ mi twoiey piękności. Pamiętay wiel
„ komyślna, i iedynie moiemi myśla
„ mi famowładnąca, iak wiele miłość,
„ ktorą ku tobie pałam , ftarania i cier
„ pienia i 2 mi przyczyną. ,, Tak przez
całą drogę ciągnął rozmowę, ze Twemi
przywidzeniami fię fpieraiąc, i tyfiąc
podobnych, co w xiążkach wynalazł
bredni, ktorych naśladował, iak mogł
maylepiey wyrazy. I tak był zachwy
cony temi dziwacznemi zamyfłami, iż
fię nie poftrzegł, gdy Rońce dofzło w
fame południe, i profto na głowę pro
mienie gorące mu dopiekały, iżby nie
trzeba gorzey, aby refztę mozgu utra
cił, gdyby go miał. Ten cały dzień
ieżdżąc, nic mu fię nie przydało ofo
bliwego i wartego powiedzenia, co g9
16 Př I S T O R 7" A
|

do rozpaczy prawie przywodziło , taką


miał niecierpliwość [probowania fiły fwo
iego męftwa. Niektorzy Dzeiop fowie
mniemają, iż pierwfza przygoda, kto
rafię zdarzyła nafzemu Rycerzowi, by
ła w porcie Lapiifkim, inni upewniają,
że z włatrakami [potyczka poprzedziła,
ale com mogł odkryć w tey mierze w
rocznych dziejach M Infzy, to, że dzień
cały włocząc fię, wieczorem iuż koń i
Pan tak zgłodniali i znużeni zoftali , że
w pół nieżyw prawie byli, i ledwie mo
głi fię na nogach utrzymać. Tym cza
fem Don Quifzott oglądając je na wfzy
ftkie ftrony , jeżeliby mieć *; *

zamku iakiego, a choćby tym czalem


chłopfkiego budynku dla fpoczynku; uy
rzał karczmę na trakcie zdawało mu fię,
iakby zobaczył gwiazdę polarną, kto:
ra go do fzczęśliwego portu wybawie
nia prowadziła, zwarł oftrogami Ruma
ka, ktory choć wcale zmęczony biegł,
iak mogł, iż ftanął przecież blifko tego
domu gościnnego famym m okiem. Tra
funkiem tam były dwie profte dziewki,
z tych, co nazywają dobrey w li, kto
re fię przebierały do Sewilii z podwo
dnikami Mułow mającemi nocować w
tey
D o N Q U r s 2 o 7 TA. r?

tey karczmie: a że nafz ochotnik miał


głowę nabitą cudakami Romantow, i fą
dził o wfzyftkim według tego ułożenia
pozoru, iak zpoftrzegł Karczmę, zda
wało mu fię oglądać Zamek obronny
ze czterema wieżami, nie przepom na
iąc moftu zwodzonego, i okopow z
wfzyftkiemi przydatkami, ktorych Pi
farze nieomiefzkują wyrazić przy fwych
Zamkach. Zatrzymał fię troche o kil- .
ka krokow od tey nowey Fortecy, o
čzekuiąc ażby Karzeł zatrąbił w róg z
wieży daiąc znać, iż przybył nowy
Kawaler ; ale widząc, że Karzeł długo
bawił z dalàëm hafła, Rofinant też nie
cierpliwy był, doftać fię prędko do ftay
ni , przybliżył fię do drzwi , gdzie, ia--
kom namienił: zoczył te dwie kobiet
ki , ktore mu fię wydawały dwie zna
komite Damy, co fię chłodziły przed
bramą Zamku. Zdarzyło fię właśnie
do rzeczy, że tam blifko Pafterz, wie
prze pafący zatrąbił kilka razy w róg
dla zgromadzenia trzody fwoiey. Dom
Ouifzott wziął to zaraz, iak fobie ży
czył, za dowod, iż Karzeł dawał znać
o iego przybyciu. W net z radością nie
wymowną przyfunąłfię do drzwi, i tych
Tom II, B
*R8 H I s ro r r A
Dam mniemanych, ktore do Izby ucie
kały, zląkłfzy fię tego cudaka uzbroio.
nego w pół ufzy, z Dzidą i Tarczą w
ręku, Ale Don Quifzott fądząc o ich
przetrafzeniu przez ucieczkę, podnioł
fzy Szyfzaka podkleionego, i odkryw
fzy fuchą i zakurzoną twarz , rzekł im
z przymiłeniem i głofem ftałym. Nieu
chodźcie Moście Panny , nie macie cze
go fię obawiać. Poftanowienie Rycer
ftwa, ktorego ia obrządki zachowuję,
niedozwala mi urażać nikogo, a tym
bardziey tak pięknych i cnotliwych Dam,
iak was znayduię. Zaftanowiły fię i z
podziwieniem zważając dę;wną poftać
ńafzego Rycerza, ktorego ladaiaki Hełm
w pół twarzy tylko odkrywał, ale iak
ußyfzały fię nazywać Mciom Pannami,
co im fię nigdy nietrafiło, niemogły fię
wftrzymać od śmiechu tak dalece, że
Dom Quifzott nie wiedząc powodu roz
gniewał fię do prawdy, i rzekł im. Skrom
ność i wftrzemięzliwość fa przyzwoite
białey płci i piękności, to ich podzia
łem bydź zwykło, ale śmiać fię bez
przyczyny ieft to proftota podobna do
nierozumu. Niemowię ia to moie Pan
y , abym
•• was uraził, bo .w. \ ilocie
• • w § nie
po w q U r s z 0 T TA 19
mam innego ułożenia, iak wam czynić
przytługi. Tak nowy dla nich fpofob
rozmowy przyczyniał im chęci do śmie
chu, co powiękfzało iego zmartwienie
by fię nie wftrzymał od dalfzey odpo
wiedzi, gdyby w tym razie Gofpoiarz
fię nieokazał. Ten zważywfzy poftać
tak dziwną i śmiefznie uzbrojonego
Człowieka w tym ubiorze z Dzidą, Tar
czą i innemi kawałami Zbroi, niemniey
miał chęci śmiać fię do rozpuku, jak
te kobiety, atoli bardziey obawiając fię
narzędzia Woyfkowego, nie wiedząc ,
co znaczyło, umyślił obeyść fię z u
fzanowaniem; Rzecze zatym do niego.
Mci Panie Kawalerze, ieźeli WPan chcefz
tu mocować? nic mu nie zabrakuje , o
procz łożka, refzty tu doftanie wfzy
ftkiego w obfitości. Don Quifzott, wi
dząc grzeczne obeyście fię Rządzcy
Zamku; bo mu tacy wydawali fię i Dom
Gościnny i Karczmarz, odpowiedział:
dla mnie Mości Panie Kommendańcią
nietrzeba wiele, małą rzeczą fię kon
temtuię, niewyfadzam fię na wymyślność,
ani zbytnie ftroie, iak WPan widzifz, -
broń ieft moią naywiękfzą ozdobą i
całym [przętem, a potyczki moim od
• - - - - - - Bij
*

** H I s ro - 1 A | •

poczynkiem. Karczmarz wprzód nie


zrozumiał, za co go Don Quifzott na
zwał Kommendantem, acz że to był
frant z Andaluzyi od brzegow San Lu
kara trochę zboyca, z przyrodzenia
złośliwy, takim fpofobem Mci Panie,
odpowie mu : kamień pod głowę będzie
fmacznym fnem, dla WPana, i widzę,
że mało fypiafz , iak Zołnierz na war
cie, to będąc , racz W Pan zfieść z Ko
nia, znaydziefz tu nie tylko na iedną
moc, ale na cały rok mieyfce zdatne
do podobnego wczafu; to powiedzia
wfzy, przytrzymał mu ftrzemienia , a
by lżey zfiadł , ktory z wielką cięż
ikością zlazł z Końia, iako Człowiek
zbroyny, i ktory ó godzinie dziewiątey
w wieczor iefzcze nie iadł, ani śniada
nia. Kawaler nafz profił Gofpodarza, *
aby kazał ludziom fwoim mieć wfzel
kie ftarania, i paść iak naylepiey iego
Konia , upewniaiąc : iż między ftworze
niami, ktore obrok iedzą na świecie
nie było lepfzego. Karczmarz go pil
nie zważając, nie uznał za tak dobre
go, i przez połowę, iak Don Quifzott
udawał. Kazawfzy opatrzyć Konia w
ftayni, przyfzedł zobaczyć, czegoby
po w q vrsz o T TA • •
potrzebował Rycerz, znalazł go : że
mu broń odeymowały mniemane Damy,
z ktoremi fię iuż był pojednał. Od
wiązały mu kirys i karwafze, iak przy
fzło do głowy nie mogły przez wfzy
ftkie fiły ściągnąć ani oboyczyka, ani
zdiąć Szyfzaka, ktore były zielonemi
wftążkami tak pokrępowane, iż węzłow
niepodobna było rozwiązać bez prze
rznięcła , czego on nie chciał dopuścić
żadną miarą, i tak całą noc z głową
zbroyną leżał, co śmiefzną i dziwną wy
dawało poftać. A że te ftworzenia
brał za Damy miefzkające w tym Zamku,
i za znaczne Oföby, rzekł im z przy-
mileniem: nie rozumiem, aby kiedy Ka
waler podróżny był tak dobrze przy
iętym od Dam , iak Don Quifzott. Pię:
kności Boginie maią o nim ftaranie, a
Xiężniczki o iego Koniu Rofinancie!
ieft to nazwifko moiego Konia, a Dom
Quißżott z Manfzy moie, ktoregom nie
miał myśli odkryć, ażbym dla ich przy
fługi , iaką dzielność okazał, coby ga
wfławiła. Zdarzenie to, przebaczyw
fzy mi nie dawne dzieie Lancelota, by
ło powodem wyiawienia go przed cza
tem, ale przyidze ta pora, gdzie po
1

+
*. . H I s ro r r A
dziewam fię bydź ufzczęśliwionym ich
rozkazami, i dam im poznać przez ści
fłe pofłufzeńftwo, oraz waleczność mo
iego oręża żądanie ufilne, iakie mam oka
zać im nayniżfze moie ufługi. Te Ko
biety nieprzyzwyczaione do podobnych
uczczeń, i tego nierozumiejąc, nic mu
też nie odpowiedziały, ale gofię fpytały, |
jeżeliby fię czym niepofilił? Całym fer
cem, odpowie Don Quifzott, i nie bedzie
to od rzeczy. Był Piątek, i tak nazłość
nie było w całym Domu nic do jedze
nia, tylko kilka kawałkow Dorfzu, kto
-
ry nażywają w niektorych mieyfcach
Hifzpanii Truchuela, co fię znaczy iak
by małe Pftrągi, zaczym go fię fpytali,
ieżeli będzie ieść tę Truchuelą, on ro
zumiejąc, że o pftrążkach mowa, aby ich
było wiele , odpowie: ftaną za iednego
dużego Pftrąga: Jako fześćdziefiąt gro
fzy warte fa zawfze dwóch złotych; i
może Pftrążki będą nakfztałt, Jagnięci
ny, ktora ieft fmacznieyfza niż Skopo
wina; aw refzcie niech będzie co chce,
aby wnet dano, bo ciężar zbroi, i u
trudzenie, fa zaoftrzaiące appetyt, trze
ba fił nabrać. Poftawili mu ftolik przed
Karczmą dla chłodu, i Gofpodarz mu

(
pow. q vrsz o rr4 »
przynioß kawał Dorfzu, źle ugotowane
go, a iefzcze gorzey przyprawnego ,
chleba do tego czarnego i fpleśniałego;.
było to widząc, pukać fię od śmiechu,
iak iadł, bo Szyfzak w pół papierowy
tak był ściśniony, że gęby prawie nie
mogł otworzyć, i fwoją rękę doftać,
mufiała iedna z tych uczciwych kobiet |
tę mu czynić przyłługę. i karmić go :
iadł przecież z mocnym fmakiem, ale
jak przy [zło pić, niemożna wcale, trze
ba było cierpieć pragnienie i obeyść
fię bez napoiu, aż Gofpodarz domyślił
fię, trzciny kawałek przedziurawić, kto
rey ieden koniec mu, w gębę wetknął,
a drugim, wino lał. Dobry Szlachcic
znofił to. wfzyftko, cierpliwie, i wolał
wytrzymać tę niewygodę, iak dać po
rznąć wftęgi fztucznego, Hełmu. Gdy
fię to działo, nadiechał Kotlarz do Kar
czmy, ktory świftnąwfzy kilka razy, i
biczem trzafnąwfzy, przez tę wdzię
czną, Harmonią utwierdził tym więcey
nafzego Rycerza, w mniemaniu, iż to.
był fławny iakiś Zamek, rozumiał, że.
mu, Koncert graią do Stołu , i Dorfz.
twardy tym bardziey zdawał mu fię
Rítrągiem, Chleb gruby miał za Bułkę.
*
s4 H I S T O R TA

pfzenną; te biegafki ftały fię Damami


znacznemi, Karczmarz Panem maięt
nym, do ktorego tem Zamek należał.
Był mocno rad, ze Twoiego pierwfzego
wyiechania, ita pomyślność czyniła mu
otuchę maylepfzą przyfzłości. Jedna
rzecz go tylko trapiła, że nie był ie-
fzcze uzbroionym Rycerzem, bo w tym
ftanie niemógł dopuścić fię prawnie ża
dney fpotyczki, -
•–—

• p o w o vrsz o rra4
9 ,

***
RozDZIAŁ III.
0 /pofobia *•. • /ię Don
Qui/zott dał uzbroić Rycerzem,

Nat tedy * Rycerz niefpokoynością


trapiony, iakośmy mamienili , fkromną
dość wieczerzą krocił, i porwawfzy fię
od ftołu nagle , zaprofił z fobą Karczma
rza do ftayni, zamkąwfzy wrota i klę
knąwfzy przed nim, rzecze z żywością:
niewftanę nigdy z tego mieyfca wale
czny Kawalerze, do poki wafza Wiel
możność nie wyświadczy fz mi iedney
łafki, o ktorą go zaklinam, co będzie
ze fławą WPana i pożytkiem całego
świata. Ten zadziwiony, widzieć go u
nog fwoich , i uczczonego tak wyfoko,
patrzył na niego, niewiedząc co czy
nić, lub co mowić, upierał fię, aby go
podnieść, ale na prożno, aż mu przyo
; że uczyni to, czego fię doma
ga. Nie czego innego fię fpodziewa

*6 H IS T O R TA
łem, z iego grzeczności, odpowie Dom
Quifzott. Dobroczynność, o ktorą go
profzę, i WPan raczyfz mi tak łatka
wie przyobiecać, ta ieft: aby iutro iak
świt tę mi okazałeś dobroć, i uzbroi •
łeś mię Rycerzem, a przez tę noc po
zwoliłeś mi odprawić ftraż broni, w Ka
plicy fwoiego Zamku, abym fię przy
gotował przyjąć tak wyfoki Urząd, któ
rego pragnę z niezmierną gorliwością i
ktory mię poftawi w ftanie fzukania przy
padkow we wfzyftkich częściach świa
ta , dając pomoc uciśnionym , i karząc
przeftępnych według Praw Rycerftwa
błędnego, ktorego fię zatzczycam o
zdobą. Karczmarz ktory iakom namie
nił był frant, i porozumiał trochę fza
leńftwa Kawalera, tym bardziey fię u
twierdził przez takowe wyrazy iego, i
aby fobie przyfpofobić pobudkę do śmie.
chu i zabawki, umyślił zadofyć uczy
nić iego żądaniu. Rzekł mu tedy, iź.
bardzo dobrze natrafił w fwym przedfię
wzięciu, i nie mogł lepiey wybrać ,
że nic nie było godnieyfzego nad to
dla Kawalera znakomitego , iako o nim
fądzić można z iego pozoru dobrego.
Iż i on w młodości udał fię był do tak
poważnego Dzieła, ieżdżąc po różnych
>
3
po w q v Iszo TrA •
częściach świata fzukac przypadkow,
nieopufzczając żadnego kąta przedmie
ściow Malagi, Wyfpow Riaram, Oko
lic Sewili, Rynkow Segowy, Gör O
liwnych Walencyi , Ratufza Granady,
Morfkich brzegow San Lukara, Portu
Kordui, i naymnieyfzych Szymkowniow
Taledu, gdzieby fzybkością nog, i bie
głością rąk niedokazywał: czyniąc wfzę
dzie , iak można naygorzey, Wdowom
fię naprzykrzając, z Pannami źle fię
obcho'ząc, ofzukując głupich, fłowem:
fwe Imię wfławiając we wfzyftkich Są-
dach Hifzpanii, na refztę fię do tego
Zamku przeniofł, gdzie żył ze Twoich
i z cudzych dochodow, przyimuiąc
wfzyftkich błędnych Rycerzow , iakie
gokolwiek ftanu i urzędu bądź ; przez
przywiązanie iedynie, co miał do nich,
aby z niemi dzielić wfzyftek majątek za
te przyfugi, co światu czynili. „Przy
dał, iż nie było Kaplicy w iego Zamku,
bo kazał ftarą obalić, chcący piękniey
fzą wymurować, ale o tym wiedział do
brze, iż w czafie potrzeby można,
gdzie chcąc ftraż broni odprawić , i tey
nocy mogł wygodnie w Dziedzińcu Zam
ku odbić ią,ktory bardzo do tego przy
datny: rano zaś dokończy fię cały o
+

\
|<
*# H I s ro R r A
brządek, i za kilka godzin może bydź
pewnym, zoftać Rycerzem prawdziwym,
iak ktory mogł bydź na świecie. Matz
WPan pieniądze? [pyta fię? Odpowie
Don Quifzott ani fzeląga, nie czyta
łem w żadnym opifaniu Kawelerow błę
dnych, aby ktory z nich woził z fobą
pieniądze. O co w tym fię WPan my
lifz: rzecze Karczmarz ; bo chociaż te
go niemafz w xięgach, to Dziejopifo
wie myślili, że fię powinno famo przez
fię rozumieć bez pifania, i niemożna fo
bie wnofić, żeby Rycerze błędni nieo
patrzyli fię rzeczą tak potrzebną , iak
fą pieniądze i kofzule. Przeto nie trze
ba wątpić, żeby tyle Kawalerow obłą
kanych, ktoremi fą xięgi napełnione ,
nie mieli pełnych workow w potrzebie,
i nie wozili z fobą bielizny, i pufzki
Balfamu na rany, bo znayduiąc fię w
fpotyczkach ftrafznych w pośrzod lafow
i pufzczow, znafz to- WPan dobrze ,
że nie mieli na dorędziu Cyrulikow dla
goienia im ram, i zginęliby inaczey fto
razy, ani ieden by nie ufzedł, chyba
żeby mieli iakiego mądrego Czarnoxię
żnika przyjaznego , ktoryby im przyfłał
z Obłokow przez Dziewicę iaką lub
w

po w q vrsz o rr4 »
Karła flafzkę wodki tak fkuteczney, że
iedną kroplę wziąwfzy na koniec ięzy
ka, zupełnie zdrowi i ożyźwieni fię znay
dowali, iak gdyby naymnieyfzego nie
mieli fzwanku. Ale że to nie było za
wfze pewne, dlatego rozkazywali fwoim
koniufzym przyfpofobić fię w pieniądze,
i rzeczy potrzebne, iako Balfam, płat.
ki, i inne; i gdyby fię trafiło, że Ka
waler nie miał Koniufzego, co fię
iednak rzadko zdarzało, fam te woził
narzędzia, w tłomoczku kfztałtnie do
Konia przygertowanym, iż znać wcale
nie było, bo prawdę mowiąc, rzecz nie
była przyzwoita Mantelzaczki wozić Ka
walerom za fobą, i z infzych miar bar
dzoby fię tego wyftrzegali. I tak (do
dał Karczmarz) radzę WPanu, i rozka
zuię nawet, iako moiemu Synowi w
Kycerftwie, ktorym wnet zoftaniefz,
nigdy bez piniędzy i innych rzeczy po
trzebnych nie ieździć , i obaczyfz, że
będzie mu z tym dobrze, gdy naymniey
fię fpodzieiefz. •

Don Quifzott, upewnił go, że Ruchać


go w tym będzie, i natychmiaft przygo
tował fię do czynienia ftraży broni w
Podworzu Gościńca, pozbierawfzytępoa
59 H r s r o r rA
fpołu, położył na żłobie przy ftudni,
wziąwfzy Tarczą i dzidę w ręce, począł
przechadzać fię w koło żłobu z miną
przyiemną wraz i żwawą. Już noc by
ła, gdy zaczął tę piękną w rtę. Kar
czmarz maiący chęć zabawić fię tym ,
opowiedział wfzyftkim, co byli w Kar
czmie , zawrot głowy tego człowieka,
i co to była ftraż broni, i niefpokoy
ność, ktorą okazywał Don Quifzott bydź
uzbroionym Rycerzem. W fzyfcy za
dziwieni tak ofobliwfzym rodzaiem głup
ftwa, chcieli fię z niego uciefzyć; i pa- ,
trząc zdala, widzieli Don Quifzotta z
poftawą poważną i ftałą, czafem prze
chodzącego fię , czafem dzidą opięraią
cego patrzyć na broń złożoną na żło- .
bie oczu niefpufzczaiąc, bo noc fię wy
jaśniła, i Miefiąc świecił pod pełnią ,
tak że było widać wyraźnie, co czy
nił Rycerz. W tym zachciało fię ie
` dnemu z Furmanow, co nocowali w
Karczmie, napoić fwoie Muły, dlatego,
trzeba było zdiąć Zbroię ze żłobu, ale
Don Quifzott widząc go zbliżającego fię
i pomiarkowawfzy iego zamyfł, zawo
łał mocnym i żwawym głofem. O! ty,
ktokolwiek iefteś zuchwały Kawalerze,
/
po N QUIS Zo TTA. 54

to mafz śmiałość zbliżać fię do broni


maymężnieyfzego z tych, co ze fzpadą
chodzili i chodzą: patrz, co mafz czy
nić, nie bądź tak porywczym, i nie
waż fię dotykać moiey broni, ieżeli
niechcefz życia położyć za karę tey na
tarczywości. Niebaczny podwodnik ma
ło zważając na pogrożki Dom Quifzot
ta, owfzem iakby to przez wzgardę u
czynił, wziąwfzy Zbroią, odrzucił, iak
mogł daleko. W ten czas Don Qui
fzott podnioRfzy oczy do Nieba, i u
daiąc fię myślą do fwoiey kochanki,
ratuy mię Pani, zawoła, w tey pier
wfzey fpotyczce, ktora fię zdarza nie
wolnikowi twey piękności, nie odma
wiay mi Twey wielowładney pomocy
w tym przypadku, to mowiąc: Tarczę
odrzuciwfzy, a wziąwfzy Dzidę z obu
rącz, taki raz ugodził w łeb zuchwałe
go Podwodnika , że padł na ziemię, i
za drugim razem pewnieby fię więcey
nie ocucił. Tego pierwfzego Dzieła do
konawfzy Don Quifzott, pozbierał broń
rozrzuconą, i ułożył ią nazad na żłobie,
i znow fię przechodzić zaczął, iak przed
tym. Po małey chwili drugi Podwodnik
niewiedzący co fię tało z pierwizym.
5* , p rs t o r rA
ktory ogłufzony iefzcze leżał na ziemi,
przyfzedł także chcąc napoić Muły,
zbierając broń dla uprzątnienia żłobu.
IDon Quifzott nic iuż nie mowiąc i nie
wzywaiąc niczyiey pomocy , znow Tar
czą złożył, uiąwfzy oburęcznie Dzidę,
kilka razy uderzył w łeb drugiego zu
chwalca, i tyleż ram mu zadał. Na ha
łas, ktory fię zrobił , i wrzafk ranione
go wfzyfcy pobudzeni z karczmy przy
biegli. Don Quifzott widząc ich zgro
madzaiących fię, zawoła, Damo piękno
ści, pofilenie i ożywianie dufzy moiey
teraz czas, abyś obrociła oczy łafkawe
Twey wielmożności, na Kawalera two
jego niewolnika, w tey ftrafzney i o-
kropney toni. Po tym wezwaniu czuł
fię męztwem i fiłą tak napełnionym, że
wfzyfcy Podwodnicy na świecie nie przy
mufiliby go do cofnienia kroku iednego. |
Tym czafem, Wfpołecznicy ranionych |
nie mogli patrzyć na fwoich Braci tak
żle częftowanych bez wzięcia zemfty :
zaczęli cifkac na Don Quifzotta mno
ftwo kamieni, od ktorych fię chronił,
jak mogł naylepiey Tarczą fię załamia
iąc, i nieoddalając od żłobu, aby Zbroi
nie utracił. Karczmarz zaś krzyczał,
* GQ
po w QU I SzoTTA. 35

co duchu, aby mu dali pokoy; gdyż ich


przeftrzegał, że to głupi człowiek i za
takiego uchodząc, zawfzeby wyfzedł ca
ły, choćby wfzyftkich Mułow pilnowa
czow w całey Hifzpanii pozabiał. Nafz
Bohatyr zaś wrzefzczał iefzcze głośniey,
jak drudzy, nazywając ich tchorzami i
zdraycami, a Pana Zamku niegodziwym
i wiarołomcą, iż to znofił; aby z Kawale
rami obłąkanemi tak źlefię obchodzono w
iego Fortecy. Pokazałbym ci to, rze
cze: że iefteś obłudnym gdybym, iuż był
uzbroionym Kawalerem. Co o was refztę
niedbam, bo iefteście podli , nikczemni.
Daley fzturmuycie zdradliwi, zbliżcie fię,
i wyfilaycie: obaczycie, jaką zapłatę od
bierzecie , i ukaranie za wafzą fwywolą;
wymawiał to z taką ftałością i nietrwożli
wością, iż ftrachu nabawiał tych, co go
napaftowali, tak że boiaźń Furmanów i
wołanie Karczmarza zaftanowiły burzą
kamieni, i Don Quifzott dozwoliwfzy ra
nionych wziąść z placu bitwy, powro
cił fię do ftraży broni z tak fpokoynym
umyfłem , jak gdyby fię nigdy nic nie
ftało. Gofpodarz wziąwfzy na uwagę
żarty te z Don Quifzotta; zdała mu fię
zamocna igrafzka, i aby fię go pozbył
Tom I. C
34 JH I S T O R + A -

czym prędzey, umyślił iak nayśpiefzniey


uzbroić go tym przeklętym Rycerftwem;
i tak fię wymawiając przed nim z napa
ści tych proftakow, o czym nie był
wiadomym, i ukarani też zoftali przy
zwoicie za ich zuchwałość, rzekł: iż
Kaplicy nie mając w fwoim Zamku, ja
ko mu to dawniey wfpomniał, i to by.
ło mniey potrzebne dla dokończenią re
-fzty czynności: że chcąc uzbroić Ka
walera, na tym zawifło; aby go śći
fnąć w pół, i fzpadę na plecy przyło
żyć, oraz go zlekka uderzyć, przynay- . '
mniey, iak pamiętał, co wyczytał z *
xiąg opifujących ten obrządek, i to fię
może wpośrzod pola, jak gdzie indziey
dopełnić ile gdy iuż zadofyć uczynił, co
fię należy do ftraży broni, do ktorey
dwie godziny czafu fą doftarczające, on
zaś więcey, iak cztery wartował. Dom
Ouifzott będąc chciwym tego Rycer
ftwa, łatwie fię dał przekonać i odpo
wiedział mniemanemu Kommendantowi:
że mu chcę bydź pofłufznym, aby prę
dzey zakończył ten obrządek; bo gdy
zoftanie iftotnym Rycerzem, a takby go
mieli fpotykać, iak teraz uczynili, nie
zoftawiłby żadnego żywcem , oprocz

\
Do w Q Ursz o TTA 35

tych, coby mu on rozkazał zachować


w całości. Karczmarz, iako przezorny
Człowiek pofzedł po xięgę Regeftrow,
gdzie wpifywał obrok i fiano, co wyda
wał Furmanom, i z dwiema dziewka
mi , o ktorych była wzmianka , wraz i
chłopcem, kawał świecy w ręku, trzy
maiącym powrocił do Rycerza, i kazał
mu uklęknąć przed fobą, potym czyta
iąc w xiędze, niby modlitwę iaką, wy
mawiał: podniofł ręki w pośrzod Nabo
żeńftwa, i uderzył go filmie w kark tak;
• aż głowę nachylił, i drugi raz Szpa
gdą w plecy nie podley [kropił, fzemrząc
" nie wiedzieć co przez zęby. To zrobi
wfzy, rzekł do iedney z tych Dam tak
zwanych, żeby fzpadę przypafała Ka
walerowi, ktora to dość gładko uiściła,
ledwie fię iednak mogąc wftrzymać od
śmiechu do rozpuku na każdą część o
brządku, gdyby męztwo, ktorego do
kazał nafz Rycerz, nieprzeświadczyło
iey, iż żartow nie lubi, tak Szpadę mu do
boku przywiązuiąc, przyiemna Dziewe
czka rzekła do niego. Niech Pan Bog
WPanu fzczęści w fpotyczkach przygo
dny Kawalerze. Ten profił iey , żeby
mu powiedziała [woje imię, aby wiedział
- Cij
36 H I S T O R TA

komu mieć wdzięczność za tak znaczną


dobroczynność, i aby mogł dzielić z
nią fławę , ktorąby pozyfkał przez wa
leczność fwoiey ręki. Odpowiedziała
mu piękna pokornie, że fię nazywała
Talofka, i że była Corka Łacibuta z To
ledu , i że w podobnymże kramie Ruży
ła u Bienaia , acz gdziekolwiek fię znay.
dować będzie, zawi'ze zoftanie jego nay
niż[zą fługą. Profze cię dla moiey mi
łości, rzecze Don Quifzott, przybierz
fobie Dona, i odtąd nazyway fię Dona,
czyli Panna Tołofka, co obiecała uczy
nić. Druga Jeymć Panna przypięła mu
Oftrogę, i podobnaż między niemi była
rozmowa. Spytał fię iey o nazwifko ?
odpowiedziała, że ją zowią Młynarczan
ką, i była Corką uczciwego Młynarza
z Antekwery ; nowy Rycerz także ią
obowiązał, aby przyrzekła przyjąć przed
imię, Dona; tyfiąc podziękowania iey
wyraził , i wfzelkich ofiarowania ufług.
Ta cała uroczy[tość przedziwna, i do
tąd nieflychana będąc odprawiona, Don
Qufzott , ktory prawie obumierał z
niecierpliwości fzukania bitwow, pobiegł
fzybko ofiodłać Rofymanta , i iedząc
iuż na koniu, uścifkał mile Gofpodarza,
Do N QU rs zorTA. 87
dziękując mu długim przeciągiem wyra
zow grzecznych za łafkawość, ktorą
go udarował, uzbrojenia Rycerzem, w
czym mu tak wiele rzeczy dziwacznych
powiedział, iżby było mniey roftropno
powtarzać ie. Karczmarz, co rad fię
go pozbył, odpowiedział mu , w podo
bnych wykwintach, ale krotkiemi Rowy,
nie żądając nic od niego za nocleg, pu
ścił go wolno z całego Terca.
38 H I S T O R T A

Pge@ekogaç+e$#=#=#=#=#=#=#
R O Z D Z | A Ł IV.
Co fię przytrafiło nowemu Rycerzowi gdy
wyiechał z Gościńca. -

Swa zaczynało, kiedy Don Qui


fzott wyjechał z Karczmy pełen pocie
chy widzieć fię Rycerzem uzbroionym,
tak iż to i Koń jego przeczuwał, ale
przypomniawfzy fobie zdrową radę Go
fpodarza względem potrzebnych rzeczy
w podroży , ktoremi fię koniecznie opa
trzyć należało: umyślił powrocić do do
mu, aby wziąść z fobą pieniędzy, i ko
fzul, przybrać oraz Koniufzego, do cze
go przeznaczył chłopka rzeźwego fąfia
da , maiącego dofyć dzieci, acz bardzo
zdatnego na Koniufzego błędnego w tym
ułożeniu obrocił fię drogą do fwoiey Wfi,
i iakby Rofinant zgadł myśl fwoiego
Pana, zaczął biec krokiem tak fzybkim,
i żywym, że ledwie śladow ziemi do
ftępował. Don QuiIzott co tylko ze ,
dwieście krokow uiechał, zdawało mu
fię flyfzeć po prawey ftronie głos ża
łośny, ktory wychodził z gęftego lafu,
gdy uznał, że fię nie mylił, oddał dzię
Do N Qv1szorta »
ki Niebiofom, ktore mu tak rychle po
dawały fpofobność dopełnienia, co wi
nien [woiemu urzędowi, i zbierać pręd
kie owoce iego chwalebnych zamyflow
zdarzyły. Te narzekania rzecze: fą
zapewne iakiego niefzczęfnego potrze
buiącego ratunku, należy mu podać rę
kę, zwrociwfzy cuglem ku lafowi do
dał oftrog Rofinantowi. Nie daleko u
iechawfzy uyrzał młodego chłopczaka,
około piętnaftu lat maiącego, od głowy
do pafa obnażonego, i do dębu przy
wiązanego, od niego pochodziły te ię
kania i nie bez przyczyny ; bo chłop
fłufzny i kościfty ćwiczył go z całey
fiły twardym rzemieniem, za każdy raz
przydaiąc napomnienie , i przeftrogi ,
wołał: pilnuy a milcz: na co młody
dzieciuch nieprzeftawał krzyczyć: już
więcey nie będę tego czynił moy Panie
Gofpodarzu, przepuśćcie dla miłości Bo
fkiey, już Rowa nie wyrzekę, i na po
tym mieć będę baczność lepfzą na trzo
dę. Don Quifzott widząc tę frogość,
zawoła na chłopa, głofem gniewliwym.
Nieludzki Kawalerze nie zdobi cię wo
iować z bezbronną ofobą, wfiądź na ko
nia i weź w ręce kopią, Czdawało mu
`
4o H I S T O R 7" A

fię widzieć tę pod Dębem, co był zape


wne kiy dobry nafiekaniec) a dam ci po
znać, że uczynek twoy ieft podły i bez
ferca człowieka; chłop zoftał prawie w
pół nie żywy, widząc to trafzydło u.
zbrojone, ktore mu dzidą do pierfi mie
rzyło. Odpowie drżąc ze ftrachu. Mos
Panie Kawalerze, ten chłopiec, ktore
go karzę, ieft ieden z moich flużących,
co pilnuie gromady Owiec, ktore cho .
wam w tey okolicy, i tak mało dba o
nią iż niemafz tego dnia, żeby ktorey
nie utracił , tak, że już nie mogę wię
cey znofić iego niedbalftwa i złości,
powiada: że dla tego wynayduię na nie
go zatarge , abym mu nie zapłacił my
ta, a to przed Bogiem, i na dufzę mo
ią: nie prawda. Co ? nie prawdę zada
iefz w moich oczach zuchwalcze, za
woła Don Quifzott, na tę Słońca iafność
zaklinam fię , iż pokufa mię bierze, a
bym cię dzidą wfkroś przebił : zaraz mi
odwiąż tego chłopca, i zapłać mu bez
wymówki ; ieżeli nie ? poprzyfięgam na
Boga, iż cię znifzczę do razu. Chłop
fchyliwfzy głowę i flowa nieodpowie
dziawfzy odwiązał Owczarka , ktorego
fię fPytał. Don Quifzott, wiele mu za
po N Q U 1 szo TTA 4,
fług winien?'Za dziewięć Miefięcy, od
powie , po fiedm Realow za każdy. Dom
Quifzott porachowawfzy, fześćdziefiąt
i trzy Realow wynalazł , ktore kazał
tedyż zapłacić Owczarowi, ieżeliby nie
chciał życia utracić. Chłopna w poł u
marły. rzekł: iżby niechciał przyfięgać fał
fzywie w tym ftanie, iak fię znayduie,ale
na te wfzyftkie przeklętwa wyznaie,
iż tyle nie winien, bo trzeba odtrącić
dwie pary trzewikow, i Real ieden od
dwóch razy pufzczania mu krwi w cho
robie. Mnieyfza o to, odpowie Dom
Quifzott, ale trzewiki i krwi pufzczenie
zoftaną mu za plagi, ktoreś mu zadał
nie winnie. Jeżeli zdarł [kórę twoich
trzewikow , tyś mu iego [korę poroz
dzierał biciem ; a gdy mu Cyrulik pu
ścił krew w fłabości, tyś mu iey ujął
zdrowemu, iedno poydzie za drugie.
Niefzczęście, rzecze chłop, że niemam
przy fobie pieniędzy, ale niechay Ję
drzey poydzie zemną do domu, zapłacę
mu do fzeląga. Ja mam iść ? odpowie
Owczarek, Boże uchoway: gdyby mię
famego fchwytał, darłby ze fkóry iak
S. Bartłomieia. Nie, nie uczyni tego, rze
-
-
42 : H I S T O R 7" A

cze Don Quifzott dość na tym, gdy mu


zakażę, aby miał uchybić winnego mi
ufzanowania , i niech mi tylko przyfię
że na Zakon Rycerftwa, ktory przyjął,
wolno go pufzczę, i ręcze za wypłace
mie. Mci Panie Kawalerze zważay W.
Pan dobrze, co czynifz , odpowiedział
chłopczak: moy Pan nie ieft Kawaleri
nie przyjął ani Zakonu całego, ani pół,
zowie fię Jan Haldudo'Bogacz, mie|zka
blifko Quintanar. To nie ma nic do
tamtego; odpowie Don Quifzott: mogą
bydź Kawalerowie między Haldudami :
a tym bardziey dobre uczynki fzlachet
nemi czynią, każdy ieft fwoich dzieł
Oycem i fprawcą. Prawda ieft, rzecze
Andrzey: ale jakichże on uczynkow ieft
Oycem, kiedy niechce mi zapłacić, com
w pocie czoła moiego zarobił ? Nieod
mawiam ci tego Andrzeju móy przyia
cielu, odpowie Kmieć : i iefzcze raz mó
wię, jeżeli chcefz poyść zemną do Do
mu poprzyfięgam na wfzyftkie Zakony
Rycerfkie, ktorefą na świecie, że ci zapła
cę jakem wyrzekł, nie zabrakuie i fzeląga,
i iefzcze nowemi Realami. Niedomagam
fię nowemi, powie Don Quifzott: zapłać
mu choć ftaremi, a będzie kontent, ale
-
Do N QUISZ O TTA. 43
pamiętay dobrze na fowo, ktore mi da
łeś, i przyfięgę, ieżeli nie uiścifz, to
potrafię cię znaleść, choćbyś fię fkrył
pod ziemię; i żebyś wiedział, z kim
mafz do czynienia, znay: żem ieft wa
leczny Dom Quifzott z Manfzy , obrońca
krzywd, i naprawiciel urazow. Bądź
zdrowiefzcze raz, żebyś miał w pamię
ci fłowo przyrzeczone, bo ja nie zapo
mnę, com ci obiecał. Kończąc te Ro
wa, wypuścił Rofinanta, oddalił fię od
nich. Chłop oczami go odprowadził,
jak mógł daleko zafięgnąć, a gdy go iuż
doyrzeć nie mogł, w gęftym lefie, wro
cił fię do owczarka, i rzekł mu, póydź
Andrzeiu móy Symu , żebym ci zapła
cił, co należy, i jak ten Odrabiacz
krzywd i uraz rozkazał mi. Poprzy
fięgam, rzecze Andrzey, jeżeli tak nie
zrobicie, jak ten dobry Rycerz nakazał,
ktoremu Pan Bog niech da naylepfze
życie i długie za iego odwagę i prawą
fłufzność, poydę fzukać go, niech gdzie
chce będzie, i przyprowadzę, aby was
ukarał, iak fię zaklął. Bardzom rad
temu, odpowie Kmieć, i żebym ci to
pokazał, iak cię kocham, i iego boię
fię, chcę przyczynić długu, aby powię
41 H I S T O R TA
kfzyć zapłaty. Wziąwfzy chłopaczka”
za ręce , znow go przywiązał do tegoż
dębu, i tak mocno ochłoftał, że ledwie
żywego zoftawił: Zawołay teraz , po
wie chłop Naprawiacza krzywd? uznafz,
że ci nie naprawi tey , chociaż w pół
tylko zrobioney , bo nie wiem, kto mię
wftrzymuje, żebym nie zyiścił, coś po
wiedział, żem ze fkóry cię nieodarł
żywcem. Na refztę odwiązawfzy tego
nieboraka, poydź, rzecze: pofzukay te
go Sędziego, aby przybył wyrok [woy
wypełnić , tym czafem to będziefz miał
w zyfku. Odfzedł Owczarek ledwie żyw
zmęczony, zaklinając fię , że będzie i zu
kał Pana Don Quifzotta, dopoki go nie
napadnie, i mowiąc do Gofpodarza, że
mu to we czwornafob będzie oddane ,
acz z temi wfzyftkiemi pogróżkami fzedł
płacząc, i ze [kóry prawie odarty, a
Pan iego zdrow śmiał fię ze wfzyftkiey
fiły i chęci.
Tym czafem mężny Don Quifzott na
prawiwfzy niby tę nießufzność, odie
chał, bardzo kontent fam z fiebie, i ro
zumiejąc, że wcale dobry początek u
czynił fwoiemu Rycerftwu. Możefz
fię nazywać [zczęśliwą nad wfzyftkiemi
Do w QUIszo TTA. 45
żyjącemi, rzecze, o! naypięknieyfza
między nayślicznieyfzemi Dulcyneo z
Tobofo, mieć za niewolnika tak fawne
go Rycerza Don Quifzotta z Manfzy,
ktory iako wfzyftkim wiadomo, dopie
ro wczoray ieft uzbroiony Kawalerem,
a iuż dziś naygor[zą nieprawość , ktorą
mogła wynaleść bezbożność i dopełnić
frogość, poprawił, i co wyrwał z rąk
miłofiernego kata furowości, ktory tak
nie litościwie biczował tego Młodzieńca.
Kończąc te flowa, ftanął na krzyżowych
drogach, żeby rozważył, ktorą iechać
tak, aby nic nieopuścił w naśladowaniu
Rycerzow błędnych. Zaftanowił fię
czas niejaki, i dorze fię rozmyślawfzy
puścił cugle Rofinantowi , zoftawiwfzy
obranie drogi iego przezorności. Rof
finant fzedł za natchnieniem zwyczay
nym, i puścił fię traktem profto ku ftay
ni: Don Quifzott uiechał blifko dwie
mile. gdy uyrzał Orfzak ludzi jadących
tąż drogą: ci byli iak fię potym ukaza
ło , Kupcy z Toledu, ktorzy iachali do
Murcyi [kupować Jedwabie , fześciu ich
było na dobrych koniach, mający zafło
ny od Rońca, czterech flużących konno,
a trzech pieIzo prowadzących Muły.
46 H Is to R 1 A
Ledwie ich zoczył Don Quifzott, za
raz fobie uroił w głowie, że to nowe
zdarzenie , i chcąc nayściśley naślado
wać fwexięgi, fądził ie iakby umyślnie
utworzone do przywidzenia, iakie miał
w Twym umyśle. Natychmiaft z miną
gęftą i śmiałą umocniwfzy fię na ftrze -
mionach, ści[nął Kopią w ręku i zakry
ty Tarczą ufadził fię na śrzod drogi ,
oczekując tych, ktorych mniemał bydź
Rycerzami błędnemi, i jak fię zbliżyli,
aby go mogli widzieć , i ufły fzeć: do
był głofu, i zawołał na nich zuchwale.
Niech żaden z was nie waży fię iechać
daley, ieżeli nie wyzna wprzod: że na
całym świecie nie mafz Damy , ktoraby
zrównała pięknością z Cefarzową Man.
fzy, nie porownaną Dulcynea z Tobofo.
Na te fłowa Kupcy zaftanowili fię , uwa
żaiąc dziwną poftać tego Człowieka na
pozor iego i mowę, wzięli go łatwie za
to , czym był, acz chcąc doświadczyć,
dokąd zmierzać będzie przyznanie, ia
kiego fię domagał, i uciefzyć fię z nim,
ieden z tych, ktory był żartobliwy i
nie zbywało mu na byftrości rozumu,
rzecze: Mci Panie Kawalerze? niezna
my tey przedziwney Damy, o ktorey
Do W QUIS Z OTTA 47
nam namieniafz, racz nam ią pokazać,
ieżeli ieft tak piękna, iak W Panią opifu
iefz, przyznamy chętnym fercem, cze
go od nas żądafz. Gdybyście ią widzie
li, odpowie Don Quifzott, iakąż wdzię
czność bym miał wam za przyznanie
prawdy, ktora fama przez fię mówi.
Treść rzeczy ieft, abyście wierzyli bez i
widzenia, i na to przyfięgli, iż to u
trzymywać będziecie obronną ręką prze
ciwko każdemu. Wyznaycie tedyż har
dzi i zuchwali, albo was wyzywam ie
dnego po drugim ; [tawiaycie fię , iako
Zakon Rycerki wymaga, lub wfzyfcy
razem, ieżeli chcecie, iako to zwyczay
ludzi wafzego gatunku. Mci Panie Ka
walerze , odpowie Kupiec, uprafzam W.
Pana imieniem wfzyftkich nas Xiążąt ,
co tu iefteśmy, aby dla ufpokoienia fum
nienia nafzego, ktore mam niedozwala
upewniać o rzeczy żadney , ktorey nie
mamy dokładney wiadomości , i coby
uraziło wfzyftkie Cefarzowe i Krolowe,
iakie fię znayduią w Algaryi i Eftra
madurze; miey tę dobroć ukazać nay
mnieyfze wyobrażenie tey Damy, choć
by tylkie, iak paznogieć , z probki mo
żna fądzić o fztuce materyi; zaipokoifa
48 H I S T O R 7" A

nafz umyf, i uczyniemy zadofyć iego


żądaniu; i tak już iefteśmy dla niey u
przedzeni, że chociażby ten obrazek
wyrażał nam ią z iednym zyzowatym
okiem, drugim zaropiałym , iednakby
śmy ją chwalić, iak W Pan pragniefz nie
przeftali. Nie zaropiałe oko niegodzi
wi hultaie , zawoła Don Quifzott roziu
fzony, nic iey nie ciecze z oczu, jak po
wiadacie, chyba Pizmo i Balfam, nie
ieft ani zyzowata, ani garbata, ale pro
ścieyfza, niż w rzeciono z Gaderammy,
wnet mi przypłacicie bluźnierftwa, kto
re śmiecie wypufzczać z gąb przeciwko
tey cudney śliczności. W tym razie
fkoczy, wymierzywfzy Dzielą przeciwko
temu, ktory z nim rozmawiał, z taką
natarczywością, że gdyby niefzczę
ściem Rofinant fię nie potknął w po
śrzod biegu, zbyt śmiały Kupiec, zeby
przypłacił fwych żartow. Rofinant padł
na ziemię i zatoczył fię kawał w raz z
Panem , ktory jak mogł wydobywał fie,
aby fię podnieść, nie mogąc dać rady ,
tak był zaplątany Tarczą, Oftrogami ,
i ciężarem zbroi ftarey. Gdy prożno
fię wyfilał podnieść, ięzyk nie prożno
wał, nie uciekaycie wołał, niewieściu"
chy ,
Do N Q UIszo TTA. 49

chy, zaczekaycie trwożliwi , wina mo


iego konia, nie moia, żem obalony. Jeden
z prowadzących Muły Kupieckie znać
będąc niecierpliwy, nie mogł znieść ła
iania, i wyzywania, nieboraka Kawa
lera, i wydarłfzy mu Dzidę , połamał
na fztuki : a naywiękfzym kawałem po
czął tak filmie boki okładać Dom Qui
izotta, że choć uzbroionemu, mocno
nadwerężył kości. Lubo Kupcy wołali
na niego, aby dał pokoy : zafnakowa
ła mu igrafzka i bitwa, że iey niechciał
odftąpić, a połamawfzy jeden kawał,
drugie powoli potłukł o Szlachcica upa
dłego, ktory mimo rzęfiftości razownie
przeftawał Nieba i ziemi wzywać po
mocy i zemfty na zboycow, ktorzy go
tak zdradziecko zażywali. Zmordo
wawfzy fię Mafztalerz, zoftawił go tak
zbitego. a Kupcy daley w Twoią podroż
poiechali , maiąc do rozmowy i śmiechu
pobudkę. Dom Quifzott widząc fię fam,
chciał znow probować fię: atoli gdy nie
mogł zdrowym iefzcze będąc , iakby
tego dokazał zbity, i kości prawie ma
iąc ze [tawow powytrącane. Jednak fię
nie mniemał niefzczęśliwym w tey nie
Tom I. D
/

5Q H I S T O R TA ,

doli, ktora mu fię zdawała przyzwoita


Rycerzom błędnym, i ktorey nieuda
nie fię miał pociechę przyznawać fzcze
gólnie fwoiemu Koniowi.
-- - -

pow Q Ursz o rt4 s.


*-*-*-*;-(€) *--&te-<e:
R 0 Z D Z I A Ł W.
Dal/sa niepomyślność najzego Rycerza.

Go, Don Quifzott uznał w iftocie,


iż nie byłoby fpofobu podnieść fię, u
dał fię do fwojego zwykłego ratunku,
ten był : rozmyślać o ktorym mieyfcu
xiąg fwoich. Jego zawrot głowy obfi
ty w wynalazki przypomniał mu wnet
Boduena, i Margrabię Mantuy, gdy
Szarlot zoftawił pierwfyego ranionego
w Górach Powieść wiadoma małymi
dużym, prawdziwa, iak Cuda Maho
meta. Tabayka zdając mu fię przyfto
fowana właśnie do ftanu, w ktorym fię
znaydował, począł fię kulgać po ziemi,
iako Człowiek rozpaczaiący, i mówić,
fłabym głofem, co Dziejopis daie wy
rażać Kawalerowi Du Boi. Gdzie ie
fteś Pani? o iak moie przygody mało
cię dotykają ? albo o nich nie wiefz?
alboś fałfzywa i wiarołomna? gdy cią
gnął daley te baieczne rozmowy i przy
- Dij
52 * 1s to R TA
fzedł do tego mieyfca. O! Szlachet
ny Margrabio Mantuy, moy Stryiu! Tra
funkiem przechodził chłop z teyże Wfi
blifki iego Domu, prowadząc ładunek
zboża do Młyna i widząc Człowieka na
ziemi tarzającego fię, fpytał go, kto
był? i czego fię żalił? Don Quifzott,
ktory fię rozumiał bydź Boduenem,
nieuchybił wziąść go za Margrabię Man
tuy fwoiego Stryia, i nie dał mu infzey
odpowiedzi, iak kończąc wyrazy xięgi,
i opowiadając fwoie niefzczęścia. Mi
łość Zony iego z Synem Cefarfkim fło
wo w fłowo wfzyftko, jak ieft opifane
w Romanfie. Chłop zadziwiony flyfzeć
tak wiele od rzeczy gadania, podniofł
mu Szyfzaku potłuczonego od Mafzta
lerzow, i obmywfzy twarz piafkiem
zakurzoną, poznał go- Hey dla Boga!
zawoła : MPanie Quichada ( co daie po
znać, iż fię tak zwał, gdy był przy ro
zumie) kto W Pana tak pięknie oporzą
dził? i do tego ftanu przyprowadził?
ale cożkolwiek mogł mówić, tamten z
dawnego Romanfu prawił, fłowa mu
fwoiego nieodpowiadaiąc. Chłop dobry
widząc, że nie mogł nic od niego wy
ciągnąć, zdiął mu Hełm, i zbroje, aby
po w o UIszo TTA ::
obaczyć ieżeli nie raniony, acz nie zna
łazłami krwi,ani znakow potłuczenia,pod
nioßßzy go z biedą, pofadził na fwoiego
Ofła, aby wygodniey prowadzić nieza
pomniał Broni, pozbierawfzy nawet ka
wałki Dzidy przywiązał wfzyftko na Rof
finanta, ktorego uiął za uzdeczkę, a O
fła przed fobą gnał, i ciągnął ku Wfi w
tak ładnym przybraniu, rozmyślając, i
niemogąc poiąć nic dziwaćtwow, ktore
brydził Don Quifzott. Ten ze fwoiey
ftrony nie mniey był pomiefzany, tak
zbitym zoftaiąc, iż ledwie fię mogł u
trzymać na tym choć fpokoynym zwie
rzęciu, coraz wydaiąc ciężkie ftękania
ktore aż do Nieba prawie dochodziły, co
było dowodem kmieciowi, fpytać fię go
co za bol cierpiał. Ale fię zdawało, że
fię Bies do tego miefzal , i mial pociechę
przywodzić na pamięć Don Qufzotta
wfzyftkie bayki, ktore miały iaki zwią
zek ze ftanem, w ktorym fię znaydował.
Przypomniawfzy iuż o Boduinie, przy
baczył fobie Barbaryiczyka Abindaraes,
gdy Rodrig z Narwaes Rządca Antekwe
ry uiął go i w niewolą poprowadził; tak
dalece, że Rolnik, ten znow fię go py
taiąc, iakfię miewał, i iaką boleść czuł,
/
54 H I s t o R rA
rzepowiedział mu flowo w fowo, to co
Abendferaz więżeń odpowiada Don Ro
drigowi w Diannie Montemajora, przy
ftofując fobie to wfzyftko, tak że chłopa
ledwie kaducy niebrali, flyfząc tak wiele
dziwaćtw, i przez to bardziey fię prze
świadczając, że nieborak Szlachcić ogłu
piał; pośpiefzył czym prędzey do Wfi ,
dla pozbycia fię przykrości, ktorą mu te
długie przepowiedania fprawowały. Le
dwie to dokończył Don Quifzott, aliści
zaczął na nowe. Trzeba wiedzieć Mos
Panie Dom Rodrigde Narwaes,że ta pięk
na Xarifa, o ktorey mu wfpomniałem,
ieft teraz nieporownana Dulcinea z To
bofo, dla ktorey czyniłem, czynię, i
czynić będę mayfławnieyfze Dzieła Ry
cerfkie, ktore były dotąd widziane, i
w tych czafach uyrzane, i na potomne
wieki ie można oglądać. Hey, Mci Panie,
odpowie Kmieć, niebyłem nigdy Rodri
gem z Narwaes ani Margrabią Mantuy.
Jeftem Piotr Alenzo, W Pana Sąfiad, i
W. Pan nieiefteś ani Boduin, ani Abin
darrax, ale zacny Szlachcic Quichada:
Wiem, kto ieftem, odpowie Don Qui
fzott, i znam dobrze, że mogę bydź nie
tylko temi, ktorychem wypowiedział ,

DO N QU I SzO TTA 53
ále wraz Dwunaftą Parow Francyi, i po
fpołu dziewięć dawnych Bohatyrow, bo
złączone ich wfzyftkie dzieła heroiczne
nie mogą zrownać moich. Te rozmowy
i wiele innych podobnych do Wfi ich przy
bliżyły: gdzie przybyli wieczorem. Acz
chłop uważny niechcąc, aby widziano
nafzego Szlachcica na tak podłym fiądze
niu, zaczekał trochę, aż fię zmierzchło,
nim zaprowadził Don Quifzotta do domu
iego, gdzie wfzyftko było w zamiefza
niu w nieprzytomności Pana: Xiądz Ple
ban i Cyrulik: iego przyiaciele tam fię
znaydowali. Służąca im rzekła, widzi
cie moy Mci Xięże Pero Peres (było to
nazwifko Plebana ) coż mowicie o na
fzym Panie? Tydzień temu iakieśmy
nie widzieli ani Pana, ani Konia, mufiał
zabrać z fobą Tarczę, Dzidę, i zbroią,
bo ich niemafz Niefzczęście moie, u
ważcie co mowię: niech nie żyję, prze-
klęte Xięgi Rycerftwa, ktore zwyczay
nie czytał z tak mocnym zanurzeniem,
mozg mu przewrociły. Pamiętam dobrze,
żem go Ryfzała mowiącego: iż chciał
zrobić fię Kawalerem błędnym, fzukać
po świecie przypadkow; żeby Szatan i
Barrabafz porwali wfzyftkie Xięgi ; co
56 H I S T O R 7" A

tak zepfowały naylepfzą głowę z całey


Manfzy. Sioftrzenica ze fwoiey ftrony
toż powtarzała, i więcey przydawała,
obracając mowę do Mayftra Mikołaja,
ktory był Cyrulik, trzeba wiedzieć mo
wiła że fię zdarzyło czę[to moiemu Wu
jowi po dwa dni całe i dwie nocy trawić
nad czytaniem tych Xiąg [zkodliwych
otym iak zachwycony cifnął Xiążkę,
i porwawfzy fię do fzpady machał, i rą
bał ściany; iak fię zmordował, mawiał,
że zabił czterech Wielkoludow, iak Wie
że wyfokich; a pot, ktory przez zbyt
nie wyfilenia, ciekł, iak ftrumieniem z
jego ciała, zdawało mu fię, że to była,
krew z ran, ktore odniofł w fpotyczce,
potym wypił Puhar wody zimney, mo -

wiąc, że to Balfam drogi, ktory mu +

rzyniofł na ulecenie przezorny Efquif


W; Czarnoxiężnik, iego przyiaciel.
Ach! ia nieśmiem tego wyjawić boiąc fię
aby nierozumieli, że moy Wuy utracił
rozum, i właśnie ją ieftem przyczyną
iego niefzczęścia, żem nieprzeftrzegła.
Byłoby fię zapobiegło, poki fię zaraza
nie rozfzerzyła, i te wfzyftkie przeklęte
Xięgi byłyby fpalone, iak zakazane.
Ach! poprzyfięgam, rzecze Pleban, że
/
D o W ą Ursz o TTA 57

dzień nie minie, gdy będą na ogień fka


zane, i przykład z nich ftanie fię: zgu
biły naylepfzego z moich Przyjacioł, ale
przyrzekam, że więcey nikomu nie za
fzkodzą. WTzyftko to tak głośno mo
wiono, że Don Quifzott i chłop, ktorży
w tym razie dojeźdzali, uíłyfzeli te roz
mowy. Chłop frant nie wątpiąc iuż o
tym, co miał w porozumieniu, zaczął
krzyczeć całym głofem : Pańftwo każcie
otworzyć Bramę Margrabiemu Mantuy,
Panu Boduinowi, ktory powraca bardzo
raniony, i walecznemu Dom Rodrigowi
z Narwaes, Rządzcy Antekwerri, ktory
prowadzi Araba Abindarraxa w niewoli.
Na te flowa otworzono Wrota, Xiądz
Pleban i Cyrulik poznawfzy fwoiego
Przyiaciela, Sioftrzenica Wuia, i Slu
żąca dobrego Pana, wfzyfcy przybiegli
uścifkać go Zaczekaycie, rzecze o
ziębło Don Quifzott: ieftem mocno ra
miony przez winę moiego konia, niech
mię w łożko położą, i ieżeli można mię
chay przyprowadzą mądrą Urgandę, dla
uleczenia moich ran. O toż ieft, rze
cze fłużąca: ferce mi to wrożyło, gdzie
był świek. Weydziy W. Pan Mofpanie
58 H I S T Q R 7 A
-

iak tam fobie chce, zoftawmy tę niecno


tę, uleczemy W. Pana bez niey. Prze
klęte iefzcze raz i to tyfięcy razy na
koniec te bezbożne fzpargały, co W.
Pana w tak pięknym tanie poftawiły.
Położyli moiego Szlachcica na łożko , i
fzukając ram żadney nieznaleźli. Nie
ieftem ia (kaleczony, rzecze: tylko ftłu
czony, bo koń fię podemna potknął,
woiuiąc przeciwko dziefięciu Wielkolu
dom naymeżnieyfzym, ktorzy mogli
bydź na świecie. Hey, hey, rzecze Pleban
znowu wielkoludy na placu, na Koronę,
co nofzę, niezoftanie żaden do jutra wie.
czora. Tyfiąc zapytań czynili Don Qui
fzottowi, ale na żadne nieodpowiedział
tylko wolał, aby mu jeść dałi, i wyfpać
fię mogł pokoynie, bo niczego więcey
niepotrzebował nad to. Uczynili mu
zadofyć, tym czafem Pleban fię wywia
dywał dokładnie od chłopa, iakim go
fpofobem znalazł. Ten opowiedział wfzy
koodbrzega do brzega z wfzelkiemi wy
twornościami nafzego Rycerza, ktore
muon plotł, iak go napadł i odprowadzał
co utwierdziło Xiędza Plebana tym bar
dziey w umyśle, jaki miał uiścić náza
Do N QUIS zoTTA 59

jutrz, i dla ktorego umowił fię z May


ftrem Mikołaiem zeyść fię do Domu Dom
Quitzotta. 1 -
*

6o H I S T O R 7" A

ROZDZIAŁ VI.
O przejrzeniu, i przeznaczeniu, ktore Ple
ban i Balwierz uczynili Aiąg naj;ego
Szlachcica.

N Afz Rycerz znużony fpał tęgo, gdy


Pleban , i Balwierz przyfzli do domu
iego rano nazajutrz, i profili Siotrzeni
cy o klucz do izby, gdzie kfięgi były zło
żone, ktory im z ochotą oddała. Wfzy
fcy tam wefzli, i ßużąca nawet, znale
żli więcey iak fto kfiąg dużych i wiele
mnieyfzych, dobrze oprawnych i zacho
wanych. Służąca iakie zobaczyła, wy
fzła prędko i w krotce powrociła, przy
nioßßzy mifeczkę pełną wody święconey.
Naści WPan, rzecze: Mości Xięże, po
krop wfzędzie, aby ktory z tych prze
klętych Czarnoxiężnikow, co ich pełne
fątekfięgi, nieoczarował nas ze złości,
że ich chcemy wygnać ze świata. Xiądz
rozśmiawfzy fię z tey proftoty: rzekł do
Balwierza, aby mu podawał iedną po
drugiey, dla zobaczenia, oczym pifzą;
po N QUIszo TTA 6,
bo fię może znaydą między niemi, ktore
nie lą godne kary ognia. Nie, nie, rze
cze Sieftrzenica , nie trzeba ochraniać
żadney, wfzyftkie przyczyniły fię do
zguby mojego wuia, powyrzucać oknem
ftos zrobiwfzy na podworzu wfzyftkie
razem palić, albo w tylne podworze
przenieść, i tam ich ftracenie wykonać.
Służąca była tegoż zdania, tak obydwie
okazały fię zawzięte, na zgubę tych nie
winnych niebożąt. Atoli Xiądz Pleban
ftały w fwoim zdaniu chciał przynay
mniey tytuły i napify ich czytać. Nay
pierwfza, ktorą podał Mayfter Mikołay
była Amadisz Gallyi. Ho, rzecze Xiądz
Pleban : zdaie fię, że w tymiakaś tajemni
ca; bo jak mi fię dało flyfzeć,że to pierwfza
Xiążka Rycerftwa, co była drukowana
w Hifzpanii, i ktora Rużyła za wzor in
nym wfzyftkim. A zatym niech będzie
na ogień przeznaczona bez odpufzcze
nia, iako przewodnicza tak przewrotney
nauki, i początek zgorfzenia. Wnofzę
za nią proźbę, rzecze Balwierz; gdyż fly
fzałem od ludzi godnych wiary : iż ieft
jedna z naylepfzych, ktorą mamy w tym
rodzaju, i fzczegulna prawie w tey fztu
ce; przeto warta, aby iey przepuścić.
62 H I S T o R rA
Prawda ieft powie Pleban na ten raz iey
darować. Obaczmy, co naftępuie. Są
to dokazywania Efplandiana, odpowie
Mayfter Mikołay, Syna prawego Ama
difa z Gailii. Syn niewart oyca, rzecze
Xiądz, weź Pani Ochniftrzyni, otworz
okno , i rzuć na podworze, niechay flu
ży za podwalinę do ftofu, co chcemy uło
żyć. Służąca wypełniła chętnie to zle
cenie i nieborak E[plandian poleciał przez
okno na dworczekać cierpliwie (tracenia,
na ktore był przeznaczony. Poftępuy
my daley, rzecze Xiądz. Ten ieft, mowi
Balwierz, Amadis z Grecyi , rozumiem,
że wfzyftkie tegoż gatunku fa iednego
roku: niechże wfzyftkie odpowie Xiądz,
ida tym torem na podworze; bo zamiaft
żeby nie palić Krolowey Pintiquinieftery
i Paftufzkow Darinela z iego wieyfkiemi
wierfzami , i niegodziwym rozfądkiem
Pifarza, zdaje mi fię żebym Oyczyma
moiego nie żałował, gdyby mi fię poka
zał, pod poftacią Rycerza błędnego. I
ia tegoż zdania fzczerze ieftem, powie
Balwierz; toż iia myślę,przyda Sioftrze
nica. A gdy tak ieft, odezwie fię Och
miftryni; niechże idą za fwoiemi wfpo
łecznikami, i unikając utrudzenia zno
po w QU I SZ O T7 A 63

fzenia ich po fchodach, po iedney; wfzy


ftkie oknem wyrzuciła. Coż to za duży
pęk? zawoła Pleban. Don Olivantes
z Laury, odpowie Mayfter Mikołay, te
goż ieft Pifarza, co i ogrod Flory, rze
cze Xiądz : nie mogę wyrazić , ktory z
nich niegodziwfzy, to co wiem, że ten
na Dwor poleci, iako zbytnik i zmyślacz.
Ten, co naftępuje, ieft Florismarte z Hir
kany: daley Balwierz mowi. Jako? Pan
Florismarte ieft tu także ? rzecze Xiądz.
A że fię fam wraził, niechże za drugiemi
idzie po mimo iego urodzenia cudowne
go , i przypadkow do wierzenia niepo
dobnych; niegladkość i ubogość iego wy
razow, nie warte lepfzego przeznacze
nia. Ten ieft Kawaler Platir, znow Bal
wierz; to [tary Bakalarz, ktory niema
nic dobrego, co by mu odpufzczenie
ziedmało, na dwor go Pani Ochmiftrzy
ni, niech onim i wzmianki niezoftanie.
Niezapominać i o tym, ktory fię mianu
je Rycerzem od Krzyża. Nazwifko tak
Swięte godne by było przepufzczenia, i
pokryć powinno iego błędy, ale Xięga
ladaco, niewarta ochrony. Wyimując
inną Mayfter Mikołay. To ieft zwiercia
dło Rycerftwa; mam fzczęście znać ią,
64 H Is to k 1A
powie Xiądz, znaydziemy tu Pana Re
nod z Montoban z iego przychylnemi
ludźmi niezgorfzemi i wielkiemi Rozboy
nikami, dwanaście Parow Francyi , i
wiernego Dziejopifa Arcy-Bifkupa Tur
pina; ieżeli mi ufność będzie dana, tego
przeznaczemy na wieczne wygnanie, bo
jego opifanie ma trochę wynalazku Bo
jarda, zkąd fwoie pifmo wyciągnął Arioft
fkromny. Co do Ariofta, ieżeli go na
padnę w innym języku, jak iego właf
nym, mechay fię niefpodziewa odpufz
czenia; wprawdzie go fzacuję w iego ro
dowitym pifaniu, i mieć będę wiele
względu na niego. Mam ja go po Wło
fku, rzecze Balwierz, ale go nie rozu
miem, tym lepiey dla was, pociefzcie
fię, odpowie Xiądz : niewiele na tym
ftracicie, i bardzieybyśmy wdzięczni
byli jego Tłomaczowi; gdyby fobie był
umnieyfzył pracy wprowadzenia go do
Hifzpanii, i na nafz ięzyk przełożenia,
oprocz, że, mowiąc prawdę, wiele mu
utracił fzacunku, co zawtze fię dziać bę
dzie podobnie z przekładaniem Wierfzow
z obcego ięzyka, ktorym niemożne za
chować ich wdziękow włafnych i rodo
witego przyozdobienia, bądź jakiego
- chcąc
po w Q Urszo fra ds
chcąc ftarania i biegłości w tym dokła
daiąc. Tego tedy i innych, ktorzy o
Francuzkich Dzieiach pifzą, moie zda
nie ieft: aby ie w mieyfcu bezpiecznym
ukryć, aż będziemy mieli więcey czafu
namyślać fię, co z niemi zrobiemy. O
ftrzegam fobie iednak Bernarda z Karpio
i drugiego nazwanego z Roncewo, ktore
ieżeli mam fię nawiną , będą odda
ne, w ręce świeckiego Urędu Pani Och
miftrzyni. Balwierz przyftał na to wfzy
ftko przez zaufanie w Xiędzu Plebanie,
ktorego znał człowiekiem dobrym i tak
przyiaznym prawdzie, że nic na świe
cie nie było dość mocnego dla przekona-,
nia go przeciwnie. Otworzywfzy dwie
inne, Xiążki obaczył jedną Palmarina
z Oliwy, drugą Palmaryna z Anglii, co
do pierwfzey rzecze Xiądz, niechay i
dzie na ogień i popioły, na wiatr; ale za
trzymaymy Palmarina z Anglii, iako iedy
ną i naylepfzą Xiążkę w tym gatunku.
Kazawfzy zrobić fkrzyneczkę kofztowną
dla miey, iak tę, ktorą znalazł Alexander |
wielki w zdobyczy Daryufza, i iaką prze
znaczył pifmom Homera. TaXiążka moy
Kmotrze ieft znakomita z dwoch miar, z
iedney, ża ieft wyborna fama przez fię;
Tom I. E
V •

cs, H I s ro r r A
z drugiey, iż mniemaią, że ją napifał
iedem Krol Portugalfki. WIzyftkie zda
rzenia w Zamku pięknego weyrzenia fq
dobrze wynalezione, i pełne umiejętno
ści. Wyrazy fą łatwe i iafme, i pifzący
miał przezorność zwykłą zachować przy
zwoitość, ze wfzech miar, i włafność
przymiotow utrzymać. Przeto Panie
Mikołaju, nieprzecząc lepfzemu zdaniu
wafzemu, ta i Amadis z Gallii nie poy
dą na pożar. Co do innych wfzyftkich
iuż ich nie przeglądając niechay giną, i
pamiątka ich nie zoftaie. Nie Mci Xię
że Kmotrze za pozwoleniem W. Pana,
odpowie Balwierz, bo o to ieft fławny
Don Balianis. Co ten? powie Pleban,
z drugą trzecią i czwartą częścią, po
trzebowałby Rhubarby, aby przeczyścić
tę ftrafzną żołć, ktora go bezuftannie
burzy; trzebaby także wyiąć Zamek
Sławy, i fiła innych zdrożności; potym
można mu dać fryfztu iaki czas i jeżeli
fię poprawi lub nie? można go ofądzić,
älbo uwolnić. Tymczafem moy Kumie
zatrzymaycie ją u siebie, i niedozwolcie
nikomu czytać. Ręcze, powie Balwierz
że ją zachowam, i nie turbuiąc fię więcey
przeglądaniem, reizty Xiąg, rzekł Och
, *.
*
Do N Q Ursz o TTA 47
miftrzyni, aby zabrała wfzyftkie wraz,
i na podworze wyrzuciła. Ta co radaby
i więcey [paliła za iedną kofzulę, nieda
ła fobie dwa razy mowić, i wziąwfzy w
raz kilkanaście, co mogła zachwycić, o
knem wyrzuciła, a że za wiele ujęła ra
zem, upuściła iedną blifko Balwierza,
ktory podmioßfzy ią, ciekawość go wzię
ła obaczyć, i otworzywfzy znalazł na
pis. Dzieje Rawnego Strzelca do celu.
Daycie go fam Panie Mikołaju, profzę
was, ieft to lekarftwo od nudności, tam
wynaydziemy odważnego Rycerza Don
Kyrideifon z Montoban i Tomafza iego
Brata z Kawalerem Fonfaką; Spotyczkę
mężnego Detryante przeciwko Brytano
wi; zabiegi Panny Rozkofznicki, miło
ści i obłudy Wdowy fpokoyniuchney;
Cefarzową zakochaną w fwoim Koniu
fzym. Niezmyślam moy Kumie, ta ieft
naylepfza Xiążka ze wfzyftkich dla opifu
dobrego i niewymufzonego. Tam Ry
cerze iedzą, piią, ifpią dobrze, w łożku
umieraią, oftatnią wolą pifzą przed zey
ściem, i tyfiąc innych rzeczy potrzeb
nych i użytecznych, o ktorych inne nie- -

namieniają i tłowa. Przecięż niebyłoby


żle, gdy wydawcę pofłano na •
- ij
68 H i S T o x 1 A
całe życie zato, iż zbyt wiele głupich
rzeczy przydał umyśloną chęcią. Weź
cie ią Kmotrze i czytaycie, a uznacie,
ieżeli nieprawdę wam powiedam.
chęcią to uczynię Balwierz odpowie, ale
z temi małemi baykami, ktore pozoftały
co będziemy robić? Podobno to nie fa
Xięgi Kawaleryi, ale bardziey Rymopi
fow, rzecze Pleban, i otworzywfzy ie
dnę, uyrzał, że to była Dianna Monte
majora. Co te, rozumiejąc, że wfzy
ftkie były tegoż rodzaiu, niepowinny
iść na ftos, bo nieprawuią tyle nierzą
du, co Xięgi Kawaleryi, nieoddalając
fię od prawideł zdrowego zdania, i nikt
niepodpada niebezpieczeńftwu zepfowa
nia fię. Ach! Mci Xięże Plebanie, za
woła Sioftrzenica, możefz ie W. Pan
śmiało, jak i tamte ofądzić na ftos, bo
ieżeli moy Wuy zdoła ozdrowić z zapa
miętałości Rycerftwa błędnego, niewie
le do tego trzeba, żeby go chęć niewzię
ła zrobić fię paftufzkiem, biegać po la
fach, i łąkach śpiewając, i grając na pifz
czałce, a coby może gorzey było, gdy
by zoftał Wierfzopifem, bo iak powia
daią: ze wfzyftkich fzaleńftw, to nay
zaraźliwfze i nieuleczone. Panna do
po w q vrszo TrA 69
brze mowi: rzecze Pleban, trzeba odiąć
nafzemu Przyiacielowi tę do zaięcia fię
podnietę. Zacznieymy tedy od Dyanny
Montemajora, nieieftem ia tego zdania
aby ją na fpalenie potępić: tylko iey od
iąć, co pifze o mądrey Felicyi, i o wo
dzie zaczarowaney, i zgoła wizyftkie
wierfze, zoftawiwfzy iey zafzczyt być
pierwszą w tym rodzaiu pifmow. Ta,
co naftępuie, ieft Dyanna zwana druga,
pifana od Salmentiana, i ta inna, ktorey
ieft wydawcą Idzi Pol. Niechayże ta Sal
mentina, rzecze Xiądz, przyczyni licz
by na płomień fkazanych : zachowaymy
Idziego Pol; iak gdyby Apollo famią
ułożył. Daley fię pofpiefzaymy Kumie,
i kończmy, bo fię iuż zpoźniło. Naż
W. Panu: o to dziefięć Xiąg fortuny mi
łości; napifane przez Antoniego Ofrafę
Poetę z Cerdagni. Jakem Xiądz, rze
cze Pleban, o początku, iako Bożku
Wierfzopifow i Muzach mowią, i Poeci
naftali, niewynaleźli żartobliwfzey i za
bawnieyfzey Xiążki nad tę ,i w fwoim
rodzaju, i w tym, co zawiera, i kto iey
nie czytał, może przyznać, że nie zna
wfzyftkich Xiążek dobrego fmaku. Day.
miią Bracie, niech nie żyię zawołaxiąda
N


* H I s t o r rA
ieżeli ią nie wolę niż Sutannę z naypięk
nieyfzego Atłafu Florenckiego. Te, co
po nich idą, znow Balwierz, fą Paftu
fzek z Iberyi, Nimfy z Enares, i Lekar
ftwo za zawifność; możefz te wfzyftkie
oddać na ftracenie Pani Ochmiftrzyni ,
rzecze Xiądz , niepytając mię fię o przy
czynę, bobyśmy nigdy nie fkończyli,
A Paftufzek Philidy, fpyta Mayfter Mi
kołay ? nie ieft to Paftuch, odpowie
Xiądz, ale zabiegły Dworzanin, ktore
go chować należy, iak fkarb drogi. A
ta fpora co znaczy? Ah! to ieft zbior
różnych Wierfzow, aż nad to tego te
raz, i gdyby były rzadfze, więceyby
ich fzacowano; zdałoby fię z tey xiąż
ki wybrakować wiele proftych i grubych
wyrazow, ktore fię znayduią między
wfpaniałemi, i umnieyfzaią wiele wa
żności iey. Zachowaymy ją iednak:
Wydawca tey ieft moy Przyjaciel, i
inne Dzieła wyborne, co pifał , godne
fą, aby tey przepuścić. Coż to ? znow
Balwierz, otworzywfzy inną xiążkę.
Zebranie Pieśni Lopefa z Maldonatu;
ten Pifarz ieft także z moich poufałych
mówi Pleban, i iego wierfze fą przednie
wiego uftach, bo ma głos wyśmienity,
po w q U r s zorra 7i •

nadto trochę przeciągnął Eglogi fwoie,


ale dobra rzecz nie może bydź nazbyt
długa; zatrzymać ią i włożyć między
wybranęmi. Ta, co blifko , iak fię na
zywa? Galatea Michała Cerwantes, od
powie Mayfter Mikołay. Dawno tem
Dziejopis ieft mi mocno przychylny
powie Xiądz , i wiem dobrze, że ie
niefzczęśliwfzy, niż Poeta;iego xiążká
ma dofyć wynalazku, i obiecuie wiele,
` ale nie kończy , i trzeba czekać na dru
gą część, fpodziewając fię, że mu fię
lepiey uda, i zatłuży, żeby fię łafkawie
obeyść z pierwfzą. Tym czafem Bra
cie, odłoż ią, a obaczmy, co w tych
trzech pefpołu. Arakuana Don Alonfa
z Hercylii, rzecze Balwierz, Aushiada
Jana Rufa Jurata z Korduy, i Monferrat
Chriftowała Wives Poety z Walencyi.
Tefą naylepfze wierfze Heroiczne, po
wie Pleban, ktore w Hifzpańíkim języ
ku napifane, i mogą fię zrownać z nay
fławnieyfzemi Rzymfkiemi i Włotkiemi,
Mile ich zachoway , jako pamiątki dro
gie nafzych Wierfzopifow Dofkonałości,
Xiądz Płeban na refztę zmordowawfzy
fię przeglądaniem mnoftwa, xiąg, umy
ślił więcey, nie roztrzątaiąc, oddać :*
72 H I S 7" O K ?" A

fztę na fpalenie, Ale Balwierz pokaza


wfzy mu iednę otworzną, mającą napis:
Łzy Angeliki; a co tey, rzecze: nieod
żałowałbym nigdy, gdyby miała iść w
perzynę z moiego rozkazu; bo wydaw
ca $ nietylyo ieden z naylepfzych
Wierfzopifow w Hifzpanii, ale i innych
Kraiow, i naylepiey mu fię udały prze
kładania niektorych Baykow Owidyufza,
D 0 W « v 1 sz o r ra. 73

***
R O ZD I A Ł VII.
Druga wyprawa Don Qui/sotta.;

Ty, fię zabawiając ufłyfzeli Dom


Quifzotta, że wołał całym głofem złóż
ka. Tu, tu, odważni Rycerze, tutay
pokażćie -zręczność i fiłę wafzą; otoż
Dworzanie odnofzą wygraną Igrzyfka
gonitwow. Mufieli więc porzucić prze
glądanie xiąg, biegąc na hałas, i ieft
do podobieńftwa, że refzta zbioru bę
dąc zoftawiona do woli Ochmiftrzyni i
Sioftrzenicy, bez żadney Prawności
wfzyftkie na zgubę zoftały fkazane, i
tak Karolea; Leon z Hifzpanii, i Dzie
ła Cefarza, Pifmo Dom Ludwika z Awi
ly, ktore tam bydź mufiały, zapewne,
ogniem ukarane, coby może ochronio
ne zoftały, gdyby Pleban wchodził w
ich Sprawę- Don Quifzottwftał z łóż
ka, gdy Sędziowie xiąg wefzli do iego
Izby , nieprzeftawał wołać, i fwych
marzeniow wypowiedać, wielkie razy
74 H I S T O R T 4

daiąc ścianom, i fzychtem, i ciofem,


oczy należycie otworzywfzy, i tak,
iakby ocucony nigdy niefpał ; wfzyfcy
do niego fkoczyli, i odebrawfzy mu
broń, położyli w łóżko, odpocząwfzy
trochę, i przyfzedłfzy do fiebie, obro
cił fię do Plebana, i rzecze mu; zapewne
Mci Xięże Arcy-Bifkupie Turpinie,
wielki wftyd dwunaftu Parom dać tak
nikczemnie odnieść zwycięztwa ławę
w Turneiu Dworzanom, gdy my na los
fzczęścia opufzczeni otrzymaliśmy ten
źafzczyt przez trzy dni cięgiem. Trze
ba bydź cierpliwym , móy Mci Panie
Kmotrze, rzecze Xiądz: fzczęście fię
odmienia: a co fię dziś utraci, iutrofię
może odzyfkać. Ale nie myśliymy
teraz, tylko o zdrowiu WPana. Mufifz
bydź mocno znużony, jeżeli nie ranio
ny. Co fkaleczony to nie ieftem, od
powie Don Quifzott, ale potłuczony i
pogruchotany, iak można naygorzey,
bo ten nieprawy Syn Roland tak mnie
zbił pniakiem Dębu z zazdrości i złości,
że mu przeczę fławy fam bydź naymę
żnieyfzym. Ale niechay utracę imię
Renoda z Montoban, ieżeli mimo wfzy
ftkich iego czarodzieiow nie przypłaci
Do w QUIszo TTA, 75

mi tego dobrze, iak tylko będę mogł


wftać z łożka. Tym czafem niechay
mi dadzą śniadanie, naybardziey mi
potrzeba pofiłku, a w refzcie zoftawić
mi ftaranie zemfty. Dali mu ieść, ziadł
fzy zafnął powtórnie ; a ci wyzli tym
czafem zadumieni z tak dziwacznego |
fzaleńftwa. Teyże nocy Ochmiftrzyni
popaliła wfzyftkie xiążki, co na pod
worze wyrzucone były, i co tylko ich
fię w Domu znaydowało. Wiele ich
tam było tey zgubie pofpolitey podle
głych, ktore waste bez wątpienia bydź
zachowane nazawfze w fkładzie Dzie
iow Powfzechnych, ale ich złe przezna
czenie, i leniftwo przeglądających nie
dozwoliły tego; i tak fię przyfłowie
fprawdziło, ktore twierdzi że niewin
ny częfto ginie wraz z winnym. Jedno
zapobieżenie, ktore Xiądz i Balwierz
znaleźli zdatne na uleczenie ich Przyia
ciela było, aby zamurować Drzwi do
Pokoiku, gdzie były xięgi iego przedtym
zachowane, aby ich nie znalazł ozdro
wiawfzy, fpodziewając fię, iż przyczy
na złego będąc uprzątniona, i fkutekby
zoftał znufzczony, udając przed nim, że
Czarnoxiężnik porwał, i Pokoik, i wizy
76 H I & T" O R T A

ftkie xięgi razem; co było dopełnione i


udane z wielką pilnością. We dwa dni
potym Don Quifzott wftawfzy, pier
wfze kroki fwoie obrocił do zachowa
nia xiąg, a że niemogł znaleść Izby,
gdzie były złożone, chodził od kąta do
kąta fzukaiąc, i nie mogąc zgadnąć, co
fię z tym ftało, fto razy powracał w
toż mieyfce, gdzie były drzwi, maca
iąc ręką, ogłądał fię na wfzyftkie ftrony,
nic nie mowiąc , i zapewne nie mogąc
pojąć tey przemiany. Na refztę długo
fię nafzukawfzy, fpytał fię Służą
cey? Z ktorey ftrony była jego xię
garnia, ta będąc dobrze o tym nauczo
na, odpowie : czego WPan fzukafz ,
gdzie niemafz nici już więcey ani Po
koiku, ani xiąg WPan w całym Domu
nieznaydziefz: wfzakże bies iuż wfzy
ftko porwał. Nie zły Duch, rzecze Sio
ftrzenica, ale Czarnoxiężnik, ktory ie
dney nocy fpuścił fię na obłokach, iak
WPan ztąd wyjechałeś, i zfiadfzy ze
fmoka , na ktorym fię przeieżdżał,
wfzedł do WPana xiąg zachowania, nie
wiem, co tam robił, ale po krotkiey
chwili wyleciał dachem, dymem nie
zmiernym Dom cały napełniwszy, gdy:
po w q v Iszo TTA. 77

śmy potym chcieli obaczyć, co tam


zrobił, więcey niemogliśmy trafić do Po.
koiku, ani do xiąg; nawet znaku, gdzie
były niezoftawił. Tylko tyle pamię
tam, i Pani Ochmiftrzyni także baczy,
że ten złośliwy ftarzec, odlatując za
wołał głośno, iż to czynił przez fkry
tą nienawiść , ktorą miał do Pana tych
xiąg, i tę zrobił niecnotę, co fię dowie
cie, także przydał, że fię nazywał Mę
drzec Mugmatom. Powiedz, Frefton,
nie Mugmatom, odpowie Don Quifzott.
Niewiem, rzecze Sioftrzenica, czy to
był Fraton, czy Friton, ale to wiem,
że nazwifko kończyło fię na ton. I za
prawdę, znow powie Don Quifzott, ieft
to dofkonały Czarnoxiężnik, móy wiel
ki nieprzyiaciel, ktory dufi w fobie nie
fkończoną zawziętość przeciwko mnie,
bo iego umiejętność uwiadomiła go, że
mam pewnego dnia odprawić pojedy
nek z iednym młodym Kawalerem, kto
rego kocha i broni, ale wiedząc, że go
zwyciężę po mimo iego wfzelkiey bie
głości, z zaiadłości czyni mi wfzyft
kie pfoty, co może, ale niechay wie o
tym, że fie brzydko pomyli, i rzecz
nieunikniona, co Niebo przeznaczy.
+
- 78 H I s t o r rA "
Nikt o tym wątpić nie może, odpowie
Sioftrzenica, ale moy kochany Wuiu,
za co fię WPan wdaiefz w te wfzyftkie
kłotnie, i fpotyczki? Czyby nie lepiey
było fiedzieć pokoynie w Domu, uży
wać fwoiego dobra, i bawić fię polo
waniem, nie mordować fię tak biegając
po świecie? Moy Wuiafzku nie znay
dzie nigdzie lepfzego chleba iak pfzen
ny, i Ludzie czafem fzukaiąc wełny,
goli powracają. O! moia miła Sioftrze
nico, daleko ztąd do owąd, niżeli mię
kto ogoli, to ia wyfkubię, i wyrwę każ
demu brodę, co tylko będzie miał śmia
• łość patrzyć na koniec włofow moich.
w

Nie chciały mu więcey przeczyć, wi


dząc, że fię zaczął gniewać. Nafz Ry
cerz dwa Tygodnie całe bawił w Domu,
odpoczywając z przefzłey pracy, i nie
daiąc nic poznać po fobie, żeby zamy
ślał o nowym iakim fzaleńftwie. W tym
przeciągu czafu Xiądz Pleban i Balwierz
miewali z nim cale śmiefzne rozmowy,
o tym, iż naypotrzebnieyfza rzecz na
świecie była: Rycerze obłąkani , i że on
chciał przywrocić ich Zakonność. Cza
fem Pleban mu fię fprzeciwiał, a czę
ściey. udawał bydź przekonanym, bo
*
f) o w QU 1 s z 0 T TA. 79
inaczey nie można było z nim przyjść
doładu. Tym czafem Don Quifzott na
mawiał codziennie fkrycie iednego Rol
nika, fwoiego fąfiada, Człowieka dobrego
(ieżeli tak można nazwać ubogiego) ale
ktoremu także mozgu brakowało w gło
wie, i tyle łagodnemi flowy i wielkie
mi obietnicami zachęcił go, i tak dale
ce uwiodł; że mu przyobiecał fłużyć za
Koniufzego. Don Quifzott między in
nemi namowami i to dokładał, aby fię
nieobawiał z nim iechać, że wfzyftko
może zyfkać, a nic nieutraci; bo może fię
takowa zdarzyć pora, iż zamiaft gnoiu
i fłomy, ktore porzucał, odda mu w rzą
dy iaką Wyfpę, i Kray znaczny. Temi
ponętami, i tym podobnemi rownie u
gruntowanemi Sanfzo Panfa (było to
nazwifko tego Chłopa) dał fię ułudzić,
iż porzucił Zonę, Dzieci, i Dom, a po
fzedł za fwoim Sąfiadem, fłużyć mu
za Koniufzego. Don Quifzott upewniony
o tak potrzebney fztuce przyłożył fta
rania dla zebrania pieniędzy, przeda
wfzy ieden Folwarczek, zaftawiwfzy
drugi, tracąc na każdym targu, zebrał
fobie nie małą fumkę. Przyfpofobił fię
w ftary Rapir, ktorego pożyczył ufą

• - - *

[
io H I S T O R T4

fiada, i naprawiwfzy, iak mógł nayle


piey Zbroią i Szyfzak, przeftrzegł Ko
niufzego o dniu i godzinie wyiazdu, a.
by fię podobnież przygotował w potrze
bne oporządzenie, ale naybardziey mu
zalecił, aby nie przepomniał wziąść do
brych fakwow. Sanfzo odpowiedział,
że to wfzyftko wypełni, i że nadto miał
chęć, wziąść fwoiego ORa, ktory był
dość mocny, nie będąc znużony fiła
chodzeniem. Nazwifko Ofła zaftanowi
ło trochę Don Quifzotta, ktory niefą
dził dozwołić fwoiemu Komiufzemu brać
to bydlę, bo przywodząc fobie na pa
mięć wfzyftkich Rycerzow błędnych,
ktorych , znał, żadnego nie znaydował,
żeby z fobą prowadził Koniufzego na
takim źwierzęciu iadącego. Przecięż
dał fię nakłonić do przyjęcia go tym
czafem w myśli odmienienia mu przyzwoi
tfzego fiedzenia za pierwfzą porą, ktora
mu fię zdarzy zfadzić z Konia w boiu
iakiego Rycerza nieobyczaynego, i gru
bianina. Opatrzywfzy fię także w kofzu
le, y inne rzeczy zdatne wedlug prze
ftrogi Karczmarza, wfzyftko to fkrycie
zrobiwfzy, Sanfzo nie żegnając fię
z Zoną iz Dziećmi, Don Quifzott nie
wfpo
Do w QUIszo TTA $I

wfpomniawfzy nic ani Sioftrzenicy,


ani Służącey, iedney nocy wyiechali
cicho ze Wfi, i tak piezno dążyli, iż
świtaniem mogli bydź pewni, że ich nie
doiadą, choćby w pogoń za niemi pofła
li. Saufzo Panfa iechał poważnie, jak
Patryarcha na Twoim Ośle, fakwy i bań
ka przy nim zawiefzone, w niecierpli
wości widzieć fię prętko rządcą Wyfpy,
ktorą mu Pan obiecał, Doh Quifzott ia
chał tąż famą drogą, co w pierwfzey
wyprawie, to ieft przez pola Montiel
fkie z mnieyfzym utrudzeniem, niż
przed tym, bo rano iefzcze było, i pro
mienie łoneczne bokiem go tylko docho
dząc, nie wiele mu przykrości czyniły;
dotąd iechali nic niemowiąc: ale Sanfzo
Panfa niemogąc długo milczeć, odezwał
fię, i rzecze do Twoiego Pana. Mci Pa
nie Kawalerze obłąkany, pamiętay WPan
o Wyfpie, profzę, ktorąś mi przyobie
cał, bo nią rządzić będę wybornie, choć
by nie wiedzieć, jak wielka była. Słuchay
Sanfzo Przyiacielu, powie Don Quifzott:
trzeba, żebyś wiedział że to był zwy
czay dopełniony w każdym czafie od Ka
walerow błędnych, dawać fwoim Koniu
fzym w Rządy Wypy, i *; kto
Tom
82- H Is t o R rA |

re zdobywali, ja zaś tak poftanowiłem u


trzymać te chwalebne używanie, iż pra
gnę więcey nad to uczynić i zamiaft, że
inni Kawalerowie czekali z nadgrodą dla
fwoich Koniufzych ażby fię zeftarzeli, i
fprzykrzyło im fię flużyć, złe dni, gorfze
nocy przepędzac, w tenczas przeftawali
na tym, aby im dać iaki Powiat z Urzę
dem Hrabi, albo Margrabi : może fię zaś
ftać, ieżeli żyć oba będziemy, że za fześć
dni ia Kroleftwo zdobędę tak obfzerne, że
innych kilka będzie mu hołdować, w ten
czas iednego z tych Krolem cię zrobię.
I niemyśliy, aby to rzecz była trudna;
takowe fzczęścia [potykaią częfto Kawa
lerow błędnych; i to fię fprawuie przez
śrzodki tak fkryte, i z takową łatwo
ścią, iż może fię nadarzyć, że ći wię
cey daleko będę w ftanie wyświadczyć
bez żadney ciężkości, niżeli obiecuję.
Takim fpofobem powie Sanfo, gdybym
był Krolem przez iaki cud, które W.
Pan umiefz robić , Joanna Gutiera na
fza gofpodyni byłaby przynaymniey
Krolową , i nafze Dzieci Krolewięta.
Ktoż o tym wątpi, odpowie Don Qui
fzott. Ja powątpiewam potrofze, rze
cze Sanfo, i tak dla fiebie trzymam :
DO N QUISZ O TTA 33 ->

że gdyby iak defzcz z Nieba padały


Korony, nieprzydałaby fię żadna na gło
wę moiey Zony. Doprawdy moy Mci
Dobrodzieiu , ona nie warta wieńca z
cybuli, nie żeby miała bydź Krolową;
Hrabftwo by iey daleko lepiey przyto
iało, i to iefzcze Boże mi pomoż, było
by dofyć nadto, i wfzyftko. Poleć to
Panu Bogu, rzecze Don Quifzott, da ci
to, co będzie przyzwoitfzego dla ciebie
ale nie trać ferca, ani fię tak nieupodlay
i żebyś nie chciał wielkorządztwa, przy
naymniey albo co podobnego. Ręczę
za to Mci Dobrodzieiu , odpowie Sanfzo
i fpufzczam fię na WPana, iefteś dobr
Pan, będziefz wiedział, co mi dać we
dług moiey zdolności,
84 H IS TO R ra
3ęg=#=#=#=#=#=#=#=#=$=$s$

ROZDZIAŁ VIII.
O powodzeniu, ktore miał Mężny DON
QUISZOTT w /tra/żnej 1 nie/łycha- -

ne/przygodzie Wiatrakow. -

Po czas tey piękney rozmowy Dom


Quifzott, i iego Koniufzy zoczyli zdala
kilkadziefiąt Wietrakow, i fkoro ich uy
rzał nafz Rycerz, fzczęście nas wie
dzie, rzecze: lepiey, niżbyśmy żądać
mogli. Przyiacielu Sanfzo, czy widzifz
ten gmin, potężnych Olbrzymow, my
ślę z niemi wojować, i pozabijać ich.
Zaczniymy bogacić fię z ich zdobyczy,
ieft prawa z dobrey woyny, a przytym
fię czyni przyfuga Panu BOGU, uprzą
taiąc tak przeklęty rod ze świata. Co
za Olbrzymy, rzecze : Sanfzo Panfa?
ACi, co widzifz przed fobą, odpowie Dom
Quifzott z długiemi ramionami, bo nie
ktorzy mają na dwie mile rozciągłe ręce.
Uważay WPan dobrze, Mci Panie, co
tam widzifz, nie fa Olbrzymy, tylko
Wietraki, i co fię WPanu zdają ręce, fą
|
ID o W QUIS ZOTTA. 85

fkrzydła, ktore wiatr obraca, aby ka


mienie miełły. Znać, że nie iefteś
wcale świadomy Rycerftwa, rzecze: Dom
Quifzott, fą to prawdziwi Wielkoludo
wie, ieżeli fię boifz, umkniy fię ztąd na
uftronie, a modłfię za mnie: iafię z nie
mi fpotkam, chociaż nie w rowney licz
bie do bitwy. To mowiąc wypuścił Rąt
finantowi cugle, i lubo Sanfzö bifowi fię :
ledwie nieoddawał, i prawie nie roz
pukł, wrzefzcząc, iż to były Wietra
ki, nie Wielkoludy, były to iednak dla
nafzego Rycerza ogromne Goliaty, tak,
że nie flyfzał krzyczenia fwoiego Koniu
fzego, im fię więcey przybliżał do Wie
trakow, tym mniey fię z błędu wywo
dził. Nieuciekaycie Niewieściufzy, wo
łał całym głofem , nikczemne i podłe
ftworzenia nie pierzchaycie: Jeden tyl
ko Rycerz porywa fię wojować z wami;
wiatr powftał w tym czafie, i fkrzydła .
poczęły fię obracać. Czyńcie, co chce
cie, woła Kawaler powiękfzonym gło
fem, gdybyście więcey rękami rufzali,
niż ich miał Briareutz, zaraz mi tu przy
płacicie. W tym razie oddając fię Damie
fwoiey Dulcynei, z całego ferca profząc
iey, aby go ratowała w tak wielkim nie
+

69 H I S T O R T A

befpieczeńftwie, zakrywfzy fię dobrze


Tarczą i Kopią zafadziwfzy ; bieży ze
wfzyftkich fił Rofinanta poganiając, na
padł na iedno fkrzydło w tenczas, gdy
fię wiatr wyfilał, te pędem obracając fię
porwało dzidę i zgruchotało, uderzy
wfzy o ziemię Rycerza i z koniem o po
dal na pole w bardzo złym ftanie. San
fzo przybiegł co tchu fwoiego Oßa na
ratunek Pana, znalazł go nie mogącego
fię rufzyć, tak mocne było obalenie.
Hey tam do kata zawoła Sanfzo, a niemo
wiłem ia WPanu, abyś zważał, coś miał
czynić, i że były Wietraki? Ktoż mogł
o tym wątpić? chybaby miał inne w pu
ftey głowie? Ucifz fię przyjacielu San
fzo. Sztuka wojenna więcey nad inne
ieft podlega odmianom lofu, i trwa w
nieftateczności nieuftanney fzczęścia i
niefzczęścia. Jeżeli chcefz, żebym ci
powiedział, co myślę, i zapewne to
prawda, że Czarnoxiężnik Freiton, kto
ry porwał moy Pokoik z Xiążkami prze
dzierzgnął tych Olbrzymow w Wietraki;
aby mi wydrzeć fławę zwyciężenia ich,
tak wielką ma nienawiść i zawziętość
przeciwko mnie. Day Boże Mci Panie,
•dpowie Santzo, pomogłfzy mu oraz
D o w QU I SzorTA 87
powftać, tyle fił zdobył, iż go wfadził
na Rofinanta, ktory był także fple
czony. Rozmawiając o tey złey przygo
dzie, puścili fię drogą do Portu Lapifkie
go , bo niepodobna , mowił Don Quifzot
aby będąc na wielkim trakcie, nieznale
źli dość trafunkow. Atoli był trafznie
żałośny, że utracił fwoy Proporzec, o
- świadczył to Koniufzemu, mowiąc: pa
miętam, iż iedem Kawaler Hitzpańfki
zwany Diego Peres de Wargas, złama
wfzy Twoią Kopią w bitwie, ułamał dużą
gałąż z Dębu, i tak wiele Maurow nią
pobił, iż przydomek mu zoftał Zabiiacza
Dębem, on i jego naftępcy zawfze fię
odtąd nazywali Wargas i Machuca. Mo
wię ci to dla tego Sanfzo, iż myśle z
pierwfzego Dębu, co napadnę zerwać
gałąź tak mocną i dobrą, iak tamta była,
i tak wiele nią dokazywać zechcę Dzieł
woiennych, że ty będziefz fię uznawał
[zczęśliwym, iżeś godzień widzieć ie,
i bydź świadkiem tak wielkich czynow
trudnych do wierzenia. Niechay tak
będzie, rzecze Sanfzo, wierzę dla tego
że mi to W. Pan powiedafz , ale fię W.
Pan wyproftuy trochę, bo krzywo fie
dzifz na Koniu, mufitz W. Pan bydź mo

88 | P# I S T O R 7" A

cno kołatany upadnieniem? Nieinaczey


ieft, odpowie Don Qufzott, i jeżeli fię nie
fkarżę, dlatego, że nie wolno Rycerzom
błędnym czynić tego, chociażby kifzki
z brzucha wyłaziły. Gdy tak ieft, nie
mam co na to mowić, powie Sanfzo,
ale Pan Bog wie, czybym nierad, że
byś W Pan choć trochę poftękał, kiedy
go co boli; bo ia niemogę fię utrzymać,
i wrzefzczę, iakby mię ze fkory odziera
no na każde zadraśnienie, chyba, żeby
to było zabronione Koniufzym błędnym,
tak dobrze , iako i ich Panom. Don Qui
fzott rozśmiał fię z proftoty [woiego Ko
nic fzego, i $# go, że mogł ftękać
-

i żalić fię, iak wieleby mu fię podobało,


czyby miał przyczynę, lub nie, i że ie
fzcze nieczytał nic temu przeciwnego
w Xięgach Kawaleryi. Mci Panie, rze
cze zatym Sanfzo, czyby nie był czas
podieść trochę, zdaje mi fię, żeś WPan
o tym zapomniał. Teraz mi fię niechcę,
odpowie Don Quifzott, co ty możefz
ieść, ieżeliś głodny. Za tym pozwole
niem Sanfzo ufadziwfzy fię, iak mogł
maylepiey na Ośłe, i wyiąwfzy z Sakwow
co wziął z fobą do pofiłku, zaiadał za Pa
nem co żywo, nachylając coraz bańki
Do N QU I sz o TTA 89
z tak wielkim przymileniem, że niemafz
Niemca, ktoremu by zazdrości niefpra
wił tak iadąc, i coraz łykając: zapomniał
o Domu i o obietnicach pana , zamiaft
znaydować ciężką pracę w tey czynno
ści, nabił fobie głowę fzukaniem zatar
gów, bądź iak chcąc niebepiecznych.
Ten nocleg odbyli w Bogu pod drzewem;
gdzie Don Quiñott ułamał gałąź fuchą
zamiaft drzewca od Dzidy dość mocną,
w którą ofadził żelazo, co zdiął z po
łamaney. Całą noc przepędził, oka
niezmrużywfzy, myśląc zawfze o Dulcy
nei ; aby naśladować, co czytał w ba
iecznych Dziejach, gdzie Rycerze nocy
trawili w lafach i knieiach , zabawiając
fię rozpamiętywaniem fwych ulubionych.
Acz Sanfzo, ktory miał więcey ciała iak
ducha inaczey fię obfzedł, mając brzuch
pełny , i nie wiatrem fię pafąc; wnet za- -
fnął, i jednym cięgiem, iak fię położył
na ziemi, aż do wfchodu Słońca, chra
pał, ktorego promienie choć mu w oczy
świeciły, iednak by go nieprzebudziły,
ani fpiewanie ptakow, ktore na wfzy
ftkie ftrony nuciły, gdyby nie Pan iego,
ktory zawołał kilka razy całą gębą na
niego; ocuciwfzy fię czuły Koniuizy,
Co H I S T O R T Af

dorwał fię bańki, ale z wielkim fmutkiem


znalazł ią lżeyfzą, niżeli przed wieczo
rem była, niewidząc prędkiego [pofobu
poprawienia tego niedoftatku, ile zwa
żaiąc trakt, ktorym fię zapuścili. Co
zaś Don Quifzott, ktory fię paíł żyzne
mi i fmacznemi myślami fwoiey ukocha
ney, niedbał o śniadanie. Wiadłfzy na
Konie, obrocili fię traktem do Portu La
pifkiego, ktory uyrzeli o ofmey godzi
nie z rana. Tutay, Sanfzo moy przy
jacielu, zawoła Don Quifzott, możemy
brodzić w poł [zyie, iak mowią, w przy
godach. Ale Puchay: przeftrzegam cię
miey fię na oftrożności, nieporywać fię
do broni, choćbyś mię widział w naygor
fzey toni na świecie, chyba, żebym tra
funkiem był napaftowany od Huttaiow,
albo tak podłych ludzi, i k ty iefteś, w
takim razie mogłbyś mię ratować ; ale
przeciwko Rycerzom nie ieftci wolno ża
dnym kfztałtem przez uftanowienia Ka
waleryi bić fię, w poki nie będziefzuzbro
iony fam Rycerzem. Bądź WPan pew
nym, że go w tym ufłucham, jak nay
dokładniey, tym bardziey, że ieftem bar
dzo fpokoynego umyfłu z przyrodzenia,
i nieprzyjaciel iawny wfzelkich kłotni.
D o W Q U R S Z o TTA 91
W prawdzie co fię należy do moiey wła
fney obrony, gdyby na mnie kto macierał
niedbałbym i na te "uftawy, ponieważ
Prawa Bofkie i ludzkie dozwalają każde
mu bronić Twoiey fkory. Zgadzam (ię
z tobą w tey mierze, powie Don Qui
fzott , ale co pomagać mi przeciwko Ry
cerzom niegodzi ci fię, tylko życzenia
dobre czynić; co zaś tę fwałą żwawość
przyfadną trzeba, żebyś powściągnął.
Czyż ia tego nie mowię także? odpo
wie Sanfzo, przyrzekam WPanu zacho
wać to, iak Przykazanie Boże i święcić
Niedzielę; kończąc te fłowa zobaczyli
iadących przeciwko nim dwoch Bene
dyktynow na Mułach dużych, jak Dro
maderach, zafłonki od Słonka maiąc, i
fzkła na oczach od kurzawy: za niemi,
fzła Kareta podrożna z kilką Męßzczy
znami, i dwoch Mafztalerzow fzło pie
fzą: w Karecie fiedzała Pani z Bifkai,
iako potym fię dowiedziano, ktora iecha
ła do fwoiego Męża do Sewilii, maiące
go płynąć do Indyi w znacznym U
rzędzie. Ledwie zoczył Don Quifzott
dwoch Zakonnikow, ktorzy ofobno ie
chali, chociaż iednym traktem, i nie
należeli do ich wfpołeczności; rzecze do
*)2 H I S T O R T A
fwoiego Koniufzego. Albo fię mylę przy
iacielu Sanfzo, albo to ieden z nayzna
komitfzych trafunkow , ktory można
kiedy widzieć. Bo te ftrafzydła czarne,
co fię tam ukazują, mufzą bydź, i fą bez
wfzelkiego wątpienia Czarownicy, kto
rzy porwali jakąś Xiężniczkę , i w tey
Karecie ją uwążą. Mufzę, niech fię fta
nie co chce, zabronić tey gwałtowności.
To ma widzę pozorbydź gorfze, iak Wie
traki: rzecze Sanfzo, kiwając głową. Mci
Panie czy zważafz W. Pan dobrze? tam
ci fą Xięża Benedyktyni, i Kareta ieft
pewną tych ludzi podrożnych: patrz
WPan należycie, co mafz czynić, i żeby
go Diabeł nie fkufił. Jużem ci to przepo
wiedział moy przyiacielu, odpowie Dom
Quifzott, że fię nie znafz, na przytra
fieniach, co ci wyrażam , to ieft iftotna
prawda, i wnet to obaczyfz. To mo
wiąc: pofunie fię, i ftanie na śrzodku
drogi, ktorą mieli Zakonnicy przeież
dzać, iak fię zbliżyli, że go ufłyfzyć
mogli; zawoła na nich miną hardą. Lu
dzie Czartowfcy i wyklęci: niech mi
zaraz będą uwolnione Xiężniczki, co
wieziecie w tey Karecie? ieżeli nie,
to przygotuycie fię prędką śmierć od
\
Dow QUIszo TTA 93

nieść za karę wafzych zbrodni. Xięża


zatrzymali fwoie Muły, i zadziwieni
niemniey z cudowney poftaci Don Qui
fzotta iako i z mowy iego, Mości Panie
Kawalerze, odpowiedzą: nieiefteśmy a
ni biefem opętani, ani wyklęci, ale Za
konnicy S. Benedykta podrożni, ieżeli
fą iakie Xiężniczki w tey Karecie wykra
dzione, my o tym nic niewiemy. Ja
pięknemi fłowami fię nie dam zwodzić,
odpowie Don Quifzott, i znam was do
brze hałaftra niegodziwa, nieczekając od
powiedzi, zeprze Konia oftrogami, wy
mierzywfzy Kopią przeciw iednemu z
tych Mnichow z taką natarczywością,
że gdyby był niefkoczył z Muła na zie
mię, pewnieby go tam mimo woli poło
żył, albo fkaleczył, lub na mieyfcu za
bił; drugi Zakonnik widząc, iak fię ob
chodzą nie dobrze z iego Bratem, wy
puści cugle fwoiemu Mułowi, i kopnie
fię, co tchu w pole, rowno z wiatrem
uciekając. Sanfzo Panfa iak zpoftrzegł
Xiędza na ziemi, zlazł żywo ze fwoiego
Ofła, i ofiodławfzy Xiędza, nuż go roz
bierać z fukiem: dway Matztalerze, co
piefzą za Xiężą fzli, przybiegli, pyta
iąc fię, za co Xiędza z Sukien odziera?
-
94 A rs t o R 7 A
Bo do mnie należą, odpowie Sanfzo,
fą to zdobyczy bitwy, ktorą Jegomość
Dobrodziey wygrał. Mafztałerze nie
będąc tam na żart, i niewiedząc, co zna
czą zdobyczy, i fpotyczki, a widząc
oddalonego Dom Qufzotta, ktory roz
mawiał z temi, co w Karecie fiedzieli: tak
porwą Sanfzo, obaliwfzy na ziemię, nuż
chędożyć mu fkorę, i kiymi boki okła
dać, że ledwie żywego zoftawili, i bez
brody, wyfkubawfzy mu prawie całą.
Tym czafem Benedyktyn, ktoremu fię
nieftała żadna krzywda, tylko fię naba
wił ftrachu, iak obaczył Don Quifzotta
oddalonego, wfiadł $ czym prędzey na •

Muła drzący, biegł piefzno za fwoimi


Socyufzem, ktory czekał na niego zda
la, oglądając fię, co fię daley dziać bę
dzie, i nieśmieiąc czekać końca, daley
fię w podroż udali, więcey fię żegnając,
jak gdyby Diabeł w fwoiey poftaci ich go
nił. Don Quifzott, iakośmy namienili,
przybliżył fię do Karety, gdzie perorę
czynił do Damy z Bifkai, ktorą temi ło
wami przywitał. Piękność WPani Dobr:
Mościa Damo może teraz iechać gdzie
chce, i czynić co iey fię podoba, iefteś
iuź wolná, i ta ręka ukarała zuchwałość
D. o N QU I SZ O T TA. 95

iey gwałtownikow, abyś WPani niemia


ła wątpliwości o imieniu Jey wybawicie
la wiedz o tym, że fię nazywam Don Qui
fzott z Manfzy, Kawaler obłąkany i pod
damy piękney i nieporownaney Dulcynei
z Tobofo. Nic innego nie żądam od niey
za ufługę, ktorąm iey wyświadczył,
tylko abyś powrociła do Tobofo , tam
fię pokłoniła odemnie tey przewyborney
HDamie, i oznaymiła iey to, com dla
iey wyzwolenia wypełnił. Szlachcic ie
den z Bifkai z tych, co przy Karecie ie
chali , fłuchał z uwagą co Don Quifzott
rozprawiał i widząc, że niepufzczał da
ley Karety, upieraiąc fię, aby fię wrociła
do Tobofo, przybliżył fię do niego, i
uiąwfzy ręką iego Dzidę, rzecze tak złą
wymową. Jedź tam Kawalerze bo zle
tam idziefz , przez Bog, co mni tworzył
iak nie puścić Kofz; zabić takiak z Bifkai.
Don Quifzott choć złą mowę, iednak
zrozumiał, i odpowiedział ftale. Gdy
byś był Kawalerem, iak nim nie iefteś
Łotrze; iużbym ukarał twoią śmiałość.
Minie Kawaler, odpowie śmiało Bifkay
czyk, przyfiądz na Bog, zmyślać nie
Chrześcian. Ty cifkać Dzidzy, wyiąć
| Szpady, dam pokazać wnet, i twoy Koń
* H I S T O R T A

bydź beftya. Bifkai na ziemia Szlachcic,


na Morza i Szlachcu do wfzyftki Diabła,
i ty niegadać inaczey, ni prawdy mowić:
Obaczyfz tu zaraz zawoła Don Quifzott,
i cifnąwfzy Proporzec o ziemię dobył
Rapira, Tarczą fię załamiając, naciera
na Bifkayczyka w umyśle zadać mu do
brze. Ten widzący go do fiebie zmie
rzaiącego, chciał zfieść i piefzo fpoty
kać fię; niedufaiąc Mułowi, nierączemu
ile naiętemu. Ale ledwie zdążył por
wać fię do Szpady. Dobrze iefzcze, że
blifko Karety fię znaydował, zkąd wyr
wał podufzkę , ktora mu za puklerz fłu-
żyła. W tym oba żwawi Wojownicy
biegli w zawody przeciwko fobie, jak
gdyby byli nie przebłagani nieprzyiacie
le. Wfzyfcy patrzący czynili, co mo
gli, aby ich rozbronić; ale nie było po
dobieńftwa. Gniewliwy Bifkayczyk klął
w fwey mowie popfowaney, ieżeli mu
nie dozwolą kończyć poiedynku, zabijać
będzie, kto fię tylko nawinie , i temu
fprzeciwi. Dama z Karety zadziwiona
i zalękniona kiwnęła na Woźnicę, że
by uiechał z drogi, i zdała zatrzymała
fię uważaiąc Spotyczkę. Bifkayczyk w
tym punkcie wymierzył cios frogi w
ramie
po N QUIszo TTA 97
ramie Przeciwnika fwoiego, iżby go był
rozdwoił wpoł pas, gdyby fię nie zafo
nił Tarczą. Na ten raz, ktory fię zda
wał Don Quifzottowi , iakby go gora
przywalila, Pociechomoiey duizy, za
woła Dulcyneo! kwiecie piękności! ratuy
Twoiego flugę, ktory fię znayduie w tak
niebefpieczney toni dla utrzymania Ra
wy twoiey. To mowiąc,do fzpady fię por
wał, Tarczą fię zatłonił i udzerzył na Bi
Ikayczyka, myśląc wfzyftko zakończyć
iednym zamachem. Ten widząc nieprzy
iaciela napada iącego na niego tym fpo
fobem, przeniknął iego myśl, i tęż odwa
gę okazując, zafłonił fię iak mógł nayle
piey podufzką, czekając go krokiem nie
cofnionym tym bardziey,że muł iego nie
chciał fię rufzyć z mieyfca, niebędąc u
czony takowych obrotow. Don Qui
fzott , iakom mamienił, biegł z podniefio
nym pałafzem przeciwko chytremu Bi
fkayczykowi umyśliwfzy na wpół go
rozciąć, i ten go czekał śmiało, toż ży
cząc nie dzielić go na dwa razy. Wfzy
fcy przytomni ze ftrachem oczekiwali
frogich razow, ktoremi ci oba Ryce-
rze grozili fobie. Dama w Karecie fie
dząc i z Kobietami do wfzyftkich Swię", "
Tom I. – G

Bayerische
8taatsbibliothek
Mönchen
|

98 H IS T o R I A
tych w Hifzpanii fię ofiarowały; aby u
profić od Pana Boga wybawienie ich
Wfpołecznika i włafne. •
Co ieft nieprzyjemnego w tey powie
ści, że pfzący te Dzieje przerwał w tym
mieyfcu , wymawiając fię, że niemogł
więcey fię dowiedzieć o Dziełach Don
Quifzotta. Wprawdzie drugi wydają
cy to pifmo na widok, niemogąc bydź
przeświadczonym, żeby tak ciekawe -

zdarzenia mogły bydź zagubione, i że


uczeni ludzie z Manfzy tak mało mogli
by mieć ftarania niezachować pamią
tki ich, nie wątpił, iżby mogł wynaleść
zkąd daley ciągnąc to zabawne Opifa
nie, i udało mu fię iego wyfzukanie, iak
fię da poznać w drugiey Części.
DZIEIE I PRZYGODY
PRzE DZIWNE Go

DON QUISZOTTA
z M A N s z r.
- -

-
-

-
C Z Ę S C D R U G A.
-

• ROZDZIAŁ IX.
Honiec rogiej potyczki filnego Bi/kayczyka
z Mężnym Don Qàñottem,

Zo... » w pierwfzey
tego Opifu śmiałego Byfkayczyka ze fa
Części
wnym Don Quifzottem z bronią pod
niefioną, i w zamachach

płatą:
- 1J
fię na

• -

H Is to R +A
|
dwoie tak, jak gdyby Pałatze z góry |
Hame fpadały , nieznayduiąc żadnego -
odporu, byliby fię porozcinali w głąb
przynaymniey do Siodeł na wylot fięga
iąc. Wtym mieyfcu zoftała niedokoń
czona powieść, i Pifarz iey nawet nam
nieoznaymił gdziebyśmy mogli wymałeść
dokończenie. Co mię do gniewu pobu
dziło, i początek, nabawiwfzy pociechy,
obrocił fię w fmutek, gdym uznał, że
nie było nadziei dowiedzenia fię refzty.
Jednakowoż zdawało mi fię rzeczą nie
podobną, iako i nieflufzną, żeby tak
mężny Rycerz niemiał iakiego Mędrca,
coby iego, Dzieł niefłychanych opifać •
ofmowę miał ftaranie, na czym nie fcho
dziło nigdy iego Poprzednikom, to ieft
Rycerzom przygodnym, z ktorych każ
dy miał iednego lub dwóch, co jak na
urząd znaydowali fie dla ogłafzania Pi
fmami ich dokazywania, zbierając nawet
ich myśli naymnieyfze. I tak niemogąc
poiąć, żeby tey ważności Rycerz mogł
doznawać w tym niedoftatku, co Platir
i inni podobni, aż nadto mieli; to za
wfze w umyśle miałem, iż tak przedzi
wne Dzieje nie mogły zoftać ułomne,
i znać czas, ktory wfzyßko nifzczy,
4
- -

pow QUIszo TrA to:


albo ie zagubił,lub gdzie zakryte zo
ftawił. Z drugiey ftrony zdawało mi
fię że trafunki nafzego Rycerza niemu
fiały
y bydź
by dawne , ponieważ w jegogo
xięgarni znaleziono teraznieyfześgo
wydania xięgi , iako ułeczenie zawi ci,
Nimfy, i Pafterz z Henaref, i choćby
niebyły pifane, miefzkańcy z iego wfi
i Sąfiedzi iefzczeby ie przebaczyli. Pe
łem tych zamyfłów, ułożyłem fobie w
głowie, pofzukiwać z naywiękfzą pilno.
scią życia i cudów Iławnego nafzego
Hifzpana, światła laśniejącego Manfzy
i Pierwfzego, który w tym wieku nie
fzczęfnym poświęcił fię dopełnianiu
• Rycerítwa obłąkanego powinności. Roz
rabiać krzywdy i urazy , podźwignąć
Wdowy, bronić Rawy. Paniem; tych,
co dawnych wiekow widziano po ga
rach; i dolinach biegające konno, beś
pieczne fwoiey cnoty nawet do Ośmiu
dziefiąt lat; ( oprócz gdyby iacy na
paśnicy im gwałt uczynili. ) do grobu
Pannami, iak ich Matki fię doftawały,
Acz wfzelkie moje ufiłowanie byłoby
daremne, i Potomność by z tego fkar
bu nieużytkowała, gdyby famo. *czę
go? H I s t o r rA
ście w ręce mi go w paść niedozwoliło,
fpofobem, iak niżey powiem. -

Pewnego czafu przechodząc fię po U


licy Kramarzow w Toledzie, obaczyłem
Chłopca, ktory przedawał ftare papie
ry Korzennikowi , a że ieftem ciekawy
aż do zbierania kawałkow papierow po
Ulicach, wziąłem ieden z rąk tego chło
pczaka, chcąc go przeczytać, był po
Arabfku pifany, ktorego języka ia nieu
mieiąc, Tzukałem wfzędzie i oglądałem
fię , ieżelibym nie znalazł gdzie Maura
Ożydzionego, aby wyczytał co znaczy
to pifanie, niemiałem trudności znaleść
tę pomoc w mieyfcu tym, gdziebym
mogł dawnieyfzych i trudnieyfzych Ję
zykow doftać wiadomych. Trafunkiem
ieden z tych przyfzedł, ktoremum po
dał rękopi'mo, ledwie przeczytał kil
ka wiertzow, począł fię śmiać. Spyta
łem go, czemu fię uśmiecha. Z nie
małey uwagi, ktorą tu znayduię na bo
ku - nie przeftaiąc fię śmiać, przeczytał
te fłowa. Ta Dulcynea z Tobofo, o
ktorey tak częta wzmianka w tych
Dziejach: miała, iak pifze, naylepfzą rę
kę do folenia Połciow nad wfzyftkie in
ne z całey Manfzy Kobiety. Na imię
po w QUIszo TTA - 103
Dulcynei z Tobofo, mniemając, że te
fzpargały zawierały może Dzieie Dom
Quifzotta, profiłem Maura, aby wyczy
tał napis xięgi , znalazł ten Tytuł po
• -
Arabfku, Dzieje i przygody Don Qui
fzotta z Manfzy napifane przez Cides
Hamet,-Benengeli Dziejopifa Arabíkie
go. Tak wielką radość uczułem, iak
ufłyfzałem napis xięgi, że ledwiem ią
mogł utaić , i wyrwawfzy wfzyftkie pa
piery z ręku Korzennika, zgodziłem fię
o nie z Chłopcem, doftałem ich za Real,
ktoreby mi dwadzieścia razy tak drogo
mogł był fprzedać, gdyby przeniknął
myśl molą. Pofzędłem zaraz przez wiel
kiego Kościoła obmurowanie z moim
-
Maurem pofpołu profząc go, aby po
Hifzpańíku przetłómaczył, co zawiera
ły te ftare přfma, nieprzydaiąc, ani uy
muiąc naymnieyfzey rzeczy , obiecując
mu nadgrodę, iakieyby żądał, ale prze
ftał na dwóch kofzach Rozenkow, i
dwóch Korcach Pfzenicy, obiecując mi
wiernie przełożyć, iż w krotkim cza
%
fie będę zafpokoionym. A dla ułatwie
nia roboty, i nieutracenia tak dobrego na
trafienia, wziąłem do fiebie Maura, gdzie
mniey niż w Iześciu tygodniach prze
-
\

ro4 H I s to r rA
tłomaczenie było dokończone takie, jak
go wydaje. Na pierwfzey karcie odry
fowane było tak żywe fpotkanie Dom
Quifzotta z Bifkayczykiem w tey pofta
wie, jakieśmy ich zoftawili obu, Pałafze
podniefione, jeden zafłoniony Tarczą, a
drugi Podufzką. Muł Bifkayczyka był
tak wyraźnie odkryślony, żeby go zda
la można poznać, iż był naięty , ni
fko po [ nim był napis. Don Sancho de
Afpetia, a pod drugim Don Quifzott
z Manfzy. Koń iego Rofinant tak był
kfztałtnie odmalowany, długi, fztywny,
i chudy, zmordowany , grzbiet oftroko
ścifty, ufzy opufzczone, iż można by
ło fądzić na pierwfze weyrzenie, że Koń |
żaden nie był godzien łepfzego nazwifka,
Przy nich był Sanfzo Panfa, trzyma
iąc fwoiego Olła za powroz. Spodem
było podpifano Sanfzo Kanzas. Widząc
iego pozorność, znać było, iż miał
brzuch duży, nogi koślawe, fam był
krępy i mały, i dlo tego mu podobno
dane nazwifko obojętne Panfa, czyli Kan

fas. Były przy tym i inne wyrazy do
uważania w tym wizerunku, ale małey
wagi, i nic niefłużące do obiaśnienia
tych Dziejow. To przytoczyć można.

Do W QU I SZ o TTA, ros
ieżeli iaki zarzut byłby przeciwko pra
wdzie tey Hiftoryi, dlatego chyba, iż iey
wydawca był Arab, ktorzy [q z przyro
dzenia zmyślający. Acz że mam fq nie
nawiśni, dla tegoby więcey uiął, iak
przydał, i zdaje mi fię w famey rzeczy,
gdy mu fię należało rozfzerzać z po
chwałami nafzego Rycerza, złośliwie
fię wftrzymywał, i zamilczał ie. Poftę
pek niegodny dobrego Dziejopifa, kto
| ry powinien bydź rzetelny i wierny;
wyłączony od namiętności wfzelkiey;
| bez zyfku ani przywiązania, ktorego
boiaźń, lub przyjaźń, czyli przymile
nie niepowinny nigdy oddalać od praw
dy iftotney: ktora ieft Matką Hiftoryi;
iako Dziejopis ieft fkładem czynow lu
dzkich i wydobywającym ie z przepom
nienia. Gdyż tam mamy wierne -wy
obrażenia przyfzłości, czerpamy przy
kłady dla terazności, a przeftrogi dla
przy [złości. Pewny ieftem, że fię znay
dzie w tey cożkolwiek według życzenia
|
zabawnego, i przyjemnego , a jeżeli co
brakować będzie, to wina wydawcy nie
ofnowy. Przeto druga część według
przełożenia tak fię zaczyna.

166 H I S T O R T 4

Wydawało fię z poftaci frogiey tych


dwóch żwawych i zaiufzonych Mężow
z Pałafzami oboiecznemi zamierzonych
na fiebie, że grozili Niebu i Ziemi.
WTzyfcy przytomni zaftanowieni byli
między podziwieniem i obawianiem fię.
Pierwfzy, ktory fwoy cios frogi wymie
rzył, był gniewliwy Bifkayczyk, z taką
fiłąi zapalczywością, że gdyby mu Pa
łafz w ręku fię nie wykręcił, ten raz
byłby zakończył ftrafzną fpotyczkę, i
wraz wfzyftkie przygody nafzego Ry
cerza. Ale los, ktory go na więkfze
rzeczy zachowywał, fprawił, iż Pałafz
fię obrociwfzy na płaz, ugodził w lewą
łopatkę , więcey mu niedokuczył , iak
tylko zdrowie narufzył, z tey ftro
ny, i po drodze kawał Szyfzaka odciął,
a przy nim pół ucha zajął; niemożna
wypowiedzić roziadłości, ktorą Rycerz
Manfzy był przerażony widzieć fię tak
zle-fpotkanym, podniofł fię, i utwierdził
na ftrzemionach, ścifnąwfzy mocno Ra
pir, ciął tak ftrafznym zamachem fwoie
go Nieprzyiaciela, iż mimo zafłony po
dufzki Bifkayczykowi krew gębą, nofem,
i ufzami rzuciła fię, chwiejąc fię, i [paść
maiąc z Muła, iakożby tak zrobił, gdy
p o W Q U r s z o T TA 1o7
by fię nieuchwycił za grzywę, ale w
krotce potym ze trzemion mu nogi wy
padły. i ręce opuścił. - Muł przeftrafzo*
ny hukiem ciofu, i Cugle maiąc wolne,
fkoczył w ftronę, lignąwfzy kilka razy,
zrzucił Jezdzca na ziemię iak nieży
wego. Don Quifzott przypatrywał fię
temu wfzyftkiemu z zupełną fpokoy
nością, nierufzaiąc fię, acz widząc fwo
iego przeciwnika obalonego , fkoczył
fzybko z Konia, Szpadę mu przytchną
wfzy do gardła, zawołał, aby fię pod
dał, albo mu łeb utnie. Bifkayczyk tak
był ogłofzony, iż niewiedział, co fię z
nim działo, ani zważał niebeśpieczeń
ftwa, ktore go czekało, łowa niemo
gąc wyrzec. Don Quifzott byłby go
zapewne nieochronił w zawzietości , kto
rą był zdięty, gdyby Dama z Karety,kto
ra dotąd zapatrywała fię na fpotyczkę,
cała zalękniona nie przybiegła profić go
z wielką ufilnością, aby życiem darował
iey Koniufzego. Nafz Rycerz ułago
dziwfzy trochę fwoią furowość, rzekł
poważnie. Daruię go życiem dla WPa
ni, moia piękna Damo , acz pod warun
kiem, iż mi ten Kawaler daflowo iechać
do Tobofo , ukazać fię odemnie przed
w


* --

1cs H I s t o R rA -
nieporownaną Dulcynea, żeby nim roz
rządziła do upodobania. Pani ta ledwie
żywa od ftrachu, niewiedząc, czego żą
dał, ani fię pytając, kto była ta Dul
cynea, obiecała za fwoiego Domownika,
czego fię domagał Dou Quifzott: Niech
żyje , odpowie nafz Rycerz na Rowo W.
Pani, i przez wzgląd iey piękności,
niech używa łafki, ktorey zuchwałość
iego czyniła go niegodnym.
-

* +

D o wą U r s z o T T A te,

R O ZD Z I A Ł X.
rozmowa Don Qui/gotta i San/zo Pan6.

^ •

Po niemałey chwili już powftał był


Sanfzo, otrząsnąwfzy fię z rzęfiftych gu
zow ktore mu Służący Benedyktynow
odliczyli, pilnie fię przypatrywał po
tyczce Twoiego Pana, wzywając w Du
chu Nieba pomocy, żeby zwyciężył,
a on mogł prędko pozyfkać iaką Wyfpę
ktoreyby go Rządzcą poftanowił, iak
przyobiecał. Widząc tedy bitwę zakoń
czoną, i że iuż Don Quifzott w fiadał
na Konia , przybiegł czym prędzey
przytrzymać mu ftrzemion i Konia, a
toli nim wfiadł, padł na kolana przed
nim, i całując go w ręce Mci Dobro
dzieiu i Panie möy łafkawy, rzecze mu,
ieżeli fię podoba WPanu dać mi Wyfpę,
ktorą zdobyłeś, czuję fię bydź w ftanie
rządzić nią, niech będzie, iak chce wiel
ka, i tak dokładnie, iak ktożkolwiek,
mogł , kiedy fię do tego mięrzał.
#1b H I s t o R + A >

Bracie Sanfzo, powie Don Quifzott nie


fą przygody z Wyfpami; tylko fpotka
- nia na Traktach; gdzie (ię nie zarabia
zwykle, iak łeb mieć rozcięty, lub ucha fię
pozbyć. Ale bądź cierpliwym, zdarzą
fię okoliczności, w ktorych będę miał
porę uiścić moią obietnicę i nietylko ci
dać Rządy Wyfpy, ale daleko więcey.
Sanfzo ledwie fię nierozpłynął z pocie
chy, z podziękowaniem wielkim łafkaw
cy fwoiemu, ucałowawfzy rękę i brzeg
fukni iego pomogł dofieść Konia; fam
wlazłfzy na ORa, dążył co tchu za Pa
nem, ktory poiechał śpiefzno nie że
gmaiąc fię z Damami, fiedzącemi w Ka
recie; wn t wiechał w Bor, co był na Go
ścieńcu, Sanfzo poganiał iak mógł czwa
łem, ale widząc, że Rofinant tak rączo
biegł, iż go daleko wyprzedził, krzy
knął, aby za nim zaczekał, Don Qui
fzott, na to wołanie wftrzymał cugle
Rofinantowi, Koniufzy zmordowany do
iechawfzy go, zdaje mi fię Mci Do
brodzieiu rzecze, żebyśmy nie źle zro
bili, fchronić fię do iakiego Klafztoru,
ba ten bies, coś WPan przeciwko nie
mu bitwę toczył, ieft w bardzo złym fta
nie, nie wiele trzeba do niefzczęścia, a
\
how q Ursz o T TA... *
by nieprzeftrzegli urzędu, i nas nie
fchwytano , a gdyby raz tam nas zapa
kowano , wiele wody by upłynęło pod
moftem, nimbyśmy fię wydobyli. Milcz,
rzecze Don Quifzott , nie wiefz co ga
dafz: i gdzieżeś to czytał, albo widział,
żeby kiedy Rycerz obłąkany był fadzony
o morderftwo? Nie wiem, powie Sanfzo,
co te morderftwa WPana znaczą. Nie
pamiętam, żebym kiedy o nich Ryfzał,
ale wiem dobrze, że Sąd Hermandad
karze tych, co poiedynkują i zabiiaią,
wrefzcie nie miefzam fię do tego. Nie
frafuy fię moie dziecię o nic , rzecze
IDon Quifzott, wydobyłbym cię z rąk
Tatarfkich, ba i z piekła famego, nieo
bawiay fię, abym cię miał zoftawić w
ręku Sądowych. Ale powiedz mi do
prawdy, czy rozumiefz, żeby był kie
dy Rycerz walecznieyfzy nademnie na
całym świecie? Czyliś doczytał fię w
Dzieiach, aby inny ktory miał więcey
natarczywości do porwania fię, ftało
sci do wytrzymania, fprawności i bie-
głości do uderzenia, fiły do obalenia?
To ieft fama prawda, żem nic podobne
go nigdy nie czytał , bo nieu
miem, ani czytać, ani pifać, alebym
| •
I 12 H Is t o r r4
przyfiągł, żem nief'użył Panu odważ
nieyfzemu, iak WPan , nie Rużąc niko
mu, przecież Boże uchoway! żeby ta
śmiałość nas nie zaprowadziła, gdzie
rozumiem, a nie śmiem powiedzieć. Je
dnak Mci Panie, gdybyśmy opatrzyli %

ucho W Pana, gdyż wiele krwi uchodzi.


Szczęściem mam płatki i maść białą w
moich fakwach. O! iakbyśmy fię bez
tego wfzyftkiego obyli, rzecze Don Qui
fzott , gdybym Tobie przybaczył zapra
wić Flafzkę Balfamu Fierabras , kto
rego iedna kropla ochroniłaby nam wie
le czafu i lekow. Coż to za przyprawa,
rzecze Sanfzo Panfa? Jeft to Balfam
przecudowny, ktorego
fpofob robienia
mam w pamięci, co można żartować
z ran, i śmierci fię niebojć I tak, iak
go zaprawię, i dam ci zachować, ieże
li fię trafi, w ktorym poiedynku, że
mię/obaczyfz na wpół rozciętego, jako
nam fię to zdarza czę[to, podniefiefz z |
ziemi iedną połowę, ktora odpadnie, i
złożywfzy ją zdrugą pofpołu fzybko, –-
nim krew oziębnie, daiąc baczenie , a
by ie rowno fpoić, potym mi dafz ze

dwa razy napić fię po trofze tego Bał
»
famu, a obaczy z mię tak zdrowego
* i zy
*
. • / /
Do N QUIS zoTTA. II3

i żywego, iak przedtym. Jeżeli takieft,


zawoła Sanfzo, odftępuię zaraz Rządow
Wyfpy, ktorąś mi W Pan obiecał, a wię
cey nieżądam w nadgrodę wfzyftkich
moich ufług, iak [pofob robienia tego.
Balfamu, pewny ieftem, że w każdym
mieyfcu wart będzie Łot eden, tłowem
dwa , alb trzy Reale, i to dofyć dla
mnie żyć uczciwie i pokoynie. Ale
Mci Panie , coż ten Baifam bedzie ko
fztował? mało: można go zrobić fześć
garcy za trzy Reale , odpowie Don Qui
fzott: Ah" co ta za niefzczęśliwy! za
woła Sanfzo. Za coż WPan czekafz,
że mię nie nauczyfz czym prędzey?
Zrobiemy go ze trzy Beczki. Powoli
Sanfzo ? rzecze Don Quifzott, więcey
ia fkrytych ciekawości, i nadgrod zna
cznieyfzych dla ciebie zachowuię. Tym
czafem, opatrz mi moie ucho, bo mię
więcey boli, niż daię poznać po fobie.
Sanfzo wyiął płatki i maść z torby, o.
patrując Don Quifzotta, ten gdy uyrzał
Przyłbicę pogruchotaną, mało brako
wało, aby nieftracił refzty rozumu,
porwawfzy fię do Szpady, i oczy pod
niofłfzy do góry, poprzyfięgam na wnę
trzności moiego Oyca, i wierność, kto
• • • • Tom I. * * * H
II4 H I s t o r rA
rąm przyrzekł Dulcynei i na cały Ro
dzay ludzki, że w póki zemfty nieuczy
nię nad tym, ktory mi te pfotę wyrzą
dził, iak Margrabia Mantuy, ktory ślu
bował mścić fię śmierci fwoiego Krewne
go Boduina, i wpóty nieiadł Chleba na
ftole , niefpał z Zoną, i wiele innych
rzeczy podobnych zachował, ktorych
nie pamiętam , jednak chcę, aby były
w moiey przyfiędze zawarte. Mci Do
brodzieiu, zawoła Sanfzo? zadumiony
na tak ftraízne zaklęcie: niemafz WPan
przyczyny gniewać fię, bo ieżeli ten
Rycerz wypełni, coś mu WPan rozka
załiechać ukazać fię Jeymci Dulcynei To
bofo, będzie wolny od wfzyftkiego, chy
ba żeby nową iaką wypłatał urazę. Te
raz zaś nie mafz czego więcey od nie
go żądać. Dobrześ to uważał: odpo
wie nafz Rycerz, dla tego znifzczam
moią przyfięgę, co do zemfty, ale ią
potwierdzam, i na nowę oboftrzam, i
jefzcze raz fię obowięzuię, życie tako
we prowadzić, iakom wyraził, w póki
niezdobędę od ktorego Rycerza, tak do
brego Szyfzaka, jak ten był. I nie
myśliy Sanfzo? żebym ja to czynił na
pamięć. Mam kogo naśladować, co do
nitki, toż famo fię ftalo z Hełmem, z
DO W q UrszortA I15

Mambrinu, ktory tak fiła trudow kofzto


wał Sakripaota. Mci Panie: rzecze San
izo; te wfzyftkie żaklęcia odday WPan
Diabłu, Pan Bog niekaże zaklinać fię,
i chcefz fię WPan potępić z dobrey wd
li. Hey powiedz mi WPan, profzę, ie
żeli przez długi czas nieznaydziemy
Cźłowieka uzbroionego wSzyfzaku, co be
ziemy tymczafem robić?Czy dotrzymarz
WPan Twoiey przyfięgi? mimo wfzyft-
kich przypadkow i niewygod co [pot
kać mogą: iako [pać nierozbierając fię,
nie mocować nigdzie w Mieście, Miafte
| czku, ani Wfi, i dwa Tyfiące innych
pokut, ktore fię zawierały W przyfiędze
tego ftarego głupca Margrabi Mantuy.
Pamiętay WPan, że ludzie zbroyni w
tych Okolicach fię nie przejeżdżaią, i
tu fię tylko znayduią Furmani prowa
dzący Muły. Prawdę mówiąc, ci li
dzie nie nofzą Hełmow, ani ich widzieli
może w życiu, chyba z Kapufty: Idź »
idź, mylifz fię móy Bracie, rzecze Dom
Quifzott, i niezabawiemy tu, ledwie
Parę godzin, a uyrzyfz więcey ludzi
zbroynych, niż było pod Fortecą Al
brague, na wzięcie piękney Angeliki.
: Niechay tak będzie, gdy WPan chcefz
Hij -
116 H I S T O R TA

tego, odpowie Sanfzo, i day Boże, że


by fię wfzyftko udało; a czas prędko
zbliżył fię zarobić tę Wyfpę, ktora mi
zbyt ciężko przychodzi; choćbym też
potym nie długo żył. Jużem ci to po
wiedział Sanfzo, rzecze Don Quifzott,
żebyś fię nieturbował, i chociażby cię
Wyfpa minęła, alboż nie mafz Krole
ftwa Danii, i drugiego Sobradfy, kto
re cię zapewne nieuchybią; i co lepfze
go iefzcze, że fa na lądzie, ale fię to
znaydzie w fwoim czafie. Teraz zaś,
fpoyrzyi, ieżeli mafz, co do ziedzenia
w fwoim tłomoczku, żebyśmy mogli
prędzey doiechać iakiego Zamku na no
cleg, aby ten Balfam fporządzić, bo
prawdę mowiąc, ucho mię mocno dole
ga. Mam tu odpowie Sanfzo, Cybulę,
kawał Sera , i kilka okruchow chleba;
ale to nie fa potrawy dla walecznego
Rycerza, iak WPan iefteś. Jakże źle
to bierzefz Sanfzo, rzecze Don Quifzott?
trzeba żebyś wiedział: iż to ieft fława
Rycerzow przygodnych całe Miefiące
trawić bez iedzenia, i gdy fię pofilaią,
to bez wymyfłow, co na dorędziu napa
dną, i niewątpiłbyś, gdybyś czytał ty
le Dzieiow ich, co ia , bo mogę śmiele
powiedzieć, iż po mimo wfzelkiego u
po w QUIszorta 117
fiłowania w wynalezieniu, nie mogłem
wyfzukać, aby ci Bohaterzy inaczey
obiadowali iak trafunkiem, albo gdy by
li zaprofzeni na wfpaniałe Uczty i czę
ftowania Krolewfkie; bo innych czafow,
tylko fię rozmyślaniami karmili. A że
niepodobna, aby fię wcale obefzli bez
pofiłku , iako i bez innych potrzeb ży
cia, będąc ludźmi iak i my, trzeba wie
rzyć, iż trawiąc wiek w pufzczach i
kniejach bez kucharzow, ich iedzenie
zwyczaynę było profte tak iak te, co
mi podaiefz. I tak moy przyjacielu nie
frafuy fię o to, co mnie ieft pociechą,
i nie myśliy świat przerabiać, ani od
mieniać zwyczaiow Rycerftwa obłąka
nego od tak dawnego czafu poftanowio
nych. Trzeba mi przebaczyć Mci Pa
nie , rzecze Sanfzo, bo nie umiem ani
czytać, ani pifać, iakiem to WPanu po
wiedział: niewiem o uftawach tey Ka
waleryi; acz nadal zechcę napchać do
brze fakwy owocami fuchemi dla WPa
na, ktory iefteś Rycerzem. Ja zaś nie
maiąc fzczęścia bydź nim, dopełnię ie
dla fiebie pofilnieyfzemi żywnościami.
Nie mowię ia, odpowie Don Quifzott,
aby $ obłąkany był koniecznie
r 18 H 1 S T o r rA
przyniewolony jeść fuche tylko owoce,
ale że to było ich pofpolitym pokar
mem, zioła do tego różne, co na po
lach znaydowali, i na ktorych fię do
fkonale poznawali, iako i ią znam do
kładnie. Jeft to wielka umiejętność
znać fię na tych ziołkach , odpowie San
fzo, i ieżeli fię nie mylę, przyjdzie
ten czas, że będziemy tey znajomości
bardzo potrzebowali. Tym czafem o
to, co nam Pan Bog dał, wyciągnąwfzy
z fakwow iedzenie, fmaczno pożywali
pofpołu. Skończywfzy prędko ofzczę
dny pofiłek; wfiedli na Konie, aby po
fzukać, gdzie na nocleg gofpody. Acz
Słońcę zafzło, i nadzieia ich, omyliła
znalezienia, czego żądali, blifko prze
cież chałupkow Paftufzych doiechali,
gdzie umyślili przenocować. Jak fiła
Sanfzo ubolewał , że nie zdążył do ią
kiey dobrey Wfi na noc ; tak wiele Don
Quifzott znaydował pociechy fpać pod
gołym Niebem, rozważając, że cokol
wiek mu fię zdarzało w tey mierze,
wfzyftko to były dowody zaświadczą
iące umocnienie iego w Rycerftwie.
Do N QUIS ZO TTA. 119

•-•-•-•-@•••
R 0 Z D Z I A Ł XI.
Co fię przytrafiło Don Qui/zottowi z Pa
- erzami.

Stary tam nafz Rycerz, był bar


dzo dobrze przyięty od Pafterzow w
tych chatach, i Sanfzo oporządziwfzy
fpiefzno Rofinanta i fwego Oßa, iak
mogł, pośpiefzał na zapach Koźlęcia
pieczonego, co Pafterze fobie fporzą
dzali na wieczerzą; zrzędny Koniufzy
radby go był zaraz oprzątnął, iak mo- .
wią z rożna do gęby, ale mufiał zacze
kać aż Pafterze wyiąwfzy z ognia,
wprzod zamiaftobrufa, fkóry wyprawne
Baranie położyli na ziemię. To wiey
fkie przykrycie będąc gotowe: zaprofi
li ochotnie fwoich gości, do pofiłku, kto
ry im podobnież poftawili. Sześciu Pa
fterzow, co w tey Chatce znaydowali
fię, ufiedli na ziemi w koło iedzenia,
profząc obyczaiem wieyfkim Don Qui
fzotta, aby uiadł na żłobie, co dla nie
go przewrocili. Sanfzo ítał za Panem,
H2O H I S T O R 7 A

aby mu nalać napoju w Czarze z rogu


wyrobioney, iaką mieli Pafterze. Pan
widząc Koniufzego ftoiącego, ażebyś
uznał, Sanfzo rzecze, co Rycerftwoo
błąkane przynofi za korzyści, i jak
wiele ci, co ie naśladują, fą w ftanie bydź
fzacowani, i uczczeni na świecie,chcę,że
byś obok ze mną łączył fię, i ufiadł w pol
nie z temi dobremi ludźmi, mafz bydź
iedno, co ia, ktory ieftem twoy Pan i
Rządzca, będziefz iadł z iedney mify
zemną , i pił z iednegoż Puhara; bo
właśnie można mowić o Rycerftwie błę
dnym , co o miłości powiadają, że wfzy
ftko porownywa. Mci Dobrodzieiu dzię
. kuję WPanu za to, rzecze Sanfzo, bo
gdybym miał co i dofyć , raczeybym
ziadł fam ftoiący, niż fiedzący o bok
Cefarza, i mowiąc WPanu rzetelnie ,
wolę kawał Chleba grubego, i Cybulę w
kącie, niż Indyka wefpoł z zacnemi lu
dźmi, gdzie mufzę, powoli żuć, pić
małemi łykami, i częfto fię ocierać, nie
śmieiąc ani kaślnąć, ani kichnąć, ani
choćby fię naybardziey chciało. Od
mień WPan, profzę, Mci Dobrodzieju
i Panie moy to w inne łatki, ktore wię
cey pożytku uczynią, niż to uczczenie;
po w QU 1sz0 T7A 21
ktore mi chcefz wyświadczyć dla wfpol
ności, iaką mam z Rycerftwem błędnym
będąc Koniutzym WPana, bardzo za to
dziękuję, mam jak za odebraną uczyn
ność, wyrzekając iey fię od tey chwili,
aż do fkończenia świata. Z tym wfzyft
kim: rzecze Don Quifzott, mufifz tu u
fieść; bo Pan Bog wywyżfza tego, co
fię poniża, i ciągnąć go za rękę przez
gwałt mu kazał ufieść przy fobie. Pa
fterze nierozumiejąc nic tey rozmowy
Rycerzow i Komiufzych błędnych, iedli,
tylko poglądając coraz ma fiebie, i nic
nie mowiąc fwoim Gościom; ktorzy tak
że wraz kawały, iak pięście połykali.
Skończywfzy mięßwo, poftawili na we
ty orzechy i fer twardy, jakby z muru fta
rego ukowany. Podczas wieczerzy rog
nieodpoczywał, i nieprzeftawał wkoło
chodzić, pełny i pufty, tak częfto, że
fkora Koźla winem napełniona z dwoch
co tam były, wyprożniona zoftała. Pod
iadłfzy dobrze Don Quifzott, tak iż
Brzuch fię napełnił w miarę teraźniey
[zych Rycerzow; wziął garść orzechow,
i zważając ie z pilnością: Szczęśliwy
wiek! zawoła nader fzczęśliwy czas, kto
8; remu mafi Przodkowie dali nazwifko zło

132 A+ 1 S T 0 R 7" A

tego, nie dla tego, żeby złoto, ktore


tak wiele fzacują w tym wieku żelaznym
doftatniey fię znaydowało, albo go z
mnieyfzą pracą z wnętrzności ziemi wy
dobywali, ale że na ten czas nieznano
tych dwoch fzkodliwych fow, moie i
twoie; ktore potym cały świat poroźni
ły. Wfzyftkie rzeczy były wfpolne w
tym świętym wieku, i ludzie nie mieli
więcey pracy dla ich wyżywienia, iak
zbierać owoce , ktore im drzewa obficie
fame rodziły, i czerpać rękami czyfte i
fmakowite wody, ktorych ftrumienie i
zrzodła doftatkiem im dodawały. Sta
rowne pfzczoły zbogacały rozpadliny
w fkałach, i wypruchniałe drzewa zbio
rem z kwiatow, dla ludzi fmaku i ochło
dy, bez obawy fwą czułą Rzeczpofpolitę
pomnażaiąc, niebroniły zbierać wdzię
cznego plonu, ich zyzney pracy. Profte
chaty były zamiaft Pałacow, miefzkań
com ziemi, i drzewa fame z fiebie rzu
cały fkory, dodając im, czym nakrywać
domy, i zafłonić fię od niepogodnych
chwili. Wfzyftko zoftawało w ten czas
w fpokoyności; ziednoczenie i przyiaźń
widać tylko było. Dotąd pług i rydel
nierozdzierały wnętrzności ziemi. Ta

Do N QUISZ o TTA 123


dobra i płodna Matka rozdawała darmo,
i hoynie wfzyftkie owoce fwoiego ob
fzernego łona, i iey fzczęśliwe dzieci
znaydowały wraz, i co było potrzebne
go na utrzymanie życia, i co było rof
kofznego do nafycia: Uroda nie była
ozdobą [zkodzącą Młodym Pannom, cho
dziły wolno wfzędzie , okazując bez
przyfady i zanęty dary, ktorych im u
dzieliło przyrodzenie, nieukrywaiąc fię
więcey, iak tylko, przyftoyność wiekom
wfzyftkim przyzwoita wymagała. Szkar
łat Tyryifki, ani złoto, ani Jedwab nie
przyozdabiały ich, i nieużyczały od
fztuki wdziękow; wieńcami z kwiatow i
zioł uplecionemi, były lepiey przyftro:
ione, niż dziś Damy naypowabnieyfze
przez kofztowne wynalazki, ktorych
zbytek i proźność wieku, ich nauczyły.
Miłość fię wyrażała odkrycie, nieobłu
dnie, iak ferce ią poczuwało, nie fzuka
iąc w wytworności flow, wyrazow moc
nieyfzych i fztucznieyfych nad przyro
dzenie. Widzieć było we wfzyftkich
czynnościach ludzkich fzczerość iftotną;
nietylko daleką od ofzukania, ale nie
zdolną utaienia fię. Sprawiedliwość za
wfze będąc z oczami zawiązanemi, nie
144 H I S 7" O R 7" A

znała wtenczas ani względu, ani zyfku:


w przyfzłych wiekach dopiero te ftrafzy
dła naftały, ktore zapufzczając iad za
raźliwy w ferca ludzkie, zatłumiły fu.
fzność przyrodzoną, co jednomyślnym
zezwoleniem przedtym wfzyítkim rzą
dziła. Cnota iakom powiedział była nie
oddzielna od Panieńftwa, wfzędzie fa
mowolne chodziły zabefpieczone na do
wierzeniu ich utrzymałości, upewnione
o innych i o fobie, nieobawiały fię ani
cudzych pożądliwości, ani fwoich. Ale
niemafz iuż dla nich ucieczki w tym wie
ku niegodziwym. Miłość wfzędzie fię
przedziera; niemalz ftraży, ktoreyby
nie ofzukała. ani Laberyntu , z ktore
goby fię nie wydobyła. W mieyfca na
wet, gdzie promienie fłoneczne nie do.
chodzą, niefpokoyna chuć przebiera fię,
i zwycięża nayściśley[zą wftrzemiężli
wość. I tak pierwfza powinność będąc
utracona, a zepfowanie coraz bardziey
fię rozfzerzaiąc, fprawiło, iż trzeba było
dla be[pieczeńítwa powizechnego, zało
żyć tamę, tey nawalności. Poftanowiono
Zakoność Kawaleryi obłąkaney na obro
ne cnoty Paniem, wfpor Wdowom, po
moc Sierotom , i uciśnionym , fłużyć

-
ID 0 N QU I S Z 0 T TA. r25
mających za Tarczą tym wfzyftkim, kto
rych gwałtowność uciemięża. Ja ieftem
tego poftanowienia, moi dobrzy ludzie :
Rycerzowi błędnemu, i iego Konufze
mu tak miłe przyjęcie oświadczyliście,
i chociaż wfzyfcy fą obowiązani , iak
naylepiey obchodzić fię z ofobami tego
uczeftnićtwa, iednak że to uczyniliście
nieznając mię i z dobrey woli, i chęci,
flufzna rzecz abym wam wyraził moie
zawdzięczenie, przyrzekając, iż pamięć
tego będzie mi zawfze przyiemna.
I tak Orzechy przypomniały złoty
wiek nafzemu Rycerzowi, i do tak pię
kney rozmowy były mu pobudką , bez
ktoreyby fię cale obfzedł, iako i Pafte
rze , ktorzy go fłuchali z pilnością, nic
nierozumiejąc, nic i flowa nie mowiąc.
Sanfzo także milczał, ale niezoftał bez
czynnym, napełniał brzuch orzechami i
ferem, nieomiefzkując żadnego uką[ze
nia, oprocz dla zaglądania nieraz do
koźley [kory z Winem, ktora była zawie
fzona na drzewie dla chłodu. Po fkoń
czoney Wieczerzy ieden z Pafterzow,
rzecze do Don Quifzotta; aby WPanu
dać poznać Mości Panie Kawalerze, że
nam niefchodzi na ochocie, ktorą mamy
Iż6 H I S T O R rA
częftować dobrze WPana i zabawić, da
my mu Ryfzeć wnet iednego z nafzych
Braci, nie zadlugo tu przybędzie, i za
pewne WPana uciefzy. Jeft to młod
Paftufzek mocno zakochany i bardzo do
wcipny, umie czytać i pifać, iak fzkol
ny Uczeń, ale nadewfzyftko śpiewa i
gra na fkrypcach do podziwienia. Ledwie
[kończył mowę Pafterz , ufłyfzeli granie,
wnet przybył młody Dzieciak, około
dwudzieftu dwoch lat maiący dofyć na
dobney poftaci. Spytali go Pafterze,
czyli iuż wieczerzał, odpowiedział, że
iuż. Gdy tak ieft: Antoni rzecze ten,
co wprzod mowił, uczynifz nam miłą
rzecz zaśpiewać co dla dobrego przyję
cia Jegomości nafzego Gościa, aby mu
dać poznać, że w Lafach i Gorach prze
cięż fię znayduią ludzie co grać i fpiewać
umieią. Powiedzieliśmy Jegomości, coś
ty wart, i radzibyśmy nieuchodzić za
zmyślaiących; ufiądź tu, profiemy cię ,
a zaśpieway nam piofnkę, co twoy Stryi
Xiądz napifał na twoią miłość, i ktora
fię tak mocno upodobała w całey okolicy.
Uczynię to chętnie, odpowie Antoni, i
niedaiąc ię długo profić, ufiadł na pień
Do N QUIszo trA :*;
ku, naftroiwfzy fkrzypce, zaczął śpie
wać wierfze naftępujące przygrywając:
Olailla! znam, żeś mię polubiła
Chociaż twe Ufta niechcą tego głofić,
I oczy milczą, iednakeś mi miła,
I ia cię kocham, wiefz; na tym mi dofyć.
Mowią: że miłość, kiedy ieft poznana,
Niezwykła lubey nadziei ofłabić,
Ta co ią znofi będzie przeiednana,
I fama do niey dafię wfpolnie zwabić.

Jednak fię nie raz obchodzifz z pogardą,


Ze Twoich myśli przeniknąć ieft trudno,
I tak fię częfto pokazuiefz hardą.
Gubiąc kochankow przez poftać obłudną.
Przecięź choć fię twa oziębłość fprzeciwia,
I odmawianie zniewagą frożeie, -

Pomimo tych mię nadzieia ożywia,


Miłości światło wpośrzod wzgard iaśnieie.
Wfzak moia wierność w odmianie nie prędka,
Pożar miłości, com nim rozpalony,
Czyś froga dla mnie, czyli będziefz miętka
Niemoże łabieć, ni bydź powiękfzony.
128 H I S T o R rA
- -

Jeżeli kochanie, iak fię zwykle dzieje,


I inni twierdzą, częścią ma bydź cnoty,
Twoja Cnotliwość czyni mi nadzieie, -

Ze niedaremnie poydą me obroty.


Wierne ufługi i miłość nad miarę,
Służyć mi będą zamiaft zaręczenia,
Czyniąc ci chęci mych iz zerą ofiarę.
Korzyftać będę z prac mych wyfilenia.
Czy niezważałaś, co moia chęć żąda,
Zawfze ma w ciebie mieć wlepione oczy,
Choć inna na mnie niecoraz fpogląda.
Jakbym nieznał, że wzrok na mię powtoczy
Niemyślę tylko Tobie fię przymilić,
WIzyftkie w tym moie zakładam ftarania,
Dobrze przybranym bydż, chcę fię wyfilić,
Mam ftroiow dofyć , aż do zbytkowania. - -
- •

Niewfpominam tu wefołego grania,


Trawiąc nie jedną noc na tym bezfenną, • •

Wierfzow i Piofnkow, Tańcow i śpiewania,


Com czynił na twę zabawę codzienną
Sławiłem poftać Twoią, co kfztałt czyni
I Twey piękności dawałem pochwały,
Jakby o cudney urody Bogini, -

Za to mię inne piękne połaiały.


Raz
%

ID o N QUISZ O TTA 129


Raz cię chwaliłem fiedzący w rozmowie
Z Terefą Panną z Cerokal: aż ona,
Mnie macie kochać Anioła, tak powie,
Acz ieft niewarta, złośnica zrodzona,
Są to piękności zmyślone w udaniu,
Fałfzywe włofy, i fztuczne zaloty.
Twarz malowana wiele brak w ubraniu,
W oczach coś błyfzczy, niemafz nic iftoty,
:Mocnom fię gniewał za przydane wady,
Pałfz iey zadałem, bolałem niemało,
Jey Krewny począł o to zemną zwady,
Wiefz co fię ftało, iak mi fię udało.
Olailla, wfzak kocham cię i żądam,
Z naylepfzą myślą chętnie cierpię mękę
i nieinaczey twoich łak wyglądam.
Jak gdy z mym fercem wraz ci oddam rękę.
Słodkie fa więzy, mocne przez przyfięgę,
Kościoła Jarzmo, lekkie z chęcią fkłonną, •

Z iaką radością, uznafz w nie fię wprzęgę,


I poddam, gdy cię uyrzę w tęż niezbronną.
Bo gdy twe ufta przez upor umyślny,
Nie zechcą na me zezwolić zamy!ły, \

Smiercią zakończę los moy niepomyślny,


Lub gdy przeżyję, wftąpię w Zakon ściły.
Tom I. I.
30 H Is r o r rA
Gdy kończył Paftufzek, Don Quifzott
profił go, aby iefzcze zaśpiewał, ale
Sanfzo, ktory więkfzą miał chęć fpać,
niż fluchać piofnkow, fprzeciwił fię temu
i rzekł Panu: iż czas do wczafu iść, aby
fię gdzie przytulić na nocleg, bo ci do
brzy ludzie pracując cały dzień, niepo
trzebowali nocy trawić nad piofnkami.
Rozumiem cię Sanfzo , odpowie Dom
Quifzott, i nieprzyfzło mi na myśl, że
głowa napełniona tęgością wina więcey
potrzebuie fnu, jak śpiewania. Panu
Bogu dzięka rzecze Sanfzo, ale każdy
wziął fwoią część; przyznaie odpowie :
Don Quifzott, że fię zpozniło, fpiy, gdzie
chcefz, a mnie zoftaw na wolą, przy
ftoyniey czuwać, iak zafypiać Ludziom
mojego Sanu, ale pierwey mi opatrz
ucho; bo powiem prawdę, że mi bardzo
dokucza. Sanfzo gdy fzuka maści, ie
den z Pafterzow, ktory obaczył ranę,
rzekł Don Quifzottowi, aby fię nietur.
bował, że będzie wnet uleczony, i po
fzedłfzy urwał kilka liftkow Rozmarynu,
ktore pożuwfzy w gębie, przymiefzał
trochę foli , i przyłożył do ucha, upe
wniając, iż nie potrzebował innego pla
ftru,
ło fię.rana fię zagoi,
• • •
co w fkutku fta
• |


po w «wszorra 131

R 0 Z D Z I A Ł XII.
co Pafterz opowiedział tym co byli
• Don Qui/kotem
X

GD, fię na tym zaftanowili, Chłopak


ieden z tych, co chodzili do wfi po ży
wność, obrociwfzy fie do Pafterzow,
rzecze: Dzieci, a wieciefz, co fię [tało?
A iakżebyśmy mogli tu wiedzieć, odpo
wie jeden z nich. O toż daley mowi
Chłopczak. Wiedżcież tedy o tym, że
, tenPafterz tak grzeczny, ten Student |
Chryzottom, umarl dziś rano, i mowią
4
że z miłości dla tey opętaney Marcelli |
Corki Wilhelma bogacza tego, co tu bli
fko widujecie w fukniach Paftufzych. Dla
Marcelli? rzecze iedem z Pafterzow, czy -
do prawdy? Dla tey famey, odpowie, i
co ieft dziwnieyfzego, że tenże Chryzo.
ftom rozkazał, aby go pochowano w
polu, iak gdyby nie był Chrześcianinem,
i to pod gorą, zkąd wytryfka źrzodło z
pod drzewa, dlatego, że iak powiedaią.
- Iij -

13* H I S T O R + A

iż on pierwfzy raz ją tam oglądał. Wie


le innych rzeczy nakazał, tym podob
nych, ktore iak tufzą Kościelni tey wfi,
nie będą wykonane, bo fa złym przykła
dem i trącą poganinem. Ale Ambroży
ten drugi ftudent i przyjaciel zmarłego,
ktory także w Pafterfkich fukniach cho
dzi, chce aby wfzyftko dopełniono, iak
Chryzoftom żądał. Cała wieś w zamie
fzaniu, fpodziewam fię, że Ambroży na
fwoim poftawi. Wfzyfcy Pafterze iemu
przyiaźni tegoż pragną; i iutro mają po
grzebać go w tym mieyfcu z wielką oka
załością. Co rozumiem, że to będzie
rzecz godna widzenia, przynaymniey
chcę tam iść, ieżeli nie będę mufiał znow
poyść dla żywności. Poydziemy wfzy
fcy, odpowiedzą Pafterze, i będziemy
grać w fomki, kto fię ma zoftać pilno
wać Koz: iak mowifz Pietrze? odezwie
fię ieden: nietrzeba lofow ciągnąć, ia
zoftanę za waswfzyftkich, i niemyśliy
cie, abym to iedynie dla przymilenia
wam, albo dla nieciekawości czynił, ale
dlatego, że chodzić niemogę od tey kol
ki co mi wlazła wczoray w nogę. Jednak
ci wdzięczni iefteśmi: odpowie Piotr,
dziękujemy ci do oddania wet za wet.
• •

/
\ • •

D O N QU I sz o T TA 133
Don Quifzott profił Piotra, aby mu po
wiedział nazwifko umarłego, i co była
za iedna Paftufzka; na co Piotr dał od
powiedź: że niewiedział więcey, nadto
iż ten zefzły był młodzian fyn Szlachci
ca bogatego , ktorego oyciec miał Dom
Twoy blifko tych gor, iż długo fię uczył
w Salamance, i powrocił do Domu bar
dzo umiejętny, iak wfzyfcy twierdzili
ale naywięcey, mowi daley Piotr, znał
fię, iak powiadają na nauce gwiazd, i
co fię tam dzieje między Słońcem i Mie
fiącem, tak że nieomiefzkał opowiedzieć
zawfze dzień w dzień Eklizy Słońca, i
Miefiąca : Eklipfy fię nazywaią moy
Przyiacielu, nie Eklizy przerwie mu
Don Quifzott, co fię znaczy zaćmienie
ktore fię trafiają tym Planetom. Zga
dał także, bo nie każdy tak zważa z bli
fka; kiedy miał być Rok dobry, albo
zły. Jego Rodzice i Przyiaciele, co
temu wierzyli, iak powiadał, iego rady
fłuchali, izbogacili fię w krotkim czafie.
Raz mowił żeby fieli jęczmień a nie
pfzenicę, drugi raz groch i buber, nie
ięczmień. Ten rok będzie obfity, zbio
rą dotyć oliwy, ale trzy lata naftępują
ce nic nie przyniofą, i to zawfze fię tak
#34 r 1 s r o r rA
dzialo iak przepowiedział. Ta nauka
Gwiazdarfka, naywa fię Aftrologia rze-
cze poważnie Don Quitzott. Niewiem,
iak fię zowie, odpowie, Piotr, ale to mi
wiadomo, że to wfzyftko umiał, i iefzcze
więcey. W kilka Miefięcy powrociwfzy
z Salamanki , widzieliśmy go iednego
dnia pięknie przybranego po Pafterfku z
torbką, i fwą Trzodą: iego wielce pou
fały Ambroży, ktory był z nim wfpoł
uczniem, także porzucił fzkolny ubior,
i iak tamten uftroił fię w paftufze fuknie.
Zapomniałem WPanu powiedzieć, że
ten Chryzoftom był bardzo fpofobny do
pieśni ułożenia, tak, że na Boże Naro
dzenie każde pifał, cofię w nocy przyi
ścia Pań[kiego śpiewają, i na Boże Cia
ło Dyalogi, ktore dzieci po wfiach udają
tak, że niemożna było lepiey. Gdy oba
czono tych dwoch Studentow przeftrojo
nych za Pafterzow, zadziwili fię wfzyfcy
tak prędkiey odmianie, ktorey niemogli
zgadnąć przyczyny. OyciecChryzoto
ma w ten czas właśnie umarł,izoftawił go
właścicielem znacznego maiątku, bydła
doftatek dużego i małego, porządkow ro
żnych, i pieniędzy gotowych co nie
miara. I doprawdy wart był tego wfzy
*

Do W QUIS ZOTTA 135


ftkiego, bo był bardzo dobry dzieciak
przyjaźny poczciwym ludziom, i miał
właśnie twarz miluchną. Na refztę fię
dowiedziono, że ta odmiana ftroju [tała
fię iedynie tylko dla chodzenia po gorach
i lafach za Pafterką Marcellą, w ktorey
fię był ten niebo!zczyk zakochał. Teraz
trzeba, żebym WPanu powiedział co to
za iedno to młode ftworzenie , bo nie źle
żebyś WPan o tym wiedział. Podobno,
albo i niepodobno, mowić mogę śmiele,
że WPan nigdy nie widziałeś w dniach
życia fwoiego nic iey rownego, i nieufły
fzyfz niciednakowego, gdybyś żył dwie
ście lat. Obaczmy, rzecze Don Quifzott
co to? Powiem tedy WPanu moy dobry
Mości Panie, daley mowi Pafterz; że był
w nafzey wfikmieć nazwany Wilhelm; ie
fzcze bogatfzy, niż oyciec Chryzoftoma,
i ktoremu Pan Bog dał więćey nad te do
ftatki, co pofiadał, bardzo urodziwą Cor
kę , ktorey Matka w połogu przy niey
umarła. Była to dobra Kobieta ta Ma
tka, iak lepfzey w Okolicy tu niezna
łem. Zdaje mi fię, że ją widzę jak ży
wą, tę poczciwą Kobietę z tą twarzą
miłą i wefołą, i oczyma świecącemi fię
niby dwie gwiazdy. Ale nadewfzyftko
r36 Př I S T O R T A

dobra Gefpodyni była, nawidziała ubo


gich, i założyłbym , że ieft dziś w Nie
bie. Wilhelm nieborak umarł z żalu,
ktory miał , utraciwfzy tak dobrą Zonę,
zoftawił Marcellę Córkę młodziuchną,
i iedyną Dziedziczkę w ręku Duchow
nego Stryja iey, ktory był Plebanem w
nafzey Wfi, Ta fierota rofła codziennie"
w piękność tak, że nam dała przypo
minać Matkę, ktora była także kfztałt
na bardzo , i zaraz uważali, że Córka ją
przeydzie; dla tego ledwie dofzła, lat
piętnaftu, wfzyfcy, co ją widzieli, Pa
na Boga chwalili, że ją tak piękną ftwo
rzył, i ledwie nie wfzyfcy fię w niey
pokochali, a prawdziwiey ( mowiąc)
ledwie nie fzaleli z miłości, Jey Stryi
iednak pilnował z wielkim ftaraniem
fwey Synowicy, i bardzo ściśle, prze
cięż odgłos iey piękności tak daleko fię
rozciągnął, że tak dla tey przyczyny,
iako też iey znacznego maiątku, fiła
młodych ludzi znakomitych, nie tylko
z nafzey Okolicy, ale i zdala na około,
za Zonę ią mieć żądali ; ani pokoju, ani
odpoczynku nie dali iey Stryjowi. Xiądz
dobry radby ią był wydać za Mąż, jak
ią tylko uznał w wieku na wydaniu; ale
|

DON Q U Iszo TTA 137


że był Człowiekfumienny, niechciał te
go uczynić bez iey zezwolenia, i niemo
żna fądzić, iż odwłocząc zamężcie fwo
iey Synowicy ten dobry Duchowny,
chciałby pożytkować z maiątku iey, kto
rego miał rozrządzenie, wfzyfcy wie
dzą, że nie tak ieft, i nieraz o tym mo
wiono na jego pochwałę w nafzych po
fiedzeniach. Bo żebyś WPan o tym
wiedział, Mci Panie Kawalerze błędny,
chociaż w tak małym mieyfcu, jednak
o wfzyftkim u nas mowią, każdy znay
dzie co, źle lub dobrze, uznać, chwa
lić, lub ganić, według fwoiego widzi
mi fię, i wierz WPan, że Xiądz Ple
ban u nas mufi trzymać fię profto i na
oftrożności, jeżeli chce bydź chwalo
nym od Parafianow, a to naybardziey
na wfi! Macie przyczynę, rzecze Dom
Quifzott, ale daley kończcie , moy Pie
trze. - Powieść ieft dość dobra, i wy
fkładnie ją wcale opowiedacie, Niech
Pan Bog będzie z WPanem, odpowie
Piotr;, bo na końcu to ieft lepfze nad
wfzyftko. Zebyś WPan tedy o tym był u
wiadomiony, z iego pozwoleniem daley
mowię: że bądź iak chcąc mocne uwa
gi czynił Stryi tey Dziewicy, i iak tyl
>

13s H I s To R r A
ko mogł zalecał zacne przymioty tych,
co fię o nią ftarali, profząc, i namawia
iąc ią, aby pofzła za Mąż, i fama fo
bie obrała tego, ktoryby iey fię nayle.
piey upodobał, nieodpowiadała więcey
na to, iak: że iefzcze o zamężciu nie
myśli, i że za młoda, aby fię tak pręd
ko namyśliła o poftanowieniu. Temi
wymowkami, ktore fię zdawały dofyć
pozorne, uwolniła fię od naprzykrzenia
Stryła , ktory czekąć chciał, ażby do
wieku ftalfzego cożkolwiek przyfzła;
i fama fobie obrała Męża; bo mawiał,
i dobrze tu uważał, że nigdy Rodzice
nie powinni Dzieci niewolić do niczego.
Na refztę iednego pięknego dnia, kiedy
nikt fię niefpodział, aż ta razem pogar
|
dzaiąca Marcella zoftała Pafterką ; po
mimo Stryia i wfzyftkich, ktorzy ią
chcieli od fiego odprowadzić, pobiegła
w pola z innemi Pafterkami, fama fwo
ią trzodę pafąc. Panno Nayświętfza!
w tenczas fię gorzey ftąło! bo iak fię
tyłko pokazała odkrycie, niemożna po
liczyć młodych ludzi, tak ze Szlachty,
iako i bogatych kmieciow Synow, co
fię Pafterzami zrobili, i biegli za nią na
zaloty z oświadczeniem każdy przyia
• 4
Do w QU I szo TTA. , 139
źni. Jeden z tych, iakom wyraził był
nieborak Chryzoftom, i powiedają: że
nie kochał iey, ale wielbił nad zwy
czay i fzalał prawie dla niey. Nietrze
ba zaś myśleć, że gdy obrała fobie ten
fpofob życia ofobliwy i wolny, Mar
cella, miała co naymniey przeciwko
poczciwości wykroczyć, i coby iey cno
tę i ftatek pod wątpliwość podawało; o
wfzem tak pilno przeftrzega fwoich u
czynkow, i tak fię zachowuje oftrożnie,
iż żaden z tych, co iey nadfkakują, nie
może fię pochwalić, żeby mu naymniey
fzą uczyniła otuchę, i choć już nieu
nika rozmowy z Pafterzami, i grzecznie
fię z niemi obchodzi: gdy fię iednak zda
rzy, że ktory z nich odważy fię odkryć
iey fwoią miłość, choćby maybardziey
niewinna była, iako to do zamężcia dą
żąca , tak daleko go odrazi od fiebie,
że nie śmie drugi raz fię porwać. I tak
ta Dziewica ieft fzkodliwfza na świecie,
niż zaraza, bo iey piękność i grze
czność zniewala ferca wfzyftkich, co ią
widzą, iey zaś upor do rozpaczy przy
wodzi. Nie zoftaie im tylko ią głośno
nazywać , niewdzięczną, okrutną, i tym
podobnemi nazwitkami, ktorych warta
r4o I rs to r rA
ta złośnica. Gdybyś tu WPan był cza
fem, Mci Panie Kawalerze, ufły [załbyś
rozlegające fię odgłofem góry i doliny
wyrzekaniami tych nieboraków kochan
kow pogardzonych , i w pewnym miey
fcu z tąd niedaleko, ieft ze fto drzew
bukowych , nieznaydzie tam żadnego ,
na ktorymby niebyło wyrzniętego imie
nia Marcelli, a na wierzchu niektorych
ieft Korona, chcąc dać poznać, że war
ta wieńca piękności. I tak w iednym
kącię wzdycha ieden paftufzek, w dru
gim inny fię żali. Tu miłofne piofnki
śpiewają , tam żałośne ięczenia wydają,
niektorzy po całych nocach pod drze
wami fiedząc , albo na górach zanurzeni
w zamyfłach oka niezmrużywfzy, cze
kaią wfchodu flońca, drudzy niedaiąc
odpoczynku wzdychaniom, w naygoręt
fze dni lata na rozpalonym piatku le
żąc , głofy do Nieba i narzekania żało
śne rozpościerają. Zaś harda Marcella
na to wfzyftko niedbając , iak gdyby
nic nie było, żartuje z nich, odrzucając
i iednych i drugich. Jednak wfzyfcy
co tu iefteśmy, i znamy ją, oczekuje
my dokąd zaprowadzi frogość tey nie
beśpieczney Dziewicy, i ktory będzie
po N g UISZC TTA 14
tak fzczęśliwy,żeby udobruchał tak ;*
kie ftworzenie. Wfzyftko, com WPanu
powiedział, ieft famą prawdą, i nie wąt
pię, co nafz Pafterz oznaymił o śmier
ci Chryzoftoma. Zyczyłbym WPanu
Mci Panie Kawalerze bydź przytomnym
iutro na iego pogrzebie , będzie to za
pewne rzecz godna widziwienia, i nie
mafz z tąd iak pół mile. Nieomiefzkam
tam bydź, rzecze Don Quifzott , i dzię
kuię wam , za opowiedzenie tego przy- .
trafienia, ktore mię zabawiło. Oy! za
pewne, rzecze Pafterz, i połowy WPa
nu nie wypowiedziałem, co fię zdarzyło
Miłośnikom Marcelly , ale iutro idąc
tam, znaydziemy ktorego Pafterza, co
WPanu więcey doniefie. Teraz zaś Mci
Panie, dobrzeby, żebyś WPan pofzedł,
gdzie położyć fię pod dach, ponieważ
na dworze źle fpać na WPana ranę, lu
bo z tym przywinięciem, com WPanu
przyłożył, niemafz fię czego obawiać.
Sanfzo, ktory fto razy przeklął i Pafte
rza, i iego baianie, namawiał Pana, aby
wizedł do chałupki Piotra; i dał fię
przecięż namowić; ale to było dla roz
myślania refztę nocy o Twoiey nielito
ściwey Dulcynei; aby kochankom Mar
4
-
|

142 H I s To R » A
celly wtym prymu nieuftępował. San
fzo ze Twoiey ftrony położył fię na bar
łogu w ftayni między Kotlinantem i
fwoim Ofłem, nie jak köchanek źle
1potkany, ale iak Człowiek z turbowany,
i nie prożny Brzuch maiący
Do M 2 L HS-Z o TTA 143

RozDzIAŁ XIII
Dal/xa Powieść o Marcelli.

L Edwie zaświtało, powitali Pafterze,


i pytali fię Don Quizotta, czyli jefzcze,
trwał w fwey chęci widzieć Pogrzeb
Chryzoftoma; i że z nim poydą pofpo
łu. Ten zezwalając chętnie, wftał i ro
fkazał, aby Sarifzo ofiodłał Rofinanta,
i Ofła fwego. To zrobiwfzy z wfzelkim
pośpiechem udali fię w podroż; ledwie
cwierć mile uiechali, napotkali idących
przeciwko nim fześciu Pafterzow w
czarne fuknie ubranych, wieńce na gło
wach mających, z Cypryfu i Szałwii,
długie lafki z głogu w ręku; za niemi ie
chało dwoch Szlacheckich Synow na
koniach, i trzech Mafztalerzow [zło pie
fzo ; ziechawfzy fię przywitalifię grze
cznie, i fpytawfzy wzajemnie, gdzie
iechali, zmowili fię że wfzyfcy mieli
myśl, udania fię dla widzenia tego po- .
grzebu, i tak wfpolnie dążyli do miey
fca. Jeden z tych Szlachty obracając

144 H I S TO R yA

fię do drugiego. rzecze , Mofpanie Wi


valdo; niefpodziewam fię abyśmy ża
łowali czafu; co na widzenie tego ob
rządku żałobnego obrociemy, ktory
zapewne będzie ozdobny i ofobliwy,
z przyczyny wielu dziwnych rzeczy,
ktore nam Pafterze opowiedzieli o tym
umarłym i o Pafterce; ktora mu do
śmierci była powodem. Jeftem upew
niony iak i WPan, o tym, odpowie Wi
valdo, i nieżalby mi, chociaż bym kil
ka dni utracił zamiaft jednego. Dom
Ouifzott zatym fpytał ich fię coby
fłyfzeli o Chryzoftomie i Marcelli. Je
den z nich odpowie, że zpotkawfzy Pa
fterzy w żałobę ubranych , gdy fię fpy
tał o przyczynie : oni mu powiedzieli
całą hiftoryą o nieiakiey Marcelli iak
piękney, tak dziwaczney z rozkocha
niem fię wielu młodych Ludzi w niey,
żądających iey za żonę, i śmierć Chry
zoftoma, ktorego fzli chować. Słowem
powtorzyli Don Quifzottowi toż famo,
co Piotr mu wypowiedział. Skończy
wfzy tę powieść Wivaldo, zapytał na
fzego Rycerza, co go przynaglało ieź
dzić tak uzbroionym w Kraiu, gdzie po
koy był zupełny. Moia powinność
• bowią- i- o
po w QUIszo TTA 148
bowiązek, odpowie Don Quifzott, nie
dozwalają mi wyjeżdzać inaczey. Ubior
fpokoyny wynaleziony dla Dworzan, ale
czułość, pracowitość, i oręż należą tyl
ko do tych, ktorych na świecie zowią
Rycerzami obłąkanemi, i z ktorych licz
by, ia mam fzczęście bydź, chociaż nie
godny, i nayliżfzy ze wfzyftkich. Nie
trzeba było więcey dać do wyrozumie
nia tym jadącym, aby poznali, że nafz
Rycerz był bez mozgu, ale żeby lepiey
o tym byli upewnieni, i doświadczyli
iakiego rodzaiu fzaleńftwo w nim pano
wało, Vivaldo fpytał go, co to byli za
iedni ci Kawalerowie błędni? Poznaję to
Mci Panie, rzecze Don Quifzott, żeś
WPan nie czytał Dzieiow Angielíkich ,
ktore opifują znakomite Dzieła Krola
Artura, co go Artufem nazywamy po
Kaftyliyfku, i o nim przez podanie wie
kow w Wielkiey Brytanii trzymają, że
nie umarł, tylko fię przemienił w kruka
przez zakłęcie Czarodzieyfkie, iż przyj
dzie ten czas, kiedy powroci w fwoiey
poftaci, i wftąpi na Tron włafny; dla tego
odtąd nikt niewidział, aby ktory Angiel
czyk zabił choć jednego kruka. Za cza
fow tego dobrego Krola było poftanowio
Tom - K
146 H I S T O K 7" A!

ne Rycerftwofławne Stołu okrągłego,oraz


działy fię miłości między Don Lancelo
tem Dulac i Krolową Geniewrą, ktorych
mądra, ftateczna i zacna Dama Quinta
gnona była pośrednicą, r ktorefą powo
dem do tych znajomych wierfzow tak
wielce w Hifzpanii śpiewanych.
Zaden Rycerz tak od Damy,
Niebył w świecie przyimowany,
Hak Lancelot ukochany,
Gdyfię rozítał z Anglikami
Od tego czafu poftanowienie Rycer
Ikie powiękfzało fię coraz i rozfzerzało
na wfzyftkie części świata. Waleczny
IAmadis wiławił fię przez wielkie Twoje
czyny Woienne; iako tez iego Synowie
i Synowcy: aż do piątego pokolenia.
Mężny Felix Marthe z Hirkany, dał fię
także poznać znakomitym, i ten drugi
Rycerz, ktorego nigdy dofyć wychwalić
niemożna,Tirantleblanc, i mało brak że
śmy niewidzieli w nafzym wieku nie
zwyciężonego Rycerza Don Belianifa z
Brecyi, i tyle innych, ktorych Imiona
fą ławne w Dziejach. Otoż to ieftMci
Panie Zakonność Ryceritwa błędnego, o

p ON QUISZ O TTA. 147

ktorym WPanu powiedziałem, że jego


zachowują obrządki; do tychże Uftaw
mię obowięzując, co ci dobrzy Rycerze
dawnych wiekow dopełniali, ktorych
maśladuję iak nayściśley, - i dlatego tak
czynię, iak oni iazdę po Gorach i Lafach
fzukając przypadkow z myślą dobrą po.
święcić moie Ramie i Ofobę na niebeśpie
czeńítwa wfzelkie, ktore mi los zdarzy
dla obrony uciśnionych i fabych. Po
tak piekney rozmowie , niezoftało
naymnieyfzey wątpliwości nafzym po
drożnym, o zawrocie głowy Dom Qui
fzotta; i nie trzeba powiedać, iak dalece
ten ofobliwy rodzay głupftwa zadziwił
ich. Wivaldo ktory był wefoły, i prze
nikaiącego rozumu, odkrywfzy tę ofo
bliwość, chciał z niey korzyftać w cza
fie krotkiey podroży, ktora im zoftawała,
aż do mieyfca pogrzebu Chryzofto
ma, i aby Don Quifzotta rozruchał da
ley. Zdaje mi fię, rzecze, Mci Panie
kawalerze błędny, żeś WPan przyjął ie
dne z nayoftrzeyfzych uftanowień na
świecie, i widzi mi fię , że Kartuzow
Reguła frafzka przeciwko tey. Może
bydź tak furowa, nafz Bohatyrodpowie;
ale nie tak potrzebna zapewnej i to wąt
Kij
T48 H I S T O K 7" A

pliwości żadney niepodlega, bo Zakon


nicy niemają nic do czynienia, iak chwa
lić Pana Boga; i profić o dobro ludzi
fpokoynie i bez utrudzenia. My zaś Ka
walerowie i Wojownicy dopełniamy,
czego oni ani żądają; daiąc korzyftać Lu
dziom z tych pożytkow przez mężność
nafzey ręki, i broni nafzey dowodnośc..
Ale mi nietak, iak oni w wygodzie zakry
ci od niepogodi złych chwil;acz podwol
nym Niebem zawfze wyftawieni na go
rące promienie Słońca w lecie, i przera
żaiące mrozy w zimie. I tak fłufznie
mowić możemy, że iefteśmy Namieftni
cy Bofcy na ziemi i Mściciele iego [pra
wiedliwości. Jako Woyna i co za nią
naftępuie, nie ieft bez wiela trudow i po
tu czoła, idzie zatym, że ci ktorzy w
niey fię ćwiczą, więcey daleko dokazu
ją, iak ktorzy modlą fię fwobodnie za
grzefznych i upadłych. Przecież ia nie
utrzymuję z tym wfzyftkim, niech mię
Pan Bog uchowa, żeby powołanie Ry
cerza błędnego było tak święte i pewne
iak Zakonne; acz ztąd fobie wnofzę, co
ia fam ucierpię, że ieft daleko trudniey
fze, pracowitfze i bardziey udręczaiące
głodem i pragnieniem , łowem: tyfią•
po w qv 1 sz o T TA 14,
razy dokuczaiące bardziey, iak fię daie
widzieć przez tak wiele niepomyślnych
przygodow, ktorych fiła kawalerow do
świadczyli w ich życiu, i ieżeli niekto
rym zdarzyło fię zoftać Cefarzami,
przez Waleczność ich ferca i ręki ; wie
rzyć, że ich to fiła kofztowało; ieżeli
pot czoła, i krew wylana, co ważyć mo
gą; i gdyby przez niefzczęście, zabra
kowało im na mędrcach i Czarnoxiężni
kach,ktorzyby ich wfpierali, można bydź
pewnym, żeby wiele było w nadziei o
myłonych. I ia tego ieftem zdania, od
powie Vivaldo, ale iedna rzecz mię gor
fzy między wielą innemi u Rycerzow
błędnych, to ieft: że poczynając iaką
znaczną fpotyczkę i z iawnym niebe
fpieczeńftwem życia, nieflychać, żeby
fię udawali do Pana Boga, iako każdy
Chrześcianin powinien czynić w podo
bnych okolicznościach, ale fię tylko po
lecaią fwoim kochankom, i ich pomocy |
wzywaią iak gdyby nie było innego Bo
ga dla nich, i to według moiego zdania
Bałwochwalftwem trąci całą gębą. Mci
Panie, odpowie Don Quifzott, niemafz
fpofobu inaczey czynić; i Rycerz obłą
kany, gdyby innym kfztałtem fobie pe
-

150 H I S T Q R ?" A

ftępował, wyfzydziliby go inni wfzyfcy.


Bo to ieft zwyczay poświęcony i niena
rufzenie w każdym czafie Rycerftwa błę
dnego utrzymywany: że w przedfięwzię
ciu iakiego znakomitego Dzieła Rycer
fkiego, ten cofię potyka w przytomności
fwoiey Damy, obroci oczy do niey mi
łośne, iak gdyby iey profił, żeby była
łafkawa i ratowała go w złey toni, cho
ciażby go nikt nieufłyfzał, winien ieft
mowić przynaymniey po cichu, i przez
zęby niektore flowa, jakby fię polecał z
całego ferca tey, co o niey myśli, czego
mamy tyfiączne przykłady w Dziejach.
cz przez to niemożna rozumieć, aby
kawaler błędny nie miał fię i Panu Bogu
oddawać. Ieft czas na wfzyftko i może
w famey bitwie upatrzyć tę porę. Iefz
cze mi jedna trudność zoftaie, odpowie
Vivaldo. Czytałem nieraz, że Rycerze
błędni rozmawiając pofpołu, od Rowa do
fłowa powadzili fię, i zwrociwfzy konie
dla więkfzego zapędu ieden na drugiego
fkoczyli żwawie, cugłe upuściwfzy; i
ledwie maiąc czas przypomnieć fię we
dwoch Rowach fwym ulubionym w po
śrzod biegu; i w tych harcach trafiło fię
zwykle ; że iedem zoftał obalonym na

D o w Q U r s z o T TA 151
wznak, i ną śmierć przebitym; a drugi
ledwie fię utrzymał za Grzywę konia.
Otoż ia nierozumiem, jak ten zabity
mogł mieć czas, Panu Bogu fię oddać
w tak prędkim uwinieniu fię. Mnieby fię
zdawało nayprzyzwoiciey, żeby fię Ry
cerz wprzod do Pana Boga modlił, za
miaft dofwoiey miłey; bo przynaymniey
by zadofyć uczynił powinności Chrze
ściańfkiey, i umieraiąc wina by iego zo
ftała tyłko względem kochanki, coby
nie z naywiękfzą dla niego ftało fię fzko
dą: a do tego wątpię, żeby wfzyfcy
Rycerze błędni mieli fwoje ukochane,
ktorymby fię ofiarować mogli: Tobydż
niemoże, zawoła Don Quifzott, niemafz ,
Rycerza błędnego bez Damy, prędzeyby
Niebo było bez Gwiazd, to ieft właśnie
treść i iftota Ryserzow, i znaleść mi pro
fzę aby ieden przykład w Dziejach wfzy
ftkich przeciwny. Więcey WPanu po
wiem, i to oświadczam, że gdyby tra
funkiem znalazł fię iaki kawaler błędny
bez miłości, niebyłby trzymany za do
brze urodzonego, ani prawego Rycerza
ale raczey żabękarta; i wfzedłby do Ry
cerítwa obłąkanego nie drzwiami, ałe
oknem, iako zboyca i złoydziey. Wy

I52 H I S T o R rA
daje mi fię iednak, rzecze Wivaldo ieżeli
dobrze pamiętam, że Don Galoar Brat mę
żnego Amadifaniemiał Damy pewney, do
ktoreyby fię w gonitwach modlił. Z tym
wfzyftkim niemniey za odważnego miany
i fzacowany. Jedna Jafkułka nieprzynofi
wiofny,odpowie DonQuifzott, oprocz, że
wiem dowodnie, iż ten Rycerz kochał
fię taynie i mocno, i gdyby tym wfzy
ftkim, co ładne znaydował, przymilał
fię, działo fię to z iego fkłonności przy
rodzoney, ktorą nie władnął, iednakże
zawfze bez pokrzywdzenia tey; co zna
my z pewney wiadomości, iż była iedy
ną Panią iego woli, i ktorey fię z całe
go ferca polecał, chociaż fkrycie: bo
zbytnią względnością fię uwodził. Daię
fię przekonać, rzecze Wivaldo, a że ieft
treścią każdego Rycerza obłąkanego
bydź zakochanym, mamy to za pewne
że WPan także miłośnikiem iefteś, bę
dąc tego kunfztu, dla tego jeżeli WPan
nie zafadzafz fię na fkrytości , iak Ga
loar, profzę go Imieniem wfzyftkich tu
obecnych uwiadomić nas, o nazwifku
i zacności fwoiey ulubioney i opifać nam
ią. Powinna mieć fobie za fzczęście »
|
\

po W QUIS zoTTA 153


aby wfzyftkim ogłofzono było, iż Ka
waler tey znakomitości , iak WPan nam
fię wydaiefz , czyni ią fwoią Boginią
miłości. Nie wiem, odpowie Don Quifzott
weftchnąwfzy ferdecznie, jeżeli ta mi
ła nieprzyiaciołka moia przyimie to do
brze lub źle , aby o tym wiedziano, iż
ia iey fługą ieftem, ale to wiem dobrze,
chcąc odpowiedzieć na ich zapytanie tak
uprzeyme, iż fię nazywa Dulcynea, Jey
Oyczyzna ieft Tobofo Wieś, Manfzy
Kraiu i ieft przynaymniey Xiężniczką,
ponieważ ieft Panią Wielowładną moich
myśli. Co do iey urody ieft to cud pię
kności, gdzie wfzyftko, co Poetowie
wymyślili niepodobnego i nadzwyczay
nego na wychwalenie fwych kochanek,
znayduie fię iftotne w niey fłowo w Ro
wo. Jey włofy fą złocifte, twarz ma
ozdobę i fłodycz Pol Ełizeyfkich, brwi,
iak tęcze, a oczy, iak Rońca praw
dziwe , roże na Jey policzkach zakwi
taią, uftafą koralami świetnemi ukfztał
cone, zęby, iak iftotne perły, fzyia z
Alabaftru, pierfi z naybielfzego marmu
ru, i ręce z kości Słoniowey, białość
śniegu za nic przy miey, i przez to, co
-
| -

154 E rs ro r rA •

widzieć można, o nie widomych pię


knościach fadzić łątwo; iż fą nieofzaco
wane, i niezrownane. Nic nie brakuje
rzecze Wivaldo, tylko poznać Jey u
rodzenie i Pokolenie. Niepochodzi, od
powie Dom Quifzott , z dawnych Kur
cyufzow, ani Kaiufow , ani Scypionow
Rzymfkich, nie bierze także początku
od Kolumnow, lub Urfynow terazniey
fzych, nie rodzi fię z Moncadow, Roque
lemow z Katalonii, ani z Rabellas i Wil
lanewow z Walencyi, nie liczy, między
Przodkami fwoiemi Palafoxow, Nucas,
Rokabertis Corellow, Lunes Alagones,
Urreas, Fozeslub Gurreas z Arragonii,
tym mniey Cerdas, Manriques Mendo
ces, lub Gufmanow z Kaftylii, ani A
lencaftres, Pallas i Menezes z Portuga
lii, ale iey Rodowitość wynika z Tobo
fo z Manfzy, i chociaż Jey Dom ieft
teraźnieyfzy, przecież może bydź gnia
zdem i źrzodłem naywiękfzey i nay
świetnieyfzey Familii w potomne wieki;
i niechay mi fię w tym nikt niefprzeci
wia, chyba pod temi warunkami, kto
re Zerbin położył pod zwycięzkim zna
kiem, co wyftawił Broni Rolanda.
*

p o w Q U r s z or TA 155
Niechay niema ośmielenią,
Dotykać fię kto tey broni,
Bo fię pewno nieuchroni
Mieć z Rolandem do czynienia,

Co fię mię dotyka, rzecze Wivaldo,


chociaż tylko ieftem Łapikura z Laredo,
niepoważam fię porownywać z wielkim
Domem Tobofow z Manfzy; lubo praw
dę mowiąc: pierwfzy raz Ryfzę o nim. Ja
ko? zawoła Bon Quifzott, czyli podo
bna, żeby tak głośna rzecz i Rawne |
Imię nie dofzły ufzu WPana? Wfzyfcy
idąc tłuchali z pilnością tey rozmowy,
nawet pafterze, i owczarze przeświad
czeni zoftali o dziwaćtwie nafzego Ry
cerza ; fam tylko Sanfzo Panfa dowie
rzał cudom, i wywodom, co opowie
dał iego Pan ; ktorego wiedział rzetel
ność, i znał go dobrze od pieluchow,
zawfze z nim obcuiąc, miał jednak nie
co wątpliwości o Dulcynei, bo chociaż
był blifki wfi Tobofo, nigdy nie fyfzał
wfpomnienia o tym nazwifku, i żeby
iaka Xiężniczka miała fię znaydować w
całey Manfzy Kraiu. . -

Gdy tak jechali rozprawuiąc, poftrze-


gli w głębokiey drodze między dwiema
*
• •

x56 B 1s to r rA
górami dwudzieftu Pafterzow w czarne
fuknie przybranych wfzyftkich, na gło
wach Cypryfem z Lipiną uwieńczonych.
Sześciu z nich nofili ciało gałązkami
i kwiatkami nakryte, iak fię zbliżyli.
Otoż , rzecze iedem z Pafterzow niofą
do pochowania Chryzoftoma; i pod tą
Gorą obrał fobie mieyfce pogrzebu. To
przyśpie!zyło wfzyftkim prędzey iazdy,
gdzie ftanęli właśnie w tedy, gdy nio
fący poftawili ciało , i czterech ludzi
kopali doł pod fkałą; przywitali fię
wfpolnie, i po pierwfzych ukłonach wża
iemnych, Don Quifzott i iego Wfpołe
cznicy, przypatrywali fię złożeniu. iego,
gdzie obaczyli młodego Człowieka trzy
dzieści lat blifko maiącego, iak umierał,
w fukniach Pafterfkich okryty kwiata
mi. Chociaż iuż nieżywy, iednak fa
dzić można było łatwie, że był urodzi
wy i kfztałtney poftaci. Było w trun
nie dofyć papierow pifanych, otwartych,
i pokładanych. Ile fię tam znaydowało
przytomnych , tak ci, co zabawiali fię
robotą, iako też co patrzali, w głębo
kim milczeniu zoftawali; ktore ieden z
tych, co go nieśli, przerwał, mowiąc
do drugiego : patrzay Ambroży, ieżeli
Do w Qv Iszo TTA, 1sę
to ieft mieyfce, co Chryzoftom obrał;
ty, co żądafz, aby iego oftatnia wola
była tak dokładnie dopełniona Toż fa
me ieft, odpowie Ambroży. Tu mi wła
śnie moy Przyiaciel niefzczęśliwy o
powiadał nie fto razy fwoją żałofną do
lą. Tu pierwfzy raz obaczył tę nieprzy
jaciołkę nifzczącą rodzay ludzki. Tam
że pierwfze oświadczenie uczynił iey
fwey miłości tak cnotliwey iak gwałto
wney. W tymże mieyfcu niemiłofierna
Marcella dokończyła go rozpaczać przez
fwoie pogardy, i przynagliła zakończyć
oftatni los życia iego fmutnego; i tu
tay chciał bydź pochowanym, aby za
chować pamięć tylu niepomyślności ie
go. Ambroży obrociwfzy fię potym do
Don Quifzotta, i innych tak daley mo
wił. To Ciało, ktore WPanowie zwa
żacie zapewne z politowaniem, zawie
rało niedawno Dufzę, ktorą Niebo ozdo
biło wielu darow fowitych udziałem,
Jeft to tego Chryzoftoma, ktory miał
rozum nieporownany, poczciwość iak
drugiey pofzukać, przyjaźń niepoślako
waną. Był hoyny i wfpaniały bez na
dętości; ftateczny i poważny bez wy
nioRości; umiarkowany bez przyfadno
158 H I s ro R 4 A
§ci; miły i zabawny bez podłości, ło
wem; był pierwfzy między dobremi. Ja
ko był w niefzczęściu bez rownego ,ko.
chał bez miary, a był nienawidzony ;
wielbił, a był pogardzony ; fłużył bez
zyfku - dzikiey i Trogiey kobiecie, kto
rey niemogł zmiękczyć i płakał, i jęczał
przed marmurem głuchym i nieczułym;
Jego głofy na powietrzu fię rozchodzi
ły, iego wzdychania wiatr rozwiał , i
żale rozprofzył; przywiązał fię do fa
mey niewdzięczności; i w nadgrodę o
trzymał widzieć fię śmierci ofiarą w po
śrzod naypięknieyfzych dni wieku, przez
okrutność nielitościwey Pafterki; ktorą
fwemi wierfzami chciał w nieśmiertelney.
pamięci zachować żyiących. Te pifma,
co zważacie, mogłyby bydź świade
ćtwem tego, co mowię, gdyby mi nie
rozkazał palić ie zaraz, iakbym oddał
ciało iego ziemi. Byłbyś frożfzym, niż
on, zawoła Wivaldo, gdybyś to wypeł
nił. Nienależy zachowywać tak ściśle
rozkazow tych , ktore fa przeciwko ro
ftropności zlecone. Wieleż pięknych
rzeczy byłoby utraconych, gdyby ofta
tnie wole, iak ta ; były ufkutecznione?
I tak Panie Ambroży uczyńcie tę przy
Dow QUIszor74 159
Hugę iedną iefzcze wafzemu przyjacie
lowi, aby iego pracę wybawić od nie
pamięci, i zachować należy te Pifma.
ktore zaświadczaią cnotę wazego Przy
iaciela, i niewdzięczność Marcelli; choć
by tylko dla przeftrogi innym, i nau
czania ich przez ten fmutny przykład,
aby nie wpadli w podobną przepaść. Co
o nas, iuż wiemy fmutne przytrafienie
Chryzoftoma, i przyczynę iego śmier
ci, znamy przyiaźń, która was wiąza
ła wfpolnie, i czego żądał, umierając;
a przez tę żałofną przygodę fądziemy,
jaka była frogdść Marcelli, i pafterza
kochanie ; i co za koniec czeka tych,
ktorzy wypufzczają cugle prożnym na
dzieiom, ktoremi miłość ich łudzi, i
podchlebia. Ażeśmy fię dowiedzieli
wczoray wieczór o śmierci Chryzoftoma;
i że miano go chować w tym mieyfcu, li
tość więcey iak ciekawość zwrociła nas
z drogi inney, aby bydź przytomnemi
Obrządkowi temu, i dać poznać, że
poczciwi ludzie biorą część niefzczęść
drugich. Profzę was tedy wierny Am
broży, żeby nafza dobra chęć niezofta
ła omylna, uczyń to na proźby naswfzy
ftkich tu zgromadzonych, aby niepalić
-

/
16o H I S T O R TA
Pifmow Jego. To mowiąc, i nieczeka
iąc odpowiedzi Vivaldo, przybliżył fię
do grobu, i wziął niektore Pifma. Ze
zwalam, rzecze Ambroży, aby te, coś
W Pan zabrał , zoftały fię, ale co inne ,
profzę WPana niefprzeciwić fię, żeby
oftatnie żądanie moiego Przyjaciela zo
ftało dopełnione. Były jego włatne »
mogł niemi rozrządzić, iak mu, fię Po
dobało. Wivaldo niecierpliwy obaczyć,
co to Pifmo zawierało , ktore wziął, o
tworzył ie zaraz, i uyrzał, że miało
napis, Miłośnik w rofpączy, a że zaraz
czytać zaczął głośno Otoż to rzecze
Ambroży, oftatnie Pifmo Chryzoftoma,
i żeby wfzyfcy tu przytomni wiedzie
Ii, do iakiego ftanu go przyprowadziły
iego niefzczęścia. czytay WPan profzę,
czas wyftarczy, nim doł wykopią. Do
brze, chętnie czynię, powie Vivaldo »
zatym wfzyfcy obecni obtoczyli go, a
on czytał naftępujące Wierze.

Wier

| Dow Qvis zor74 16,


*- \ –––
T`

WIERSZE ROZPACZAIĄCE
|

* @ma i inne • •
3l/#/ld.

i , ,, ,
Roz PAC z. . . M. . I: **Lo ścI. . .
- -
, •• • •• • • • • • ** - * * * * • •
- - - • •• • ••

P Ragniefz okrutna, aby me ufa głofiły,


(Co mi daie wycierpieć twa frogość bez miary.
Aby ten iad wyzionąć, piekielney pocżwary
Wzywam, niechay mi doda wściekłości fyey
• fiły . . . . . . . . * *
wymaga tego boleść, co free rozdziera;
I przywodzi oftatnie czynić wynużenie,
Zbyt długo zataione wydać udręczenie***
Tyfiąc śmierci doznając, niech zaraz umiera:
Połuchay przeto iękow chociaż cię niewzrufzę

Ktorych żałość przyczynia , okropność po
mnaża
Chcę cię natycić, niechy ta złość cię uraża
Wyrwę z bolem
• ••
z wnętrzności, |
- •
krew, fercę
• * **

- i dufzę " -

Tom I. • • - L -
|
-

I62 H 1 S T O R T A
Lećcie Ptaki drapieżne złych wrogow tło.
Jh12CZe ,

Ktorych krzyk przeraźliwy wfzędzie poftrach


nofi,
Orły i Sępy wrzafk wafz niech moy fmutek -

głofi,
Łączcie fię Kruki, Wrony, Sowy i Puhacze.
Wyidźcie z ciemnych Jafkiń wy dzikie ftra
fzydła,
Wfzak ryk okropny do mych przydaycie ię
•czeniów:

Iwy filne i Niedzwiedzie użyczcie ryczeniow.


Tygryfow niech fię froży zaiadłość obrzydła
Na moią boleść choć "wy bądźcie litościwe,
Sił przyczyńcie do mego nędznego ftękania,
Węże, Zmiie, Gadziny, fzelefty, świftanie,
Wydaycie z żądeł oftrych iady zaraźliwe.
Nie odmawiaycie mi fwych fzturmow wy
wierania

I przygotuycie zbytek mocy Akwilony,


Pioruny, rzućcie ognie, przez huk wyfilony
Morze fwe burze wywrzyi, Piekło fwezgrzy
tania.

Wizytkiefię zgromadzaycie na moie niefzczę-


ście.
Do N QUIZ o TTA. 163
Międzając glofy przykre nieuftanne ięki
Zeby okryślić żywo fzkaradne niewdzięki,
Rozpacz ftrafzną, i boleść, wraz ze świata
zęście. -

Smutnych moich ftękaniow głofy przeraźliwe,


Będą przenikać twarde fkały i opoki
Komaiących uft odgłos, i oftatnie zwłoki,
Po mnie w głuchych Jafkiniach zoftaną iak
żywe.
Nigdy Echo żałośne nad Tagu brzegami
Niewydawało mocniey okropnego głofu, *
I brzmienia przeraźliwfze naygorfzego lofu
Nigdy fię nieobiły o Betyfa Tamy.
Mieyfca nieodtępne od ludzkiego Zapędu 9

Ktore w obfzernym Łożu Ni! Rzeka oblewa,


Gdzie Słońce fwych Promieni światłem nie
dogrzewa,
Mufzą wiedzieć me żale, twą frogošć bez
względu.
Choć nieznaiome światu całemu Narody,
Uwiadomione będą mych Wiertzow przy
czyny, • • •

Jakie niefzczęście znofzę, i zły los bez winy,


Niech cały okrąg ziemi ma jawne dowody
Ma iedno odmowienie w fercu krwawa blizna
Lij
- 364 H IS T o R rA
Podeyrzenie naymnieyfze zbytnie rozum trapi
I umył ftały zraża ; niecierpliwość kwapi,
Zawiść fama ftaie fię śmiertelna trucizna.
Oddalenie fpokoyność w pożyciu odbiera,
Nieudolna utaić pogardy,z obawą .
I prożno fię pociefza nadziei zabawą,
W potrwożeniu i ufność darmo fię opiera. -
HDolegliwości frogie rownaią fię śmierci,
Ja przecie nieumieram w fmutnym doświad
i czeniu, i , , ,, ,
Odrzucony, firapiony, w przykrym podey
. . : rzeniu, • • •••

Odległość nuży, wzgardamorzy,fercę wierci,


Zaden promyk nadziei w oftatniey niedoli,
Podchlebić moiey chęci, i pomodz nie raczy
Sam go nawet odrzucam w oftatniey rozpaczy;
Cierpieć iuż chcę do zgonu i ginąć w niewoli.
Jakoż los złączy bojaźń, i ufność z przewłoki?
Gdy przyczyna lękania ieft pewna i iawna,
Gdy mię już poraziła zawiftność obawna
Zyć przeftać, fą naylepfze nędznemu wyroki.
Czyli można łudzić fię nadziei ponętą?
Będący nieprzeftanną wzgardą uciśniony,
W ftałym umyśle coraz bardziey znieważony
Czy fałfzzmyślny uwieńczy nadgrodę odiętą
••

*
DO N g U IS z ETTA 165 |
O! ty przykry Tyranie miłośnego Pańtwa,
Nienawiści zazdrośna porufz moy gniew go *)

rzy,
Niechay mnie to wfpomnienie, męczy i umo

Zeby fkończyć me bole, powiękfzay Tyrań


»
ftwo. »

Czas przepaść bez ratunku, abym śmierć o


- fłodził . . . . :

Gdym żył w niefzczęściu, niechay i niknę w


. : niemocy, .. .. :
Wyroku,odrzucam cię niechcę twey pomocy:
Znifzcz mię, i uczyń, iakom był nimem fię
- rodił. • •

Acz umierając miłość uwielbić należy


I zeyście moie przyznać potrzebie zginienia,
Wyznaymy, że to dobre godne zazdrofzcze
• • nia, - •

Kto żył w kaydanach chętnie na zgubę po


bieży ..
-

Niefkarżąc fię na lofu przeciwne obroty,


Ani obwiniać fris, że zbyt dla mnie twarda;
Wyznać że flufzna niechęć, i gubiąca wzgarda,
jey piękność ogłafzamy, wyftawiając cnoty,
* •• • •• • • **
166 A I S T Q R T A

Niewdzięki odbierając z wierności przyługą,


I przydufiwfzy moy żal w oftatnim weftchnie
niu , - -

Miłość zdaie froga ofiarę w tym mgnieniu.


Wnet to żelazo odda śmierci taką drugą
Ty co bez winy fprawiafz cierpienia przy
czynę, |

Do tego mię przywodzifa frogiego fpofobu


Póydź, patrz, iak krew zran płynie, wtrąć mię
iuż do grobu.
Porozdzieray mi rany, niech czym prędzey
ginę, |

Pragnę z twych ręku przyiąć tę przyfugę


fmutną, -

Uczyń to bez lękania, bez względu za karę,


Zważay bez wftrętu moią oftatnią ofiarę,
Obawiam fię litości, żądam cię okrutną
Urągay fię z mych niefzczęść, naśmieway
ze zguby,
Nie mięfzay do frogości fałfzu użalenia,
.Już fię nie boiężalu, niechcę przymilenia,
Gdy śmierćfię zbliża, niechay umieram nie
luby. -

Przyśpiefzaycie, czas dążyć z Piekielney ia


- fkini,
Nieugafzony w fwoim pragnieniu Tantalu;
po N QUISZ o TTA 167
Syfyphie niefzczęśliwy, co giniefz pomału,
Gdy coraz nowych mąk ci wymyślność przy
czyni.
Tytyo, ktorey Ciało głodu nienafyci,
Zawfze żyrującego obżartego Sępa;
Ixionie, co fieką miecze, biieftępa,
Wy co dni nafzych prządąc rozwiacie nici;
Wyidźcie z lochow ciemnych podziemney
odchłani , -

Bądźcie na pochowaniu mym, wfzyftkie ża


łobne | -

Przygotowania czyniąc do tego fpofobne,


Gdy wart pogrzebu, kogo miłość na śmierć
rami..

Niezmiękczony Cerberze, i wy życia prządki


Z całym piekłem wafzego dziś żądam przy
bycia, | |
Na pogrzeb nieście męki zgrzytania i wycia,
Męczennika miłości te będą obrządki
Wierfze Chryzoftoma zdawały fię do
fyć dobre tym, co ie rozumieli, oprocz
Vivaldo znaydował, że te podeyrzenia
i zazdrości, o ktore fię żalił, niezgadza
ły fię z tym, co łyfzał o cnocie Marcel
168 H IŚ T o R rA ,
li, acz chcąc go z tey wątpliwości wy.
prowadzić Ambroży, ktory wiedział nay
fkrytfze myśli Twojego Przyjaciela rzekł
mu, trzeba żebyś WPan wiedział Mci
Panie , kiedy ten niefzczęfny Chryzof
tom te wierfze fkładał, był odległy od
Marcelli, i umyślnie fię oddalił, aby do
świadczył jeżeli nieprzytomność [kutek
zwykły ulżenia w nim ziedna. A że ko
chanka w dalekości będącego od ofoby
ukochaney wfzytko uraża, i wfzelkie
podeyrzenia wynayduie do zmartwienia
fię; utworzył fobie tyfiąc wynalazkow
zawiści , ktore go niemniey dręczyły,
jak gdyby były rzetelne, przeto coko!
wiek mogł wyrazić w tym ftanie zofta
iąc, jego zażalenia i wymowki niemogą
czynić pokrzywdzenia żadnego cnocie
Marcelli, ktora ieft bez nagany w iftocie
po mimo twardości iey, i nieiakiey har
dości, co aż do pychy fię zbliża, zaz
drość fama i złość nic iey zarzucić złe
go niemogą Vivaldo był przekonany
Ambrożego dowodem. A gdy brał dru
gi Papier do czytania zoftał przefzko
dzonym przez niejakie ziawienie, bo tak
można nazwać ofobę dziwną, iakafię po:
kazała nagle w ich oczach. Była to fama -
Do w § U WS Ż 0 TTA 169
Marcela ktora fię znaydowała na wierz
chołku fkały, co doł pod nią dla pocho
wania ciała Chryzoftoma kopano; ale
tak kfztałtna i urodziwa była, iż iefzcże
ozdobnieyfzą fię wydawała, niż wieść
powfzechna niofła. Ci, co iey nigdy nie
widzieli, przypatrywali fie z podziwie
niem i ci nawet, co byli żwyczayni
oglądać ią, nie mniey iak innni zachwy
cenizoftali. Acz fkoro ją uyrzał Ambroży
zawolał z niejaką zniewagą. Czego tu
fzukafz ftrafzydło frogości nayzdradliw
fze,w tych fkałach? Jadowity Bazylifzku!
ktorego wzrok truie i zabija. Czyli
chcefz przyglądać fię, ieżeli rany tego
niefzcęfnego, ktorego twoje okrucień
ftwo w Grobwfadziło, nieotworzą fię na
twoie przybycie? Czyli ehcefzfię nayi
grywać z iego ftraty i chełpić fię, że zgi
nął, ze zdradliwych fkutkow twey nie
wdzięczności? Powiedź, i oznaymiy
nam przynaymniey, co cię tu prowadzi ;
albo czego chcefz od nas; bo jeżeli ja
kie mafz żądanie, znałem jak mocno
Chryzoftom był za życia do ciebie przy
wiązany, ieftem gotow ziednać, aby
wfzyfy iego przyjaciele ufłużyli ci ,
choć po iego śmierci. Nic takowego
|
17o H rs ro r rA
mię tu niewiedzie, odpowiedziała Mar
cella; nie przychodzę tu Ambroży z in
ney przyczyny, tylko dla moiey obrony,
aby okazać nieflufzność tych, co mię
ofkarzają o fwoie męki, i tych, co mi
wyrzucają śmierć Chryzoftoma. Więc
profzę wfzyftkich przytomnych o cier
pliwe wyfłuchanie, niewiele mi trzeba
mowić dla dowiedzenia moiey niewinno
ści. Niebo łafkawe powiadacie, tyle
mi raczyło przydać urody, iź niemożna
mię widzieć, aby fię nie zakochać we
mnie, i chciecie, abym była przynaglona
polubić was, iak prędko mi fwoją miłość
oświadczacie. Znam ia to dobrze przez
rozum, ktory mi Pan Bog dał, że co ieft
piękne, bywa ukochane, ale nieuznaję,
czemu, gdy fię zakochają w tym pięknym,
toż ładne aby było obowiązane wzaie
mną miłością pałac; tym mniey, iż ten,
co polubi, może bydź fzpetny i nieprzy
iemny; . co raczey znienawidzenia wy
maga; acz choćby kfztałtność z obuftron ,
była rowna, nieidzie zatym, żeby kłon
ności były iednakowe. Bo nie wfzyftkie
piękności wzniecają miłość; i znayduią ,
fię takowe; ktore tylko oczom fię upo
dobają, niewzrufzaiąc ferca; i w famey ,
|

Do w q Ursz o TTA 171

rzeczy, gdyby nie było urody, co ferca


zmiewała, cożby było na świecie, jak
dziwne zamięfzanie żądzy niepewnych,
i obłąkanych, ktoreby od iedney Ofoby
do drugiey fię przenofiły, niewiedząc,
gdzie fię zaftanowić. I ieżeli prawda, co
mowią, że miłość wolna bydź powinna
bez przymufu; czyż rzecz Rufzna wyma
gać, abym kochała, gdy niemam żadney
fkłonności i uczucia? i iefzcze raz czyż
to dość ważna przyczyna, aby mię nie
wolić do wzajemności mowiąc, że mię
kto kocha. A do tego, ieżeli mam co
kolwiek ładności, nie z fameyże to ła
fki Niebios odebrałam ? ludziom nie
będąc za to wdzięczna! i ieżeli złe fkut
ki czyni; czym więcey winna, iak wąż
za fwoyiąd ktory mu dało przyrodzenie,
albo ogień, ktory niefzkodzi tylko tym
co fię nadto do niego zbliżaią? Jeftem
wolną urodzona, i chcąc żyć w fwobo
dzie, obrałam fobie ofobność, i na tym
przeftaie, abym moich myśli, i moiey
piękności udzieliła lafom i ftrumieniom.
Przeftrzegałam nawet wfzyftkich, co fię
we mnie kochają o ułożeniu moim, i fer
ca moiego oddałemiu; ieżeli zatym żądze
mają natarczywe, i prożne nadzieie, czy
172 H IS TO R TA
nie należy przyznać, że zaciętość ich
z bia: nie moja frogość. Dla tego; ał.
boż można czynić mi wymowki fprawie
diwe? ieżeli powiedzą, że przychyl
ność, Chryzoftoma, niemiała w fobie
tylko cnotliwą uczciwość, i żem winna,
boń mu wzajemnością nieodpowiedała ?
W[zakżem mu w tym famym mieyfcu
wyraziła , gdy mi ją dał poznać, iż mo
ja myśl była żyć dla fiebie nieobowięzu
iąc fię z nikim ; i umyśliłam oddać przy
rodzeniu wfzyftko, com od niego wzię
ła. Jeżeli po tak fzczerym wyznaniu,
chciał fię bez nadziei opufzczać, na te
nawałność; niemożna fię dziwić, iż fię
rozbił i zginął. Czy ieft przyczyna, mię
w tym obwiniać? Jeżelim kogo uwiodła
niechay fię żali, będzie miał pozorność,
i gdy fię znayduią rozpaczający dla tego
żem ich zdradzała, niechay mię złorze
czeniami i łaianiami okrywają, ale niechay
nie nazywają zwodzicielką, ani okrutną,
kiedym nikogo niezamęciła, ani nikomu
nic nie obiecała. Dotąd, Niebu dzięki,
łos moy nieprzeznaczył, abym fię zako
chał ; i fpodziewać fię, iżbym to uczy
nić miała przez wybranie, prożno tego
oczekiwać. Niechayta przeftroga łuży
Do w QUIszo TTA 173
raz na zawfze wfzyftkim , co maią iakie
zamyfly do moiey ofoby ; i ieżeliby im
fię tak przytrafiło, iak Chryzoftomowi;
niechże niepowiedają, że ich zawiść,
albo moie wzgardy były przyczyną. Kto
niekocha, niemoże fprawić zazdrości, i
oświadczenie [zczere i rzetelne, niepo-
winno uchodzić za nieńawiść lub wzgar
dę. Na oftatek, kto mię nazywa Dziwo
lągiem, i Bazylifzkiem, niechay unika,
iak może, i ci co mię niewdzięczną mia
nuią niechay przeftaną nadfługiwać mi ,
przyrzekam im, iż fię niezatrudnię zwo
ływać ich. Niechay że tedy głowy fobie
nie pfują, moią fpokoyność przerywa
iąc, i chcąc, abym utraciła między
Męfzczyznami, tę fpokoyność, ktorey
używam, i przeświadczona ieftem, iż
iey z temi niemafz. Nie chcę nic i nie
potrzebuję wcale, iak wfpołeczność Pa
fterek tych lafow, z ktoremi zabawa i
rozmowa wraz z pielęgnowaniem moiey
Trzody zatrudniają mię dofyć przyiemnie
niekłopocąc 'fię o cudzą biedę, i fobie
jey, nieściągaiąc. Słowem, moie zamy
fły nad rozłegłość tych Gorfie nieroz
ciągają, i jeżeli moie żądze daley zafię
• •


4
174 H I s ro r r A
gaią, to chyba dla podziwienia piękno
ści Nieba, i przypomnienia fobie, że to
ieft mieyfce, zkąd wyfzłam, i dokąd
mam powrocić. Te fłowa wymawiając
Pafterka, nieczekając odpowiedzi, po
biegła nayprzykrzeyfzą ściefzką Gory,
i znikła z oczu tych, co iey fłuchali,
zoftawiwfzy wfzyftkich w zadumieniu
iey roftropności i nieczułości, iako też
cudney piękności. Znaydowali fię tam
iey miłośnicy, ktorzy niezważając na
oświadczenie, co im wynurzyła, chęć
mieli biec za nią; a gdyfię zabierali, Don
Quifzott, ktory pomiarkował ich ułoże
nie, i uznał zdarzającą fię [pofobność za
dofyć uczynienia fwoiemu obowiązkowi
Rycerftwa, porwał flę do fzpady, i za
wolał mocnym głofem aby go każdy u
fłyfzał: niechay nikt, bądź jakiegokok
wiek ftanu,nieważy fię iść w pogoń za pię
kną Marcellą pod karązafłużenia na moie
zagniewanie. Dała poznać z dowodow bez
wymowki,iż ieft zupełnie niewinna śmier
ci Chryzoftoma, i jak daleka ieft, odpo
wiadać łafkawie na żądze kochankow; nie
chaytedy przeftaną prześladować iey i
zaczey niech będzie fzacowana i czczona
Do w QUISz o TTA 175
od wfzyftkich poczciwych ludzi ponieważ
ieft podobno jedna na świecie, ktora żyie z
tak czyftemi myślami. Bądź na pogroż
ki Don Quifzotta, bądź, że Ambroży
profił Pafterzow, aby nieodftępowali
czynić oftatniey ufługi Jego przyiacie
lowi, nikt fię nierufzył z mieyfca, aż
Pifma Chryzoftoma były fpalone, i iego
Ciało pochowane, co fię zakończyło nie
bez wylania łzow obfitych wfzyftkich
przytomnych. Położono potym wiel
ki kamień na Grobie, nim Marmurowy
nagrobek naftąpić miał, ktory , iak po
wiedał, Ambroży, kazał robić, i na nim
te Wierfze miały bydź wyryte.
Tu leży martwe Ciało nędznego kochanka.
Ktorego zamęczyły miłość, złość, i wzgarda!
Pafterka nienawifna, okrutna, i harda
Zle nadgrodziła miłość, zabiła Tyranka.
W tym mieyfcu niefzczęść fwoich wyiawił
odkrycie,
Tu zaczął kochać fzczerze, wyznał oświad
czenie,
Tutay ftało fię frogie miłości wzgardzenie,
W tymże padole.fmutne wzięło koniec życie,
1-6 : -H ISTo R y i
Przechodzący ftrzeżcie fię. unikacie zdrady,
Jezli żyie Pafterka ; tenże los was czeka;
Lepfzego trudno znaleść, pafterza bez wady:
Bądź zdrow podrożny, az tąd unikay zdaleka.
# • •• • • •
• • •

Grob był zaraz nakryty gałązkami i


kwiatami, i gdy wfzyfcy Patterze o
świadczyli Ambrożemu Część, ktorą
biorą w jego fmutku i ftracie tak pocz
ciwego przyjaciela, pożegnali fię i od
dalili. Vivaldo i jego wfpołecznik, tak
że mu grzeczność wyrazili. • Don Qui
#zott, ktory niebył Człowiek zapomi
nający fię, rownie fwoją uprzeymość
wyznał w wyrazach nadzwyczaynych,
ktore dały poznać iego ftan i rzemiofło;
podziękowawfzy gościom pożegnał ich.
Vivaldo namawiał go, aby z niemi ie
chał do Sewili, upewniając, iż nieby
ło mieyfca na świecie obfitfzego w przy
gody nad to, tak, że fie fame rodziły có
krok na każdey ulicy ; ale im podzięko
wał za to doniefienie: i powiedział, iż
niemogł i niepowinien jechać do Sewi
lii, pokiby nieoczyścił tych Gór z roz
boynikow, ktorych były pełne.
• • • •• • •• • | • • • - * *
Podro
- fob ie
| •
p o N QU I S z o T TA 177
żni widząc go ftałym w przedfięwzię
ciu dobrym, niechcieli odwracać, i fwo
ją drogą pojechali. On zaś w głowie
fobie uprządł iechać za piękną Marcel
lą, ale fię tak nie ftało, iak fobie uło
żył, dla wielu przefzkod, iak fię poka
że w trzeciey Części tych Dzieiow.

- Tom I. M
DZIEJE I PRZYGODY
PRZ EDZI W NEGO

DON QUISZOTTA
Z M A N S Z Ź.

CZ Ę SC TRZEC1 A.

ROZDZIAŁ XIV.
O niepomyślney przygodzie, ktorą miał Don
Qui/sott z Furmanami z jangos.

MĄ, Cid Hamet Benengely powie


da, że gdy Dom Quifzott pożegnał fię
z gościami i z temi wfzyftkiemi, ktorzy
byli przytomni na pogrzebie Chryzofto
ma , on i iego Komiufzy wyiechali do
Mij
* HIs to r rA
lafu, gdzie widzieli, że Marcella fię u
dała ; i fzukając iey prożno więcey
dwoch godzin, przybyli na łąki zakwi
tłe, wdzięcznym ftrumykiem ochłodzo
ne. Przyjemny mruk wody, piękność
i chłod mieyfca zachęciły ich tam prze
bydź gorącość południa. Don Quifzott
i Sanfzo zfiedli ze fwoich biegunow;
zoftawuiąc Rofinantowi i Oßowi wol
ność pafania fię do fytności. Odwiąza
wfzy fakwy, bez wymyfłow ziedli po
fpołu, co fię tam znaydowało. Sanfzo
zaniedbał włożyć pęta Rofinantowi zna
iąc go tak fpokoynym i wftrzemięźli
wym, że wfzyftkie klacze z poł Korduy
nieuczyniłyby naymnieyfzego w nim
wzrufzenia. Jednakże niefzczęście czy
li raczey zły duch, ktory nieśpi nigdy;
nagodził tam ftado kobył z Gallicyi na
leżących do podwodnikow z Jangos, kto
rych zwyczay ieft popaść w mieyfcach,
gdzie upatrzą dobrą trawę i wodę pod
czas upałow południowych, aby ochło
dzili fprzężay. Rofinant ktory, iakom
namienił, był fpokoyny, wfzakże z cia
ła złożony, ledwie poczuł kobyły, wnet
przeciwko Twoiey fkłonności chęć go
wzięła uciefzyć fię, i bez pożwolenia
po N g UISz o TTA 161
pobiegł lekkim kłufem, witać fię znie:
mi. A że te więcey podobno potrze
bowały pafzy, iak zalotow , źle przy
ięły gacha, nogami i zębami witając,
porozrywały popręgi i fiodło, i ogołoci
ły z okulbaczenia w przydatku z wielą,
guzami. Jak na niefzczęście podwodni
cy widząc zaczepkę Rofinanta, przy
biegli z dużemi pałkami, i tak go zbili,
że aż padł na ziemię, gdzie miał czas,
nim fię podniofł , żałować fwoiey po
rywczości miłofney. Don Quifzott i
Sanfzo widzący zdala nie dobrą poczę
ftkę, ktorą Rofinantowi dawano, fko
czyli fzybko na ratunek. Stanąwfzy
zmordowani, przyjacielu Sanfzo, rze
cze Don Quifzott, iako widzę niefą to
Rycerze, ale Łotry i Zboycy, możefz
w tym razie pomodz mi do pomízcze
nia fię hańby, ktorą mi wyrządzili, pa
ftwiąc fię nad moim koniem. Hey , ia
kież u diabła zemfzczenie mamy uczy
nić? odpowie Sanfzo, ich ieft dwudzie
ftu, a nas tylko dwóch; i niewiem ie
fzcze, ieżeli można nas za więcey ra
chować, jak za półtora. Ja fam ftanę
za fto, odpowie Don Quifzott, i dłu
żey nieczekając, porwie fię do fzpady

\
162 Py I S T O R T /

i rzefko fpotka z podwodnikami. San


fzo przykładem Pana pobudzony, pier
wfzy raz na świat pokazał fwoią broń, i
wmięfzał fię między ciżbę. Don Qui
fzott tak ciężki raz zadał pierwfzemu,
ktory mu fię nawinął, że mu przeciął
łofi kaftan. i łopotki kawał odwalił;
chciał drugiego także poczęftować, gdy
podwodnicy mając za wftyd, widzieć fię
pobitemi od dwóch tylko Ludzi, udali
fię do drągow, i obfkoczywfzy śmiałe
go Rycerza, i iego Koniufzego, zaczę
li kiymi obrabiać z pilnością niefłycha
ną. A że pracowali z dokładnością u
filną, śpiefzno zakończyli robotę, za
drugim fpotkaniem, Sanfzo na ziemię
padł iak długi. Nic niepomogło i Dom
Quifzottowi mieć odwagę i umiejętność,
nielepiey fię z nim obchodzono. Ry
cerz dobry zoftał także przewrocony
na wznak, leżąc pod nogami Rofinan
ta ; i podnieść fię niemogąc. Podwo
dnicy niemając iuż więcey do czynie
nia i obawiając fię , że aż nadto zrobi.
li , upakowali wozy, i w dalfzą drogę
puściłi fię. - -

Pierwfzy z nafzych przygodnych lu


dzi, co fię poftrzegł po fzkodzie, był
po N g U Iszo TTA. 163
Sanfzo Panfa, ktory zwlekłfzy fię czoł
gem: bliżey fwoiego Pana, rzecze mu
głofem fłabym i bolefnym. MosPanie
Don Quifzott, Ah! Mci Panie Don Qui
fzott! czego chcefz przyiacielu Sanfzo?
odpowie Don Quifzott, niemniey żało
fnym tonem. Czyby niemożna, mowi
Sanfzo, żebyś mi WPan dał ze dwa ły
ki tego dobrego trunku Fierabras, ie
żeli fzczęściem mafz go przy fobie, mo
że bydź tak fkuteczny na kości połama
ne, iak na rany zadane. Hey móy bra
cie odpowie Don Quifzott , gdybym ci
miał, czegożby nam więcey potrzeba?
ale poprzyfięgam, iakom Kawaler błę
dny, że ieżeli ręce fłużyć mi będą,
przed dwoma dniami, mieć go będę.
Za dwa dni? zawoła Sanfzo. W iak
prędkimże czafie , rozumiefz WPan, że
będziemy mogli podnieść fię? Prawda
ieft, rzecze Rycerz potłuczony, że ja
fam tego niezgadnę, w ftanie w iakim
fię znayduię, Ale mię to Rufznie fpot
kało; fam fiebie winować powinieniem,
żem fię porwał do fzpady na ludzi pro
ftych nie pafowanych na Rycerftwo.
Nie wątpię, iż los tak przeznaczył, a
bym był ukarany, iżem Prawa Rycer
164 PH I S T Q R 7" A

Rwa lekce ważył i przeftąpił. Dla te


go Bracie Sanfzo, raz na zawfze prze
ftrzegam cię i dla nafzego wfpolnego
pożytku; że gdy tym podobni hultaie
nas będą napaftować, nie czekay , że
bym ia fzpady dobył przeciwko nim,
bo zapewne tego nieuczynię, ale to ieft
twoja rzecz: porwiy fię do broni, ikarz
ich jak będziefz rozumiał. Jeżeliby tra:
funkiem przybyli Rycerze im na pomoc,
w tenczasia cię należycie obronie. Wiefz,
co znaczy moc tey ręki, doznałeś iey
dowodow. Sanfzo nieznaydował zda
nia Pana [wego tak dokładnym, żeby
niebyło co przeciwko temu mowić. Mci
Panie Kawalerze, rzecze, nielubię ia tak -

bardzo kłotni , jakby rozumiano może


o mnie, i umiem Bogu dzięka, darować
winy, bo mam żonę i dzieci. Miey to
tedy WPan fobie za powiedziane, ieźli
mu fię podoba! że zapewne nie dobędę
broni, ani przeciwko Rycerzowi, ani
przeciwko chłopowi, że daruję im przed
Panem Bogiem wfzyftkie urazy przefzłe
i teraźnieyfze, i te, coby mi w przy
fzłym czafie mieli wyrządzić, i do te
go iefzcze, cokolwiek mi i teraz źle zro •

bili, lub czynić będą napotym; niech


Do M © U I SzoTTA 165
będą, jakie chcą ofoby, ubodzy , czy
bogaci, Szlachta, czy Chłopi, każdego
ftanu i urzędu. Gdybym był pewien
że mi tchu ftanie, odpowie Don Qui
Tzott , gdyby i boleść , ktorą czuję w
boku , dała mi mowić wolnie, pokazał
bym ci to, że niewiefz, co gadafz. Słu
chay niebaczny: ieżeli wyroki, co nam
były dotąd przeciwne odmienią fię na le
pfze; i prowadząc nas, iak za ręce dadzą
przylądować do iakiey Wyfpy; o kto
rey ci wfpominałem; coż będzie, po
wiedz mi, gdy zdobywfzy ią, oddam
ci w rządy? Czyli potrafifz godnie do
pełnić tego Urzędu; nie będąc Ryce
rzem? i niedbając zoftać nim, niemając
ani mę[twa, ani czułości, aby krzywdy
odpierać, i browić twoiego Pańftwa.
Czy niewiefz iefzcze o tym, że we
wfzyftkich Kraiach nowo zdobytych mie
fzkańcy mają zawfze umyfł burzliwy,
i z ciężkością fię przyzwyczaiaią do ob
cego Panowania: nigdy nie fa tak pod
legli nowemu Panu, żeby niebyli go
towi zbuntować fię, fzukaiąc odzyfkać
wolności. I tak rozumiefz , że Pan nie
powinien mieć roftropności wiele, aby
fię obchodzić przyzwoicie z tak niefpo
166 H I S T O R TA

koynemi Duchami, i fiła Męztwa, aby i


nacierać i bronić fię w tyłu przypadkach
umiał; ktore fię zdarzyć mogą codzien
mie? Dobrzeby było, odpowie Sanfzo, że
bym miał był rozum i męztwo, iak WPan
powiedafz, w złey przygodzie, co nam
fie dopiero ftała! Co teraz Mci Panie,
fzczerze powiadam, więcey potrzebuję
plafrow, jak uwag WPana: ale fprobuy
WPan czyli niepotrafifz podnieść fię, a
byś mi pomogł dzwignąć Rofinanta ,
chociaż tego niewart; nie ! bo on ieft
przyczyną, żeśmy zoftali kiymi zbici.
Doprawdy nigdybym fię tego niefpodział
po Rofinancie, rozumiałem go utrzyma
łym i fpokoynym, przyfiągłbym za nie
go, iak za ciebie famego; komu tu do
wierzać będzie na potym? Wierz mi W.
Pan , że prawda, co mowią, trzeba dość
czafu, nim fię pozna ludzi. Ale Mci
Panie nic pewnego niemaf2 na tym świe
cie. I ktoż u kata, byłby to powie
dział widząc WPana tak wiele Cudow
dokazującego, onegday przeciwko temu
niefzczęfnemu Rycerzowi błędnemu z
Bifkai, że ta burza kiiow miała fpaść na
nafze plecy. Co twoie, rzecze Dom
Quifzott mufzą bydź przyzwyczaione
Do w QU I S z o T TA. 167
do podobnych fzturmow , ale moie, kto
re niezwykły tego; długo czuć będą:
I gdybym niemyślił, co ieft pewna, że
te wfzyftkie przykrości fa przywiązane
do wykonywaczow Rycerftwa, wolał
bym tu dokończyć życia z famey nu
dności. Ale Mci Panie, odpowie San
fzo, jeżeli te wfzyftkie niepomyślności
fą zamiaft dochodow Rycerftwa, naucz
mię WPan profzę, czy fię częto tra
fiaią , lub po pewney liczbie przeftaią;
bo ieft do podobieńftwa, ieżeli iefzcze
ze dwóch takich zbiorow plon otrzy
mamy, niebędziemy w ftanie wytrzy
mania trzeciego, chyba nas fam Pan
Bog wefprze. Czy nieznafz tego, ode
zwie fię Don Quifzott , że życie Ryce
rzow błędnych ieft podległe tyfiącznym
przykrym trafunkom, i doznają niemal
nieuftannie dobrego i złego fzczęścia.
Niemafz tych, żeby nie mogli, co go
dzina zoftać Krolami i Cefarzami, iako
tego nieraz doświadczono; i żeby mi
bol niedokuczał: opowiedziałbym ci
dzieje wielu, ktorzy fię na Tron wywyż
fzyli przez fame ich tylko Męztwo; acz
niemafz także i tych, ktorzyby nie byli
podlegli przeciwnościom fzczęścia; i po
168 H I S T O R rA
kazałbym ci między temi wielu, co
wpadli w frogie niepomyślności. Wiel
ki Amadisz Gallii, czyli fię niewidział
w mocy Czarownika Arkalaufa mayokru
tnieyfzego [woiego Nieprzyiaciela, i za
pewne to trzymają, że ten zdradziciel
Czarnoxiężnik dał mu dwieście tęgich
batogow przywiązawfzy go do Rupa w
Dziedzińcu Jego Zamku. W [zakże ie
den Pfarz tayny, wiary godny domofi,
że Rycerz od Słońca wpadłfzy w Samo
łowkę , ktora mufię pod nogami zapadła
w pewnym Zamku , znalazł fię w
podziemnym lochu , za ręce i nogi
przywiązany i więziony, gdzie nayprzod
mu dano enemę z wody śnieżney, co go
ledwie nie umorzyła, i gdyby iedem
Mędrzec z iego przyjacioł nie był go po
ratował w tym ftanie: niewiedzieć w co
by fię obrocił. I tak moy Sanfzo mogę
fię przyrownać, i miarkować po drugich
Rycerzach, ktorzy iefzcze gorfze od
nieśli pogardy niż ia. Ale dobrze, że
byś wiedział, iż ramy i guzy, co fię za
daią przez pierwfze narzędzie, co do
rąk wpadnie trafunkiem, nieofławiają
ranionego, ani mu hańby czynią , i znay
duie fię w Rowach wyraźnych w uftawach
Do W QU r s zoTTA. 169
opoiedynkach, że choćby fzewc uderzył
kogo kopytem, co trzyma w ręku lubo
ieft drewniany, jak kiy, nie można ie
dnak, mowić, że kogo zbił kiiem. Mo
wię ci to dla tego Sanfzo, abyś nie my
ślił, żeśmy zbici drągami od tych hulta
iow, przetośmy zhańbieni zoftali; bo
biorąc to dobrze: broń, ktorą naś trze
pali, nie były włafnie kiie, ale pałki,
bez ktorych oni nie zwykli chodzić, i
żaden z nich niemiał, iak mogę pamię
miętać, ani fzpady ani pałafza. Nie
dali mi czafu tak blifko fię przyglądać,
rzecze Sanfzo, i ledwiem dobył przeklę
tego fzpadzifka, obłożyli mię zaraz
kiymi, czyli iak WPan mowifzpałkami,
i tak wiele mi ich dali, że i oczy mi fię
i nogi zachwiały,padłem iak długi w tym
famym mieyfcu, gdzie iefzcze leżę Bo
gu dzięka. Dla tego mowiąc rzetelnie,
co mię dolega, to, nie żebym wiedział
ieżeli bicie pałkami czyli kiymi uczyniło
mi wftyd, ale bardziey boleść razow,
ktorych nie mogę z pamieci odiąć fobie,
ani z plecow. Z tym wfzyftkim Sanfzo
odpowie Dom Quifzott nie mafz urazy,
ktoreyby czas nie zgładził, ani boleści,
ktoreyby śmierć nie zakończyła. Bar
17o H I S T O R y 4

dzo dziękuję za to, odpowie Sanfzo, a


coż może bydź gorfzego, jak dolegli
wość , ktorą tylko czas może uleczyć,
i nie kończy fię aż wraz z życiem. Ze
by iefzcze mole guzy były tego gatunku,
co kilką plaftrami fię zagoią, wycier
piałbym, ale mam potrzebaby wfzyftkie
z całey Apteki fzpitalney wypotrzebo
wać maści, i to nie wiem, czyby wy
ftarczyły. Porzuć te proźne mowy,
rzecze Don Quifzott, i ftaraymy fię oba
zdobyć fię na fiły w nafzey fłabości.
Obaczmy, iak fię miewa Rofinant, ten
nieborak miał także znaczną część na
fzey przygody. Widzę że ofłabiony:
wierzę, odpowie Sanfzo, za cożby miał
bydź lepfzy od nas cały. Czyż on nie
tak ieft Rycerzem obłąkanym, iak kto
infzy? nie to mię zadziwia, ale że moy
ofieł umknął tak, że mu i włos nie fpadł,
gdy nam trzema żadnego żebra zdrowe
go nieoftawiono. W naywiękfzych przy
godach rzecze Don Quifzott, fortuna
zoftawuie iaką bramę otwartą, aby nią
wyiść można; i to bydlę będzie mi fłu
żyło zamiaft Rofinanta, aby mię ztąd
uwieść i do iakiego Zamku zaprowadzić
gdziebym zoftał uleczony. Nie będę
Do N QUIS Zo TTA 171
fobie miał za wftyd iechać na nim, bo
pamiętam, com czytał: że ftary Silenus
Oyciec mniemam Bożka Bachufa (iedział,
i bardzo wygodnie na ośle, gdy wież
dzał do Miafta o ftu bramach. Byłoby
to dobrze, rzecze Sanfzo, gdybyś WP.
mogł fię utrzymać iak on, fiedząc, ale
ieft rożnica między człowiekiem fiedzą
cym na koniu, czy ośle, a tym, co le
ży na bok przewiefzony, iak wormąki,
bo nierozumiem żebyś WPan mogł ie
chać inaczey. Kalećtwa, ktore z po
tyczkow fię odbierają, nie czynią nig
dy wftydu, odpowie Don Quifzott; dla
tego Panfo moy przyjacielu, iuż mi wię
cey nieodpowieday, tylko fprobuy, czy
byś mogł powftać, i położnię, iak bę
dziefz mogł na twoim ośle, abyśmy fię
ztąd wydobyli, nim noc zaydzie. A
wfzakżem WPana Ryfzał rozmawiające
go, odpowie Sanfzo, że to zwyczay Ry
cerzow obłąkanych fpać pod niebem o
twartym, i to miła dla nich zabawa tra
wić 'nocy w polach, lafach i knieiach:
Tak używaią rzecze Don Quifzott, gdy
niemogą lepiey; albo uwodzą fię miło
ścią. Jakoż to ieft niezawodna prawda,
iż nieraz widziano niektorych Rycerzow
172 H I S T O R 1" A

po dwa lata całe na fkale fiedzących,


wfzelkie niewygody ciepła i zimna cier
piących , o czym ich kochanki wcale
niewiedziały, Amadis był jeden z tych
w czafie, gdy fię nazywał Piękno Po
nury, i gdy fię fchronił na gołą opokę,
gdzie ośm lat, czyli ośm miefięcy prze
pędził, bo dobrze niepamiętam. Jakoż
kolwiek bądź, rzecz pewna, że tam
długo dość bawił, ubolewając nad nie
wiem jakimiś zmartwieniem, co mu za
dała Oriana. Ale daymy temu pokoy, i
rob to com ci mowił, nim fię ftanie iaka
zła przygoda ofłowi tak, iak Rofinantowi.
Toby był gorfzy Diabeł, rzecze Sanfzo;
weftchnąwfzy zatym z kopę razy, prze
płatanych ze ftu och! ach! przeklinając
niby Furman tego, co go tam przypro
wadził, tyle zdobył fił, że przecież fię
podniofł na nogi, lubo wpuł zgarbiony,
jak łuk, niemogąc fię wyproftować. W
tey poftawie trzeba było mu iść po ofła,
ktory pożytkuiąc z wolności tego dnia
oddalił fię znacznie, gdzie fię paíł hoy
nie na cudzym paftwifku. Gdy ofieł był
oporządzony, Samfzo fzedł podnofić
Rofinanta, ale to niebyło bez ciężkiey
pracy obu. Pot fię iuż lał z Sanfza i
po N QUIszo TTA 173 |
gdyby to bydle mogło fię użalić, iefz
czeby w narzekaniu przefzło Pana i flugę.
Na refztę z wielką biedą i ftękaniem
Sanfzo włożył Don Quifzotta w poprzek
ofła, i przywiązawfzy mu Rofinanta do
ogona, prowadził za powroz, dążąc w
tę ftronę, w ktorey fpodziewał fię napaść
na wielki Gościeniec. Po trzech kwa
dranfach fzczęście im dało odkryć karcz
mę, ktorą Don Quifzott pomimo iey
podłego pozoru wziął za zamek; Koniu
fzy utrzymywał uporczywie, iż to nie
Zamek, tylko profta karczma ; Kawaler
przeciwnie, że to był Zamek, i fprze
czka tak długo trwała, że nadiechali do
wrot i iefzcze nie była fkończona, gdzie
Sanfzo wiechał ze Twoim małym Tabo
rem, niedbając aby dać poznać, że iego
była prawda.
I74 A 1 S T O K 7" A

zge#=#=#=#=#=#=#=#=#=#=#=#=#=#

ROZDZIAŁ XV.
Co fie przytrafiło Don Qui/sottowi w
Karczmie, ktorą brał za Zamek.

Ka- zadziwiony, obaczywfzy


człowieka poprzek leżącego na ośle,
fpytał fię, Sanfza, na co był chory; ten
odpowiedział, że to nic nie było, i że
tylko z wierzchołku fkały fpadł na doł,
i trochę fobie żebra połamał. Gofpodni
przeciwko zwyczaiowi kobiet tego ga
tunku była miłofierna, i miała politowa
nie nad niefzczęściem bliźniego; iak tyl
koobaczyła Don Quifzotta, myśliła po
ratować go, kazała fobie pomodz mło
dey corce, ktorą miała nie fzpetną. W
tey famey karczmie fłużyła dziewka z
Afturyi, z twarzą fzeroką, głową pła
fką, nofem zadartym, iedno oko zyzo
wate, na drugie mało widziała, wrefzcie
była śmiała i żywością nadgradzała,
na czym zbywało urodzie, pułtora ło
kcia iey blifko było wzroftu, i tak gru
• •

1 •

DO N QU I SZOTTA 175

bych plec, że ledwie mogła podnieść gło- .


wę do gory. Ta nadobna fuga pomagała
Corce Gofpodarfkiey opatrywać Don
Ouifzotta, potym łożko fporządzili w
mieyfcu , ktore podobno Rużyło na
fkład do fomy. W drugim kącie trochę
daley, iak Don Quifzott, ieden podwod
nikufłał fobie także pościel z chomontow
i derow fwychmułow,acz zdawała fię wy
godnieyfza nad nafzego Rycerza; kto
ra złożona tylko była z kilku defek źle
fpoionych na dwoch ławkah nierownych
położonych i coś nakfztałt materaca tak
twardego, iak defki, z przykryciem po
dobnieyfzym do fkory iak do płotna, tak
miętka i cieńko było. W tym nędznym
pofłaniu położony był Don Quifzott.
Wnet Karczmarka i iey Corka obłożyły
go plaftrami od ftop do głow przy ka
gańcu,ktory im trzymała kfztałtna Mary
torna, (bo tak fię nazywała ta dziewka
z Aufturyi ) Gofpodyni widząc go potłu
czonego wfzędzle: Zaprawdę rzecze, to
podobnieyfze do pobicia mocnego, iak
do ftłuczenia. Jako żywo nie fq to finaki
od bicia, rzecze Sanfzo; ale fkała byla
maiąca dość końcow oftrych; każdy w
fwym mieyfcu poraził i znak zoftawił.
-
- Nij

176 H I S T O R T A
Przecież moia Pani, profzę, zachować
z kilka plaftrow. będzie gdzie ich użyć,
bo mię boki także trochę bolą. Czyś
podobnież fpadł z gory ? zapytała go
Gofpodyni. Ja ne upadłem odpowie
Sanfzo, ale widząc Pana moiego wy
wracającego fię, coś mię tak przeraziło
po całym ciele, że mi fię zdaje, jakby mi
tyfiąc kiiow dano Zapewne nie dziwuię
fię powie Gofpodaríka corka, bo i mnie
trafiło fię we śnie ; zdawało mi fię, żem
z wyfokiey wieży leciała na doł, i nig
dym niemogła do ziemi dopaść, a gdym
fię obudziła, tak byłam zmordowana i
zmęczona, iak gdyby do prawdy mię z
wieży zrzucono. Jeft to podobne do
tamtego rzecze Sanfzo. W tym tylko roż
ność, że mnie fię nic nie śniło, będąc tak
czuwającym iak teraz ieftem, jednak
fię znayduię niemniey potłuczony; iak
Pan Jakże nazywa fię wafz Pan? odezwie
fię Marytorna. Don Quifzott z Manfzy,
odpowie Sanfzo, Rycerz błedny, i jeden
z nayprawdziwfzych, ktorych od dawne
go czafu widziano. Kawaler błędny? po
wtorzy Afturyika; Coż to znaczy?
3ako! iefteś tak nowa na świecie, od
Powie Sanfzo, naucz fię moiafioftro; że
Do w Q U Iszo TTA 177
Kawaler błędny ieft to ofoba, colada
dzień może bydź lub Cefarzem, lub kiy
mi zbitym , dziś nayniefzczęśliwfze
ftworzenie z żyjących; iutro trzy albo
cztery Kroleftwa ma do rozdania fwoie
mu Komiufzemu. Za coś rzecze Gofpo
dyni będąc Koniufzym tak wielkiego Pa
na, nie macie do tąd przynaymniey ia
kiego Hrabftwa? Oh ! to nie idzie tak
prędko, odpowie Sanfzo, nie mafz ie
fzcze miefiąca, iak fzukamy fzczęścia i
przygodow, a iefzcześmy nie napadli na
takiego gatunku, oprocz tego czę[to fię
fzuka iedney rzeczy, a znaydzie fię dru
ga. Ale mowiąc prawde , ieżeli Pan
moy Don Quifzott wygoi fię z potłucze
nia, a ia nie zoftanę kaleką z przełę
knienia, nie mnieniałbym moich nadziei
za naylepfze Margrabftwo w Hifzpanii.
Don Quifzott, ktory fię przytłuchywał z
pilnością rozmowie , mniewał, iż było
przyzwoitością grzeczności weyść w
nią. Wziął przyiaźnie Gofpodynią za
rękę, i rzekł iey. Wierzay mi moia pię
kna Damo, nie ieft to dla ciebie niepo
myślnością, żeś miała [pofobność przy
iąć mię w fwoim zamku. Niemowię wię
eey, nic, bo nie należy, famemu nigdy
-

/
-

178 H I S T O R TA

chwalić fię, ale moy wierny Koniufzy


oznaymi ci, kto ia ieftem. Tyle tylko
wyrazić mogę, iż zachowam pamięć tey
dobroci i uczynności przez całe życie
moie, i nieuchybię fpofobności okazać
iey moią wdzięczność. Ach gdyby dał
Pan Bog, fpoglądając miłośnie na corkę
iey, żeby miłość mię nie zniewoliła pod
fwoie iarzmo; i żeby oczy naypiękniey
fzey moiey niewdzięczney, o ktorey
myślę, niezwyciężyły moiey wolności,
ofiarowałbym ją chętnie u nog tey pię
kney Panny wraz z fercem. Gofpodyni,
iey corka, Marytorna, iakby z obło
kow fpadły na mowę nafzego Rycerza,
nierozumiały nic, jak gdyby po Grecku
do nich gadał, chociaż fię domyślały,
że to były oświadczenia i uniżoności. A
że te grzeczności zdawały fię dła nich
wcale nowe, nic nie odpowiedały, tyl
ko na fiebie fpogłądały iedna na drugą,
patrząc oraz na niego, iako na czło
wieka, ofobliwego gatunku; jednak fię
ośmieliły uczynić mu podziękowanie
za iego życzliwość w flowach Kar
czmarce wieyfkiey przyzwoitych ; i u
kłoniwfzy mu fię nifko, odefzły precz,
ale wprzodMarytorna opatrzyła Sanfza;
Do N Q UISZ o TTA 179
ktory niemniey, iak Pan jego potrzebo
wał tego... Podwodnik, o ktorym na
mieniłem, i Afturyika zmowili fię przez
noc zabawić pofpołu; i dała fłowo, iak
goście fię pokładą i gofpodarftwo zafmą.
że przyjść miała do niego. - Powiedają
o tey kochaney dziewce, że nigdy nie
czyniła podobnych przyrzeczeń bez do
trzymywania; chociażby ie w piwnicy, i
bez świadkow dawała. Przeto mieniła fie
bydź zacnego urodzenia, i nie mniemała
fzlachećtwu przez to co ubliżać, będąc flu
żącą w Karczmie ; bo jak powiedała, że
niedoftatek iey Rodzicow, i różne przy
gody ią do tego ftanu przywiodły. Nę
dzne łożczy[ko Don Quifzotta było
pierwfze na przeyściu w tym legowi[ku.
Sanfzo ufłał fobie blifko fwoie na rogo
ży z przykryciem ze ftarych worow:
trochę daley było podwodnika z woyła
kow i derow z dwoch mułow, ktorych
miał dwanaście fpafłych i dobrze utu
czonych; ponieważ to był ieden z bo
gatych furmanow z Arevaldo, iak pi
fzący te dzieje wyraża, ktory wzmian
ke czyni fzczególniey o tym, gdyż go
znał dobrze , i niektorzy twierdzą: że
był iego krewny. Jakaźkolwiek bądź
8° B r s t o r rA
zdaie fię, że Cid Harnet Benem był Dzie
iopis dokładny, gdy naymniey[zych rze
czy dotyka , chociaż fię zdaią niemieć
żadney wagi. Zkąd inni Pifarze dzie
iow powinniby brać przykład nic nie
opufzczać , i więcey fię rozfzerzać, za
miaft że tylko pobudzą ciekawość czy
telnikow , i to czegoby naywięcey chcie
li fię dowiedzieć , zoftaie częfto za
milczane lub przez lemiftwo lub przez
nieumiejętność. Powinien bydź wy
fławionym po tyfiąc razy wydający
Tablentę ; Richemonda ; i ten, co pifał
dzieła Hrabi Tomillas; ktorzy naymniey
fzey nie zaniedbali okoliczności.
- N
Wra
- - - -

caiąc fię gdzieśmy fię zaftanowili, fur


mam dawfzy obrok mułom położył fię
na Twoim pofłaniu, czekając z upragnie
niem rzetelney Marytorny. Sanfzo
czynił co mogł, aby zafnąć; Boleść zaś
bokow dokuczając mu, czyniła co mo
gła, aby mu fnu przefzkodziła, Don
Quifzott także czując niemniey bolu, o
czu nie zamknął jak zając. Wfzyftko
było fpokoyne w Karczmie niemającey -
innego światła, tylko ieden kaganiec
wifzący w fieni przy drzwiach. To u
cifzenie, i naciIk myśli nafzego Ry
\

D o w Q U r s z o T T A. 18,
cerza, ktorych mu dodawały nieuftan
nie rożne zdarzenia, co wyczytał z
xiąg, zaprzątnęły mu głowę przewidze
niem naydziwacznieyfzym, ktore mo
żna wynaleść. Rozumiał fię bydź w fa
wnym Zamku, bo żadney karczmy nie
było, ktoreyby nie uczcił tym imieniem;
i że córka gofpodarfka , ktorey oyciec
także w iego rozumieniu był Rządzcą
Zamku , zakochana w jego piękney po
ftaci i układności, obiecała wymknąć
fię gładko, i przyiść pobawić fię z nim
w nocy czas iaki. Tamara dręcząc go
iakby co rzetelnego było, czyniła nie
fpokoynym, iż wierność iego byłaby na
fztych wydana. Acz ułożył w fwym
fercu naymnieyfzego nie czynić prze
niewierzenia fwoiey ulubioney Dulcy
nei; choćby Krolowa Geniowra fama
ze fwoją poufałą Guintagnoną przyby
ła zachęcać go. Gdy w tych marzeniach
rozmyślał, niezawodna Afturyanka my
sliła, iak fłowa dotrzymać; w kofzuli
i bofo , włofy zwinąwfzy w czepek bar
chanowy fzła na palcach, fzukając, łoż
ka furmana. Don Quifzott ufzu madfta
wiaiąc, ußyfzał i domyślił fię, że ktoś
wchodzi ; podnioßfzy fię na łożku po
182 H 1 S T O R 7" 4

mimo plaftrow i boleści bokow, ręce


rozciągnął, aby przyiąć fwoią mniema
ną Damę. Afturyika [zła cicho noga
za nogą, obawiając fię hałafu zrobić
naymnieyfzego, i macaiąc rękami, aby
fię nieuderzyła; acz z tą wfzelką prze
zornością wpadła w ręce Don Quifzotta,
ktory fchwytawfzy ją za ramię ciągnął
do fiebie, ta nie śmiejąc fłowa wymowić, ||
dała fię powodować tak że ją pofadził
na fwoim łożku. Jey kofzula gruba z
płotna zgrzebnego nie odraziła nafzego
Rycerza, fzklane korale na fzyi i ręku,
rozumiał bydź perłami Uriańfkiemi , ku
dły iey do grzywy końíkiey podobne,
wziął za złote warkocze, oddech iey
trącący niby fałatą ze ftarą oliwą, albo
zgniłe nogi za nayprzyiemnieyfzą won
ność przyiął. Uroił fobie w głowie iak.
by złapał śliczną Nimfę podobną, iak
w xięgach wyczytało krotofilnych Pan
nach, ktore po cichu nawiedzaią fwoich
kochankow ranionych lub chorych; fło
wem natężenie myśli nieboraka fzlachci.
ca było tak mocne, że prawie nieczu
łym będąc na ten wftręt, coby wnę
trzności zburzył innemu, oprocz Fur
mana; mniemał trzymać w ręku fwoich
DON QUIS ZOTTA 183

Boginią piękności. Przeto zalotny Ry


cerz tak wielą wdziękami przenikniony,
i ścifkaiąc nieofzacowaną Marytornę, że
iey ledwie nie udufił ; cobym za to dał,
rzecze iey, głofem cichym i zakochanym:
czegobym nie ważył śliczna Xiążniczko,
abym mogł bydź w ftanie zatłużyć ła
fkę, ktorą mi czynifz,i uiścić fię przed nią
z wymowki podłey niewdzięczności. Ob
umieram ze wftydu, alem wiarę przy
rzekł nieporownaney Dulcynei z Tobofo.
Ona ieft iedyną Panią moiego ferca i
nayfkrytfzych myśli moich właściciel
ką, i nie ieftem zdolny korzyftać ze
zdarzonego fzczęścia przez wiarołom
ność moiey Bogini. Podczas tak pię
kney rozmowy Marytorna była w dzi
wnych boiaźniach widzieć fię w ręku
HDon Quifzotta, i czyniła co mogła, a
by fię wydobyć, nie fluchaiąc, co do
niey gadał. Furman z drugiey ftrony
ktoremu oczekiwanie niecierpliwe fpać
nie dało , poznał fwoią lubą , iak we
fzła, i nadRuchuiąc; a coś zmowy na
fzego Rycerza miarkuiąc, pofądził nie
winną Afturyikę, iż mu głowa niedotrzy
mała ; dla tego, żeby komu innemu
użyczyła fwoiego fprzyiania. Nie prze
184 H I S To R I A
ftał na tym,zawiść goumofiła także przy
bliżył fię nieznacznie do łożka Don Qui
fzotta, chcąc fię przyfuchać z pilnością,
co z tego wynikuje, a że uznał, iż wier
na Marytorna wydzierała fię,chcąc fię wy
dobyć z ręku Don Quitzotta, ktory ją,
pomimo iey chęci trzymał, niemyślił
więcey, iak zemścić fię na gwałcicielu.
Podniofł rękę i wymierzając na domyfł
w twarz niefzczęfnego Rycerza, tak pię
ścią ugodził, iż fię krwią załał: i Be
nengely upewnia, że [koczył zaraz na
niego, i nożyfkami w dużych bótach
kowanych deptał po całym kilka razy.
Łożko ktorego podpory założone były
fłabe, znieść niemogło przybytego cię
żaru, złamało fię pod Furmanem. Ha
łas obudził Gofpodarza, ktory niewąt
pił, iż to była iakafztuczka Marytorny;
bo iey wołał kilka razy w nocy całym
głofem, a nie odezwała fię. W tym po.
rozumieniu zaświecił lampę idąc, gdzie
ufłyfzał wrzafk. Afturyika widząc go
idącego, i znając po chodzie ukryła fię
w barłog Sanfzy , ktory fpał twardo,
i zwinęła.fie w kupę do niego przytu
liwfzy. Gofpodarz przyfzedłfzy, zaczął
złorzeczyć i kląć , iak zwyczay, tako
D 6N QUIS ZOTTA. 185
wych ludzi , gdzieżeś tam ścierwo?za
woła; bo pewno to twoie pfie figle. W
tym Sanfzo w pół obudzony czując fię
przywalony ciężarem, ktory go dufił,
rozumiał że zmora, i począł na wizy
ftkie ftrony pięściami fię oganiać, kto
rych nie mała część doftała fię Marytor
nie. Tę wzięła niecierpliwośc, i nie
zważając w iakim ftanie fię znayduie,
nie myśliła tylko oddać za Twoie, i tyle
kułakow w brzuch i twarz Sanfza wy
mierzyła, że go do refzty ocuciła, tak,
że widząc fię nie dobrze przyjętym, i
niewiedzieć za co, pówftał iak mogł nay
lepiey na pofłanie , i ująwfzy mocno
Marytornę, poczęlifię znowu z fobą bić
w fpofob iak kiedy może bydź nayśmie
fznieyfzy. W tym Furman poznawfzy
przy latarni , iak iego miła Marytorna
była częśtowana , porzucił Don Qui
fzotta idąc iey na pomoc. Gofpodarz
poftrzegłfzy to pobiegł podobnież, ale
z inną myślą ukarania Aftury anki; ktorą
fądził bydź przyczyną całego zgiełku.
I tak podwodnik walił Sanfza, ten Ma
rytornę Marytorna iego, Karczmarz Ma
rytornę, a to tak fzybko i gefto, iż zda
wało fię, że fię obawiali czafu darmo
186 PH W S T O R 7 A

tracić. Co było gorfzego w tey kło


tni, to, że lampa zgafła, wfzyftko bę
dąc pomię[zane w ciemności, bitwafta
ła fię powtzechna bez względu, poznać
fię nie mogąc , i z taką żwawością, że
żadnemu z walczących nie zoftała cała
kofzula, ani część ciała bez znaku. Znay
dował fię tamże trafunkiem żołnierz z
tych, co nazywają dawnego Braćtwa Tale
tańfkiego, ktory obudziwfzy fię na hałas
bitwy, przybiegł ze Twoią lafką, i pu
fzką blafzaną, w ktorey miał patent fwoy,
wfzedł, niewidząc nic, na poboiowifko,
wołaiąc, holaftoycie wfzyfcy, każę wam
imieniem Krola i Swiętey Hermandady.
Pierwfzy, ktorego napadł, był Dom
Quifzott leżący, iak długi w obalinach
fwoiego łożka, głowa zadarta do góry
bez żadnego znaku życia, i wziąwfzy
go omackiem za brodę, nie przeftawał
wrzefzczeć. Hey pomagaycie brać do
fądu. Ale poftrzegłfzy, że fię nie ru
fza nic ten, co go ujął niewątpił, że
zabity, i ci, co tam fię znaydowali, ie
go byli zaboycy, tym bardziey krzy
czał: niech zamkną drzwi od fieni, i
ftrzegą, żeby nikt nieufzedł: człowiek
tu ieft zabity. To wołanie potworzy
po w QUIszo TTA 187 |
ło bijących fię , i mimo zawziętości wy
grana była wątpliwa, i w ftanie zamię
fzanym iak ią zaftał żołnierz; Kar
czmarz wymknął fię nieznacznie do fwo
iey izby, Furman między muły fię u
krył. i podrapana Młorytorna w Twoie
brudne łożyfko. Don Quifzott i Sanfzo
nie mogąc fię rufzyć z mieyfca zoftali,
gdzie byli. Zołnierz puścił brodę Dom
Quifzotta, chcąc światła przynieść, aby
fchwytac winowaycow; ale Karczmarz
umykaiąc zagafii umyślnie lampę przy
wrotach dla utajenia, tak, że ten mu
fiał fię udać do komina, gdzie mało o
gnia znalazłfzy dmuchał z godzinę nim
rozświecił lampę.

I88 - R I S T O R T A

#*#*#*#*#*;
R 0 Z D Z I A Ł XVI.

Dal/ży przeciąg prac niezliczonych, ktore


Don Qui/sott i iego Koniu/sy wytrzyma
li w Karczmie.

Dom Quifzott przyfzedł przecież do


fiebie z zagłufzenia i tymże głofem ża
łośnym, co go przefzłego dnia iego Ko
niufzy wołał po ftrafzney fpotyczce z pod
wodnikami mułow, zawoła na niego fmu
tno. Bracie Sanfzo czy śpifz? a śpifzże
Sanfzo? A iakże u kaduka mam fpać,odpo
wie Sanfzo, ledwie nie fzaleiąc ze złości
i bolu, kiedy wfzyfcy diabli z piekła tey
nocy mię nagabali? Mafz przyczynę tak,
wierzyć, rzecze Don Quifzott, i ja nie
mogę pojąć tego co fię ftało, lub ten za
mek mufi bydź zaczarowany. Słuchay
co powiem, ale mi przyfiąż w przod , że
nikomu tego niewyiawifz aż po moim
zeyściu z tego świata, poprzyfięgam,
odpowie Sanfzo, że i po śmierci milczyć
będę. Tey przyfięgi wymagam, daley
lllQ
p o W Q U IS20 TTA, 139
mowi Don Quifzott, dla tego, że nie
chcę fzkodzić nieczyiey fławie. Och
czy WPanu nie powiedam, że fię zakli
nam , powtorzy Sanfzo, i nigdy gęby
nieotworzę aż po Ikończeniu życia WP.
i day Boże, abym to mogł iak nayprę
dzey wypowiedzieć! Czymem ci fię tak
fprzykrzył, powie Don Quifzott, żebyś
mię rad widział wnet nieżywego? nie
dla tego, odpowie Sanfzo, ale że nie
lubię długo chować fkrytości, ięzyk
mię świerzbi, i obawiam fię, aby mi
niezgniły fłowa w brzuchu przez mil
czenie; niechay będzie , iak chce, rze
cze Don Quifzott, ufam twoiey przy
chylności dla mnie, i roftropności. Maf2
tedy wiedzieć, że mi fię przytrafiła tey
nocy iedna z naydziwnieyfzych przygod,
ktorą można wynaleść. Chcąc ci-ią o
powiedzieć w krotkich fłowach, wiedz
o tym , iż przed dwiema godzinami cor
ka Pana tego Zamku przyfzła tu da
mnie, i to left iedna z nayładnieyfzych
Panien, iaką można widzieć na świecie,
Nie mogę ci wyrazić urody iey ofoby ,
i powabow rozumu, nie chcę nawet
myśleć o tak wielu wdziękach, abym
nie narufzył wiary, ktorą winien ieftem
Tom I. - Q
19o H I s t o R rA
Jey Mości Dulcinei z Tobofo. To ci
|i
tylko powiem, iż ktoś zayrzał fkarbu,
ktory mi fzczęście famo w ręce poda
wało, albo prawdziwiey mowiąc , że
ten Zamek, iakom namienił , ieft za-
czarowany: trafiło fię gdym z tą pię
kną damą zabawiał fię w rozmowie lu
bey i miłości pełney; ręka nie widoma
nie wiem zkąd wypadająca, ale zbyt cięż
ka, zapewne u iakiegoś frogiego olbrzy
ma ciała wifząca, tak potężny mi po
liczek wycięła , że twarz całą zakrwa
wiła; potym ten zdradliwy niecnota z
moiey fłabości fię zmacniając; tak mię
potłukł, że iefzcze gorzey, iak wczo <
ray podwodnicy za niewftrzemięźliwość
Rofinanta. Ztąd fobie wnofzę, że ia
kiś poganin zaczarowany mufi tego fkar
bu piękności pilnować dla kogo innego, nie
dla mnie. Zapewne i nie dla mnie przerwie
Sanfzo, bo więcey, iak czteryfta Poga
now moię fkórę wyprawiali tak filnie,
że w porownaniu tego bicia, onegday
fze pałki tylko mię głafkały. Ale Mo
ści Panie, czyli WPan myśli[z o ftanie,
'w iakim fię znayduiemy, gdy tę przy
godę uznaiefz za tak piękną? Jefzczeć
WPana, coś fię bawił, trzymając tę wiel

Do w QUIszo TTA 191
ką piękność w ręku, może to pociefzyć,
ale ia co brałem, tylko naytężfze pla
gi, ktorem w życiu mogł odebrać ?
Niech diabli wezmą i mię, i kto mię na
świat wydał „ nie ieftem Rycerzem, i
nie myślę nim bydź nigdy, a gdy fię
trafi jakie niefzczęście, zawfze ia go
naygorfzą część zno[zę. Jako! i cie
bie także obito? rzecze Don Quifzott.
Hey do kata, Mci Panie, zawoła San
fzo, a oczymże ia mowię, Drwiy z
tego kochany przyiacielu, rzecze Don
Quifzott; zaraz ia zrobię nieofzacowa
ny balfam Fierabras, co nas w tey chwi
li uleczy. Na tym ftanęli, gdy żołnierz
zapaliwfzy lampę przyfzedł, a że ich
łożka były na przeciw drzwi. Sanfzo,
co go uyrzał zdala w kofzuli tylko , z
głową chuftą obwinioną, z miną zboycy,
zapyta Pana, ieżeli to nie Maur iaki
zaczarowany, ktory przyfzedł patrzyć,
czyli maią iefzcze ktore żebro zdrowe
do połamania. Nie , odpowie Don Qui
fzott , co czarownicy, nie daią fię wi
dzieć nikomu; podobno widzieć nie, a
le czuć fię daią kaducznie, rzecze San
fzo; wolno fię fpytać moich plecow.
Rozumiefz, że i moie nie trafią tego ze
- Oij •
192 H I S T O R 3/ A

znać odpowie Don Quifzott. Ale prze


cież dowod nie ieft doftateczny, aby fa
dzić, że ten ieft Maur prawdziwy, co
idzie. W tym wchodząc żołnierz, za
dziwił fię widząc łudzi tak fpokoynie
rozmawiających w tym mieyfcu, gdzie
rozumiał, że był człowiek zabity; acz,
że obaczył nafzego Rycerza iefzcze le
żącego iak długi, i z pozorem człowie
ka boleiącego, rzecze: A coż dobry człe
ku, iak fię mafz? Lepieybym gadał ,
żebym był w twoiey fkórze, odpowie
Don Quifzott, czyliż tak gapiu, wita
ią Rycerzow błędnych w twoim kraju?
Zołnierz z natury zły niemogł wytrzy
mać grubiańftwa od człowieka tak ma
ło na pozor znaczącego; cifnął ze
wfzyftkiey fiły lampę w głowę Ryce
rza, i nie wątpiąc , że mu ią fkaleczył,
umknął zaraz po ciemku. A jakże Mci
Panie , rzecze Sanfzo , nie można teraz
podobno powątpiewać; że to zaczaro
wany Maur, co pilnuie fkarbu dla in
nych, a dla nas ma tylko kiie i lampy
w łeb. Co na ten raz może bydź, rze
cze Don Quifzott, i przeftrzegam cię,
że trzeba żartować z tych wfzyftkich
czarodzieioW, zamiaft"fię gniewać, gdyż
Do N QUIS zo TTA 195
to fą rzeczy zmyślone , i nie widziane,
prożnobyśmy fzukali na kim fię mścić,
i nicbyśmy nie wfkorali. Sanfzo pod
nieś fię, ieżeli możefz , poydź profić
Pana tego Zamku, aby mi kazał dać
śpiezno trochę oliwy, foli, wina, i roz
marynu, żebym zrobił ten Balfam prze
dziwny, bo między nami mowiąc, nie
rozumiem, abym fię mogł dłużey bez
niego obeyść dla krwi, co mi idzie z
rany, od tego ftrafzydła zadaney. San
fzo fię podniofł ale nie bez ftękania i
wołania nie raz z bolu, ktory czuł idąc
z podpieraniem fię o ścianę, fzukać Go
fpodarza, napotkał żołnierza, ktory
ftał przy drzwiach, turbuiąc fię , co fię
ftanie z iego porywczością. Mci Panie,
rzecze mu , ktokolwiek iefteś, miey ie
żeliś łafkąw tę ludzkość i litość, day
nam rozmarynu, wina, foli i oliwy, po
trzeba nam uleczyć iednego z naylep
fzych Rycerzow błędnych, cofą na zie”
mi, i ktory niebeśpiecznie raniony, w
łożku od Maura zaczarowanego, co fie
dzi w tey karczmie. Na tę mowę żoł
nierz wziął Saufza, za to niemal co był,
iednakże nie zaniedbał zawołać Gofpo
darza i mowić mu, czego ten człowiek
-
194 H I s To R 3 A
żądał, a że dnieć zaczęło , otworzył
wrota Karczmy, i pofzedł ubrać fię. Kar
czmarz dał Sanfzowi czego chciał, ten
zaś przynioffzy fwoiemu Panu, zna:
lazł go trzymającego fię obiema rękami
za głowę i fkarżącego na uderzenie lam
py, ktora fzczęściem mu więcey nie zro
biła złego, tylko że dwa guzy pomierne
wyfkoczyły ; bo co brał za krew, nie
było tylko oliwa rozlana, ktora mu cie
kła po gębie. Don Quifzott zmiefzał
to wfzyftko w iednym naczyniu, i da
wfzy wyfmażyć, ażby fię zgę!łata mie
fzanina , profił o flafzkę, aby to wlać
w nią, ale że tey nie było w Karczmie,
mufieli użyć pufzki biafzaney od oliwy,
ktorą mu Karczmarz chętnie darował.
Zmowił nad naczyniem ze fto Oycze
nafz, tyleż Zdrowaś Marya, Wierzę,
i inne Modlitwy przyłączaiąc; do tego
fiła żegnaniow, krzyżow zamiaft błogo
fławieńftwa dodając. Temu całemu na
bożnemu obrządkowi przytomni byli
Sanfzo , Zołnierz i Karczmarz; bo Fur
mam zabawny był dawaniem obroku
fwoim mułom, nie pokazując tego po
fobie, iżby miał jaką część w przygo
dzie nocney. Ta przedziwną zaprawa
po w Qvi szor7 a 95
będąc fporządzona, Don Quifzott chciał
iey zaraz doświadczyć, i nieprzykłada
iąc do ram, wolał wypić dobrą fzklankę
zamiaft kropel ferdecznych; acz ledwie
połknął ten kordyał, zaczął bydź nie
zdrow tak mocno, że wfzyftko wyrzu
cił z żołądka; wyfilenie , co w tym czy
nił, fprawiwfzy mu zapocenie; kazał
fię przykryć , i profił aby mu fię dali
wywczafować. I tak wyfpawfzy fię do
brze trzy godziny, znaczne uczuł po
lepfzenie, niewątpiąc, iż to był ten
Balfam prawdziwy nieprzepłacony Fie
rabras, co ten fkutek uczynił; i za ie
go pomocą był w ftanie, nieobawiać
fię naygroźnieyfzych przygod. San
fzo Panfa , ktory znaydował uzdrowie
nie fwoiego Pana cudowne, profił go,
aby mu pozwolił wypić refztę. Dom
Quifzott dał mu ; wziął tedy oburącz na
czynie, i z naylepfzą wiarą na świecie
dobrą część go łyknął. tyleż prawie co
Pan. Znać żołądek nie tak miał wy-
trzymały, bo nim lekarftwo fkutek u
czyniło, ubogi człowiek czuł frogie nu
dności, i ckliwości, wfzyftkie fiły na
niego biły, i pot zimny wyftąpił, i nie
wątpił, że oftatni życia iego kres iuż
196 F rs t o r rA
przyfzedł. Wtym żałośnym ftanie nie
przeftawał przeklinać i Balfamu, i zdray
cy co mu go dał. Bracie Sanfzo, rze
cze mu Dom Quifzott, chybabym był
ofzukany mocno, jeżeli fię to nie dla
tego dzieje, że nie iefteś uzbroiony Ry
cerzem; i ia u fiebie tak trzymam, że
ten Balfam nie ieft pomocny, tylko tym
co niemifą. Hey do wfzyftkich diabłow,
odpowie Sanfzo, cożem WPanu winien?
żeś mi nawet go dał fkofztować. Wła
śnie czas teraz przeftrzegać; kiedy iuż
umieram. W tym razie Balfam Fiera
bras fwoią fkuteczność pokazał, i nie
borak Koniufzy tyle z fiebie wyrzucił,
że pościel fwą niezdatną na potym do
użycia uczynił. Wymioty były tak
ciężkie i częte, że wfzyfcy przytomni
o iego życiu zwątpili; po godzinie cza
fu, co trwała ta burza, zamiaft uczu
cia folgi, iak iego Pan, iefzcze gorzey
ofłabiał, i tak fię zmęczył, że ledwie
mogł oddychać. Ale Don Quifzott,
ktory iakośmy namienili, poczuł fię o
rzezwionym, nie chciał utracić żadney
chwili, aby fię nie puścił na zdobycz
przygodow. Uznawał fię bowiem win
nym wfzyftkich godzin, co prożno przę
*

. D o w Q U r s z o T TA. 197
pędzał, a miał ie poświęcić wfzyftkim, |

ile było nędznych na świecie. I w fza


funku, ktore mu odtąd Balfamiego fpra
wował, tylko fzukał zatargow, za nic
ważąc naywiękfze rany. Wtey niecier
pliwości, rzecze do Sanfzo, iż trzeba
wyiechać. Sam ofiodłał Rofinanta,
włożył iuki na ofła, i Koniufzego na nie
go wfadził, pomogłfzy mu do ubrania
fię, fam dofiadłfzy Romaka, znalazł pół
dzidy w iednym kącie dość mocney, aby
mu za kopią Rużyła. Ze dwudzieftu
blifko ofob , co fię znaydowało w Kar
czmie, żadnego nie było, żeby mu fię
• • nie przypatrywał z podziwieniem , a o
fobliwiey corka Karczmarza, ktora ie
- fzcze ciekawiey mu fię przyglądała,
iak inni, niewidziawfzy nigdy podo
bnego cudaka. On zaś tłomacząc to
fobie podchlebnie, oczy miał w nią
wlepione y coraz ciężkie wydawał
wzdychania, ktore zdawał fię wycifkać
z naygłębfzych wnętrzności, fam tylko
wiedział przyczynę, chociaż ci, co go
widzieli , mocno potłuczonego przefzłe
go wieczora domyślali fię zgadnąć,
przyznając ie boleści ram, i guzow. Jak
tylko dofiedli fwych biegunow nafidway
198 . H IS T o R rA
Rycerze, Don Quifzott zatrzymawfzy
fię na progu ftayni, zawolałGofpodarza,
głofem ftałym i poważnym , i rzecze ,
Mofpanie Komendancie byłbym nie
wdzięcznikiem , gdybym przepomniał
wfzyftkich grzeczności, ktorem odebrał
w jego zamku, ieżeli mogę odwdzię
czyć tyle ludzkości iego okazanych mi
przez pomfzczenie fię iakiey krzywdy
iemu uczynioney, wiefz WPan, źe moy
urząd ieft pomagać flabym, i karać
zdraycow. Pofzukay WP.tedy w fwoiey
pamięci, ieżeli mafz do kogo iaką urazę,
-powiedz mi tylko, przyrzekam przez
obowiązki rycerftwa, ktorem przyjął,
że wnet temu zadofyc uczynię. Gofpo
darz odpowiedział , z tąż ważnością
Mofpanie Kawalerze, nie mam Bogu
dzięki potrzeby, żebyś WPan za mię fię
upominał o co, i gdyby mię kto chciał
pokrzywdzić, fambym potrafił fię obro
nić. Cała nadgroda ktorey żądam od
niego, abyś mi zapłacił za nocleg, cos
nabrał, i fiano, owies co iego konie zia
dły; bo tak na darmo nie wyieżdzaią z
Karczmy. Jako, albo to ieft Karczma za-
woła Don Quifzott. Zapewne rzecze
Gofpodarz i iedna z naylepfzych. Jak
Do N QUIszo TTA 199
żem fię omylił, daley mowi nafz Rycerz,
zawfzem ią miał za zamek i do tego zna
tomity, ale że to ieftGościeniec trzeba
mi przebaczyć na ten raz, że niepłacę
za nocleg, nie mogę przeftąpić poftano
wienia Rycerzow błędnych, o ktorych
wiem dowodnie, nie wyczytawfzy dotąd
nic przeciwnego, że nigdy nie płacili
nic, w Karczmach; bo flufzność tak wy
maga, iako i zwyczay, aby ich darmo
wfędzie częśtowano w nadgrodę prac nie
fłychanych, ktore podeymuią, fzukając
przypadkow we dnie iw nocy, w zimie i
i lecie, raz ledwie nie umieraiąc od gło
du i pragnienia, drugi od mrozow i upa
łow, nieuftannie na wfzyftkie niewygody
na świecie wydani. Są to bałamućtwa,
Rycerítwa wcale mi niepotrzebne, od
powie Karczmarz, zapłać mi WPan tył
ko, coś winien, a zoftawmy te bayki,
bo ia darmo mego dobra nie daję. Jefteś
głupi i ladaco Karczmarz, zawoła Dom
Quifzott, potym zniżywfzy dzidę i fparł
fzy konia oftrogam, wyjechał gładko z
Karczmy, niemaiąc ktoby go zatrzymał,
i uiechał kawał, nieoglądając fię, czyli
Komiufzy za nim iedzie. Gofpodarz wi
dząc, że od Don Quifzotta nic niedofta
2OO- H r s t a R r. A
nie, chciałbydź zapłaconym od Sanfza,
ale ten przyfiągł, że nie zapłaci tak, iak
i Pan, iż będąc Koniufzym Rycerza błę
dnego, nie można mu przeczyć podo
bmegoż uczeftnićtwa nie płatności. Karcz
marz chociaż fię gniewał, i fierdził gro
żąc, řeżeli nie zafpokoi, pięściami odli
czyć na grzbiecie Koniufzego, tak, że
długo popamięta. Sanfzo íię zaklinał,
przez Rycerfkie uftanowienia , ktore
przyjął Pan iego, że i fzeląga nieda,
gdyby go ze fkory odarł, ponieważ Ko
niufzowie na potym mogliby narzekać
że tak piękne prawo i flufzne z iego
przyczyny zoftało utracone. Jak na
niefzczęście znaydowalifię w tey Karcz
mie Kramarze z Segowy i Tandeciarze
z Korduy ludzie wefeli i śmieli, ktorzy
iednomyślnie zbliżylifiędo niego i zadzi
li z ofia, gdy jeden z nich pofzedł po ko
bierzec. Nieborak Sanfzo był we śrzod
ku położony. Ci, widząc że fień Karczmy
zanifka była do ich zamyfłu, pofzli z :
nim na podworze, gdzie aż nadto mieli
wyfokości. Czterech nayfilnieyfzych
wzięli za brzegi kobierzec, i poczęli pod
rzucać, wynofząc i zniżaiąc Sanfza na
2. fąznie blifko w gorę z taką uciechą,
Do w Q Urs2o TTA 2o1
jak Kucharze robią ze pfem, albo kotem,
gdy im porwie kawał mięta. Wrzaki
żałośne, ktore wydawał ten niefzczęfny
kołyfany; dofzły aż do ufzu iego Pana,
ktory rozumiał, że Niebo go wołało na
iaką nową przygodę; ale poznawfzy,
że te krzyczenia pochodziły od iego Ko
niufzego, pofkoczył co tehu na Rofinan
cie do Karczmy, którą znalazł zamknię
tą, obieżdzaiąc w koło dla wyfzukania
weyścia; obmurowanie podworza nie
wyfokie dało mu uyrzeć Sanfza wyno
fzącego fię i upadającego na powietrzu
z taką fzybkością i układnością; że gdy
by nie gniew, ktorym był zdiety, zape
wneby go to do śmiechu pobudziło. Ale
ta igrafzka niefpodobała mu fię złey wo
|
li i zagniewanym będąc. Zaciekał fię kil
ka razy wfkoczyć na mur z koniem; i był
by tego dokazał, gdyby nie był tak zbity,
iż niemogł nawet z konia zfieść o fwoiey
mocy. Co mogł czynić, to było tylko
wołać głośno z konia, i łajać owym lu
dziom. Ale na te wfzyftkie łaiania ci
nie miłofierni żartownifie nie odftąpilifwo.
iey roboty, i iefzcze fię bardziey śmieli,
ani niefzczęfny Sanfzo wfkorał co przez
prożby, i grożby, aż im fię kołyfanie
52O2 H I S T O R T A

fprzykrzyło, dla czego oblokłfzy go w


jego fukman, nazad go na oflawfadzili.
Miłofierna Marytorna , ktora niemogła
patrzać bez żalu na to, co czyniono
Sanfzowi, przyniofła mu zaraz garnek
wody zimney, ktorą ze ftudni dopiero
wyciągnęła, i iakią niofł do gęby, wftrzy
many był głofem Twoiego Pana, ktory
wołał namiego z drugiey ftrony za murem:
Moy Synku Sanfzo, nie piy tey wody,
nie piy moie dziecię, bo umrzefz.Wfzak
że tu mam ten przecudowny balfam;
ktory cię ożywi tego momentu. To mo
wiąc pokazywał pufzkę blafzaną. Ale
Sanfzo obrociwfzyfię naiego głosi krzy
wo na niego patrząc , hey Mości Panie,
rzecze, czyś WPan iuż zapomniał, że
nie ieftem uzbroiony Rycerzem, albo
chcefz, żebym wyrzucił iuż i kifzki z
brzucha. Zachoway WPan fwoy napoy
dla wfzyftkich diablow, a mnie day po
koy. W tym zaczął pić wodę, acz po
czuwfzy za pierwfzym łykiem, że to
woda fama była, nie mogł daley poftą
pić, profił Marytorny, aby mu przynio
fła trochę wina, co chętnie uczyniła, i
nawet zapłaciła fwemi pieniędzmi. Bo
też powiedano, że miała coś dobrego w
-

Do w Q U r sz o T TA zo3
fobie , chociaż prowadziła wolnieyfze
życie. Sanfzo wypiwfzy, zoftał odpro
wadzony uczciwie do drzwi Karczmy,
gdzie zwarłfzy piętami ofła, wyiechał
rad, że nic nie zapłacił, tylko grzbię
tem zwykłą monetą. Prawda fakwy
zoftały w żaftaw, ale go radość wym
knienia fię z rąk zaprzątnęła, że tego
niepotrzegł. Karczmarz pozbywfzy fię
ich, chciał zamknąć wrota na kłotkę, ale
owi fwawolnicy niedbając o Kawalera,
chociażby był naygodnieyfzy, niedo
puścili tego , i możeby radzi znaleść
fpofobność uciefzenia fię z Panem, jak
uczynili ze fugą.
2O4 H I S T 0 R 7" A

••••@*-**-**
RoZDZIA Ł XVII.
Rozmowa Don Qui/sotła z San/xem Pan
/ą i inne przypadki godne opo
twiedzenia,

- SA• dążył za fwoim Panem, ktory


widząc go z fił fpadłego, że nie miał
władzy poganiać ofła, rzecze mu, na
ten raz Sanfzo nie wątpię, że czary
naywiękfze fą w tey Karczmie, czyli
zamku, niewiem fzczerze iak nazwać,
bo ktoż mogli bydź ci, co tak frogo fię z
tobą obchodzili ? ieżeli nie ftrafzydła, i
ludzie z tamtego świata. Ażebyś był
tak przeświadczonym, iakia, w ten czas
kiedym fię przypatrywał tak fmutnemu
widowifku przez mury dziedzińca, nie
było w moiey mocy weyść tam , ani z
konia nawet zfieść, bo mię iak przyko.
wanego do fiodła trzymali czarami, i
prawdę mowiąc, nie żle zrobili, że tak
oftroźni byli, bo gdyby mi wolno było
iedno lub drugie wypełnić, fpuść fię na
mnie, iżbym fię był pomścił zatakciebie

»
Do N Q U i S z o T TA. 205

tak filnie, żeby Łotry popamiętali, i nie


drwili drugi raz. W zapędzie iak byłem,
przeftąpiłbym i prawa Rycerftwa, ktore
iakom ci powiedział, niedozwalają, aby
Rycerz dobywał broni przeciwko tym,
co niemi nie fą , chyba w obronie ży
cia ; i w oftatniey potrzebie. Hey ia
bym fani bił, i mścił fię, gdybym mogł,
i'zecze Sanfzo ; czy Rycerz , czy nie ;
ale na fumnienie moie to odemnie nie
zawifło ; i przyfiągłbym, że te zdraycy
i prożniaki , co fię ciefzyli moią biedą,
nie byli ani poczwary, ani zaczarowani,
ale prawdziwi ludzie z ciała i kości, iak
my złożeni, i pamiętam dobrze, że każ
dy z nich miał fwoie nazwifko, ieden
był Piotr Marcin, drugi fię zwał Fer
dinant Tenorio, i tom fłyfzał należycie,
że Gofpodarz miał imie Jan Półomeque
Mankut. Poczwary nie fa chrzczone ,
Mci Panie, niepowiedayże WPan, że
to omamienie, czy zaklęcie, co WPanu
przefzkodziło przez mur przeleść, albo
zfieść z konia. Co o mnie, widze to
iafno, iak dzień, że fzukając przygodow,
znaydziemy nakoniec niefzczęście nay
gorfze. Jeżeli Pan Bog nas nie poratu
ie, wnet nierozeznamy co biało co czar
Tom I.
2o6 H I S T O R 7" A

no. Patrz WPan Mci Panie, zaprawdę


naylepfzaby rzecz była i naypewnieyfza
według moiego małego rozumu powro
cić nazad do nafzey wfi, gdy teraz czas
żniwa, bo niezdrowe zbieramy z cu
dzego pola płony, i rzetelnie mowiąc,
wpadamy coraz ze złego w gorfze, z go
rączki w malignę. Ah! moy nieboraku
Sanfzo, przerwał Don Quifzott, pofto
razy ci powtarzam, żeś nieuk w rze
mieśle Rycerftwa. Wilcza bądź zmofzą
cym. Przyjdzie ten czas, że zoftaniefz
przeświadczonym przez iftotne dowody
o pożytkach tego Rycerftwa. Bo na
refztę powiedz mi, czyli ieft iaka ro %
fkofz na świecie; ktoraby zrownała wy
graną bitwę i odniefione zwycięztwo z
nieprzyiaciela? żadne zapewne. Wie
rzę, odpowie Sanfzo, chociaż nic tego
nie umiem, i nie znam fię. To co wiem,
iż odtąd, iak iefteśmy Rycerzami błę
dnemi, przynaymniey WPan , bo co ia
niewart ieftem tego honoru , niewygra
liśmy fpotyczki żadney, tylko przeciw
ko iednemu Bifkayczykowi, ale iak, ie
fzcze wyfzedłeś WPan z tego z pół u
chem uciętym, i hełmem pogruchota
nym. Odtąd, coż zyfkaliśmy więcey,
-
DO N QU 1 SzoTTA 2o7
jak pięście i kiie, tylko ia miałem w
zyfku bydź podrzucanym nadto na po
wietrzu, i iefzcze od ludzi omamionych,
na ktorych fię zemścić niemogę ; abym
użył tey wielkiey rofkofzy, ktora ieft,
iak WPan powiedafz w odbiciu za fwo
ie. Otoż to moia trofkliwość, rzecze
Don Quifzott , i twoia bydź powinna:
ale zoftaw mnie to doczynienie, upe
wniam cię żę w krotce będę miał fzpadę
tak cudowną , iż ten, co ią nofić bę
dzie, nie potrafi zoftać zaczarowanym,
bądź przez iakiekolwiek zabobony i cza
ry, i może fię zdarzy, że pomyślne
fzczęście da mi doftać do rąk tey co no
fił Amadis, gdy fię nazywał Rycerzem
Szpady ogniftey , ktora była zapewne
maylepfza na świecie, bo oprocz , że
miała tę cnotę, a była oftra, iak brzy
tew, nie nalazła fię iefzcze broń tak har
towna, choćby zaczarowana, żeby iey
nie fkrufzyła, iak [zkła. Ja tak ieftem
niefzczęfny rzecze Sanfzo, że choćbyś
WPan miał fzpadę tey podobną i lepfzą,
nie będzie miała tego przymiotu, tylko
dla tych, co fq uzbrojeni Rycerzami tak,
iak balfam, a refzta wfzyftko fpadnie
na ubogiego Koniuízego. Nieobawiay
\ | * Pij

268 H I S T O R T A

fię rzecze Don Quifzott; będzie Niebo


dla ciebie łafkawfze. Nafi ochotnicy
ftanęli na tey rozmowie : gdy Don Qui
fzott fpoftrzegł z daleka tuman gęfty
kurzawy, ktorą wiatr pędził ku ich ftro
nie, i obróciwfzy się zaraz do fwoiego
Koniufzego, bracie Sanfzo, zawoła:
otoż ten dzień, ktory pokaże, co za
chowuje dla mnie dobra fortuna. Ten
ieft, mowie ci, dzień pomyślny, w kto
rym fię da poznać więcey , niż kiedy
waleczność moiey ręki, i w ktorym do
każe dzieł godnych bydź wyrytemi w
xięgach wiekopomney pamięci dla przy
kładu potomności. Czy widzifz ten za
kręt piafku, co podnofi fię pod nogami
niezliczonego woyfka, ktore fię fkłada
ze wfzyftkich prawie Narodow świata.
Takim fpofobem, rzecze Sanfzo, mufzą
tam bydź dwa wóyfka, bo i z drugiey
ftrony toż famo widać. Don Quifzott
obrocił fię prędko, i widząc, że Sanfzo
prawdę mowił, niezmierną pociechą był
zdięty, wierząc mocno (bo wfzyftkiemu
wierzył) że to były dwa woyfka o
gromne, ktore fobie miały wydać woy
nę na tych polach. Ten dobry fzlachcic
miał wrodzone męztwo, i tak fobie na
Do w QUIszo trA. ao,
bił głowę fpotyczkami, pojedynkami,
omamieniami.iwfzyftkiemi bałamućtwa-
mi, co Romanfe wymieniają, iż nie my
ślił , i nie czynił nic; coby do tego koń
ca nie zmierzyło. Dwie wielkie gro
mady owiec, ktore fzły z dwóch mieyfc
odmiennych do tey drogi, co nią jecha
li, tę kurzawę podnofiły, tak gę to, że
niemożna było rozeznać przyczyny, aż
wcale zbliżywfzy fię. Don Quifzott ie
dnak upewniał nie zawodnie, że to by
ły woyfka tak, że i Sanfzo na refzcie
uwierzył, i rzecze do niego. A więc
Mci Panie! coż my tu będziemy robić?
Co mamy robić, odpowie Don Quifzott,
oto pomodz tym, ktorzy będą tego po
trzebować. Ale żebyś wiedział, o co
tu idzie ? tego obozu, co widzifz, po
nafzey lewey ręce ieft Wodzem Wielki
Cefarz Alifanfarom, Pan wyfpy Tapro
bany; a to woyfko, co po prawey ręce
idzie, ieft iego przeciwnika Krola Ga
ramantow Pentapolina Ramienia zaka
fanego, ktorego tak nazywaią, bo wo
iuie zawfze z ręką gołą. A za coż,
rzecze Sanfzo, ci Panowie z fobą wo
- iuią? ponieprzyjaźnili fię , odpowie Dom
- Quizott, z tey przyczyny, że Alifan

2 IO H I S T O R TA

faron zakochał fię w corce Pentapolina,


ktora ieft według moiego mniemania ie
dna z nayślicznieyfzych ofob na świecie
i Chrześcianka , Alifanfarom zaś ieft Po
ganin. Więc Oyciec niechce iey dać ,
ażby fię zrzekł fałfzywego Mahometa,
i przyjął Wiarę Chrześciańíką: na mo
ią brodę zaklinam fię, rzecze Sanfzo ,
Pentapolim dobrze czyni, i pomogę mu
we wfzyftkim , w czym będę mogł. Nie
uczynifz w tym, odpowie Don Quifzott,
tylko coś powinien. Jakoż w takich
zdarzeniach nie trzeba bydź Rycerzem
uzbroionym? Nie ? zawoła Sanfzo, po
zwol mi więc WTan fpotkać fię. Ale
gdzie podzieię mego ofła, abym był
pewny znaleść go po bitwie, bo mi fię
niezdaie, żebym fię miał tam wścibić
na takim zwierzęciu? Dobrze mowifz ,
rzecze Don Quifzott, puść go na wo
lą, niech idzie gdzie chce, choćby fię
zabłąkał, bo będziemy mieli tyle koni
do wybrania, gdy zwyciężemy; że na
wet Rofinant ieft w obawie bydź za •
mienionym za innego. Słuchay tym
czafem, chcę ci oznaymić , ktorzy [q
znakomitfi Wodzowie i Pułkownicy tych
dwóch woyfk , nim fię fpotkaią. Aże
|
+
D O N Q U I S Z O TT A. 211
byś iednak ich mogł lepiey poznać, wy
jedźmy na te górkę, zkąd ich łatwie
*
odkryiemy. To mowiąc poftąpili na pa
gorek, zkądby poftrzedz mogli dokładnie
że to były dwie gromady owiec, kto
re nafz Rycerz brał za dwa obozy,
gdyby kurzawa im nie zabrała widoku.
Acz Don Quifzott widząc w fwoieygło
wie tyfiąc rzeczy, ktoreby w inney fię
nie pomieściły, począł mowić głofem mo
cnym. Ten Rycerz, ktorego tam zwa
żafz z bronią wyzłacaną, i ktory ma
na tarczy Lwa z koroną leżącego u nog
piękney Panny , ieft waleczny Laurkal
che Pan moftu frebrnego. Ten co ma
broń w kwiatach złotych, i ktory nofi
trzy Korony frebrne w polu błękitnym,
jeft ogromny Mikokolambo Wielki Xią
że Quirochii. Ten drugi, co po iego
prawey ręce ftrafzny iak. Olbrzym, ieft
niewzrufzony Brandabar baron z Boli
chy, Pan trzech Arabii, uzbroiony, iak
widzifz fkorą wężową, i co ma za herb
Bramę; ktora ma bydź jedna z tego
Kościoła co Samfom wywrocił, gdy fię
mścił nad nieprzyjaciołami z utratą wła
fnego życia. Obroć teraz oczy, i oba
czyfz na czele tego drugiego woytka ;
z12 g rs to R rA
tam ieft niezwyciężony mąż Timonele
z Karkafony, Xiąże nowey Bifkai, kto
ry mą herb w czworakim kolorze błę
kitnym, zielonym, frebrnym i złotym,
a wśrzodku tarczy Woz złoty w polu
ponfowym; z temi trzema literami M.
J. W. ktore fą pierwfze imienia ieg9 u
kochaney, ktora jeft, iak powiedają, nie
porownaney piękności, corka xiążęcia
Alpheniqué z Ş Ten drugi, pod
ktorym fię zginają boki roßey klaczy
dzikiey, ktorego broń biała, jak śnieg
i tarczą tegoż koloru bez napifu, ieftto
Rycerz Francuzki zwany Piotr Papin ,
Pan Baroniow Utrique. Tamten z nie
biefką bronią, ktory zacina klacz ftroką
tą, co ią zważa[z tak letkonośną: to
ieft mocny xiążę Nerwii Efpartafilando
od Gaiu , co ma na twoim Puklerzu po
le ze fzparagami, z tym napifem Hi
fzpańfkim: Raftrea mi Suerte, Nafz Ry
cerz mianował iefzcze nie wiedzieć iak -
wiele innych wojownikow obudwóch
tych mniemanych obozow; daiąc im
wrazie nazwifka, herby, znaki i napify,
ktorych mu dodawała iego obfito pufta
wymyślność; i nie zacinając fię, ciągle
daley prowadził mowę. Te fzeregi,
pow Qviszorta -3
tam, co widzifz na początku, fą z róż
nych narodow złożone, Tufą, co pią
fmaczne wody Xantu. Tamci Gorale |
zyżne pola Maffyliyfkie uprawiają, dru
dzy złoto przednie ze fzczęśliwey Ara
bii przeczyfzczają; ci używają chłod
nych i źyżnych brzegow Thermodintu.
Infi złoto wybierają z piafkow bogatego
pąktolu, Numidowie nieftateczni i nie
pewni w obietnicach ; Perfowie niezro
wmani do ftrzelania z łukow; Medowie
i Parthowie, co uciekając woilią; Ara
bowie, co zaw!ze pod namiotami mie
fzkaią , nie mając pewnego fiedlifka.
Scytowie dzicy i okrutni ; Ethiopowie
z przedziurawionemi wargami, i tyfiąc
innych Narodow , co ich widzę i znam
twarzy, ale imiom ich przepomniałem,
Z drugiey ftrony idą ci, ktorzy fie na
pawaią ciekącym kryfztałem Botyfu,
ktorego brzegi fą okryte oliwnemi drze
wami. Ci co fię myią w obfitych wo.
dach Tagu. Tamci, co zdrowych u
żywaią napoiow wybornego Genilu,
i ci, co z pol Tartezyifkich żyżnych
w łąki piękne użytkuią , i owi, co ży
cie pomyślne prowadzą przy rofko
fznych łąkach w Xeres; znow boga
- -
*
214 H I S T Q R TA
ci Mancheques, pozłociftych żniw kło
fami uwieńczeni. Owi żelazem okry.
ci refzta krwie dawnych Gotow. Tam
ci, co fie kąpią w Pifwerga znakomitym
przez fpokoyność fwoich wod. Ci, co
pafą trzody w obfzernych paftwifkach
krętego Guadyany; Drudzy, co drżą od
zimna pod mrożnemi gorami Pireneow i
– śniegami Appenninu; fłowem cokolwiek
Europa zawiera w fwoiey obfzerney roz
ległości. Rzecz niepojęta, jak wiele
Kraiow i Narodow wymienił przydając
każdemu, co miał ofobliwego z przyto
mnością rozumu do podziwienia, zawfze
iednak ftofując je do opifu fwoich xiąg,
trudnych do naśladowania. Sanfzo był
tak zadumiony z płynienia flow Pana,
że gęby nieotworzył. Tylko oczy wy
łupiał, i głowę obracał, gdzie ręką mu
fkazywał: chcąc obaczyć, czyby nie.
mogł odkryć tych Rycerzow, i Olbrzy
mow; ktorych mu wymieniał; ale nie
mogąc nic uyrzeć. Mości Panie, rzecze
wpół zwątpiony, niech diabli wezmą
Wodzow, Rycerzow, i Olbrzymow, co
fię tam ukazują, i WPan ich mianuiefz,
przynaymniey ia niewidzę ani ogona
iednego; może to wfzyftko fię dzieje
Do N. QUISZ O TTA. 215
przez omamienie, iak poczwary tey no
cy. Niewiem coś ty za człowiek, od
powie Don Quifzott, czy nie tłyfzyfz
rżenia koni, odgłofu trąb, i bicia w
kotły i bębny ? Przed Bogiem mowię,
jeżeli flyfzę naymnieyfze zdziebło, mo
wi Sanfzo, oprocz beczenia owiec. Ja
koż tak było w famey rzeczy, iuż bli
fkie były gromady owiec, aby ich ufły
fzyć można. Widzę dobrze, znow rze
cze Don Quifzott, że więcey fie lękafz,
niż pokazuiefz po fobie , bo jeden ze,
fkutkow ftrachu ieft miefzać zmyfły, i
inaczey wydawać widok, niż ieft w
iftocie; ale ieżeli cię bojaźń obeymuie;
ftań fobie na ftronie, zoftaw mi tę robo
tę. Dofyć mię famego, aby zwycię,
ztwo fzło za walecznością tey ręki. To
mowiąc, zeprze Rofinanta, i dzidą wy
mierzywfzy fkoczy, iak błyfkawica z pa
gorku na pole. Sanfzo począł wrzefz
czeć na niego ze wfzyftkich fił, aby za
czekał, że to owce były niezawodnie ;
Niebo brał na świadećtwo, i na diabłow
fię zaklinał, ale to wfzyftko na prożno.
Przeklęty co mię zrodził ? Hey coż to
za fzaleńftwo? Mofpanie? Mości Panie
Don Quifzott ? niemafztam Olbrzymow
216 H I s t o k rA
ani Rycerzow, ani Szparagow; ni Tar
czy, ni poł, mi kawałka, czy WPan
chcefz zamordować więcey owiec, niż
byś potrafił zapłacić. Don Quifzott nie
wftrzymywał fię dla tego i zamiaft co
miał go fluchać, fam wołał z całey mo
cy. Smiało ! śmiało! hey Rycerze,
ktorzy wqiuiecie pod Chorągwiami wa
lecznego Pentapolina z zakafanym ra
mieniem. Zamną tylko udaycie fię a o
baczycie, że fię pomfzczę wnet nad zdray
cą Alifanfaronem z Taprobany. W tym
bieży, iak [zalony w pośrzod gromady
owiec, ktore kole i morduie z taką
żywością i odwagą, jak gdyby miał do
czynienia z naygłownieyfzemi nieprzy
iaciołami. Ci, co pędzili owce z razu
na tym przeftali, aby fię go zapytać, do
kogo miał tę zaczepkę i urazę , i co mu
te biedne zwierzątka winny, ale widząc
ze nic nie wfkorali, wołając na niego,
aby przeftał, poczęli z procow rzucać
kamieniami więkfzemi, iak pięść do na
fzego Rycerza z taką fzybkością , że ie
den drugiego nieczekał. Acz ten po
gardzaiąc tym fpofobem woiowania, nie
raczył zafłaniać fie i nieprzeftawał biegać
na wfzyftkieftrony, wołając głośno, gdzie
ID 0 N QU I SZOTTA 217
tam iefteś wyniofły Alifanfanromie; do
mnie; do mnie, czekam cię tu famie
den, abym doświadczył twych fił, i u
karał cię za nießufzną woynę, ktorą pro
wadzifz z mężnym Pentapolii. Z tylu
kamieni, co koło ufzu nafzego Rycerza
latały, jeden go ugodził w bok, i dwa
żebra złamał, rozumiał fię iuż zabitym,
a przynaymniey niebefpiecznie ranio
nym, ale przypomniawfzy fobie o wy
bornym Balfamie, porwał prędko pufz
kę blafzaną, i przytchnąwfzy do gęby,
zaczął połykać ten nieofzacowany na
poy, acz nim wypił, ile miarkował bydź
potrzebnym do uleczenia go, drugi ka
mień uderzył, zgruchotał mu naczynie
w ręku, i po drodze trzy lub cztery zę
by wybił , a przytym palce wfzyftkie
prawie potłuk. Te dwa pocifki były tak
gwałtownie, że biedny Rycerż zoftał o
balony na ziemię; leżąc iāk długi.
Pafterze rozumiejąc go zabitym; zabrali
owce pokłote, ktore na polu legły fiedm,
czyli ośm nierachując ranionych; i czym
prędzey fię oddalili. Sam[zo nierufzał
fię z gorki, zkąd przypatrywał fię niepo
iętnemu fzaleńftwu fwoiego Pana, i wy
rywając fobie brodę całą garścią prze
218 . H I S T O R T A

klinał fto razy dzień i godzinę, w ktorą


niefzczęście dało mu go poznać. Acz
widząc go na ziemi leżącego, i Pafte
rzow daleko ode!złych przybiegł do Pana,
znayduiąc w bardzo złym ftanie, cho
ciaż zmyłow nieutracił. Ach Mofpanie
lDon Quizott, rzecze mu, niemowiłem
ia WPanu dobrze, żebyś fię powrocił,że
to były owce, nie żołnierze, z ktoremi
fię WPan bić chciałeś. Otoż widzifz
powie Don Quifzott , iak ten zboyca
Czarnoxięnik, ktory fię na mnie zawziął
odmienia i przewraca wfzyftkie rzeczy
na wfpak do fwoiey woli; bo moy San
fzo miły, powiedziałem ci to fto razy, że
nie kuklarze to, co nas zwodzą, iak chcą.
Ten zdrayca Czarnoxiężnik zazdrośny
moiey fławy, ktorey nabydź miałem, nie
omiefzkał przemienić te pułki nieprzyia
cielíkie w owce; aby umnieyfzyć zwy
cięztwa moiego fzacunek. - Ale chcefzże
mi uczynić przyługę, oraz żebyś fię wy
prowadził z błędu raz na zawfze, wfiądź
na ofła, i iedź zdala za temi mniemane
mi owcami , założę fię że tyfiąc krokow
nie uydą, wezmą zaraz pierwfzą poftać
na fiebie, i obaczyfz tych Panow Baro
now odmienionych w ludzi i żołnierzow,
po w q v 1 sz ot ta. 219
iakomci ich wprzod określił. Ale nie, te
raz już nie iezdziy,potrzebniśmy tu, przy-
bliż fię i obacz, wiele mi zębow brakuje,
bo mi fię zdaje, że żadnego w gębie nie
zoftało. Sanfzo fchylił fię, a że tak fię
przytulił, iż prawie nos mu w gębę wra
ził, Balfam tym czafem zaczął fkutko
wać w żołądku Don Quifzotta, przeto z
takim pędem, jakby z fuzyi wyftrzelił,
wyrzucił wfzyftko, co miał w brzuchu na
oczy, twarz i brodę u fłufznego Koniu
fzego. Swięta Marya, zawoła Sarifzo,
nioy Pan na śmierć raniony, krew czy
fta gębą mu wybucha. Acz przypatrzy
wfzy fię lepiey, pozor, fmak i zapach dały
mu poznać, że to niebyła krew, ale Bal
fam ktory widział, jak pił, co mu taką
tkliwość fprawiło, że nie zdążywfzy
odwrocić fię, wyprzątnął podobnież, co
tylko miał we wnętrznościach na nos i
w gębę fwoiego Pana; zoftaiąc oba w
mayśmiefznieyfzym położeniu, ktore zna
leść można. Sanfzo pobiegł prędko do
fwoiego ofła po fzmatę, dla otarcia obu
dwoch i zawinienia ftłuczenia Pana , ale
nieznayduiąc fwoich fakwow, ktore fię
zoftały w Karczmie, iakeśmy namienili
mało niedoftawało, żeby rozumu nieu
-#
2 2O H I S T O R + A

tracił. Zriow tyfiąc przeklętw fobie


wypowiedział, i ułożył w myśli porzu:
cić Pana, i powrocić do wfi nazad, nie
dbając o nadgrody obiecane za zafługi, ani
rządy wyfpy. Don Qui[zott tym czafem .
podnioffię z wielką ciężkością, i kładąc
lewą rękę w gębę, macaiąc i jakby chciał
utwierdzić refztę zębow, co były naru
fzone, wziął prawą za uzdeczkę Roffi
nanta, ktory go krokiem nie odtąpił tak
był przywiązany do Pana, pofzedł ku
Sanfzowi, ktorego znalazł wpoł leżące
go na ośle wfpartego, obiema rękami fię
za głowę trzymającego, iak czyni czło
wiek zanurzony w głębokim fmutku; bra
kuie Sarifzo rzecze mu, widząc go w tym
ftanie, wierzayże niebędziefz lepfzym
człowiekiem za drugiego, jeżeli niebę
dziefz cierpliwym za drugiego, Te bu
rze co na nas fpadają, nie faż to znaki
oczywifte wypogodzenia, i lepfzego na
fzego powodzenia. Czyli niezna[z tego,
że dobre i złe maią fwoie tamy i odmia
ny, i jeżeli prawda, że rzeczy gwałto
wne nie fą trwałe, czyli niepowinniśmy
wierzyć nieomylnie, że iuż prawie pal
cem fięgamy dobrey fortuny. Przeftań
tedy fmucić fię tak zbytnie z niepomyśl
» KlOSCI »
po W @ U fS 2 O 7 TA 22x
iiości, ktore nam fię trafiają, i ktorych
naymnieyfza część na ciebie fpada. Ja
ko? zawoła Sanfz8, podobno ten, co
go wczoray podrzucali; był kto inny,
nie fyn mojego Oycă, i Ş cO fmi
wzięto ze wfzyftkim, co tam było, nie
moie znać były? Jak? zawoła z gnie
wem Don Quifzott ; [traciłeś fakwy ? nie
wièm ; czym utracił , rzecze Sarifzo,
ale ich nie znayduię tam, gdzie mi zwykł
ie chować. I tak będziemy przymufzeni
dziś pościć , odpowie Don Quifzott? za
pewne fzecze Sanfzö, ieżeli nieznaydzie
iny na łąkach zioł, co WPan znafz, i co
mogąfłużyć zamiaft żywności Rycerzom
od złych przygod iak WPan ieftes? Mo
wiąc prawdę, daley fię odzywa Don Qui
fzott, wolałbym teraz kawał boryfa i pa
rę śledzi, jak wfzyftkie zioła, co opifüie
Diofkoridi z przydatkami Mathiola. Ale
jednak wfiądź na twojego ofła moy Synu
Sanfzo, i iedź za mną: Pan Bog ktory o
patruje wfzyftkie żywioły, nie opuści
nas, i pożywi tym więcey, że ufiłujemy
fłużyć mu w tak przykrym ftanie Rycer
ftwa. Ten Pan, co nie zapomina o nay
mnieyfzym robaczku i tworzeniu, ktory
daie świecić tłońcu nad fprawiedliwemi i
Tom 1.
222 | B I S T O R TA
niefprawiedliwemi, co rofę fwoię fpufz
cza ma złych i dobrych! Mości Panie ,
przerwie mu Santzo. Boże mi odpuść,
WPan byś był lepfzym Kaznodzieią, iak
Rycerzem błędnym? Trzeba rzecze Don
Quifzott, aby Rycerze obłąkani wfzy
ftko umieli; i byli niektorzy w dawnych
wiekach, ktorzy tak śmiało kazanie po
wiedzieli, albo inną mowę piękną w po
śrzod Woyfk , jak gdyby byli Doktoro
wani w Akademii Salamańfkiey; tak ieft
rzecz prawdziwa, że fzpada nieprzytę
pia piora, ani pioro-fzpady. Jak tam fo
bie chce, Mości Panie, powie Sanfzo ;
niech będzie, co fię WPanu podoba, ale
umkniymy fię ztąd i fzukaymy gdzie noc
legu na tę noc, i day Boże, aby to nie
było w mieyfcu takim, gdziebyśmy nie
natrafili, ani podrzucania, ani Podrzu
cacza, bądź ftrafzydłow, bądź Maurow
opętanych, czy zaczarowanych, bo do
prawdy.ieżeli ich znaydę, fługa may niżfzy
Rycerftwa, wolę fłużyć diabłu. Proś Pa
na Boga moie dziecię, żeby nas fzczęśli
wie prowadził, rzecze Don Quifzott, a
nie klniy, i iedź ktorą chcefz drogą,
w ma- ten raz ci zoftawuię na wolą, gdzie
myślifz zaprowadzić nas na nocleg
DO W g U I SZ O TTA. 223

Ale poday mi fam rękę, i pomacay


mi w gębie, wiele mi brakuie zębow w
zwierzchniey fzczęce po prawey ftronie,
bo tam mie dolega naybardziey. Sanfzo
wetchnął mu garść w gębę, i macając z
wierzchu i ze fpodu, fpyta go, wiele
zębow miał po tey ftronie? cztery, od
powie Don Quifzott, nierachując trzo
nowego; wfzyftkie zdrowe i całe; Mof
panie, powie Sanfzo, zważay WPan co
mowifz. Mowię, że cztery prawie, od
powie Dom Quifzott, ieżeli nie pięć, bom
ich nie dał ńigdy wyrywać dotąd, ani
mi żaden nie wypadł. A zatym, rzecze
Sanfzo, mafz W Pam właśnie dwa, i poł
na podniey fzczęce, a co w zwierzchniey
nie matz ani zęba, ani poł, tak gładko ,
jak na moiey dłoni. Jako? zawoła Dom
Quifzott, na tę fmutna wiadomość Przed
Bogiem powiedam, żebym wolał, gdy
by mi rękę ucieto, byle nie tę, co broń -

dźwigą. Bo patrzay moy Synu, gęba


bez zębow ieft tak młyn bez kamieni: i
nie nafz zęba, żeby nie wart diamentu:
ale coż z tym czynić? ieft to nafzym u
działem, co zachowujemy oftre obo
wiązki Rycerftwa. Jedź bracie, pro
wadź mię, poiadę za twym przewodnic
Qij
2:4 . H I s To R r A
twem. Sanfzo wyprzedził Pana, i poje
chał w tę ftronę, gdzie miarkował, że
może znaleść gófpodę wygodną, nie od
dalaiąc fię od bitego gościńca, ktory fię
zdawał mocno utorowany w tym miey
fcu , iadąc powoli , bo Don Quifzott
czuł znaczny bol, ktorego wzrufzenie na
koniu powiękfzało. Sanfzo zabawił roz
mową, aby boleść cokolwiek uśmierzyć ;
i między innemi rzeczami to mu opowie
dał, co w naftępuiącym Rozdziale ieft
wyrażone, gdy kto zechce fobie dać czas
przeczytać go.
DON QU 1 SZ O T7A 225

. R 0 Z DZ I A Ł XVIII.

O zabawnej rozmowie San/a ze fiooim Pa


nem,i /potkaniu umarłego niefionego do po
grzebu, • innemi przygodami przedziwne
mi. -

Jeżeli fię nie mylę Mci Panie, zaczy


ña Sanfzo, to mnoftwo niefzczęścia, co
nam fię zdarzyły od kilku dni, nie fa co
innego, iak ukaranie grzechu,ktory WPan
popełniłeś przeciwko Rycerftwa, prze
łamując przyfięgę, coś wykonał, nie
ieść chleba, i coś więcey, ażby WPan
zyfkał fzyfzak tego Malandryna, czy iak
fię tam nazywa, bom zapomniał prze
zwifka tego przeklętego Maura. Do
brześ to uważył rzecze Don Quifzott,
acz nie kłamiąc, wypadło mi z pamięci.
Ty takoż możefz bydź pewnym, iako o
rzeczy niezawodney, iżeś omiefzkał
przeftrzedz mię i przypomnieć, fpotka
ła cię przygoda podrzucania? Co o mnie,
nadgrodzę to omiefzkanie; ponieważ w
*
|

826 H I S T O R » A

fłanie Rycerftwa znayduie fię na wfzyft


kofpofob. A ia Mofpanie alboż uczyni
łem przyrzeczenie na jakie obowiązki?
Coż z tego; rzecze Don Quifzott, cho
ciąż nie poprzyfięgłeś, iefteś jednak u
czeftnikiem tych czynności, i mufitz
fwoią część wytrzymać przynaymniey
jak wfpołecznik. Dla tegoby dobrze ,
żebyśmy od przypadku temu zapobiegli,
Gdy tak ieft, rzecze Sanfzo, nie zapo
minayże fię WPan znow, iak przedtym,
żeby nie przyfzła chęć tym ftrafzydłom
uciefzyć fię na moiey fkorze , a może i
na WPana, widząc go bez poprawy. Pod
czas tego rozprawiania noc ich zapadła w
poł drogi, niewiedzących gdzie fię fchro
nić. Co było iefzcze gorfzego, to, że
ledwie od głodu nie zdychali, przyfzedł
fzy iak powiedają do torby za utraceniem
fwoiey. - ^

Na ich więkfze niefzczęście zdarzyła


fię nowa przygoda, a przynaymniey coś
bardzo do tego podobnego. Zmierzchło
fię wcale, iednak nie przeftawali poga
niać, bo Sanfzo domyślał fię, że będąc
na wielkim trakcie , za mile łub dwie
znaydzie iaką karczmę. Gdy w tey na
dziei iechali, Koniufzy umierał prawie
od głodu, Pan też miał chęć niezmyślną
-

\
\

DO N QU I SZOTTA. 227
pofilić fię co żywo, a moc ciemna była,
zoczyli w tym w niejakiey odległości od
fiebie moc świateł, ktore fię zdawały,
jak gwiazdy rufzaiące. Mało niedofta
wało, żeby Sanfzo, nie zemdlał od ftra
chu na ten widok, nawet Don Quifzott
był trochę zmiefzany, wftrzymał za cugle
fwoiego konia, a tamten za powroz Ofła;
zaftanowiw1zy fię dla uważenia , co to
mogło bydź, poftrzegli, że te światła co
raz fię do nich przymykały, i im więcey
fię zbliżały, tym bardziey fię powie
kfzały. Boiaźni Sanfzowi fię przyczy
niało coraz; a Don Quifzottowi aż wło
fy na głowie wftawały choć niechcą:
cemu, ktory jednak zdobywając fie na
zwykłe męztwo, przyiacielu. Sanfzo,
zawoła. Otoż to zapewne iedna z nay
gorfzych i nay niebeśpiecznieyfzych
przygod, gdzie potrzebować będę ca
łey moiey odwagi i fiły. Ah! 1a nie
fzczęśliwy, zawoła Sanfzo, jeżeli to
znowu będzie fpotyczka ftrafzydłow,
jak widzę z pozoru , iakież żebra wy
trzymają ? Poczwary, czy nie , odpo
wie Don Quifzott, Upewniam cię, że
ci włos z glowy nie padnie. Jeżeli ci
przefzły raz ten figiel wyrządzili, to
dla tego , żem nie mogł przez mur dzie
228 H I s t o R r.4
dzińca przefkoczyć, ale teraz kiedy ie
fteśmy w otwartym polu, będę miał
wolność fzpadą machać iak chcąc. A
jeżeli WPaną znow zaczarują, iak przed
tym, rzecze Sanfzo, na coż mi fię
przyda, czyli WPan mieć będziefz wol
ne pole lub nie? nietrać tylko ferca, od
powie Don Quifzott, a doświadczyfz
moiego. Tak też myślę, ieżeli mi Pan
Bog pomoże, odpowie Sanfzo, Uie
chawfzy trochę z drogi, znow zaczęli
zważać co ię ftanie z temi światłami, i po
mału poczęli upatrywać ludzi, wfzyftkich
w bieli. Wtedy Sanfzo iuż ztrwożył fobą,
i poczęły mu fzczękać zęby od ftrachu.
Jefzcze fię powiękfzyła trwoga, gdy o:
bączyli wyraźnie ze dwudzieftu konnych,
ktorzy fię także wydawali, iakby w ko
fzulach, każdy z pochodnią zapaloną w
ręku, zdając fię Ş coś przez zę
by głofem zniżonym i żałośnym. Za
tym naftępowała lektyką żałobną, za nią
fześciu iezdnych kirem czarnym przy
krytych od ftop do głow. Te dziwne
widowifko w poźney porze nocney ; w
tak odludnym mieyfcu zaftrafzyłoby ko
go więcey , iak Sanfza; ktorego też ca
ła odwaga dość mała, całe odbiegła, i
niewiedzieć, coby fię z Panem ftało, gdy
Do w QUIszo TTA 229
by iego zawrot głowy nie nabił mu my
śli, że to był koniecznie trafunek po
dobny tym, co z xiąg Wyczytał. Przy
widział fobie, że w tey lektyce był ta
kiś Rycerz nieżywy, albo mocno ra
niony, ktorego zemfta iemu zoftawiona,
i więcey fię niczego nie radząc, dzidę
naftrofzywfzy ftanął w pośrzod drogi,
ktorędy pogrzebowi przechodzić mieli.
Gdyfię zbliżyli, zawoła głośno, ftoycie
tu, ktokolwiek iefteście , i powiedzcie
mi, co wy za iedni? iz kąd idziecie?
dokąd fię udajecie? i co prowadzicie w
tey lektyce? możeście kogo pokrzy
wdzili? albo was kto? trzeba, żebym
ia o tym wiedział, żeby was, albo uką
rać, albo zemścić. Spiefzemy fię, od
powie ieden z iezdnych, Karczma ie
fzcze daleko , i niemamy czafu odpo
wiedać mu tego, o co nas zapytuiefz.
Zaciął zatym muła, na ktorym fiedział,
i chciał daley jechać. Ale Don Qui
fzott rozgniewany na tę odpowiedź,
fchwytawfzy za cugle muła, zawoła:
Naucz fię żyć proftaku, i zaraz mi day
odpowiedź, na to co pytam, albo fię
przygotuycie wfzyfcy do fpotyczki.
Muł był lękliwy, i tak mocno, że gdy
23o H 1 S T o R rA
Don Quifzott złapał go za uzdeczkę,
wywrocił fię na ziemię, i przywalił
jezdźca dość ciężko; Mafztalerz piefzo .
idący przy nim nie mogąc Pana porato
wać , zaczął złorzeczyć mafzemu Ryce
rzowi, co go w gniew więkfzy wpędzi
ło, i niebawiąc fie dłużey pytaniami,
fkoczy ze wfzyftkiey fiły na iednego z
tych żałobnych, zwalił go na ziemię z
muła; od tego pobiegł do drugiego, i
rzecz podziwienia godna. z iaką natar
czywością i fzybkością uwiiał fię tak,
iż zdawało fię, że w tym razie fkrzydeł
doftał Rofinant, tak letko fię unofił.
Rzemiofło tych ludzi ufługą bawiących
fię nie ieft bydź odważnemi , ani umieć
obchodzić fię z bronią, wnet przeftra
fzeni zoftali, uciekając przez pola z po
chodniami zapalonemi można ich było
wziąść za ftrafzydła lub larwy ; ludzi,
ktorzy fzukają w dni zapuftne. Załobni
ludzie użyci do aflyftencyi niemniey
przeftrafzeni, a bardziey zaplątani dłu
giemi płafzczami nie mogli fię zmieyfca
rufzyć. I tak Don Quifzott, w prawą
i lewą dowoli machając, otrzymał ła
two zwycięztwo i plac fpotyczki, Ci
wfzyfcy ludzie potrwożeni , brali go za
Do
k w QUISZ O TTA -
231
diabła, ktory przyleciał z piekła to cia
ło , co było w trumnie odbierać im. San
fzo zaś niemogł fię wydziwić odwadze
nafzego Bohatyra, i fądził, z fobą roz
mawiając, iż Paniego mufiał bydź tym,
Junakiem niezwyciężonym co powiedał.
Po tey piękney bitwie Don Quifzott
fpoftrzegłfzy tego, co fię muł pod nim
wywrocił przy pochodni; ktora fię ie
fzcze paliła , przytknął mu dzidę do
gardła mowiąc, aby fię poddał, bo go
żywić nie będzie. Już nad to fię pod
dałem, rzecze tamten, bo nie mogę fię -

podnieść z mieyfca, i podobno mam no


gę złamaną. Profzę WPana Mci Panie,
ieżeli iefteś Chrześcianin, nie zabiiay
mię, bobyś popełnił świętokardztwo,
gdyż ia ieftem Kleryk, i mam pierwfze
Swięcenia. A coż u diabła cię tu za-
prowadziło , rzecze Don Quifzott, ieże
li iefteś duchowny ? Moie niefzczęście,
odpowie, jak WPan widzifz. Może fię -

ftać iefzcze gorfze, rzecze Don Quifzott,


ieżeli mi nie odpowiefz zaraz na to, com
fię zapytał? To łatwo uczynię, odpo
wie tamten , bo mogę upewnić WPana,
że fię nazywam Alonzo Lopes urodzo
ny w Alkowendas, iedziemy z Baca, z
232 H I s t o R rA
iednoftayną innemi Duchownemi, kto
rzy fą ci, coś ich WPan rozprofzył:
prowadziemy ciało Szlachcica zmar
łego nie dawno w Baca, ktory chciał
bydź pochowany w Sagowii mieyfcuie
go urodzenią. I ktoż zabił tego Szla
chcica, zapyta Don Quifzott ? Pan Bog,
odpowie Kleryk, przez gorączkę śmier
telną, ktorą mą niego zefłał. Ponieważ
tak ieft, rzecze nafz Rycerz , Pan Bog
mię uwolnił od obowiązku zemfzczeniafię
jego śmierci, iakbym był powinien uczy
nić, gdyby kto inny to zrobił; ale że
Pan Bog , trzeba mu wybaczyć, i gło
wę fkłonić, jakbym fam uczynić mufiał,
gdyby podobnież mię to fpotkało. Wiedz
o tym na wzajem, Mci Kleryku, że ia
ieftem Rycerz z Manfzy, zowie fię Don
Quifzott, i moy urząd ieftieździć po
świecie, naprawiając nieprawości, i pro
ftując zdrożności. Nie rozumiem. ode
zwie fię Kleryk, iak WPan możefz nazy
wać wyproftowaniem niesforności to,
gdy mię z proftego jak byłem, zrobiłeś
krzywym, mogę złamawfzy, ktorey mo
że nigdy nie będzie można proftą zro
bić. Otoż to zdrożność, coś WPan
miał naprawić, zamiaft tego mnieś no
\
\
po w Q UISZ O TTA 233
gę zepfował, i fzukając przygod, mnieś
dał znaleść bardzo złą, gdym iey nie
fzukał, i nie myślił o WPanu. Obro
ty tego świata, rzecze Don Quifzott,
nie idą zawfze, iak fię życzy , i całe
złe, co w tym widzę, Mci Kleryku,
to, żeście niepowinni byłi tak w nocy
jechać w długich płafzczach żałobnych,
w komżach przy pochodniach fzemrząc
coś przez zęby, i będąc podobni lu
dziom z tamtego świata. Zważay prze
to, iż nie mogłem inaczey poftąpić, jak
fię z wami fpotkać. Będąc tym co ie
ftem, i tak bym zrobił, choćbyście by
li famemi diabłami, iakom rozumiał,
że byliście w iftocie po wäfzym pozo
rze, i fukniach. A zatym, gdy moie
niefzczęście, rzecze Kleryk, tak chcia
ło, trzeba na tym przeftać, profzę tyl
ko WPana Mci Panie Kawalerze błędny
pomodz mi wydobyć fię z pod Muła,
gdzie mam mogę między ftrzemionem, i
fiodłem zapłątaną. Za coż prędziey o
tym nie powiedziałeś, rzecze Don Qui
fzott, czyś czekał, abym to zgadł. Za
wołał zaraz na Sanfza, ktory niefpiefzył
z przybyciem: zatrudnionym będąc od
pakowaniem iednego Muła, ktory był
/
234 H I S 7 0 R 2" ?

naładowany żywnościami dla tych do


brych duchownych; i czekać trzeba by .
ło, aż ze fwoiego odzienia zwierzchniego
zrobił nakfzatałt woru, i na Ofla wpako
wał z tym, co mogł wepchać w nie
go do pożywienia przybiegł po
tym do Pana, ktoremu rzecze, hey Mci -

Panie, nie mogę bydź wraz we młynie,


i u pieczywa chleba. Don QuiIzott mu »
kazał pomodz wydobyć fię z pod muła
Klerykowi ; co uczynił i wfadziwfzy go |
na te fiedzenie, oddał pochodnią, i ka
zał iechać za drugiemi, ktorych mowił;
aby przeprofił od niego za złe przywi
tanie , co im uczynił nie mogący
i niepowinien będąc inaczey fię z nie
mi obchodzić, nie znając ich. Mci
Panie przyda Samfzo, jeżeli trafunkiem
ci Ichmość będą fię pytać, kto ieft ten
Rycerz waleczny, co ich tak ładnie opo
rządził powiefz im z łafki fwoiey, że,
to ieft fławny Dom Quifzott z Mąnfzy,
ktory (ię mianuje inaczey Rycerzem
fmutney poftaci. Gdy odiechał Kleryk.
Don Quifzott pytał fię Saufza, co fię
znaczył Przydomek, ktory mu dodał, Ry
cerza fmutney poftaci. Ponieważ WPan
chcefz wiedzieć odpowie Sanfzo to ieft,
ID ow QUIS ZO TTA 235
że zważałem WPana czas niemały przy
pochodni, ktorą trzymał w ręku ten po
bity nieborak, i mowiąc prawdę zdawa
łeś mi fię WPan nie wiem , iak dziwnie
wychudzony, żeń nic podobnego nie
widział, mufi bydź z pracy i zmordowa
nia, albo dla zębow, co W Panu brakują.
Jakbyś zgadł, rzecze Don Quifzott, i
i mędrzec, ktory ma pifać moie dzieje »
uznał potrzebę abym miał przydomek,
iak wfzyfcy inni Rycerze błędni, bo te
den fię nazywał Rycerz od Szpady ogni
ftey, drugi od Jednorożca, trzeci od Pan.
ny, tem od Fenixa, tamten od Gryfa,
inny od śmierci , i byli znajomi pod temi
nazwifkami na całym świecie. Zape
wne teń Mędrzec fam ci natchnął ten
przydomek od fmutney poftaci, ktory
od tąd nofić będę, i dla tego umyśliłem
dać wymalować na fwoiey tarczy iaki
wyraz ofobliwy temu podobny. Za
prawdę Mci Panie, odpowie Sanfzo,
możefz WPan ochronić kofztu, tylko
fię pokażefz: długie pofty, i wychudnie
nie nad zwyczay iego policzkow popfo
wanych tak dziwną WPana okazują po
zoruość, że żadne malowidło dokładniey
nie wyrazi, i wfzyfcy co WPana zoba
t
236 Př 1 S T O R T 4

czą, dadzą mu do razu imię [mutney pofta


ci, to iednak niech będzie powiedziane bez
urazy WPana. Don Quifzott uśmiechnął
fię z żartu Twojego Komiufzego, i namy
ślił fię do prawdy przyjąć przydomek
ktory mu nadał, i kazać go odmalować
na tarczy za pierwfzym zdarzeniem ,
ktore mu fię trafi. Ale mowi: czy wiefz
Sanfzo? że fię znayduię w powątpieniu
trochę, i obawiam fię, abym nie był
wyklętym, żem ręce podmiot na Ducho
wnego. Prawda ieft; żem go fię ręką
niedotknął tylko dzidą, a do tego nie
rozumiałem aby to byli Xięża, i coś do
Duchownych podobnego, ktorych ia fza
nuję i poważam, iakem powinien, ale
raczey za poczwary i z tamtego świata
Miefzkańcow wziąłem ich ; i choćbym
wiedział o tym, pamiętam dobrze co fię
przytrafiło Rycerzowi Cid Ruy Dias,
gdy połamał ftolik Pofła iednego Krola
w przytowności Papieża, eo go wyklął.
Ja znayduię dla fiebie, że mężny Rodryg
de Vivar nie uczynił nic nad to, czego
by każdy człowiek poczciwy i Rycerz
nie powinien zrobić. -

Odiechawfzy Kleryk, iakom damienił,


nic nie mowiąc Dom Quifzott miał chęć
oba
DO W QUISZ O TTA 257
obaczyć, co było w tey trunie; czyli
całe ciało Szlachcica, czy tylko kości,
ale Sanfzo íię fprzeciwił, mowiąc mu:
Mci Panie niech będzie raz powiedziano,
profzę WPana, żeś wyfzedł z iakiey
przygody, nie zoftawiwfzy zębow i bro
dy, tę iedną tylko widzę, niechcieyże
iey WPan zepfować. Bo ieżeli ci lu
dzie poftrzegą fię, że ieden tylko Ry
cerz był, który ich tak rozproßzył, mo
żeby fię powrocili, i nam biedy iakiey
narobili. Moy Ofieł dobrze fię wypafł, bli
fko gory iefteśmy, głód nam dokucza ,
nie mamy więcey do czynienia, iak mę
żnie uiechać, i niechayiak mowią, u
marły idzie w ziemię, a żywy do Kar
czmy; zaraz zaciął Ofła, i pojechał
przodem , profząc Pana, aby za nim,
pofpiefzył, co uczynił nieodmawiaiąc;
i widząc, że Sanfzo nie ze wfzyftkim
źle mowił; uiechawfzy trochę pomiędzy
dwie gory, ktore ledwie rozeznali w po
ciemku i obaczyli fię na przeftrzeni, i w
famey rzeczy byli na obfzerney dolinie,
gdzie Don Quifzott i Koniufzy zfiedli
z fwych wierzchowych , i położywfzy
fię na trawie świeżey, famym głodem
przyprawiwfzy, śniadanie, obiad, pod
Tom
258 H I s ro R rA
wieczorek i wierczerzą wraz ziedli, z
tego, co Sanfzo zdobył obficie w ko
fzach Duchownych, ktorzy nie zwykli
zapominać o fobie. Acz niedogodność,
ktorą Sanfzo znaydował gorfzą nad wfzy
ftkie było pragnienie, co ich niezmiernie
trapiło, nie mając ani kropli wody dla
ugafzenia go, a przynaymniey ochło
dzenia uft; a że Koniufzy zważał, iż
byli na łące, gdzie trawa roßa buyna;
i chłodna fię zdawała, dał radę zdrową
fwemu Panu, ktora jednak nieudała fię
ze wfzyftkim tak dobrze, iak była fpo
dziewana, i iaką w naftępuiącym Roz
dziale obaczemy. -
DO W QU1 S ZO TTA a59
*¡eşe;>;>§§§

RozDzIAŁ XIX.
o najtrafnieußey przygodzie, ktora mogła
kiedy/potkać iakiego Rycerza obłąkanego
i ktorą Don Qui/tott zakończył z małym
niebepieczeń/twem.

4 Sat. zpragniony, jakeśmy wyrazili,


rzekł do Pana, trawa na ktorey fiedzie
my, wydaje mi fię gęfta i chłodna, mufi
tu zapewne bydź gdzie blifko ftrumyk,
co iey dodaie wilgoci , pofzukawfzy
znaydziemy może czym ugafić pragnie
nie nieznośne, co nam dokucza; i ktore
mi fię zdaie teraz trudnieyfze do wytrzy
mania, niż głod. Uwierzył mu Don'
Quifzott, i wziąwfzy Rofinanta za uz
deczkę, a Sanfzo ofła za powroz, za
częli iść macaiąc, bo tak bardzo ciemno
było na dworze, że nic doyrzeć mię mo- .
gli, acz ledwie ufzli dwieście krokow, po
fłyízeli fzeleftwiełki, iakby fpadaiącego z
dużey gory ftrumienia, co ich pociefzyło
nie mało, ale wnet ufłyfzeli drugi łofkot
- | Rij
26o * H I S F. O R 7" A

ktory umnieyfzył znacznie radości z


pierwfzego , may bardziey dla Sanfza z
przyrodzenia nieśmiałego. Było to fzczę
kanie i brzękanie powtorzone żelaz i łań
cuchow, ktore zmiefzane z mrukiem po
toku wydawały tak ftrafzny huk, iż każ
dy inny oprocz mafzego Rycerza byłby
załękniony. Noc iakom mamienił, by
ła niewidna, i trafunek ich zaprowadził
pod wielkie drzewa, ktore wiatr mocny,
co powftał po liściach, i gałęziach fzamo
tał tak dalece, że potępność nocy, fzmer
wod, drzew fzum, i te kołatania, co nie
przedawały, wizytko to zdawało fię
iakby umyślnie zebrane do fprawienia
okropności, tym bardziey, iż nie wiedzie
łi, gdzie fię znaydowali, a dzień był da
leki. Acz niewzrufzony Dom Quifzott,
-zamiaftfię zalęknąć, dofiadł letko Rofi
manta, • chwyciwfzy Tarczą i dzidę, za
woła, przyjacielu Sanizo, wiedz, że mię
Niebo przeznacza na prowadzenie zło
tego wieku w pośrzod tego przeklętego
żelaznego. Dla mnie fa zoftawione wiel
kie czyny i przygody niebefpieczne. Ja
fam powtarzam to , zmaże pamięć Ry
cerzow ftołu okrągłego , dwunaftu Parow
Francuzkich i dziewiąciu mężowiławnych |
/ |
pow Q Urszo TTA 261
Oliwantow, Belianow, Kawalerow od
fłońca , i innych niezliczonych obłąka.
nych i pamiętnych czafow przefzłych
Meżow tyle dokazując, iż zaćmię to
wfzyftko, czym oni fię w Rawili. Wi
dzifz dobrze wierny i miły"Koniufzy, ia--
kie ieft przyćmienie tey nocy; głęboka
fpokoyność , fzumienie głuche i zmie
fzane drzew, mruczenie przykre tych
wod , cośmy fzukali, i ktore fię zdają
fpadać zgor Miefiąca, i to kołatanie nie
uftanne okropne, co nam utzy obraża;
naymnieyfzych z tych poftrachow byłby
doftateczny zatrwożyć Bożka Marfa; a
tym więcey tych, co nieprzyzwyczaie
ni do podobnych przygod. Przecież to
fą tylko bodzce, ktore moje męzftwo za
chęcaią, i poczuwam, że ferce mi fka
cze z radości iść na przeciw narażeniom,
na ktore porwać fię ieftem odważony
tym bardziey, im więkfze i ftrafznieyfze
mi fię zdaią. Zapniy dobrze popręgi Rof.
finantowi, izoftań z Bogiem. Jeżeli mię
w trzech dniach nieobaczyfz na powrot,
możefziechać nazad do domu, i ztamtąd,
uczynifz mi rzecz miłą bardzo; uday tię
do Tobofo , gdzie oświadczyfz moiey
nieporownaney Dulcynei, że Kawaler
*
262 H 1 s To R y A
niewolnikiey piękności zginął, chcąc o
kazywać dzieł, ktoreby go godnym iey
łatki uczyniły. Gdy Sanfzo ufłyfzał go
tak rozmawiającego, zaczął płakać rze
wliwie; i z naywiękfzym fmutkiem rze
cze do niego Niewiem, na co Mci Pa
nie chcefz WPan tak nieflychaney pro
bować napaści. Noc ieft, i nikt nas nie
widzi. Możemy śmiało umknąć fię z
drogi , i uniknąć zatargi, choćbyśmy
trzy dni nie pili ; A że żywy duch nie
będzie świadkiem nafzego fchronienia ,
ktoż nas pofądzi o boiaźń i trwoźliwość.
Sły[załem nieraz mowiącego nafzego
Xiędza Plebana, ktorego WPan znafz
dobrze, że kto fzuka biedy i niebefpie
czeńftwa, nieuchybi w nim zginąć ; a
zatym W Pan nie pokufzay Pana Boga,
porywaiąc fię na tak ftrafzną zaczepkę,
z ktorey wyjść dobrze nie potrafifz ,
chyba cudem iakim. Czyli niedofyć
W Panu na tym, że go Niebo uchowa
ło, iż nie byłeś tak podrzucanym, iak
ia; i żeś zdrowy i cały wyfzedł z fpo
tyczki z temi , co umarłego prowadzili,
ale gdy to wfzyftko niewzrufzy W Pa
na ferca zakamieniałego; niechay przy
naymniey dla mnię fię zmiękczy ; zwa
D o w Q U r s z o T TA *6s.
Żay WPan, że jak mie tylko odftąpifz,
z famego ftrachu ieftem gotow oddać
dufzę moją temu, kto iey zechce. Hey czy
zapamiętałeś WPan, żem porzucił dom
moy, a idąc za WPanem odftąpiłem żo
my i dzieci, oddając fię na iego porękę,
oprocz zafzczytu fłużenia WPanu fpo
dziewałem fię dla nich i dla fiebie wiele
pożytkować, ale widzę teraz na co wy
chodzi, jak ieft prawdziwe przyfowie,
kto wiele chwyta, mało łapa. Otoż
wfzyftkie moje nadzieje upadły w cza
fie, gdym fię zdawał trzymać w garści
iuż tę niefzczęfną wyfpę, coś mi ią W.
Pan tak często obiecywał, teraz iefzcze
za nadgrodę chcefz mię zoftawić fame
go w tak okropnym mieyfcu, gdzie ani
ludzi, ani źwierząt nie widać. Dla mi
łości Bofkiey Mci Dobrodzieiu i Panie
moy nie czyń mi tey okrutności, a ie
żeli fię WPan koniecznie zawziąłeś por
wać fię na tę piekielną zatargę, zatrzy
may fię do dnia przynaymniey ; nie trze
ba więcey, iak trzy godziny zaczekać,
jak fię nauczyłem będąc paftuchem. Bo
oto pyfk małey Niedźwiedzicy nad gło
wą i ktory fkazuje pułnoc na linii ftro
ny łewey. Hey móy kochamy Sanfzo,
*
364 | H I S TO R T A
przerwie Don Quifzott, iakże ty możefz
widzieć ten pyfk i linią w nocy tak cie
mney, kiedy żadney gwiazdy nie widać.
Prawda jeft odpowie Sanfzo, ale ftrach
ma wielkie oczy , co widzą iafmo ąż nad
to; wfzelako można, łatwo miarkować,
że niedaleko do dnia. Niech przyjdzie,
albo nie przyjdzie ten dzień, zawoła
Don Quifzott , nie powiedzą nigdy, że
łzy albo prożby czyie przefzkodziły
ni czynić powinności Rycerza. Dlate
go Sanfzo cożkolwiekbyś więcey w tym
mowił, wfzyftko darmo. Niebo, ktore
mi ferce natchnęło zamyfłem fprobowa
nia wnet tey ftrafzney przygody, wy
prowadzi mię z niey [zczęśliwie, abo
mieć będzie o tobie ftaranie po moiey
śmierci. To mafz do czynienia, oto :
podpiąć dobrze Roflynantà, i czekać tu
na mnie , powrocę wnet żywy, albo u
marły. Sanfzo widząc nieodbite pofta
nowienie fwoięgo Pana, i żę ani jego
łzy ani uwagi nie mogły go przekonać,
umyślił zażyć fpofobu fztucznego, i
przytrzymać go do dnia, mimo iego woli,
dla tego nim podpiął poprąg Rofinantowi
związał mu nieznacznie zadnie nogi po
ftronkiem zdiętym z Otła [woiego; tak.
D O N QUISZ O TTA. 265
że gdy Don Quifzott chciał puścić fię w
drogę, koń zamiaft daley fię pomknąć,
podfkakiwał tylko na mieyfcu. A wfzak
że Młci Panie, zawoła Sanfzo ciefząc fie
w duchu , ze fwoiego wynalazku, fame
Niebo ieft z moiey ftrony, niechce aby
Rofinant daley poftąpił, i ieżeli WPan
ufadzifzfie męczyć więcey to biedne by
dlątko, będzie ligał na kłocie i ściągnąć
może przez tę przykrość WPanu przeci
wne fzczęście. Don Quifzott gniewał fię
o to niezmiernie, ale widząc, że im wię
cey go żgał oftrogami, tym mniey Rofi
nant był ruchawy, na refztę namyślił fię
czekać dnia , ażaliż i koń iego nabędzie
* ochoty do iazdy, bo mu to nie przyfzło
na myśl, żeby mogła bydź fztuczkaiego
Koniufzego. Ponieważ fię podobało Rof
finantowi zoftać tu, rzecze, mufzę zacze
kać, chociaż z ciężkim moim żalem. I
coż w tym fzkodliwego? powie Sanfzo,
będę WPanu bayki powiedał, i podey
muię fię wyftarczyć aż do dnia białego,
chyba ieżeli WPan zechcefz zfieść z ko
nia i wyfpać fię trochę na świeżey mura
wie zwyczaiem Rycerzow błędnych, a
tak WPan będziefz rzeźwieyfzy, i w fta
nie podjęcia tey diabelney przygody. Ja

-

266 H I S T O R TA
mam fpać? albo z konia zfiadać? rzecze
Don Quifzott, albom ia to tych Ryce
rzow śpiochow gatunku, ktorzy fię w cza
fuią, jak chcą i kiedy czas bitwy, fpo
czywaią? zafypiay ty, coś fię urodził do
wylegania, albo czyń, co ci fię zdaie.
Ja zaś wiem, co mam dopełnić. Nie
miey WPan za złe, bom to żartem po
wiedział, przydał Sanfzo, i zbliżywfzy fię
do Pana uiąłfię iedną ręką za kulę zadnią,
drugą za przednią fiodła iego, tak że za
lewy bok opafał rękami i przytulił fię do
niego, iakby był przylepiony, nie śmie
iąc fię rufzyć, tak go przerażały bicia
nieuftanne kołatania, co fię dawały ły
fzeć raz wraz. Powiedz mi co, rzecze
mu Pan, aby czas przefzedł, nim dzień
fię zbliży. Radbym, odpowie Sanfzo,
gdyby ten hałas, co fłyfzę, nie przefzka
dzał, wprawdzie trochę mię ftrach obey
muie, bo nie lubię zmyślać. Z tym
wfzyftkim powiem WPanu iedną powia
ftkę i naylepfzą może, ktorąś WPan kie.
dy Ryfzał; ieżeli ią znaydę, i żeby mi te
przeklęte przefzkody dały ią fpokoynię
powiedzieć. Otoż Ruchay WPani By
ło to co było, co dobrego niech będzie do
bre dla wfzyftkich, a złe dla tego co go
po W ę by zszo TTA 267
fzuka. Uważay tedy WPan profzę, że
dawni ludzie nie poczynali tak fwoich
powieści, iak dziś czynią , ale od przy
fłowia nieiakiegoś Katona Mędrca Rzym
fkiego, ktory tak mowi, że bieda ieft
dla tego, co iey fzuka, to właśnie tu tłu
ży, aby przeftrzegł WPana bydź fpo
koynym, i nie budzić licha, kiedy śpi,
dobrze zrobiemy, gdy infzą drogą poie
dziemy, bo nikt nas nie przymufza tąż
famą iechąć koniecznie, gdzie fię zdaje,
że wfzyfcy diabli na nas czekają. Da
ley powieday twoią baykę. rzecze Don
Quifzott , a co o trakt, ktorym mamy
fię udać, zoftaw moie ftaranie. Powie.
dam tedy, że w pewnym mieyfcu Eftre
madury był ieden Pafterz maiący ftado
koz, to ieft Mci Panie, że kozy pafł,
ktory to Pafterz, czyli Owczarz, iak
wieść niefie, nazywał fię Lopes Ruys, i
ten Owczarz czyli kozo-pas Lopes Ruys,
zakochał fię w Pafterce nazwaney Toral
wa, była corka pewnego Pafterza, co
miał wielką gromadę Owiec, ktory to
bogaty Pafterz, czyli Owczarz, co miał
wielką gromadę Owiec. Jeżeli tym fpo
fobem poftępować będziefz, przerwie
mu Don Quifzott, i powtarzać każde
-
263 p r s t o R rA
fłowo dwa lub trzy razy, za dwa dni nie
fkończyfz. Kończ roftropnie twoią po
wieść, albo fienie mię[zay, i day pokoy:
WTzyftkie nowiny i gadki w nafzey ftro
nie tak fię powiedaią, rzecze Sanfzo, i
nie umiem gadać inaczey. Pozwol WPan
Mci Panie, niech nowych zwyczajow
nie wnofzę. Mow, iak chcefz , odpo
wie Don Quifzott, ponieważ moy zły
los przeznaczył, abym cię fłuchał, daley
ciągniy powieść. Mafz tedy WPan wie
dzieć moy naymilfzy Panie, powtarza
Sanfzo , że ten Pafterz, ktory fię zako
chał w Pafterce Toralwie, ktora była
[tworzenie pękate , harde, trudne do
ugłafkania i do Mefzczyzny bardziey
podobne, bo nawet trochę brody miała,
wydaje mi fię , jakbym na nie właśnie
patrzał, gdy o tym rozmawiam z WPa.
mem. Alboś ją przed tym znał ? zapyta
Don Quifzott, nie, odpowie San[zo, ale
ten, co mi to powiadał, upewnił, iż by
ło niezawodne, i że gdybym innym toż
famo powiedał, mogłbym śmiele przy
fiądz, żem wfzyftko widział. Nakoniec
dzień za dniem idzie, jako mpwi drugi,
a diabeł, ktory nigdy nie śpi, i wfzędzie
fię wścibi, tak długo fię kręcił, aż ich
po w Q U 1sz o T7A 26,
powaśnił, i miłość Pafterza zamienił
w nienawiść, przyczyna tego, iak uda
wały złe ięzyki, była fama Tolarwa
przez wolnieyfze fwoie z innemi zaba
wki; ale o Panno święta? ktore więcey
znaczyły iak żarty ! rozumiefz WPan ?
odtąd owczarz, czyli kozopas nie mogł
iey cierpieć, i żeby iey więcey nigdy
nie oglądał, przyfzło mu do głowy tak
daleko fię oddalić, iżby nigdy więcey w
życiu o niey nie fyfzał. Jak myślił tak
zrobił. Ale Tora!wa, wzgardzona od
Lopefa Ruys, rozkochała fię bardziey w
nim i niż kiedy dawniey. To ieft wła
ściwy kobiecy przymiot i przyrodzenie,
przerwie Don QuiIzott, gardzić temi, co
ich lubią, a lubić tych, co ich nie lubią.
Daley mow Sanfzo. Stało fię tedy, mo
wi Santzo, że Pafterz oddalił fię, poga
niając przed fobą kozy polami Eftrema.
dury, profto do Krole(twa Portugalii. Po-,
ralwa, ktora dobry węch miała, przeczu
ła coś. i wnet za nim w te tropy pobie
gła piefzo, trzewiki w iedney ręce, w
drugiey pftry kliek , torbeezka na fzyi,
gdzie powiedają miała kawał źwierciadła,
fztukę grzebienia, malowidła kątek do u
pitrzenia fię, i inne drobiazgi kobiece do
27o H I S T U R 7" 4

upiękrzenia fię. Ale co było, to było,


nic mi do tego. Nakoniec końcow, Pa
fterz Lopes Ruys ze fwoją gromadą koz
przybył na brzeg rzeki Gwadyany, w te
dy tak woda przybrała, że była iak oy
ciec i matka wfzyftkich rzek ; a w miey
fcu tym, gdzie fię znaydował Pafterz,
nie było ani łodzi, ani poł, ani żywego
człowieka, ktorybyby mogł przewieść
jego famego i trzode iego, z czego ftra
Tznie fię zgryzł prawie na śmierć , bo
czułToralwę za fobą tuż w te tropy bie
gącą, ktora fwym płaczem i wrzafkiem
mogłaby go przywieść do zaleńítwa.
Na oftatek oglądając fię wfzędzie po
ftrzegł Rybaka z czołmem, ale tak ma
leńkim, że nie mogł więcey zabrać na
raz, iak iednego człowieka i iedną kozę.
Jednakże fię fpiefzył mocno, zgodził fię
z Rybakiem, aby iego i 5oo koz, co
miał przeprawił. Rybak tedy przypły
nąwfzy z czołmem zaczął przewozić ie
dnę kozę i powraca znowu, drugą kozę,
i powraca, daley trzecia. Ale Mci Pa
nie rachuy WPan z łafki, fwoiey, wiele
koz przewiezie Rybak, bo WPana prze
ftrzegam, jeżeli fię w iedney pomylifz
pdwieść fię kończy na tym właśnie, i
ID O N QU I S Z 0 T T A. 271
fam diabeł mi nie przypomniy fłowa, co
zgubię. Nadto lądz tamtey ftrony był bar
dzo ślifki i grzątki; cofprawiło, że Prze
woźnik zawfze długo bawił za każdą prze
prawą. Z tym wfzyftkim iednak wiozł
znowu iednę kozę, potym iednę, daley ie
dnę, i znow iednę. Za coż nie powiefzra
zem, że ie po iedneywfzyftkie przeprawił,
przerwie Don Quifzott, nie zaś że iez
dził i powracał? tym fpofobem ieżeli tak,
długo prawić będziefz, i za Miefiąc nie
fkończyfz. Wieleż teraz koz przepra
wionych? zapyta Sanfzo. Heyki kaduk
ie tam pamięta, czy myślifz, żebym ia
dawał na to baczność ? A więc, iakofm
ia mowił, odpowie Sanfzo, niechciałeś
WPan rachować, i moja też bayka fkoń
czyła fię, nie moźna daley poftąpić. A
to iak, powie Don Quifzott ? czyli za
legło wiele na tym treści, wiedzieć do
kładnie fiła koz przewiezionych , tak ,
że gdy w iedney fię omyli, twoia po
wieść fię urwie? Tak ieft Mci Panie, od
powie Sanfzo, i w tym razie, kiedym fię
WPana pytał, wiele koz przewiezionych,
a WPan powiedziałeś, że nie pamiętafz,
za razem przepomniał wfzyftkiego com
miał powiedzieć; afzkoda, nie zmyślając,
272 H 1S To R TA
bo to było may lepfze co zoftalo. Tym
fpofobem powieść fię [kończyła? rzecze
Don Quifzott. Jak mi matka powiedała,
iuż fie dokończyła, odpowie Sanfzo.
W prawdzie moy przyjacielu Sanfzo ,
daley nafz Kawaler mowi,ofobliwfza to
ieft powiaftka, i fpofob iey opowiedze
nia nadzwyczayny, iaki wymyślić mo
żna? Ale czegom fię miał fpodziewać z
twoiey puftey głowy. Zapewne to nie
uftanne kołatanie pomię!zało ci zmyfły.
Może i to bydź, odpowie Sanfzo, ale
co do bayki, to wiem, że fię na tym
kończy, gdy fię w liczbie koz zmyli.
Niech fię kończy, gdzie chce, zawoła
Dom Quizott, obaczmy, jeżeli Rofinant
zechce fię porufzyć. To mowiąc, ze
prze go oftrogami, koń tylko podfko
czył, nie mogąc więcey czynić , tak go
dobrze fpętał Sanfzo. Tymczafem bądź
ftrach, bądź że moc chłodna, czyli San
fzo iadł na wieczor co rozwalniającego
żołądek, lub też z przyrodzoney po
trzeby, ktora w nim niezawodny fkutek
fprawowała, „uczuł fię przyciśniony cię
żarem, od ktorego kto inny go uwolnić
nie mogł ; ale był tak [trachem przeiety,
że nieśmiał na krok oddalić fię od Pana.
Je
1) o W QU I SzoTTA 273
Jednak trzeba było pofob wynaleść na
to naglące przycifkanie, ktore fię coraz
bardziey powiękfżało , a tak chcąc wfzy
ftko pogodzić odiął letko rękę prawą od
fiodła, ktorego fię trzymał, i odpiął fo
bie śmiało fpodni ubior. To zrobiwfzy
Sanfzo, mniemał, że iuż co trudnieyfze
go uprzątnął, aby mogł po cichu uczynić.
Dla czego ścifkał zęby i ramiona, utrzy
muiąc w fobie dech , iak mogł, jednak
mu fię nie udało, iak na niefzczęście, nie
mogł dokazać, aby nie dał odgłofu, kto
ry był nieodmiennieyfzy, niż ten, co
im tak długo naprzykrzał fię. Co to fly
fzę zawoła Don Quizott żwawo? Nie
wiem Mci Panie, odpowie Sanfzo, oba
czyfz WPań , że to będzie znowu jaki
nowy diabeł, bo przygody nie potrofze,
ale razem fię zwalają Nafz Rycerz na
tym przeftał, a Sanfzo umyśłił kończyć
zaczętą robotę, ktora mu fię tak udała,
że cichuteńku uwolnił fię od nayprzy
krzeyfzego ciężaru, ktory kiedy w ży
ciu nofił. Don Quifzott, ktory miał
węch niemniey żywy iak tłuch, Sanfzo
też leżał prawie na nim, uczuł parę ia
kąś, ktora profto w nosiego uderzyła, i ,
dała mu poznać po części, co fię ftało, i
Tom I. • -
274 H I S T O R 3 A
|
jak go tylko doleciała, udał fię do zapo
bieżenia zwykłego, zatykaiąc fobie nos
ręką; zdaje mi fię Sanfzo, rzecze, że
nadto matz boiaźni? Tak ieft w famey
rzeczy, odpowie Sanfzo, że iey mam
zadoiyć. Ale czemuż WPan poftrze
gafz, to bardziey teraz, niż przedtym.
13la tego, rzecze nafz Rycerz, że nie
tak czuły byłeś przedtym, iak teraz ie:
fteś, i cale nie burfztyn czuć od ciebie;
Może i to bydź , znow powie Sanfzo,
ale to nie moia wina. Za co mię WPan
tak poźno iw takim mieyfcu trzymafz?
Oddał fię kilka krokow odemnie moy /
przyiacielu, a odtąd miey więcey ba
czności dla fiebie, i na to, coś mi wi
nien ufzanowanie. Widzę, że dobroć
moia w obchodziemiu fię z tobą, daie
ci zapominać kto iaieftem, i kto ty. Za
łożyłbym fię , że WPan mafz porozu
mienie o mnie, jakbym to zrobił, co fie
nie należy. Jakożkolwiek bądź, rzecze
Don Quifzott, umkniy fię odemnie , ie
fzcze raz ci mowię. O! mnieyfza o to,
rzecze Sanfzo, kiedy WPan każefz, ale
obaczemy, czy będzie lepiey, Nafz Ry
cerz z Koniufzym noc przepędzili na po
dobnych rozmowach. Ten widząc, że
Do w Q U Iszo TTA 275
dzień tę zbliżał, zapiął fobie fpodnie, i
rozwiązał nieznacznie nogi Rofinanta,
ktory z radości , ze dwa razy podfkoczył,
co mufię rzadko trafiało; i to biedne by
dlątko robiłoby więcey fkokow, gdyby
ie umiało, tak było rade, że wolność od
zyfkało. Paniego widząc go zdatnego
dodalfzey podroży, dobrą nadzieię z tąd
fobie wrożył ; rozumiał, że to ieft
hafło, ktore mu los pomyślny daie dla
rozpoczęcia tey ftrafzney zaczepki. Gdy
rozedmiało dobrze i można było rozeznać
widok, Don Quifzott uyrzał fię bydź w
lefie kafztanowych drzew pełnym, acz
\
nie wiedząc iefzcze , zkąd pochodził ten
łofkot , ktory nieprzeftawał. Umyślił
więc iechać fzukać przyczyny, nieczeka
iąc dłużey, 1 zwarłfzy oftrogami Roffi
nanta, aby go orzeźwił bąrdziey, po
wtornie pożegnał fię z Koniufzym ,
przypominając mu dawnieyfze zlecenie
czekać na niego trzy dni, i nie wątpić,
gdyby wtym czafie niepowrocił, iż ży:
cie iuż utracił w tey ftrafzney przygo
dzie. Powtorzył znowu co Sanfzo miał
mowić od niego Dulcynei, przydając,
co fię należy do nadgrody za jego zafugi,
aby fię nie turbował , bo nim z domu wy
Sij
276 M I S T O R T A

iechał, zaradził iuż temu przez oftatniey


woli rozporządzenie, gdzie go umieścił
według ważności ufług, ktore mu miał
czynić. Atoli ieżli niebo łafkawe do
zwoli, że wyidę zdrow i cały z tey nie
beśpieczney klętki; i ieźli czarodzieyni
cy fię nie wmiefzaią; fpuść fię na mnie
moie dziecię, że naymniey czeka cię
Wyfpa ktorąm ci obiecał. Sanfzo nie
mogłfię wftrzymać od płaczu na żałofne
pożegnanie Pana, i łzy obfite wylewa
iąc, poprzyfiągł mu, że go nie opuści w
tey zatardze, choćby z niey niemiał
więcey powrocić. Zamyfł tak chwale
bny, i ktory okazywał, iż nie był Koniu
fzym malowanym, zmiękczył Pana, kto
ry nie pokazując tego po fobie, aby ze
fłabością fwą naymniey nie wydawał fię;
iechał tam, gdzie fzum wody, i huk wzy
wały go. Sanfzo ízedł za nim piefzo,
prowadząc za cugle wiernego towarzy
fza wfzyftkich twoich przygod. Jadąc
czas nieiaki po między Kafztanowemi
drzewami, przyjechali na łąkę fkałami
otoczoną, z ktorych wypadał potok,
co go nayprzod ufłyfzeli; na dole przy
tych okopach widać było kilka chałup
złych podobnieyfzych do puftkow, iak
• `

DO N QU I SZOTTA. 277
do domoftw, zkąd poznali, że te huki
ftrafzne wychodziły, ktore iefzcze trwa
ły. Tyle huku, i tak blifko zalękło Rof
finanta, ale nafz Rycerz pogłafkawfzy
go ręką, i zachęciwfzy zbliżał fię coraz
do tych budynkow oddaiąc fię z całego
ferca fwoiey Dulcynei, profząc, aby by
ła łafkawa, a pomocy nie ublyżała mu
fwoiey w tak ciężkim razie. Czafęm też
profił Pana Boga, aby o nim nie zapo-
minął. Santzo zaś Pana nie odftępował,
tuż przy nim idąc, fzyię coraz wycią
gnął patrząc przez nogi Rofinanta, ie
żeliby nie uyrzał, co go trwożyło. Ale
ledwie iefzcze fto krokow uiechali , prze
bywfzy wierzch [kały, ktory zaftępował,
poznali zupełnie, i jawnie, zkąd to ko
łatanie wychodziło, co ich tak długo w
ftrafzney trwodze trzymało. Były to
fłowem mowiąc, fześć Folufzow, ktore
cały dzień i noc przefzłe nie przeftawały
tłuc. Na ten widok Don Quifzott onie
miał, i jakby z gory fpadł. Sanfzo wpa
trywał fię pilnie w niego, i uyrzał go z
głową fpufzczoną w potrwożeniu czło- -
wiekawftydem i zniewagą przerażonego.
Don Quifzott [poglądał także na Sanfzo,
i widząc go, że miał policzki nadęte i
278 B 1 S T o R rA
pełne śmiechu, jak człowiek, ktory dufi
w fobie śmiech, nie mogłfię fam od tegoż
utrzymać, pomimo fwego zmartwienia.
Sanfzo rad będąc, że Pan zaczął, par
fnął, i tak niezmiernie jął fię śmiać,że mu
fiał za boki fię trzymać, aby fię nie ro
fpukł. Po cztery razy odpoczywał, i
tyleż razy znow rozpoczynał śmiać fię
do rozpuku, a co nay bardziey do niecier
pliwości przyprowadzało Don Quifzotta,
było to, że Sanfzo patrząc mu w oczy,
wymawiał mu i podrzeźniał z powagą
zmyśloną mowiąc: Wiedz o tym przy
iacielu Sanfzo, że Niebo mię ftworzyło
dla przywrocenia złotego wieku, w tym
przeklętym żelaznym czafie. Dla mnie
fą zoftwione znakomite dzieła i przy
gody mayftrafzliwfze, i ciągiem mu po
wtarzał wfzyftkie fłowa, co Pan powie
dział, gdy pierwfzy raz ufłyfzeli fzelest
Młynow. Atoli nafz Rycerz zbyt bar
dziey był zagniewany , niżby mogł
znieść żarty zbyt poufałe i dotkli
we [woiego Komiufzego: podniofł dzidy,
dwa filne razy ugodził w plecy zuchwa
łego fugi, tak że gdyby w głowę go był
trafił, nieborak Komufzy iużby fię wie
cey nieśmiał i niemiał czego żądać ani
Dow o Urszo TTA 27,
zapłaty, ani nadgrody za zafugi. Sanfzo
widząc, że mu drwinki nie uchodziły , i
obawiając fię, aby Pan daley fię nierozma
chał, rzecze mu głofem fkrufzonym, Hey
Mci Panie czy mię WPan chcefz zabić?
czyli WPan nie widzifz , że ja żartuję? dla
tego, powie Dom Quifzott , że ty żar-
tuiefz, ia do prawdy biię. Poydż ieno
fam Panie żartownifiu, a gdyby też to
była rzetelna przygoda, iako ta nic nie
znaczyła? a zaż nie pokazałem całego
meztwa, iakiego tylko potrzeba było,
żeby ią przedfięwziąść i ufkutecznić
maylepiey? Czyż powinienemia, będąc
Rycerzem , pożnawać wfzyftkie huki,
co flyfzę? i rozeznawać ie, czyli po
chodzą od Folufzow, albo zkąd inąd,
a naybardziey, gdy nigdy nie widziałem
takich młynow ? iako ieft fama prawda;
Do ciebie należy znać fię na tym, kto
ry iefteś tylko chłop proftak, urodzony
i wychowany przy takich rzeczach. Ale
zrob to na żart, niechay te fześć ftę
pow, ftaną fię fześcią Olbrzymami, i
daway mi ich iednego po drugim, albo
i wfzytkich razem, mnieyfza o to; Je
żeli ci ich wfzyftkich nie oddam bez
głow, w tenczas żartuy do woli. Mci
23o H I S T O R T A

Panie, odpowie Sanfzo, iuż tego dość,


ieżeli mu fię tak podoba, przyznam fie.
że nie umiem dobrze żartować, i czuję
to dobrze na plecach moich. A gdyśmy
fię iuż na iedno zgodzili ( i niechay tak
Niebo WPana wyprowadzi fzczęśliwie
ze wfzyftkich złych przygod, iak z tey)
czyż doprawdy nie mafz z czego fię śmiać
i opowiedać śmietzną przygodę o ftra
chu, cośmy mieli; przynaymniey ia,
bo co o WPanu więm, że bojaźń nie
ma mieyfca u niego. Przyznaję rzę
cze Don Qnifzott, że to co nam fię
przytrafiło, ieft pociefzne, i może bydź
pobudką do śmiechu , ale tego nie po
wiaday, bo nie wfzyfcy umieią brać rze
czy , jak fię należy, i dobry użytek z
nich uczynić. Zaprawde Mci Panie, od
powie Sanfzo, tego o WPanu nie mo
zna mowić, umiefz WPan dobrze ująć
dzidę, i użyć iey należycie , tylko że
mierzyfz w głowę, a w plecy walifz,
lubo to nie WPana wina, bo gdybym
fię nie był odwrocił byłbym walny raz w
głowę oberwał. Ale to frafzka, przey
dzie to za pierwfzym fmarowaniem, a
iak powią laią, kto kogo mocno kocha,
mocno biie. Do tego dobry Pan, da za
D O N QU 1 S Z 0 T TA. 28 I

wfze co, choć fpodnie Rudze , ktorego


połaie. Prawda, nie wiem, co fię date
za guzy, acz tak fobie wnofzę, że Ry
cerze błędni dają przynaymniey Wy{py,
albo Kroleftwa na lądzię. Słuchay po
wie Don Quifzott, może fię fzczęście
odmienić, że fię zyiści część tego, coś
powiedział. Wfzelako przebacz mi, co
fię ftało, wiefz, że człowiek nie rządzi
pierwfzą gniewu zapalczywością. Ale
cię przeftrzegam w iednym, abyś na
przyfzły czas nie porywał fię brać fo
bie nazbyt śmiałości ze mną, bo we
wfzyftkich Xięgach Ryceríkich, ktorych
bez pochwały, czytałem w niemałey li
czbie, nie znalazłem, aby inny, ktory
Koniufzy, iak ty , tak wolną gębę o
twierał przy Panu [woim, i mowiąc Praw
dę obaśmy temu winni; ty, że niedo
fyć mafz dla mnie ufzanowania; ia, że
nie daię fobie tyle poważania, iak fie na
leży, bo chociaż Gandalin, Koniufzy A
madiía był Hrabią Wyfpy; czytamy ie
dnak o nim, iż nigdy nie rozmawiał ze
fwoim Panem, tylko czapka w ręku, gło
wa fchylona, ciało zniżone do ziemi,
iak Turcy czynią. Ale to gorzey ie.
fzcze, co Gafabal Koniufzy Don Galwa
282 H I S T Q R 7" A

ra uczynił, ktory był tak [kromny w


mowie, że chcąc uwiadomić potomność
o iego Przedziwnym milczeniu, pifzą
cy te dzieje raz go tylko wfpomina w
tey długiey a prawdziwey powieści. Co
powiedam, powinno cię nauczyć Sanfzo,
jaka bydź ma różność między Panem a
íługą; i tak iefzcze raz ci mowie i za
lecam , żyimy w lepfzym porządku na
przy [zły czas; żebyśmy nie farkali ie
den na drugiego; bo na refztę niechay,
iak chce fię obroci, ty będziefz iak mo
wią mocnieyfzy, ale do wytrzymania
guzow. Nadgrody, ktorem ci obiecał,
przyidą w fwoim czafie, i choćby chybi
ły, to zapłata twoia nieomyli, iakom
ci to zapowiedział. Wfzyftko co Wać
Pan mowitz Jaśnie Wielmożny Mci po
brodzieiu ieft bardzo dobre, odpowie
Sanfzo, i dziękuję J. W. Panu za to, ale
gdyby trefunkiem czas nadgrod nigdy
nie przyfzedł; i na famym tylko Jurgiel
cie przeftaćby przyfzło; naucz mię W.
Pan , co zarabia Komiufzy Rycerza błę
dnego, i czy godzi fię po tyle na Mie
fiąc lub na dzień. Nie zdaie mi fię, od
powie Don Quifzott, żeby kiedy Ryfza
no o takich Koniufzych Jurgieltowych,
D o N Q ü I sz o T T A. 284
zawfze im tylko nadgrody dawano, a
ieźelim inaczey z tobą poftąpił w moim
Teftamencie, dla tegom uczynił, że nie
można przewidzieć, co fię ftanie, i mo
żebyś miał trudność dowodzić w tak mę
dznych czafach moiego Rycerftwaiftność,
i żalby mi było, żeby dla tak małey
rzeczy moja Dufza cierpiała na tamtym
Swiecie. Mamy dość z kąd inąd za co
cierpieć; my na los fzczęścia pufzczeni,
bo moy przyiacielu kochany to ci zapo
wiedam, że nie mafz życia upadkom po
dlegleyfzego nad nafze. Nie wątpię rze
cze Sanfzo, nade wfzyftko jeżeli cierpli
wość ieft potrzebna, ponieważ dofyć
lada żartu, aby ze złości od rozumu
odfzedł nayfławnieyfzy Kawaler całey
Manfzy. Acz bądź WPan pewnym, że
na potym będę fię śmiał z ochotą, kie
dy fię będę śmiał z zabaw WPana, ale
co gęby to nie otworzę, tylko abym
czcił WPana, iako moiego Pana. Ten
ieftfpofob , żebyś żył długo i fpokoynie
na świecie, rzecze nafz Rycerz , bo po
Oycu i Matce należy fzanować Panow,
iak gdyby mieli tęż famą włafność |

+%>-&
284 | H I S T O R 7" A

*-*-*-*-@*-**-*
ROZDZIAŁ XX.
O zdobyciu Szynaka z Mambrinu.
- +

GD, Don Quifzott ze fwoim Koniu


fzym tak rozmawiali ; defzcz ich mały
napadł, od ktorego Sanfzo radby fię był
fchronił do młynow. Ale Don Quifzott
tak ie fobie obrzydził , będąc przez nie
ofzukanym, iż niechciał żadną miarą tam
udać fię. Zwrocił fię tedy w prawą ftro
mę, i uiechawfzy kawał drogi, uyrzał
konnego iadącego, i na głowie mające
go coś świętnego nakfztałt ; ledwie to
fpoftrzegł, obrociwfzy fię do Sanfza,
rzeczemu, przyiacielu wierz mi, że nie
mafz nic tak prawdziwego, iak przyło
wia? iakoż to ieft wybor zdań, doświad
czeniem potwierdzonych; mianowicie
to co mowi, że nie zawfze zły duch fie
dzi u wrot żebraka. Mowię to dlatego,
bo ieżeli tey nocy byliśmy ofzukani ha
łafem tych przeklętych Folufzow, ifpo
tyczka, ktorey fzukaliśmy fpełzła, te
- Do N QUISZ O TTA. 285

raz fię zdarza iedna nie zawodna, ktora


wiele flawy mam do nabycia gotuje. Je
żeli iey nie rozpocznę, moia wina bę
dzie , niemafz tu ani łofkotu niewiado
mego, ktoryby mię zwiodł, ani ciemno
ści nocy, na ktorąbym mogł zmowić.
Słowem Sanfzó , o to ten fam ieft, kto
ry według wfzelkiego podobieńftwa no
fi wyborny fzyfzak z Mambrynu, profto
do nas idzie, i wiefz moią przyfięgę.
Mci Panie odezwie fię Sanfzo, uważay
WPan dobrze z łatki fwoiey, co mowitz,
a iefzcze więcey, co chcefz czynić.
Czy tu nie będą znowu inne Młyny Fo
lufzowe, aby nas nieufolowały na umy
śle, a kto wie i na żebrach. Idź do ka
duka z fwoiemi Folufzami, przerwał
Don Quifzott, coż tu za związek maią
z fzy [zakiem? Nie wiem nic, odpowie
Sanfzo , ale zaprawdę gdybym flę odwa
żył mowić, jak przedtym, możebym
W Panu dowiodł moiemi wywodami, że
fię Jegomość mylić może. Jak ty chcefz,
żebym fię pomylił? nędzny niedowiar
ku, ktory o wfzyftkim powątpiewafz ,
powie żwawo nafz Rycerz. Czyli nie
widzifz tego Kawalera co do nas profto
iedzie na fiwoiabłkowatym koniu, i kto
4

286 H i S T O R + 4

ry ma na głowie fzyfzak fzczerozłoty?


Co ja widzę i przewidzę , mowi Koniu
fzy, to ieft człowiek fiedzący na ośle
płowym , i ktory ma na głowie coś świe
cącego. Otoż to, rzecze Don Quifzott,
fzyfzak z Mambrynu. Umkniy fię na
kilka krokow i zoftaw mię famego,
obaczyfz, nie trawiąc czafu na rozmo
wach płonnych w iedney chwili, zakoń
cze tę fpotyczke i Panem będę tey nie
ofzacowaney części zbroi tak ufilmie o
demnie żądaney. Ażeby zdala ftać, od
powie Sanfzo, to nie wielka rzecz, ale
iefzcze raz , day Boże, żeby to nie
było znow makfztałt Młynow. Jużem
ci to nie raz mowił, Bracie, że niechcę
fłuchać, ani o folowaniu, ani o folufzach,
i poprzyfięgam ci na.... że ieżeli mi bę
dziefz więcey tym głowę pluł , tak ci
ufoluię dufze w ciele, że popamiętafz.
Sanfzo zamilczał, iak uciął; nie przy
wodząc Pana, aby uiścił przyięgę, kto
rą wyraźnie i zupełnie uczynił. Wie
dzieć iednak należy, co to był za fzy
fzak, koń . i iezdny , co ich widział Dom
Quifzott. To ieft, że w tey okolicy były
dwie Wiofki, z ktorych iedna tak mała,
że nie miała Balwierza włafnego, dla
po w q v 1szo TTA 287
tego Cyrulik z drugiey więkfzey, zna
iący fię trochę na leczeniu chorob , obie
pofługi fprawował. Trafiło fię, że w
mnieyfzey Wii Człowiek Raby potrze
bował krwi pufzczenia, a drugi brody o
golenia, tak, że Cyrulik iadąc tam, gdy
go defzcz napadł w drodze iako i nafzych w
Wojownikow, wfadził miednicę na głó.
wę, ochraniając dość złego Kapelufza ,
ktora, że była z miedzi nowa i polo
rowana, świeciła fię zdala o pół mile.
Teu Balwierz iechał na dobrym Ośle pło
wym, jak Sanfzo nie źle zważał, to
wfzyftko właśnie wydawało dla Don Qui
fzotta Jezdzca na koniu fiwym, w zło
tym fzyfzaku, bo zawfze przyftofował,
co widział tylko, do wymyfłow xiąg
fwoich, i tak widząc, że nieborak Bal
wierz zbliżał fię, pofkoczy co tchu do
niego z dzidą wymierzoną, chcący go
na wylot przebić, i właśnie dojeżdżając
go: Broń fie zawoła, nędzne ftworze
nie, albo mi odday zaraz to, co mi fię
należy tak prawnie. Balwierz widząc
napadającą na niego tak nagle tę poczwa
rę, a nie wiedząc za co, innego fpofobu
nie nalazł ratowania fie, iak upaść z O
Iła na ziemię, gdzie iak tylko padł, pod
288 H I S T O R T +

nioßfzy fię czym prędzey, pobiegł z fzyb


kością rownając lię Sarnie przez pola ,
niedbając o Ofła i miednicę porzucone.
Don Quizott widząc, że miednica mu
zoftała, nie frafował fię o refztę , i o
brociwfzy fię do Koniufzego: Przyia
cielu zawoła, Poganin nie głupie zro
bił, tak, jak o bobrze powiedaią, kto
remu natchnienie przyrodzenia podało
fpofob uyścia zguby od polujących, od
cinając fobie to, co ich zachęca do go
nienia go i zabicia. Podnieś ten fzyfzak.
Na mioią dufzę, rzecze Sanfzo , zważa
jąc ten mniemany zyzak: Miednica to
nienaygor[za, warta taler, lub dwa. Po
tym dał ją Panu , ten włożył na głowę
obracaiąc na wfzyftkie ftrony dla znale
zienia z kąd ią zafadzić. A że niemogł
przyiść do ładu. Tam do kata, zawoła:
ten poganin , dla ktorego ten ofobliwy
fzyfzak był robiony mufiał mieć łeb du
ży, ale co gorzego, brak połowy. San
fzo nie mogł fły fzeć mianowania Bal
wiertkiey Miednicy fzyfzakiem bez u
śmiechnienia, i byłby parfknął od śmie
chu, gdyby grzbiet iego iefzcze nie czuł
gniewu Pana. Z czego fię śmieiefz San
fzo? zapyta go Don Quifzott. Smieie
fię,
||
pow Q Urszo rrA 289
fię, odpowie, z fzaloney głowy, ktorą
mufiał mieć Pan tego fzyfzaka, ktory tak
podobny do Miednicy Balwiertkięy, iak
dwie krople wody do fiebie. Wiefz ty
co ja myślę ? powie Don Quifzott, że
zapewne ten nieofzacowany Hełm mu
fiał wpaść w ręće komu nieznającemu
fię ma jego wartości . i nie wiedząc z nim
co czynić, kazał ztopić połowę , rozu
mieiąc, że ieft z przedniego złota, aby
z tąd pożytkował, a z refzty to kazał
ukfztałcić, co jak ty powiadafz, dość
podobne do miednicy Balwieríkiey. Ale
niech będzie, co chce, ia znaląc tego
fzacunek, żartuję z przeznaczenia, ka
żę znow przerobić ią na fzyfzak w pier
wfzym wieyfcu, gdzie będzie kuźnia i
tak trzymam o nim , iż nie będzie po
ślednieyfzy od tego, ktory Wulkan uko
wał dla Marfa. Tym czafem ią tak mo
fić będę iak ieft; będzie lepiey niż nic,
i zaftąpi przynaymniey od pocifkow ka
mieni. Tak zapewne, rzecze Sanfzo,
aby tylko nie z proc były cifkane, iak
te, co latały podczas bitwy z dwiema
woyfkami, ktore W Pana tak pięknie o
patrzyły fzczęki , i potłukły pufzkę bło
go!ławionego napoju, od ktorego ledwo
Tom I. 'I'
29o PH 7 S T O R / A

mi kifzki niewylazły. Niedbam, rzecze


Don Quifzott o utratę tego Balfamu,
gdy wiem na pamięć fpofob robienia.
Znam i ia go także, odpowie Sanfzo,
ale ieżeliby mi przyfzło kiedy robić go,
a tym bardziey kofztować, wolałbym,
żebym fię rozpękł teraz zawczafu. Za
pewne niefpodziewam fię zarobić, abym
go potrzebował, umyśliłem moich pią
ciu zmyfłow, co mi dało przyrodzenie ,
na to użyć, abym nigdy nie był ramio
ny, iako też wyrzekam fię z całego fer
ca, żebym nikogo nie ranił. Co o pod
rzucanie , za to nie ręczę, bo trudno
ieft przewidzieć podobne przypadki, i
gdybym na niefzczęście wpadł znow
kiedy w tę biedę, nie wiem na to infzego
fpofobu, iak ścifnąć zęby, łopatki ftulić,
zatrzymać w fobie dech, i zamrużyw
fzy oczy dać fię cifkać do woli lofu i ko
bierca. Nie iefteś dobry Chrześcianin
Sanfzo, powie Don Quifzott; nie daru
iefz nigdy urazy. Wiedz o tym, iż to
nie ieft ferca wfpaniałego i zacnego tak
małemi rzeczami fię zatrudniać. Na
ktorąż mogę fkaleczony iefteś? ktore że
bro mafz złamane? i ktorą głowę potłu
czoną? iż zawfze przypominafz ten żart)
ID 6 w Qt rs2 o Tra. 291

z przykrością. Bo w rzeczy famey by


ła tylko rozrywka, i gdybym o niey tak
nie fadził, zapewniebym fię wrocił, i u
czyniłbym zemftę krwawfzą, niżeli Gre
cy nad Troją za porwanie fwoiey Hele
ny, ktora zapewne , przydał z ciężkim
weftchnieniem, nie miałaby tyle po
chwał 2 piękności, gdyby w tym czafie
żyła, ablo moia Dulcyneia w iey wieku.
Niechay że ta przykrość poydzie za igra
fzkę rzecze Sanfzo, gdy tak WPan bhcefz,
ile też nie mafz fpofobu zęmfzczenia
fię, iednak ia czuję dobrze, że to ieft
do prawdy, i paiñiętać będę poki mi bo
kow ftanie. Ale zoftawmy to na drugi
raz. Teraz mi WPan powiedż z łafki
fwoiey , co będziemy robić z tym ko
niemi fiwo-iabłkowitym, co jak żywy o
fieł fiwy wydaie fię, odbieżony od tego
diabła błędnego, ktoregoś WPan zwalił?
miarkuiąc z ucieczki iego, nie ma ocho
ty podobno tu powracać, i na moją bro
dę niezgorfzy fiwiec. Nie mam zwy
czaiu, odpowie Don Quifzott, odbierać
co tym, ktorychem zwyciężył, i nie
ieft to w używaniu Rycerftwa, piefzo
ich pufzczać , chyba żeby Zwycięzca
fwoiego konia w fpotyczce utracił, w
• Tij
292 H I S T O R T A

tym przypadku może prawnie zabrać ko


nia zwyciężonemu, iako zdobytemu , ia
ko zdobytego w dobrey bitwie. Dla
tego Sanfzozoftaw tego konia lub ofła,
jak go chcefz nazwać, ten, co go po
rzucił, nie omiefzka przyjść odebrać,
iak fię tylko oddalemy. Wprawdzie,
rzecze Sanfzo , radbym to bydlę popro
wadził z fobą, a przynaymniey za mo
ie zamienił; ktore mi fię nie zdaje wca
le tak dobre iak tamto. Do paraliżu,
Mci Panie, nadto ścifłe fą Prawa tego
Rycerftwa, gdy nie pozwalają przynay
mniey zamienić ofła za ofła, radbym
wiedzieć, ieżeli fię godzi , fiodło za fio
dło pomieniać. Nie ieftem przekonany
w tym zupełnie, rzecze Don Quizott;
w powątpiewaniu iednak trzymam dopo
ki nie będę lepiey obiaśnionym , że mo
żefz ie odmienić za fwoje, aby tego ie
dnak konieczna wymagała potrzeba. Tak
potrzebny ieftem, iak gdyby to dla mnie
umyślnie było zrobione, Sanfzo odpowie.
W tym , Pana zezwoleniem umocowany
zrobił zamianę fiądzeniow, rzeźwo kła
dąc fwoie na Balwierza ofła, a tamte
na fwoiego, ktore mu fię zdawało iefzcze
raz lepfze, i połową pięknieyfze. To
DoN QU 1szorta a93
zrobiwfzy i śniadanie ziadłfzy z refzty
wieczerzy, napili fię wody biegącey od
Folufzow, na ktore Don Quifzott nie
chciał i fpoyrzeć w tę ftronę, gdzie by
ły, tak trwał zagniewany o to, co fię fta
ło. Po letkim pofileniu wfiedli na ko
nie , i niewybierając drogi, aby tym le
piey naśladować Rycerzow błędnych,
dali fię prowadzić, gdzie chciał Roffi
nant, za ktorym fzedł ofieł nieodftę-
pnie w też tropy. Wiechali niezna
cznie na wielki trakt, gdzie na domy!ł
fię zapuścili, niemaiąc umyślonego
mieyfca, ani drogi. Jadąc tak powoli,
Sanfzo rzecze do fwego Pana Mci Panie,
czybyś mi WPan nie pozwolił pogadać z
fobą trochę. Bo odtąd, iakeś mi zaka
zał, cztery czy pięć dobrych rzeczy
zgniły mi w brzuchu, i mam teraz ie
dną na końcu ięzyka, ktora radbym, a
by fię tak nie zepfuła iak tamte. Po
wiedz, co mafz mowić, rzecze Dom
Quifzott , ale w krotkich flowach; dłu
gie powieści fa zawfze nudne. Mam
tedy powiedzieć WPanu, że dobrze zwa
żywfzy życie, ktore prowadziemy,
znayduię nie z wielkim wcale pożytkiem;
i te walki, co po gościeńcach i latach
294 H I S T a R TA
WPan toczyfz z naymnieyfzą dzielno
ścią, i ktorebyś mogł wykonać pomy
ślniey i okazaley; nie fą widziane, ani
1ły!zane od nikogo; i wfzyftkie WPana
chwalebne zamyfły i odważne czyny fa
tak , iak dobro ftracone i zgubione, idą
na wiatr, z ktorych WPan nie ma[z ani
zyfku ,, ani tławy. Zdaje mi fię tedy
cżyby nie było przyzwoiciey, żebyśmy
fię udali na flużbę iakiego możnego Ce
farza, albo wielkiego Krola, ktoryby
miał woynę przeciwko fafiedzkim Mo
carftwom, i gdziebyś WPan mogł oka
zać Twoie męztwo i dobry rozum; bo na
końcu mufianoby nam należycie nadgro
dzić, WPanu i mnie; cofię ma rozumieć
według każdego zafug, i nie będzie
zchodzić na ludziach uczonych : ktorzy
by mieli ftaranie opifać, co WPan do
kazywać będziefz ; i podać do wiado
mości dzieciom nafzych dzieci. Nie mo
wię o moich uczynkach , iakby o mnie
famym; bo nie trzeba fię mierzyć ie
dnym łokciem z WPanem, i ślimak nie
powinien wyłazić ze fwoiey fkorupy;
chociaż, gdyby to był zwyczay opify
wać poftępki Koniu!zych błędnych, tak
by dobrze wfpomnieć mogli o mnie, jak
DO N QUISZ o TTA 295
o kim innym. Nie źle to mowifz, rze
cze Don Quifzott, ale nim przyidzie do
tego , trzeba wprzod pojeździć po świe
cie, fzukając fpotyczkow, iakoby czy
niąc doświadczenia męztwa Rycerzowi
błędnemu przyzwoite, żeby pamiętnę
czyny iego były na cały świat głośne,
i jego imie wławiły, a gdy przyjedzie do
iakiego wielkiego Krola, iego zaleta bę
dąc już rozgłofzona, dzieci małe zgro
madzą fię koło niego, iak fię tylko po
każe, wołając i biegając za nim. Ten
ieft Kawaler od Słońca, ten od Węża, lub
iakiego innego znaku, pod ktorym ieft
wiadomy, iż dziełał czynności nie ły
chane. Ten to ieft, co pognębił w ofo
bney bitwie. Olbrzyma Brocambruno nie
przekonanego. Ten drugi wyzwolił ,
Wielkiego Mameluka Perfyi ze ftrafzne
go zaczarowania trwającego więcey, iak
dziewięć fet lat; tak że na odgłos, kto
ry będą czynić niemowlęta i lud cały
obwiefzczaiąc znakomite czyny Ryce
rza, Krol nieomiefzka poyść do okien
fwoiego Pałacu, i poznawfzy nowo
przybyłego gościa po iego broni i her
bie, albo z napifu na iego tarczy, roz
każe zaraz dworzanom, aby przyjęli
296 H I S T O K 7 4

miłe , iako kwiat Rycerftwa przybyły.


W ten czas ubiegać fię będą , kto pier
wfzy iemu ma ufłużyć. Krol fam nawet
zeydzie na pół fchodow [woiego Pałacu,
ściśnie ferdecznie w pół Rycerza, poca
łowawfzy go w gębę, potym wziąwfzy
za rękę poprowadzi do pokoju Krolowey,
gdzie Królewna znaydować fie mufi, kto
ra ieft zapewne may ślicznieyfzey i nay
kofkonalfzey poftaci na świecie; a co
iefzcze do tego uchybić nie może, to,
że w tym okamgnieniu, Krolewna i Ry
cerz oczy na fiebie wzajemnie obrocą,
będą fię fobie wfpolnie przypatrywać , i
zadziwiać, iako Bofkich więcey niż ludz {
kich przymiotow pełne ofoby i nie wie
dząc iak , i za co; znaydą ię wfpolnie
zakochani , i miłością gorącą zapaleni
ku fobie, w niefpokoyności nieznośney
zoftaiąc, iak fobie odkryć ich wzajemne
upały. Potym iak może z fię tego do
myślić, zaprowadzą Rycerza do mayo
zdobnieyfzych pokoiow Pałacu, gdzie
umyślnie przybią obicia naydrożßze ko
ronne , tam broń mu odiąwfzy, włożą
nań płaßzcz ze fzkarłatu przedniego
złotem futo haftowany. A jeżeli miał
pozor piękny, będąc uzbroionym, jak

4

DON QUISZ O TTA. 297


wydawać fię będzie kfztałtny i nadobny
w fzatach dworfkich. Gdy noc fię zbli
ży; jeść będą wieczerzą z Familią Kro
lewfką, mając oczy na Krolewnę zawfze
obrocone, atoli takoftrożnie, aby tego
nikt nie poftrzegł, iakoż i ta na niego
fpoglądać będzie nie znacznie, i nie wy
dawając fię tym , bo iakom mamienił, ieft
bardzo ftateczna i cnotliwa, jak tylko
można znaleść. Po fkończoney wiecze
rzy z podziwieniem wfzyftkich przyidzie
Karzeł fzpetny; za nim prześliczna Da
ma pomiędzy dwiema Olbrzymami, z
pewnym dziełem mymyślonym od pe
wnego ftarożytnego Mędrca; i tak tru
dnym do wykonania, że ten co trafi, u
znanym będzie za maydofkonalfzego Ry
cerza na świecie. Zaraz Krol żądać bę
dzie , aby wfzyfcy iego dworfcy probo
wali [zczęścia, ale choćby ich to razy
tyle było , prożne ftaną fię ich zawody,
nowo przybyły Rycerz tylko to do fku.
tku pomyślnie przyprowadzi; co przy
czyni ławy iego. I Pan Bog wie, iak
Krolewna będzie z tego pociefzona i
znaydować fię ufzczęśliwioną, że tak
godnie fwoie myśli umieściła Nayle
piey zaś z tego wfzyftkiego Sanfzo moy
298 H I S T O R 7" A

przyiacielu, ieżeli ten Krol, albo Xiążę


będzie miał woynę, z ktorym równie
mocnym fąfiadem. Otoż Kawaler zaba
wiwfzy czas nieiaki u dworu iego, pro !
fić go będzie o pozwolenie flużenia mu
w tey woynie: na co Krol chętnie z fer
ca zezwoli a Kawaler ten mu za to re
ce ucałuje, dziękując za tyle odebra
nych łafk i ludzkości. Teyże nocy po
żegna fię Rycerz z Krolewną Panią fwo
iego ferca udzielną przez kratę okna iey
pokoiow, ną Ogrod widok mających ,
gdzie iuż kilka razy z nią rozmawiał
taynie przez pośrzedmićtwo iedney fłu
żebney Panny, w ich miłości poufałey,
w ktorey ma Krolewna zupełne zaufanie.
Wzdychać on będzie, Krolewna zem
dleie, ktorey Panna przyniefie prędko
wody dla oblania twarzy mocno bedąc"
zaturbowaną, iż dzień fię zbliża, i nie
chcę dla całego świata, aby iey Pani
honor, naymnieyfzą miał odnieść fkazę.
Na refztę Krolewna otrzeźwiona będąc
z mdłości, poda przez kratę białą śli
czną rączkę fwoię Rycerzowi, ktory ią
ucałuie ferdecznie tyfiąc kroć razy, i
łzami obleje; umowią fię naoftatek ofpo
fobie, iakim fobie dawać wiadomość
Do N QUIS Zo TTA 299

wzajemną o fwoim powodzeniu. Kro


lewna profić będzie Kawalera, aby po
wracał iak nayprędzey; ten nieomiefzka
iey to przyrzec z mocną przyfięgą. Je
fzcze raz iey rączki uścifką i ucałuie,
i tak fię rozkwili miłością, żegnając fię,
iż mało niedoftaię, aby nie umarł na
mieyfcu, Ztamtąd przyfzedł!zy do fwo
ich pokoiow powroci, na łożko fię ci
fnąwfzy nie będzie mogł oka zmrużyć,
i tak powitawfzy, iak dzięń, aby fię po
żegnać z Krolem i Krolową, potym ze
chce pokłonić fię Krolewnie, ktora mu
każe powiedzieć, że ieft Raba, widzieć
iey nie można; On zaś nie wątpiąc, iż
to z przyczyny iego odiazdu, takieft ża
lem przenikniony, iż mało fię nie wy
dał co miał w fercu. Tymczafem Pan
na poufała wfzyftko to zważa, i zaraz
fwoiey Pani donofi , ktorą znayduie łza
mi zalaną i mowiącą do niey, iż nay
więcey frafuie fię o to wiedzieć, kto ieft
ten zacny Rycerz z Domu: czyli Syn
Krola ktorego lub nie Ale poufała ią u
pewnia, że nie można mieć tak wie.
le grzeczności, uczczenia i mężności nie
będąc wyfokiego urodzenia. To pocie
fzy trochę niebogą Xiężniczkę, ktora
3oo H 1 S T Q R T 4

czymi, co może. aby fię nie wydać z


tym, iżby Kroleftwo niepomiarkowali
czego po miey ; po kiku dniach daie fię
widzieć , i przechodzi po ogrodzie, iak
zwykle. Gdy iuż czas nie mały minął,
iak Rycerz odiechał, w tym on fpoty
ka fię mężnie, zwycięża nieprzyiacioł
Krola, odbiera niewiem , iak wiele Miaft,
i tyleż wygrywa bitew , powraca do
Dworu, pokazuje fię fwoiey Krolewnie
fławą ozdobiony , ogląda ią w oknie, iak
ty wiefz, na refztę umawia fię z tąż,
że profić będzie o nią Krola w zamężcie
w nadgrodę jego ufług. Krol niechce
zęzwolić na ten ślub, nie wiedząc uro
dzenia Rycerza ; atoli iednak bądź, że
wykradnie Krolewnę ; lub innym fpofo
bem żenią fię. Krol potym fam z tego
kontent, i ma fobie za fzczęście, do
wiedziawfzy fię, że iego Zięć, ieft Syn
wielkiego Krola, nie wiem ktorego Kro
leftwa, bo go podobno nie mafz na Map
pie. Oyciec potym umiera, Krolewna
zoftaie Dziedziczką Kroleftwa. Otoż
Rycerz Krolem: myśli iak nadgrodzić
Twoiemu Komiufzemu, i tym wfzyftkim,
co fię przyczynić mogli do iego pomyśl
ności. Zaraz żeni Twoiego Koniufzego
»
|
100 N QU 1 SZO T7A 3o,
z Panną Krolewny poufałą, ktora była
pośrzedniczką ich miłości, i córką za
pewne Xiążęcia, ktorego z nay znako
mitfzych tego Pańftwa. Ha, ha, to, to,
wyrwie fię Sanfzo, tego ja też chcę ; i
kapelufzem macha. Zapewne Mci Pa
nie, ieft to dla WPana pewno, jakbyś
to już miał w ręku, gdybyś wziął na
zwifko Rycerza fmutney poftaci. Nie
wątpiy o tym moy Synu, odpowie Dom
Quifzott, bo ta ieft fłowo w fłowo, dro-
ga. ktorą idą Rycerze obłąkami, i tym
fpofobem wielu ich zoftało Krolami i
Cefarzami. Teraz tylko mam trzeba
fzukać, ktorego Krola Chrześciańfkie
go, a choćby Pogańfkiego, ktoryby miał
woynę i piękną Corkę. Ale czas bę
dziemy mieli o tym pomyśleć, i pomo
wić, a iakom ci powiedział , trzeba
wprzod zarobić fobie na dobre imię i fla
wę, nim fię pokazać do Dworu tego Mo
narchy, ażeby już tam bydź znanym
przez walecznych dzieł zalecenie, przy
iechawfzy iuż z gotową rzeczą, i to mię
nie czyni trofkliwym; ale inna rzecz .
na ktorą nie wiem [pofobu, i mowiąc
między nami, gdy znaydę tego Krola
i Krolewnę, iak Rawy niewypowiedzia
-

/
-
-

3o2 H I S T O R T A

ney nabędę; nie wiem, jak to zrobić, a


bym zoftał z Krolewíkiego plemienia,
a przynaymniey choć nieprawy Syn ,
ktorego Cefarza ; bo Krolby mi niechciał
inaczey dać nigdy fwoiey Córki, gdyby
o tym nie był wprzod upewnionym.
Choćbym tyle dzieł dokazał, i fto razy
więcey , obawiam fię, abym dla tak ma
łey rzeczy nie utracił, co waleczność
moiey ręki pozyfkać mi powinna. Co
o fzlachećtwo pewny ieftem tego, i z
dawnego pochodzę rodu; tak znany ie
ftem od wfzyftkich. Ale kto wie, ie
żeli Mędrzec, co pifać będzie moie dzie
ie; nie wywikła z moiey rodowitości ,
że ieftem piąty albo fzofty Prawnuk kto
rego Krola. Bo trzeba, żebyś wiedział
Sanfzo, iż na świecie fa dwa rodzaie
Pokoleń ludzi fzlachetnych, jedni bio
rą fwoy początek od Krolowi Xiążąt; ale
powoli z laty i niefzczęściem upadają,
i ftaie fię tak cienko koło nich , iak widzim
na piramidach. Inni wychodząc z ma
łych bardzo początkow, co raz fię pod
wyż[zali, aż wielkiemi Panami zoftali,
tak że cała różność między niemi ieft, iż
iedni byli, czyn nie fq , a drudzy fą,
czym nie byli. Zaifte nie przyfiągłbym,
|
Do W QUISZ O TTA 393
że z tych nie pochodzę , ktorych były
początki Rawne i znakomite: co oka
zawfzy fię iawnie, zafpokoiłoby trofkli
wość Krola moiego Teścia ; a chociaź
by i tego nie było ; Krolewna mię tak
mocno mufi kochać , że pomimo zaka
zu Oyca, iść za mnie gotowa, bym też
był Synem Tragarza. A gdyby fię oba
wiała, wykradnę ią; i zawiozę gdzie
mi fię podoba; czas lub śmierć uśmierzą
przeciwność Teścia. Zapewne Mci Pa
nie, odezwie fię Sanfzo, dobrze WPan
mowifz, tylko trzeba zaraz porwać, a
iako mowią zboycy, na co fię zdało pro
fić pięknie o to, co fię może gwałtem
wziąść. A do tego na co fię zda fia
dać między dwiema ftołkami na ziemi,
przez to chcę wyrazić, że jeżeli Krol
Teść WPana, nie zechce mu dać Krole
wny; to dobrze zrobifz , jak mowifz ,
kiedy ią porwiefz, i wnet uwieziefz. Je
dno złe w tym znayduię, to ieft: nim
fię pogodzi Teść z Zięciem, i nim W.
Pan używać będziefz fpokoynie fwoiego,
Kroleftwa, nieborak Koniutzy będzie w
ftrachu, niemieć czego w gębę włożyć,
i od głodu zdychać, oczekując nadgro
dy, na ktorąby możę nie pożyczone
3o4 A J S T 0 K 1 A)

dziefięciu Realow; chyba, żeby ta Pan


na poufała Krolewny Jeymości, ktora
ma bydź moią żoną, wraz Twoie rzeczy
zabrała z Krolewną, ażebym fię z nią cie
fzył, wprzod nimby nam lepiey Niebo
zdarzyło. Bo Mci Panie tak myślę, iż
.Jegomość Pan Kawaler Krolem zoftaw
fzy, może wraz kazać dać ślub fwoie
mu Koniufzemu z tą Panną. Ktożby
tego zabronił? odpowie Don Quifzott.
Gdy tak ieft, rzecze Sanfzo , fpuśćmy
fię na los fzczęścia, i pozwolmy kołu
fortuny toczyć fię, może i do nas trafi.
Day Boże odpowie Don Quifzott, iak
my myślemy oba, i ten, co o fobie do
brze trzyma, niech fię mu tak ftaie. Bo
day fię tak ftało, znow Sanfzo powie.
Tam do niefzczęścia, pochodzę i ia z
dawnych Chrześcian, czyli to nie do
fyć, aby zoftać Hrabią. Jeft tym po
dobnych aż nadto , odpowie Dom Qui
fzott, i gdybyś takim nie był, nic to
nie przefzkadza, bo tak prędko zofta
mę Krolem, zaraz cię zrobię Szlachci
cem, nic za to nie zapłacifz, ani hoł
du czynić nie będziefz; iak tylko zaś zo
ftaniefz Hrabią , zaraz będziefz i Kawa
lerem, i niech mowią, co chcą, iednak
mufzą
Do N QU IS Zo TTA 3o5

mufzą cię czcić, Mcią Panem, i fzano


wać mimo chęci i woli. Ho, ho, zawo
ła Sanfzo, a za cożby nie? czyby ro
zumieli, żem nie wart tyłe, co inni,
bardzoby fię na tym zawiedli ; oh niechay
o tym wiedzą: żem miał honor raz w
życiu bydź Chorążym Braćtwa pewne •
go, i wfzyfcy przyznawali, żem był tak
okazały , tak mi do twarzy fuknia Bra
cka przypadała, iżbym wart był zoftać
Marfzałkiem Brackim. Coż będzie do
piero gdy fieuftroię w płafzcz Xiążęcy,
albo też ukażę fię cały w złocie i per
łach niby Graf cudzoziemfki. Poprzy
fięgam, radbym żeby o fto mil przyież
dżano mnie widzieć. Zapewne, odezwie
fię Don Quifzott, pięknie będziefz wy
glądał, ale trzeba żebyś fię czafem ka
zał ogolić, bo z tą brodą gęftą i brudną
poznałby cię każdy o mile zdala; ieże
li przynaymniey co trzeci dzień golić
fię nie będziefz. Bardzo dobrze, ieże
li o to tylko chodzi, rzecze Sanfzo, mo
gę zgodzić Balwierza, ktory Rużąc mi
w domu, może poyść za mną, jak zwy
kli Koniufzowie wielkich Panow. A iak
że ty wiefz, zapyta Don Quifzott, że
Tom I, U
366 H I S T O R y A!

Panowie za fobą wodzą Komiufzych? Po


wiem WPanu rzecze Sanfzo, przed kil
ką laty , będąc kilka Miefięcy u Dworu,
widziałem małego człowieka, o ktorym
powiedano, że był wielkim Panem, co
fię przechodził, a za nim iechał konny
moga za nogą, czekając, gdzie Pan fię
zatrzymał, i iadąc gdy ten fzedł, nie
inaczey iakby cień za ciałem. Spyta
łem fię iednego, za co fię tamtem z nim
nie złączył, tylko zawfze w tyle ie
chał? powiedziano mi, że to był iego
Koniufzy, i że zwyczay Panow wiel
kich tak mieć ług zafobą. Panno świę
ta, odtąd nie zapomniałem tego, i po
dobnież czynić będę; bo trzeba, żeby
iedni tak robili, iak drudzy. Mafz przy
czynę Sanfzo, powie Don Quifzott
Balwierza za fobą prowadzić, nie wfzy
ftkie zwyczaie razem naftały, i ty bę
dziefz pierwfzy Pan, co tę modę wpro
wadzifz; zdaie mi fię albowiem przy
zwoiciey opatrzyć fię w człowieka, kto
ry umie golić brodę, iak tego, co ma
o ftayni zawiadywać. Co do Cerulika >
fpuść fię WPan na mnie, rzecze Sanfzo,
ftaray fię tylko zoftać Krolem , a mnie
Do W QUIS zo TTA 3o7
zrobić Hrabią, obaczyfz WPan refztę.
Tak też myślę uczynić, choćby tylko
przez wzgląd dla ciebie , odpowie Dom
Quifzott, ktory podnioffzy oczy w go
irę , w tym razie obaczył to, co niżey
poWiemy.

Uij
3o3 H 1 S T O R 7" A

R 0 Z DZIAŁ XXI.
jako Don Qui/sott wiele nief;częśliwych, u
wolnil ktorych po mimo ich chęci prowa
dzono tam, gdzie iść nie chcieli,

Wiem, Cid Hamet, Benengeli Dzie


iopis Arabfki opifuie w tych prawdzi
wych dziejach, iż po tey długiey i wy
borney rozmowie, ktorąśmy fłyfzeli ,
podniofłfzy oczy, uyrzał idących kilku
maftu ludzi piefzych, ktorzy zdawali fię
nawleczeni, jak paciorki na długim łań
cuchu, co ich wfzyftkich za fzyię wią
zał, kaydamy na nogi i ręku. Było z
niemi dwoch ludzi konnych i dwoch pie
fzych, iedni ze ftrzelbą ; drudzy z pała
fzami, każdy z nich miał w ręku dzidę
czyli pocifk Bifkayfki. Jak Sanfzo po
ftrzegł tę gromadę łudzi nędznych, rze
cze, to fa złoczyńcy i więżnie, ktorych
prowadzą na Galery Krolewfkie. Jako
zawoła Don Quifzott, więźnie? czy mo
żna, żeby Krol gwałt komu czynił. Nie

|
DO N QU I SZ O TTA, 3o9

mowię tego, odpowie Sanfzo; ia tylko


powiadam, że to fa ludzie, ktorych za _
wyftępki ukarano, aby fzli wyfługiwać
fię na Galery Krolewfkie. Jakożkolwiek
bądź, czy ludzie fq przymufzeni, i nie
idą tam ze • fwoiey ochoty. Co w
tym, upewniam WPana, rzecze San
fzo, że nie inaczey. Jeżeli tak ieft,
odpowie Don Quifzott , do mnie to nale
f
ży, ktorego powinność wymaga zabra
niać gwałtowności, i podźwignąć w u
padku niefzczęfnych. Hey, czy WPan
nie wiefz, znow Sanfzo mowi, że Krol
ani Sąd nie czynią gwałtu tym Winoway
com, ktorzy odnofzą karę iaką zafłużyli.
Tym czafem przybliżyli fię więźnie.
Don Quifzott profił z grzecznością war
ty, co ich pilnowali, aby mu powiedzie
li za iakie wyftępki tych ludzi ubogich
więziono. Mci Panie odpowie ieden z
tych Strażnikow, fą to złoczyńcy za
zbrodnie ukarani, ktorzy [kazanifłużyć na
Krolewfkich Okrętach; nie wiem więcey i
nie rozumiem, abyś i WPan miał iaką
pobudkę dowiadywać fię dokładniey. U
czynifz mi WPan iednak tę łafkę, rze
cze Don Quifzott, pozwolić, abym fie.
mogł wypytać każdego z ofobna, co za
31o H I S T O R TA
rodzay ich przewinienia. Przydał do
tego tyle grzeczności i uprzeymości,
iż drugi Strażnik konny rzekł mu. Ma
my tu tych niecnotow napifane wyroki
Sądowe, ale czas niewyftarczą czytać
ich, i nie warto, abyśmy nafze tłomo
czki odwiązywali. Acz możefz fię WPan
ich fam wypytać, zafpokoią jego cieka
wość, ieżeli zechcą, i zapewne nie o
mietzkaią tego, bo ci poczciwi łotrowie,
nie dadzą fobie dwa razy mowić, aby co
nie do rzeczy pletli. Za tym pozwole
niem, ktoreby Don Quifzott fam fobie
wziął, gdyby mu go byli odmowili,
przybliżył fię do więźniow, zapytał ie
dnego, co złego zrobił, iż tak z nim po
ftąpiono. Dlatego, żem fię zakochał,
odpowie. Jako? dla tego tylko bez in
ney winy ? zawoła Don Quifzott , gdy
by dla miłości pofyłano ludzi na Galery,
iużbym ia fam dawno mufiał wiofłęm ro
bić. Moie pokochanie, odpowie Nie
wolnik, nie było tego gatunku, jak WPan
rozumie!z, acz tak mocno polubiłem
kofz pełen piękney bielizny, iżem go #
niechciał wypuścić z ręku, i takiem go
ścifnął ferdecznie, że gdyby fię fprawie
dliwość była nie wmięízała, iefzczebym
go trzymał do tych czas. Złapano mię

z

Do N QU I S 2 0 T TA. 311
na uczynku, nie potrzeba było ciągnienia,
byłem przekonany i ofądzony, miałem
plecy upftrzone ftem rozg, i gdy pomo
gę przez trzy lata wielkie pole kofić ,
wyidę z zawikłania. Co chcefz rozu
mieć przez kofzenie wielkiego pola? za
pytał Don Quifzott? To fię znaczy rze
telnie mowiąc na Galerach wiofłami robić,
/
odpowie Niewolnik, ktory był człowiek
młody lat około dwadzieścia cztery ma
iący, rodem z Piedrahita, iak powiedał.
Don Quifzott zapytał drugiego, ktory
tak był fmutny, iż flowa nie odpowie •
dział, ale pierwfzy go wyręczył. Co
ten, rzecze, ieft kanarek, ktory idzie
na Galery za to, że nadto śpiewał. Ja
ko? zawoła Dom Quifzott, czyli i śpie
wakow pofyłają na Galery? Tak ieft,
Mci Panie odpowie więzień, bo niemafz
nic tak niebefpiecznego; iak śpiewać w
ucifku. Przeciwnie rzecze Don Quifzott,
fłyfzałem, że kto śpiewa, boluśmierza.
Tutay ieft wfzyftko opacznie, odpowie
tamten, kto raz wyśpiewa, całe życie
płacze. Przyznaję, że tego nie rozu
miem, powie Don Quifzott. Mci Panie
odezwie fię iedem ze Strażnikow, między
temi nie ze wfzyftkim dobremi ludźmi.
3* PH I S T O R T A

śpiewać w ucifku, znaczy fię wyznać na


|
mękach. Ten ladaco był na turturach,
przyznał fwoią zbrodnią, iż kradł bydło
i dla tego wyznania czyli wyśpiewania,
iak oni powiedaią, ukarany ieft na fześć
lat Galerow, do tego na dwieście rozg,
ktore mu wraz były odliczone; a że go
WPan widzifz tak fmutnego, dlatego ,
że drudzy go łaią i prześladują nie dając
mu pokoiu, że nie miał wytrzymałości
wycierpieć męki, a zaprzeć fię, iak gdy
by ciężey było wymowić nie, niż tak;
i iakby to nie było fzczęściem dla zło
czyńcy, wykręcić fię ięzykiem, gdy nie
mafz świadectwa przeciwko niemu. A
do prawdy podług fiebie nie źle mowią,
i mnie fię tak zdaie, rzecze Don Quifzott.
A ty, mowi do trzeciego, coś przewinił.
Ten nie dając fię ciągnąć za ięzyk, od
powie śmiało; idę na Galery, na pięć lat,
że mi nieftawało dziefiątka czerwonych
złotych. Ah, dam dwadzieścia chętnie,
aby cię uwolnić powie Don Quifzott. W
prawdzie ieft trochę za poźno, rzecze (
więźień, iak mufztarda po obiedzie ;
gdybym miał te dwadzieścia dukatow w
więzieniu, co mi WPan teraz ofiaruiefz,
mogłbym nafmarować niemi ręce Piła
ID o w QU I SZ o T TA. 313
rzowi Sądowemu, i Patronowi fprawy
moiey umyfł orzeźwić, byłbym dziś na
balu w Toledzie, nie tak prowadzonym,
iak chart ma fmyczy; ale cierpliwości
trzeba, każda rzecz ma fwoy czas. Dom
Quifzott udał fię do czwartego, ktory
był Starzec fiwy z brodą białą, długą do
pafa. Ten zaczął płakać, gdy fię gofpy
tano, co go tu przywiodło, i fłowa nie
odpowiedział, ale ten co za nim fzedł,
był mu za tłumacza, Ten poważny bro
dacz, rzecze idze tłużyć Krolowi na mo
rzu na lat cztery, bywfzy wprzod pro
wadzony paradnie po ulicy w ftroiu oka
załym. To fię nazywa ieźli fię nie mylę,
odezwie fię Sanfzo, odwołanie zgorfze
nia i fiedzenie w kunie. Zgadłeś, od
powie Galernik, a to za to, że był Kup
cem ciała ludzkiego, to ieft Mci Panie,
| że ten uczynny człowiek był fwatem
miłości, i do tego iefzcze używał czarow
i miłośniczych trunkow. Co na to nie
mam co mowić, odpowie Don Quifzott,
ale gdyby tylko był fwatem miłości, nie
powinienby iść na Galery. chyba tam zo
ftać Generałem; bo Pofłannika kochają
cych Urząd nie ieft tak łatwy, iak fobie
kto wnofić może trzeba bydź zdatnym i
314 H I S T O R T A

roftropnym. Są to ludzie potrzebni,


ktorych nadto bydź nie może w Pańftwie
rządnym, i byłoby nawet użytecznym
poftanowić Pifarzow i Sędziow, ktorzy
by roztrzątali czynności tych urzę
dow, iak innych wfzyftkich; a ci, coby
ie fprawiali aby w pewney liczbie byli,
i przyfięgli. Wieleby fię przez to nie
rządow umnieyfzyło, ktore fię codzien
nie dzieją, iż za fiła ludzi fię do tego -
mię!za rzemiofła, proftacy naywięcey i
nierozumni iako i głupie f'użące, i lo
kaie, albo młodź [wawolna bez doświad
czenia; ktorzy dadzą fię podeyść łatwie,
i nie umieją wykręcić fię gładko. Gdy
bym miał czas, pokazałbym to jawnie,
iakichby ludzi wybierać należało, na taką
fprawność, i przyczyny ich ; ktore fą
pobudką dla potrzeby ich; ale nie tu
ieft mieyfce i pora o tym mowić; w
fwoim czafie wfpomnę tym, ktorzy mo
gą zapobieżeć nierządowi ztąd wynika
jącemu. Teraz tylko mamienie, że ża
łość , ktorąm miał widzieć tego Starca
dobrego z fiwemi włofami, i brodą po
ważną tak furowo fkrępowanego za to,
iż był tylko miłości pośrzednikiem, uftą
piła odemnie; gdyś dołożył, że fię mię
*ał i do czarodzieyftwa, chociaż mo
Do N QUIszo TTA. 315

wiąc prawdę, nie mafz na świecie takich


omamieniow, żeby mogły wzrufzyć lub
przymufić chęć ludzką, iak wierzą pro
ści ludzie. Mamy wfzyfcy zupełną wo
lą, ktora bać fię niepowinna zioł żadnych
czarow, ani zaklęciow. Co zaś umieją
robić bezwftydne guślarki, i ftare zwo
dzicielki, nic innego nie ieft, tylko mix
tury trujące, ktoremi ludzi łudzą; uda
iąc, iż im dają trunki do kochania zapa
lające. To ieftiftotna prawda, odpowie
ftarzec, i zapewne co do czarow tak nie
winny ieftem iak WPan. Ah! co moy
Pan nie ieft zapewne czarownik, odez
wie fię Sanfzo, nie mafz nic podobnego,
coby go w tym obwiniać mogło. Co do
refzty przyznaię fię, daley mowi Sta
rzec, bom nie rozumiał, aby fię zawie
rało, co w tym złego; moia chęć i myśl
była tylko przyfługiwać, aby fię każdy
ciefzył i wfzyfcy żyli zgodnie i fwobo
dnie, acz moy dobry zamyfł na to tylko
obrocił, żeby mię pofłać w takie mieyfce
zkąd niemafz podobieńftwa, abym żywo
powrocił w tym wieku podefzłym, iak fię
znayduję, iw defekcie ciężkiego kamienia,
ktory mię nieuftannie dręczy. Ten dobry
Starzec,rozpoczął znow płakać, i Sanfzo
#
-

316 H I S T O R 3 4

miał tyle politowania, iż wyiął monety


fztukę od 29. fzelągow, z kiefzeni, i dał
mu ją. Don Quifzott zapytał fię piątego,
co zawyftępek byłiego? ten odpowiedział
daleko mniey zafmucony, jak tamten ,
właśnie iakby go nie obchodziło. Idę po
wiada tłużyć Krolowi za to, żem ia wie
le bawił fie z dwiema ftworzeniami, kto
re mi były bardzo blifkie i zimnemi, co do
mnie nic nie należały, żarty ftały fię tak
mocne, iżmoy maiątek powiekfzył fię po
łową. To fię nie wfzyftkim podobało,
bo nie każdy ieftiednegoż ułożenia. Sło
wem Mci Panie zamieniłem moie ftare
kofzule za nowe, i zabrałem inne w za
płacie od ludzi, ktorzy mi nic nie byli
winni. Były na to doftateczne dowody,
brakowało mi tylko pieniędzy i wzglę
dow, i ledwiem nie umarł na gardło; ie
dnak nie byłem ofądzony, tylko na fześć
lat do Galerow, nie odwołałem fię od
tego Sądu, obawiaiąc fię co gorfzego.
Zarobiłem Rufznie na tę karę. Jeftem
młody i zdrowy, żyć mogę długo; z
czafem wfzyftofię fkończy. Jeżeli WPan
mafz co dać nam ubogim więźniom, Pan
Bog będzie mu nadgrodą w Niebie, i my
tarać fię będziemy na ziemi profić go ,
po w QUIszo TrA 317
aby WPanu dał życie pomyślne i długie.
Ten był w Sukniach Studenta, i ieden
ze ftraży rzekł, że to wielki świegot, i
umiał dość łaciny. Po tych wfzyftkich
naftępował Człowiek przyftoyny w wie
ku lat trzydzieftu, zyzowaty na iedno o
ko i inaczey był okowany, niż infi; miał
łańcuch u iedney nogi , ktory krążąc ota
czał mu całe cialo z dwiema obręczami że
laznemi, co mu fzyię opafywały, iedna
do łańcucha przybita, a druga co nazywają
przyjacielfką, krępuiąca tak, że głowa
wyproftowana zkrzywić fię nie mogła,
zkąd dwa końce fzły, aż do pafa wiążąc
dwa pęta żelazne, co mu ręce krępowa
ły zamknięte na dwie kłodki; tak że nie
mogł ręki podnieść do gęby, ani głowy
fchylić do rąk. Don Quifzott zapytał
Strażnika, za co ten był ściśley więzio
ny, niż inni. Bo ten, odpowie ieftwin
nièyfzy, niż wfzyfcy inni; i tak ieft
śmiały i fztuczny, że nawet choć tak
dobrze opatrzony ieft, nie iefteśmy pe
wni, aby nam nie uciekł. Jakąż zbro
dnię on popełnił?fpytafię Don Quifzott,
gdy śmierci nie zatłużył? Jeft fkazany
na dzieńęć lat do Galerow, odpowie Stra
żnik, co ieft niby śmierć powolna, ale
»
318 H I S T O R 1" A

dość wiedzieć, że ten poczciwiec ieft |


znany pod imieniem Ginefa z Paflamon
tu, czyli inaczey Ginefilla z Parapilli.
Mci Panie przyftawco, powoli trzymay
my w ręku cugle i ięzyk za zębami, ode
zwie fię ten wieżeń, profzę WPana nie
rozfzerzaymy fię nad nafzemi przezwi
fkami i przydomkami, ia fię nazywam
Gines nie Ginefilla, iPafiamontieft moiey
rodowitości imię nie Parapilla iak W Pan
przydaiefz, niech każdy fiebie patrzy
nie innych, i gdy fię w koło obeydziemy,
znaydziemy, co wfzyfcy na fiebie, i
dość na tym przeftać. Wnet ia ci tu
zniżę głofu łotrze, trzy tulny, odpowie
Strażnik. Tak bydź mufi wfzyftko, iak fię
Panu Bogu podoba, rzecze Paftamont, ale
przyidzie ten czas, że fię kto lepiey do
wie, czyli iafię zowię albo nie Ginefili
Parapilla? Alboż cię nie tak nazywają
potwarco? przyda Strażnik Hey tak,
tak, odmowi Gines, ale ftarać fię będę,
aby mię tak nie zwano, albo umrę ra
czey w mękach. Mci Panie Kawalerze,
rzecze, ieżeli WPan nam chcefz dać co,
uczyń to fpiefzniey, i iedz fobie z Bo
giem, ta ciekawość dopytywać fię o ży
ciu i poftępkach każdego nuży nas, i ie
po w QUISZOTTA 319
żeli mafz tak wielką ciekawość dowie
dzieć fię o moim powodzeniu, wiedź, iż
ieftem Gines z Paflamont, i iam te fam
wypifał piącią palcami tey ręki. Praw
dę mowi, odezwie fię Wartownik, on fam
okryślił fwoie dzieje i tak dokładnie, iak
można naylepiey. Zoftawił te Pifma w
więzieniu we dwoch fet Realach w zafta
wie. Takieft odezwie fię Paffamont, nie
zoftaną fię tam długo, i wykupię ie,
chociażby były we dwoch fet dukatach.
Jako ma bydź tak dobra ta xiążka, powie
Don Quifzott. Nie zła, odpowie Pafla
mont, iż za nic Lazarilla z Tormes,
i inne wfzyftkie tego gatunku iuż wyda
ne, albo wydać fię maiące. W czym mo
gę upewnić, to, iż prawdy wyrażamwfzy
ftkim znaiome, przyiemne, i żartobliwe
tak, że nie można wynaleśćby baiek
lepiey udanych. Jakiż ma napis ?
zapyta Don Quifzott. Zycie Ginefa z
Pafiamontu, odpowie ten; A czy dokoń
czona ? znow mowi Don Quifzott. Jak
by zakończona bydź miała rzecze Gines,
%
chyba aż żyć przeftanę. Zaczyna fię od
urodzenia moiego, a zaftanawia na tym,
iak nie dawno byłem na Galerach. Już
to tedy nie pierwfzy raz tam przebywafz?
32o H I S T O R I A

rzecze Don QuiIzott. Nie z łatki Bożey,


odpowie ten, iużem miał fzczęście flu
żyć Krolowi lat cztery ; i wiem, co fu
chary i trzcina, zafmakowałem oboyga,
i nie tak mię bardzo martwi, iak kto my
ślić może, znow fię tam powrocić, bo
będę miał czas dopifywać refzty moiey
xiążki, gdzie ieftfiła rzeczy do przyda
nia, a na okrętach Hifzpańíkich ieft wię
cey czafu niż potrzeba do prożnowania ,
mnie zaś i mniey wyftarczy, bo mam
wyrażono w umyśle, co chcę napifać.
Zdaiefz mi fię człowiek fpofobny i do
rzeczy, powie Don Quifzott ; i niefzczę
śliwy przyday WPam, odpowie Gines,
bo niefzczęście ściga zawfze uczonych,
i ladaco uczynki doday, odezwie fię przy
ftawca. Jużem WPanu mowił Mci Panie
Dozorco, żebyśmy fię utrzymali w fwo
ich obrębach, odmowi Gines. Zwierz
chność nafza WPanu nie dała mocy źle
fię obchodzić z nami , i oddała nas w rę
ce iego, aby zaprowadzić na mieyfce,
gdzie iefteśmy Krolowi potrzebni, i na
życie zaklinam fię, boć krefki, co fię w
gościeńcu napifały, za pierwfzym umy
ciem zmażą fię; niech każdy milczy i
{iebie patrzy, albo lepiey gadaymy, i to

Do W QU i szorTA 32 I ,

będzie raz na zawfze powiedziano, idź


my daley nie rozprawiając więcey, aż
nadto długo te bałamućtwa trwaią. Na
te fłowa Doglądacz podmiofł fafki, chcąc u
derzyć za pogrożki Paflamonta, ale
Dom Quifzott między nich fię wftawił,
profząc aby go nie karał. Słufzna, że
ten, co ma ręce mocno fkrępowane, aby
miał ięzyk przynaymniey wolny. Zatym
obrociwfzy fię do więźniow, moi Bra
cia , rzecze , z tego wfzyftkiego, co
ście mi opowiedzieli, poznaję iafno, że
lubo ukaranie, ktore was fpotkało, ieft
należyte i Rufzne za wafze wyftępki; ie
dnak, że go nieznoficie bez przykrości,
i że wcale chęci nie macie iść na okręty,
i zapewne mimo wafzey woli was tam
prowadzą; a bydź może, iż mało cier
pliwości u iednego na torturach, niedo
ftatek pieniędzy u drugiego, i brak wzglę
du, ktorego nie znayduią obwinieni u Sę
dziow, fpie[zących fię oślep do decyzyi,
w ten (tam was wprawiły, iak widzę, że
ście dokładney [prawiedliwości pozytkać
nie mogli, W[zytko to złączone ieft mi
powodem okazać wam, iż Niebo na to
mię ftworzyło, i dało mi przyjąć Ry
cerftwa błędnego obowiąki, aby bronić
Tom I.
322 H I S To r rA
uciśnionych , i wfpierać fabych, prze
ciwko uciemiężeniu mocnych. Acz że
ieftroftropnością rzeczy łagodnie i bez
gwałtu zaczynać, gdy można fię bez
tego obeyść, profzę lmć Pana Dozorcy,
i Panow Warty, aby was odkowali z
łańcucha i wolno puścili, znaydzie fie
więcey innych ludzi na ufługę Krolowi
w potrzebie, ktorzy [q wolnemi. A więc
Panowie Strażnicy, iż ci ubodzy ludzie
nigdy was nie urazili, puśćcie ich wolno,
niech idą na pokutę, nie przymufzaiąc ich
czynić poniewolnie,gdzieby żadney zatłu
gi nie mieli.Jeft fprawiedliwość w Niebie,
ktora ma dofyć ftarania karać wyftępnych,
gdy fię nie poprawią i nie ieft przyzwoi
tością ludziom uczciwym bydź katami
nad bliźniemi. Mofpanowie domagam
fię tego od was z wfzelką grzecznością
i powolnością, ieżeli to dla mnie uczy
nicie, będę wam wdzięczny, ale ieżeli
tego nie dozwolicie dobrowolnie, ta dzi
da, i fzpada, i mężność mojego ramie
nia przymufi was do tey uczynności. Ha,\
ha, ha, fą to uczciwe żarty, zawoła do
zorca, nie źle wynalezione, żądać od
nas uwolnienia niewolnikow Krolewíkich,
iakby to w nafzey mocy było wyzwolić
D 0 W Q U I S z o T TA. 323
ich; i ten co fię dopomina, jakby miał
władzę nam to rozkazać. Jedź fobie
Mofpanie i kończ fwoią drogę, popraw
fobie miedniczki , co mafz na głowie,
nie wtykaiąc nofa, gdzie ci nie należy,

Quifzott; w tym razie na niego z taką


natarczywością uderzy, iż nie daiąc mu
czafu do obrony, obalił go na ziemię ra
nionego niebeśpieczńie dzidą. Zołnie
rze wartuiący zatrwożeni z tak nagłego
zapędu, wfzyfcy wraz napadli na Dom
Quitzotta; iedni [zpadami, drudzy dzid
kami go obracając, i źle by fię z nim
obefzli, gdyby więźnie, widząc tak do
brą porę odzyfkania wolności, nie uży
li iey na fwoy zyfk , wyłamując fię z
łańcuchow. Pomię[zahi będąc znacznie
żołnierze, ktorzy raz do niewolnikow
chcących fię ż kaydah wydobyć, udawa
li fię, drugi raż do Don Quifzotta nie
daiącego im odpoczynku, nie mogli
przeto dobřże fię [potkać. Sanfzo zaś
pomagał odbić kaydań Geniüfzowi z Paf
famont , ktory widząc fię nie zakowa
nym i wyzwolonymi, pbrwał fię na ftra
fznego pilnowacza, i odebrawfzy mu
W ij
324 H Is t o R rA
fzpadę, i mufzkiet , żołnierzy iednego
po drugim, co ktorego uderzył bronią
z obu rącz bez ramienia iednak, ani wy
ftrzelenia rozprofzył, tyle okazuiąc śmia
łości, że inni więźniowie pomagając mu
kamieniami cifkać . Strażnicy wfzyfcy
rozegnani pouciekali, zoftawiwfzy wię
żniow i pole bitwy zwyciężcom. Sanfzo
nie ze wfzyftkim fię uciefzył z tey wy
graney znakomitey, bo nie wątpił, iż
warta odegnana nie omiefzka dać znać
Zwierzchności Sądowey, S. Hermandad
żądając włporu dla fzukania zbiegłych i
winnych. W tey obawie odezwie fię
do fwoiego Pana, iżby nie od rzeczy by
ło im umknąć fię z drogi, i ukryć w bliż
fzych górach , bo, mowi, te diabły Straż
niki każą na gwałt uderzyć, gdzie bli
fko, zewfząd nas otoczą, i może nam
gorzey ftać, iak bydź podrzucani, albo
kiymi potłuczeni. Nie źle to mowifz ,
odpowie Don Quifzott, ale teraz wiem,
co mam wprzod uczynić; zwołając za
tym więźniow, ktorzy fię zabawili ob /
dzieraniem ftrafznego przyftawcy, doko
fzuli go zwlokłfzy, wfzyfcy fię zbiegli do
niego w koło otoczywfzy, aby fię do
wiedzieć czego chciał od nich. Jeft to

- DO N QUIszo TTA 325
cnota poczciwych ludzi, rzecze im,
wdzięczność mieć za dobrodzieyftwa,
ktorych doznaią, a niewdzięczność prze
ciwnie ieft wadą may czarnieyfzey dufzy.
Widzicie moi Panowie, co dla was u-
czyniłem, i iakie dzięki mieć mi powin
niście ; ieftem upewniony , iż nie wy
świadczyłem tey uczynności niewdzię
cznikom ; i wam należy fię okazać do
brze, iacy iefteście. Za wfzelkie zaw
dzięczenie i nadgrodę od was żądam
tylko iedynie, żebyście nazad włożyli,
na fiebie te łańcuchy i dyby, z ktorych
was wyzwoliłem , i w tym porządku 2l
byście pofzli do Stolicy Tobofo ukazać
fię Jeymć Dulcynei, opowiadając iey,
iż przytłami iefteście od iey, niewolnika,
Rycerza fmutney poftaci, i opowiedzie
li. iey to wfzyftkofłowo w fiowo, com
dla wafzego ofwobodzenia dokazał. Po
tym na wolą wam daię iść daley i ro
bić co wam fię podoba. Gines z Pafla
mont odpowiedział za wfzyftkich Don
Quifzottowi. Mci Panie Rycerzu nafz
wybawicielu, nie podobna nam to wypeł
nić, co WPan nam zlecafz, bo nie mo
żemy fię pokazać wfzyfcy w tym ftanie
wraz , iak WPan żądafz, obawiając się
326 H I S T O R T A
bydź uznanemi i zchwytanemi. Mufie
my fię rozłączyć, i tak fię utaić prze
brani, abyśmy nię wpadli znow w ręce
fprawiedliwości , ktora zapewne pofzle
żołnierzy [zukać nas, ale co WPan mo
żefz wymagać od nas, to odmienić hołd,
ktoryśmy winni Jeymci Dulcynei z To
boto w pewną liczbę pacierzy, co za
iey pomyślność zmowiemy. Ten obo
wiązęk możemy wypełnić bez obawy
we dnie czyli w nocy, umykaiąc lub od
poczywaiąc, w bitwie i w fpokoyności;
ale chcieć, żebyśmy fię wydali na fztych
znow powrocić w niewolą iak Egipfką,
to ieft nazad w łańcuchy, nie mafz do
tego podobieńftwa i WPan to, iak mi
fię zdaje, nie dobrze uważyłeś. Hey
na Boga żywego, zawoła Don Quifzott *
gniewem roziufzony. Panie Dom Gine
filla z Parapilli, czyli Don Synu nałoż
nicy, bądź ktokolwiek iefteś, poydziefz
tam ofobno w łańcuch opafany, z całym
ftroiem, iakiś nofił w przod na twoim
fzlachetnym grzbiecie. Pafiamont, kto
ry nie był cierpliwy z przyrodzenia, i
nie naylepfze rozumienie powziął o ro
ftropności Dom Quifzotta, po czynności
iego, ktorey z niemi dokazał; nie mogł

ADON QUISZ O TTA. 327
zcierpieć tak złe flowa fobie nadane • •
mrugnął oczami na innych wfpoł towa"
rzyfzow fwoich , ktorzy rozfkoczywfzy
fię, ięli rzucać kamieniami na Don Qui
fzotta, iż nie zdążył załamiać fię tarczą,
ani mogł rufzyć z mieyfca Rofinanta,
ktory fię i kłociem oftrogow nie dał wię
cey użyć, iak gdyby był z miedzi ula
ny i wryty. Sanfzo ukrył fię za fwo
iego ofła, i tym fpofobem uniknął po
cifkow kamieni, ale Pan iego nie mogł .
fię tak dobrze zakryć, aby kilka kamie
mi go po bokach nieugodziło, tak że go
z konia zwaliły. Uczeń [koczył do nie
go, i ofiadłfzy zerwał z głowy międni
czkę, uderzywfzy nią kilka razy po
plecach, i tyleż razy o kamień potłukł
ią w kawałki, drudzy więźnie przybie
gli i zdarli z niego zwierzchnią fuknią,
co na zbroi nofił, i byliby go zwlekli do
fpodnich, gdyby karwafze, nakolanki ,
i nabiodrki pokrępowane mocno nie za
broniły im tey chęci uifzczenia; aby zaś
nie zoftawić w pół roboty , ulżyli cię
żaru i Sanfzowi zwlokłfzy z niego fu
knią; i ogołociwfzy go , iak dłoń, po
dzielili między fiebie zdobycz boiu , i
każdy w Twoią ftronę umknął z więkfzą

328 | H I S T O R TA
oftrożnością i natężeniem uniknienia Są
du S. Hermandad, jak poznania Jeymci
Dulcynei. Ofieł, Rofinant, Samfzo i
Don Quifzott, fami zoftali na pobojowi
fku. Ofieł łeb zwiefiwfzy, i coraz ufza
mi trząkaiąc, zapene w mniemaniu, iż
grad kamienny trwał iefzcze , Rofinant
położony przy fwoim Panu od dwóch
wielkich kamieni razow fpoczywał. San
fzo goły, jak święty Turecki, i gdyby
fię na świat rodził , drżąc od ftrachu, a
by nie wpadł w ręce S. Hermandad.
Don Quifzott zafmucony i zagniewany
widzieć fię w tak złym ftanie przez nie
wdzięczność zboycow, ktorym tak zna
mienitą łafkę wyświadczył. " |
Do w Qv i szorta 329
te} {ej te of Gę?:)*;-{e te}-<*
RozDZIAŁ XXII.
Co fię przytrafiło /ławnemu Don guisotto:
wi w Górze czarney.

Dom Quifzott widząc fię tak niego


dziwie zdradzonym, rzecze do fwoiego
Koniufzego. Słyfzałem mowiących, że
to ieft na Piafku ryfować, czynić dobrze .
złym i niewdzięcznym, gdybym cię był
pofłuchał, umknąłbym tego zmartwie
nia, ale iuż fie ftało, cierpliwości użyć
należy, niech doświadczenie nauczy nas
rozumu lepfzego. Prawdę powiem Mci
Panie, że WPan będziefz w tedy roftro
pnym, kiedy ia Turkiem, odezwie fię
Sąnfzo, acz że mi WPan wfpominafz,
iż gdybyś mi był uwierzył, umknąłbyś
tego niefzczęścia, wierzay że mi WPan
teraz, a uftrzeżefz fię gorfzego, bo Ro
wem wowiąc, jak z tymi, przeftrzegam,
WPana, że wfzelkie Rycerftwa nafze
za nic, i pod ławę poydą, iak S Her
mandad fię pokaże, i że nie dbać bę
dzie o wfzyftkich biegafow. błędnych nä.
\

330 H I S T O R y A!

całym świecie, iako pfa zgniłego. Pa


trzay WPan, już mi fię zdaie fły fzeć,
że świfzczą mi koło ufzow ich po
cifki. Ty iefteś z przyrodzenia tcho
rzowaty Sanfzo, rzecze Don Quifzott ,
ale żebyś nie mowił, iż ia ieftem upor
czywy, i że nigdy nie czynię tego, co
mi doradzafz, chcę ci uwierzyć na ten
raz, i oddalić fię od tey ftrafzney Her
mandady, ktorey fię tak mocno obawiafz
acz pod tym oftrzeżeniem, żeby ani ży
wy, ani umarły niceś nie wfpomniał ni
komu i flowa iak fię to ftało, żem iafię
fchronił, i unikałem niefzczęścia, dla nay
mnieyfzey boiaźni, ale fzczególnie tyl
ko na twoją proźbę, i dogadzając two
iemu upodobaniu. Jeżeli inaczybyś miał
wygadzać fię, to zmyślafz, i teraz, i
na potym, i w tym czafie, i w dalfzym,
fałfz ci zadaję, i mowie , żeś nie prawdę
powiedział, i zawfze bedziefzłgał,i mylić
fię z rzetelnością, ile razy to powto
rzyfz, i nawet pomyślifz, nie odpowia
day mi więcey, bo nie myśliy wcale o
tym, że fię chronię i umykam od iakiey
naygorfzey klęfki aofobliwie cdtey, gdzie
podobieńftwo bydź może obawy, wo
lałbym tu zoftać do fądnego dnia, i cze
Do N QUIS ZOTTA , 331
kać nie zmrużonym okiem nie tylko tey
świętey Sprawiedliwości, żołnierzy co
powiedafz,ale i dwanaście pokolenia Izra.
elitow, fiedmiu Machabeow, Kaftora i
Polluxa, i wfzyftkich Braterftw i chorą
gwi całego świata. Mci Panie odezwie fię
Sanfzo , unikać , nie ieft uciekać, ale
czekać biedy iefzcze mniey ieft uwagi i
odwagi, gdy niebezpieczność przewyż
fza fiły i doświadczenie, Jeft człowie
ka przezornego zachować fię dziś na iutro
nieważąc wfzyftkiego na raziedem; pofłu
chay mięWPan, chociaż profty człowiek
i niewykrzefany, iednak uchodziłęm za
wfze zarządnego, przeto nie żałuy WPan.
żeś pofzedł za moją radą, wfiądź tylko
na Rofinanta, ieżeli możefz, a ieżeli.
nie, to ja pomogę, iedź WPan za mną,
profzę bardzo, bo ferce mi wroży coś
nie dobrego tu dla nas, i rzeźwiey nam
nogami robić trzeba, iak rękami. Dom
Quifzott wfiadł na konia więcey nieodma.
wiaiąc. Sanfzo odziawfzy fię iak mogąc,
ftarzyzną pozoftałą, iadąc przodem wie
chali w głąb czarney gory kawał, Koniu
fzy wierny maiąc chęć nie zmyśloną wca
le tę przejechać, i do Almodobar pol
doftać fię, tam ukryć kilka dni, aby nie
332 H I S T O R T A

wpaść w ręce Sądu. Co go do tego iefz


cze bardziey przywodziło, to, że wyba
wił z bitwy i rąk więźniow wfzyftkie
żywności, ktore na ośle.iego były przy
wiązane, co prawie cudem fie ftało, po
fobem jak ci zboycy fzperali wfzędzie, i
|
zabierali, cokolwiek zdatnego napadli. |
Nafi ochotnicy przybywfzy w pośrzod
czarney góry w mieyfcu nayodludniey
fzym, gdzie Sanfzo radził Panu, kilka
dni zabawić, przynaymniey iak długo ich
prowianty wyftarczą, poczęli fię roz
|
kładać na tę noc między dwiema pagor
kami pod drzewami, gdzie fię mniemali
bydź bezpieczni, i od napaści zafłonieni.
Ale ślepa fortuna, ktora rządzi i kieruje
wfzyftkiemi (prawami na świecie do two
iego upodobania, chciała mieć, aby Gi
nes Pafamouttem doświadczony rozboy
nikco go filność i fzaloność Don Quifzotta
wyzwoliły z kaydąn, boiąc fię bydź
znow fohwytanym, i uciekając przed S.
Hermandad Zwierzchnością w tych fa
mychfkałach ukryć fię umyślił, i w toż %
właśnie mieyfce udał fię, gdzie Don Qui
fzott i Sanfzo fpoczywali; ktorych po
znał po głofie, i dał mi zafnąć fpokoy
nie. A że łotrzyfą zawfze niewdzięcz
Do w Q U Iszo TTA 333
ni i niewzględni, i potrzeba daie wyna
leść śrzodki, ktorychby fię nie zawfze
domyślić zdarzyło. Gines, ktory ani
prawey myśli , ani chęci nie miał
dobrze czynić, porwał ofła Sanfza, prze
kładając go nad Rofinanta, ktory mufię
zdawał zbyt wychudzony, iżby go nie
mogł ani fprzedać, ani zamienić: Nim
fie rozedniało, umknął tak daleko od Pa
na i fługi, iżby dogonić go nie mogli.
W tym rumiana Jutrzeńka fię ukazywa
ła twarzą fwoią wefołą rozwefelając
przyozdobiaiąc świat cały ; acz wię
cey tylko zafmuciła i ofzpeciła gębę
fkrzywioną Sanfza, ktory ledwie fię nie
rozpukł od żalu, obaczywfzy fię bez ofła,
tak fmutne wydawał głofy, i żałośnie ię
czenia, że Don Quifzott fię obudził, i
ufły!zał go temi łowy wyrzekającego,
O fynu moich wnętrzności; ktoryś w mo
im niefzkaniu pierwfze dnia światło oglą
dał, miła zabawko moich dzieci! Ro[ko
fzy moiey żony ! zazdrości fafiadow!
podporo moia i prac pomocniku? żywi
cielu domu i połowy mię famego! bd
czterema fzelągami, coś mi co dzień za
rabiał, część znaczną moiego pofiłku do
dawałeś. Don Quifzott domyślając fię
334 H I S T O R 7" A • |
na te narzekania, fmutku iego przyczy
ny, chciał go pociefzyć łagodnemi fło- |
wami , i mądre mi uwagami nad niepo-
myślnościami tego świata, ale mu fię
|
nic taknie udało, jak gdy mu radził bydź
cierpliwym, obiecując dać wexel na trzy
oślęta z piąciu, ktore w domu iego pozo- •
[tały, Sanfzofię nad tym zaraz zafpokoił,
nie mogąc fię nie dać zmiękczyć na tak
ważne pobudki, otarł łzy fwoie, wftrzy
mał wzdychania i ieczenia, wielkie po
dziękowanie uczynił Panu za tak znako
mitą łatkę, ktorą mu wyświadczył. Dom
Quifzott, ktorego fem trochę orzeźwił,
uradował fię, iż w pośrzód tych fkał fię
znaydował, nie wątpiąc, iżby to miey
fce nie było zdatne do natrafienia przy
god, ktoryeh fzukał. Przypomniał fo
bie przedziwne zdarzenia, ktore Ryce
rzow błędnych w podobnych puftyniach
fpotkały, i tak był przenikniony i za
chwycony prawie temi głupftwami, iż o
nic więcey fię na świecie nie turbował.
Sanfzo także nie miał więcey kłopotu
widząc fię befpiecznym i ofłow pewnym,
tylko, aby brzuch naładował oftatkami,
co mu fię zoftały. Wyiechali tedy, ten
za Panem idąc piefzą z tłomoczkiem, co
Do w QU I SZ0 TTA 335
przedtym ofieł dźwigał, co raz po kawa.
le niedoiadkow wyimuiąc, i połykaiąc z
całey fiły, niedbając o przygody, w na- -
fyceniu fię iak mogł naylepiey, zakładając
fwoią pomyślność. Tak potępuiąc po
ftrzegł, iż Paniego zatrzymał fię, chcąc
podnieść coś z ziemi Twoją dzidą, pofpie
fzył mu do pomocy, i gdy przyfzedł, Dom
Quifzottiuz trzymał na końcu tey podufz.
kę fkorzaną i tłomoczek do niey przywią.
zany,wfzyftko nadpfowane,i w półprzy
gniło, iż Sanfzo mufiał pomodz do pod
niefienia; fpoyrzał fzybko, co to było, i
obaczył, że zawinięciełancużkiemi kłod
ką zamknięte, acz przez dziury, ktore
zbutwiałość porobiła , wyciągnął cztery
kofzule z przedniego płotna Hollender
fkiego, i inną bieliznę cienką. w chuftkę
zaś zawinięty worek z nie mało dukatow.
Chwalmy Pana Boga, zawoła Sanfzo,
na ten widok, iż przecież aby raz w ży
ciu pożyteczną przygodę znaleźliśmy;
fzukając daley znalazł xiążeczkę dla på.
mięci w złoto oprawią. To dla fiebie ö
trzymam, rzecze Don Quifzott, a ty
weź pieniądze. Wielkie dzięki, Mci Do
brodzieju, odpowie Sanfzo, całując go w
ręce, wfzyftko to zaraz w Twoie fakwy
336 H I S T O R r 4
|
zapakował. Zapewne Sanfzo, powie
Don Quifzott, mufiał kto w tych knie
iach fię zabłąkać, znać zboycy go zabili,
i zachowali w tych fkałach. To bydź
nie może Mci Panie odpowie Sanfzo,
gdyby to byli rozboynicy, nie zoftawiliby
pieniędzy. Prawdę mowifz , rzecze Dom
Quifzott, nie mogę zgadnąć, co by to
było, ale czekay, zapewne znaydziemy
co napifanego w tych pamięciach, co za
fpokoi nafzą ciekawość ; To mowiąc o
tworzył xiążeczkę , i znalazł w niey na
pifane pięknemi literami Wierfze naftę
Ş ktore głośno czytał, aby San
zo ufły [zał. -

Miłości ślepey nie rządzi uwaga,


Bożek ieft dziwny, wymyślny okrutny,
Sądzi niefłufznie; przykry bałamutny.
Moc iego, bo moy, i fiły przemaga.
Acz ieźli Bożkiem, nikt go nie naucza,
Wie, wfzyftko widzi; bez winy nie można
Srogim go nazwać: porywczość w tym prożna
Z kądże ta męka? ktorą mi dokucza?
Nie l'hilis pewno, przyczyna zbyt miła,
Skutkuby złego dobroć nie prawiła
Umie
DO N Q J { SZ O TTA 337
Ani też Niebios mniemać przeznaczenie,
Umierać raczey w tak nie znanym Ciofie,
Jaka nadzieia w niepewności lofie,
Chybaby cudem znaleść uleczenie.

Ta piofmka nic nas nie naucza, o


dezwie fię Sanfzo, oprocz że jak po nici
doydziekłąbka, tak Lila śladem do iamy.
O iakieyże nici g datz ? rzecze Don
Qufzott, i o takim Lifie? Zdaie mi fię,
że W Pan tam czytałeś, że nie śpi Lis
w tych wier[zach, odpowie Sanfzo. O
tym nie wiem , mowi Don Quifzott,
wfpomniałem Philis, to ieft nazwifko
Dumy, na ktorą fię żali ten, co pitał
Sonnet, ale nie o Lifie , i to Wać !'an
nazywa!z Sonnet ? znow Saufzo, bardzo
to dobrze do prawdy: fą wnet; nie złe
te wiertze. - Tak , ieft to pewny gatu
nek wier{zow tak nazwany , odpowie
Don Quifzott , nie naygorfzy był wier
fzopis , chybabym fie nie znał. Alboż ,
znow Saufzo íię odezwie , WPan mię
fzufz fię także do wierfzow fkładania ?
Hey zapewne lepiey niż ty rozumie 'z,
rzecze mu Don QuiTzott: i uznafz to
fam, gdy ci dam lift cały w wierzach
abyś powioß do Jeymci Duicy nei z
Tom I. - X
338" B 1S T o R TA
Tobofo, i trzeba, żebyś wiedział San
fzo, iż wfzyfcy Rycerze błędni dawnych
czafow, a przynaymniey naywięcey ich
było Wierfzopifami, i umieiącemi grać
melodyinie; i te dwie piękne umiejętno
ści, a raczey zafzczyty i ozdoby fą
iakby iftotne przymioty Rycerzow błę
dnych. Wprawdzie wierfze ftarodawne
miały więcey żywości, iak roftropności,
i nie były według przepifow poezyi.
Czytay WPan daley , powie Sanfzo,
może znaydziemy, czego fzukamy. Dom
- Quifzott przewrociwfzy kartę. Otoż tu
znow nie wierze, zdaje mi fię, że to
lift; czy do kogo pifany? zapyta San
fzo. Początek daje mi poznawać, iż
fą w nim wyrazy miłości, odpowie Dom
Quifzott: dobrze czytay WPan gło
śno. profzę, lubię lifty miłośne, rzecze
Sanfzo. Tak uczynię, mowi Don Qui
fzott, i czytał, co naftępuie. ” Obłu
”3) dność twoich przyrzeczeń, i moie
??
niefzczęście, o ktorym iuż wątpić nie
93
mogę , przywodzą mię do tego przed
fięwzięcia, abym fię oddalił od ciebie,
i pierwiey uwiadomioną będziefz o
moiey śmierci, niż o przyczynie flu
fznych żalow. Porzuciłaś mię nie

#
Do N QU I SZOTTA. 339
39

79
wdzięczna ; dla człowieka, ktory nie
»»
ma więcey zacności nademnie , tyl
93
ko więcey doftatków. Gdyby cnota
37
w tym wieku ubogacała, nie miałbym
33
przyczyny zazdrościć innym, anibym
9?
niepomyślności mey nie opłakiwał.
»»
Jak twoja piękność i cnota z uczyn

kami niezgadzają fię, i wiele brak, a


by rowny blafkie ozdobił. Pierwfze
}}
mi dały wierzyć, iż mafz część Bo
?? ftwa darow w fobie, drugie prze
32
świadczaią, iż iefteś kobieta. Bądź

zdrowa , życzę ci pokoyności tey,
39
ktorą zdradzając mnie wraz z życiem
23
mi odbierafz. - Niechay Niebo ftrzeże
99
wyjawienia zdrady twojego Małżon

ka, aby żałując nieflufzności, iakąś
93
ze mną poftąpiła, nie byłem pocią
§»
gniony mścić fię wfpolnych uraz na
• 93
[zych na człowieku, ktorego powin
naś teraz zanować. ” To nas wię
cey nie obiaśnia , iak wierze, rzecze
Don Quifzott, tylko, że ten co pifał
lift zakochany ; był Miłośnik zdradzo
ny , przeglądając całą xiążeczkę, zna
lazł więcey wierfzow i liftow, ktorych
ledwie część mogł przeczytać, ale znać
było, że wyrazy żałośne, utyfkiwania
Xij
|

34o HJS TO R rA
miłośne, niedowierzania, zwątpienia,
przykrości, łatkawości i wzgardy zna
czyły. Gdy Don Quifzott przeglądał
kartki , Sanfzo plądrował zawinięcie,
żadnego nie zoftawił ukrycia mi w po
dufzce zachowania, ktoregoby z pilno
|
ścią nieprzetrzątał, tak nabrał fmaku
po odkryciu duplonow, ktorych więcey
iak fto znalazł, acz chociaż tam już nic
nie wymacał, przecież rozumiał (ię do
fyć nadgrodzonym za podrzucanie nie
zdrowe, i rznięcie brzucha od Balfamu
Fierabras, młocenie kiymi od Furmanow,
Gradu kamieni od owczarzow, kuła
kow i pięściow od podwodnikow, ftra
ty fakwow pożywiających, i ofła zguby,
odarcia z płafzcza , oraz głodu, pra
gnienia, i prac nieźliczonych, ktore po
niofł w fłużbie fwojego Pana. Ta nad
groda zdawała mu fię doftateczna, i rad
by co miefiąc tyle wycierpieć za podo
bmeż zafługi. Nafz Rycerz iednak miał
chęć niezmyśloną poznać Pana tego za
winięcia, fqdząc z wielości złota, pię
- kności bielizny, dobroci wierfzow i li
.
ftow, ktore znaydował wyborne , iż to
mufi bydź człowiek znakomity; ktore
go zniewaga i złe obeyście jego ulubio
D O N Q U ISZ0 TTA 341
ney , do rozpaczy przywiodły: acz że
mniemał iżby mu nie mogł nikt oznay
mić nic w tak puftym mieyfcu: zapu
ścił fię, dając fię prowadzić Rofinanto
wi na wolą. ktory fzedł, iak mogł po
fkałach i przez ciernie. Dom Quifzott
iadąc tym fpofobem, i maiąc zawfze w
umyśle, iż przygodow mu niezabrakuje
w tak dzikim mieyfcu, uyrzał na wierz
chu góry przed fobą człowieka, kto
ryfkakał ze fkały na fkałę, po głogach
i krzakach, zdawało mu fię, iż był wca
le nagi z brodą czarną gęftą, włofy roz
targane, bez pończoch, ani trzewikow,
uda tylko przykryte gałganami [podnich,
ktore znać były akfamitne kiedyś, ale
tak podarte, iż ciało było na wfkroś wi
dać ; głowy także nie miał niczym na
krytey, i chociaż biegł fzybko, nafz
Rycerz wzrok byftry maiący, przecież
uważał te ofobliwości, iak mogł dążył
za nim, nie wątpiąc, iż to był Pan tło
moczka. Acz Rofinant był zbyt ofła
biony, aby fię mogł tak śpielzno uwinąć,
ile w mieyfcu przykrym i fkaliftym, bę
dąc z przyrodzenia nie fkorym, i nie
lubiąc co tchu bieżyć. Kawaler fmutney
poftaci, iędńak umyślił dogonić Ryce
342 H I s t o R rA
rza tłomoczka, choćby przez cały rok
za nim ieździł po tych górach. W tym
umyśle kazał, aby Sanfzo íedną ftroną
go fzukał, gdy on pojedzie drugą fzpie
gować go. Może go wymaydziemy, rzekł,
przykładając tyle pilności i ftarania.
Tego nie uczynię Mci Panie, odmowi
Sanfzo, nie mogąc fię oddalić naymniey
od WPana, zaraz mię ftrach opanuie ze
wfzech ftron, iak gdyby wfzyfcy dia
bli Swiętego Antoniego kufzący na pu
fzczy, otoczyli mię i raz na zawfze W.
Pana przeftrzegam, że fię na pół kroku
od niego nie odftąpię odtąd. Jakże
fam chcefz , rzeczę nafz Rycerz, ow
fzem rad ieftem, że moim męztwem fię
zafłaniafz, upewniam, że fię na nim nie
zawiedziefz; choćby cię dufza w ciele
zawiodła i ufzła. Idź tedy za mną po
woli, i fzukay dobrze oczami, obiedzie
my tę małą górę, może napadniemy
Panatłomoczka, ktory ieft zapewne ten,
cośmy go uyrzełi fzybko biegącego, Mci
Panie, odezwie fię Sanfzo, czyby nie
lepiey było nie fzukać go? bo iak go
znaydziemy, a tłomoczek okaże fię ie
go włafny , zapewne należałoby go
powrocić właścicielowi, a tak zważay

po N QUIszo TTA. 343

WPan, że ta pilność nie byłaby nam u


żyteczna; dogodnieyby nam było o
trzymać tę zdobycz dobrą wiarą, nim
byśmy fpotkali tego człowieka trafun
kiem, tym czafembyśmy wydali złoto
i kofzule zpotrzebowali. Wtedy we
dług uftawy Krola wolnibyśmy byli na
fumnieniu. Mylifz fię w tym Sanfzo,
powie Don Quifzott, iak prędko Pana
znaleźney rzeczy możemy odkryć, ie
fteśmy obowiązani fzukać go, i oddać
mu to, co było iego; i chociażby
śmy go nie wynaleźli, nie możemy fu
miennie zatrzymać tey zguby, ktorą
: rozumiemy bydź cudzą. To fame do
myślanie fię czyni nas iuż obwinionemi;
iak gdyby iafne i dowodne było. I tak
przyiacielu, niechay te znalezienie nie
czyni ci przykrości, bo co o mnie ro
zumiałbym fię bydź z wielkiego ciężaru
ulżonym, gdybym tego zgubiciela rze
czy mogł natrafić. To mowiąc pognał
Roffynanta, za nim Sanfzo dążył pie
fzo obładowany iak ofieł, dzięki czyniąc
niefzczęściu i Ginefillowi z Paffamontu.
Obieżdżaiąc i fzpiegując wfzyftkie za
kręty gör przybyli nad brzeg rzeczki,
gdzie napadli muła z fiądzeniem i uzde
344 B r s t o K TA
czką zdechłego, i na w pół od pfowi
krukow pożartego: co ich tym więcey
utwierdziło , w mniemaniu, iż ten czło- .
wiek co uciekał przed niemi był Panem
tłomoczka. Gdy fię zaftanowili zważa |
iąc muła, i czyniąc uwagi nad tym zda
rzeniem, ufyfzeli świftanie, jak zwykli
czynić Owczarze na gromady zwołanie,
w tym zobaczyli po lewey ftronie nie
małą trzodę koz, a za niemi ftarego Pa
fterza, do ktorego należały. - Don Qui
fzott go zawołał, aby zfzedł do niego z
gory zachęcając mile , ten człowiek za
dziwiony [pytał fię co ich tam przypro
wadziło , w miey[ce tak pufte i odludne, |
gdzie nie było ftop ludzkich śladow, tyl
ko koz, i wilkow i innych dzikich źwie
rzow. Zeydziy tylko dobry człowieku,
zawoła Sanfzo , o wfzyftkim ci opowie
my: zfzedł Pafterz, i przybliżywfzy fię
do Don Quifzotta, łożyłbym fie, rzecze,
iż uważacie Panowie tego muła, co le
ży w rzece. Zaprawdę iuż tu fześć
miefięcy fpoczywa, powiedźcie mi, czy
ście nie fpodkali Pana iego, iadąc tu.
Nikogośmy nie natrafili, odpowie Dom
Qufzott, tylko podufzkę i fkorzany tło
moczek do niey przywiązany o kilnaście
Do N QUIszo TTA 345
krokow z tąd. I ia napadłem ią, rze
cze Owczarz, ałem fię ftrzegł podnieść,
nie chciałem fię nawet do niey przym-
knąć, obawiając fię zdrady, abym nie
był ofkarżony, o iaką kradzież, bo dia
beł ieft fztuczny, i znayduią fię częto
zawady pod nogami, na ktorych fię
trzeba potknąć; nie wiedząc czafem, iak
i za co w biedę fię wpadnie. Toż fa
mo i ja uczyniłem, odezwie fię Sanfzo,
bośmy napodkali te zawinięcie, alem go
rufzyć nie chciał, zdalafię umykając na
ciśnienie kamienia, zoftawiłem ie, gdzie
było, na mieyfcu niech leży; bo piefka
z grochotkami nie lubię , że głośny. Po
wiedz mi poczciwy człowieku, mowi
Don Quifzott, czy nie wiefz czyi to
muł? Tyle mi wiadomo, odpowie O
wczarz: iż przed fześcią miefięcy czło
wiek młody , urodziwy i kfztałtny na
tym mule iadąc, co go widzicie, iak
był żywy z tąż podufzką i tłomoczkiem
w tyle przywiązanym przyjechał do ow
czarni o trzy mile ztąd, pytać fię, gdzie
mieyfce nayfkrytfze i naydzikfze tych
fkał? odpowiedzieli mu, że to było,
gdzie fię znaydował, i tak ieft w famey
rzeczy, bo gdyby pół miłe głębiey wie
346 H IS T O R TA
chał, ciężkoby było nazad wydobyć fię,
i dziwno mi , że WPanowie tu fię dofta
liście, ponieważ ani drogi tu, ani ścież
Ki nie mafz. Ten tedy młodzieniec, iak
tylko nafzą odpowiedź ufłyfzał, zwro
cił mułu i poiechał manowcem, cośmy
mu pokazali, zoftawiwfzy nas w zadumie *
|
niu dla iego piękney poftaci, i chęci dofta
nia fię pomiędzy te fkały odludne. Od
tąd więcey go nie oglądaliśmy, aż w
kilka dni potym, napotkał iednego idąc
z nafzych Pafterzy, i nic mu nie mo
|
wiąc, dał mu ze fto plag, rzuciwfzy
fię na niego i obaliwfzy, z tamtąd po
biegł do ofła, ktory nofi pożywienia na
fze, i porwawfzy wfzyftek chleb i fer,
co tam był, uciekł. w gory fzybko,
gdyby Jeleń iaki. Skoro fię o tym do
wiedzieliśmy niektorzy z nas Pafterze,
blifko dwoch dni fzukaliśmy go w nay- .
fkrytfzych mieyfcach tych opokow,
długo śledząc go, wynaleźliśmy w drze
wie wypruchniałym fiedzącego. Wy
fzedł do nas z wfzelką przyjemnością,
ale twarz ofzpecona, i upałem fońca
ogorzała była żeśmy go, ledwie poznać
mogli po fukniach, i te miał w kawały
podarte. Przywitał nas mile w niewie
|

po w QUIszo TTA. 347


# lu fłowach, dobrze iednak ułożonych
rzekł nam, abyśmy fię nie dziwili, wi
dzieć go w tak złym ftanie, iż to bydź
mufiało dla dopełnienia pokuty, ktora
mu była naznaczona. Profiliśmy go ,
aby nam powiedział, kto był, ale tego
niechciał uczynić, rzekliśmy mu także,
aby nam pokazał mieyfce, gdziebyśmy
go znaleść mogłi, gdyby od nas czego
potrzebował, a ofobliwie do pożywienia,
upewniając go, iż mu damy dobrowol
nie z chęci i dobrego ferca, czego żądać
będzie, profząc oraz, aby przychodził nam
mowić o to, nie biorąc fobie gwałtem.
Podziękował za oświadczenie, przepra
fzaiąc za przefzłą napaść i pokrzywdze
nie , obiecując, iż odtąd będzie profił
w Imie Bofkie, co mu będzie potrze
bnego, nie czyniąc nikomu przykrości.
Chcieliśmy fię dowiedzieć, gdzie fię o
broci, odpowiedział, iż nie miał pewne
go ftanowifka, i gdzie go moc zapadnie,
tam według fpofobności obiera fobie no
cleg Zakończył rozmowę z nami z tak
żałośnemi wyrzekaniami, że trzeba bydź
z miedzi, albo kamienia aby nie mieć
litości; a my ofobliwie widząc go w tak
złym i odmiennym ftanie, niżeśmy go
%
348 H I S T Q R TA
pierwfzy raz oglądali , bo jąkom WPanu
mamienił, był to wcale przyftoyny Mło
dzieniec, piękney poftaci, mający rozum,
i zdając fię ftateczny i utrzymały. To
wfzyftko i więcey daie nam fię do
myślać, iż ieft dobrego urodzenia. W
pośrzod zaś fwoiey rozmowy razem fię
zaftanowił, i iak gdyby niemym ftanął,
fpuściwfzy oczy na doł, i długo tam ftał,
iak wryty, patrzaliśmy na co wyidzie to
iego zadumienie. Tak poftoiawfzy czas
nie mały, uyrzeliśmy go z twarzą zmie
nioną, i dzikość iakąś okazuiącą , przy
mrużać i otwierać oczy, brwi i czoło
marfzczyć, ufta przygryzać, pięście ie |
dnę o drugą bić, i domyślaliśmy fię, iż
mu przypadła fzaleńftwa godzina, co nas
pociągnęło do użalenia fię, i nie zadłu
go nas utwierdził w tey myśli porwał
fię nagle z ziemi, gdzie fiedział, i ude
rzył na pierwfzego z nas, co mu
wpadł w ręce z taką zajadłością i za
pędem, że gdybyśmy go nie wydarli z
ręku przez moc, byłby go ubił pięściami,
i zagryzł zębami. W tym zawrocie wo
łał nieuftannie. Ach zdrayco Fernandzie,
tutay, tutay, przypłacifz mi zniewagi,
ktorąś mi wyrządził, te ręcę wydrą ci z

- /

Do N QUISZ o TTA 349


wnętrzności ferce obłudne, w ktorym
zawierafz wfzyftkie nieprawości naygor
fze na świecie, maybardziey ofzukanie i
zdradzenie. Więcey iefzcze przydawał
złorzeczeń, ktore wfzyftkie dążyły do
wymowkow przeniewierzenia tego fer
nanda. Potym wymknął fię od nas, flo
wa nie mowiąc , i pobiegł w gęfty las ,
fkacząc tak fzybko po cierniach i oftrych
fkałach, iż nam nie podobna było dogo.
nić go To nam dało do wierzenia, iż
fzaleńftwo czafami go napadało, i ktoś
nazywający fię Fernand mufiał mu iakąś
pfotę wyrządzić, tak wielką, iż rozum
utracił, i w tym nas przeświadczył,
przychodząc czeftö na przeciw nafzym
Pafterzom, profząc ich z dobrocią o ie
dzenie, a czafem i gwałtem fobie biorąc
ich żywności, jak fię znayduie przy ro
zumie, lub w zawroceniu głowy. I mu
fzę WPanu powiedzieć, daley mowi Ow
czarz, żeśmy fobie ułożyli dway inni
Pafterze, i ich Owczarkowie, i ia, fzu
kać tego nieboraka Młodzieńca tak dłu
go, poki go nieznaydziemy, i przypro
wadzić go z chęcią, czy z przymutem
do Almodobarośm mil z tąd. aby go tam
uleczyć, ieżeli fię znaydzie pofob na
-
*

35o H I S T o R TA
iego chorobę, a przynaymniey zechce- -

my fię dowiedzieć kto ieft, i oddać go :


w ręce krewnych; Otoż to ieft, co mo
gę WPanu powiedzieć na to, o coś mię
zapytał ; i ten, co fię dał widzieć tak
1
.:
fzybko biegający i prawie nagi, ieft wła
ściciel iftny tłomoczka zgubionego i mu
- ła zdechłego, ktory leży w tey ftrudze.
Don Quifzott zadziwiony tym co Ow
czarz im rozpowiedział, tym więkfzey
chęci nabył, dowiedzieć fię kto był ten
niefzczęśliwy, co mu fię zdawał tak mało
na to załużyć, i godnym go znaydował
politowania. Umyślił aż do końca za
myfłfwoy doprowadzić, pofzukiwać go
w całey gor okolicy, nie opufzczając za
dney iamy, ażby go wynalazł ; acz los
lepiey iefzcze zdarzył, niżeli fię fpodzie
wał, bo w tym razie właśnie, uyrzał
tego Młodzieńca przez rozpadlinę fkały
na wylot idącego do nich i fzemrzącego
coś między zębami, czegoby zrozumieć
nie można było, choć błifko fię znaydo
wali. Tak wyglądał, iakieśmy go opi
fali, oprocz że miał zwierzchnią fuknią
w gałganach, ktorą Don Quifzott uznał
bydź ze fkóry pachniący kolet, i z tąd
fądził, iako i z refzty iego ubrania, iż
DON QUISZ O TTA. 3;
to mufiał bydź człowiek znaczny. Ten
|

dzieciuch przyftąpiwfzy do nich przywi


tał z ufzanowaniem, acz głofem ciężkim
i chrzypliwym. Don Quilzott wzajemny
mu ukłon oddał , z tąż grzecznością, i
zfiadłfzy z Rofinanta, przybliżył fię do
niego, i ścifnął w poł, iakby go cały
wiek znał; ten zaś dawfzy fię uścifkać,
i oddaliwfzy nieco od Don Quizotta po
łożył mu rękę na ramię, i zaczął mu fię
przypatrywać, jak gdyby go chciał u
znać, z tymże podziwieniem i ciekawo
ścią zapewne widząc wzroft, poftać i
ubior Don Quifzotta, iak ten miał oglądać
go w tak nędznym ftanie. Pierwfzy kto
ry zaczął mowić, był Rycerz odarty,
i powiedział to, co w naftępuiącym Ro
zdziale da fię uíły{zyć.
352 H I S T o R rA
% anu$* Ş ,4 #2
–=#+---+ @#$%*#;
R 0 Z DZ I A Ł XXIII.
Da|se przygody Czarnej Gory.

N Imieyfze dzieie opifuią, iż Don Qui


fzott Ruchał z wielką pilnością co mu o
powiedał żałotny Rycerz od Czarney Go
ry, ktory tak Twoją mowę daley prowa
dził. Zapewne Mci Panie, ktokolwiek
iefteś, bo go nieznam , zoftaię mu obo
wiązanym za tę uprzeymość i przychyl
ność co mi oświadczafz, radbym bydź w
fpofobności wyrazić więcey W Panu [kut
kiem, niż Rowami zawdzięczenia, kto
re mam za iego dobre przyjęcie, ale mo
ia zła fortuna nie zgadza fię z uprzey
mym fercem, i za tyle dobroci dozna
nych, nie zoftaią mi tylko płomne żą
dze. Moie fą, odpowie Don Quifzott,
czynić mu przyfługi wfzędzie i zawize, i
poftanowiłem fobie niewyjeżdżać z tych |
Gor, ażbym go fzukaiąc fpotkał, i że
bym fię od niego famego dowiedział, ie
żeli ieft iaki [pofob na ulżenie dolegliwo
ści
- |

po w Q UISZ o TTA 853


ści iego, co do tak fmutnego życia
WPana przyprowadzą, żeby ten wyna
leść, z naywiękfzym ufiłowaniem, i od
ważeniem moiego lofu. A gdyby iego
ucifki były nie uleczone, przybyłem
ulżyć tych iemu do znofzenia dzielący
fię z WPanem i łzy moie do iego mię[za
iąc, gdyż przynàymniey to ieft iedno
pociefzenie w naywiękfzych fmutkach,
znaleść w fpoł ubolewających nad nafzą
niepomyślnością. Jeżeli WPan mnie--
mafz, że moia cheć dobra warta iakiey
wdzięczności, profzę przez te iego grzecz
ność oświadczoną mi, i zaklinam na to,
coś kochał w życiu naywięcey, opowie
dziećmi, kto iefteś? i co go pobudza w
tak dzikie i odludne mieyfce chronić fię.
Poprzyfięgam mu, przydaie Don Qui
fzott, przez Rycerftwa obowiązki, kto
re przyjąłem chociaż niegodny, że ieżeli
tę łatwość dla mnie okażefz , wzajemnie
W Panu wfzelkie przy Rugi , co będę mogł,
wypełnić zechcę, fzukaiąc ułagodzenia
iego niefzczęść, lub też pomagając zno
fić ie. Rycerz od Gory łyfząc tak mo
wiącego innego fmutney Poftaci, nie
przeftawał przyglądać mu fie, i zważać
go od ftop do głow nieuftannie fię wpa
Tom I. - Y
354 Aj I S T O R T 4

truiąc , i tak należycie rozważywfzy,


rzecze mu : ieżeli mafz co do iedzenia,
NIci Panie dla miłości Bofkiey każ mi
dać , iak fię pofilę, uczynię, czego
WPan żądafz odemnie. Zaraz Sanfzo do
był z torby, i Owczarz z kofzałki, czym
nafycić głod odartego Rycerza, ktory
iął zaiadać, iakby naybardziey zgłodnia
ły z taką obżartością i pofpiechem, że
jeden kawał drugiego popychał, i można
mowić, że żarł bardziey niż iadł. Nafyci
wfzyfię, podniofłfię zmieyfca,i kinąwfzy
na Don Quifzotta i innych, aby za nim
fzli, zaprowadził ich na łąkę, ktora tam
blifko była pod Gorą, gdzie ftanąwfzy
ufiadł na murawie, pofiadłfzy wfzyfcy,
i ten wfparłfzy fię wygodnie, tak zaczął.
Mci Panie ieżeli chcefz, żebym ci opo
wiedział moie żałofne przygody, trzeba
żebyś mi wprzod przyobiecał, że żaden z
przytomnych tu nie przerwie mi iakim za
pytaniem, lub innym kfztałtem, bo jak
tylko kto fowo wyrzecze, zakończę
zaraz moją powieść. To poprzedzenie
przypomniało Don Quifzottowi baykę,
co Sanfzo mu rozpowiedał, gdzie dla
niedokładnego policzenia koz przewie
zionych przez rzekę, powieść fię urwa
1
j) O N q U i szorr A 355

ła, nie mogąc iey Sanfzo znaleść dalfze


go doprowadzenia do końca. Dla tego \
czynię tę przeftrogę, przyda Rycerz Le
śmy, abym fię nie długo bawił nad opo
wiedaniem moich niefzczęść , ktorych
orżkie wfpomnienie tyfiąc mąk mi za
$ tym prędzey zakończę , gdy czy
nić nie będziecie zadnego zapytania. Nie
przeto, abym chciał zataić iaką okolicz
ność, upewniam, że żadney nieopufz
czę, ktoraby naymniey ważności miała.
Don Quifzott imieniem wfzyftkich obie.
cał doftateczne przyfuchamię fię, i mil
czenie zupełne z tym raręczeniem Ry
cerz odrapany tak zaczął. -

Moje imie ieft Kardemio, Oyczyzna


iedne z naylepfzych Miaft Andaluzyi,
rodowitość fzlachetna, i dom maiętny.
Przecież niefzczęścia moie [ą tak wielkie,
iż ani doftatki znaczne, ani znakomitość
moich rodzicow nie może ulgi im wyma
leść. W tym famym mieyfcu życia
początek wzięła niewypowiedzianey
piękności Lucinda, cud urody, fzlachet
na, bogata niemniey, iakia bydź mogę,
ale ktora nie miała dość ftałości ferca i
umyfłu zawdzięczyć fzcerość moiego
przywiązania. Pokochałem Lucindę od
Y ij
\
356
3 H I s t o r rA
naymłodfzych lat moich, wielbiłem ią
w dziecinności prawie i Lucinda mię
lubiła, z tą proftością ferca [zczerą, kto
ra ieft zwykła niewinności tego wieku.
Nafi Rodzice znali dobrze nafze fkłonno
ści wzajemne, i niefprzeciwili im fię,bofię
nic fzkodliwego ztąd niefpodziewali , FO
wność urodzenia i majątku łatwieyby im
daly zezwolić na nafze złączenie. Miłość
nafza rofła z laty: W tym Oyciec Lucin
dy podobny do Rodzica Thisby wfławio
nego u Poetow mniemając niemodzzno
fić z przyftoynością nafzey przywykłey
poufałości, czyli z innych powodow, ka
zał mi powiedzieć przez przyjaciela, a
bym poprzeftał tak częftego przebywa
nia w domu iego, dla uniknienia złego
porozumienia. To zabronienie powię
kfzyło miłość nafzą, i nowych żądzy
natężenia przyczyniło. Jakieśmy fię
widywać przeftali, tym więcey żeśmy
fię pokochali, i przez lifty chęci wfpolne
oświadczali, nic nam nie tamuiąc na
fzych myśli wolno wynurzenia; a że
mieliśmy fpofobność pewną i łatwą pifa
nia zawfze do fiebie, czyniliśmy to co
dziennie. Składałem piofnki i wierfze
miłofne, i cokolwiek kochający zwykli
Do N 9U IS zoTTA 357
na ułagodzenie (wych dolegliwości wy
rażać. Lucinda także wfzelkiego do
kładała ftarania, aby mi dać poznać Two
ie piefzczone płomienie, takieśmy flo
dzili nafze przykrości, i utrzymywali mi
łość wzajemną. W wielkich bolach trze
ba nie małych lekarftw, pomierne tylko
ie rozdrazniaią i więcey dokuczają. Na
oftatku kochaniem przynaglony, i upra
gnieniem widzenia Lucindy zniewolony
umyśliłem profić o nią w zamężcie, i a
by nie tracić czafu, ktory mi był tak
fzacowny, fam udałem fię do Oyca iey
uczynić tę odezwę. Odpowiedział mi ,
z grzecznością, dziękując za to uczcze
nie , ktore mu czynię, ale że Oyciec
moy będąc iefzcze żyjący, do niego na
leżało to oświadczenie ogłofić; a ieżeli
ułożenie moie ieft mimo iego wiadomo
ści, lub miałby odmowić zezwolenia,
corka iego nieuczyniłaby kroku przeci
wnego, i nie wydałaby fię fama ani on
iey nigdy po kryjomu. Podziękowałem
mu za iego łafkawość, i znayduiąc, iż
miał Rufzną w tym przyczynę, upewni
łem go, iż moy Oyciec fam przybędzie
potwierdzić to nadgłofzenie. Dla tego
pofzedłem zaraz do niego odkryć mu
358 H I S T o R 3 A
moie zamy!ły, żądając iego pozwolenia i
wfparcia. Zaftałem go w fwoim pokoju
lift otwarty w ręku trzymającego, kto
ry mi dał czytać mimem fłowo mogł wy
rzec. Obaczyfz. opowie mi, Kardenio
przez to pifanie łatkę, iaką ci Xiążę Ri
chard świadczyć chce, ktory, iak wia
domo wfzyftkim ieft Pan wielki Hifzpań
fki, mając maiętności fwoie w naylep
fzey okolicy Andaluzyi. Przeczytałem
lift, i znalazłem go tak uprzeymy, iż
fądziłem, że Oyciec moy nie mogł od
mowić uczczenia, co iego i mnie poty
kało, Xiążę ten profił, aby mię przy
fłał zaraz do niego, gdzie fię znaydował,
żądając abym był z iego ftarfzym fynem
bez żadnego upodlenia, tylko iako wfpo
łecznik dla zabawy, przyrzekając ftaranie
mieć o moim dalfzym fzczęściu, ktore
by wyrownywało dobre rozumienie, co
powziął o moiey zdatności; zaniemiałem,
przeczytawfzy lift, i ledwiem nie tracił
rozumu, gdy Oyciec mi powiedział,
Kardenio wybieray fię w drogę, za dwa
dni poiedziefz. Dziękuy Panu Bogu te
raz, że ci otwiera fpofobność pokazania
fię, coś wart, i gdzie znaydziefz ławę
i nadgrodę; dawfzy mi radę Oycowfką,
DO N QUIS Z 0 T TA. 359

i iako człowiek świat znaiący, kazał mi


odeyść. Dzień mojego odiazdu zbly żył
fię; teyże nocy widziałem fię z Lucindą,
i uwiadomiłem ią o wfzyftkim, co fię
działo. Byłem także u Oyca iey, i proź
bę mocną do niego ponowiłem, aby mię
zachował zawfze w fwoiey łafce i pamię
ci, ktorą mi okazał, a nie raczył Corki
fwoiey rozporządzić, wpokibym nie po
wrocił od Xcia Richarda, przyrzekł mi
to: pożegnałem fię z Lucindą, i nafze
rozłączenie było z naywiękfzym żalem,
iaki tylko uczuć mogą kochające fię tak
mocno i naymilfze fobie ofoby. Tyfiąc
przyrzeczeń i poprzyfiężeń na wzajem
uczyniwfzy, odiechałem, i ftanąłem u
Xçia. ktory mię przyjął z wfzelką ludz
kością, i tyle dobroci okazania, iż wfzy
ftkich domowych zazdrość pobudziłem.
Starfzy Syn iego także grzecznym mię
uprzedził oświadczeniem; acz Don Fer
mand młodfzy piękney poftaci, Kawaler
kfztałtny, miły, i hoyny; więkfzy nad
innych przychylnością mię obowiązał.
Niepojętą radość oznaczaiąc z moiego
przybycia, potym mi rzekł, iż żądał,
abym był jego ofobliwym przyiacielem,
daiąc mi poznać to iawnie, iż był moim;

36o H I S T o R 4 A
lubo brat iego ftarfzy lubił mię, i dawał
tego nie małe dowody, przecięż widzieć
można było znaczną różność. A że nic
taynego nie ieft między poufałemi, Dom
Fernand rozumieiąc fię tak upewnionym o
moim przywiązaniu do niego , iak ia by
łem wzaiemnie przeświadczonym oiego,
wfzyftkich myśli fwoich mi powierzył,
między innemi wyznał, iż miłość go
czyniła niefpokoynym , zakochał fię w
piękney dziewczznie corce bogatego
miefzkańca podległego Oycu iego. Ta
Panienka tak była urodziwa i obyczay
na, że podziwieniem wfzyftkim znają
cym ią ftała fię. Wiele pięknych iey
przymiotow tak przejęły ferce i umyfł
Don Fernanda, iż nie mogąc iey pozy
fkać za kochankę, umyślił żenić fię z
nią. A że byłem wdzięczny Dom Fer
nandowi za jego przyjaźni zadatki, mia
łem to fobie za obowiązek, odprowa
dzić go od tego przedfięwzięcia, i com
mogł wynaleść pobudkow, wfzyftkie
mu przełożyłem do odrażenia go, ale wi
dząc, że to nie pomagało, ośmieliłem
fię przeftrzedz Xiążęcia Oyca iego. Don
Fernand był fztuczny i wybiegły , gdy
pomiarkował, iż mi ta myśl przyiść mo
Do N Q U r s z o T TA 361
gła , bo cnota mię pobudzała do odkry
cia tego ułożenia wyfokiey rodowitości
domu jego przeciwnego; odciągnąć mię
od moiego zamyfłu ufiłował, udając, iż
tego iuż czynić nie zechce, nie była po
mieważ trzeba odmawiać go. Powiedział
mi tedy, aby mię tym lepiey uwiodł, iż nie
znaydował lepfzego fpofobu na pozby
cie fię tey namiętności, iak oddalenie
fię na iaki czas od tey , co była iego mi
łości celem, i dla pokrycia [wego odiaz
du, miał mowić Xiążęciu Rodzicowi,
iż życzy fobie wraz ze mną iechać do
moiego Oyca dla zkupienia Koni, po
nieważ naylepfze znayduią fię w nafze
go Miafta okolicach. Ledwiem go ufły
fzał tak mowiącego, nie radząc fię inne
go powodu, iak moiey miłości dogodze
nia, na te żądanie iego przyftać umy
śliłem. Powiedziałem, że to doftate
czna była pobudka, i odległość pewno
go uleczyć może; popierałem ufkute
cznienia tego ułożenia. Don Fernand,
• iakem fię potym dowiedział, iuż miał
związki ściRe z tą piękną wieśniaczką,
ktorey ślubował, ale tego nie śmiał wy
iawić w niepewności, coby mowił Xią
że Oyciec iego, gdyby fię dowiedział
|

362 H I S T o R TA
o tym Małżeńftwie. A że miłość nie
ieft nic innego, w więkfzey części mło
dych ludzi, iak namiętność nierządna,
i żądza burzliwa, ktora przemiia i gi
nie używaniem. Don Fernand , iak tylko
pozyfkał fwoiey kochanki zupełną poufa
łość, wnet zwolniało iego kochanie ; u
pal ferdeczny ugafł, i żądze gorące o
ziębły; ieżeli w ten czas udawał pra
gnąc oddalenia; teraz życzył go do
prawdy- Xiążę Oyciec dał mu pozwo
lenie, i mnie z nim iechać zalecił. Przy
jechaliśmy do Oyca moiego, gdzie Dom
Fernand był przyięty, iakofoba iego do
ftoyności wymagała od ludzi nafzego
urodzenia; ia pośpiefzyłem widzieć Lu
cyndę, ktora mię przyjęła mile, jako
ulubionego kochanka, i ktorego ftate
czność niewzrufzoną znała dofkonale.
Kilka dni zefzło na zabawach, ktore
wynaydować ufiłowano dla Don Fernan
da; mniemałem bydź winien jemu też
zaufanie, z ktorym on mi fię powierzył,
i na moie niefzczęście miłość moią mu
wyiawiłem; o Lucindy piękności, rozu
mie, ftateczności przepowiedziałem, i
tyle zachwał uczyniłem, iżem pobudził
w nim ciekawość poznania ofoby , kto
\ |
§

po N QU I Szo TTA | 363


rą tak wielą pięknych przymiotow ozdo
bioną ogłofiłem , i aby zafpokoić cieka
wość ktorą mi okazywał poznania iey,
dałem mu ią obaczyć w oknie nifkim,
gdzieśmy zwykle z fobą rozmawiali. By
ła w ten dzień uftroiona nadzwyczay,
i tak fię wydawała kfztałtna w oczach
Don Fernanda, iż tey chwili zapomniał
o wfzyftkich pięknościach, co w życiu
widział, ktore ona celowała. Stanął,
iak niemy; i bez zmyfłow , fłowem zo
ftał zachwycony, i tak fię w niey po
kochał niezmiernie, iako niżey powiem.
Na tym więkfze zapalenie jego miłości,
i przyczynienie zawiści, ktora co raz
bardziey w fercu fię moim pomnażała;
chociażem tego po fobie nie pokazywał;
trafunek zdarzył, iż mu ieden lift Lu
cindy do mnie pifany wpadł w ręce,
w ktorym żachęcała mię, abym o nią
profił Oyca, i nafze zamężcie przyśpie
fzył, w tak przyftoynych i oftrożnych
wyrazach to mamieniając, iż Don Fer
nand wyznał, że fama Lucinda wfzela
kie piękności ciała i dufzy zabierała,
ktore , były podzielone między
wfzyftkie inne kobiety. Zataić nie mo
gę, że pochwały Don Fernanda chociaż
364 FH I S T O R 1 A

flufzne nie podobały mi fię w iego uftach,


i podey rzenie mi prawowały; począłem
fię ukrywać przed nim, acz ile czyniłem
ftarania nie wfpominać o Lucindzie, ty
le pociechy znaydował częściey ze mną
o niey rozmawiać. Co chwila przyta
|
czał mowę , i co godzina powtarzał toż
famo, tak naciągając mowę, iż o czym
kolwiek innym zaczęliśmy gadać, do te
go ią doprowadził. To mię w zupełną
zazdrość wpędziło, nie żebym fię oba
wiał czego ze ftrony Lucindy, ktorey
znałem wierną ftateczność, ile codzien
ne mi iey dawała upewnienia ; alem fię
lękał wfzyftkiego od moiego złego iofu,
tym bardziey, iż kochancy rzadko fą
bez niefpokoyności. Don, Fernand przy
tym miał wielką ciekawość. widzieć
wfzyftkie kartki, ktore odbierałem od
Lucindy, i moje odpifania; abym mu ich
nie odmowił czytania, oświadczył, iż
wiele znaydował radości widzieć, iak
przyftoynym fpofobem do fiebie pifywa
liśmy. -

Trafiło fię iednego dnia, iż Lucinda,


ktora lubiła czytać xiążki dawnych Ju
nakow, profiła mię, o Amadifa z Gallii,
przeczytawfzy; gdy mi ią odfyłała wraz
\
ID O W QUIS ZOTTA. 365
z liftem, ktory Don Fernand przejął:
ledwie Don Quifzott ufłyfzał mianować
xiążki Bohaterow, przerwał natychmiaft
Kardeniowi, i rzekł mu, gdybyś mię
był oftrzegł z początku zaraz, że ta
piękna Panienka ieft przychylna xiąż
kom Rycerftwa, nie trzeba było wię
cey mi dokładać dla poznania dofkona
łości iey rozumu, nigdybym iey nie fa
dził tak roftropną, jak wyrażafz, gdyby
nie miała chęci do tak wybornego czy
tania. Nie trzeba mi tedy więcey do
dawać, abym wierzył zupełnie, że ieft
prześliczna, dofkonała, i zacności nie
zrownaney pełna, gdy ma tę fkłonność;
przyznaie ią i utrzymuję za ofobę nay
cudnieyfzey piękności , i nayprzedniey
fzych na świecie darow i przymiotow.
Radbym, żebyś WPan pofłał iey wraż
z Amadifem z Gallii dobrego Rogera z
Grecyi. Jeymć Panna Lucinda zape
wneby polubiła mocno Daraydę i Gara
cya, wraz nie naprzykrzonego Pafte--
rza Darinela, z nieofzacowanemi wier
fzami iego Bukolikow, czyli Pafterfkie
mi, ktore wyśpiewywał tak wdzięcznie.
Acz za czafem będzie można nadgrodzić
-
łatwo tę omyłkę; i to naftąpi wprędce,

366 H IS T O R 1 4 |

gdy mi WPan dafz pozytkać fzczęście


bytności iego w moim domu, gdzie mu
pokażę więcey , iak trzyfta xiąg tako
wych, ktore czynią wfzyftkę moją za
bawę i pociechę, i do iego ufług ie zu
pełnie ofiaruję, chociaż może żadney
iuż teraz nie znaydę przez złość i zaz
drość przeklętych Czarnoxiężnikow.
Przebacz mi WPan profzę, iż przeciw
ko moiemu przyrzeczeniu przerwałem
mu powieść, wfzakże nie podobna mi
milczeć, kiedy ieft wzmianka o Rycer-
ftwie błędnym; daley WPam teraz pro
wadź mowę fwoią, gdy mu fię podoba.
Podczas rozmowy Don Quifzotta, Kar
denio głowę na pierfi fchyliwfzy, był w
poftawie człowieka głęboko zamyślone
go, i chociaż go Don Quifzott kilka ra
zy profił, aby rozpoczętą powieść koń
czył, fłowa na to nie odpowiedział, ani
głową rufzył; po niemałey chwili pod
niofł ią, i fpoyrzał w górę, oczy byftre
imaiąc , przerwie milczenie, mowiąc:
Nie można tego wybić mi z myśli, i
chybaby był oftatni proftaki niegodziafz,
ktoby mi przeczył, że ten grubianin
IMayfter Elizabeth, nie fypiał z Krolo
wą Madafimą. Nie prawda zawoła Dom
Do N QUISZ O TTA. 367
Quifzott, do wfzyftkich diabłow, ieft
to fałfz iawny i fzkalowanie niegodzi
we. Krolowa Madafima była wyborna
i cnotliwa Dama, nie mafz podobień
ftwa, aby tak znakomita Pańi bawiła
fię miłością z wyrwizębem. Ktokol
wiek to twierdzi, zmyśla zuchwałe, i
nie poczciwie, dam mu to poznać zbroy
no, i bez broni: konno, czy piefzol,
we dnie i w nocy, i takim kfztałtem,
iak zechce. Kardenio zpoglądał z pil
nością na Don Quifzotta, nic mu nie
odmawiając; gdy fzaleńftwa iego przy
chodząc napaść, nie był w ftanie fwo
iey dopowiedzieć przygody , ani Dom
Quifzott wytłuchania go, tak był gnie
wem obrufzony za zniewagę, jaką wy
rządzano Krołowy Madafimie, co iey
ftronę utrzymywał z tak uporną żwa
wością, iak gdyby była prawdziwą ie
go udzielną Panią, a on iey poddanym;
tyle fobie nabł głowę głupftwami Ry
cerftwa, ktorym zaufał, iak Wiary taie
mnicom. Kardemio , iakom namienił;
-
że go napadła chwila [zaleńftwa, nie
mogł znieść zadania fobie fałfzu, i zwa:
nym bydź zuchwalcem, porwał kamień
"pory, co leżał blifko nog iego, i ugo
368 H I S T O R T A

dził tak filnie w brzuch Don Quifzotta,


iż go obalił. Sanfzo Panfa widząc tak
ciężki pocifk , niemogł zcierpieć, iżtak
że poczęft wano Pana fwoiego; fko
czył do Kardenio z pięściami ściśnione
mi , ktory mu dał tak dobry odpor, iż
iednym zamachem tęgiego kułaka, oba
lił go, i ofiodławfzy bił, i gniotł do upa
dły , i nie puścił, aż fię do woli nafy
cił. Owczarz, ktory przybiegł na ra
tunek Sanfza, nie lepfze miał poczefne,
i Kardenio nabiwfzy ich fię i natratowaw
fzy do upodobania, odfzedł fpokoynym
umyflem ukryć fię w knieie tych
gor Sanfzo powitał , widząc, że mu
tego nikt nie broni, iadowiąc fię zło
ścią niezmierną, widzieć fię i czuć tak
mocno potłuczonym: chciał zmowić na
Owczarza, iż on był przyczyną, gdy
ich nieprzeftrzegł, że ten człowiek
czafami fzalał, bo gdyby fię o tym do
wiedzieli, zapewneby fię uftrzegli. O.
wczarz odpowiedział, że ich upominał,
i ieżeli tego niezważali, nie iego wina.
Sanfzo znow przymowił Owczarzowi,
ten fię wymawiał, i taki koniec przy
mowkow i odmowkow był, że fię por
wali za brody i barki, tak fobie [kóre
wy
Do W QUIszo TTA 369
wytrzepali, iż gdyby ich Don Quifzott
nie rozbronił; w kawałyby fię rozfzar
pali. Sanfzo nabrał fmaku do fpoty
czkow, i wołał na fwoiego Pana. Zo
ftaw mię WPan Mci Rycerzu fmutney
Poftaci, ten człowiek ieft, tylko chłop
profty, jak i ia, nie ieft Rycerzem u
zbroionym , mogę z nim Woiować pię
ściami, jak Człowiek poczciwy i zem
ścić fię krzywdy, ktorą mi czyni. Praw
da to ieft, odpowie Dori Quifzott, ale
i to wiem, że on nie ieft okazyą tego,
co nam fię ftało. To mowiąc rozerwał
ich, i fpytał Pafterza, czyby nie mo
żna wynaleść Kardenia, bo wielką miał
ciekawość ufły fzeć koniec iego fmutne
go zdarzenia. Ten odpowiedział, iak da
wniey, i powtorzył, iż jego legowifka
nie wiedział, ale długo w tey okolicy
fzukając , znaydą go lub głupiego, lub
znow przy rozumie.

Tom I. % Z
37o H I S T O R T A
|
=#=#=#=#=#=#=#=#=
RozDzIAŁ XXIV.
O rzeczach przedziwnych, ktore /ię przytra
fiły walecznemu Rycerzowi z Man/ży w
czarnych Górach i o pokucie, ktorą tam
czynił naśladując Junaka Piękno. Ciem
nego.

Do Quifzott pożegnał fię z Pafte


rzem, Sanfzo zaś krzywo na niego z
boku patrząc. Kawaler wfiadł na konia,
Koniufzy piefzo za nim idąc, uda
li fię nayprzykrzeyfzym bokiem góry,
iechali czas nieiaki, nic fię nie odzy
waiąc. Sanfzo ledwie oddychał z fierz
bienia ięzyka dla chęci rozmawiania,
acz nieśmiał zacząć; boiąc fię przeftą
pić zakazu Pana. Widząc na refztę, że
Don Quifzott nic nie zaczyna mowić,
i nie mogąc dłużey wytrzymać milcze
nia, Mości Dobrodzieiu rzecze, pro
fzę WPana odprawić mię, niech idę fo
bie zaraz do żony i dzieci, z ktoremi
przynaymniey nagadać fię będę mogł
Do w Q UISZ O TTA. 371
| do woli, i nafprzeczać, kiedy mi fię ze
chce; bo żądać, aby za WPanem dą
żył po tych puftyniach we dnie i w no
cy iak kartuz fłowa nie wypufzczając
z uft, wolałbym, żeby mię żywo zako
pano. Gdyby Pan Bog rządził, żeby
źwierzęta gadały, jak za czafow Ezopa,
rozmawiałbym z Rofinantem o wfzy.
ftkim, co mi przyjdzie do głowy, i flo
waby mi w brzuchu nie gniły, i do praw
dy rzecz nie znośna iezdzić wfzyftko ,
fzukać przygodow , a tylko napadać na
ludzi, co nas podrzucają, kamieniami i
pięściami tłuką, a na gorfzą biedę ie
fzcze trzeba gębę trzymać iak zafzytą,
i bydź niemową. Rozumiem cię, San
fzo, odpowie Don Quifzott, niemożefz
długo trzymać ięzyka za zębami; więc
iuż go wyzwalam z więzow pod warun
kiem iednak; że to łużyć ma tylko do
czafzu, poki bawić będziemy w tych
górach; powiedz tedy, co mafz mowić.
Teraz tedy iak teraz, rzecze Sanfzo,
aby użyć tego pozwolenia, niechże
fię nagadam do nafycenia ; Więc Mci
Panie, daley mowiąc, coż WPan za
przyczynę miałeś uymować fię tak upor
czywie za tą Krolową Małmazyą czy
- - Z ij
372 H I S T O R T 4

iak ią tam zowią? bo o to wcale nie


dbam, i co W. Panu z tego przyidzie, :
czy ten Heliżaba był iey przyjaciel,
lub nie? gdybyś W. Pan przepuścił,
co go nic nie dotykało , głupiec dokoń
czyłby był fwoiey powieści, nie do
ftałbyś W. Pan kamieniem w brzuch,
i iabym nie oberwał guzow i kałduna
zgniecionego nie miał. Bracie Sanfzo,
odpowie Don Quifzott, gdybyś wie
dział , iak ia. co za poczciwa Dama by
ła ta Krolowa Madafima, pewny ieftem,
iżbyś przyznał, że dość iefzcze cierpli
wości miałem, żem nie wywlokł z gę
by tego ozora ufzczypliwego, ktory
ważył fię bezbożnie lżyć tę Panią. Bo
zapewne tak ogadywać; nie ieftże to
obrzydłe bluźnierftwo? powiedzieć, że
Krolowafpała z cyrulikiem?Iftotaieft tych
dzieiow, że Mayfter Elifabeth; (iak ten
głupi namienił, ) był człowiek roftro
pny i do rady zdatny , ktory wraz za
Ochmiftrza i Lekarza u tey Krolowy |
zoftawał, ale myśleć o tym, że był iey
poufałym nad to ; ieft to fzkalowanie
fwywolne, i warte ukarania, i żebyś u
znał, iż Kardenio gadał fam, nie wie
dział co; przypomniy fobie, iż miał
Do w QUIszo TTA. 373

już rozum pomięfzany, i właśnie go na


padało w ten czas głupftwo. Ha tu W.
Pana czekałem uchwycić, zawoła San
fzo, coż WPan miałeś do gniewaniafię?
i dbania na mowę głupiego? A gdyby
| niefzczęściem ten święty kamyk trafił
WPana w głowę zamiaft w brzuch, pię
kniebyśmy byli oporządzeni dla tey o
fobliwey Jeymci, co iey niech Pan Bog
przepuści i nie żywi. Sanfzo, zawoła
Don Quifzott , i przeciwko głupim, i
naprzeciw mądrym każdy Rycerz błę
dny ieft obowiązany bronić flawy Dam,
iakichkolwiek bądź; a tym więcey wiel
kich Paniow i Monarchiń znakomitych,
iako była Krolowa Madafima, dla kto
reyia mam ofobliwe ufzanowanie, przez
wzgląd iey cnot przednich i przymiotow
wybornych, bo nie tylko że była cu
dnie urodziwa, ale przy tym cnotliwa
i cierpliwa w niefzczęściach, ktore ią
zewfząd otaczały. W tym ftanie przy
krym potrzebowała naywięcey roftro
pnego zaradzenia. Mayfter Elifabeth,
ktory iey pomagał znofić ftale niepo
wodzenia wfzelkie , i ztąd pofpolftwo
niewiadome i złośliwe wzięło pobudkę
roztrzątania bayki, iż żyli z fobą w
/
374 FH I S T O R 7 A

ścifley poufałości. Ale łgarftwa udają


iefzcze raz, i ftokroć razy zmyślają
wfzyfcy, co to powtarzać będą; a choć
by tylko myśleć ważyli fie. Ja tego nie
mowię, ani myślę, rzecze Sanfzo, nie
mięfzam fię do cudzych fpraw; nie mam
tam co do czynienia. Jeżeli głupftwo,
|
zrobili to na fwoy karb; idę z winnicy
do piwnicy, z niczego nic i nie w ty
kam nofa gdzie mi nie należy; ani pal
ca między drzwi, aby mi gó nie przy
fkrzynęli , kto kupuje i przedaie, worek
iego to poznaje ; a do tego urodziłem fię
nagi , i goły ieftem, nie biorę tam,
gdzie nie kładę; nie zarobię ani ftracę;
czy oni fpali pofpołu czy nie, nic mi
z tego nie przyjdzie , rozumie fię czę
fto, że w garku fłonina, a tam tylko
fzumowina; czy można bramę zamknąć
w gołym polu ? Boże mię wfpomagay,
zawoła Don Quifzott, iakże wiele na
działeś razem brydniow? Hey powiedz
mi, profzę cię, co mają za przyro
wnanie te wfzyftkie przyłowia durne do
tego, com powiedział? Idź, idź mięfzay
fię odtąd, abyś miał ftaranie o fwoim
Ośle, a nie o rzeczach, co do ciebie
nie należą. Ale pamiętay raz na za
*.
D o N QUIS Z OTTA 375

wfze dobrze to w fwoim muzgu wytło


czyć; iż cokolwiek czyniłem, czynię i
czynić będę, ieft to zawfze zdrowego
rozumu fkutek i przyftofowanie do praw
Rycerftwa, ktore ia znam lepiey, niż
wfzyfcy inni, co fię tym bawili kiedy
kolwiek. Hey za prawdę, Mci Panie,
czyż to ieft dobre prawo Rycerftwa ?
żebyśmy fię błąkali po tych fkałach, iak
ludzie wyklęci i ftraceni; nie widząc ani
drogi, ani ście[zki , fzukając czegośmy
niezgubili , chyba kogo , coby nam do
kuczył do refzty , WPanu głowę po
tłuc a mnie żebra. Dość już na tym
iefzcze raz powie Don Quifzott , wiedz
o tym, że moy zamyfł ieft nie tylko, wy
naleść tu tego głupiego nieboraka, ale
ieden uczynek iefzcze wypełnić w tych
górach, ktory mi wielką fawę ziedna
między ludźmi, i moie Imie w wiekopo
mną pamięć poda; właśnie Szachmet
zrobi wfzyftkim Rycerzom przefzłym i
przyfzłym. Czyli ieft niebefpieczna ta
czynność W Pana, zapyta Sanfzo. Nie,
odpowie Don Quifzott, chociaż mogłoby
poyść przeciwnym obrotem, iżby fię
odmieniłó na zgubę zamiaft wyiścia na
dobre, ale to zawifło od twoiey pofpie
376 - H I s t o R rA
fznosci. Od moiey, Mci Panie pilności,
zawoła Sanfzo. Takieft moy przyjacie
łu, odpowie Don Quifzott, bo ieżeli po
wrocifz prędko z tego mieyfca, gdzie
myślę pofłać cię i moie umartwienie fkoń
czy fię prędko, a zacznie fię wiek pełen
chwały i pomyślności. Ale na co fię
dłużey wytrzymywać w niepewności ?
Trzeba, żebyś wiedział wierny Koniu
fzy, iż flawney pamięci Amadis z Gallii,
był jeden z naydofkonalfzych Rycerzow
błędnych na świecie, co mowię, ieden,
on fam tylko był przynaymniey pier
wfzy poprzednik i xiążę wfzyftkich ,
ktorzy tylko byli aż do niego i po nim
iego naśladowcy, i niechay Balianis, ani
żaden inny nie wafzą fię przyrownać mu,
ofzukaliby fię, rożność ieft znaczna ich,
iakod białego do czarnego, nie mafz za
dnego . i malarz każdy, ktory fię chce
wfławić w fwoiey nauce, ftara fię naśla
dować naylepfze pierwfze malowania, i
wybiera za wyzerunek nayprzedniey
fzych Malarzow obrazy, ktorych tyl
ko zna, i to bydź powinno prawidłem
wfzyftkich nauk i fztuk, ktore fą ozdo
bą Pańftw. Tak właśnie, kto chce po
zyfkać zafzczyt cierpliwego i ftałego
}
DO N QU I S Z 0 T TA. 377
powinien brać przykład z Ulifeffa , kto.
rego Homer nam okazuje, iako wyo
brażenie i wzor roftrppności i wytrzy
małości. I tak Wirgiliufz nam podaie w
ofobie Eneafza widok dofkonały miłości
Synowfkiey ku Oycu, i wraz mężnego
Bohatyra roftropność, każdy z nich opi
fuiąc tych walecznych meżow! może
nie tak, jak byli, ale raczey iak bydź
powinni; tymże kfztałtem Amadis z
Gallii gwiazda połnocna , iutrzeńka i
fłońce odważnych, i miłofnych Junakow
będąc , iego powinniśmy naśladować
wfzyfcy; co iefteśmy woiuiący pod Cho
rągwiami miłości i Rycerftwa błędnego.
Tak to będąc, iako ieft zapewne, znay
duię tę prawdę, iż Rycerz obłąkany,
ktory naylepiey będzie w iego ślady
wftępował , naywięcey fię przybliży do
dofkonałości. Przeto iedna rzecz , w
ktorey naywięcey wielki Amadis dał po
znać fwoiey rozważności i odwagi; fta
łości i miłości fkutkow; była zapewne
ta, iż fię udał na ubogą fkałę, aby tam
odprawił pokutę pod nazwifkiem piękne
go ciemnego, Imie zapewne wiele zna
czące , i przyzwoite fpofobowi życia,
ktore chciał prowadzić, i fobie ie obrał.
|
/
378 H I S T O K 7" A

A że mnie ieft daleko łatwiey czynić na


iego podobieńftwo pokutę, niżeli płatać
na dwoie Olbrzymow nadzwyczayney -
wielkości rozcinaćpałozy, zabijać Gryf
fy, woyfka całe zbiać, rozprófzać okrę
ty zabrane i flotty, i czarodzieyftwa od
czarować; a do tego, mieyfca te dzikie fą
fpofobne na ten zamyfł, nie chcę utracić
pory, ktora mi fię zdarza tak pomyślna.
Ale Mci Panie, zawoła Sanfzo, coż to
W Pan zamyślafz róbić w tak okropney
puftyni? Hey, czym ci nie powiedział,
że chcę czynić na wzor Amadi [a, uda
iąc człowieka bez zmyflow, w rozpaczy,
w zapalczywości zoftaiącego, na podo
bieńftwo także Rolanda walecznego do
kazywać głupftwa różne, ktore on czy
nił, gdy fię dowiedział, że Angelika tak
zdradliwie fię oddała w ręce Medorowi,
co go tak frodze zmartwiło, iż ogłupiał;
wyrywał drzewa z korzeniami, mącił
wody w rzekach, bydło i owce mordo
wał, zabijał Pafterzow, palił ich chaty,
zabierał ftada, i tyfiąc innych zbytkow
wyrządzał godnych wiekopomney pamię
ci , i chociaż nie ieftem nakłoniony zu
pełnie naśladować Rolanda, Orlanda,czy
li Rotolanda, bo te wfzyftkie miał na
DON QU I SZ O T7A. 379
| zwifka W Twoich fzaleńftwach, przynay
mniey chcę wybrać treść ich, i te, co
za prawowierne uchodzą. Może prze
ftanę tylko na poftępowaniu przykładem
Amadifa , ktory nie czyniąc dziwow
zbyt znacznych i fzkodliwych, acz tyl
ko wyrzekania i ięczenia, nabył tak fiła
pochwał, iż więcey nie trzeba. Zdaie
mi fię Mci Panie, rzecze Sanfzo, iż Ry
cerze, ktorzy te dziwaćtwa, i pokuty
odbywali, mieli iaką pobudkę do tego,
ale WPan iaką mafz przyczynę ftać fię
nieroftropnym? Co za Dama W Panem
pogardziła? i iakie poznaki mafz, iż
Jeymć Dulcynea z Tobofo pogziła fię z
Turkiem , albo Chrześcianinem? Otoż
/
to ieft fęk, i ta wyborność moiego przed
fięwzięcia, Rycerz obłąkany aby zoftał
głupim bez powodu; ten ieft węzeł i
znakomitość dzieła, ftracić rozum bez
przyczyny ; i przez to dać poznać fwo
iey Damie, czego bydź mogę zdolny w
zdarzeniu; gdy to wfzyftko podeymuję,
nic mię do tego nie nagląc, ale na ko-, , ,
miec tak długi czas przez ktory oddalonym
zoftaię od nieporownaney moiey Dulcy
nei; czy mi nie fprawuie dofyć pobudkow
do tego, iak fłyfzałeś od Pafterza Am
brożego, iż odległość daie , obawiac
380 H I S T O R T 4

fię i poczuwać wfzelkich złych fkutkow.


Dla tego Bracie Sanfzo, nie trać darmo
czafu, aby mie chcieć odciągnąć od tak
rzadkiego i chwalebnego, tym Bohate
rom rowiennićtwa. Jeftem ogłupiały, i
chcę nim bydź, wpoki ty niepowrocifz
z odpifem na lift, co ci chcę dać, abyś
zawiozł do Jeymci Dulcynei, ieżeli ią
znaydziefz przychylną moiey wierno
sci, odpowiadającą wzajemnością, prze
ftanę zaraz bydź głupim, i pokutować
zaniecham. Acz jeżeli nie będzie łatka
wą, i niezmiernie zakochaną we mnie,
zoftanę w fzałeńftwie koniecznym, w
tym ftanie nic poczuwać nie będę; tak
dalece , że iakokolwiek mi odpifze ta
Dama, zawfze wyidę dobrze na fwoie,
lub ciefząc fię, jako człowiek roftropny
z pomyślności, ktorey fię fpodziewam
za twoim powrotem, albo iak bezro
zumny, nie poczuwając przeciwności i
wzgardy, ktorą mi przywieziefz. Ale
nie pofpołu rzeczy mowiąc, Sanfzo ,
czyś wyratował Myfiurkę z Mambrynu?
poftrzegłem to, iżeś ią podniofł, gdy
ten niewdzięcznik ufiłował ią potłuc w
kawałki; coż fię z nią ftało? Dali Bog,
Mci Panie Kawalerze fmutney poftaci, za
• •
1) o N g UISZ o TTA. 381

woła Sanfzo , nie mogę znieść niekto


rych rzeczy, co WPan powiadafz, i dają
mi do wierzenia, iż to wfzyftko , co
WPan wygaduiefz ó Rycerftwach o zdo
byciu Kroleftwi Cefarftw, rozdaniu wyf
pow według zwyczaiu Rycerzow błęd
nych, wfzyftko to fa wiatry i łgarftwa.
Hey ki diabeł, Boże mi odpuść, może
wierzyć, aby Miedniczka Balwieríka by
ła Myfiurką z Mambrynu, i widzieć ko
go w tym błędzie trwającego przez kil
ka dni, aby nie fadzić, iż to udający
ftracił rozum ? Mam tę Miedniczkę w
moich fakwach potłuczoną i zgniecioną,
wziąłem ią, aby dać narządzić i użyć iey
do ogolenia fobie brody ieżeli mi Pan
Bog pozwoli oglądać moją żonę i dzieci.
Sanfzo, rzecze Don Quifzott, na tego
Boga, co fię zaklinafz, iefteś Koniufzy
naymnieyfzego rozeznania ze wfzyft
kich, co byli na świecie. Czy można
od tak dawnego czafzu, iakiefteś ze mną,
żebyś tego iefzcze nie poiął, iż wfzyft
kie czynności Rycerzow błędnych zdają
fię na pozor dziwaćtwa, nieroftropności
i fzaleńftwa, i opacznie fię okazują, nie
dla tego, żeby takowe były w iftocie,
ale że między nami znayduie fię mno.
382 H I s r o r rA .
ftwo Czarownikow, ktorzy przemieniają
i przewracają wfzyftko przeciwnie do
i fwoiey woli, iak chcą komu pomodz ,
albo zafzkodzić; i to fprawuie, że co ia
widzę bydź Helmem z Mlambrynu, to
bie fię wydaje Miedniczka Balwierfka, a
komu innemu znow odmiennie fię uka
zywać będzie. Zadziwia mię w tym
przezorność Mędrca, ktory ieft moim
obrońcą, iż w to potrafił, żeby wfzyfcy
ten fzyfzak z Mambrynu mniemali za
Balwierfką Miedniczkę, bo będąc nay
fzacownieyfzą rzeczą na świecie, i nay
pożądań[zą, nigdy bym niemiał o nią po
koiu ; trzebaby mi tyfiąc fpotyczkow
odprawić, broniąc tey ofobliwości, a
tak pod pozorem omylnym nikt o to
nie dba, iako to okazał ten zuchwalec ,
chcący go potłuc, i lekceważąc, iż nie
zabrał , nie znając fię na tym. Zacho
way go moy kochany Sanfzo, teraz nie
potrzebuję, i owfzem chcę fię ze zbroi
rozebrać , i wcale obnażyć, iakem wy
fzedł z żywota Matki przynaymniey
ieżeli uważę, iż mi przyzwoiciey bę
dzie naśladować pokutę Rolanda, czy
li Amadifa bardziey. Kończąc tę rozmo
wę ftanęli pod wyfoką fkałą, ktora od
t - - -

Do N QU I SzO TTA 383


innych była odłączona , jak gdyby umy
ślnie oderwana. Mały ftrumyk płynął
cicho w nizinie, i krętym biegiem napa
wał łąkę, ktora tę opokę otaczała Zy
wa zieloność trawy, fiła drzew dzikich
zioł i kwiatow, ktoremi okryta była gó
ra, wydawały to mieyfce nayprzyjem
nieyfze na świecie. Ta okolica podoba
ła fię niezmiernie Rycerzowi fmutney
Poftaci, ktory ją obrał na fwoie poku
towanie, wziął ią w fwoie pofiadanie w
tych wyrazach, iak gdyby zupełnie i do
oftatka rozum utracił. Otoż to ieft – O
Niebo! zawoła, to mieyfce, ktorem fobie
wybrał do opłakiwania nędznego ftanu,
do ktorego przywiedziony ieftem. Chcę,
aby moie łzy przyczyniały wod temu
ftrumykowi i moie wzdychania nieuftan-
.ne wzrufzały liście i gałązki iednoftaynie
tych drzew, aby dać poznać całemu
światu frogą mękę i nieflychane ucifki,
iakie cierpi moie ferce. O wy! ktorzy-
kolwiek iefteście Bożkowie Leśni, miefz
kańcy tych puftyniow, fłuchaycie użaleń
-niefzczęśliwego kochanka, ktorego dłu
gie oddalenie , i zawiść przywidziana
fprowadzyły w te okropne mieyfca, opła
kiwać fwoy zły los, i ufkarzać fię wolno
#
384 H I S T O R 7" +

na frogość piękney niewdzięczney, w


ktorey iedney Niebo zebrało wfzyftkie
przymioty ludzkiey piękności. O! wy
Dryady, i Amadryady, co zwykłe w
dzikich gorzyftościach przemiefzkuiecie,
abyście befpieczne były od Satyrow na
paści, co wafzą fpokoyność mięfzają,
pomożcie nad moiemi niepomyślnościa
mi utyfkiwać, a przynaymniey niechay
wam fię nie przykrzy fłuchać ich. O!
Dulcyneo z Tobofo, fłońce moich dni ,
miefiąciu moich mocy, fawa moich myśli,
magniefie moich podroży, gwiazdo mo
ich przygod, niechay ci Niebo zdarza
zawfze wefołe dni w powodzeniach, za
klinam cię mieć litość nad fmutnym fta
nem, w jaki mię wpędza twoia okrutna
odległość, i aby twe ferce ftało fię zmię
kczone ftatecznością moiey wierności.
O! wy drzewa gefte i odludne , krore
odtąd będziecie towarzyfzyć zemną w
tey ofobności, daycie mi poznać przez
miłe liści wafzych fzemranie, i przez
fzamotanie gałązkow, że wam moia przy
tomność nie ieft naprzykrzona. I ty moy
ulubiony Koniufzy przychylny, i wierny
wfpołeczniku wfzyftkich moich przypad
ikow, uważay pilnie, co czynić

będę nie
sopufz
-
po N QUIszo TTA
1:
385
opufzczając naymnieyfzey okoliczności;
abyś umiał opowiedzieć dokładnie tey ,
co dla niey to wypełnian i cierpię. Mi
ły Roflynancie, nie oddzielnie ze mną
wfzędzie przebywaiący, i tak wygodnie
mi ufłużny, nie tylko w pomyślności ,
ale iw przeciwney fortunie; ty , coś po
dzielał moie dobre mienie i moie trofkli
wości, przebacz mi, iż teraz rozłączam fię
od ciebie, i wierzay, że nie bez żalu po
rzucam cię. To mowiąc z fiadł z konia
zdiął prędko fiodło i uzdeczkę,ipogłaíkaw
fzy go po krzyżu, rzekł mu , zweftchnie
niem: Ten, co ftracił fam wolność, daruie
cię nią. O biegunie tak wyśmienity przez
twoie wielkie dokazywanie iak upośle
dzony w złym lofie fwoim, idź fobie,
gdzie zechcefz, wfzędzie będziefz wia
domy, nofifz na czele znamie dzielno
ści, że ani Hipogryf Aftoldha, ani zna
komity Frontin, ktory tak fiła kofzto
# wał Bradamanta, nie zrownali twoiey
fzybkości i żwawości. Przeklęty niech
będzie, zawoła w tym mieyfcu Sanfzd,
i po tyfiąc razy wyklęty, ten, co mię
pozbawił kłopotu odkulbaczenia moie
go ofła, nie brakby mi było i dla niego
podchlebnych fow i pięknych zachwa
Tom 1. Aa
386 H I S T O R TA

leń. Ale coż choćby tu był niebożąt.


ko, za coż mu zdeymać okulbaczenie?
cożby mu ztego przyfzło patrzyć na
cudze zakochane głupftwa i zwątpienia,
gdy iego Pan, co ia fam ieftem nie miał
w fobie nigdy ani iednego, ani drugie
go; ale powiedz mi WPan Mci Panie
fzczerze, ieżeli moia podroż i WPana
fzaleńftwa fą prawdziwe, czyby niele
piey było ofiodłać znow Roffynanta, a
by zaftąpił mieyfce mojego ofła, i po
wrot moy był tym pośpiefzmieyfzy , bo
jeżeli mam piechotą wlec fię, niewiem
kiedy tam zaydę, i iak prędko powro
cę, gdyż wcale ze mnie zły piechot
nik. Czyń, jak ci fię podoba Sanfzo,
odpowie Don Quifzott, zdaie mi fię że
nie ze wfzyftkim źle mowitz. Jednak
aż za trzy dni wyjedziefz ztąd, chcę
cię umyślnie zatrzymać przez ten czas,
abyś widział, co dokazuię dla moiey
Damy, i wfzyftko iey opowiedział do
kładnie. A cożbym więcey mogł oba
czyć, rzecze Sanfzo , nad to, com fię
iuż napatrzył? Jak daleki iefteś iefzcze
od iftoty i treści myśli moich. Czyliż
mnie nie należy, żebym fuknie podarł
na fobie, broń porozrzucał fztuka po
Do N QUISZ O TTA 387
fztuce, żeby fkakał głową na doł, a
nogami do góry po fkałach, i żebym ty
fiąc innych tym podobnych wydziwień
czynił, ktoreby fprawiły zadumienie
wfzyftkim. Dla miłości Bofkiey, uwa
żay WPan dobrze odezwie ,fię Sanfzo,
iak będziefz te fkoki odbywał, mogłbyś
w takie mieyfce głową trafić , że za
pierwfzym koziołkiem zakończyłbyś na
zawfze pokutę. Mnieby fię zdawało,
ieżeli te podfkoki na łeb koniecznie.fą
potrzebne; iżby uczynek dobry nie był
ważny bez nich; abyś WPan przeftał
na tym, ponieważ fa rzeczy zmyślone
i tylko na wzor czynione, żebyś to w
wodzie miałkiey, albo na piafku, a nay
lepiey na pierzynie wypełnił; a ia ie
dnakowo nie omiefzkam powiedzieć Jey
mci Dulcynei, żeś WPan uiścił na fka
łach oftrych iak brzytwy, i twardych
iak żelazo. Dziękuję ci Sanfzo, odpo
wie Don Quifzott, za twoią chęć ży
czliwą; ale trzeba, abyś wiedział, iż
to nie fa żarty, ani wymyśłone rzeczy,
acz rzetelne uczynki, bo inaczey by
łoby grzefzyć przeciwko uftawom Ry
cerftwa; ktore mam zakazuią fzalbier
ftwa pod karą bydź ogłofzonemi za nie
- Aa ij
#

388 H I s ro R r A
godnych tego fpołeczeńftwa; a iedna
rzecz za drugą udawać, ieft to łgarftwo
popełniać, dla tego moie koziołkowa
nia mufzą bydź niezmyślone, prawdzi
we, ftałe, i ważne, bez żadnego pod
ftępu. - Jednakże mufifz mi zoftawić
płatkow do przyłożenia na rany, gdy
śmy Balfamu pozbawieni. To gorfza,
żeśmy ftracili ofła, ktory dzwigał wfzy
ftko , i ten trunek. Ah profzę WPana,
rzecze Sanfzo , niewfpominać mi o tym
bezecnym napoiu, bo gdy tylko ły!zę
mianować go, zdaje mi fię, że kifzki
i wątrobę z żywota wyrzucę. Racz
WPan i to pamiętać, iż trzy dni, kto
reś miał obrocić na pokazanie mi fwoich
dziwow iuż minęły, i mam ie za wi
dziane, nie odwołując fię na nic. Wiel
kie cuda będę powiedał Jeymci Dulcy
mei, zoftaw mi to WPan do woli, na
pifz tylko , a prędko mię wypraw, bo
ledwie fię niewściekę z niecierpliwości,
abym prędko powrocił wybawić WPana
z czyfca, w ktorym go zoftawuię.
Nazywafz Sanfzo czyfcem? odezwie
fię Don Quifzott, raczey piekłem mia
nuy, i co gorfzego, ieżeli bydź może
na świecie. A kto raz w piekle, rzecze
-

* *
D OM QU I SZOTTA 389

Sanfzo, nie ma iuż zabawienia, iakom


o tym flyfzał. Co chcefz mowić przez
to, nie rozumiem , powie Don Quifzott,
chyba bez wybawienia? wfzyftko to
iedno, odpowie Sanfzo, że kto raz tam
wlezie , iuż więcey nie wylezie; co ie
dnak WPanu nie życzę i nie ftanie fię,
chybabym nie mogł piętami rufzać i po
ganiać Roffynanta; iednak wymawiam
fobie, aby mię tak oddał, iak bierze,
przed Jeymć Dulcyneę z Tobofo, kto
rey opowiem, co nie miara rzeczy cu
dacznych o WPana głupftwach i wydzi
wianiach, bo mi fię zdaie, że to wfzy
ftko iedno, iż ią zrobię tak miętką, iak
bawełnę, choćby była twarda iak dąb,
i odpifanie wyciągnę fłodziuchne iak
miod, z ktorym przylecę na powietrzu
jak czarownik wydzwignąć WPana z
czyfca, co fię zdaie piekłem , ale nie ieft
nim. Ponieważ ieft nadzieia wyiść
ztąd, a powiedaią, że z piekielney iamy
iuż nie można fię wydobyć , raz tam
nogę wściubiwfzy, co także podobno
ieft zdaniem WPana. Zapewne, odpo
wie Don Quifzott, ale z kąd wynay
dziemy porządek do pifania liftu; i roz
kazu na ofiołki, przydał Sanfzo. Nie
39o H I S T Q R T A

zapomnę o tym, doda Don Quifzott.


A że nie mam papieru, mufzę pifać
na [kórze z drzewa, albo miedzianych
tablicach. Jednak przypominam fo
bie, że mam xiążeczkę pamięci Kar
denia , ktore będą zdatne do tey
roboty , a ty ftarać fię będziefz dać
to przepifać pięknie w pierwfzym
Miafteczku, gdzie znaydziefz Szkolni
ka, a ieżeli go nie będzie, to Organi
fta w Parafii wypifze to kfztałtnie, ale
fię ftrzeż, aby tego nie nagryzmolił
prawniś iaki, boby i fam diabeł nie prze
czytał. Dobrze, rzecze Sanfzo, acz
iak podpis ma dołożyć? Nigdy Amadis
nie podpifywał fwoich liftow, odpowie
Don Quifzott, o to mnieyfza, powie
Sanfzo, atoli lift dawczy na oficłki mu
fi bydź należycie podpifany , bo gdy
bym dał przepifać, powiedzieliby, że
zmyślony, otoż moie ofły ftracone. Bę
dzie także , odpowie nafz Rycerz, na
tey xiążeczce to zalecenie wyrażone ,
i odemnie podpifane, gdy moja Sio
ftrzenica obaczy imie moie, bez żadney
trudności uczyni zadofyć moiey woli.
Co lift miłofmy zamiaft podpifu, tylko
tyle dafz dopifać nifko: Twoy aż do
Do N QUIszo TTA 391
zgonu Rycerz Smutney poftaci. Nie
trzeba fię turbować, że podpis inney
ręki nie moiey, bo ieżeli dobrze pamie
tam, Dulcynea nie umie ani czytać, ani
pifać, i w życiu fwoim liftow moich,
ani pifania nie widziała, Nafza miłość
była zawfze w duchu, i nie przechodzi
ła nigdy granic cnotliwego weyrzenia,
i to tak rzadko bywało, iż mogłbym
przyfiądz , że od lat dwunaftu, iak mi
ieft milfza, niż moie życie, ledwie czte
ry razy ią widziałem, i może nigdy te
go nie poftrzegła, żem na nią poglą
dał, tak Wawrzeniec Korchicello Jey
Oyciec i Aldonfa Nogalis iey Matka
ftrzegą iey mocno i trzymają ściśle.
Czy podobna? doprawdy? zawoła San
fzo, Corka Wawrzeńca Korchicela Al
donfa Lorenzo ieft Jeymć Dulcynea z
Tobofo? Taż fama, odpowie Don Qui
fzott, i warta ieft bydź Panią całego
świata. Ha, znam ią dobrze , dzwignie
em
drągi tak filmie, iak chłop ktory z na
fzych wieyfkich. Na Boga żywego !
co za ftworzenie? ieft profta i grubo
płafka dobrze zrobiona. Do prawdy,
może fię fpotkać należycie z Junakiem
błędnym, co ią obierze fobie za ko
392 H 1 S T o R rA
chankę. Tam do kata , iak ieft dofa
dna, i dobrego złożenia ciała. Głofek
iaki wdzięczny ma, raz wlazła na
dzwonnicę Kościoła nafzey Wfi, zacze
ła krzyczyć na parobkow fwoiego Oy
ca , ktorzy byli zdala od niey prawie
o pół mile, tak wyraźnie ią ufłyfzeli,
jak gdyby tuż byli przy dzwonnicy.
Co ma naylepfzego w fobie, to, że
nie ieft pogardna, z każdym poigra i
żartuje ze wfzyftkiego. Ho zapewne
teraz Mci Panie Kawalerze fmutney Po
ftaci może[z dla niey czynić tyle fza
leńftw , ile chefz, w rofpacz wpadać i
powießć fię, nikt nie powie, żebyś to
WPan miał źle zrobić, choćby go i
diabli wzięli; Aldonfa Lorenzo, moy
Boże! ledwie fię nie fpiekę z chciwo
sci iechania, aby ją widzieć, mufiała
fię teraz znacznie odmienić na fońcu,
na dworzu zawfze, co dzień w pole,
to bardzo pfuie twarze kobiet. Mufzę
WPanu przyznać fię do iedney rzeczy
Mci Panie Don Quifzott, iż żyłem do
tąd w wielkiey niewiadomości. Przy
fiągłbym był, iż Jeymć Dulcynea by
ła iaka wielka Xiężna, w ktorey fię
pokochałeś, albo inna Dama znakomi
D o N QU I sz o T TA 393
ta, ktoraby godna była tak ofobliwych
darow, co iey WPan pofyłałeś, iako
to Bifkayczyka, więźniow z Galer, i
innych tak wielu, co fobie wnofzę, iż
różne zwycięztwa z nich odniofłeś, w
czafie nimem iefzcze miał fzczęście bydź
iego Koniufzym. Acz uważając, iż to
ieft dziewką , Aldonfa Lorenzo, to ieft
Jeymć Dulcynea z Tobofo, przed kto
rą ci, coś ich WPan pokonał, maią u
padać na kolana, myślę, iżby nie mo
gli w tym czafie zeyść ią, iakby kono
pie czefała, albo młociła W ftodole, i
ci ludzie wftydziliby fię klękać przed
ftworzeniem, tak nieochędożonym, i
onaby drwiła może z takiego daru. Ju
żem ci mowił kilka razy Sanfzo, rze
cze Don Quifzott , że iefteś wielki ga
dacz i ladaco, chociaż nie okrzefany
i proftak, wyfadzafz fię na dowcip , i
przytyki daiefz. Z tym wfzyftkim moy
przyiacielu, chcę ci dowieść, iż ia mam
ie!zcze więcey rozumu, niż ty głupftwa,
i zamiaft gniewać fię na twoią mowę
proftą, nauczę cię, iż co mogę żądać
od Dulcynei z Tobofo, ma to wfzyftko,
i ieft tak dobra, i więcey, iak naylep
fza Xiężniczka na świecie. Wfzyfcy
394 H I S T O R rA

Poetowie; ktorzy wyfilali fię na po


chwały Dam wierfzami pod nazwifka
mi wymyślanemi według ich upodoba
nia, nie fa przez to ich prawdziwemi
kochankami. Czy myślifz , że Sylwie,
Philidy, Dianny, Amaranty, co w wier
fzach i na widowifkach śpiewaią o nich,
były ftworzenia z ciała i kości złożo
ne , i ulubione tych, co ich wyfławiali ?
Nie, zapewne, fą to wynalazki Poetow,
ktorzy dla zakazania (ię z rozumem, i
przydania wierfzom ich zafzczytu, aby
wierzano, gdy fa zakochani, iż mufzą
bydź ludzie uczeni i zacni ,tak udawali.
Jeft tedy dofyć dla mnie, że Aldonfa
, Lorenzo ieft piękna i poczciwa, co do
iey urodzenia nie turbuię fię , i nie
wchodząc w to, tak ieftem z niey kon
tent, iak gdyby była naypierwfzą Xię:
żniczką. W tym cię uwiadomić chcę
Sanfzo, ieżeli nie wiefz, iż rzeczy, kto
re nas naywięcey zakochują, fą cnota
i uroda, i te fię znayduią w tak wyfo
kim ftopniu w Dulcynei, iż ieft bez
wfzelkiey wątpliwości naypięknieyfza i
naypoczciwfza na świecie. Słowem tak
fobie głowę nabiłem, iż to wfzyftko
ieft wiftocie, iak mowię naymnieyfzey

A
-

Do N QUISz o TTA 395


rzeczy nie brakując. To ułożenie przed
fięwziąłem uiścić według moiego życze
nią, i tak ią fobie przed oczy wyfta
wiam, iż Heleny, Lukrecye, i wfzel
kie Bohaterki Greckie , Łacińfkie i in
nych Narodow nie zrownaią iey fię. Nie
chay mowią, co chcą, ieżeli proftacy
nie pochwalą, poczciwi ludzie będą
• zawfze moiego zdania. Mci Panie,
rzecze Sanfzo, WPana prawda wfzę
dzie i zawtze, ia zaś proftak, i iak o
fieł ieftem. Ale za coż udiabła to na
zwifko przychodzi mi do gęby ? Nie
trzeba wfpominać o fzubienicy w domu
wifielca. Jakożkolwiek bądź pifz WPan
lifty, niechay iafię z tąd wydobędę. Don
Quifzott odfzedłfzy na ftronę dla napi
fania, zawołał Sahfza, mowiąc: iż chce
mu przeczytać lift, aby fię go na pamięć
nauczył, boby mogł zgubić go w dro
dze, ile pełem będąc obawy od fwoiego
lofu przeciwnego. Nie wfzyftko W Pan
przebaczyfz fobie wraz, rzecze Sanfzo,
lepiey kilka razy go przepifać w tey
xiążeczce, bo myślić, żebym ia miał
fię go nauczyć na pamięć, ieft niepo
dobieńftwo, tak ladaco mam przyba
czenie, iż częśto zapominam moiego na
396 H I S T O K 7" A

zwifka. Jednakże profzę WPana chciey


*i go przeczytać, domyślam fię, iż ieft
iak ulany, i rad go ufłyfzę. Więc po
fłuchay, powie Don Quifzott.

Lift Don Qui/sotta do Dulcynei.


” Ten, co ieft do żywego przebity
oftrym końcem twoiey nie przytom
ności, i ktorego miłość zraniła w czę
ści naydotkliwfzey ferca, życzy ci
zdrowia, ktorego fam nie używa,
Naymilfza Dulcyneo z Tobofo. Je
żeli twoia piękność mną pogardza,
ieżeli twoia cnota dla mnie będzie
niewzględna, i gdy twoie wzgardy
nie przeftaną, nie podobna, abym wy
trzymał tak wiele dolegliwości, cho
ciażem przyzwyczaiony do cierpie
nia; bo moc ucifkow ieft możniey
fza, niż moia możność. Moy wierny
Koniufzy Sanfzo, opowie ci dokła
dniey, piękna niewdzięczna, i zbyt
miła nieprzyiaciołko, o ftanie, wia
kim fię znayduię dla ciebie, i mękach,
ktorę znofzę. Jeżeli mafz dość li
tości poratować mię, uczynifz uczy
”-nek flufzny; godny ciebie i mnie , o
po w QUIszo TTA 397
” bowięzując mię wybawifz dobro fwoie
” włafne, ieżeli nie, czyń co ci fię podo
” ba, kończąc życie zadofyć uczynię
” twoiey frogości i moim żądaniom. ,,
Ten co ieft twoim aż do zgonu ży
cia Rycerz Smutney Poftaci.
Hey na moią brodę zawoła Sanfzo,
ieżeli to nie ieft ieden z naylepfzych
liftow, ktorem widział. Tam do kata
WPan wfzyftko dobrze umiefz, i mo
wifz, co chcefz , iak tam przyfadziłeś
gładko Rycerza fmutney poftaci. Do
prawdy, mowię to , że WPan prawy
diabeł iefteś do wymyflow, i nie mafz
tego na świecie, czegobyś nie wiedział.
Trzeba na wfzyftkim fię znać, rzecze
Don Quifzott, w tey zakonności Rycer
ftwa, ktore ia wyznaję. Teraz nie
przepominając, powie Sanfzo, napifz
WPan z drugiey ftrony na trzech oflow
wydanie rozkazu, i wyraźnie fię WPan
podpifz, aby uznano, że WPana rze
telna ręka i pifmo. Tak uczynię, odpo
wie Dom Quizotts i napifawfzy prze
czytał.
398 H I S T O R + A

*)
” Moia Sioftrzenico zapłacifz za tymi
*?
moim iedynym wexlem trzy ofły z
93
piąciu, co w domu moim zoftały ,
na ofobę Sanfza Panfy, lub jego u
kazicielowi, odebrałem wartość ich.
Przyięte będą za oddaniem mi tego
pifma i zakwitowaniem Sanfza. Dzia
ło fię w pośrzod czarney Góry, 26.
Sierpnia Roku ninieyfzego. „

Jeft dobrze napifano, Mci Panie, rze


cze Sanfzo , tylko WPan podpifz, nie
trzeba moiego podpifu, odpowie Dom
Quifzott , tylko znak moy położę, fłu
żyć może na trzyfta ofłow. Spufzczam
fię na WPana, odmowi Sanfzo, poydę
ofiodłać Roflymanta, przygotuy fię W.
Pan dać mi fwoie błogofławieńftwo, bo
mufzę odiechać zaraz, nie bawiąc fię
patrzeniem na WPana dziwaćtwa, co za
myślafz robić, powiem, żem ich tyle
widział, i aż nad to pewny ieftem,
iż na tym przeftanie ta Jeymć. Chcę
przynaymniey Sanfzo, abyś mię wi
dział nagiego, powtorzy Don Quifzott,
i należy fię , żebym przed tobą doka
zał ze dwa tuziny głupftw, z ktore
mi fię ia fzybko uwinę, abyś oglądając
Do N g U ISz o TTA, 399
to włafnemi oczami, mogł fumiennie po
przyfiądz, i na te nawet , ktorebyś
chciał przydać nie widząc : bo upe
wniam cię, że połowy iefzcze nie po
wiefz tyle, iak ia ich robić będę. Co
temu, to łatwo wierzę , powie Sanfzo.
Ale Mci Panie dla miłości Bofkiey, że
bym WPana nago nie widział; nie mogł
bym fię wftrzymać od płaczu. Jużem
tey nocy rzewliwie płakał moiego ofła
ftraconego, ktorego tak mocno kocha
łem, iak WPana, że mi nie trzeba pow
tarzać żalu i rozkwilenia. Ale ieżeli
koniecznie trzeba, abym patrzył na te
cuda, co WPan chcefz robić, czym
prędzey fię uwiiay; i pierwfze co mu
przyidą do głowy nie przebierając ; cho
ciaż dla mnie obefzłoby fię bez nich,
i to gdy będzie czas moiey podroży u
traconey, nie przywiozę tak prędko od
pifania, iak WPan żądafz, i co iego
dobroć wymaga. Zapewne Jeymć Dul
cynea może fię przygotować iak naylep
fzy mi dać odpis, bo na Boga fię za
klinam, ieżeli nie nagryzmoli pięknie,
iak Rufzność każe, to iey go z gardła
wywlekę ten liftek, pięściami po pyfku
i dobrze odrachowanemi macaiąc i no
• H IS T O R T A

gami w brzuch nie pomału. Tak, tak


właśniebym to mogł zcierpieć, żeby
Rycerz obłąkany tak Rufzney , iak W.
Pan ogłupiał, ni fiadłfzy, ni padłfzy dla
iedney – Niechay mię nie ciągnie za ję
zyk moia śliczna Dama, i profto fobie
poftępuje do rzeczy, bo na moią pocz
ciwość nie trzeba mi fłow wycifkać, fa
me idą do gęby. Patrzcie iak znalazła
fwoiego człowieka, pewno nie ieftem
tak łatwy, iak rozumie, nie zna mię do
brze, i wcale nie, gdyby mię poznała
należycie, obaczyłaby, że nogą nie u
cieram nofa Bez żartu moy Sanfzo,
rzecze Don Quifzott , iak widzę ty nie
iefteś odemnie mędrfzy, gdy ia zmyślam
fzaleńftwo. Nie ieftem ia tak głupi,
odmowi Sanfzo , ale bardziey gniewli
wy, iednak daymy temu pokoy. Tym
czafem, czymże tu WPan będziefz żył,
Mci Panie, wpoki ia nie powrocę, czy
tak WPan będziefz iak Kardemio, wy
dzierał chleb po drodze ubogim Pafte
rzom? Nie frafuyfię o to Sanfzo, po
wie Don Quifzott, choćbym miał co ieść,
umyśliłem pościć , i nic nie pożywać,
tylko zioła z tych łąk, i owoce z drzew .
co tu rofną, i wybor mojey czynności
ieft
|
Do N QU 1 szor7A 4ot
ieft umierać od głodu i w tym podo
bnych umartwieniach. Ale przypo
mniałem fobie Mci Panie, rzecze San
fzo, wiefz WPan że ia fię obawiam, iż
nie znaydę tego mieyfca , iak powrocę,
tak ieft ukryte i trudne. Uważay do
brze, odpowie Dom Quifzott , iafię ztąd
nie oddalę, i coraz wlezę na wierzcho
łek naywyżfzey fkały, abyś mię mogł
fpoftrzedz , albo żebym cię uyrzał ia
dącego drogą, a dla więkfzey pewności
możefz naciąć gałązkow.iałowcu i roz
rzucić po drodze w fześć krokow po ie
dney, w poki nie wyiedziefz z lafu na
rowninę , to ci fłużyć będzie za znak
przewodnika naśladując nić Perfeu
fza, aby wyfzedł z Labiryntu Kreteń
fkiego. Zaraz to zrobię , odpowie San
fzo. Narznąwfzy pęk gałązkow , przy
fzedł wziąść od Pana błogofławieńftwo,
i rozpłakawfzy fię oba nad fobą żałośnie,
wfiadł na Roflymanta. Przyiacielu San
fzo, rzecze mu Dom Quifzott, pole
cam ci moiego dobrego Konia, miey o
nim „ftaranie, iakby o moiey ofobie.
Sanfzo iefzcze raz pożegnał fię z Pa
nem, i puścił fię w drogę, rozrzucając
gałązki, iak mu doradził. Nie daleko
- Tom I. Bb

4o2 H 1 S To R y a
uiechawfzy, wrocił fię nazad. Don Qui
fzott fpytawfzy czego zapomniał. Mci
Panie zdaje mi fię, że WPan czafem
dobrze mowifz, i nie źleś WPan powie
dział, iż ia powinienbym bydź świad
kiem iednoocznym, niektorych WPana
dziwaćtwow , abym mogł śmiało przy-
fiądz, iż te cudaćtwa oczami moiemi o
glądałem, lubo to ieft iedno nie małe
ułożenie WPana pokuty. Czym ci te
go nie opowiedział Sanfzo, odpowie
Don Quifzott, żebyś był widocznym,
nie iednoocznym świadkiem. Poczekay
trochę za pacierz z poł tuzina ich zro
bię. Wnet opuściwfzy fpodnie nifko,
odkrył fię, podíkoczywfzy zatym kilka
razy i piętami fię w tył bijąc, potym
dwa koziołki wywrocił głową na dołno
gi do gury, okazuiąc widok nie ze
wfzyftkim ozdobny, aż Sanfzo odwro
cił fię z koniem, aby więcey nie widzieć,
i poiechał zafpokojony, iż mogł przyfiądz
fumiennie, że iego Pan był iednoftay
nie głupi. Niechay on fwoią podroż
odprawuie, aż do powrotu, ktory nie
za długo naftąpi.
*
po N QUI SzO TTA 4o3
•*-*@*-**-**
ROZDZIAŁ XXV.
pl. prowadzenie wybiegow miłości za
lotnego Rycerza Majsy w Czarnej Górze. - -

Do Quizott obnażony od podu, ia


kośmy go zoftawili w górach koziołki ,
wywracającego, gdy widział, że Sanfzo
bdiechał, wlazł na wierzchołek fkały, tam
zaczął rozmyślać i przemyślać o iedney
trudności, ktorey nie mogł iefzcze u
łożyć, co było lepfzego, czyli naślado
wać Rolanda, w iego zapalczywości,
czyli Amadifa w fmutnych dziwaćtwach,
i tak z fobą fam rozmawiając, uważał.
Jeżeli Roland był filmy i waleczny, iak
üpewniają, cożby za ofobliwość w tym
znaydowała fię, gdy był zamamiony, iż ,
nie można go było ranić, tylko w po
defzwę u nogi, gdy nofił trzewiki o fze
ściu żelaznych podkładkach, iednak te
wfzyftkie fztuczności iego były darem
ne dla Bernarda z Karpio , ktory go u
dufił w ręku na polach w Roncewo; acz
Bb ij
4O4 H I S T O R 7" A

nie narufzaiąc iego mężności, roztrzą


śniymy fzaleńftwa, bo ieft rzecz nieo
mylna, że utracił rozum po znakach ,
ktore miał, i wiadomości, co mu Pa
fterz doniofł o zbałamuceniu Angeliki z
Medorem młodym Maurem z pięknemi
włofami pokoiowym Agramonta. Więc
gdy Roland nie mogł wątpić, że mu ie.
go dama tę krzywdę uczyniła ; nie znay
duję, aby wielkiey rzeczy dokazał w
ogłupieniu, i to mi fię nie zdaie trudne
do wykonania. Acz iakbym ja mogł
ważnie podobnież poftępować, gdy nie
-
mam równey przyczyny, bo przyfiągł
bym, że Jeymć Dulcynea z Tobofo, mi
gdy w życiu fwoim nie widziała Maura,
i że ieft tak iefzcze, iak była, gdy ią
Matka urodziła; dlategobym iey krzyw
dę iawną czynił, zoftaiąc bezrozumi
nym tym fpofobem, iak Roland zapa
miętały. Uważam z drugiey ftrony, iż
Amadis z Gallii nie tracąc rozumu, i nie
przewodząc głupftw znakomitych, ty
leż zachwały nabył w miłości, iak tam
tem; bo według uwiadomienia o nim nie
miał infzey pobudki czynić tego, co wy
rabiał iak że fię widział pogardzonym
od Oriany, ktora mu zabroniła, aby nie

Do N Q U Iszo TTA - 405
tr:
pokazywał fię w iey obecności, wpoki
1%
by go nie przywołała. To była prawdzi
:: wa i iedyna przyczyna iego fchronienia
fię na ubogą fkałę z jednym Puftelnikiem,
gdzie obfite łzy wylewał, aż Niebo fię
nad nim zlitowało, pomoc mu zeflawfzy
w nayciężfzym'iego utrapieniu, i w po
śrzod oftrey pokuty. I to będąc prawdą
tak, iak wiem dowodnie, za coż ia
fobie zadaie ciężkość biegając tak go
* ły? mam mścić fię na tych drzewach,
$ co mi nic nie winny ? i mięfzać wody
tych ftrumieni fpokoyne, ktore mi bę
dą potrzebne? Niech żyie pamiątka A
madifa, i niechay będzie naśladowany
od Don Quifzotta z Manfzy we wfzyft
kim, co będzie mogł potrafić i aby o
mnie mowiono, co o tamtym powiedzia
no, że chociaż nie dokazał wielkich rze
czy, acz ledwie nie umierał z chęci roz
poczynać ie; bo na koniec ieżeli nie ie
ftem odrzucony, ani pogardzony od Dul
cynei, czyli nie dofyć na tym, abym
był od niey oddalony? nie traćmy tedy
ochoty, i imeymy fię dzieła lepfzego.
Powracaycie do moiey pamięci, wybor
ne czyny Amadifa, i natchniycie mię,
zkąd mam zaczynać wftępować w iego
406 H I s to R rA
ślady. Pamiętam, iż Nabożeńftwo za
bierało część znaczną iego zabaw. Trze
ba podobnież czynić i iść iego przykła
dem wfzędzie i zawfze, gdyż ja ieftem
Amadistego wieku, iak tamten był da
wnieyfzego. Co czyniło trudność na
fzemu pokutnikowi, to, iż nie miał przy
fobie Puftelnika, ktoryby go mogł po
ciefzać. Jednakże ze fwoiemi myślami
fię rozwodził, przechodząc fię po łące,
pifząc palcem na piatku, i na korze z
drzew wyrzymając wierze przyftofowa
ne do fmutnego ftanu iego życia i na po
chwały Dulcynei, acz na niefzczęście
nie można było znaleść całych, ktore
by fię dały wyczytać dobrze, tylko te,
Ozdobne drzewa w Niebo wyniefione,
Co niezliczone chowacie żywioły,
Rozlicznych farbow wzorem ozdobione,
Przyiemne kwiaty z pachniącemi zioły,
Gdy me przybycie wam tu niefprzykrzone,
Przyimiycie moie.ięki i mozoły.
Niech wam nie raczy wydawać fię nudno,
Zem przyfzedł śpiewać moją ulgę trudno,
Zalić fię moich złych przygod kolei,
Ztąd wam wilgotney ochłody przybędzie,
Do N QUIszo TTA. 4o7

Bo Don Quifzott tu płakać iak woł będzie,


Z oddalenia fię od fwey Dulcynei z Tobofo.
To mieyfce wybrał kochanek zbyt wierny,
Iftotna fzczerość przykład miłośnika,
Tu opłakuie boltayny niezmierny,
Od ulubioney fwey oczu unika,
Nie wie dlaczego ? za co? tak mizerny?
Tylko że zgłupiał, zbytek go przenika.
Bożek miłośny wiele złego broi,
Powolnym ogniem grzeie go wfkroś zbroi,
Męczy iak dufzę w piekle bez nadziei,
Przemyśla, co ma czynić w tey niemocy,
Don Quifzott płacząc we dnie i wpoł nocy,
Z nieprzytomności miłey Dulcynei z Tobofo,
Gdy tak dla Rawy fwe wyfila zmyły,
W pośrzod fkał fzuka przygod, czyni koki,
Klnie ftokroć razy fwe głupie zamyfly,
Nie nayduiąc nic, iak twarde opoki ,
Głogi i ciernie za wfzyftkie wymyfły,
Co zamiaft ławy, ranią, kolą w boki.
Miłość nie pieści, i na to fię żali,
Tż go nie letko, lecz z oburącz wali,
Cieńciwą łuku twardą w puftey kniei,
4o8 H I S T O R T A
Mózg mu narutza ten miłofny chłopiec,
DonQuifzott wylał łzow iuż pełen kopiec,
Przez oddalenie piękney Dulcynei z Tobofo.
Te wierfze pobudziły do śmiechu
wfzyftkich, co ie czytali, maybardziey
przydatek z Tobofo uśmiefzył ich, bo
fię domyślali, że Don Quifzott pifząc ie,
mniemał, iżby ich niezrozumieli, gdy
by przepomniał, dołożyć ten przydatek
z Tobofo, co tak było w iftocie, iak po
tym wyznał. Więcey iefzcze wierfzow
naryfował, iakom namienił, ale ich nie
można było wyczytać, tylko te iedne.
Była to jedna z zabaw nafzego miłofne
go Rycerza w tey puftyni, iako też wzy
wać i wywoływać Faunow i Sylwanow
z lafow, Nimfow ze źrzodeł i ftrumieni.
oraz żałofnego Echa, wfzyftkich zakli
nając, aby go fłuchali, odpowiadali mu
i pociefzali. Potym fzukał zioł dla po
żywienia , oczekując z niecierpliwością
powrotu fwoiego Koniufzego, i gdyby
fię cokolwiek był zpóźnił, znalazłby
Rycerza fmutney poftaci tak wychudzo
nego, iżby mufię kilka razy mufiał przy
patrzyć, nimby go poznał. Zoftawmy
nafzego Junaka wzdychającego i pifzące
*

D O N Q U I S Z 0 T T A. 4o9
go wierfze do woli, obaczmy, co fprawił
Sanfzow (wym pofelftwie. -

Wyiechawfzy z gör obrocił fię drogą


do Tobofo. Nazajutrz o południu przy
jechał do karczmy, gdzie mu fię przytra
fiła przeciwność podrzucania, co tylko
ią poznał, fkora na nim zadrzała, wy
dawało mu fię jakby znow widział fię na
powietrzu, -iuż chciał minąć, i daley
iechać, chociaż godzina była obiadowa
i nieborak Koniufzy głodny był, nie jadł
1zy nic od dawnego czafu; nagląc go
iednak potrzeba pofiłku, przybliżył fię
do domu gościnnego, gdy rozmyślał,
czyli wftąpić, czy nie; wyfzło dwoch lu
dzi z Gościńca, ktorzy, iakby mu byli
znajomi, rzecze ieden do drugiego. Mci
Xięże Plebanie, czy to nie Sanfzo Panfa
ten, co Ochmiftrzyni powiadała, że nafz
Rycerz wziął z fobą za Koniufzego. Ten
fam nie inny, odpowie Pleban, i to ieft
Koń Don Quifzotta. Byli to właśnie Ple
ban i Balwierz z jego Wfi, ci fami, co
przeglądania i na ogień ukarania xiągie
go dopełnili, gdy doftätecznie poznali
konia i jezdźca przymknęlifię do niego,
i Xiądz wołając go po przezwifku, San
fzo, zapytał go, gdzieś odiechał Don
1

41 O H 1 S T O R rA
Quifzotta? Sanfzo ich także uznał zaraz
umyśliwfzy iednak zataić mieyfce i ftan
w iakich Pana zoftawił. Mci Panowie
rzecze, moy Pan ieft zatrudniony w pe
wnym mieyfcu Wielkiey wagi czynno
ścią niejaką , ktorey nie mogę wyjawić:
choćby mi o życie chodziło. Nie, nie
Sanfzo Panfa moy przyjacielu, rzecze
Balwierz , nie tak łatwo nas fię pozbę
dziefz , ieżeli nam nie powiefz, gdzieś
podział Pana Don Quifzotta, będziemy
mieli porozumnienie, żeś go zabił, aby
mu konia ukraść. Słowem powiedz
nam, gdzie ieft twoy Pan, albo fię go
tuy iść do więzienia. Mci Panowie,
Mciwi Dobrodzieie jąkaiąc fię, rzecze
Sanfzo, nie trzeba mi tak wiele pogro
żek czynić; nie ieftem ia człowiek, że
bym zabijał, albo kradł, ieftem Chrze
ścianin. Moy Pan fiedzi w Gorach po
kutuiąc, iak może ; i niewftrzymując
fię daley powiedział im ciągiem w iakim
ftanie go zoftawił, i przygody, ktore
mu fię trafiły, on zaś iedzie z liftem do
Jeymci Dulcynei z Tobofo corki Wa
wrzeńca Korchicelo , w ktorey fię nie
zmiernie pokochał. Xiądz i Balwierz
zadziwieni mocno z tego, co im opowie


p o N QU I S z o TT A. 41,
dział Sanfzo, i lubo dość wiadomi byli
fzaleńftwa Don Quifzotta, nie mogli ie
dnak wyiść z zadumienia, iż codziennie
nowych gorfzych głupftwow przyczy
miał. Ządali widzieć lift, ktory Don
Quifzott pifał do Dulcynei, odpowiedział
Sanfzo, iż był napifany na xiążeczce
pamięci, mając rozkaz Pana, aby go ka
zał przepifać na pięknym papierze w pier
wfzey Wfi po drodze; a że Xiądz powie
dział, iż go fam przepifze jak naykfztałt-
niey, włożył rękę za fuknią fzukając
xiążeczki, ale nie mogąc znaleść , zapo
% mniał iey znać wziąść, albo Don Qui
fzott zamyśliwfzy fię, nie oddał i za
trzymał u fiebie. Sanfzo widząc, że fzu
kał prożno tam, gdzie ią miał fchować,
pot zimny wyftąpił na niego, iak gdy
by miał dufzę wyzionąć. Jefzcze kilka
razy pofzukawfzy, i pomacawfzy fię po
fukniach wfzędzie, oglądając fię w koło
fiebie ze fto razy na wfzyftkie ftrony,
czy gdzie nie upuścił, ale widząc, że
bez nadziei znalezienia zoftał, obie gar
ści przytuliwfzy do brody z połowę iey
fobie wyrwał , i wraz pięć czy fześć ra
zy pieścią w gębę, w nos. i w zęby u
derzywfzy fię, rozkrwawił mocno. Xiądz
/ •

4I2 H I S T O R 7 A

i Balwierz nie mogąc zdążyć zabronić mu,


[pytali fię, co miał za przyczynę tak fię
paftwić nad fobą. Co mam odpowie |
Sanfzo, otom ftracił tedyż i z ręki do
ręki trzy ofiołki, z ktorych każdy wart
był wiofki. Jak to ? odezwie fię Bal
wierz, zgubiłem, rzecze Sanfzo , xią
żeczkę , gdzie był napifany lift do Jeymci
Dulcynei , i wexel podpifany ręką Pana
moiego włafną, ktorym zaleca fwoiey
Sioftrzenicy, aby mi dała trzy ofty ze
czterech czyli piąciu, co ma w ręku. O
powiedział także ftratę fwoiego, i znow
chciał rozpocząć karać fię. Ale Xiądz
Pleban mu zabronił, i pociefzył # li
pewnieniem, iż wyrobi inne pifanie
dla niego od Pana na papierze, iak zwy
czay, pomięważ takowe na xiążeczce
nie były ważne, ani Urzędowe ; gdy
tak ieft, rzecze Sanfzo, niedbam już
chociem zgubił lift do Dulcynei, gdyż
go prawie na pamięć umiem, i dam go
przepifać, kiedy zechcę. Powiedźże nam
Sanfzo, co było w nim , zapyta Bal
wierz? Sanfzo zaftanowił fię trochę,
rozmyślaiąc nad wyrazami liftu, podra
pał fię w tył głowy, aby fobie przypo
mniał, z nogi na nogę przeftępował,
Do w Q U i szo TTA 413
fpoyrzał raz w Niebo, drugi raz na zie
mię, rękę na rękę założył, i mamyśli
wfzy *ę długo, żebym fię rozpękł,
Mci Xięże Plebanie, rzecze, ieżeli fię
diabeł do tego nie mię[za, nie mogę fo
bie przebaczyć nic z tego liftu pfiego,
tylko, że było na początku, Wyfoka i
famogłodna Damo, mufiało bydź famo
władna, rzecze Balwierz, nie famogło
dna. Tak, tak, prawda, rzecze San
fzo, dobrze mowicie, tak było zacze
kaycież, zdaje mi fię, że było, potym:
Ten, co ma członki obnażone wycifkiem
iey miazgi ścifka ręce wafzey wielebno
ści, niewdzięczna i ruchawa piękności.
Niewiem, co potym przydał o zdrowiu i
chorobie, ktore pofyłał, iefzcze coś
dobrego przypifał , i kończył tym ,
ieftem twoy aż do zgonu Rycerz fmu
tney poftaci. Pamięć piękna Sanfza
uciefzyła fłuchających, ktorzy nalegali
na niego, aby kilkarazy powtorzył te
wyrazy, żeby ich fię nauczyli. Rozpo
czynał tedy trzy czy cztery razy treść
liftu, za każdym wiele omyłkow i flow
przewroconych dołożył. Przy tym iefz
cze wypowiedział wfzyftko, co wiedział
o fwoim Panie od początku, iak z fobą
4I4 FH I S T O R 7" A

fzukać przygod wyiechali ; ale o fobie


nie w[pomniał i łowa względem podrzu
cania na powietrzu w Karczmie - także
im i to doniofł, iż gdy pomyślne odpi
fanie przywiezie od Jeymci Dulcynei ,
Don Quifzott zaraz udać fię zechce w
podroż , aby [piefzno zrobić fię Cefa
rzem, lub wielkim Moriarchą, iak fobie
ułożyli między fobą, co nie było trudno
iego Panu, maiąc tak wiele męzftwa i fiły.
To zrobiwfzy miał go ożenić, bo będzie
zapewne wdowcem, z iedną Panną Dwor
fką Cefarzowey, dziedziczką wielkiego
Pańftwa na lądzie, bez zadney wyfpy,
gdyż mu fię iüż te fprzykrzyły. Sanfzo
opowiedział to tak fpokoynym umyfłem,
i zimną krwią , ocierając fobie nie coraz
nos i brodę, iż Xiądz i Balwierz nie mo
glifię mu wydziwić, zadumieni z zaraźli
wego głupftwa Don QuiIzotta, ktore by
ło tak mocne , iż pomięfzało zmyfły w
tak krotkim czafie tego ubogiego czło
wieka. Nie chcieli tracić czafu wypro
wadzeniem go z błędu, widząc, iż w
tym nie było nic fzkodliwego iego fu
mnieniowi, i wpokiby był pełem tych na
dziei głupftwa pełnych, nie myśliłby
żle robić, a do tego radzi byli uciefzyć
|

ID O W QUISZ O TTA. 4i5

fię z tych dziwaćtwow. Rzekł tedy Ple


ban do niego, aby profił tylko Pana Bo
ga o zdrowie Pana , a za czafem nie by
łoby trudności dla niego zoftać Cefa
rzem, a przynaymniey Arcy-Bifkupem,
albo coś podobnego. Mci Xięże Pleba
nie, odezwie fię Sanfzo, ieżeliby rze
czy tak miały fię obrocić, żeby Jego
mość niechciał iuż bydź Cefarzem, a
przyfzło mu do głowy zoftać Arcy-Bif
kupem, powiedz mi WPan profzę, co
Arcy-Bifkupi błędni dają fwoim Koniu
fzym? Zwykle, odpowie Xiądz, czy
nią ich zakryftyanami, albo proftą Alta
ryą, lub też Plebanią daią, ktora nie ma
ło dochodu czyni oprocz przypadkowych
pożytkow, ktore tyleż prawie wyniofą.
Ale na to trzeba, żeby Koniufzy nie miał
żony, i żeby umiał przynaymniey Ru
żyć do Mfzy. Jeżeli tak ieft, pięknie
ia trafiłem z defzczu pod rynnę, źona
ty ieftem, i iak ofieł nic nie umiem, co
ia za niefzczęśliwy, nie znam ani Abie
cadła. Ach coż ze mną będzie! Ja nę
dzny! ieżeli moy Pan ufadzi fię, i u
prze bydź Arcy-Bifkupem. Niechay cię
to nie frafuie przyiacielu Sanfzo, rze
cze Balwierz, będziemy mu o to mowić,
*
+16 H I S T o R +A
i Jmć Xiądz Pleban nakaże mu podgrze
chem, aby Cefarzem zoftał , nie Arcy
BIkupem; bo oprocz , że tego łatwiey
dotąpi, i przyftoyniey mu z tym będzie,
gdyż ma więcey męftwa niż umiejętno
ści. To i mnie fie widzi powie Sanfzo,
chociaż prawdę mowiąc zdaje mi fię, że
nie mafz tego na świecie, czegoby nie
umiał. Ja zaś profić będę Pana Boga,
aby mu dał to, co fadzić będzie iemu
nayprzyzwoitfzego , i gdzie znaydzie
więkfzą pofobność uczynić mi znaczną
nadgrodę. Mowifz to roftropnie, rze
cze Pleban, i tak czynifz, iak dobry
Chrześcianin; ale co naypilnieyfzego
teraz ieft, trzeba Pana twoiego wypro
wadzić z tey oftrey puftey pokuty, kto
ra mu żadnego pożytku nie przyniefie , i
abyśmy fię o tym dobrze namyślili, i o
biad ziedli, bo iuż fama pora, wey
dziymy do Gościeńca. Podźcie WPamo
wie gdy chcecie, rzecze Sanfzo, ia tu
na dworzu czekać będę , i powiem wnet
im, dla czego tam weyść niechcę, ale
profzę, przyfzliycie mi co ciepłego ka
wał fpory zieść, i obroku dla Rofinanta,
wefzli tedy, i za chwilę Balwierz przy
niofł mu iedzenie , powrociwfzy do Ple
bana
- Do w QUIszo trA 47
bana, i naradziwfzy fię wfpolnie o śrzod
kach zamyfłu ich ufkutecznienia. Ple
ban rzekł, iż wie ieden nie zawodny
właśnie przyzwoity do zamyflu Don
Quifzotta. Myślę, powie Balwierzowi,
przeftroić fię za Panienkę obłąkaną, a
wy fię tak naylepiey przybierzecie udaiąc
moiego Koniufzego. Pod tym pozorem
pojedziemy do Don Quifzotta, zmyślać
będę Pannę zmartwioną, ktora fzuka
wfporu, profząc go o iedną łatkę; kto
rey iako Rycerz błędny nie może od
mowić. Namowię iego, aby iechał ze
mną zemścić fię krzywdy, ktorą mi zro
bił Rycerz ieden niewzględny i zdradli
wy, profząc go oraz, aby bdemnie nie
żądał odkrycia zafłony twarzy, wpoki mi -
nie uczyni niefprawiedliwości z tego la
daco Kawalera. Jeftem pewny, iż Dom
Quifzott wfzyftko uczyni, co zechce
my, tym kfztałtem go używfzy, i tak go
wyprowadziemy z mieyfca dzikiego ,
gdzie fię znayduie , do domu zawiezie
my, a potym obaczemy, ieżeli nie bę
dzie pofobu uleczenia iego głupftwa,

Tom i Cc
418 A I S T O R 7" A

*#=#=#=#=#=#=#=#=#=#=#=#=#=#=#

ROZDZIAŁ XXVI i XXVII.


§ak Xięd: Pleban i Balwierzu/kutecznili ich
przed/ięte zięcia z innemi rzeczami wartemi
opowiedzenia. -

Ba... znayduiąc wynalazek Pleba


na wyborny, profili Gofpodyni o uży
czenie kobiecych fukiem i kornetow, kto
remi Pleban, iak mogł tak fię przyftroił.
Zoftawiwfzy w zaftaw nową Sutannę.
Balwierz fobie zrobił brodę wielką z kro
wiego ogona, ktorego używał Karczmarz
do otrzepania kurzawy. Gofpodyni ich
fię fpytała, coby chcieli robić z temi fza
tami. Pleban iey opowiedział w krot
kich fłowach fzaleńftwo Dom Quifzotta
iż potrzebowali, takiego przebrania fię,
aby go wyprowadzić z pomiędzy gór.
Karczmarz, i Karczmarka domyślili fię,
iż to byli ich Goście. Pan cudnego Bal
famu i Koniufzy iego podrzucany, opo
wiedzieli wfzyftko, co fię zdarzyło w ich
domu, nie przepominając i tego, co
Do W QUIszo TTA 419
Sanfzo wielką chęć miał zataić. Gof.
podyni uftroiła Plebana, i piękną nie
wcale Panienkę z niego zrobiwfzy, iż nie
można było widzieć nic ofobliwfzego,
włożyła na niego [podnicę fukienną z fal
baną fzeroką na poł łokcia w koło axa
mitną czarną wytrzepioną , i Korfet z
bai zieloney z innemi modnemi upftrze
niami, wfzyftkie tak dobrego gatunku,
iż fię przechowały od czafow drugiey
Krolowy Kaftyliyfkiey, Xiądz nie chciał
aby mu Kornet kobiecy włożono, wfa
dził tylko na głowę czapeczkę z płotną
przefzywaną, ktorey na noc używał, i
związał ią na czole podwiązką z czar
ney kitayki; drugą rozwinąwfzy na
kfztałt mafki zrobił i ktorą twarz i bro
dę zakrył, na to wdział Kapeluíz na
głowę, ktory był tak wielki, iż mu za
miaft zafłony od fońca flużył, i bdzia
wfzy fię płafzczem wfiadł na muła bo
kiem, kobiecym zwyczaiem. Balwierz
döfiadłfzy także fwbiego z brodą z kro
wiego ogona, ktora mu aż do pafafpa
dała , pożegnali fię z Gofpodarzem ,
Gofpodynią i dobrą Marytorną; ktora
obiecała zmowić Rożaniec , chociaż
grzefznica za pomyślność ich przedfię
Cc ij
42O H Is t o R TA •

wzięcia Chrześciańfkiego. Ledwie uie


chali krokow pięćdzieliąt , fumienność
tchneła Plebana, iż tak był ubrany, u
ważył, że przyftoyno było Xiędzu prze
ftraiać fię za kobietę, chociaż dobrą my
ślą: rzekł do Balwierza, moy Kumie,
odmieńmy fuknie polzę cię, lepiey że
wy będziecie za Damę, a ia za Koniufze
go, mniey obrażę doftoyność moiego po
wołania, ktoremu więcey winienem, iak
Don Quifzottowi, dodając: że bez tey za
miany rozmyślił fię daley nie poftąpić.
Sanfzo w tym właśnie dojechał ich w
drodze, i nie mogł fię wftrzymać od
śmiechu, widząc te uciefzne Mafzkary.
Balwierz nie czynił trudności przebrać
fię za białogłowę, gdy fię rozftraiał Xiądz
i nauczał go, co miał mowić Don Qui
fzottowi, aby go nakłonić do porzuce
nia pokuty, i dania mu wfparcia, o kto
re go profić będzie. Balwierz powie
dział, iżby umiał i fam to udać, będąc
wiadomy Rycerftwa błędnego poftępo
wania, niechąc fię iednak przebrać, wpo
kiby fię do gór nie zbliżyli. Pleban zaś
przyfadził fobie zaraz dużą brodę, pu
ścili fię w drogę za przewodnićtwem
Sanfza, ktory iadąc opowiedział, co im
po N g UIszo TTA. 4a :
fię zdarzyło z głupim, ktorego napadli
w górach, nie wfpominając nic iednak o
pieniędzach i tłomoczku ; bo tem poczci
wiec , chociaż był proftak, umiał prze
cież zamilczyć, gdy tego potrzeba było.
Nazajutrz przyjechali tam, gdzie San
fzo gałązki rozrzucił dla znalezienia dro
gi, uznawfży mieyfce powiedział, iż ten
był przyftęp do gór, i czas przebrać fię,
ieżeli fadzili, iż to będzie pomocne do
wyprowadzenia Pana iego z pokuty,
bo mu fię wyznali ze fwoim zamyfłem,
przykazuiąc iednak, aby naymnieyfzey
rzeczy nie wydał fię przed Dom Qui
fzottem, iżby ich uznał; przeftrze
gaiąc, ieżeliby mu przyfzło pytać fię,
iakożby zapewne niezaniedbał , czyli
oddał lift iego Dulcynei, aby odpowie
dział, iż go w ręce podał, ale że nie
umieiąc czytać ani pifać, fłownie odpo
wiedziała, rozkazując, żeby pod karą
wpadnienia w iey nie łafkę, przyiechał
zaraz do niey, i tego fzczególnie od nie
go żądała. Dodali, że za tym obwiefz
czeniem, i coby oni mu ze fwoiey ftro
ny dopowiedzieli, byli pewni, iż odmie
ni fpofob życia, i zaraz fię uda w po
droż, aby zoftał Cefarzem, lub Krolem
obawiać fię zaś nie miał, iżby myślił u
»
422 B 1 S T o R 2 A
czynić fię Arcy-Bifkupem. Lepiey bę
dzie przyda Sanfzo, iż ia przodem peia
dę znaleść Pana, i odpowiedź mu przy
wieść od iego Damy, ktora może dość
mieć będzie fkuteczności wyprowadzić
go z tamtąd, żebyście WPanowie fobie
tak wiele pracy nie zadawali. Obieca
wfzy mu czekać na iego Powrot, wiechał
Ş ciaśminę między góry, zoftawiwfzy
Plebana i Balwierza nad brzegiem ftru
mienia, gdzie niektore drzewa i fkały
zafłaniając ich od fońca, cień miły i
chłodny czyniły ; ktory tym przyie
mnieyfzy im fię czynił , iż to było w
Miefiąciu Sierpniu o trzeciey godzinie
po południu, zbytnie w tym mieyfeu pa
nuiąc upały. Ż; fię tam oba u
íłyfzeli głos śpiewania, ktory lubo bez
żadnego przygrywania zdawał im wcale
piękny, i podziwienie w nich fprawił,
nie mogąc poiąć , iakim przypadkiem
mogłfię kto wynaleść, coby tak wdzię
cznie śpiewał w mieyfcu zbyt dzikim i
puftym. Bo lubo Wierfzopifowie dają
fię znaydować w pośrzod pol i lafow Pa
fterzom, ktorzy naypowabnieyfze głofy
wydaią, wiadomo ieft; iż to fa zmyśla
nia, nierzetelności, ale ci Ichmć rozu
DO W q U 1 sz o T TA. 423
mieliby fię pokrzywdzić, gdyby tak: iak
Malarze nieprzydawali ozdob wizytkie
mu, co wydaią. Więcey iefzczę zadu
mieni zoftali
proftego, gdy ufłyfzeli
ani wieyfkiego wierze» iako
niemające nic
fą naftępuiące. * *

Widzę, z kąd moie pochodzi zmiefzanie,


Odległość, wzgarda, zawiść i kochanie,
Rażą móy umył, bezfenne wzdychanie,
Przycyną złego dręczą nieuftanie:
W takich uciskach, co mam za nadzieię?
Nie znam ratunku, gdy w mękach boleię,
I naymocnieyfze fpofobow koleie,
Nie wytrzymaią; każde fię zachwieje,

Sroga miłości! ty daiefz przyczynę,


Lofie okrutny! przez twoią to winę,
Slepy twoy zapęd fprawia, iż ia ginę,
Niefzęść, co Niebo fpufzcza, iuż nie mine.
, •

Trzeba umierać w tym ftanie zwątpiony, •

Niebo, Los, Miłość, tak chcą, z każdey,


ftrony. |

Wyroku władza nie znaydzie obrony,


I prożny każdy odporim czyniony,
424 H I s To R r A
Uleczona bydź nie może ta rana,
Chyba nieczułość byłaby doznana,
I ulga żadna nie ieft przewidziana, -

Smierć iedna tylko, lub iaka odmiana,


Umrzeć, lub doznać tey przemiany proby,
Stracić kochanie naymilfzey Ofoby,
Czyli f; zdatne ulżenia fpofoby?
Gorfze lekarftwo od famey choroby.

Piękność mieyfca , wierfze i głos


wdzięczny , ktory śpiewał w mieyfcu
tak odludnym nie mało podziwienia i
pociechy fprawiły Plebanowi i Balwie
rzowi, wftrzymali fię czas nieiaki, oba
czywfzy, że więcey iuż śpiewający nie
odzywał fię, chcieli przybliżyć fię i
pofzukać go, czyby nie mogli mu iakiey
przyfługi uczynić, gdy powftali, chcąc
iechać daley, tenże głos zaczął niniey
fze fłowa śpiewać. -

Czyfta przyiaźni, Swięty Bogow darze,


Ktora fprzykrzywfzy nieftatecznych ludzi.
Tylko nam pozor zoftawiafz, co łudzi,
Do Niebaś pofzła, kumilfzey ofierze.
#

Do W QU I SZ o TTA. 425

Ztamtąd, gdy zechcefz, zfyłafznam fowicie,


Słodkie pokoju i obfite plony, -

Acz zmyślność gruba pod twoiey zafłony


Pokrywką, nifzczy kraieziemfkie krycie
Zftąp z Nieba Swięta przyjaźń w iafney twa
rzy, -

Wygub tu zdradę obrzydłey potwarzy,


Co pod imieniem twym zwodzą fałfzarze *
Pokaż twarz świtną z myślą nie przewrotną,
- Przywroć z pokoiem rzetelność iftotną,
Zmieć cień obłudny, podnieś twę Ołtarze.

Te wierfze były przerwane ięczenia


mi i głębokiemi wzdychaniami. Pleban
i Balwierz zdięci użaleniem i ciekowo
ścią, umyślili dowiedzieć fię, co to by
ła za ofoba tak zafmucona. Nie dale.
ko uiechawfzy, uyrzeli nad zakrętem
góry człowieka wzroftu i doby, iak San
fzo im opifał Kardenia, ktory fpoftrzegł.
fzy ich zaftanowił fię, fpuściwfzy gło
wę na pierfi, iako człowiek głęboko za
myślony, nie podnofząc oczu dla oba
czenia ich. Xiądz, ktory był człowiek
miłofierny, pomiarkowawfzy przez po
znaki, jak im Sanfzo Panfa okryślił go,
uznał, iż to był Kardemio, zbliżywfzy
426 +H I S T O R T A!

fię do niego, mową zachęcającą i fłowy


nalegającemi namawiał ufilnie, aby po
- rzucił mieyfce tak okropne, i życie nę
dzne, w ktorym podawał fię w niebe
śpieczeńftwo utracić dufzę, niefzczęście
nad wfzyftkie nayftrafzmieyfze. Kar
denio był w ten czas przy zmyłach zu
pełnych , i wolny od napaści fzaleń
ftwa, ktorego tak częto porywało. Acz
widząc przed fobą dwóch ludzi inaczey
ubranych, niż był zwyczayny oglądać
innych w tych górach, ktorzy z nim
rozmawiali , iak gdyby go znali, był
nieco zrażony, zważywfzy ich z pilno
ścią, rzekł im na refztę. Widzę moi Pa
nowie, ktokolwiek iefteście, iż Niebo
zmiłowawfzy fię nademną, zefłało was
w mieyfce tak oddalone od wfpołeczeń
ftwa ludzi, aby mię wyciągnąć z tey
okropney puftyni. Acz że nie wiecie
tak dobrze , iak ia doznaję, iż nie wy
chodzę nigdy z niefzczęścia, tylko , a
bym wpadł w gorfze, mniemanie podo
bno, żem ia nędznik bezrozomny i bez
zmyfłow, i nie byłoby dziwno, żeby
ście mieli to porozumienie, poftrze
gam to dobrze, iż fame wfpomnienie
moiey niedoli tak mię mocno mięfza,
Do W 90 1szoTrA 42;
iż częfto tracę rozum i pamięć, i uzna
ię to maybardziey, gdy mi powiedaią.
com robił podczas tak przykrych maga
bań, okazuiąc mi tego dowody iftotne,
o ktorych wątpić nie mogę. Atoli coż
mam czynić, tylko fię użalać na moją
niepomyślność, i dadź za wymowkę fza
leńftwa, ktore mi naganiają przyczy
nę, co ie fprawuie, i moich złych przy
god obroty, ktore opowiedam każdemu,
co ich chce fuchać. Zdaie mi fię, że
mi to folgę czyni, bo ieftem przeświad
czony, iż ci, co mię fłuchaią, bardziey
znayduią użaleniagodnym, niż winnym;
i że litość, co maią nad moiemi uci
fkami, daje im zapomnieć o moich głup
ftwach. Jeżeli tu WPanowie przyby
liście z tąż myślą co wielu innych, racz
cie wprzod profzę, nimbyście zamyśla
li odmienić chęć fpofob mojego ży
cia i tu przebywania, wprzod wyfłu.
chać opowiedzenia, moich fmutnych
zdarzeń, i obaczycie, ieżeli przy tak
wielu pobudkach ftrofkania moiego, i
nie mogąc znaleść pociefzenia między
ludźmi, nie mam przyczyny fufzney
oddalenia fię od nich. Pleban i Balwierz
radzi będąc dowiedzieć fię od niego fa

428 II r s t o R r A
mego powieści iego przygody, gdy im
Sanfzo część tylko óznaymił, i to nie
dokładnie, profili go, aby ią rozpowie
dział, upewniając, iż nie mieli inney
myśli w tym, tylko go pociefzyć, i
ieżeli można ulgę mu uczynić.
|
Smutny Rycerz zaczął fwoie opowie
dać przykrości nie miał w podobnych
wyrazach, iak Don Quifzottowi uczy
nił, gdy fię oba zafadzili na Mayftra
Elifabeth dla zbytniey dokładności i
ściíłości Don Quifzotta zachowania u
ftaw Rycerftwa. Acz Kardenio będąc
teraz przy dobrych zmyfłach miał fpo
fobność dokończenia lepiey , przyfzedł
fzy do tego mieyfca kartki, ktorą Dom
Fernand znalazł w xiążce Amadifa z
Gallii, rzekł, iż ią dobrze pamiętał, i
tak była napifana. -

Lucynda do Kardenio.

” Wynayduię codziennie w twoiey


” ofobie nowe pobudki fzacowania cię.
” Jeżeli mniemafz , że to uczucie ieft
” dla ciebie pomyślne, użyi go na do
”•bre, jak człowiek poczciwy. Mam
\
ID 0 N « Urszorta 429

Oyca , ktory cię zna, i ktory mię


dość kocha, aby fię nie fprzeciwił za
myRom moim, gdy ie widzieć będzie
przyzwoite. Do ciebie należy oka
zać mi, iż mię facuiefz , iako powie
dafz, i iak ia ieftem przeświadczona.
Ta kartka była mi pobudką do o
świadczenia fię Oycu Lucyndy, i kto
ra dała tak dobre mniemanie o iey ro
zumie i cnocie Don Fernandowi, i była
mu powodem obalenia moich zamyfłow,
oznaymiłem temu niebeśpiecznemu
Przyiacielowi odpowiedźRodzica Lucyn
dy , ktory mi oświadczył, iżby rad wie
dział w tym myśl i zdanie moiego Oy
ca, i żeby fam to uczynił odezwanie;
atoli nie śmiałem mu o to mowić, oba
wiaiąc fię, aby mi nie odmowił, nie dla
tego, aby nie znał, iż Lucynda miała
dofyć urodzenia, cnoty, i piękności, iż
by nie ofzpeciła naylepfzego domu w
Hifzpanii zacności; ale żem miarkował,
żeby mi nie pozwolił żenić fie, wpoki
by nie obaczył co Xiąże dla mnie ze
chce wyświadczyć. Don Fernand pod
iął fię mowić z moim Oycem , i ma kło
nić go, aby z Lucyndy Rodzicem zniofł

43o H I S T O R +A
fię. Coż ci zawiniłem frogi i niewdzię
czny przyiacielu? gdym ci wyjawił kry
tość moiego ferca co cię przywiodło
zdradzać moią poufałość? Gdy Niebo
chcę uczynić człowieka niefzczęśliwym,
nie podobna przeyrzeć tego , ani zabie
żeć, cała ludzka mądrość ieft daremna.
Ktoby fię fpodział kiedy, żeby Don Fer
nand, ktorego urodzenie, zacność, i
majątek mogły prowadzić do naypier
wfzych zamężciow w Kroleftwie, kto
ry mi okazywał tak fiła przyjaźni, i
winien mi był tyfiąc przyfług czynio
nych mu, mogł użyć zamyfł, wydrzeć
mi iedyne dobro, ktore miało ufzczę
śliwić całe życie moie? Don Fernand
widząc, że moia przytomność była za
wałą iego zapędow, i myślił pozbyć
mię fię gładko ; tegoż dnia kiedy fię
poiął mowić z moim Oycem, umyślnie
ztargowawfzy fześć koni, profił mię ,
abym doiechał do Brata iego po pienią
dze dla zapłacenia ich. Nie mogłem
pomyślić o jego zdradzie, rozumiałem
go pełnym poczciwości i fam byłem
w tym zbyt dobrey wiary, aby mieć po
deyrzenie na człowieka, ktoregom ko
chał. Jak mi tylko namienił, czego o
demnie żądał, oświadczyłem fię wypeł- •
Do W QUIszo TTA 431
nić to chętnie i niebawnie. W wieczor
pożegnałem fię z Lucyndą, i oznaymi
łem iey to, co mi Don Fernandobiecał.
Odpowiedziała mi, żądając, abym pręd
ko powracać myślał , nie wątpiąc, iż iak
tylko moy Oyciec z iey rozmowi fię,
rzecz będzie zakończona. Nie wiem,
cę przeczuwała w tym razie, alem ią
widział zbyt ftrofkaną i łzami zalaną,
tak miała ściśnione ferce, że nimo wy
filenia fię nie mogła flowa przemowić.
Ta noc , ktora poprzedziła moy odrazd,
i miała bydź wfpolnego pociefzenia za
bawą, dla Lucyndy Ş i wzdy
#
chania nudnością. Ja zoftawałem pełen
zmięfzania fmutku i zadumienia, nie mo
gąc zgadnąć przyczyny iey żałości, kto
rom przyznał miłości dla mnie i zafmu
ceniu z oddalenia moiego. Na refztę
odiechałem niezmiernie zkłopotany, i
obawą jakąś przenikniony, niewiedząc,
czegom fię miał lękać i zapobiegać. Od
: dałem lift Don Fernanda Bratu iego,
ktory mi tyfiąc oświadczeń grzeczno
ści uczynił, acz mi zapowiedział, aby
fię nieukazywać Oycu iego, aż za ty
dzień, bo Don Fernand profił go o przy
fłanie pieniędzy taynie mimo iego wia
*

432 H 1 s t o R rA
domości. Wfzyftko to było wybie
giem Don Fernanda dla opoźnienia mo
iego powrotu, ponieważ Brat iego miał
fam gotowe pieniądze, i mogł mię
zaraz wyprawić. Dla tego chciałem
zaraz odjechać nie bawiąc, choćbym
nic nie fprawił, nie mogąc wytrzymać,
bydź tak długo oddalonym od Lucyndy,
ani iey zoftawić opufzczoney w ftanie
tym, jak iey odiechałem. Jednakże
przezwyciężyłem fię i zoftałem. Oba
dwa narażenia moiego Oyca; aby nie
popełnić płochości, z ktoreybym fię nie
mogł roftropnie wymowić, przezwy
ciężyła moią cierpliwość, i tętkliwość.
We cztery dni po moim przyjeździe,czło,
wiek niezaiomy przyniofł mi lift, kto
rym uznał bydź od Lucyndy, odpieczę
towałem go drżący; i zadumiony, iż do
mnie umyślnego przyfłała , acz nimem
go przeczytał, pytałem oddawcy, kto
mu go oddał, i iak długo bawił w dro
dze , odpowiedział mi, iż przechodząc
trafunkiam przez ulicę około południa,
Dama piękna zapłakana zawołała go o
knem, i śpiefzno mu mowiąc: moy przy
|
iacielu, ieżeli iefteś Chrześcianin , iako
mi fię zdaie, profzę cię na miłość Bo
fką,
po w Q Ufs2 6 7 7A. 433
fką, zaraz iechać, nie tracąc czafu, od
dać ten lift, gdzie należy w ręce włafne.
Jednak abyś miał za co dolechać i td
wypełnić, czego żądam, daję ci na dro
gę, w tym przydał, rzuciła mi oknemi
chuftkę; gdziem znalazł fto Realowi z
tym pierścionikiem złotymi i liftem :
Gdymią upewnił, że to uifzczę, co roz
kazała, zamknięła okno i będąc tak do
brze wcześnie zapłacony, i widząc, iż
lift do WPana był podpifany , ktorego
znam dobrze Chwała Bogu, i bardziey
iefzcze żmiękczony łzami tey piękney
Panny, iak wfzyftkim, nie chciałem
tego powierzyć komu innemu, i w fze
fnaftu godzinach ośmnaście mil üiecha3
łem , iak z tamtąd ieft do tego miey
fca. Gdy ten człowiek ze mną rozma*
wiał, boiaźń mię nie znośna obeymowa
ła, aby mi co niepomyślnego nie przy
fiofł w tym pifaniu, tak mocno zalę
kniony byłem, iż ledwie fię na nogach
ütrzymałem. Przeczytałem na refztę
lift Lucyidy, w ktorym fię io zawie:
-rało.

Toň í. ßå
434 H I S T O R 7" A

Drugi lift Lucyndy do Kardenio.

**
” Don Fernand uczynił zadofyć fło- .
wu danemu Ci , mowienia z moim
*3
Oycem , ale dla fiebie to wypełnił,
»». co miał dla ciebie uiścić. Sam żąda
53 mię w zamężcie. I moy Oyciec
3 » zachęcony czcią i zyfkiem, ktory z
• 9 tego złączenia fobie obiecuje, zezwolił
59 tak dalece, że we dwóch dniach Dom
99 Fernand ma mi dać rękę, bez ża
35 dnych świadkow, tylko Nieba, i nie
59 ktorych ludzi domowych. Sądź o fta
99 nie moim w iakim ieftem, przez ten ,
93 w ktorym fię możefz znaydować, i
59 przyieżdżay , gdy możefz nayprę
99 dzey, fkutek tey czynności okaże, ie
3 3 żeli cię kocham. Day Boże, aby ta
5 3 kartka w twoie ręce doftała fię, nim
* moia będzie przymufzona łączyć fię
35 z Człowiekiem, ktory tak źle dotrzy
53 muie fłowa danego. Bądź zdrow.
Ledwiem fkończył czytanie tego liftu,
zaraz wyiechałem pełen trwogi nieufku-
teczniwfzy moiego pofłania. W ten czas
iawnie poznałem chytrość Don Fernanda,
ktory mię dla tego umyślnie oddalił od
ILucindy, aby korzyftał z moiey nie

Do w qU I sz o T TA 433
przytomności. Złość ktora mię wzięła,
miłość i żądza gorąca, fkrzydeł mi do
dały; nazaiutrz rano ftanąłem na miey
fcu wceśnie; i przechodząc w wieczor
koło Domu Lucindy, fzczęściem ią za
ftałem w oknie. Poznaliśmy fię i przy
witali, acz nie, iak fię fpodziewałem z do
ftatecznym przymileniem, nie takią zna
lazłem fzczerą, iak bydź powinną fądzi
łem. Kto fię może chełpić żnać dofko
nale umyfł kobiet ; i kto mogł przeni
knąć ich ferc. Kardenio, rzecze mi Lu
cinda, ieftem ubrana do ślubu, i czeka
ią na mnie w pokoiu , aby zakończyć
tem Akt, ale moy Oyciec i zdrayca Dom
Fernand będą świadkami moiey śmierci
raczey, niż ślubu. Nie trofzcz fię moy
kochamy Kardemio, ale ftaray fię bydź
na tey ofierze przytomnym ; upewniam
cię, jeżeli moie Rowa mieć nie będą dość
mocy zabronienia przymufu, ten fzty
let zemści mię, i zakończenie życia mo
iego będzie ci dowodem nie wątpliwym
moiey miłości i wierności. Czyń, co
należy fię ; rzekę iey z popędliwością ;
i niewiedząc, con mowił niech two.
ie uczynki ufprawiedliwią twbie fłowa.
Wfzyftko ważmy dla nafzego wfpolnego
# 1)dij
436 H I s t o R rA
zamyfłu ufkutecznienia, i przyrzekam
ci, ieżeli moia fzpada źle cię bronić bę
dzie, przeciwko fobie ią obrocę raczey,
niżeli przeżyć moią hańbę. Niewiem,
czy mię ußyfzała Lucynda, com mowił,
bo przyfzli po nią piefzno , powiedając,
iż na nią tylko czekano, wfzyftko było
gotowo. Zoftałem w zafmuceniu i zmię
fzaniu niewypowiedzianym. Zdawało mi
fię widzieć oftatni raz flońce zachodzące,
moie oczy i rozum widok światła wraz u
traciły. W tym frogim ftanie ftałem fię iak
nie czuły, i gdyby trofkliwość moiey miło
ści niewyprowadziła mię z tey zapa
miętałości, niezdołałbym trafić do domu
Lucindy. Acz przyfzedłfzy do fiebie, i
zważaiąc comiey przyrzekł, iiak mogłem
bydź użytecznym w tak okropney dla nas
chwili, wfzedłem nieznacznie pod czas
krzątania fię domowych ludzi, nie będąc
od nikogo poftrzeżonym, ukryłem fię w
okna głębokości zafłonioney obiciem ,
zkąd mogłem widzieć wfzyftko, co fię
działo w pokoju. Nie podobna wypo
wiedzieć rożnych myśli tłumu, ktore
mi przez głowę przechodziły; uwagi,
iakiem fobie przekładał, niefpokoyno
ści, lękania fię, i trofkliwości, wfzyftkie
Dow qviszorta 437
fię w moie ferce i umyfł hurmem cifnęły,
acz nie flużąc do tey powieści, opufz
czę ie. Dom Fernand wfzedł do fali w
fukniach zwyczaynych bez żadnego przy
brania, wraz z nim idąc Brat Stryieczny
Lucindy. Inni byli tylko domowi. Po
małey chwili wyfzła Lucinda z innego
pokoiu prowadzona od Matki, za nią
dwie Panny fłużące; była uftroiona nay
piękniey, i przyzwoicie do fwoiego fta
nu, jak ten dzien uroczyftości wymagał,
acz wzburzenie moich zmyfłow, w kto
rym fię znaydowałem, niedozwoliło mi
uważać doftatecznie ftroiu całego. To
tylko pamiętam, iż fuknia była inkarna
towego koloru z białemi kwiatami, i że
miała dość pereł i kleynotow na głowie,
ale wfzyftko gafiła kfztałtność iey uro
dy, ktorą była przyozdobiona więcey,
niż inną powierzchownością. O ! pa
mięci okrutna, nieprzyiazna na zaboy
moiey fpokoyności ! Za co mi wyfta
wiafz na oczy tak wyraźnie niewypo
wiedzianą piękność Lucindy ? albo cze
mu mi nie ukryiefz na wieki tego, com
widział ią czyniącą? Moi Panowie prze-
baczcie mi te narzekania, nie ieft w mo
iey mocy wftrzymać fię od nich, moia
438
3 H I S T O R T4
dolegliwość ieft tak żywa i dotkliwa, iż
gwałt fobie czynić mufzę, abym co flo
wo nie ięczał. Wfzyfcy, ktorzy mieli
bydź przytomnemi tego obrządku, zgro
madziwfzy fię w fali, Xiądz wfzedł , i
wziąwfzy za ręce zaślubić mianyeh , fpy
tał fię Lucindy, ieżeli bierze za Męża `•

Don Fernanda? w tym razie wytknąłem


głowę z zą obicia, i choć iuż byłem iako
fłupiały z zatrwożenia, fuchałem z pil
nością co Lucynda odmowi, oczekując
iey odpowiedzi, iak wyroku życia lub
śmierci. Ja niefzczęśliwy ! co mię wftrzy
mało, żem fię nie ukazał w ten czas, i
nie przełożyłem Lucindzie, co mi przyo
biecała, i co mi była powinna, i że nifzczy
ła moją pomyślność milczeniem. Za co nie
zawołałem na nią; mnieś wiarę przyrze
kła Lucindo, i ia tobie, nie może z in
nemu ślubować bez wyftępku, i zadania
mi śmierci? A ty obłudny Don Fernan
dzie, ktory gwałcifz śmiało wfzyftkie
obowiązki na przywłafzczenie moiego do
bra, rozumiefz , że płonnie mię!zafz
fpokoyność moiego życia, i że mieć bę
dę iakowe względy, ktoreby przytłumiły
moią zemftę, gdzie idzie o honor moy i
miłość? Ja nędzny! teraz wiem dopiero,
Do N QUISz o TTA, 439
com miał w ten czas czynić. Nikczem
ny! zatrudniafz fię teraz ufkarzeniem fię
na nieprzyiaciela, nad ktorym fię w ten
czas pomścić mogłeś! Zal fię na twoie
ferce, ktore ci nieumiało bydź przewo
dnikiem ! Giń teraz, iako człowiek bez
rozumu, i bez czci, gdyś nie wiedział
iak fobie poftąpić, alboś był zbyt boiaź
liwy, żeś nie śmiał odważyć fię. Xiądz
czekał odpowiedzi Lucindy, ktora dłu
g9 rozmyślała, nim ią dała, i gdym fię
fpodziewał, że użyie fztyletu, aby wyiść
z zawiłości przez uczynek wfpaniały ,
albo fię wykręci przez iaki wybieg, kto
ry mi będzie użyteczny, ufły [załem gdy
wyrzekła głofem fłabym i niepewnym:
przyimuię go za męża. Don Fernand
podobnież powiedziawfzy, oddał im pier
ścionki ślubne, i na zawfze złączeni zo
ftali. Pan młody przybliżył fię, aby ści
fnął fwoią Oblubienicę, ta położywfzy
rękę na fercu, upadła zemdlona na łono
Matki fwoiey. Co fię zemną w ten czas
działo, iakie uczułem poburzenie w fo
bie i zatrwożenie, gdym uznał obłud.
ność obietnic Lucindy, wfzyftkie na
dzieie moie omylone, gdy iedno fłowo
utraciło mi na zawfze jedyne dobro, kto
#
--

448 H I s To R r.4
re życie moie utrzymywało. Wydawa
# mi fię, iż zoftałem celem nienawiści
Nieba, i to porzucało mię na frogość
przeznaczenia. Pomię!zanie i zawrot
Rozum mi zaćmiły, nie przyiaznym fta
łem fię ludziom, i nacifk boleści dufząc
we mnie łzy i wzdychania, uczułem fię
rozpaczy gwałtowney pełnym » Wraz
przerażonym zemftą i zawiścią. Zem
dlenie Lucindy zmię!zało wfzyftkich o
bęcnych, i Matka ią odfznurowawfzy,
aby iey wolne dać odetchnienie, znala
zła u niey za fznorowką papier zapieczę
towany, ktory wziął Don Fernand zaraz
i przeczytawfzy go padł na krzefło ,
jako człowiek, ktory dowiedział fię o
rzeczy zbyt trapiącey; i iakby zapo
mniał, że iego żona potrzebowała ra
tunku. Ja zaś widząc wfzyftkich do
mowych zatrudnionych, chciałem wyiść
nagle, niedbając, abym był widzia
nym i odważony gdyby mię uznano,
rozruch uczynić dla ukarania zdraycy
Don Fernanda, iżby fię wfzyfcy dowie
dzieli o iego podftępie, moiey zniewa
dze, i fłufzney zemście. Acz wyrok,
ktory mię zachowuje, może na więkfze
niefzczęścia, zoftawił mi na ten czas tro
Do N QUIszo TTA, 44,
chę rozumu, ktory mie potym wcale
odftąpił. Wyfzedłem , niemfzcząc fię
nad moiemi przeciwnikami, ktorych
łatwo było podeyść, chciałem na fo
bie wykonać karę, ktora im była na
leżąca, abym fię pomścił fam na fobie,
iżem fię zafadzał na wierze ludzkiey.
W tym czafie zaraz porwałem fię z
tego mieyfca, udawfzy fię w pole,
gdzie widząc fię fam w cichości, i
ciemności nocy poćząłem złorzeczyć
Don Fernandowi, ktoremu tyle prze
klęftw nadałem , iak gdybym ztąd
folgi fzukał, ktorey potrzebowałem , i
nadgrodzenia krzywdy, co mi wyrządził,
mogł pozyfkać. Wywoływałem z gnie
wem przeciwko Lucyndzie, wymowki
iey czyniąc i zarzuty , iak gdyby by
ła obecna do wyfłuchania ich, nazywa
łem ią okrutną, niewdzięczną, wiaro-
łomną, pofądziłem ią o niedotrzymanie
mi fłowa i wiary; dla zyfku podłego i
obrzydłego. Ja com iey był zawfze
wiernie i fzczerze przywiązanym, iż na
demnie przenofiła Don Fernanda, ktore
go ledwie znała, mniey może dla wynio
fłości ftanu, a więcey dla chciwości. Po
między temi zapalczywościami, i w po
-442 H I S T o k rA
śrzod zapędu moiey zawziętości, ofta
tek miłościwymawiał znow przedemną
Lucyndę. Zważałem ią wychowaną w
dofkonałym ufzanowaniu dla Oyca, i bę
dąc z przyrodzenia powolną i bojaźliwą,
poßufzną ftała fię z przymufem prze
ciwko fwoiey fkłonności, iż odmawiając
Panicza wyfokiego urodzenia i przyftoy
nego i bogatego przeciwko woli Rodzi
com, mogłaby fię obawiać dać o fobie
porozumienie na świecie, złych poftęp
kow, i podey rzenia iey fławie przeci
wnego. Ale znow wywoływałem , za
co nie wyjawiła związkow przyfięgi co
nas łączą? Co za wftyd iey zabronił?
czyby nie była flufznie wftrzymana przy |
iąć rękę Don Fernanda z tego powodu?
kto iey zatamował oświadczenia fię dla
mnie? tylko pycha i zyfk, boć ja nie
ieftem człowiek, abym mogł bydź od
niey pogardzonym; i moje ogłofzenie
fię dla niey czyni iey wftydu; tak da
lece, że gdyby nie ten zdradliwy czło
wiek, iey Rodziceby mi nie byli iey od
mowili. Ah wielkości światowa nie
przyjazna moiey fpokoyności i flawie !
Bogaćtwa bałwochwalne dla dufz po
dłych, coście zrobiły na zepfowanie
Do N g U I szaTTA. 443
cnoty, Lucyndy? Bezwftydny Dom Fer
nandzie ! iakiegoś użył omamienia na
- zwiedzenie iey ?

i Refztę nocy ftrawiłem iądąc w zamy


fłach i trofkach niezmiernych; nazajutrz
rano przybyłem do weyścia tych gór,
gdzie przez trzy dni błąkałem fię żadney
pewney nie biorąc przed fię drogi, ażem
wyiechał na pola, gdzie fpotkawfzy
Pafterzow,fpytałem fię, ktore było miey
fce may dzikfze tych fkał. To mi oka
zali, gdziem fię udał w myśli zakończyć
tu moie fmutne życie. Wiechawfzy po
między opoki, muł moy padł i zdechł
od głodu i zmordowania, zoftałem fię
bez fił, bez pomocy, tak znużony, że
ledwiem fię mogł na nogach utrzymać.
Padłem na ziemię, i leżałem, niewiem,
iak długo, jak nie żywy, zkąd ocuciw
fzy fię wftałem, nie czuiąc fmaku i chę
ci do iedzenia, widziałem wedle fiebie
Pafterzow, ktorzy mi zapewne ratunku
dodali, iakiego potrzebowałem. Lubom
o tym nie pamiętał, co czynili ze mną,
bo mi tylko powiedzieli, iż mię zna
leźli w nędznym ftanie, wiele od rze
czy mowiącego, fądzili żęm rozum ftra
cił. Sam po tym uznałem od tego cza
444 B r s t o r rA
fu, iż go niemam zupełnego, i wiele
fzaleńftw popełniam mimo moiey woli,
rozdzierając fuknie , wrzefzcząc ze
wfzyftkich fił w pośrzod tych fkał, prze
klinając moy los niefzczęśliwy, i po
wtarzając częfto imie Lucyndy, nie ma
iąc inney myśli, iak umrzeć, mianując
ią. A gdy do fiebie przychodzę cza
fami, znayduie fię zmęczony, i zturbo
wany, iak gdybym z ciężkiey pracy wy
fzedł. Zwykle na noc fię chronie w
drzewo wypruchniałe, ktore dość grube
ieft, iż mi fluży za domek. Pafterze,
co pafą trzody na tych górach, z lito
ści ku mnie, kładą mi chleb i inne ży
wności w mieyfcach, gdzie mniemają,
iż mogę ie napaść przechodząc, bo
chociaż niemal wcale rozum utraciłem,
przyrodzenie iednak poczuwa fwoie po
trzeby, i natchnienie naucza mię fzu
kać iey. Czafem ci dobrzy ludzie, gdy
mię widzą trochę przy rozumie, żalą fię,
iż im gwałtem zabieram pożywienie, i
iefzcze ich biię, chociaż mi chętnie i
z dobrego ferca oddaią, o co ich profzę.
To mię martwi nieznośnie , i obiecuję im
lepiey fię w dalfzym czafie obchodzić.
Otoż moi Panowie tym pofobem moie
A) ON 9 U 1 S Z O T T AI. 445

życie mizerne prowadzę, oczekuiąc, aż


Niebo inaczey rozrządzi, albo zmiłuie
fię nademną, i da mi utracić pamięć
piękności i niewdzięczności Lucyndy, i
zdrady Don Fernanda. Jeżeli tak fię
zyiści , nim umrę, fpodziewam fię, iż
pomięfzanie moiego rozumu przeminie.
Profzę iednak Nieba weyrzyć na mnie
okiem miłofierdzia fwoiego, bo domy
ślam fię, iż ten fpofob życia mojego
nie może mu fię fpodobać i owfzem go
gniewäć; acz przyznaję, iż nie mam
fił wziąść inne przed fię ułożenie fam
przez fię ; moie niepomyślności gnębią
mię, i fiły moje przewyż!zaią; Rozum
moy oraz tak ieft ofłabiony, iż zamiaft
bydź mi jaką pomocą. przeciwne my
śli i uczynki we mnie fprawuie. Przy
znaycie moi Panowie, iżeście nie fly
fzeli przygody żałośnieyfzey i dziwniey
fzey iak moia, iż moy żal ieft fprawie
dliwy, i nie można mniey okazać fmu
tku i rozpaczy. Lucynda była iedynym
w mych przykrościach pociefzeniem mu
fzę umierać, gdy mię odftepuie i porzu
ca. Dała mi to poznać, iż na życie mo
ie chcę naftępować, gdy Don Fernanda

:
446 H I S T o R 3 A
|
nade mnie obrała, więc chce iey wy
dać fię na ofiarę, i aż do oftatniego
zgonu dopełniać , czego żądała.

Kardenio tu kończył powieść fwoiey


mayfmutnieyfzey niedoli, i gdy Pleban
4
przyfpofabiał fię do poeiefzenia, ktore
ufłyfzeli, i ich baczność zciągnęły. O
baczemy co to będzie w czwartey cze
ści: bo Cid Hamet Benengely tukończył
trzecią.

Bayerische
si;$otonothek
München .
~ -…--
|
||
|

You might also like