Download as pdf or txt
Download as pdf or txt
You are on page 1of 328

Czasami tworzymy sobie własną ścieżkę.

Czasami ścieżka zostaje dla nas stworzona


i możemy nią tylko podążać.
ROZDZIAŁ 1

Na pewno istnieje jakaś naukowa korelacja między posiadaniem dobrych


genów a zachowywaniem się jak dupek.

Ponownie spojrzałam na obiekt zauroczenia mojej przyjaciółki, stojący


przed wejściem do męskiej toalety. Oczywiście kolejka do damskiej ciągnęła
się w nieskończoność, bo tylko faceci mogą się odlać, kiedy zechcą (mogą to
zrobić na zewnątrz). Żonaty Facet stał tam i pisał coś w telefonie – pewnie
okłamywał niepodejrzewającą niczego kobietę. Przyjrzałam się jego palcom,
gdy szybko wystukiwał wiadomość. Nie miał obrączki. A to niespodzianka.
Jestem pewna, że ta błyszcząca metalowa obrączka utrudnia sprzedanie
ściemy, że jest się singlem i szuka „kobiety swoich marzeń”.
Uch. Co za dupek.

Kocham Avę, ale ja na pewno byłabym podejrzliwa wobec każdego


trzydziestoletniego faceta, który opowiada takie bzdury na pierwszej randce.

Przeniosłam wzrok z dłoni na twarz Żonatego Faceta w chwili, gdy uniósł


głowę. Gdyby tylko wzrok mógł zabijać… Zgromiłam go spojrzeniem. Nie
wiem, dlaczego byłam zdziwiona, kiedy się do mnie uśmiechnął.
Palant.

Pewnie myślał, że mi się podoba.

Wyjęłam z kieszeni telefon, by się czymś zająć, i spuściłam głowę, aby


sprawdzić wiadomości. Tylko że… bez okularów nie widziałam tych
przeklętych liter. Schowałam komórkę i poczułam na sobie wzrok, gdy
czekałam cierpliwie, ale krzywienie się angażuje więcej mięśni twarzy niż
uśmiechanie, a ten dupek nie był wart żadnej zmarszczki.
Gdy skorzystałam z toalety i niemal poparzyłam sobie dłonie, myjąc je –
umywalka w O’Leary’s miała tylko jedną temperaturę: gorąca jak ogień –
byłam gotowa wrócić do domu. Moja zmiana skończyła się godzinę temu,
a Ava straciła humor w chwili, gdy ten zdrajca wszedł do pubu, więc pewnie
nie będzie miała nic przeciwko, jeśli wcześniej zakończymy ten wieczór.
Po wyjściu z łazienki zatrzymał mnie głęboki baryton.

– Czy ja cię skądś znam?

Odwróciłam się w stronę Żonatego Faceta, który odepchnął się od ściany,


jakby na mnie czekał. Zignoruj go, Rachel. On nie jest wart twojego czasu.
Spojrzałam mu w oczy, by wiedział, że go usłyszałam, a potem odwróciłam
się i ruszyłam długim korytarzem w stronę baru.
Nie załapał aluzji. Dogonił mnie i już chciał coś powiedzieć, gdy nagle się
zatrzymałam. Odwróciłam się w jego stronę.

– Jesteś skończonym dupkiem. Wiesz o tym?

Miał czelność udawać zaskoczonego.

– Ja? A więc jednak się znamy?


– Znam takich jak ty.
– A co to ma, do cholery, znaczyć?

Przewróciłam oczami.

– Uważasz, że skoro jesteś ładny, to możesz oszukiwać ludzi, że


uśmiechem możesz się od wszystkiego wymigać. Cóż, mam nadzieję, że
kiedyś karma się na tobie odegra i że twoja ładna żoneczka przeleci połowę
populacji Nowego Jorku i zarazi cię chorobą weneryczną, przez którą
odpadnie ci ten duży fiut.
Uniósł ręce.
– Posłuchaj, słonko, nie wiem, za kogo ty mnie masz albo o co oskarżasz
mojego „dużego fiuta”, ale jestem pewny, że z kimś mnie pomyliłaś.

Posłałam mu kpiące spojrzenie.

– Jestem tu z Avą.
– Och. Z Avą. To wszystko wyjaśnia.

– Grrrrrr… – Dosłownie na niego warknęłam. – A powinno.


Dupek posłał mi ultrabiały uśmiech.
– Jesteś słodka, gdy tak warczysz.

Oczy niemal wyszły mi na wierzch.

– Czy ty naprawdę mnie podrywasz?


– To by było nie na miejscu, prawda? Biorąc pod uwagę to, że… wiesz….
o mnie i Avie i tak dalej.

– Jesteś niemożliwy.
– Poczekaj. – Złapał mnie za ramię i znowu zatrzymał. – Czy mogę cię
o coś zapytać?

– O co?

– Kim jest Ava?

Niewiarygodne. Możliwe, że taki facet jak on nie pamiętał imion


wszystkich kobiet, które przeleciał. No bo jednak minęły całe dwa tygodnie,
odkąd ze sobą spali.
– Wracaj do swojej żony, Owen.

Zostawiłam Żonatego Faceta na korytarzu i wróciłam do baru, gdzie Ava


w milczeniu zapijała swoje smutki.
– Chcesz stąd wyjść? Jestem zmęczona i rano muszę wcześnie wstać.

Stwierdziłam, że nie ma sensu wspominać o tym, że wpadłam na Owena.


To tylko pogorszyłoby sytuację. Niestety Ava zaczęła się już zakochiwać
w tym dupku. Cały miesiąc ich spotkań sprawił, że była nim coraz bardziej
zauroczona – karmił ją kłamstwami o przyszłości z dwojgiem dzieci
i mopsem.
Niezła ironia, ale miał rację. Ich przyszłość zawierała w sobie dwoje
dzieci i mopsa. Był na spacerze z dwiema blond dziewczynkami i psem, gdy
Ava wpadła na niego w parku. Tylko zapomniał wspomnieć, że w tej wersji
przyszłości jego żona będzie jeszcze nieść trzymiesięcznego synka podczas
tego spaceru.
Ava zachwiała się lekko, zeskakując ze stołka.

– Powinnam wejść na ten bar i powiedzieć wszystkim kobietom, by


uważały na tego dupka.

Normalnie bym się zgodziła. Ale dzisiaj byłam całkiem pewna, że to by


się skończyło wizytą w szpitalu.

– On nie jest wart zachodu. – Wzięłam jej sweter z oparcia i uniosłam, by


pomóc jej go włożyć. Westchnęła i dwa razy nie trafiła do otworu na rękaw.
Za barem Charlie – który wysłuchiwał nas przez większość wieczoru –
nalewał piwo.

– Dosyć tego. Od teraz macie mi podawać nazwiska. – Z hukiem postawił


pełen kufel na drewnianym blacie, a piwo się rozlało. – Zniszczę każdego
dupka, na którego natraficie. – Charlie O’Leary był właścicielem pubu na
Brooklynie, gdzie Ava i ja pracowałyśmy. Był również gliniarzem na
emeryturze.
Uśmiechnęłam się.

– Okej. Ale wiesz, że przez to mam ochotę podać ci nazwiska


podejrzanych seryjnych morderców, tylko po to, by popatrzeć, jak twoje uszy
przybierają ten uroczy purpurowy kolor, gdy się wkurzasz. – Pochyliłam się
nad ladą i pocałowałam go w policzek. – Dobranoc, Charlie.
Mruknął coś o tym, jak się cieszy, że nie ma córek, i machnął na mnie
ręką.
– Czy możemy wyjść tylnymi drzwiami? – zapytała Ava. – Nie chcę
wpaść na niego po drodze.

– Jasne. Oczywiście.

Wzięłam ją pod ramię, żeby się nie potknęła. Po kilku krokach uniosłam
głowę i zobaczyłam Żonatego Faceta stojącego przy tylnym wyjściu.

– Eee… Ava, chyba powinnyśmy wyjść frontowymi drzwiami. On stoi


przy tylnych.

Rozejrzała się po pomieszczeniu.

– Nie, stoi przy frontowych i rozmawia z Salem, tym nowym kelnerem.


Była bardziej narąbana, niż mi się wydawało. Skinęłam głową w stronę
tylnego wyjścia, tam gdzie stał Owen.

– To są tylne drzwi, Ava.

– Wiem. A Owen stoi przy frontowych.


Zmarszczyłam brwi.

– A to nie jest Owen? Ten w niebieskiej koszuli?

Prychnęła.

– Powiedziałabym, że to grecki bóg, który udaje przystojnego gościa


w niebieskiej koszuli.
Natychmiast spojrzałam w stronę drugiego końca baru. Przy frontowych
drzwiach rzeczywiście stał facet, którego nie znałam, i rozmawiał z Salem.

– Owen rozmawia teraz z nowym kelnerem?

Przyjaciółka znowu spojrzała w tamtą stronę, westchnęła i pokiwała


głową.

– Powinnam kazać Salowi go uderzyć.

– Ava… Facet, z którym teraz rozmawia Sal, to Owen?


– Tak.
– On ma na sobie brązową koszulę, Ava. Nie niebieską.

Znowu odwróciła się w stronę drzwi, zmrużyła oczy i wzruszyła


ramionami.

– Może. Nie widzę zbyt dobrze. W soczewkach mam niewyraźny obraz


od płaczu i rozmazanego makijażu.

Kiedy wcześniej powiedziała mi, że jej były właśnie wszedł do baru, gdy
wskazała w stronę drzwi, widziałam przy nich tylko mężczyznę w niebieskiej
koszuli.

Cholera. Nagadałam niewłaściwemu facetowi.

Skoro nie mogłam kazać Avie wyjść frontowymi drzwiami, przy których
stał prawdziwy Owen, musiałam się zebrać na odwagę i wyprowadzić ją
tylnymi. Oczywiście nie-Owen przyglądał mi się z uśmieszkiem przez całą
drogę do wyjścia.
Skinął w stronę mojej przyjaciółki, gdy go mijałyśmy.

– Dobranoc, Avo. Dobranoc, Złośnico.

Niczym tchórz wymknęłam się z baru, trzymając głowę wysoko, ale nie
patrzyłam na faceta. W końcu wyszłyśmy na zewnątrz.

Ava nie miała tak silnej woli. Odwróciła głowę i patrzyła za nie-Owenem,
nawet gdy już szłyśmy alejką. Może i była pijana, i nie widziała wyraźnie, ale
nie była ślepa.
– Jasna cholera. Widziałaś tego faceta? I czy on właśnie wypowiedział
moje imię?

Spojrzałam w stronę drzwi baru, które właśnie się zamykały. Nie-Owen


uśmiechał się zadziornie.
– Wydawało ci się.

Boże, spóźnię się.


Jakby poniedziałkowe zajęcia po podwójnej niedzielnej zmianie w barze
nie były wystarczająco koszmarne, rozlałam kawę na bluzkę, kiedy musiałam
dać po hamulcach, żeby nie wpaść na staruszka prowadzącego potężnego
cadillaca. Postanowił skręcić w lewo… z prawego pasa.
Pierwszy dzień szkoły zawsze był koszmarem. Ludzie włóczyli się po
kampusie, stali pośrodku drogi, wskazując nowym kolegom kierunek do
różnych budynków. Zatrąbiłam na dwóch młodszych studentów, którzy
właśnie to zrobili. Spojrzeli na mnie, jakbym to ja ich irytowała.
No dalej, ludzie. Ruszcie się.

Po trzykrotnym okrążeniu parkingu w końcu stanęłam na


zarezerwowanym miejscu naprzeciwko Nordic Hall. Pochyliłam się
i zaczęłam grzebać w schowku. Połowa rzeczy z niego wypadła, zanim
znalazłam to, czego szukałam.
Mam.

Wcisnęłam stary bilet pod wycieraczkę i ruszyłam w stronę sali


wykładowej numer dwieście osiem. Naprawdę chciało mi się siku, ale będę
musiała poczekać do końca zajęć. O profesorze Weście wiedziałam trzy
rzeczy oprócz tego, że pracował na wydziale muzycznym. Po pierwsze,
pozbył się ostatniej asystentki, bo dziewczyna nie chciała oceniać prac tak
surowo, jak on sobie tego życzył. Po drugie, w zeszłym tygodniu
wspominałam ludziom o tym, że będę asystować profesorowi Westowi, a oni
krzywili się i mówili, że to dupek, którego niemal zwolniono kilka lat temu.
A po trzecie, nienawidził, gdy studenci się spóźniali. Podobno zamykał drzwi
klasy, gdy zaczynały się zajęcia, żeby spóźnialscy nie mogli mu przeszkodzić
w wykładzie.
Żadna z tych rzeczy nie wróżyła dobrze. Ale jaki miałam wybór?
Zwolniono mnie z posady asystentki profesora Clarence’a, kiedy ten zmarł
nagle trzy tygodnie temu z powodu tętniaka. Miałam szczęście, że w ogóle
udało mi się zdobyć to stanowisko. A bez posady asystenta wykładowcy za
nic w świecie nie byłoby mnie stać na studia. Już i tak pracowałam na pełen
etat w barze, by opłacić czynsz i częściowo pomniejszone czesne.

Krople potu spływały po moim dekolcie, gdy dotarłam do sali. Drzwi były
zamknięte. Poświęciłam minutę, by doprowadzić się do ładu, wygładziłam
ciemne dzikie loki najlepiej, jak się dało, bo wilgoć im nie służyła. Nie
mogłam nic zrobić z plamą, która zakrywała niemal całą moją prawą pierś,
więc zamiast tego przełożyłam skórzane portfolio do prawej ręki.
Odetchnęłam głęboko i sięgnęłam do klamki.
Zamknięte.
Cholera.

I co teraz? Sprawdziłam godzinę na ekranie telefonu. Spóźniłam się osiem


minut i to był pierwszy dzień zimowego semestru, a mimo to słyszałam, że
wykładowca już zaczął zajęcia. Czy mam zapukać i przerwać mu, wiedząc, że
go to wyjątkowo drażni? Czy może jednak powinnam dać sobie spokój i nie
pokazywać się pierwszego dnia nowej pracy?
Spóźnialstwo było mniejszym złem.

Albo tak mi się wydawało.

Delikatnie zapukałam do drzwi, modląc się, by studenci na końcu klasy


mnie usłyszeli, bo dzięki temu mogłabym wślizgnąć się do środka
niezauważenie.
Donośny głos profesora ucichł, gdy drzwi się otworzyły. To była sala
wykładowa o siedzeniach ułożonych od najniższego do najwyższego, jak na
stadionie, więc weszłam od góry, a profesor stał na dole. Na szczęście był
odwrócony do mnie plecami i pisał coś na tablicy, gdy ja weszłam do środka
na paluszkach.
– Dzięki – wyszeptałam, siadając na najbliższym miejscu z tyłu,
i odetchnęłam z ulgą.

Ale chyba cieszyłam się przedwcześnie.


Profesor odezwał się, nie przestając pisać na tablicy:
– Kto się spóźnił?

Uch.

Chciałam opuścić się niżej na siedzeniu i udawać, że to nie ja. Ale byłam
asystentką wykładowcy, a nie studentką. Chciałam, by pozostali mnie
szanowali, bo czasami będę prowadzić wykłady.
Odchrząknęłam.
– Ja się spóźniłam, panie profesorze.

Zamknął marker zatyczką i odwrócił się.

Zamrugałam kilkakrotnie. Chyba wzrok płatał mi figle. Sięgnęłam do


torebki, wyciągnęłam okulary i założyłam je – mimo że z daleka widziałam
doskonale – jakby założenie okularów do czytania miało sprawić, że
mężczyzna stojący pośrodku sali okaże się kimś innym.
Ale tak się nie stało.

Nie myliłam się. Takiej twarzy się nie zapomina.

Cholernie przystojnej twarzy.

To był on. Jasna cholera.

To był naprawdę on.

Miałam przesrane.
Profesor przyjrzał się twarzom studentów, których było ponad dwustu, nie
mógł dociec, skąd dobiegał głos. Modliłam się, by odpuścił i rzucił ogólne
ostrzeżenie, mówiąc, że nie toleruje spóźnialstwa.
Ale nie miałam tyle szczęścia. Nigdy go nie miałam.
– Proszę wstać. Ktokolwiek się spóźnił, proszę wstać.

O Boże.

Poczułam, że dwudziestopięciotysięczna zniżka na czesne, którą


otrzymałam jako asystentka wykładowcy, ciąży mi w żołądku niczym ołów.
Z tego powodu nie mogłam podnieść się z krzesła. Ale on czekał. Nie
mogłam się wymigać. Miałam problem.

Z wahaniem wstałam i wstrzymałam oddech, modląc się, by mnie nie


rozpoznał.

Może wczoraj wypił za dużo i nawet nie pamięta naszej krótkiej wymiany
zdań.

– Nie toleruję spóźnialstwa. To przeszkadza w prowadzeniu zajęć.


– Rozumiem.

Górne światło zalewało jego twarz, jakby był aktorem na scenie, więc nie
mógł widzieć dobrze. Uniósł rękę i przysłonił oczy. I mimo że znajdowałam
się dwadzieścia rzędów wyżej – czyli dzieliło nas ponad czterdzieści pięć
metrów – gdy nasze oczy się spotkały, patrzyliśmy na siebie tak, jakbyśmy
byli jedynymi ludźmi w tej sali.

W chwili, kiedy mnie poznał, już o tym wiedziałam. Patrzyłam, jak jego
mina powoli się zmienia. Na jego przystojnej twarzy pojawił się leniwy
uśmiech, chociaż nie wyglądał na zadowolonego. Powiedziałabym nawet, że
przypominał psa, który właśnie zagonił kociaka w kozi róg i ma zamiar się
zabawić z tym biednym małym kotkiem.
Przełknęłam ślinę.

– To się więcej nie powtórzy. Nazywam się Rachel Martin, profesorze.


I jestem pańską asystentką.
ROZDZIAŁ 2

Sala zupełnie opustoszała. Nawet nie byłam pewna, czy wciąż siedziałam na
swoim miejscu. Jeśli on mnie ignorował, gdy pakował swojego laptopa, to
świetnie mu to szło.

– Wbrew plotkom, które pewnie pani słyszała, ja nie gryzę.

Podskoczyłam, kiedy się odezwał. Teraz, gdy studenci już opuścili salę,
jego głos odbijał się echem o ściany.

Wstałam i zaczęłam swój spacer wstydu w stronę głównej części sali.


Wiedziałam, że jestem temu człowiekowi winna przeprosiny, nawet gdyby
nie był profesorem – profesorem, który będzie moim szefem przynajmniej
przez najbliższe piętnaście tygodni. Miałam ochotę kopnąć się w dupę za to,
że nie przeprosiłam go wczoraj, gdy wychodziłam z baru. Teraz wyjdzie na
to, że przeproszę tylko dlatego, że znalazłam się w takiej sytuacji.
Była to prawda, nie zrozumcie mnie źle, ale nie chciałam na taką wyjść.

Odetchnęłam głęboko.

– Bardzo przepraszam za wczorajszy wieczór.

Jego twarz była nieczytelna.

– Tak, uznałem, że na pewno pani przeprosi.


– Wzięłam pana za kogoś innego.
– Domyśliłem się. Miała mnie pani za dupka. Z dużym fiutem, jeśli
dobrze pamiętam?
Zamknęłam oczy. W ciągu ostatnich dziewięćdziesięciu minut
wielokrotnie odtwarzałam w głowie całą scenę z wczoraj. Myślałam, że
przypomniałam sobie już wszystko, co powiedziałam, ale najwyraźniej się
myliłam. Kiedy otworzyłam oczy, profesor West wciąż mi się przyglądał.
Jego wzrok był bardzo intensywny.
Zaczęłam się tłumaczyć, jąkając się.

– Moja przyjaciółka Ava jakiś miesiąc temu zaczęła się spotykać


z pewnym facetem, Owenem. Od początku był podejrzany, ale ona tego nie
widziała. Któregoś dnia, gdy wychodziła z pracy, podszedł do niej
i powiedział: „Czy mogę cię odprowadzić do domu? Moja matka zawsze
powtarzała, bym podążał za marzeniami”. A ona się na to nabrała, zauroczyła
się nim od pierwszego dnia. Potem powiedział jej, że w sobotę musi wyjechać
w interesach, a ona pojechała na drugi koniec miasta, by załatwić coś dla
swojej mamy. Poszła na skróty przez Madison Square Park po drodze do
sklepu i wpadła na niego. Był ze swoją żoną i dziećmi.
– I pomyślała pani, że ja nim jestem?

Pokiwałam głową.

– Przyszła wczoraj do baru podczas mojej zmiany i zaczęła zamawiać


long island ice tea szklankami. Kiedy Owen się zjawił, wskazała na miejsce,
w którym stał, i powiedziała, że to ten w niebieskiej koszuli.
– I rozumiem, że obaj mieliśmy niebieskie koszule?

Wbrew sobie uśmiechnęłam się, myśląc o Avie z zeszłego wieczoru.

– Właściwie nie. Ava nie ma mocnej głowy. Okazało się, że jest


wstawiona bardziej, niż mi się wydawało. Koszula Owena była brązowa –
nawet nie czarna, więc nie można jej było pomylić z granatową.

Zobaczyłam, jak usta profesora Westa drgają.


– W każdym razie naprawdę przepraszam. Nawet nie dałam panu szansy
się wytłumaczyć, a kiedy dotarło do mnie, co się stało, byłam zbyt
zażenowana, by się zatrzymać i przeprosić.

– Akceptuję przeprosiny. Chociaż nie powinna pani zbliżać się do


mężczyzn na korytarzu, by im nagadać. Mimo to pani intencje były urocze.

Powinnam się zamknąć i być wdzięczna za to, że przyjął moje


przeprosiny. No właśnie, powinnam.

– Dlaczego nie powinnam podchodzić do mężczyzn na korytarzu?


Wbił we mnie spojrzenie.

– Bo ma pani niewiele więcej niż metr pięćdziesiąt, w barze było głośno


i nikt by pani nie usłyszał, gdybym zaciągnął panią do męskiej łazienki
i zamknął za nami drzwi.
Założyłam ręce na piersi.

– Potrafię o siebie zadbać.

– Nie twierdzę, że nie. Mówię tylko, że nie powinna się pani tak narażać.
– Ale takim stwierdzeniem zasugerował pan, że nie potrafię.
Zapiął zamek skórzanej torby.

– Panno Martin, właśnie przyjąłem pani przeprosiny, bo wczoraj nazwała


mnie pani dupkiem. Czy mam cofnąć swoje słowa?
Boże, naprawdę jestem idiotką. Najwyraźniej przebywanie przy tym
facecie sprawiało, że zmieniałam się w wariatkę.

– Nie. Przepraszam. Zachowałam się okropnie i chciałabym zacząć od


początku, jeśli to możliwe.

Pokiwał głową.
– Zapomnę o wszystkim, co wydarzyło się przed dzisiejszym porankiem.

– Dziękuję.
– Ale o dzisiejszym poranku nie zapomnę. Nie akceptuję spóźniania się.
Oby się to więcej nie powtórzyło.

Przełknęłam ślinę.

– Nie powtórzy się.


Podniósł swoją zniszczoną, brązową, skórzaną torbę na laptopa
i przewiesił ją przez ramię.

– Spotkajmy się tutaj jutro o piątej. Przejrzymy razem sylabus i omówimy


zajęcia, które pani poprowadzi, a także mój system oceniania.

Będę musiała urwać się z pracy, ale coś wymyślę.

– Okej.

– Czy na dzisiaj pani skończyła?

– Tak. Właściwie muszę już lecieć do pracy. Zastępuję Avę, bo ona nie
czuje się dzisiaj najlepiej po wczorajszym wieczorze. Obie pracujemy
w O’Leary’s.

– Pracuje tam pani jako kelnerka?

– Kelnerka, barmanka, a czasami obrażam klientów.

Na te słowa profesor West się uśmiechnął. Boże, powinien to robić


częściej. Nie, cofam to. Zdecydowanie nie powinien.

– Odprowadzę panią.

Razem ruszyliśmy korytarzem, a potem w stronę parkingu. Kiedy


zbliżyliśmy się do mojego samochodu, zatrzymałam się.

– To moje auto. A więc… do zobaczenia jutro o piątej?

Profesor West rzucił okiem na moje poobijane subaru.


– Zaparkowała pani na miejscu zarezerwowanym dla rektora. I ma pani
bilet parkingowy. – Zmrużył oczy. – Właściwie nawet dwa. Czy pierwszy
wygasł, czy coś?
Cholera.
– Eee… nie. Trzymam zapasowy bilet w schowku i wkładam go za
wycieraczkę, gdy jestem zmuszona zaparkować w niedozwolonym miejscu.

Uniósł brwi.

– Innowacyjne.
– Ale najwyraźniej się nie sprawdza.

– Najwyraźniej nie.

– Uczelnia powinna mieć więcej miejsc parkingowych. Kiedy ktoś się


spóźni, nie da się zaparkować.

Przyjrzał mi się.

– A więc często się pani spóźnia?

– Niestety tak.

– To powinienem doprecyzować coś, co powiedziałem wcześniej.


– Och, nie. To nie będzie konieczne. Nie będę się spóźniać na pańskie
zajęcia.

Zrobił krok w moją stronę i pochylił się.

– Cieszę się, że to słyszę, panno Martin. Ale nie o to mi chodziło.


Przełknęłam ślinę.

Boże, jak on pięknie pachnie.


– Wcześniej powiedziałem, że nie gryzę studentów. – Uśmiechnął się, a ja
poczułam, że ten uśmiech rozbudza coś w pewnych miejscach mojego ciała. –
Nie gryzę. Ale nie mogę obiecać, że nie będę gryzł zadziornych asystentek.

Niektóre dziewczyny miały ojców, którzy polerowali swoje strzelby, kiedy


chłopak przychodził zabrać ich córkę na randkę. Ja miałam Charliego.

Mimo że Nowy Jork zakazał palenia w miejscach publicznych


przynajmniej dziesięć lat temu, Charlie i tak palił za barem. Papierosy Benson
& Hedges bez filtra. Kto zakaże tego byłemu gliniarzowi?

– A więc kim jest ten facet, z którym się dzisiaj spotykasz? – Wyciągnął
kij bejsbolowy, który trzymał za barem, i położył go na blacie. – Zostawię to
tutaj, gdy przyjdzie.
Zaśmiałam się i podniosłam tacę do drinków.

– Nie trzeba, Charlie. To trzydziestodwuletni księgowy z Upper East Side.


– Niech cię wygląd nie zmyli. Sól bardzo przypomina cukier, złotko.

Nie byłam nawet pewna, dlaczego w ogóle próbowałam się teraz z kimś
spotykać. Odkąd osiem miesięcy temu zakończył się mój związek z Davisem,
zrobiłam sobie przerwę od randkowania. Nie miałam czasu ani siły na
związek. Nie wspominając o tym, że wcale nie szło mi zbyt dobrze
z facetami. Teraz głównie pocieszałam Avę. Zeszłej zimy chłopak, z którym
była siedem lat, zerwał z nią w dniu jej dwudziestych piątych urodzin. Byli
parą od ostatniej klasy liceum. Miesiącami patrzyłam, jak cierpi, a potem
w końcu namówiłam ją, by założyła konto na stronie randkowej. Ja też
solidarnie się tam zalogowałam, chociaż nie planowałam się z nikim
spotykać. Odwaliłam kawał dobrej roboty – to właśnie na tej stronie poznała
żonatego Owena. Z takimi przyjaciółkami jak ja, które miały ją pocieszać,
niedługo będzie musiała zacząć brać prozac.
Zaniosłam drinki do stolika i przyjęłam zamówienie od gości ze stolika
numer osiem, chociaż moja zmiana już dobiegła końca. Właściwie ociągałam
się, bo nie chciałam się przebierać i szykować na randkę. Kelnerki mogły
skończyć obsługiwać stoliki w O’Leary’s po ósmej, jeśli taką miały ochotę,
a motto Charliego brzmiało: „Na końcu ulicy znajduje się knajpa z burgerami.
Niech was drzwi nie uderzą w dupę po drodze na zewnątrz”. Mówił tak
każdemu, komu się ta zasada nie podobała.
Zdjęłam mundurek, umyłam się w łazience, nałożyłam dodatkową
warstwę tuszu na rzęsy, musnęłam usta błyszczykiem i spojrzałam w lustro.
Miałam szczęście, że odziedziczyłam po mamie naturalnie porcelanową
skórę, więc nigdy nie musiałam nosić dużo makijażu. Chciałam podkreślić
moje zielone oczy czarnym eyelinerem, ale potem się rozmyśliłam. To
wystarczy, pomyślałam. Chyba nie takie powinnam mieć nastawienie przed
pierwszą randką.
Po pierwszej wiadomości Mason wydał mi się na tyle miły, że
postanowiłam pisać z nim przez ostatnie tygodnie. Miał wszystkie cechy
faceta, z którym mogłam się spotykać: miał dobrą pracę, był uprzejmy, po
trzydziestce, ale daleko mu było do czterdziestki. Nie używał w naszych
wiadomościach wyrażeń typu „no pewka” ani nie przepraszał co chwilę. Miły
dla oka. Dobrze wychowany. Powinnam być bardziej podekscytowana.
Minęło sporo czasu od zakończenia związku z Davisem. Czas ruszyć dalej.
Zauważyłam go, jeszcze zanim on zauważył mnie. Poszłam na zaplecze
po kilka butelek tequili dla Charliego i zobaczyłam Masona, który się
rozglądał. Wyglądał tak, jak na zdjęciach, a więc to plus. Może był trochę
szczuplejszy, niż mi się wydawało, ale nie byłam z tego powodu zdziwiona.
Był średniego wzrostu, miał przeciętną budowę ciała i był przystojny, ale nie
tak, bym miała przez to motyle w brzuchu. Dostrzegłam jego niebieską
koszulę, co przypomniało mi o profesorze Weście z wczorajszego wieczora.
O dziwo na tę myśl poczułam motyle w brzuchu.
„Ale nie mogę obiecać, że nie będę gryzł zadziornych asystentek”.

Pokręciłam głową, by odzyskać trochę rozsądku, wzięłam głęboki oddech


i ruszyłam w stronę Masona.

Znacie to uczucie, kiedy wydaje wam się, że spróbujecie jakiejś rzeczy,


a potem okazuje się, że to coś innego? Jak z wodą i napojem gazowanym
wyglądającym jak woda. Nie chodzi o to, że wam nie smakuje, ale byliście
przygotowani na coś bez smaku, bez cukru, a zamiast tego dostajecie
niespodziewane bąbelki.
Mason był tymi bąbelkami, chociaż spodziewałam się zwykłej wody.
Może to przez to, że gdy dowiedziałam się, że jest księgowym, to
wyobraziłam sobie pewien typ człowieka. Ale on był o wiele bardziej pewny
siebie i bezpośredni, niż oczekiwałam.

– Jesteś naprawdę piękna. To nie tak, że po twoim zdjęciu profilowym


spodziewałem czegoś innego, ale miałaś tam tylko jedno zdjęcie. Nie
sądziłem, że od szyi w dół zobaczę Megan Fox.
– Dziękuję… chyba. – Mimo że to był komplement, nie spodobało mi się
to, jak na mnie patrzył. Poszliśmy do restauracji znajdującej się kilka
budynków dalej, a potem wróciliśmy do O’Leary’s na drinka. Obrzucał
spojrzeniem moje ciało, sącząc czwartą whiskey z colą – co było kolejnym
znakiem ostrzegawczym. Tyle mocnych drinków podczas pierwszej randki?
Z każdym stawał się coraz bardziej odważny i wcale mi się to nie podobało.
– Mówiłaś, że jesteś stuprocentową Włoszką, tak?

– Nie. Mam też korzenie niemieckie.


Pochylił się i położył mi rękę na kolanie.

– A chcesz mieć dzisiaj w sobie niemiecki korzeń?

Uch. Już miałam powiedzieć temu idiocie, że dzisiaj będzie się zabawiać
sam ze sobą, ale przerwał mi Charlie.

Kijem. Rzucił go na blat, a Mason aż podskoczył.

– Wszystko dobrze? Moja dziewczynka nie wygląda na zbyt zadowoloną.

Nie chciałam robić sceny. Po prostu pragnęłam, by ta kiepska randka się


skończyła.
– To twój ojciec? – zapytał Mason.
Zignorowałam go i odezwałam się do Charliego.

– Tak, jest okej. I tak już wychodzimy.


Mason źle mnie zrozumiał. Dopił resztę drinka i wstał.
– Do mnie czy do ciebie?

– Ty wracasz do siebie, ja do siebie.


Wyciągnął do mnie rękę, ale się cofnęłam.

– Idź już, Mason, zanim wrócisz do domu z kijem Charliego w dupie.


Mason zrozumiał, że dzisiaj nie zaliczy, zapłacił rachunek i wyszedł.
Uśmiechnęłam się do Charliego.
– Policzyłeś mu podwójnie za tę whiskey z colą?

– Dupki płacą więcej.

Zaśmiałam się. Nie chciałam wychodzić od razu za Masonem, więc


postanowiłam chwilę posiedzieć w barze z Charliem.

– Randki są do dupy – prychnęłam. – Nic dziwnego, że chodzę na nie tak


rzadko.

– A ja się cieszę, że kiedyś randkowanie nie było takie jak dzisiaj. Inaczej
nie spotkałbym mojej Audrey.

Żona Charliego zmarła jakieś dziesięć lat temu – po pięćdziesiątce dostała


zawału.
– A jak wy się poznaliście?

– W tradycyjny sposób. W sklepie spożywczym.

– To słodkie. Czy wasze koszyki uderzyły o siebie jak na filmach?

– Coś w tym stylu. Audrey stała w alejce z warzywami i owocami


i wybierała bakłażany. Włożyła swoje rzeczy do niewłaściwego koszyka.
Zorientowała się dopiero w połowie alejki, gdy już odeszła. Kiedy wróciła po
swój koszyk, zauważyła, że w tym, który miała, znajdowała się lista
zakupów.
– Więc wzięła twój koszyk?

– Tak. Oddała mi listę i powiedziała: „Zabrałam niewłaściwy koszyk.


Chyba nie chciałby pan zapomnieć o tych ważnych rzeczach z listy?”.

– A co było na tej liście?


Charlie wzruszył ramionami.
– Napisałem tam „ser i inne gówno”.

Zmarszczyłam brwi.

– Dosłownie? „Ser i inne gówno”? Nie rozpisałeś tego „innego gówna”?


– Zależało mi tylko na serze. Lubię zjeść plasterek cheddara przed
pójściem spać. A w „innym gównie” zawierały się pozostałe, mniej ważne
rzeczy. – Charlie popatrzył w przestrzeń. – W każdym razie Audrey
uśmiechnęła się do mnie i moje serce fiknęło koziołka jak nigdy wcześniej.
Myślałem, że dostałem zawału. Musiałem usiąść przy bakłażanach, by złapać
oddech. Okazało się, że tego dnia znalazłem w sklepie coś więcej niż ser
i inne gówno.
– Może powinnam spróbować szczęścia w supermarkecie. Bo chyba
randki z internetu nie są dla mnie.

– Nigdy tego nie próbowałem, ale wydaje mi się to głupie. Gdy wybierasz
ten sposób, musisz stworzyć w głowie listę tego, czego szukasz w partnerze,
a potem próbujesz to odnaleźć w ludziach, którzy zaznaczyli odpowiednie
punkty. Ale tak naprawdę to, co kliknęli, się nie liczy. Kiedy poznasz
właściwą osobę, twoje serce da ci znać. – Puścił do mnie oko. – I inne części
twojego ciała też.
ROZDZIAŁ 3

Nie byłam tylko spóźniona. Byłam naprawdę cholernie spóźniona.


Poza tym potrzebowałam prysznica, mechanika, butelki wina
i najprawdopodobniej nowej pracy – niekoniecznie w tej kolejności.
I pomyśleć, że wyszłam pół godziny wcześniej, chociaż pracowałam cztery
przecznice od college’u. Miałam wystarczająco czasu, by znaleźć miejsce
parkingowe i wejść do budynku piętnaście minut przed umówioną godziną.
Chciałam pokazać Profesorowi Punktualnemu, że potrafię przybyć na czas.
Ale… nie wypaliło. Usłyszałam głośne bum, a potem świst. Próbowałam to
zignorować i jechać dalej, ale w końcu nieustające podskakiwanie i szarpanie
mojego samochodu kazało mi zjechać na pobocze.
Tragedia. Ale miałam czas, a mój były współlokator, były… kimkolwiek
dla mnie był przez jakiś czas… Davis, nauczył mnie, jak zmieniać oponę.
I wszystko było dobrze… na początku. Wyciągnęłam lewarek, podniosłam
samochód jak profesjonalistka i zajęłam się przebitą oponą. Wszystko szło jak
po maśle, aż nagle pod koniec się zacięło. Ta cholerna rzecz się zacięła. Na
amen. W tej chwili lewarek był ustawiony w pozycji, jakby wskazywał na
godzinę trzecią, więc musiałam złapać za niego i użyć stopy, by spróbować
go obniżyć – jednak ani drgnął. Potem wpadłam na genialny pomysł
i pomyślałam, że może muszę wykorzystać cały swój ciężar, by go przesunąć.
Więc wskoczyłam na uchwyt lewarka, mając nadzieję, że taki nagły duży
nacisk go ruszy. Ale zamiast tego uchwyt się poluzował i jakimś cudem
uderzył mnie w goleń.
Teraz byłam spóźniona dwadzieścia minut, noga piekielnie mnie bolała
i musiałam kuśtykać do budynku uczelni w trzydziestodwustopniowym upale,
śmierdząc jak smar do opon. Liczyłam, że profesor West również złapał gumę
i się spóźnił. To raczej mało prawdopodobne, ale musiałam się czegoś
trzymać, by się totalnie nie załamać, gdy mknęłam korytarzami.
Kiedy zjawiłam się w sali wykładowej, najpierw zajrzałam do środka, nim
otworzyłam drzwi. Oczywiście profesor West siedział przy biurku.

Odetchnęłam głęboko i weszłam do środka, by zmierzyć się z jego


gniewem.

– Zanim coś pan powie – wyszłam z pracy pół godziny wcześniej.


Przysięgam.

Pisał coś w kalendarzu, a gdy uniósł głowę, po raz pierwszy zobaczyłam,


że nosi okulary. Cholera. Dzięki nim wyglądał jeszcze seksowniej. Sądziłam
nawet, że jego pochmurna mina jest boska. Czy mi odbiło?
– A co dzisiaj się pani przytrafiło? Czy coś panią rozproszyło pomiędzy
zaparkowaniem w niedozwolonym miejscu pół godziny przed czasem
a znalezieniem mojej sali? Może zatrzymała się pani, by pobawić się
w błocie?

– Co?

Zmierzył mnie spojrzeniem od stóp do głów.


– Ma pani błoto na twarzy i ubraniach.

Uniosłam rękę do twarzy i potarłam policzek.

– Och. To nie jest błoto, tylko smar.


– To brzmi o wiele sensowniej.

– Po drodze na uczelnię złapałam gumę. – Nie miałam pojęcia, gdzie


dokładnie na twarzy byłam brudna, ale się denerwowałam i pocierałam każde
miejsce, mówiąc: – Lewarek się zaciął i nie mogłam go przekręcić.
Próbowałam…

– Panno Martin – przerwał mi. – Proszę przestać.

– Ale to prawda. Naprawdę próbowałam dotrzeć na czas. Wyjechałam


wcześniej, a potem nagle bum, i złapałam gumę. Tym razem to nie była
nawet moja wina.
– Nie mówiłem o pani rozwlekłej historii. Proszę przestać pocierać twarz
i spojrzeć na ręce.

Przyjrzałam się im. Cholera. Były całe brudne od smaru.

– Czy rozmazałam to po całej twarzy?


Wyciągnął z biurka chusteczki, wstał i podszedł do mnie.

– Tak. Niech pani lepiej pójdzie do łazienki i się umyje.

Pokiwałam głową. Odwróciłam się, zrobiłam kilka kroków w stronę


drzwi, a potem coś mi się przypomniało.

– Będzie pan tu, gdy wrócę?


Profesor West się uśmiechnął.

– Tak, Rachel. Będę czekać. Najwyraźniej tak to u nas działa.


Gdy zmyłam smar z dłoni i twarzy, zastanowiłam się nad tym, czy
spróbować pozbyć się dużej plamy z koszulki, ale stwierdziłam, że to nic nie
da. Do tej pory spotkałam nowego szefa trzy razy. Za pierwszym – obraziłam
go, za drugim – przeszkodziłam w jego wykładzie i weszłam do sali z plamą
po kawie na bluzce, a za trzecim – kazałam mu czekać niemal pół
godziny, weszłam do sali brudna od smaru i wyglądałam tragicznie. Robiło
się coraz lepiej.
Kiedy wróciłam do sali, profesor West już się spakował.
– Przepraszam. Czy ma pan teraz zajęcia?

– Nie. Ale robi się ciemno, więc lepiej chodźmy.


Ciemno?
– Eee… okej. Czy możemy to przełożyć? Może przyjdę jutro przed
zajęciami i szybko omówimy to, czym mieliśmy zająć się dzisiaj.

– Nie. Zrobimy to dzisiaj. – Położył rękę w dole moich pleców,


prowadząc mnie schodami na górę. – Nie pracujesz dzisiaj w tym barze?

– Nie. Wzięłam wolny wieczór.

– Dzisiaj nie będzie w tej sali żadnych wykładów, więc możemy tu


wrócić, gdy skończymy.

– Ale co skończymy?

– Naprawiać twój samochód. Pomogę założyć zapasowe koło, a potem


pojedziemy do zakładu wulkanizacyjnego. Kiedy wrócimy, omówimy to, co
trzeba.
– Zmieni pan oponę w moim samochodzie?

– Nie zostawię cię, kiedy potrzebujesz pomocy, Rachel.

– Nie musi pan tego robić, profesorze West.


– Właśnie, że muszę. I mów mi Caine.

Caine miał nie tylko ładną twarz, ale też niezłe mięśnie. Dzisiaj włożył białą
koszulę, ale zdjął ją, zanim zabrał się do zmiany opony. Miał na sobie tylko
cienki biały podkoszulek i siłował się z lewarkiem, a ja przyglądałam się jego
mięśniom napinającym się za każdym razem, gdy wykonywał jakiś ruch.
Udało mu się przekręcić zablokowany uchwyt, ale kosztowało go to sporo
wysiłku. Miał najwspanialsze bicepsy, wyrzeźbione i opalone, a przez ich
środek aż do przedramienia przebiegała żyłka. Jeśli istniało coś takiego jak
arm porn, to właśnie na to patrzyłam. Czułam, że nie powinnam się gapić,
ale, Boże, podobał mi się ten widok.
Gdy usunął oponę, podniósł ją, by włożyć do mojego bagażnika, a wtedy
koszulka podjechała mu wyżej, ukazując dwie głębokie linie układające się
w literę V w dole jego wyrzeźbionego brzucha. Poczułam przemożną chęć, by
wyciągnąć rękę i dotknąć go tam, przesunąć palcami po ścieżce włosów,
która biegła od pępka aż za gumkę jego bielizny nieco wystającej ze spodni.

Umieścił starą oponę w bagażniku i zabrał się do zakładania nowej.

– Naprawdę powinnaś mieć normalne koło zapasowe – powiedział,


mocując oponę. – Te zapasówki nie są bezpieczne. Przez nie auto się chwieje
i jeśli podczas jazdy będziesz mieć wypadek, to najprawdopodobniej
samochód się przewróci.
Co jakiś czas patrzył na mnie i niemal zostałam przyłapana na gapieniu
się na niego. Naprawdę musiałam się czymś zająć, więc wyjęłam
z samochodu telefon i poszukałam najbliższego zakładu wulkanizacyjnego.
Słońce już zachodziło, gdy schował lewarek do bagażnika i go zamknął.
Mimo że się ochłodziło, powietrze wciąż było wilgotne. Caine się spocił,
a jego podkoszulek nadawał się tylko do wyrzucenia.
– Chyba jestem ci winna podkoszulek – powiedziałam, przyglądając się
plamom po smarze na materiale.
Spojrzał po sobie.

– Skoro jest zniszczona, to może się jeszcze do czegoś przydać. – Caine


wytarł brudne ręce w koszulkę na piersi, tworząc brudne smugi na białym
materiale. Potem złapał za koszulkę z tyłu i ściągnął ją przez głowę.
Szczęka niemal uderzyła mi o ziemię, gdy zobaczyłam jego niesamowite
ciało w całej okazałości. Nie miałam pojęcia, czy zauważył, jak na niego
patrzyłam, bo nie mogłam oderwać wzroku od tej uczty, którą miałam przed
sobą. Koszulką wytarł pot z twarzy, a potem jeszcze raz oczyścił dłonie.
Sama zaczęłam się pocić, chociaż nie wykonałam żadnego wysiłku
fizycznego.
– Wiesz, gdzie znajduje się najbliższy zakład wulkanizacji?

– Eee… jakieś trzy przecznice stąd.


– Daj mi chwilę, włożę koszulę i pojadę za tobą.
Jaka szkoda.

– Okej. Dziękuję.

Siedziałam w samochodzie przez minutę, zadowolona z tego, że miałam


chwilę na pozbieranie myśli, zanim ruszę. Kiedy po raz ostatni uprawiałam
seks? Osiem miesięcy temu? Boże, pewnie powinnam była przelecieć
Masona wczoraj w nocy tylko po to, by zaspokoić swoje libido. Chwila
patrzenia na kaloryfer i mięśnie i już robiło mi się mokro w majtkach. Czułam
się jak napalona siedemnastolatka.
Kiedy zostawiliśmy samochód w Tire Express, było już niemal wpół do
ósmej. Powiedziano mi, że mogę odebrać samochód rano. Caine stał przy
mnie przez cały czas i nawet wybrał dla mnie tańszą oponę, gdy sprzedawca
chciał mi wcisnąć droższą, wartą więcej niż napiwki, które zarabiałam przez
tydzień w barze.

– Czuję się jak zacięta płyta – powiedziałam, kiedy wsiedliśmy do


samochodu Caine’a – bo znowu cię przepraszam i dziękuję.

– Nie ma problemu. Nadal chcesz przejrzeć sylabus i opracować plan na


semestr? – Spojrzał na zegarek. – Jest już późno. Mogę cię zawieźć do domu,
jeśli jesteś zmęczona.
– Jestem nocnym markiem. To z porankami mam problemy.

Pokiwał głową.

– Okej.
Zanim uruchomił samochód, mój żołądek zaburczał okropnie. To był
głośny, bulgoczący, dudniący odgłos, który było słychać w całym
samochodzie. Nie mogłam udawać, że to nie miało miejsca.
Caine się uśmiechnął.
– A może popracujemy nad planem przy czymś do jedzenia?

Naprawdę byłam głodna. Planowałam zjeść coś przed wyjściem z pracy,


ale potem byłam zajęta i nie chciałam ryzykować, że się spóźnię. Dzisiejszy
dzień nie był zbyt dobrze zaplanowany.

– Jasne.

Uruchomił silnik.

– Na co masz ochotę?
– Nie jestem wybredna. Zjem wszystko, co wybierzesz.

– Może burgery? Jesz mięso?

Na szczęście było na tyle ciemno, że nie widział mojego rumieńca.


– Eee… tak. Jem. – Najwyraźniej mój mózg i ciało miały ochotę na inny
rodzaj mięska.
ROZDZIAŁ 4

– A tak przy okazji wcale cię nie podrywałem, gdy zobaczyłem cię po raz
pierwszy. Naprawdę wyglądasz znajomo. – Caine upił łyk piwa.

To, że zamówił piwo, wydało mi się dziwne. Miałam go za kogoś


o bardziej wyrafinowanym guście – sądziłam, że jest typem lubiącym raczej
drogie wino czy wieloletnią szkocką. A kiedy był taki zrelaksowany, z piwem
w ręce, widziałam tego spiętego profesora w zupełnie innym świetle. A może
po prostu jego kaloryfer przyćmiewał moje myśli.

– Pewnie widzieliśmy się na uczelni – powiedziałam. Chociaż byłam


pewna, że ja wcześniej go tam nie widziałam. Zapamiętałabym takiego
mężczyznę.

– Może.

– Często przychodzisz do O’Leary’s? – zapytałam.


– Tamtej nocy byłem tam po raz pierwszy. Wszedłem do baru, wracając
od przyjaciela, który niedawno przeprowadził się kilka przecznic dalej.

– Cóż, ja przebywam albo w tym barze, albo na uczelni, albo śpię w domu
lub się uczę. Ostatnio nie robię nic ciekawego. – Wycelowałam w niego
paluszkiem z mozzarelli i uśmiechnęłam się kpiąco. – I to się raczej nie
zmieni. Według magazynu „People” to będzie pracowity rok i nie będzie
czasu na zabawę.
– Och, naprawdę? Magazyn „People”? Brzmi jak solidne źródło, na
którym można oprzeć oczekiwania względem swojej przyszłości.
– Chyba tak. Odpowiedziałam na kilka pytań, by dostać tę przepowiednię,
więc jest dość wiarygodna. Jedna zła odpowiedź i zostałabym skazana na rok
przygody lub odkrywania siebie.
Caine zachichotał.

– Cóż, postaraj się wcisnąć trochę zabawy do grafiku. Za dużo pracy, a za


mało zabawy sprawia, że wiedziesz nudne życie.

– Nuda mi nie przeszkadza. Jestem na emeryturze, już miałam


ekscytujące życie.

– Emeryturze? Ile ty masz lat? Dwadzieścia dwa, dwadzieścia trzy?

– Dwadzieścia pięć. – Wzruszyłam ramionami. – Wybawiłam się, gdy


byłam nastolatką. To były lata pozbawione kontroli. Teraz nadrabiam dorosłe
życie. Bycie zajętą jest dobre. Bycie dorosłą jest dobre.
Caine podrapał się po podbródku.

– Bez kontroli, tak? Co masz przez to na myśli?

– Nie ma mowy, profesorze. Już i tak zrobiłam na tobie złe wrażenie.


Zostawię tę historię na później, gdy już udowodnię, jaka jestem mądra
i utalentowana.
Caine się uśmiechnął. To był pierwszy niepohamowany uśmiech, który
przedarł się przez jego mury. Rozparł się na krześle i swobodnie położył rękę
na oparciu boksu.
– No dobrze. Więc opowiedz mi o muzyce. Jeśli usłyszę trochę o tym,
jaka jesteś mądra i utalentowana, to będę wiedzieć, które wykłady powinnaś
poprowadzić.
– A co chcesz wiedzieć?

– Dlaczego muzyka?
– Pytasz o to, dlaczego studiuję muzykę?
– Nie. Wybrałaś ją, bo kochasz muzykę. Ale dlaczego ją kochasz?

– To pytanie, na które odpowiedź będzie obszerna i nie da się jej zawrzeć


w kilku zdaniach.

– Spróbuj. Nie ma złych lub dobrych odpowiedzi.


– Okej. – Myślałam nad tym przez dłuższą chwilę. – Bo muzyka wyraża
wszystko to, czego ludzie nie mogą powiedzieć, ale też nie mogą
przemilczeć.

Nie odpowiedział od razu.

– Śpiewasz czy grasz na jakimś instrumencie? – zapytał, gdy już


przetrawił moją odpowiedź.

Uśmiechnęłam się. Wiedziałam, że moja odpowiedź zawsze zaskakuje


ludzi, zważywszy na to, że jestem na studiach muzycznych.

– Ani to, ani to. Potrafię wyśpiewać gamę, ale nie śpiewam jakoś
wyjątkowo dobrze i nie ma takiego instrumentu, na którym granie idzie mi
świetnie, jak w przypadku innych studentów muzyki.
Jakieś osiemdziesiąt pięć procent studentów muzyki albo śpiewało, albo
grało na gitarze lub fortepianie. Pozostałe piętnaście procent to perkusiści lub
saksofoniści.

– Nieczęsto to słyszę.

– Wiem. Na licencjacie nauczyłam się dobrze grać na paru instrumentach,


ale nie chcę być muzykiem czy gwiazdą rocka. Robię magisterkę z terapii
muzyką.
Przyszła kelnerka i przyniosła talerze z ogromnymi burgerami. Miałam
nadzieję, że dzięki temu Caine przestanie się na mnie skupiać, ale on chyba
właśnie łączył wszystkie fragmenty układanki.
– To, co pomaga ci wyrazić muzyka, było zatem tym, czego nie mogłaś
powiedzieć wcześniej, a przez co zachowywałaś się tak, a nie inaczej jako
nastolatka.
– Jestem aż tak łatwa do przejrzenia czy po prostu ty jesteś tak dobry
w czytaniu ludzi?

Przyglądał mi się przez chwilę.

– Ani to, ani to. Powiedzmy po prostu, że to rozumiem.


Pokiwałam głową.

– A jak jest z tobą? Czy chciałeś zostać gwiazdą rocka?


– Coś w tym rodzaju.
Uśmiechnęłam się, zanim przysunęłam burgera do ust.

– Wow. Dzięki za wylewność. Jesteś otwarty niczym księga.


Caine zachichotał.

– Zawsze się tak wymądrzasz?

– A ty zawsze jesteś taki tajemniczy i unikasz odpowiedzi na


bezpośrednio zadane pytania?
Patrzył na mnie przez chwilę, żując i przełykając.

– Dobra. Gdy byłem młodszy, chciałem być gwiazdą rocka. Czy to dla
ciebie wystarczająco bezpośrednia odpowiedź?

Wyszczerzyłam się.

– Grasz na instrumencie czy śpiewasz?

– Grałem na perkusji.

– Grałeś czy wciąż grasz?

– Zadajesz dużo pytań.


– Czy to ci przeszkadza?

Zachichotał.

– I znowu pytanie. Jedz burgera, panno Martin.


Potem jedliśmy w milczeniu. Ale była to komfortowa cisza. Caine
opróżnił talerz, a ja wciąż skubałam frytki, gdy zadzwonił jego telefon.
Spojrzał na imię na ekranie, przeprosił mnie, mówiąc, że musi odebrać,
i odszedł od stolika, by porozmawiać w ciszy. Nie byliśmy na randce ani nic
z tych rzeczy, ale zaczęłam się zastanawiać, czy był żonaty i nie chciał, by
żona wiedziała, że z kimś był. Wciąż dobrze pamiętałam zdrajcę Owena.
Kiedy Caine wrócił, powiedział:
– Przepraszam.

– Żaden problem. – A jednak z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu


czułam irytację. – Skończyłam jeść. Możemy zaczynać. Już i tak zajęłam ci
wystarczająco dużo czasu.
Kiedy kelner posprzątał stolik, Caine wyjął teczkę z torby i zaczęliśmy
przeglądać sylabus. Wstępnie zaplanowaliśmy moje pierwsze wykłady
i ustaliliśmy, że spotkamy się po następnych zajęciach, żeby omówić resztę
planów. Będę mu asystować podczas trzech z jego pięciu wykładów, a jeden
poprowadzę sama. Caine zapytał o mój grafik w pracy i na tej podstawie
wyznaczył mi dodatkowe dyżury, podczas których będę pomagać studentom,
co było miłe z jego strony, bo dzięki temu nic mi się nie nakładało. Kiedy
skończyliśmy, zamówił kawę.
– A więc jakie plotki słyszałaś na mój temat? – zapytał, opierając się
o siedzenie.

– Naprawdę chcesz wiedzieć?


– Jestem pewny, że większość już słyszałem, ale pozwól mi je usłyszeć,
a ja ci powiem, czy są prawdziwe, czy nie.

– Okej. Po pierwsze słyszałam, że nie znosisz, gdy ktoś jest


niepunktualny. Ale chyba nie muszę pytać, czy to prawda.
– Nie. – Uśmiechnął się. – Czy coś jeszcze?

– Zwolniłeś ostatnią asystentkę, bo nie oceniała wystarczająco surowo.


Pokiwał głową.
– To też prawda. Ale umknęła ci część historii. Nie oceniała
wystarczająco surowo swojego chłopaka. Chyba że oceniała to, co on chciał
z nią zrobić… bo wtedy by się zgadzało, skoro opisywał te rzeczy na testach.
Dowiedziałem się o tym, bo zobaczyłem, co wypisywał. To nie były
odpowiedzi na pytania o muzykę, a mimo to dostawał same piątki.
– Och.
– Czy coś jeszcze?

Nie mam pojęcia dlaczego, ale postanowiłam podkoloryzować ostatnią


plotkę, by zaspokoić swoją ciekawość.

– Jesteś żonaty i niemal cię wylali za to, że spałeś ze studentkami.

Jego mina powiedziała mi, że uderzyłam w czuły punkt. Caine zacisnął


szczękę i usta.

– Nie jestem żonaty, a ze studentkami przestałem sypiać po pierwszym


roku.

Zmarszczyłam nos.

– A więc z nimi sypiałeś?

– Byłem młody i głupi. Podczas pierwszego roku nauczania większość


czasu spędzałem w kampusie. To było jedyne miejsce, gdzie poznawałem
ludzi.
– Czy kiedykolwiek słyszałeś o portalach randkowych?

– Oczywiście, mądralo. Ale ludzie poznani w internecie rzadko okazują


się w rzeczywistości takimi, na jakich się kreują.

Obruszyłam się.
– Co ty nie powiesz.
Caine uniósł brew.

– Chyba coś o tym wiesz.


– Tak, właściwie wczoraj wieczorem tego doświadczyłam.
– I?

– Zależało mu tylko na jednym.

– Na seksie?
Pokiwałam głową.

– Mężczyźni potrafią być dupkami. Bez obrazy.

Te jego cholerne usta znowu drgnęły.

– Nie obrażam się. Chyba że to mnie nazwiesz dupkiem… A to nie byłby


pierwszy raz.
– A czy ty tygodniami rozmawiasz z kobietą i wmawiasz jej, że szukasz
związku, a gdy pokazujesz się na pierwszej randce, oczekujesz tylko seksu?

Caine spojrzał mi w oczy.

– Nie szukam związku. Ale zawsze mówię o tym otwarcie, by uniknąć


nieporozumień. Chociaż powiem ci, że nawet wtedy kobiety czasami nie
słuchają, co im się mówi. Słyszą to, co chcą usłyszeć. – Zamilkł. – Chyba
można powiedzieć, że kobieta też potrafi zachować się jak dupek. Oczywiście
bez urazy.

Zaśmiałam się.

– Nie szkodzi.

Obrzucił spojrzeniem moją twarz.


– Czy mogę ci coś poradzić?

– Jasne.

– Jesteś piękna. Każdy facet, który nie myśli o seksie z tobą przy
pierwszym spotkaniu, jest kłamcą. A taki, który nie potrafi tego powiedzieć,
nie jest tym, kogo szukasz, bo nie zwraca na to uwagi. Czyli brak uwagi też
jest do kitu, a on nie jest wart twojego czasu.
Miał absolutną rację i później przeanalizuję jego teorię, ale w tej chwili
zastanawiałam się tylko nad jednym… Czy on teraz myślał o seksie ze mną?
ROZDZIAŁ 5

Akt kochania.
Okej. Te zajęcia tak naprawdę nazywały się „akt słuchania”, ale nie
o takim akcie teraz myślałam. Nie mogłam się skupić, gdy siedziałam z tyłu
sali i słuchałam, jak profesor West naucza o różnych ludziach, filozofach,
kompozytorach, medykach i nastolatkach, podkreślając akt słuchania.
Pamiętam, że brałam udział w takich zajęciach na początku licencjatu. Nie
byłam pewna, czy dojrzałam na tyle, by docenić ten wykład w wieku
dwudziestu pięciu lat, nie wspominając już o tym, gdy miałam ledwie
dwadzieścia jeden. Teraz przynajmniej pewien profesor potrafił przyciągnąć
moją uwagę.
Gdy ja skupiałam się na słuchaniu, chłopak w wełnianej czapce siedzący
obok mnie rysował akty. Na całej stronie naszkicował ciała bez twarzy, które
wyglądały całkiem nieźle, chociaż były dość zboczone i obrazowe. Kiedy
zauważył, że się gapię, wzruszył ramionami, uśmiechnął się i wyszeptał:
– Muszę się czymś zająć, gdy ten zadufany w sobie dupek tak przynudza.

Caine nie był profesorem, który siedział przy biurku podczas wykładów.
Chodził po sali i rozmawiał ze studentami.

– Słuchanie można podzielić na kilka kategorii: informacyjne, dla


przyjemności, świadome, refleksyjne, komunikacyjne, wnikliwe,
rozpoznawcze. Metoda i czas przekazania informacji wpływają na to, co
słyszymy. Powiedzcie mi, gdzie słuchacie muzyki, w jaki sposób i kim był
ostatni artysta, którego słuchaliście.
Kilka osób podniosło ręce. Kobieta z przedniego rzędu odpowiedziała:

– W pociągu, z iPhone’a i to była Adele.


Jakiś student odparł:

– Pracuję przy Madison Square Garden, więc często słucham muzyki na


żywo. Ostatnio słuchałem rozgrzewki Maroon 5.

Przez salę wykładową ciągnęły się dwie pary schodów po każdej stronie
rzędów. Ja siedziałam na górze po lewej stronie. Caine co jakiś czas wchodził
kilka stopni do góry i zadawał pytania przypadkowym studentom.
Siedzący kilka rzędów przede mną student z długą brodą powiedział:
– W furgonetce. Jestem kurierem i słucham muzyki na słuchawkach.
Wczoraj był to stary album Slayera.

Kobieta po drugiej stronie sali powiedziała:

– W pracy. Muzyka leci z gabinetu lekarza, bo pracuję tam jako


recepcjonistka. I ciągle jest to ta sama muzyka instrumentalna. W kółko.

– Wygląda na to, że ludzie słuchają muzyki podczas podróży lub w pracy.


Czy ktoś słucha muzyki w innej sytuacji? – Caine minął kilka stopni
i zatrzymał się na górze, gdzie siedziałam ja. Dzięki temu miałam wymówkę,
by na niego spojrzeć, jednocześnie nie wyglądając na taką, która go obczaja.
Rozmawiał ze studentem siedzącym niedaleko mnie, więc mogłam mu się
przyjrzeć.
Dzisiaj miał na sobie ciemną kamizelkę od garnituru na białej koszuli, bez
krawata. Nie byłam żadną fashionistką, ale rozpoznawałam drogie ubrania,
gdy je widziałam, a Caine musiał wydawać więcej na swoje koszule niż ja na
całą garderobę. Emanowała od niego elegancja bogaczy, chociaż połączył
koszulę i kamizelkę z dżinsami i czarnymi trampkami. Widząc jego skórę
w naturalnie śniadym odcieniu, byłam pewna, że miał jakieś europejskie
korzenie – może greckie lub włoskie. Nie potrafiłam stwierdzić które, ale
cokolwiek by to nie było, wyglądał jak wyrzeźbiony. Prosty męski nos
z profilu był bliski perfekcji. Jego ciemne rzęsy wyglądały zachwycająco.
Każda kobieta zapłaciłaby małą fortunę za takie, które okalały jego
czekoladowe oczy. Jego szczęka była muśnięta delikatnym zarostem, a ja
zaczęłam się zastanawiać, jak by to było poczuć go na swojej skórze. Tak
bardzo pochłonęły mnie te myśli, że nie zauważyłam, kiedy stanął przede
mną. Zmrużył oczy i zobaczyłam w nich błysk rozbawienia, chociaż się nie
uśmiechał.
Kiedy zrobił kolejny krok, próbowałam udawać wyluzowaną, jakbym
wcale nie wielbiła jego przodków, i spojrzałam przed siebie – a wtedy dotarło
do mnie, że patrzyłam na jego krocze. Próbowałam skupić wzrok gdzie
indziej, ale… czy to… Czy on miał coś w kieszeni, czy…? Sądząc po zarysie,
byłam pewna, że to nie jest rzecz. To było coś innego, coś cholernie
imponującego.
Caine obrócił się, by zapytać o coś kobietę siedzącą po drugiej stronie
sali, a jego dżinsy się napięły, potwierdzając to, na co patrzyłam. Mogłam się
domyślić, że tak boski mężczyzna ma dużego fiuta. Odwróciłam głowę, aby
nie patrzeć na to spore wybrzuszenie, a artysta w wełnianej czapce
uśmiechnął się do mnie flirciarsko. Odwzajemniłam uśmiech… a zaraz potem
Caine wywołał go do odpowiedzi.
Artysta w czapce był pierwszym studentem, którego profesor o coś
zapytał, a który sam nie zgłosił się do odpowiedzi. Może zauważył, co robił
ten chłopak, i postanowił przywołać go do porządku przy wszystkich.
– A jak jest u ciebie? – zapytał ostro Caine. – Jaką ostatnią piosenkę
słyszałeś i w jaki sposób?

Chłopak uśmiechnął się kpiąco.


– Coś Pharrella, leciało z moich głośników bose’a w sypialni, gdy robiłem
sobie dobrze.
Ludzie wybuchnęli śmiechem.
– Dziękuję, panie…?

Caine uniósł rękę, by zachęcić chłopaka do dokończenia.

– Ludwig.
Caine skinął głową i odwrócił się, by ruszyć w stronę przedniej części
sali.

– Wasze odpowiedzi to przykład słuchania dla przyjemności. Przed


następnymi zajęciami chcę, żebyście wszyscy pobrali piosenkę Trumpets
Jasona Derulo. Słuchajcie jej tak, jak ostatnio słuchaliście muzyki – przez
słuchawki, w pociągu, w furgonetce, roznosząc paczki, lub, jak w przypadku
pana Ludwiga, w domu na głośnikach bose’a, masturbując się.

Ludzie skwitowali to śmiechem.

– Kiedy skończycie, chcę, żebyście odpowiedzieli na pytania z tej


strony. – Caine zaczął rozdawać kartki studentom w pierwszym rzędzie,
którzy mieli podać je dalej. – To nie jest żaden test, więc odpowiadajcie
szczerze. Nie czytajcie pytań, dopóki nie przesłuchacie piosenki.
W przeciwnym razie wasze mózgi będą szukać odpowiedzi, gdy będziecie
słuchać, zamiast skupiać się na przyjemności słuchania. Na następnych
zajęciach porównamy wyniki z tymi, które otrzymacie podczas innych typów
słuchania.
Kilka minut później półtoragodzinne zajęcia dobiegły końca i studenci
rzucili się do wyjścia. Ja zaczekałam, aż sala opustoszeje, a potem zeszłam na
dół, by porozmawiać z Caine’em.
– Na czas i bez plam na ubraniu – oznajmił, pakując laptopa i nawet na
mnie nie patrząc. – Imponujące.
– Uznałam, że czwarte wrażenie jest najważniejsze. – Uśmiechnęłam się.

Caine zapiął torbę. Myślałam, że nasza rozmowa miała być


w żartobliwym tonie, ale najwyraźniej się pomyliłam. Jego ton był surowy
i w ten sam sposób na mnie spojrzał.
– Nie powinnaś spoufalać się ze studentami.

– Spoufalać?

– Jakkolwiek chcesz to nazwać.


– Nie rozumiem.

Prychnął.

– Pieprzyć się. Nie powinnaś pieprzyć się ze studentami. Czy teraz


zrozumiałaś, Rachel?
– Cóż, tak, teraz wiem, o co ci chodzi. Ale nie jestem pewna, dlaczego
odniosłeś wrażenie, że się z kimś pieprzę. Nie sypiam z chłopakami ze
studiów.

– A czy pan Ludwig o tym wie?

Chyba już się domyślałam, o co tu chodzi.

– Nie musisz się martwić tym, że ocenię kogoś lepiej niż twoja ostatnia
asystentka.

Caine patrzył mi w oczy przez kilka sekund, pewnie oceniając moją


szczerość, a potem skinął krótko głową.

– A więc którą księżniczką?

Zmarszczyłam brwi. A potem do mnie dotarło, że pewnie zobaczył quiz


na okładce magazynu „In Style”, który rozwiązywałam przed zajęciami –
„Którą księżniczką Disneya jesteś?”. Rzuciłam czasopismo na wierzch torby,
gdy tylko zaczęły się zajęcia.

– Jasminą z Aladyna. – Uśmiechnęłam się.

– I czy ten wynik jest trafny?


– Chyba tak. Jasmina jest logiczna i sceptyczna.

– Wiesz, że tego typu rzeczy to tylko stek bzdur, prawda?


– Boże, mam nadzieję. W zeszłym miesiącu zrobiłam quiz z „Men’s
Health” pod tytułem „Jak zdrowe są twoje jądra?” i mój wynik nie był
pozytywny.

Usta Caine’a drgnęły.

– Żartownisia. Jesteś gotowa dokończyć przeglądanie sylabusa?


– Mam jakąś godzinę, zanim będę musiała stawić się w pracy.

Wziął swoją torbę z podłogi.

– Czy odebrałaś już auto z zakładu? Wszystko z nim w porządku?


– Właściwie… nie.

– Co się stało?

– Kiedy zdjęli oponę, odkryli, że przeguby kulowe w moim aucie są


w kiepskim stanie – czymkolwiek one są. I je też muszą dzisiaj wymienić.

– Potrzebujesz podwózki do pracy?


– Mogę pojechać autobusem. Spod uczelni odjeżdża jeden i zatrzymuje
się dwie przecznice od baru.

– Chciałem zaproponować zamówienie czegoś, zanim dokończymy


planowanie. Wieczorem mam spotkanie wydziału i muszę coś wcześniej
zjeść. Może zamówimy coś w O’Leary’s? Wtedy będziesz na miejscu, gdy
twoja zmiana się zacznie.
– Byłoby super. I ja stawiam. – Uśmiechnęłam się. – Bo dzięki temu
dostaniemy jedzenie za darmo.

– Wygląda na to, że ktoś poszedł do supermarketu. – Charlie spojrzał ponad


moim ramieniem na stojącego za mną Caine’a.

– Eee… nie. To profesor Caine West. Jestem jego asystentką na uczelni.


Caine, to jest Charlie. Właściciel O’Leary’s.

Caine wyciągnął rękę.


– Miło cię poznać, Charlie.
Charlie potrząsnął jego dłonią.

– Masz kartotekę, profesorze?

– Kartotekę?
– Tak. Nie lubię, gdy moja dziewczynka spotyka się z podejrzanymi
typami.

– Charlie – wtrąciłam się – to jest mój profesor. Myślę, że


przesłuchiwanie nie jest konieczne.

Charlie posłał mi niezadowolone spojrzenie.

– Dobra. Ale będę mieć na ciebie oko.

Caine nie wyglądał na poruszonego jego groźbą. Jeśli już, to był


rozbawiony.

– Dobrze to słyszeć.

W końcu puścili swoje ręce, a Charlie nieco się rozweselił.

– Co ci podać, profesorze?

– Piwo, wszystko jedno jakie. Byłem tu już wcześniej. Mój przyjaciel


przeprowadził się do mieszkania za rogiem i mówił, że masz tu najlepsze
skrzydełka. Ale kuchnia wtedy już była zamknięta i ich nie spróbowałem.
Więc może jeszcze skrzydełka do tego?

Charlie to staroświecki człowiek. Dwie rzeczy sprawiały, że czuł się jak


mężczyzna: silny uścisk dłoni i pochwała skrzydełek jego żony. Jego twarz
rozświetliła duma.
– To sekretny przepis mojej Audrey. Zaraz podam dwie porcje. A przy
okazji, jeśli kiedyś przyjdziesz tu po zamknięciu kuchni, po prostu daj znać,
że jesteś znajomym Charliego. Moja ekipa jest bardzo przyjazna.
– Tak, to prawda. Rachel była bardzo miła, gdy się poznaliśmy. – Caine
spojrzał na mnie ze złośliwym błyskiem w oku. – Powinienem był ją
poprosić, by przygotowała mi wtedy porcję. Jestem pewny, że zrobiłaby to
z radością.

Charlie nic z tego nie zrozumiał, nalał Caine’owi piwa, a mnie


dietetycznej coli, po czym udał się do kuchni, by przygotować skrzydełka.
Tak właśnie było po południu, gdy znikały poranne tłumy, a przed
wieczorem, kiedy ludzie jeszcze nie zaczęli się schodzić i w barze siedzieli
tylko stali bywalcy – głównie gliniarze na emeryturze.
– To było urocze, profesorze. Naprawdę.

– Też tak sądzę.

Caine i ja usiedliśmy przy stoliku w kącie, gdzie mieliśmy przestrzeń, by


rozłożyć papiery i jeść. Skoro miałam poprowadzić następną lekcję, mówił
o tym, co studenci mają zrobić z zadaniem, które zlecił im dzisiaj.
– W zamkniętej szafce w kącie sali znajduje się dwieście par
bezprzewodowych słuchawek bose’a z redukcją szumów. Naucz ich, jak
słuchanie dla przyjemności może stać się słuchaniem ze zrozumieniem po
zmianie odbiornika. Każ im przesłuchać tę samą piosenkę, którą im zadałem,
w tym samym miejscu – w pociągu lub w pracy – tylko na słuchawkach, które
redukują szumy otoczenia. I potem każ im odpowiedzieć na te same pytania,
które zadałem im dzisiaj. Połowa z nich zauważy rzeczy, które umknęły im
podczas pierwszego słuchania. Na przykład to, że dźwięk trąbek pochodzi
z syntezatora.
– Naprawdę?
– Dzięki tej lekcji zrozumieją, co daje sposób słuchania, a to poprowadzi
nas do kolejnej lekcji dotyczącej muzyki syntetycznej.

– Wow. Okej. – Zmarszczyłam brwi. – A więc pozwolisz studentom


wziąć dwieście par słuchawek dobrej firmy? Poprzedni profesor nigdy na to
nie pozwalał. Uczelnia najwyraźniej postanowiła zainwestować w nowy
sprzęt.
– Te słuchawki należą do mnie. Nie do uczelni.
Policzyłam w myślach. Musiał zapłacić za nie przynajmniej pięć tysięcy
dolarów.

– A co, jeśli ich nie oddadzą?

– To nigdy nie było problemem.


Prychnęłam.

– Bo wszyscy studenci się ciebie boją.


– W przeciwieństwie do wyszczekanej asystentki – wymamrotał Caine.
Charlie niósł tacę ze skrzydełkami, więc musiał popchnąć drzwi tyłkiem,
by wyjść z kuchni. Wyszłam z boksu, by wziąć od niego jedzenie.

– Trzeba było zagwizdać, jak zazwyczaj. Nie powinieneś dźwigać przy


twoich plecach.

– Nie chciałem przerywać wam randki.

– To nie jest randka.


Charlie spojrzał na Caine’a i wzruszył ramionami.

– Jak dla mnie wygląda to na randkę.

– Ale nią nie jest – odparłam beznamiętnym tonem. – Pracujemy nad


planem zajęć.

– Skoro tak twierdzisz – rzucił Charlie i wrócił do baru.


Ustawiłam tacę na stole i zauważyłam, że kufel Caine’a jest pusty.

– Chcesz jeszcze jedno piwo?


– Tylko jeśli napijesz się ze mną.

– Ja nie piję.
Caine zmarszczył brwi, a potem na jego twarzy pojawiło się zrozumienie.
Odgadłam, co sobie pomyślał.

– Nie jestem alkoholiczką, jeśli o tym pomyślałeś.


– Okej.
Nie chciałam wyjaśniać, ale on czekał, aż się odezwę.

– Dorastałam wśród alkoholików. W którymś momencie, gdy życie


wymknęło mi się spod kontroli, dotarło do mnie, że piję za dużo. Nie
zapisałam się na odwyk ani nic z tych rzeczy – nie przyjaźnię się z żadnym
Billem mającym dożywotnią kartę członkowską i żetony trzeźwości – ale
próbuję ograniczyć picie do świętowania i wyjątkowych okazji.
Zazwyczaj nie chciałam tego wyjaśniać, bo ludzie patrzyli na mnie wtedy
z litością. „Och, musiała mieć trudne dzieciństwo”. O dziwo, Caine tak na
mnie nie patrzył. Chyba nawet podziwiał to, co powiedziałam, a ja nie
wiedziałam, co z tym zrobić. Czułam się niezręcznie.
– To… pójdę po drugie piwo, a dla siebie wezmę bezalkoholowe.

Uśmiechnął się ciepło.

– Okej.

Kiedy wróciłam do stołu, ponownie zmieniłam temat na ten dotyczący


pracy.

– Tak sobie myślę… Kiedy będzie trzeba zebrać od studentów słuchawki,


nie mam zamiaru dotknąć tych od pana Ludwiga. Najpierw będzie trzeba je
zdezynfekować.
Caine uniósł piwo do ust.

– Wiesz, on dzisiaj rysował ciebie.


– Mnie? Rysował bezgłowe kobiety o pięknych ciałach.

Upił łyk piwa.

– I co w związku z tym?
– To nie byłam ja.
Caine zmrużył oczy, a ja odniosłam wrażenie, że rozważał, czy
powiedzieć to, co myśli. Najwyraźniej uznał, że tak.
– Masz dwa piegi po lewej stronie szyi.
Przyłożyłam rękę do szyi. Miał rację, ale włosy je zakrywały.

– O czym ty mówisz?

– Masz w zwyczaju odgarniać włosy na jedną stronę. Na prawą.


Zauważyłem te piegi, gdy siedzieliśmy w moim samochodzie.
– Okej…

Caine spojrzał mi w oczy.

– Szkice twojego kolegi nie miały głów, ale szyje tak.


– Tak, zauważyłam. Raczej nie wypada rysować czegoś takiego na
zajęciach. Ale to naprawdę niezły artysta.

– Tak, ma oko do szczegółów. Ale wszystkie kobiety coś łączyło.


Wytrzeszczyłam oczy.

– Nie.
Caine pokiwał głową.

– Dwa piegi po lewej stronie szyi. On szkicował ciebie.

– Ale nigdy nie widział mnie nago.

– Ale ma wyobraźnię. – Caine spuścił wzrok i skupił go na mojej klatce


piersiowej. Jego oczy błysnęły łobuzersko, a potem znowu spojrzał mi
w twarz. – I to całkiem niezłą.
Poczułam motylki w brzuchu, a potem mrowienie jeszcze niżej.
O Boże.

Próbowałam zbyć to żartem.


– I właśnie dlatego nie spotykam się z chłopakami z college’u. Jak już
mówiłam, nie dotknę słuchawek po chłopaku w czapce. I nie będę obok niego
siedzieć.
– Dobra decyzja. – Caine się uśmiechnął. – Lepiej zajmij się
prawdziwymi mężczyznami.
Miał rację. Chociaż zaczęłam się zastanawiać, czy to oznaczało, że mam
się zająć jednym w szczególności.
ROZDZIAŁ 6

To ten czas w miesiącu. Nie ten bolesny, ale taki, którego naprawdę nie
mogłam się doczekać. Co miesiąc, jak w zegarku, Davis wysyłał do mnie
wiadomość. Teraz też ją dostałam. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu.
Davis: Następna środa o siódmej wieczorem? Tęsknię za tobą.

W każdą pierwszą środę miesiąca troje moich współlokatorów


z poprzedniej uczelni i ja spotykaliśmy się na kolacji. Z Davisem mieszkałam
przez dwa ostatnie lata college’u. Przez chwilę coś nas łączyło – ale dla niego
to nie była odpowiednia pora. Odpisałam.
Rachel: Nie mogę się doczekać.

Właśnie nacisnęłam „wyślij”, gdy Ava weszła do baru. Stawiła się na


swoją wieczorną zmianę przy obsłudze stolików, co oznaczało, że ja stanę za
barem, a Charlie wróci do domu.
– Hej, Rach.

– Hej. Davis właśnie napisał. Przyjdzie do knajpy za tydzień.


Ava poruszyła sugestywnie brwiami.
– Najwyższa pora. Nie było go na trzech ostatnich spotkaniach. Może go
upijesz i skończy się twoja posucha?

– Zamknij się.
Ava była jedyną osobą, która wiedział o mnie i Davisie. Rzuciłam w nią
ścierką, którą wycierałam bar.
– Żałuję, że ci o tym powiedziałam.

– Powiedziałaś mi? – zapytała, a potem udała, że pociera swoje piersi


dłońmi, i wyjęczała: – Och, Davis. Och, Davis!
Zaśmiałam się.

– Boże, nie mogę z tobą wytrzymać.

Gdy Ava poszła się przebrać przed swoją zmianą, ja wróciłam myślami
do dawnego współlokatora. Davis nie był typowym studentem. Pochodził
z południa, był uprzejmy dla kobiet – powtarzał „tak, proszę pani” i „nie,
proszę pani” – i spędził osiem lat w wojsku, zanim przeprowadził się na
Brooklyn i zaczął studiować biznes. Kiedy się do nas wprowadził, właśnie był
w trakcie rozwodu – ożenił się z licealną miłością w wieku osiemnastu lat,
zanim wyjechał do Iraku. Z tego, co Davis mówił, to małżeństwo przez długi
czas im wychodziło. Czasami odwiedzał żonę i wysyłał jej czeki. Ale
przestało wychodzić, kiedy odszedł z wojska, a jego żona zrozumiała, że
trudno jest sypiać z innymi, gdy on jest w domu.
Podczas tych dwóch lat mieszkania razem Davis został jednym z moich
najlepszych przyjaciół – dopóki którejś nocy nie świętowaliśmy jego
ukończenia studiów. Oboje za dużo wypiliśmy. Jedno poprowadziło do
drugiego i zanim noc się skończyła…
Och, Davis.

Mimo że wcześniej nawet tak na niego nie patrzyłam, na drugi dzień


pomyślałam: Hmm. Świetny facet. Przystojny. Dobry w łóżku. I nagle
zobaczyłam go w nowym świetle.
To trwało jakiś miesiąc. Gdy ja planowałam wspólne bycie razem, Davis
najwyraźniej tego nie robił. Zakończył naszą relację, mówiąc, że dla niego to
zbyt szybko po rozwodzie, szczególnie z kimś, na kim tak bardzo mu
zależało. Rozumiałam to… Cóż, poniekąd. Niedługo potem, gdy nasza
umowa najmu się skończyła, rozeszliśmy się jak przyjaciele… obiecując, że
damy sobie czas i może kiedyś jeszcze spróbujemy. Zasłużył na wolność,
skoro był w związku małżeńskim i w wojsku.

Chociaż moja rezygnacja z randek mogła mieć coś wspólnego z jego


obietnicą dotyczącą tego, że jeszcze kiedyś spróbujemy, po ośmiu miesiącach
w końcu zaczynałam łapać aluzję.

Mój telefon zawibrował, gdy przyszła kolejna wiadomość.


Davis: I co? Nie powiesz, że też za mną tęsknisz?

Uśmiechnęłam się, a moje palce zawisły nad ekranem, gdy próbowałam


wymyślić, co odpisać. Ava wyszła z łazienki w koszulce polo kelnerki
i kucyku. Zawiązała fartuch na biodrach i powiedziała:
– Niemal bym zapomniała. Nigdy nie uwierzysz, co dzisiaj obejrzałam.

– No co?

– Dalej, zgadnij.

– Okej. Porno. Oglądałaś pornosy.

– Nie. – Uśmiechnęła się zadziornie.

– W końcu dokończyłaś maraton The Walking Dead?

– Nie.

– To potrzebuję wskazówki. Nie mam żadnego punktu zaczepienia.

– Okej. – Postukała paznokciami w blat, pogrążona w myślach, a potem


uśmiechnęła się szeroko. – To się rymuje z „niezły jest”.

Zaśmiałam się.

– Chyba postradałaś zmysły.

Para, którą niedawno posadziłam przy stoliku numer dwa, wskazała, że są


gotowi do złożenia zamówienia. Skinęłam na szaloną przyjaciółkę
i wskazałam na stolik telefonem.
– To się rymuje z „kanalik papugi”.
Kilkukrotnie powtórzyła to, co powiedziałam:

– Kanalik papugi, kanalik papugi, kanalik papugi… – A potem jej oczy


się rozświetliły. – Stolik drugi!

Wyciągnęłam notes i długopis z pudełka pod blatem i podałam jej.


– Przyjmij zamówienie, wariatko.

Wciąż gapiłam się na wiadomość od Davisa, próbując wymyślić


odpowiedź, gdy nagle odgadłam jej zagadkę. Kiedy mi się to udało, straciłam
zainteresowanie telefonem i schowałam go pod barem, gdzie trzymałam
urządzenie podczas pracy.
Ava przyjęła zamówienie i przekazała je w kuchni, a potem wróciła do
mnie, gdy nalewałam piwo.

– Niezły jest – profesor West? – zapytałam.

– Bardzo dobrze! Chociaż tam, gdzie go widziałam, nie nazywał się Caine
West. Tylko Able Arsen.

– A czym ty mówisz?

– Byłam dzisiaj na spotkaniu asystentów wykładowców i poznałam


chłopaka, który kiedyś asystował doktor Anderson.

– Dziekan wydziału muzycznego?

– Właśnie jej. Przy okazji: chłopak ma na imię Norman – to naprawdę


kiepskie imię jak dla chłopaka w wieku dwudziestu lat, ale jest uroczy.
Zaprosił mnie na drinka z paroma innymi asystentami w piątek, więc idziesz
ze mną.

– Okej… – Cieszyłam się, że Ava znalazła coś, co ją potrafiło rozweselić


po tym, co spotkało ją z Owenem. Chociaż wciąż nie wiedziałam, co ten gość
ma wspólnego z Caine’em albo kim, u diabła, jest Able Arsen. – Ale co to ma
za związek z profesorem Westem?

– Doktor Anderson powiedziała mu, że profesor West był kiedyś


w zespole. Miał kontrakt z dużą wytwórnią muzyczną. – Wyciągnęła telefon
i zaczęła coś przeglądać. Potem kilka razy stuknęła w ekran i odwróciła
telefon w moją stronę. – Poznaj Able’a Arsena.

Nagranie śnieżyło, a dźwięk brzmiał okropnie – pewnie zostało nagrane


pierwszą generacją telefonów z klapką. Widziałam tylko zarys czterech osób
grających na scenie w oddali.

– Oglądaj – powiedziała Ava.


W końcu pod koniec filmiku osoba, która to nagrywała, przybliżyła obraz
perkusisty, który również śpiewał. Pochylał głowę, uderzając w instrument,
kiwając nią w rytm muzyki. Było coś seksownego w tym, jak stanowczo
trzymał pałeczki i jak jego mięśnie napinały się za każdym razem, gdy
uderzał w powierzchnię bębna – jaką trzeba było mieć kondycję, by robić to
godzinami.
Poczułam motylki w brzuchu i to potwierdziło słowa przyjaciółki, jeszcze
zanim perkusista uniósł głowę. A kiedy ujrzałam na ekranie jego twarz,
przestałam oddychać.
Profesor West był równie przystojny jako nastolatek, co teraz. Tylko że
wtedy wyglądał jak typowy niegrzeczny chłopak z zespołu. A teraz, gdybym
go nie znała i musiała zgadywać, wzięłabym go za kogoś grającego jazz albo
może nawet jakąś muzykę klasyczną. Jakimś cudem seksowny, niegrzeczny
chłopak wyrósł na seksownego dorosłego.
Kiedy piosenka się skończyła, Caine uniósł głowę i uśmiechnął się
krzywo do publiczności. Jego włosy sięgające ramion były mokre od wysiłku.
Wyrzucił pałeczkę w powietrze i złapał ją drugą ręką. A potem wolną ręką
złapał koszulkę na plecach i ściągnął spocony materiał przez głowę.
Dziewczyny oszalały na widok jego ośmiopaku. Gwiazda rocka w stylu
Beatlesów.
Wow.

Ten uśmiech.
To ciało.
Po prostu wow.

Najwyraźniej Caine West miał wiele twarzy, a ja ledwie znałam pierwszą.

Kiedy tej nocy dotarłam do domu, było już po drugiej. Stopy mnie bolały, a ja
pragnęłam tylko wymoczyć się w wannie i przespać. Dla odmiany jutro rano
nie musiałam być ani w pracy, ani w szkole. Woda w wannie była ciepła, a ja
włożyłam stopy pod jej strumień i rozluźniłam się, układając wygodnie.
Mimo to mój umysł miał inne plany niż relaks. Gdy tylko zamknęłam
oczy, w moich myślach pojawił się młody Caine West na scenie. Wysłałam
sobie te filmiki i w przerwie między serwowaniem drinków widziałam je
dzisiaj zbyt wiele razy.
Poddałam się, sięgnęłam po telefon i pozwoliłam sobie obejrzeć nagranie
raz jeszcze. W końcu byłam u siebie i już nie musiałam zerkać ukradkiem na
ekran, gdy Ava uśmiechała się do mnie znacząco. Na zaśnieżonym nagraniu
szukałam jego cech rozpoznawczych – tego, jak jego usta drgały i jak kręcił
głową, gdy kobiety zaczynały krzyczeć jego imię, kiedy grał solówkę. Tego,
jak chodził po scenie tak, jakby należała do niego. Dzisiaj jego sceną była
sala wykładowa, ale poruszał się po niej z tą samą pewnością siebie. A mimo
to dopiero dzięki jego ramionom miałam stuprocentową pewność. Za każdym
razem, gdy uderzał w perkusję, żyłka, która biegła od bicepsa do
przedramienia, wybrzuszała się. Nigdy nie sądziłam, że żyłka może być taka
seksowna.
Gdy skończyłam oglądać, wanna była niemal pełna, więc palcami u stóp
zakręciłam kurek. Wiedziałam, że nie uda mi się rozluźnić na tyle, by zasnąć,
jeśli nie zaspokoję swojej ciekawości, więc wygooglowałam pseudonim
artystyczny Caine’a. Able Arsen.
Byłam w szoku, gdy wyskoczyły tysiące zdjęć. Przeglądałam je jak
oczarowana. Nie był wokalistą, ale z jakiegoś powodu media go uwielbiały –
i się im nie dziwiłam. Na wielu zdjęciach zauważyłam tę samą dziewczynę.
Miała długie ciemne włosy i była chuda – niemal za chuda. Zapadnięte
policzki sprawiały, że wyglądała na piękną, a wysokie kości były trochę zbyt
wystające. Na większości zdjęć miała na nosie okulary przeciwsłoneczne
i wyglądało na to, że unika aparatu. Zobaczyłam wiele zdjęć, na których była
z zespołem, a Caine opiekuńczo otaczał ją ramieniem. Wyglądała
zdecydowanie młodziej od niego – mogła mieć góra siedemnaście lub
osiemnaście lat – ale nie byłam w stanie stwierdzić, czy to jego dziewczyna,
czy młodsza siostra.
Kiedy posortowałam zdjęcia i artykuły w porządku chronologicznym od
najstarszego, zauważyłam, że zdjęcia przestały się pojawiać nagle dziewięć
lat temu. Trzy lub cztery strony w wyszukiwarce dalej znalazłam artykuł,
w którym wspomniano o śmierci wokalisty Liama Marshala. Potem Able
Arsen zniknął.

Co się z tobą stało, Able’u Arsenie?

Albo lepiej, jak zostałeś profesorem Caine’em Westem?


ROZDZIAŁ 7

Piętnaście lat wcześniej


– Wybacz mi, ojcze, bo zgrzeszyłem. – Spojrzałem na krzyż w małym
ciemnym pokoju i zaciągnąłem się głęboko, aż czerwona końcówka zapłonęła
na końcu skręta, rozgrzewając moje palce.

– Nie możesz prosić o wybaczenie, kiedy właśnie znowu grzeszysz.


Powinieneś okazać jakiś szacunek, kutafonie.

– A ty okaż szacunek i nie klnij. Jesteśmy w kościele, na litość boską.


Znajdujący się po drugiej stronie konfesjonału Liam zaśmiał się.

– Tak, racja. Ty właśnie spaliłeś skręta w konfesjonale, ale to mój język


jest oznaką braku szacunku.
Tu miał rację. A skoro mój w połowie naćpany mózg powoli wchodził
w stan pełnego otępienia, strzepałem odrobinę popiołu na podłogę
i schowałem skręta do kieszeni, gdy był jeszcze ciepły.

– Spadam stąd – powiedział Liam.


– Mieliśmy pracować do południa.

– Pieprzyć to. Powiedz ojcu Frankowi, że poszedłem do domu się spuścić,


jeśli będzie mnie szukać. – Przesuwane drewniane okno, przez które
rozmawialiśmy, to, które oddziela obie strony konfesjonału i zapewnia
anonimowość, zamknęło się. Zaraz potem trzasnęły drzwi, gdy Liam wyszedł.
Miałem jeszcze pół godziny i dopiero potem mogłem iść do ojca Franka
i podpisać się przed wyjściem, więc rozsiadłem się wygodnie, opierając plecy
o czerwone obicie. Miałem nadzieję, że się trochę prześpię. Po stronie
duchownego krzesło było całkiem wygodne, bo księża tkwili tutaj, słuchając
pierdolenia ludzi przez kilka godzin w każde sobotnie popołudnie. Nie
miałem pojęcia, jak ci goście mogą spędzać tu całe życie. Ja przebywałem tu
kilka ostatnich sobót i to wystarczyło, bym się przeraził.
Trzy tygodnie temu moja mama znowu przyłapała mnie i Liama na
wagarach. To była ostatnia klasa liceum, moja mama była ogólnie całkiem
normalna, a rodzice spodziewali się, że coś wywinę. Jednak nie to przeraziło
bogobojną Grace West. Nawet nie to, że znalazła półnagą, mocno naćpaną
Emily Willis klęczącą przede mną w ogrodzie i robiącą mi loda. Nie. To moja
muzyka sprawiła, że musiałem przez miesiąc sprzątać w kościele St. Killian’s
w każdy sobotni poranek. Moim rodzicom nie podobało się to, że nie
zamierzałem iść na studia ani nie planowałem stać się częścią szanowanej
rodzinnej firmy inwestycyjnej należącej do Westów.
Wysłano mnie zatem do kościoła, bym odbębnił prace społeczne, bo
chciałem grać na perkusji i śpiewać. Ojciec Frank długo rozmawiał o tym
z moją matką, a potem przy każdej okazji przypominał i mnie, i Liamowi, że
muzyka nie jest sposobem na to, by mężczyzna zarabiał. Dzięki Bogu, został
mi jeszcze tydzień sprzątania.
Właśnie zacząłem odpływać, kiedy drzwi do konfesjonału skrzypnęły, a ja
założyłem, że wrócił Liam.

– Tak szybko znowu zgrzeszyłeś, nieudaczniku? – zapytałem.

Ale to na pewno nie Liam odpowiedział. Głos był cichy i drżał, gdy
dziewczyna odpowiedziała:
– Wybacz mi, ojcze, bo zgrzeszyłam.

Cholera.

Po drugiej stronie ujrzałem dziewczynkę, która musiała założyć, że jestem


księdzem. Sądząc po jej głosie, nie mogła mieć więcej niż dziesięć lub
jedenaście lat. Co ona mogła takiego zrobić, że zgrzeszyła?

Pewnie powinienem był otworzyć drzwi i wyjść, zanim zdradziła mi


swoje najmroczniejsze sekrety. Nie, nie „pewnie”. Zdecydowanie
powinienem był wyjść. Ale… może to przez to dobre zioło. Może to przez
dźwięk jej drżącego głosiku, który mnie zaciekawił. Może po prostu byłem
popierdolony. Ale zamiast otworzyć prawdziwe drzwi, otworzyłem drzwi
w przenośni. Nie miałem wtedy pojęcia, że gdy otworzę usta, moje życie
zmieni się na zawsze.
– Mów – powiedziałem do niej. – Wyznaj mi swoje grzechy.
ROZDZIAŁ 8

Caine wślizgnął się do sali w połowie zajęć.


Nagle zrozumiałam, dlaczego uważał, że spóźnianie się jest rozpraszające.
Przez ostatnie dwadzieścia minut to ja byłam rozproszona mężczyzną
siedzącym na krześle, na którym ja siedziałam podczas ostatnich zajęć. Obok
niego pan Ludwig, artysta szkicujący akty i noszący wełnianą czapkę,
wyglądał na tak zdenerwowanego, jak ja się czułam.
Ale może jego zdenerwowanie miało coś wspólnego z tym, że profesor po
cichu ściągnął szkicownik, w którym chłopak znowu dzisiaj rysował, i włożył
go do swojej torby?
Próbowałam nie patrzeć w ich stronę, a jednocześnie czułam na sobie
wzrok Caine’a. Jak to możliwe, że skupiało się na mnie dwieście par oczu,
a jednak czułam tylko jedną?

Odchrząknęłam.
– Jako że zostało nam kilka minut do końca zajęć, rozdam słuchawki,
o których mówiłam wcześniej. – Podeszłam do szafy ze sprzętem stojącej
w kącie sali i wyciągnęłam karton. Najpierw wręczyłam pudełko studentowi
siedzącemu najbliżej i poprosiłam o podanie do tyłu, a potem zaniosłam
kolejne pudełka do pozostałych rzędów. Caine wstał i po cichu wziął kilka
pudełek, by pomóc je rozdać z tyłu sali, a potem znowu zajął swoje miejsce.
Podając słuchawki, przypomniałam studentom, że ta praca opiera się na
poprzednim zadaniu profesora Westa, i zleciłam im kolejną, swoją:
– Skoro już omówiliśmy poprzednie zadanie, chcę, żebyście wykonali
następne ćwiczenie. Każdy z nas ma takie piosenki, które przypominają mu
o dobrych czasach z okresu nastoletniego. Wybierzcie taką, z którą wiążecie
najsilniejsze wspomnienia. Dzisiaj, gdy będziecie sami w domu, zaciągnijcie
rolety, żeby w pokoju było najciemniej, jak się da. A potem połóżcie się na
plecach w jakimś wygodnym miejscu, może być na łóżku, i posłuchajcie tej
piosenki przez słuchawki bose’a. Przesłuchajcie ją dwa razy. Omówimy to, co
usłyszeliście, na następnych zajęciach.
Kiedy sala opustoszała, Caine do mnie podszedł.

– Niezła robota.

– Dziękuję. Nie sądziłam, że będziesz tu siedzieć. Trochę mnie to wybiło


z rytmu, gdy wszedłeś tu spóźniony. – Uśmiechnęłam się ironicznie. – Nie
lubię spóźnialstwa. Przeszkadza mi w zajęciach.

Caine uniósł brew.


– Zapamiętam.

Spakowałam laptopa do torby.

– Pan Ludwig nie wyglądał na zachwyconego twoją obecnością.

– Pan Ludwig ma szczęście, że w ogóle siedzi na moich zajęciach.

Caine pomógł mi pozbierać z każdego rzędu pozostałe słuchawki, a potem


umieściliśmy je w jednym pudełku.

– A więc co to za piosenka? – zapytał.

Zmarszczyłam brwi.

– Hmm?
– Pytam o to ćwiczenie, które zadałaś. Jaka piosenka przypomina ci
o dzieciństwie?
Mój umysł natychmiast przywołał piosenkę Lynyrd Skynyrd Devil in
a Bottle, ale to by było trochę więcej szczerości, niż mogłabym znieść.

– Nie wiem. Pewnie coś Maroon 5. – Byłam kiepską kłamczuchą, więc


nie patrzyłam mu w oczy. Ale kiedy uniosłam głowę, zauważyłam, że patrzy
na mnie, mrużąc oczy. – Co? – zapytałam.
– Kłamiesz.

– O czym ty mówisz? – Próbowałam udawać głupią. Niestety przez to, jak


na mnie patrzył, moje policzki zapłonęły.

– Od razu pomyślałaś o jakiejś piosence. I to na pewno nie jest żadna


cholerna piosenka Maroon 5. – Podrapał się po policzku. – Pewnie
pomyślałaś o więcej niż jednej.

Zamiast dalej kłamać, postanowiłam odbić piłeczkę.

– A jaka jest twoja piosenka, Profesorze Wszystkowiedzący?


Spojrzał mi w oczy.

– Going, Going, Gone.


– Boba Dylana?

– Właśnie ta.

Hmm… Nie potrafiłam sobie przypomnieć słów, ale wiedziałam, że to


ciężka i emocjonalna piosenka. Na pewno ją dzisiaj przesłucham na
pożyczonych słuchawkach bose’a. Nie ma lepszego sposobu na to, by
doskonalić moją umiejętność słuchania ze zrozumieniem niż próba
rozwikłania zagadki Caine’a Westa. Skoro on zdradził mi swoją piosenkę,
poczułam, że również muszę to zrobić.
– Hurt.

Pokiwał głową.
– Oryginalna Johnny’ego Casha czy wersja Nine Inch Nails?

Uśmiechnęłam się.

– Johnny. Zawsze. Ulubiony artysta mojej mamy.


Narosło między nami napięcie, gdy spojrzeliśmy sobie w oczy. Zawsze
się tak czułam, gdy byliśmy razem. Każdy raz wydawał się inny niż
poprzedni, ale napięcie zawsze było obecne – skwierczało w powietrzu.
Dzisiaj nie było podszyte podtekstem seksualnym, ale raczej uczuciem
zrozumienia i akceptacji. Oboje przeżyliśmy w życiu coś smutnego, sądząc
po piosenkach. Co przypomniało mi o…
– Słyszałam kolejną plotkę na twój temat.
– Och, naprawdę?

– Tak, właściwie to była plotka, ale teraz wiem, że to prawda. Więc chyba
już nią nie jest.

– Czyli dotarło do ciebie, że plotka o tym, że jestem aroganckim dupkiem,


jest prawdziwa, tak? – zażartował Caine. – To nie było trudne.

– Tak naprawdę w tej plotce chodziło o to, że byłeś w sekrecie gwiazdą


rocka i miałeś kontrakt z wytwórnią.

W chwili, gdy te słowa opuściły moje usta, wiedziałam już, że popełniłam


błąd. Twarz Caine’a, która jeszcze przed chwilą była ciepła i rozbawiona,
teraz zmieniła się w zimną i poważną. Przekroczyłam granicę i weszłam tam,
gdzie on mnie nie chciał. Był bardzo wkurzony.
– Trzymaj się z dala od mojego prywatnego życia, Rachel.

Otworzyłam usta, by przeprosić, ale on mi przerwał.

– Powinnaś już iść do swojej drugiej pracy. Bo niedługo to może być


twoja jedyna robota. – Wziął skórzaną torbę, ruszył schodami na górę
i wyszedł z sali, zanim zamknęłam tę moją wyszczekaną buzię, bo szczęka mi
opadła.
Podkreślił swoje wyjście trzaśnięciem drzwiami, aż ściany zadrżały.

– Jesteś pewna, że wszystko w porządku?


Charlie pytał mnie o to już po raz trzeci. Pierwszy raz, gdy upuściłam na
podłogę tacę pełną drinków. Dwie szklanki pękły, a ja byłam tak
rozkojarzona podczas sprzątania, że rozcięłam palec. Za drugim razem
pogrążyłam się w myślach i nalałam tyle piwa z kija, że wylało się z kufla.
A teraz Charlie chciał wyjść, ale na jego twarzy ujrzałam zmartwienie.
– Nic mi nie jest, Charlie. Jestem tylko trochę zmęczona – skłamałam. –
Do późna pracowałam nad tematem zajęć i boli mnie głowa. Ale wszystko
w porządku. Przepraszam za to, co zrobiłam wcześniej.
– Gówno mnie obchodzą jakieś dwie szklanki. Ważne, czy z tobą
wszystko dobrze. – Spojrzał mi w oczy. – Jesteś pewna? Mogę zostać, a ty
wrócisz do domu.
Uśmiechnęłam się.

– Dam radę. Ale dziękuję.

I tak w środowe wieczory bar był najmniej oblegany. Dzisiaj byliśmy


tylko ja i Al, stary gliniarz na emeryturze, przyjaciel Charliego, który kilka
razy w tygodniu pracował na barze. Cieszyłam się, że nie ma dzisiaj Avy, bo
ona wypytywałaby mnie o mój nastrój. Przez cały wieczór moje emocje
nieustannie się zmieniały – raz żałowałam, że wtrącałam się w życie Caine’a,
a raz byłam zła, bo zachował się jak dupek, gdy wspomniałam o jego
przeszłości.
W barze siedziało tylko kilkoro klientów, więc miałam dużo czasu, by
przesadnie analizować to, co zaszło dzisiaj między mną a Caine’em.
Wiedziałam, że weszłam na terytorium, na którym nie byłam mile widziana,
ale nie sądziłam, że powodem była nasza pseudorelacja szef–podwładna. On
cały czas wtrącał się w moje życie osobiste, więc nie chodziło o to, że taka
dość osobista relacja mu przeszkadzała. Miałam wrażenie, że raczej
dotknęłam czułego punktu, niż przekroczyłam jakąś granicę. Powiedział:
„Trzymaj się z dala od mojego prywatnego życia”, a jednak z jakiegoś
powodu nie miało to sensu. Byłam pewna, że chciał powiedzieć: „Trzymaj się
z dala od tej części mojego życia”.
Ale nie to mnie męczyło. Nie zrozumcie mnie źle, żałowałam tego, że go
wkurzyłam. Czułabym się okropnie, gdybym naruszyła granice kogokolwiek,
kto nie chciał mówić o jakiejś części swojego życia. Jednak nie wiedziałam,
dlaczego aż tak bardzo się tym przejmowałam. Caine podobał mi się
z wyglądu, nie mogłam temu zaprzeczyć – komu by się nie spodobał? Ale to,
jak zareagowałam na jego słowa, pozwoliło mi zrozumieć, że ciągnie mnie do
niego nie tylko wygląd. Zaczynałam się zakochiwać w moim pieprzonym
profesorze. Leciałam na niego od pierwszych zajęć.
Tuż przed dziewiątą wyszłam z łazienki i sprawdziłam, czy wszystko
w porządku przy stoliku, przy którym siedziała para i piła kawę. Kątem oka
zauważyłam kogoś siedzącego niedaleko i podeszłam, by dać mu znać, że
kuchnia już zamknięta. Byłam w szoku, gdy okazało się, że to Caine.
– Profesorze? Co tu robisz?

Jego oczy mówiły za niego. Widziałam w nich udrękę.

– Czy możesz na chwilę usiąść?

– Eee… jasne. Tylko przygotuję rachunek dla ostatniego stolika i dam


znać Alowi, że klienci zgłoszą się z tym do niego.

Caine pokiwał głową.

– Dziękuję.

Kiedy wróciłam, po mojej stronie stolika już stała dietetyczna cola,


a przed Caine’em – piwo. Odwiązałam fartuch, usiadłam i poczekałam, aż się
odezwie.
– Chcę przeprosić za to, co powiedziałem dzisiaj po południu – oznajmił.

– To ja powinnam przepraszać. Nie powinnam się wtrącać w twoje życie


osobiste.

– To prawda. – Uśmiechnął się. – Ale i tak zareagowałem niewłaściwie.


Pokręciłam głową.

– Jeśli ktoś powinien zrozumieć, że w życiu ludzi są rzeczy, o których nie


chcą mówić, to ja jestem taką osobą.
Caine potaknął. Potarł palcem szyjkę butelki.

– Słuchałem dzisiaj Johnny’ego Casha.

– Tak?
Spojrzał mi w oczy.

– Sądzę, że oboje mamy w swoim życiu takie rzeczy, których nie chcemy
roztrząsać, żeby ich przypadkiem nie obudzić.

To idealnie opisywało moją przeszłość. Przez większość czasu żyłam


i działałam, nie myśląc o tym. Ale to zawsze mi towarzyszyło, a ja ciężko
pracowałam, by trzymać przeszłość w zamknięciu.
– Tak. Przepraszam. Naprawdę nie myślałam. Jestem pewna, że nie bez
powodu nie przywołujesz swojej historii na zajęciach.

Upił łyk piwa, obserwując mnie znad butelki. Kiedy ją odstawił, zapytał:

– Jak się dowiedziałaś?

Nie chciałam, by ktokolwiek miał przeze mnie kłopoty.

– Od znajomego znajomej.

Pokiwał głową.

Pomyślałam, że lepiej przyznać się do wszystkiego. Odetchnęłam głęboko


i wyznałam:
– I cię wygooglowałam. Cóż, nie ciebie. Twoje alter ego.

Caine pokręcił głową, ale na jego twarzy dostrzegłam smutny uśmiech.


– Potrzebowałem wtedy fryzjera.

– Taki styl był wtedy modny. Podobało mi się to. Wyglądałeś jak
seksowny, zły chłopak.
– Będę o tym pamiętać następnym razem, gdy wybiorę się do fryzjera.

– Czy mogę zapytać cię o jedną rzecz?


– Czy dzięki temu przestaniesz roztrząsać ten temat?
Uśmiechnęłam się.

– Tak.

– A więc jak brzmi pytanie?


– W ostatnim artykule, który przeczytałam, wspomniano, że podpisaliście
kontrakt z wytwórnią. Ale nie mogłam znaleźć albumu. Co się stało?

Caine milczał przez chwilę. Gładził palcem etykietkę butelki, gdy się
odezwał:

– Ten styl życia był trudny. Imprezy, późne zasypianie i spanie w ciągu
dnia. Przez to straciłem poczucie rzeczywistości i nie wiedziałem, jakie są
moje priorytety. – Spojrzał na mnie. – Po podpisaniu kontraktu kilka razy nie
dotrzymaliśmy terminów. Album przesuwał się w czasie. A potem straciłem
kogoś bliskiego.

– Przykro mi.
Skinął głową.
– Zrobiłem sobie wolne. Rodzice zmusili mnie do pójścia na uczelnię.
Musiałem się na czymś skupić. Chcieli, żebym studiował finanse i pracował
w rodzinnej firmie. Uzgodniliśmy, że będę studiował muzykę, bo nie
wyobrażałem sobie bez niej życia. Potem odkryłem, że jestem całkiem dobry
w nauczaniu komponowania, więc uczyłem się dalej, aż ukończyłem studia
z tytułem doktora. – Uniósł butelkę i przechylił ją w moją stronę, a potem upił
łyk. – I tak znalazłem się tutaj.
– Tak. – Uśmiechnęłam się. – Dziękuję za to, że się ze mną tym
podzieliłeś.

Chwila została przerwana przez krzyczącego z baru Ala.

– Wszystko pozamykane, Rachel.


Odwróciłam się i pomachałam:

– Dzięki, Al.
– Skończyłaś na dzisiaj? – zapytał Caine.

– Tak. Mam ci przynieść drugie piwo?

– Nie, dzięki. Powinienem już lecieć.


Czułam się rozczarowana, mimo że byłam zmęczona po całym dniu
nauczania i zmianie w barze. Kiedy pożegnałam się z Alem, Caine
odprowadził mnie do samochodu. Otworzył drzwi, bym mogła wsiąść,
i położył rękę na dachu.
– A przy okazji, profesor Clarence był tematem dzisiejszego spotkania
wydziału.

Nigdy o tym nie rozmawialiśmy i nie wiedziałam, czy on słyszał, że


w zeszłym roku byłam asystentką profesora Clarence’a.

– Był dobrym człowiekiem. Pracowałam dla niego przez rok.

– Słyszałem o tym. Właściwie wspomniano twoje nazwisko i jakiegoś


innego studenta. Był promotorem waszych prac.

Pokiwałam głową.

– Pomógł mi wybrać temat, który przy okazji był bliski jego sercu.

– Czy znalazłaś już nowego promotora?

– Nie, jeszcze nie. Muszę się do tego zabrać.

– Ja cię przyjmę, jeśli chcesz.


Niespodzianki nie miały dzisiaj końca.

– Naprawdę?
– Zastanów się nad tym.
– Okej. Dziękuję.
Caine zamknął drzwi i poczekał, aż uruchomię silnik. Wyjechałam
z miejsca parkingowego, pomachałam mu po raz ostatni i pomyślałam: mam
nowego promotora.
ROZDZIAŁ 9

Piętnaście lat wcześniej


Co ja sobie, kurwa, myślałem?

Siedziałem, czekając w ciszy w konfesjonale, i w tym tygodniu nawet nie


byłem naćpany. Dochodziła niemal pierwsza, Liam już dawno zniknął – ja też
powinienem był tak zrobić. Godzinę temu skończyliśmy ostatni dzień
wolontariatu, a mimo to… wciąż tu byłem, czekałem na dziewczynkę, która
miała wystarczająco problemów w domu i na pewno nie potrzebowała mnie,
chłopaka, który udawał księdza.
Ale nie mogłem nie przyjść.
Nawet nie wiedziałem, dlaczego ostatnio powiedziałem jej, żeby wróciła
w tym tygodniu.

Właściwie to stek bzdur. Powód odtwarzałem w myślach każdej nocy,


gdy szedłem do łóżka. Nie potrafiłem zapomnieć o jej cichym głosiku.

„Czasami gdy on zasypia na kanapie z papierosem w ręce, myślę o tym,


by go nie zgasić i pozwolić, by dom spłonął”. To było jej wyznanie.
Nawet nie wiedziałem, czy myśl o skrzywdzeniu kogoś w ogóle była
grzechem. Ale nie zamierzałem pozwolić na to, by ta biedna dziewczynka
czuła się winna, bo chciała skrzywdzić kogoś, kto, jak podejrzewałem, nie był
dobrym człowiekiem. Pieprzyć to.
Poza tym musiałem wiedzieć, co ten dupek robił, że niewinna
dziewczynka miała takie myśli. Powinna myśleć o kucykach i jednorożcach,
a nie o podpaleniu domu. Mój umysł od razu podsunął mi najgorsze wizje.
Już miałem się poddać – i zapalić po drodze do domu, by oczyścić umysł
z tego gówna – kiedy drzwi po drugiej stronie skrzypnęły.

– Wybacz mi, ojcze, bo zgrzeszyłam – wyszeptała.


– Czy nie rozmawialiśmy o tym tydzień temu? Nie grzeszysz tym, że
masz złe myśli. Musiałabyś je zrealizować, by zgrzeszyć.

Oczywiście to nie do końca prawda – Kościół katolicki miał wiele


popieprzonych zasad – ale tylko w ten sposób mogłem zdjąć chociaż część
ciężaru z jej ramion.
– No dobrze.

W zeszłym tygodniu dowiedziałem się, że niechętnie dzieli się swoimi


myślami. Będę musiał sprawić, że mi zaufa, by wyznała mi, co się dzieje
w jej domu. Więc zacząłem mówić o pierwszej rzeczy, jaka mi się nasunęła
na myśl.
– Jak było w szkole w tym tygodniu? Lubisz swojego nauczyciela?

– Było w porządku. Nie przeszkadza mi nauczyciel, tylko Tommy, który


siedzi obok mnie i jest obleśny. Zawsze trzyma ręce w spodniach.

Powstrzymałem się od śmiechu. Jak my wszyscy – chciałem powiedzieć.


– Powinnaś trzymać się od niego z daleka. Nie brzmi na dobrego
chłopaka.

– Zawsze się do mnie uśmiecha.


– Tak. To nic dobrego. A w której jesteś klasie?

– W czwartej.

A więc zgadłem. Musiała mieć około dziesięciu lat.


– Powiedziałaś o nim swojej mamie?
Milczała przez chwilę, a potem odparła:

– Moja mama zmarła rok temu.

Cholera. Z jakiegoś powodu obawiałem się, że w jej domu nie ma matki.


– Przykro mi to słyszeć. – Zamilkłem, a potem dodałem: – Teraz jest
w niebie. To dobre miejsce.

– Czy ból ustępuje, gdy się umrze?

– Czy twoja mama była chora?


Przez kratkę zobaczyłem, jak kiwa głową.

– Już nie cierpi.

– A czy Yoda też tam jest?


Zmarszczyłem brwi.

– Mały zielony stworek z Gwiezdnych wojen?

Zachichotała. Ten dźwięk był lepszy niż muzyka.


– Nie. Yoda był moim psem. Miał uszy, które dziwnie sterczały. On też
umarł.
– Och. Tak, Yoda jest teraz w niebie z twoją mamą. Trzymają się razem.

– To dobrze.

– Czy zostaliście teraz sami z tatą?


– To nie jest mój tata. – Na to pytanie odpowiedziała cholernie szybko.
Zbyt szybko.

– A z kim mieszkasz?
– Z ojczymem. On mnie zazwyczaj nie lubi. Ale czasami lubi moją
siostrę.

– Masz siostrę? Jesteście tylko wy?


– Tak.
– Czy to twoja starsza siostra?

– Ma piętnaście lat.

Czułem niepokojący ucisk w żołądku.


– Skąd wiesz, że nie za bardzo cię lubi? I dlaczego twierdzisz, że czasem
lubi twoją siostrę?

Milczała.

– Powinnam już iść. Benny niedługo wróci z pracy. Łatwo się denerwuje.
– Benny? Czy to twój ojczym?

– Tak.

Chciałem wiedzieć więcej, ale nie pragnąłem przysporzyć jej kłopotów.

– Wróć za tydzień, okej?

– Okej.
ROZDZIAŁ 10

W piątek po południu poświęciłam więcej czasu na przygotowania. Zawsze


lubiłam szkołę. To na niej się skupiałam, gdy miałam ciężko w życiu. Ale
teraz to nie uczelni nie mogłam się doczekać.
Drzwi do gabinetu Caine’a były otwarte, gdy zjawiłam się bez
zapowiedzi. Spojrzeliśmy sobie w oczy, a on wskazał ręką, w której nie
trzymał telefonu, bym usiadła na krześle naprzeciwko jego biurka.
Przysłuchiwałam się jego rozmowie, rozglądając się po gabinecie.
– Tak. Będę tam.

Słuchał odpowiedzi, a potem przewrócił oczami.


– Wolałbym, żebyś tego nie robiła.

Rozmawiał z kobietą. Słyszałam wysoki głos dobiegający z słuchawki,


chociaż nie potrafiłam rozpoznać poszczególnych słów. Próbowałam udawać,
że nie zwracam na to uwagi i skupiam się na obrazach na ścianach i książkach
na półkach, ale zdecydowanie się przysłuchiwałam.
– Ellen Werman i ja nie zostaniemy parą, niezależnie od tego, przy
którym stole ją posadzisz.

Cisza.

– Bo mam penisa, a Ellen za nimi nie przepada, mamo.


Cisza.
– Okej. Muszę kończyć. Ktoś wszedł do mojego gabinetu. Zobaczymy się
wkrótce.

Gdy się rozłączyli, Caine odetchnął głęboko i rzucił telefon na biurko.

– Czy Ellen nie lubi twojego penisa czy ogólnie wszystkich penisów?
Prychnął.

– Ellen nie kryje się ze swoją orientacją od ósmej klasy. Ale moja matka
jest jedyną osobą na tej planecie, która wciąż tego nie łapie. Ellen to córka
partnera biznesowego mojego ojca. Przyjaźnimy się, ale moja mama
trzydzieści lat temu zdecydowała, że powinniśmy się pobrać. Już cztery razy
dzwoniła do mnie, by omówić miejsca dla gości na jakimś charytatywnym
bankiecie, który rodzice wyprawiają co roku, a który odbędzie się dopiero za
dwa miesiące. Powinienem był jej po prostu powiedzieć, że nie mogę się
doczekać, aż usiądę obok Ellen, i miałbym spokój. – Jego telefon zaczął
wibrować i odrzucił połączenie. – Czy masz po południu dyżur dla
studentów? Myślałem, że to w czwartki.
– Tak. Ale przyszłam, by powiedzieć, że chętnie skorzystam z twojej
propozycji i chcę, byś był moim promotorem. Jeśli to nadal aktualne.

Caine odchylił się na krześle.

– Najwyższa pora. Zaczynałem myśleć, że mi odmówisz.


Chyba raczej nie chciałam wyjść na zdesperowaną.

– Cóż, musiałam rozważyć inne oferty – zażartowałam.


– Naprawdę? To chyba jestem szczęściarzem.

– Najwyraźniej. – Uśmiechnęłam się szeroko.


– Wyślij mi mailem to, co do tej pory napisałaś. Przejrzę pracę i za
tydzień to omówimy.

– Okej. – Wyciągnęłam z torebki iPhone’a. – Podaj mi swój adres


mailowy.
Przesunął telefon po biurku w moją stronę.

– Wpisz tu swój numer telefonu. Później wyślę ci adres esemesem.

Gdy to zrobiłam, zauważyłam godzinę na telefonie.

– Lepiej już pójdę.


Przyjrzał mi się podejrzliwie.

– Masz randkę?

– Nie. Dzisiaj jest spotkanie asystentów i powiedziałam Avie, że z nią


pójdę.

Pokiwał głową.

– Miłej zabawy. Bądź ostrożna.

Następnego ranka właśnie wyszłam spod prysznica, gdy mój telefon


zawibrował, oznajmiając nadejście nowej wiadomości. Skończyłam wycierać
włosy ręcznikiem i wzięłam okulary. Zaskoczył mnie widok esemesa od
Caine’a. To była pierwsza wiadomość, którą do mnie wysłał, i moje ciało
drżało, gdy ją czytałam.
Caine: Czy wciąż odwiedzasz Umberta co niedzielę?

Mimo że wysłałam mu część swojej pracy wczoraj przed wyjściem na


spotkanie, nie spodziewałam się, że przeczyta ją tak szybko. Byłam
podekscytowana i zdenerwowana jednocześnie. Byłam dumna z ćwiczeń
z Umberto, ale moja praca napisana na brudno zawierała wiele osobistych
przemyśleń i notatek. Poczułam się zawstydzona na myśl, że Caine to czytał.
Rachel: Tak.

Caine: Chciałbym tam z tobą pójść, zobaczyć na własne oczy, nad czym pracujesz.

Mój puls przyspieszył. Weź się w garść, Rachel. To tylko profesor West,
który pracuje nad pracą z magistrantką, a nie seksowny facet, który zaprasza
cię na randkę. On nawet zabronił mi się spoufalać ze studentami. A mimo to
każda wymiana zdań z nim ekscytowała mnie, jakbym była nastolatką, której
telefon w końcu zawibrował po godzinach czekania na wiadomość od
uroczego chłopaka. Boże, ale ja jestem żałosna.
Rachel: Byłoby świetnie. Zawsze jesteś mile widziany.

Kropki na dole ekranu zaczęły podskakiwać, czekałam na odpowiedź.


Caine: Może jutro?

Rachel: Jasne. Zazwyczaj staram się przyjechać koło dziesiątej, żeby nie
przeszkadzać mu w codziennych aktywnościach.
Caine: Przyjechać koło dziesiątej… Czy to kod na coś pomiędzy dziesiątą a dwunastą?

Może. Uśmiechnęłam się do telefonu.


Rachel: Na szczęście Umberto nie ma takiego fioła na punkcie punktualności.

Caine: Przyjadę po ciebie o dziewiątej trzydzieści.


Rachel: Do mojego mieszkania?

Caine: Chyba że to problem. Jeśli wolisz jechać dwoma samochodami, to spotkamy się
na miejscu.
Rachel: Nie. Jeden samochód jest okej. Może być.

Podałam Caine’owi mój adres, a potem się ubrałam i przygotowałam do


pracy. Dzień ciągnął się w nieskończoność, ale uśmiech nie schodził z mojej
twarzy.

Nie wiedziałam, jak należy się zachować, gdy twój szef przyjeżdża po ciebie
do domu. Czy powinnam wyjść o dziewiątej trzydzieści przed budynek, czy
czekać, aż zadzwoni domofonem i wpuścić go na górę? Otrzymałam swoją
odpowiedź, gdy wybiła dziewiąta trzydzieści, domofon zadzwonił, a ja wciąż
nie byłam gotowa.
Nacisnęłam przycisk.

– Caine?
– Tak.
– Drugie piętro. Już cię wpuszczam.

Otworzyłam drzwi do budynku guzikiem i przekręciłam zamek


w drzwiach mieszkania. Kiedy Caine wyszedł z windy, odetchnęłam głęboko,
aby ukryć swoją reakcję na jego pojawienie się. Był ubrany bardziej na luzie
niż zazwyczaj, ale nawet w zwykłej, dopasowanej, granatowej koszulce polo
i dżinsach wyglądał cholernie seksownie. Dotarło do mnie, że nie chodziło
o to, jakie nosi ubrania, tylko jak je nosi – to mnie pociągało. Podobała mi się
jego dyskretna pewność siebie i luźna elegancja. Zarost, który zazwyczaj
pojawiał się na jego szczęce po południu, teraz zniknął i chociaż naprawdę go
lubiłam, jego opalona skóra i silny zarys szczęki były tak samo podniecające.
Spojrzał na moje mokre włosy.

– Widzę, że jak zwykle jesteś gotowa na czas.

– To ty jesteś za wcześnie.

Sprawdził swój zegarek, unosząc brew.

– Jest dziewiąta dwadzieścia cztery. Będziesz gotowa w sześć minut?


Otworzyłam drzwi i odeszłam na bok, przewracając oczami.

– Po prostu wejdź do środka.

Caine odwzajemnił mój uśmiech i wszedł. Oczywiście jak zawsze


pachniał obłędnie. Nawet nie byłam pewna, czy to jego woda po goleniu
i kolońska, ale pachniał męskim zapachem, nieuchwytnym i kojarzącym się
z lasem. Rozbudziło to we mnie pożądanie, którego nie czułam od dłuższego
czasu, i przez chwilę miałam ochotę przysunąć do nosa ziarna kawy, żeby
jego zapach przestał męczyć moje zmysły. Nie wiedziałam tylko, jak
miałabym się z tego wytłumaczyć.
Moje mieszkanie nie było duże, ale za to czyste i w stylu shabby chic,
który uwielbiałam. Caine rozejrzał się, przyglądając się wszystkim szalonym
wzorom w tym miejscu. Każde krzesło w małej kuchni było inne. Dwie
ściany w salonie zostały pomalowane na głęboką czerwień i przyozdobione
obrazami lub zdjęciami w czarnych matowych ramkach, a dwie pozostałe
były w kolorze cielistym i puste.
Po minucie pokiwał głową.
– Co?

– Pasuje do ciebie. – Jego ton nie wskazywał na to, czy to źle, czy dobrze.

– Co to znaczy?
– Nie wiem. Po prostu czuję, że tu mieszkasz.

– Bo to miejsce jest trochę zwariowane?


Jego usta drgnęły.

– Może.
Położyłam ręce na biodrach.

– A jak wygląda twoje mieszkanie?


Rozglądając się, chyba rozmyślał nad moim pytaniem.
– Wygląda tak, że każdy mógłby tam mieszkać. Dużo bieli, czerni i stali
nierdzewnej. Mieszkam u siebie od pięciu lat i dopóki tu nie wszedłem, nigdy
nie zauważyłem, że moje mieszkanie nic o mnie nie mówi.

Hmm. Nie wiedziałam, co o tym myśleć.

– Uznam to za komplement.
Caine się uśmiechnął.

– I powinnaś. To miał być komplement.

Kiedy wcześniej rozległ się dźwięk domofonu, właśnie miałam się


przebrać i zupełnie zapomniałam, w co byłam ubrana, dopóki nie poczułam
na sobie wzroku Caine’a. Nie gapił się na mnie jak zboczeniec ani nic z tych
rzeczy, ale widziałam, jak jego wzrok mierzy mnie od stop do głów,
i poczułam, gdzie dokładnie się zatrzymał. Cienki T-shirt, który miałam na
sobie, nie pozostawiał zbyt wiele pola wyobraźni. Moje sutki stwardniały
w chwili, gdy Caine wyszedł z windy. Niemal czułam, jak salutują pod jego
spojrzeniem.
– Okej. Ja… Eee… Skończę się ubierać. W kuchni stoi zaparzona kawa,
jeśli chcesz.
Zniknęłam w sypialni. Strój, który planowałam włożyć, teraz wydawał mi
się niewystarczająco dobry, by docenił go Caine West, więc przebrałam się
trzy razy, zanim w ogóle zaczęłam suszyć włosy i nakładać makijaż. Kiedy
byłam już gotowa, dochodziła dziesiąta. Myślałam, że zastanę
zniecierpliwionego Caine’a stukającego stopą o podłogę, jednak on wydawał
się zainteresowany moim mieszkaniem. Zastałam go, gdy przyglądał się
zdjęciom na ścianie.
– Przepraszam. Straciłam poczucie czasu.

– W porządku. Wypiłem dwa kubki kawy.

– Och, dobrze.

Kiedy wkładałam pracę i notatki do starej skórzanej torby, zauważyłam,


że Caine zatrzymał się przed czarno—białym zdjęciem.

– Czy to twoja matka?

Patrzyłam na to zdjęcie tak często, że znałam każdy szczegół na pamięć.


Siedziała na huśtawce na podwórku przed domem, w którym dorastałam,
i miała wetkniętą za ucho białą stokrotkę. Jej uśmiech był tak szeroki, że
czasami potrafił poprawić mi humor w kiepski dzień.

– Tak.

– Jest piękna.

– Dziękuję, rzeczywiście była piękna.


Odwrócił się i przyjrzał mojej twarzy.

– Wyglądasz jak ona.


– Rak – wypaliłam.
Nie miałam pojęcia, co mnie opętało, że to powiedziałam. Chyba nigdy
z nikim o niej nie rozmawiałam, poza moją siostrą. Przyjaźniłam się z Avą,
odkąd zaczęłyśmy studia pięć lat temu, przez wiele lat ze sobą mieszkałyśmy
i ona nie miała pojęcia, na co zmarła moja mama. To nie był sekret.
Po prostu dusiłam w sobie wiele rzeczy.

Popatrzyłam na zdjęcie.

– Jajnika.
Caine przyłożył rękę do moich pleców i pogłaskał je delikatnie.

– Przykro mi.

– Dziękuję. – Odchrząknęłam i wskazałam na inne zdjęcie. – To moja


ciocia Rose i wujek Nate – siostra mojej mamy i jej mąż. Wychowali mnie
i moją siostrę… cóż, wychowali nas jak własne córki po śmierci mamy. Ojca
nie było, zniknął, gdy byłam niemowlakiem. – Mimo że z własnej woli się
otworzyłam, teraz chciałam się zamknąć. – Jesteś gotowy? O dwunastej
trzydzieści podają lunch i nie chcę zakłócać rytuałów Umberta.
– Tak. Czekam na ciebie. Jak zwykle.

– Czy musisz wrócić o jakiejś konkretnej godzinie? Czasami robię sobie


przerwę i uzupełniam notatki, gdy on je lunch i wykonuje ćwiczenie lub dwa.
A potem wracam i kończę.
– Nie. Mam dla ciebie cały dzień.
Podobało mi się to.
ROZDZIAŁ 11

Caine prowadził małe stare porsche z ręczną skrzynią biegów, które zostało
skrupulatnie odnowione. Nie wiem nic o samochodach, ale podejrzewam, że
to był klasyk i był wart więcej niż nowy. Chyba do niego pasował – drogi, ale
seksowny i skromny.
Nigdy wcześniej nie cieszyłam się tak z tego, że utknęłam w korku. Caine
ciągle zmieniał biegi i podniecało mnie to, jak jego duża dłoń łapała za
drążek. Nie wspominając już o jego przedramieniu… i tej cholernej żyle.
Boże, dopomóż. Wciąż podobała mi się ta żyła.
Caine zauważył, że go obserwuję.

– Wiesz, jak prowadzić samochód z manualną skrzynią biegów?

– Nie. Raz próbowałam, ale tylko rozbolał mnie od tego nos.


Zmarszczył brwi.

– Rozbolał cię nos?

– Silnik ciągle mi gasł, a samochodem szarpało. Za piątym czy szóstym


razem już puszczałam sprzęgło i zaczynałam jechać, gdy nagle te cholerne
opony pisnęły i zatrzymały się, a ja poleciałam do przodu i uderzyłam
w kierownicę. Myślałam, że złamałam sobie nos.
Caine zachichotał.

– Myślę, że jesteś trochę zbyt spięta, by prowadzić samochód z ręczną


skrzynią.
– Ja? To ty jesteś spięty.
Spojrzał na mnie kątem oka.

– A zapomniałaś, jak się poznaliśmy?


– To co innego. Myślałam, że skrzywdziłeś moją przyjaciółkę.

– A więc zamiast sprawdzić, czy jestem osobą, za którą mnie miałaś, od


razu się na mnie rzuciłaś. Jesteś nerwowa.

W pierwszym odruchu chciałam się z nim o to kłócić, ale potem dotarło


do mnie, że tylko udowodnię, że ma rację.

– Może jestem troszeczkę nerwowa.

– Tylko troszeczkę.

– Wiesz, to dlatego zainteresowałam się terapią muzyką. Gdy dorastałam,


zrozumiałam, że muzyka pomaga mi się zrelaksować.

– Czy w tle leciała muzyka, gdy próbowałaś prowadzić samochód


z ręczną skrzynią?

Przypomniałam sobie tę sytuację.

– Wiesz co? Nie leciała. Byłam zbyt zdenerwowana i nie chciałam się
rozproszyć, więc wyłączyłam radio.

– Może powinnaś była je zostawić.


– Hmm… Nigdy na to nie wpadłam. Może powinieneś dać mi pozwolić
poprowadzić swoje auto, wtedy zobaczymy, czy to wyjdzie.

Caine się zaśmiał.


– Za bardzo lubię swój samochód.
Droga do New Jersey w niedzielny poranek zazwyczaj trwała około
czterdziestu pięciu minut, ale dzisiaj zajęło to raczej półtorej godziny. G. W.
Bridge był zamknięty poza jednym pasem, więc samochody poruszały się
ruchem wahadłowym. Kiedy udało nam się przejechać na drugą stronę,
zaczęliśmy rozmawiać o mojej pracy magisterskiej.

– Opowiedz mi o Umbercie.

– Cóż, na pewno czytałeś moje podsumowanie. Ma siedemdziesiąt trzy


lata, zaawansowany lub szósty stopień Alzheimera, całe życie spędził
w domu, w którym dorastał – otworzył tam nawet swój gabinet lekarski. Był
lekarzem rodzinnym, który jeszcze dziesięć lat temu odwiedzał chorych
w domach. Od pięćdziesięciu jeden lat jest w związku małżeńskim z Lydią,
która codziennie go odwiedza. Mają jednego syna, który mieszka na
zachodnim wybrzeżu i odwiedza ich kilka razy w roku. Przez większość dni
Umberto nawet nie pamięta Lydii. Dwa lata cierpiał na depresję i odnalazł
szczęście dopiero dzięki koleżance z ośrodka, Carol. Czasami Umberto
i Carol siedzą razem i trzymają się za ręce, gdy Lydia go odwiedza. Nigdy nie
spotkałam się z taką miłością żony do męża. Mężczyzna, z którym spędziła
całe życie, myśli, że jest zakochany w innej, a ona cieszy się jego szczęściem.
To najbardziej bezinteresowna rzecz, z jaką się w życiu spotkałam. Ona chce,
by był prawdziwie szczęśliwy, nawet jeśli odnajdzie to szczęście z kimś
innym.
– Wow.

– Tak. Jest coś pięknego w tej tragicznej chorobie.

– I on reaguje na włoską muzykę?

– Tak. Kiedy zaczęłam pojawiać się w ośrodku, na początku pracowałam


z większą grupą, próbowałam znaleźć kilku kandydatów do badań. Umberto
nie interesował się tym, to jego żona podejmuje decyzje odnośnie do jego
zdrowia i to ona go zapisała na badanie. Przeprowadziłam wywiad
z rodzinami, by dowiedzieć się, jaką muzykę lubią pacjenci, i co tydzień
włączaliśmy piosenki i robiliśmy ćwiczenia, by sprawdzić, czy jakoś na to
zareagują. Umberto nigdy na nic nie reagował. Podobała mu się muzyka, ale
ani piosenka z jego ślubu, ani żadna inna kojarząca się z jego wspomnieniami
nie wzbudziła w nim wyjątkowego zainteresowania.
– To co cię podkusiło, by spróbować włoskiej muzyki?

– Tak naprawdę to było przeczucie. Tydzień wcześniej usłyszałam, że


Umberto odpowiada pielęgniarce, która zapytała go o coś po włosku. Nie
wiedziałam nawet, że bardzo dobrze zna ten język. Najwyraźniej co jakiś czas
mówił po włosku. Więc tydzień później pomyślałam, że spróbuję z operą.
Ludzie naprawdę wzruszają się podczas słuchania ich, więc uznałam, że to
może się udać.
– I Umberto zareagował?
Złapałam się za pierś.

– Zaczął szlochać. Wzruszyłam się. To była jego pierwsza reakcja na


muzykę, jaką zauważyłam – negatywna lub pozytywna. Od lat nie był tak
świadomy, jak tamtego dnia. Zaczął opowiadać historie o swojej matce,
których nawet jego żona nie pamiętała. Nie wiem, czy to sama opera, czy
ogólnie ta muzyka wywołała wspomnienie.
– A co zaplanowałaś na dzisiaj?
Od wielu tygodni na zmianę puszczałam mu angielską i włoską muzykę.
Dzisiaj przypada tydzień angielskiej, ale postanowiłam to zmienić. Może
część mnie chciała nieco przypodobać się seksownemu profesorowi.

– Wesele Figara.

– Ach. Mozart.

– Jesteś fanem opery? – zapytałam.

– Jestem fanem muzyki. Rodzaj nie ma znaczenia. Właściwie widziałem


Wesele Figara na studiach – akt drugi. Cała klasa musiała to zobaczyć
w ramach zajęć.
– Nigdy nie byłam w operze. – Zbliżaliśmy się do zjazdu prowadzącego
do Regency Village, ośrodka dla starszych osób, w którym mieszkał
Umberto, więc wskazałam drogę. – Skręć tutaj w lewo. Można łatwo
przeoczyć ten zjazd, bo zasłaniają go drzewa.
Gdy zaparkowaliśmy, zaczęłam się denerwować. Od ponad roku
pracowałam nad swoim tematem. A co, jeśli Caine zauważy w nim jakiś błąd
lub nie uwierzy, że to muzyka sprawiła, że Umbertowi wróciły wspomnienia?
Mimo że Umberto lubił jej słuchać, nie każda sesja wywoływała w nim takie
reakcje.
Caine wyłączył silnik i odwrócił się w moją stronę, swobodnie opierając
ramię na kierownicy.

– Czytałem twoją pracę. Masz silne argumenty. Będzie dobrze.


Nie powiedziałam mu o swoich obawach. Musiał wyczytać to z mojej
twarzy.

Skupił wzrok na moim nadgarstku.

– Bawisz się zegarkiem, gdy jesteś zdenerwowana.


Rzeczywiście to robiłam i natychmiast przestałam.

– Kiedy jeszcze bawiłam się zegarkiem i to zauważyłeś?

– Pierwszego dnia na zajęciach po tym, jak sala opustoszała, a ty zeszłaś


na dół, by ze mną porozmawiać. – Popatrzył mi w oczy. – Dzisiaj w twoim
mieszkaniu, kiedy zauważyłem, że nie masz stanika.
Zażenowana, rozejrzałam się po samochodzie, by uniknąć jego spojrzenia.
Ku mojemu zdziwieniu, kiedy wróciłam do niego wzrokiem, jego oczy
skupiały się na moich ustach. Z tego powodu przeszłam z jednego
nerwowego nawyku w drugi.

Przygryzłam wargę, gdy uśpione motyle w moim brzuchu rozbudziły się


i zaczęły trzepotać.

Caine odchrząknął, ale jego głos wciąż był poważny.


– Nie masz powodu do zdenerwowania. A teraz chodź, nie mogę się
doczekać, aż się wykażesz.

Umberto przebywał ze swoimi damami, Lydią i Carol. Uśmiechał się, gdy


podeszliśmy do stolika w pomieszczeniu dla odwiedzających.

– Jego żona to ta naprzeciwko, a dziewczyna obok niego – wyszeptałam


do Caine’a.

– Umberto ma branie – skomentował.


Szturchnęłam go łokciem w brzuch, by zamilkł.

– Cześć, Umberto.
– Cześć.
Co tydzień zaczynaliśmy od początku. Dowiedziałam się, że Umberto
nieźle udaje, że rozpoznaje wszystkich ludzi.

– Czy Max już poszedł? – zapytał.

– Eee… Tak – odparłam, a Caine’owi wyjaśniałam szeptem: – Max był


jego psem, czarnym labradorem. Z jakiegoś powodu ciągle pyta ludzi o to,
czy Max poszedł do łazienki. On myśli, że wyprowadzaliśmy go na spacer,
czy coś.
– Cześć, Lydio. Cześć, Carol – zwróciłam się do kobiet.

Lydia wstała i pocałowała mnie w policzek. W ciągu roku stałyśmy się


dobrymi koleżankami. Już miałam przedstawić Caine’a, kiedy Carol
odezwała się pierwsza.
– A kim jest twój przystojny kolega? Jesteś tu nowym lekarzem?

Zaśmiałam się.

– To Caine West, Carol. Uczy muzyki w Brooklyn College, gdzie


studiuję.
Caine uśmiechnął się oszałamiająco i wyciągnął rękę.

– Miło cię poznać, Carol.

Dosiedliśmy się do nich. Właśnie rozmawiali o filmie, który widzieli


wczoraj. Alzheimer Carol był mniej zaawansowany niż Umberta, więc
pamiętała więcej.
Położyła rękę na ramieniu Umberta.

– Polowanie na Czerwony Październik. Pamiętasz, skarbie? Grał w nim


Sean Connery.

– Och, tak. Racja.


Byłam pewna, że Umberto nie pamiętał niczego, co wiązało się z tym
filmem.

Podczas rozmowy Caine milczał, po prostu obserwował. Zauważyłam, że


przyglądał się twarzy Lydii, gdy Carol co jakiś czas dotykała Umberta. Ja już
przywykłam do tego niezwykłego tria, ale za pierwszym razem to na pewno
był ciekawy widok – kobieta nie chciała wydrapać oczu innej, gdy widziała,
jak ta dotyka mężczyzny, którego kocha, z którym spędziła pięćdziesiąt jeden
lat i któremu była wierna. Caine zdecydowanie czekał na jakąś reakcję. Ale
zauważył na twarzy Lydii tylko zadowolenie. Ona już pogodziła się z tym, co
musiała zrobić, by jej mąż czuł szczęście.
W końcu zjawiła się pielęgniarka, która miała zabrać Carol na zajęcia.
Lydia zawsze nalegała, żebyśmy nie zaczynali terapii w obecności Carol. Nie
chciała, by jej mąż przypomniał sobie coś o niej, co zasmuciłoby Carol.
Kiedyś Lydia trafi do wyjątkowego miejsca w niebie.
Umberto przytulił Carol na pożegnanie, a potem usiadł przy nas, ale
wydawał się zdenerwowany.

Lydia wyciągnęła rękę i ujęła dłoń męża na stole.


– Umberto, Rachel puści ci kilka piosenek. Pamiętasz, że Rachel czasami
przychodzi, żebyś ich posłuchał?

– Och, tak. Racja.


W ten sposób Umberto chciał powiedzieć: „Nie miałem pojęcia, ale się do
tego nie przyznam”.

Lydia uścisnęła jego dłoń.


– Rachel założy ci słuchawki, okej?
– Jasne.

Założyłam mu bezprzewodowe słuchawki, a Lydia poszperała w torebce


i wyciągnęła małe pudełko z dousznymi słuchawkami, które niedawno
zaczęła przy sobie nosić. Nie musiała słuchać, ale lubiła towarzyszyć mężowi
podczas ćwiczenia. Wtedy dotarło do mnie, że nie wzięłam dodatkowych
bezprzewodowych słuchawek, więc zaoferowałam, że podzielę się swoimi
z Caine’em.

Przysunięcie się do niego, by słuchać muzyki przez jedną słuchawkę,


wcale nie było nieprzyjemne.

Włączyłam muzykę, a Umberto natychmiast zamknął oczy. W ciągu kilku


sekund napięcie z jego twarzy zniknęło. Spojrzałam na Caine’a, który
obserwował mężczyznę i pokiwał głową z uśmiechem. W którymś momencie
podczas słuchania piosenki Umberto wyciągnął rękę i ujął dłoń żony. To był
drobny gest, ale takie chwilowe przebłyski rozpoznania miały ogromne
znaczenie dla rodziny borykającej się z Alzheimerem.
Puściłam dwie piosenki, a potem zdjęłam Umbertowi słuchawki.

– Jak się dzisiaj czujesz, Umberto?

– Dobrze. Dobrze. – Nie byłam pewna, czy czuł się inaczej niż wcześniej,
ale jego zaniepokojenie sprzed dziesięciu minut zniknęło.

Lydia próbowała wykorzystać to, że Umberto wysłuchał piosenek.

– Umberto? Pamiętasz, jak Francesca grała te piosenki?


– Tak. – Pokiwał głową. A potem pięcioma palcami wykonał typowy
włoski gest, naśladując sposób mówienia starszej Włoszki: – Belle parole non
pascon i gatti.
Lydia się zaśmiała i spojrzała na mnie.

– To znaczy: „Piękne słowa nie nakarmią kotów”. Moja teściowa,


Francesca, ciągle to powtarzała. Nigdy tak naprawdę nie rozumiałam, co to
oznacza.
Zostaliśmy w ośrodku jeszcze przez kilka godzin, nawet mieliśmy
przerwę na lunch, a potem wróciliśmy do ćwiczeń. Jednak to były jedyne
wspomnienia, które nawiedziły Umberta tego dnia. Druga sesja słuchania
muzyki nie przywołała żadnych wspomnień, ale miałam nadzieję, że muzyka
przyczyniła się do tego, że wszyscy się uśmiechali.
Lydia spojrzała na zegarek.
– Umberto, już prawie czas na mszę. Chcesz się najpierw iść umyć?

– Okej.

Odwróciła się do mnie i do Caine’a.

– Chcecie do nas dołączyć?

Mimo że nie byłam typem osoby chodzącej na niedzielne msze, kilka razy
do nich dołączyłam, by obserwować reakcję Umberta na muzykę.

– Chyba lepiej już pójdziemy – powiedziałam do niej. – Robi się późno.


Gdy się pożegnaliśmy, Umberto spojrzał na Caine’a.

– A teraz wyprowadzisz Maxa?

Caine postanowił się dostosować.

– Jasne. Zadbam o Maxa.


Po tym, jak pielęgniarka zaprowadziła Umberta do jego pokoju, by się
przygotował, Lydia odprowadziła nas do lobby.

– Jakimś cudem nie boli mnie, że mój mąż zakochał się w innej kobiecie
i mnie nie pamięta, ale za każdym razem, gdy wspomina Maxa, jestem
urażona. – Zaśmiała się, chociaż wydawało mi się, że to tylko w połowie był
żart. – Mam nadzieję, że Rachel spisała się dzisiaj na piątkę. Terapia muzyką
chyba naprawdę działa.
Uśmiechnęłam się.

– To nie tak. Profesor West mnie nie ocenia. Tak jakby nadzoruje moje
badanie i pisanie pracy.
– Och. Okej. Mam nadzieję, że był pan pod wrażeniem.

Caine spojrzał na mnie wzrokiem pełnym ciepła.

– Byłem. Bardzo.
Lydia mnie uścisnęła.

– Zobaczymy się za tydzień?


– Oczywiście.

– A czy z panem też się spotkam, profesorze?


– Jeśli Rachel mnie zechce.

Hmm. Mówimy w przenośni czy dosłownie?

Kiedy już znaleźliśmy się w samochodzie i jechaliśmy do domu,


wiedziałam, że Caine’a coś dręczyło. Był cichszy niż zazwyczaj.

– Czy chciałeś iść na mszę? Nawet nie zapytałam cię o zdanie, tylko od
razu odmówiłam. A przecież i tak zajęłam ci całą niedzielę.

Caine spojrzał na mnie przelotnie i znowu skupił się na drodze.

– Nie byłem w kościele od piętnastu lat. Nie postawiłbym tam stopy,


nawet gdybyś mi zapłaciła.
ROZDZIAŁ 12

Piętnaście lat wcześniej


Co ona, do cholery, wyprawia?

Ukryłem się za szeroką marmurową kolumną, by popatrzeć. Przyszedłem


wcześniej niż zazwyczaj, bo Liam wygłupiał się na próbie zespołu
i straciliśmy poczucie czasu – próbowaliśmy zagrać nową piosenkę, którą
napisał wczoraj w nocy, gdy był pijany. Połowa słów wyglądała jak zwykłe
bazgroły spisane na papierowej torbie, rozmazane i nieczytelne. Ale druga
połowa była całkiem niezła. Więc graliśmy i graliśmy, starając się, by ten
dupek przypomniał sobie słowa, które napisał.
Zazwyczaj pojawiałem się o dwunastej trzydzieści i wchodziłem do
konfesjonału, by poczekać. Moja mała przyjaciółka zjawiała się później. Ale
dzisiaj ja się spóźniłem, a ona zjawiła się wcześniej. A przynajmniej tak mi
się wydawało. Tak naprawdę wcześniej nie widziałem jej na tyle wyraźnie, by
stwierdzić, czy to ona. Z tego, co wiedziałem, równie dobrze mogłem się
ukrywać przed przypadkową dziewczynką, która chodziła do kościoła
w sobotnie popołudnie.
Stary drewniany konfesjonał był ciemny, a kratka oddzielająca nas
dodatkowo pogarszała widok i widziałem tylko jej kucyk. Wiedziałem, że
miała ciemne włosy i była drobna – tak jak dziewczynka właśnie zaglądająca
do konfesjonału od strony duchownego. Z ciekawością obserwowałem
z dystansu, jak się rozgląda i otwiera drzwi. Weszła do środka na pół
sekundy, a następnie opuściła to miejsce i weszła do konfesjonału od strony
parafianina – od strony grzesznika.
Minęło pięć minut i wciąż nie wychodziła, więc gdy teren był czysty,
podszedłem do konfesjonału i wszedłem do środka, by wykonać swój
duchowny obowiązek. Konfesjonał wyglądał jak zazwyczaj, tylko dzisiaj na
podłodze leżały dwie monety. Stwierdziłem, że weszła tu, bo chciała
sprawdzić, jak wygląda ksiądz.
– Wybacz mi, ojcze, bo zgrzeszyłam.
Chyba robiliśmy to od sześciu tygodni, a mimo to za każdym razem, gdy
wymawiała te słowa, czułem ból w piersi. Ona miała zbyt dużo problemów
jak na dziecko. Ostatnio nawet nie rozmawialiśmy o grzechach, które
wydawało się jej, że popełnia. Po prostu pojawiała się i gadaliśmy przez
jakieś pół godziny. Miałem przeczucie, że byłem jedynym dorosłym, któremu
ufała. Co było cholernie ironiczne, bo sam nie byłem jeszcze dorosły
i okłamywałem ją od chwili, gdy po raz pierwszy weszła do tego
konfesjonału.
– Jak ci minął tydzień?

– Miałam problemy w szkole.


Uśmiechnąłem się do siebie.

– Naprawdę? Co się stało?

– To też był grzech.


– Opowiedz mi o tym.

– Cóż, pamięta ksiądz tego chłopaka, który siadał obok mnie?


Tommy’ego?

– Tego, który zawsze trzyma rękę w spodniach?


– Tak. Zmusił mnie do powiedzenia brzydkiego słowa i trafiłam przez to
do kozy. Oboje trafiliśmy.
– Jak cię do tego zmusił?
– Powtarzaliśmy na lekcji figury do testu. Nauczycielka narysowała na
tablicy odcinek i zapytała, co to jest. Kilka lat temu uczyliśmy się
o odcinkach, a kiedy wywołała mnie do odpowiedzi, zapomniałam tego
słowa. Dała mi wskazówkę, próbując pomóc. Powiedziała, że to słowo
zaczyna się na O. Podekscytowałam się, bo myślałam, że już pamiętam
i wykrzyczałam niewłaściwe słowo na O.
– Co wykrzyczałaś?
– Odbyt.

Musiałem powstrzymać się od śmiechu.

– A wiesz, co to oznacza?

– Teraz już tak. Tommy wyjaśnił mi to, krzycząc, że mam w głowie


ciemno jak w du… – Zamilkła. – Tylko on powiedział całe słowo.

Próbowałem dać jej jakąś duchowną poradę.


– Twój błąd wynikał z niewiedzy. To Tommy zgrzeszył, bo celowo użył
brzydkiego słowa. Nie ty.

– Cóż… Ja też go użyłam.

– Naprawdę?

– Podczas przerwy dzieci wciąż się ze mnie śmiały, mówiąc, że


najwyraźniej ciągle myślę o tej dziurze. Więc powiedziałam im, że
usłyszałam słowo „odbyt” od Tommy’ego… bo kiedy wkłada sobie ręce do
spodni, czasami na lekcji wciska sobie palec w odbyt. Tylko użyłam wtedy
innego słowa.
Chciałem ją pochwalić, ale zamiast tego trzymałem się duchownej gadki.
– Musisz odmówić trzy zdrowaśki za użycie brzydkiego słowa. Ale tak
między nami, Tommy to chyba kretyn i zasłużył sobie na to.

Mała owieczka zachichotała.


– Czy coś jeszcze?
W zeszłym tygodniu nie wspominała o domu, a ja nie mogłem się
doczekać, aż dowiem się, co tam się działo. Poza tym, że źle życzyła
swojemu ojczymowi, udało mi się z niej wyciągnąć to, że za dużo pił
i krzyczał.
– A jak sytuacja w domu? – naciskałem. – Czy stało cię tam coś, przez co
miałaś nieczyste myśli?

– Noszę słuchawki, które dostałam od księdza. – Dwa tygodnie temu


przyznała, że się boi, gdy jej ojczym krzyczy w nocy. Czasami nie mogła
zasnąć. Zasugerowałem, by założyła słuchawki i słuchała ulubionej piosenki,
by stłumić krzyki. Ale ona nie miała słuchawek, więc tydzień później
położyłem w konfesjonale po jej stronie moje zapasowe słuchawki
i powiedziałem, by je wzięła. Wyjaśniłem, że zamknięcie oczu i nucenie
piosenki pomoże jej zasnąć.
– Podziałało?

– Tak. Zasnęłam po czwartym razie.

Pewnie mi odbijało, ale czułem, że w jakiś popieprzony sposób pomagam


tej młodej.

– To dobrze.

– Poleciłam siostrze, by tego spróbowała, ale powiedziała, że nie może.

– Nie ma słuchawek?

Nie odpowiadała przez kilka minut. Zaczynało do mnie docierać, że jej


milczenie czasami było głośniejsze niż jej głos.

– Ma słuchawki. Dostała je na święta, zanim nasza mama zmarła.


Znalazła je w skarpecie.

Poczułem niepokojący ucisk w żołądku.


– Więc dlaczego siostra uważa, że nie może ich nosić? Nie lubi muzyki?

– Musi się słuchać Benny’ego.


– Co to oznacza?

– Czasami gdy jest pijany i zły, przychodzi w nocy do jej pokoju.


ROZDZIAŁ 13

– Jesteś głodny?
Od pięciu minut zastanawiałam się w myślach, czy zadać mu to pytanie.
Mimo że spędziłam cały dzień z Caine’em, nie byłam gotowa na to, by się
skończył. Ale chciałam, by moja propozycja kolacji wyszła naturalnie. On
wcześniej też pytał mnie, czy coś zjemy, a jednak gdy ja go o to pytałam,
czułam się, jakbym zapraszała go na randkę.
Caine zerknął na mnie i ponownie skupił się na drodze. Milczał, a ja
odniosłam wrażenie, że zastanawiał się nad stosownością tej sytuacji.
Zdziwiłam się, gdy odparł:

– Umieram z głodu. Co proponujesz?

– Nie mam jakichś szczególnych wymagań. Kilka przecznic od mojego


mieszkania znajduje się grecka knajpa. Albo chińska na Grand Street. Albo
możemy iść do O’Leary’s i znowu postawię jedzenie. – Uśmiechnęłam się,
mówiąc ostatnie słowa.
– A może greckie i tym razem ja stawiam?

– Brzmi nieźle. Skręć w lewo w Elwyn Street. Knajpa będzie po prawej


stronie, jeśli znajdziemy miejsce parkingowe. Nazywa się Greek Delight.

W knajpie hostessa posadziła nas w cichym boksie i przyniosła humus


i chipsy z pity jako przekąskę, gdy my przeglądaliśmy menu. Wiedziałam, co
chciałam, ale Caine wyjął z kieszeni okulary, by przeczytać pozycje z karty.
Naprawdę było mu w nich do twarzy, ale nie mogłam się powstrzymać od
pytania.
– Ile ty masz lat, skoro musisz nosić okulary?

Spojrzał na mnie znad oprawek burberry.


– Ty też nosisz okulary. Dlaczego to, że ja je noszę, sprawia, że jestem
stary?
– Ja mam astygmatyzm. Potrzebuję okularów, odkąd zaczęłam nosić
stanik zerówkę.

Caine skupił wzrok na mojej klatce piersiowej, a potem wrócił do menu.


Mruknął coś, czego nie zrozumiałam. Kiedy dalej się na niego gapiłam, zdjął
okulary i spojrzał na mnie.
– Co?

– Nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Ile masz lat?

– Wystarczająco, by być twoim wykładowcą.

Zamoczyłam kawałek pity w humusie i włożyłam go do ust.

– A więc? Jakieś sześćdziesiąt?

– Mam trzydzieści dwa lata, mądralo. Zadowolona?


Uśmiechnęłam się.

– Właściwie tak. – Caine włożył okulary na nos i wrócił do czytania.


Pochyliłam się w jego stronę.

– Nie wyglądasz na starszego niż trzydzieści jeden.


Pokręcił głową, czytając, ale zauważyłam, jak kącik jego ust drgnął.
Dlaczego tak mi się to spodobało? To było dla mnie poniekąd nagrodą.
Poważnie, przez tego mężczyznę ktoś mi będzie musiał zbadać głowę.

Gdy się chyba zdecydował, oparł się o siedzenie.


– Świetnie ci idzie badanie.
– Dziękuję.

– Ciekawe rzeczy się tam dzieją.

Pamiętam, że ja też na początku czułam się niezręcznie, siedząc z tamtą


trójką.

– Wiem. Najpierw było dziwnie, ale przyzwyczaiłam się. Lydia jest


niesamowitą osobą, prawda?
– Tak. Ja nie byłbym w stanie zachować się jak ona.

– Co masz przez to na myśli?

– Nie mógłbym obserwować, jak moja żona siedzi z innym facetem i się
uśmiecha.

– Prawdziwa miłość jest bezinteresowna. Ona chce dla niego jak najlepiej,
nawet jeśli to oznacza, że przestała być najważniejsza.

Kelnerka przyniosła nasze napoje i przyjęła zamówienie. Caine zamówił


greckie piwo, a ja jak zwykle dietetyczną colę. Musiałam odwrócić wzrok,
gdy jego usta zamknęły się na butelce. Za bardzo mi się podobał, by udało mi
się ukryć ten zachwyt.
– Brzmisz jak ekspertka w tej dziedzinie. Rozumiem, że byłaś już tak
zakochana? – zapytał.

– Nie w mężczyźnie.

Caine zmarszczył brwi, a ja zrozumiałam, jak to musiało zabrzmieć – i co


sobie pomyślał.
– To znaczy… Coś takiego czułam do mojej mamy. Nie jestem lesbijką
ani nic z tych rzeczy. Wolę mężczyzn. Ale nie mam nic przeciwko lesbijkom.
Po prostu bardziej lubię… no wiesz… mężczyzn, jeśli chodzi o seks. Chociaż
teraz nie ma w moim życiu za dużo seksu. – Zaczęłam gadać od rzeczy.

Caine zachichotał.
– Jesteś cholernie urocza, gdy się zawstydzasz.
Upiłam colę, by zająć czymś usta i powstrzymać policzki przed
zaróżowieniem się.

– W każdym razie kiedy mama była bardzo chora, chciałam, by umarła,


żeby już nie cierpiała. Wiedziałam, że wtedy zostanę bez matki, ale nie
obchodziło mnie to. Po prostu chciałam, by odnalazła spokój. I właśnie taka
jest relacja Lydii i Umberta. – Odstawiłam szklankę na stół. – A ty? Czy
kiedykolwiek byłeś tak zakochany?

Caine pokręcił głową.


– Chyba nie jestem zdolny do tak bezinteresownej miłości. Przez
większość czasu jestem raczej samolubny.

– Nie miałeś dziewczyn?

– Miałem wiele. Ale przy każdej zachowywałem się jak samolubny


gnojek.

Popatrzyłam na niego.

– To się zmieni, gdy poznasz właściwą kobietę.


Uniósł piwo do ust.
– Może. A może po prostu zostałem stworzony do samolubnego
pieprzenia się z dziewczynami. Mogło być gorzej.
Nie miałam Caine’a za samolubnego – zmienił oponę w moim
samochodzie po tym, jak mu nagadałam i przeszkodziłam w zajęciach. Nie
mogłam sobie wyobrazić, że w łóżku jest niedbały. Był tak spostrzegawczy,
że czasem mnie to rozpraszało, nie wspominając już o tym, że potrafił być
naprawdę przytłaczający. No i jeszcze był muzykiem… więc miał zdolne
dłonie i wyczucie rytmu. Nie. Niemożliwe, by Caine West był samolubny
w łóżku. To wiedziałam na pewno.
Zmrużył oczy.

– O czym myślisz?
– Co?
– Zamilkłaś po tym, gdy powiedziałem, że są gorsze rzeczy niż
samolubne pieprzenie.

Jak mówiłam, był spostrzegawczy. Skupiał się na kobietach. Mężczyźni,


którzy zwracają uwagę na szczegóły, są dobrzy w łóżku.

– Właśnie myślałam o tym, co powiedziałeś. Nie wydajesz mi się


samolubny.

– Nie jesteśmy w takim związku.


– Nie. – Wzruszyłam ramionami. – Ale wydajesz mi się zbyt uważny, by
być samolubny w ten sposób.

Na jego przystojnej twarzy pojawiło się zrozumienie, jakby dotarło do


niego, o czym właśnie myślałam. Pochylił się w moją stronę z łobuzerskim
uśmiechem, od którego dostałam palpitacji serca.
– Nie chodziło mi o to, że jestem samolubny w łóżku. – Jego wzrok skupił
się na mojej szyi, a potem powoli przeniósł się na moje usta, które rozchyliły
się pod jego spojrzeniem. – Kobieta zawsze musi dojść pierwsza. I podoba mi
się każda minuta zaspokajania jej potrzeb. – Skupił wzrok na moich oczach
i pochylił się nawet bardziej. – I dochodzi przede mną… wielokrotnie.
Przełknęłam ślinę. Całe moje ciało zareagowało i Caine o tym wiedział.
Odchylił się z zarozumiałym uśmiechem i błyskiem w oczach.

Kiedy w końcu udało mi się odezwać, mój zachrypnięty głos się załamał.

– A więc w jakiej kwestii jesteś samolubny?

– W kwestii tego, co następuje po wyjściu z łóżka. W kwestii związku.

– Och.
– Nie każdy jest taki jak Lydia.

– Chyba się nie zgodzę. Myślę, że każdy może być taki jak ona. Człowiek
ma wybór i jest nim to, że nie próbuje odnaleźć swojego Umberta. I zawsze
istnieje powód takiego wyboru.
Mięsień na szczęce Caine’a drgnął, ale on milczał. Na szczęście niedługo
podano nam jedzenie. Caine zamówił falafel, a ja – gyrosa. Zabraliśmy się do
jedzenia i skupiliśmy swoją uwagę na potrawach, chociaż na chwilę.
Mój posiłek szybko się rozwalił. Połowa gyrosa wypadła mi z pity. Nawet
nie zauważyłam, że biały sos tzatziki spłynął mi po dłoni.

– Masz sos na… – Caine wskazał na to miejsce.


Wciąż trzymając gyrosa, odwróciłam nadgarstek. Sos spływał mi po
dłoni, nadgarstku i powoli kierował się po ręce w stronę bluzki. Jeśli
odłożyłabym gyrosa, to już nie mogłabym go podnieść, bo cały by się
rozwalił. Więc zlizałam sos z ramienia, nadgarstka i palca, czyszcząc
wszystko jednym pociągnięciem języka. Damie nie wypadało, ale to lepsze
niż zniszczenie ładnej bluzki.
Kiedy uniosłam głowę, Caine się na mnie gapił.

– Chryste. Czy ty specjalnie próbujesz doprowadzić do tego, by mnie


wylali?
– Co?

Popatrzył mi w oczy.

– Ty naprawdę nie masz zielonego pojęcia, co?

– Nie rozumiem.

Caine spojrzał na swoje jedzenie, kręcąc głową.


– Po prostu dokończ posiłek. Powinniśmy już wracać.
Droga powrotna do mojego mieszkania minęła nam w niezręcznej ciszy.
Żadne z nas nie powiedziało ani słowa. I szczerze mówiąc, nie wiedziałabym,
co powiedzieć. Dotarło do mnie, że komentarz Caine’a oznaczał, że podniecił
się moim pokazem lizania, ale to mi również przypomniało, że powinnam
przestać fantazjować o czymś, do czego nigdy nie dojdzie.
Kiedy podjechaliśmy pod mój dom, Caine zaparkował i wyłączył silnik.
– Odprowadzę cię na górę.

– Nie musisz. Dam sobie radę.

– Nie zostawię cię na ulicy. – Otworzył drzwi, efektywnie kończąc tym


rozmowę.
– No dobra – wymamrotałam do siebie.

Atmosfera wciąż była niezręczna, gdy jechaliśmy windą na górę. Przy


drzwiach poszukałam w torebce kluczy.

– Dziękuję za to, że mi pomagasz z pracą i że dzisiaj tam ze mną


pojechałeś.

– Oczywiście. Zrobiłbym to dla każdego studenta.


Kolejne przypomnienie. Tylko to zabolało.

Otworzyłam drzwi.

– Chcesz wejść? Mogłabym zrobić kawę, czy coś. – Nie proponowałam


niczego nieodpowiedniego, po prostu wydawało mi się, że to pytanie będzie
oznaką uprzejmości.

Caine milczał przez bardzo długą chwilę.

– Chyba będzie lepiej, jeśli przestaniemy spędzać ze sobą czas poza


zajęciami. Twoja praca jest w porządku i myślę, że dobrze rozplanowaliśmy
semestr. Jeśli będziesz chciała omówić pracę magisterską, to sekretarka
wydziału ma dostęp do mojego kalendarza i może umówić cię na spotkanie.
Może rzeczywiście trochę za bardzo się zaprzyjaźniliśmy, ale…

– Czy zrobiłam coś nie tak?

– Nie. – Skinął podbródkiem w stronę mojego mieszkania. – Pamiętaj,


żeby zamknąć drzwi na klucz.

Wzięłam szybki prysznic, włożyłam starą koszulkę z logo zespołu, w której


sypiałam, i weszłam do łóżka, skołowana i smutna. Moje uczucia do Caine’a
nasilały się, chociaż wiedziałam, że głupotą jest zakochiwanie się
w mężczyźnie, którego nie interesuje związek. Pomijając już to, że był moim
profesorem. Próbowałam zasnąć, ale mi się nie udało.
Odłączyłam telefon od ładowarki, chciałam zapisać w formie maila
notatki z dzisiejszego dnia. Ale kiedy włączyłam telefon, zobaczyłam ostatnią
wiadomość od Davisa. Zupełnie zapomniałam mu odpisać na jego komentarz.
Pytał, czy ja też za nim tęskniłam.
Mimo że spotykaliśmy się w nieodpowiednim momencie, Davis nigdy nie
wysyłał mi sprzecznych sygnałów. Nie bawił się w „ciepło–zimno”. Był
szczery w kwestii swoich emocji i mówił mi o nich. Westchnęłam
i odpisałam.
Rachel: Ja też za tobą tęsknię.
ROZDZIAŁ 14

Caine z powodzeniem unikał mnie od czterech dni.


Aż do dzisiaj. Nie uniknie spotkania ze mną, chyba że nie zjawi się na
obowiązkowym zebraniu, które miało miejsce raz na semestr i w którym
musieli uczestniczyć wszyscy asystenci i wykładowcy.

Siedziałam sama z tyłu dużej sali konferencyjnej, a obok mnie znajdowało


się puste miejsce – nie żebym trzymała je dla kogoś szczególnego. Caine
jeszcze się nie zjawił. Za każdym razem, gdy ktoś przychodził, skupiałam
wzrok na wejściu. Rektor wydziału muzycznego zajął swoje miejsce z przodu
sali, gotowy do rozpoczęcia. Wtedy zjawił się Caine.

Zatrzymał się w przejściu, rozejrzał, zerknął na mnie, a potem szybko


odwrócił wzrok. Usiadł jak najdalej ode mnie.

Dziwne, że jego włosy nie stanęły w ogniu, bo przez całe czterdzieści pięć
minut zebrania wbijałam płonące spojrzenie w tył jego głowy. Gdy spotkanie
się skończyło, zostałam na swoim miejscu, by sprawdzić, czy Caine wyjdzie
stąd bez słowa.
Wstał i spojrzał na mnie, ale szybko dołączyła do niego kobieta, która
przywitała się z nim z szerokim uśmiechem. Miała na sobie jaskraworóżowy
garnitur, który przyciągał uwagę, a poza tym była nawet ładna – niechętnie to
przyznałam. Widziałam ją wcześniej na uczelni i wiedziałam, że była
adiunktem, chociaż nie znałam jej nazwiska.
Profesor Różowa była moim zupełnym przeciwieństwem – miała
nienaturalnie blond włosy w typie Marilyn Monroe, była tylko kilka
centymetrów niższa od Caine’a, a jej garnitur, mimo że w krzykliwym
kolorze, na pewno pochodził od znanego projektanta. Kleiła się do profesora
Westa i widać było, że się znali, sądząc po tym, jak ona go dotykała podczas
rozmowy. Po drugim lub trzecim dotyku odrzuciła włosy na plecy i zaśmiała
się, a ja miałam dosyć. Wstałam i ruszyłam w stronę drzwi, ale utknęłam za
dwoma profesorami, którzy dyskutowali, idąc w ślimaczym tempie.
Caine i Profesor Różowa stali kilka miejsc przede mną w drodze do
wyjścia. Kiedy Caine położył rękę w dole jej pleców i pospieszył ją, dotarło
do mnie, że byłam idiotką. Najwyraźniej boski profesor nie miał problemu ze
spoufalaniem się – chyba że chodziło o mnie.
Pieprzyć go. Nie mogłam uwierzyć w to, jakim był hipokrytą.

Gdy tylko wyszłam z sali konferencyjnej, pobiegłam korytarzem. Nie


mogłam się doczekać, aż opuszczę uczelnię. Wkurzyłam się na myśl, że
Caine mógł się mną interesować, ale powstrzymywał się, bo byłam jego
asystentką. Co więcej, byłam wkurzona na niego za udawanie, że właśnie to
było problemem. Nie wyobraziłam sobie sygnałów, które dawał mi podczas
kolacji.
Już prawie dotarłam do wyjścia, ale zatrzymałam się nagle i wpadłam na
studenta.

– Uważaj, do cholery! – warknął.


– Przepraszam.

Powinnam wynieść się z tego budynku, ale znałam siebie – pewne sprawy
zawsze mnie zżerały. Jeśli nie pozbędę się tego ciężaru z piersi, to cały dzień
będę chodzić jak struta. Musiałam powiedzieć Caine’owi, co myślę. Pieprzyć
to.
Odwróciłam się i znowu wpadłam na tego samego studenta.
– Poważnie? – zapytał.
– Jezu, przeżyjesz. Przestań chodzić tak blisko ludzi!

Pobiegłam w stronę gabinetu Caine’a. Może stracę pracę, jeśli mu


nagadam, ale przynajmniej będę w stanie dzisiaj zasnąć. Co z tego, że
udowodnię mu, jaka jestem nerwowa?
Drzwi do gabinetu Caine’a były uchylone. Zatrzymałam się, by pozbierać
myśli, a potem sięgnęłam po klamkę. Pieprzyć pukanie. Jednak kobiecy głos
powstrzymał mnie przed wpadnięciem do środka. Jej głos drażnił mnie,
rozpalił ogień, który rozgrzał moje policzki. Wcześniej nie słyszałam głosu
Profesor Różowej, ale jakimś cudem wiedziałam, że to ona.

– Pamiętasz tę małą włoską knajpkę? – zapytała kobieta. – Tę


z kominkiem?

– Giordano’s.

– Tak, właśnie tę. Powinniśmy iść tam znowu. Karta deserów wyglądała
niesamowicie. – Zamilkła. – Chociaż ostatnim razem nie dotrwaliśmy do
deseru, prawda?
Usłyszałam wystarczająco. Nie poczekałam na odpowiedź Caine’a. Nie
mogłam. Mimo że byłam wkurzona, gdy szłam do jego gabinetu, usłyszenie
go z inną kobietą zabolało mnie i poczułam wstyd – a nie chciałam, by ktoś
widział mnie w takim stanie. Więc przepisałam sobie własną terapię i zamiast
wpaść do jego gabinetu, włożyłam słuchawki do uszu i wróciłam do domu.

Nie miałam ochoty spotykać się z przyjaciółmi na comiesięcznej kolacji.


Wolałam zostać w domu i rozpaczać. Ale kiedy próbowałam odwołać
spotkanie, Ava wzbudziła we mnie poczucie winy i obiecałam, że się
pojawię. Więc zmusiłam się do przygotowań. Pieprzyć to. Jeśli nie czułam się
dobrze, to chociaż mogłam wyglądać dobrze. Poza tym suszenie włosów
działało na mnie terapeutycznie, a wielokrotne czesanie i prostowanie było
uspokajające.
Nie muszę mówić, że moje gęste, naturalnie kręcone włosy były proste
jak drut, gdy z nimi skończyłam – długo musiałam się uspokajać. Skoro już
poświęciłam czas, by moja fryzura wyglądała bosko, równie dobrze mogłam
wykonać pełen makijaż, a nawet włożyć coś ładnego i dobrać do tego
wysokie sandały.
Gdy przyjechałam do O’Leary’s, mina Davisa powiedziała mi, że chociaż
on doceniał moje starania. Dzisiaj byliśmy tylko ja, on i Ava, bo nasza
współlokatorka popłynęła w rejs z nowym chłopakiem. Kiedy nasza trójka
usiadła przy stoliku, cieszyłam się, że jednak przyszłam. Naprawdę lubiłam
spędzać z nimi czas. Nadrabialiśmy zaległości, śmiejąc się, głównie
z szalonych opowieści Avy. Ale potem, jakieś niecałe pół godziny później,
Sal, nowy kelner, przyszedł do nas i powiedział, że źle się czuje i musi wrócić
do domu. Poprosił, by któraś z nas zadzwoniła do Charliego, by przyszedł
i przejął jego zmianę.
Skoro zostało tylko kilka godzin do zamknięcia kuchni, Ava i ja
zgłosiłyśmy się na ochotniczki, by go zastąpić. Tym bardziej że jego twarz
miała tak zielony kolor, że chyba nie wytrzymałby do przyjazdu Charliego
z Queens.
– Wyglądasz zbyt ładnie, by dzisiaj pracować – powiedziała Ava,
wskazując na moje stopy. – A w tych butach nie da się kelnerować. Dam
sobie radę. I tak nie zostało dużo stolików, więc wy posiedźcie razem, a ja
dołączę do was w wolnej chwili.

Mimo że Davis i ja rozstaliśmy się w dobrej atmosferze, odkąd nasza


relacja się zakończyła i wyprowadził się, nie spędzaliśmy czasu sam na sam.
Byłam odstawiona i dlatego, gdy tylko Ava odeszła, zrobiło się niezręcznie,
bo czułam się jak na naszej pierwszej randce.

– A więc… – zaczął Davis. – To takie dziwne.


Zaśmiałam się.

– Wiem! Tylko dlaczego? Przecież nie powinno być dziwnie. Znamy się.
Milion razy wcześniej spędzaliśmy razem czas.
Davis posłał mi nieśmiałe spojrzenie.

– Bo dzisiaj wyglądasz naprawdę seksownie.

– Twierdzisz, że gdy mieszkaliśmy razem i codziennie rano próbowałam


wywlec się z łóżka, nie wyglądałam seksownie? – powiedziałam
w żartobliwym tonie, ale Davis odparł poważnie:
– Właściwie uważam, że zawsze wyglądasz pięknie.
Zaczerwieniłam się.

– Ty i ten twój południowy urok.

Davis i Ava zamówili butelkę wina, a on uniósł ją, by napełnić swój


kieliszek, po czym przysunął butelkę do mojego pustego kieliszka.

– Napijesz się ze mną?

Zawahałam się, myśląc o ostatnim razie, gdy razem piliśmy – wtedy


skończyłam w pokoju Davisa.

Z przebiegłym uśmiechem, który powiedział mi, że Davis myślał


dokładnie o tym samym, nalał mi wina… aż po brzeg kieliszka i powiedział:

– Tylko jednego.

Wino pomogło. Teraz, gdy butelka była pusta, napięcie między mną
a Davisem zniknęło. Objadaliśmy się makaronem, piliśmy wino
i nadrabialiśmy ostatnie miesiące. Było tak normalnie.
– A jak się mają Umberto i Lydia? – zapytał.

To do niego podobne – pamiętał ich imiona, bo byli dla mnie ważni.


Davis zawsze był bardzo uważny i troskliwy.

– Świetnie. Wciąż są szczęśliwym trójkątem.


– A co z twoją pracą magisterską?

– Jest dobrze. Caine wydaje się zadowolony z moich postępów. Chociaż


kto go tam wie. – Dokończyłam wino. – Jutro może mu się nie spodobać.
– Caine?

– Mój nowy promotor.

Davis pokiwał głową.

– To okropny dupek – dodałam. Mimo że nie zapytał.


– Kiedy kończysz?

– Jeszcze kilka miesięcy i skończę i pracę, i studia.

– A co potem?
– Jeszcze nie jestem pewna. Licencjat robiłam z nauczania
wczesnoszkolnego i myślałam o tym, by poszukać pracy w jakiejś szkole, w
której mają program muzycznej terapii dla autystycznych dzieci.

Davis się uśmiechnął.

– To do ciebie pasuje. Widzę cię w takiej pracy.


Upiłam łyk wina. Teraz byłam przy drugim kieliszku i już mnie wzięło.

– A ty? Jesteś szczęśliwy w Nowym Jorku? Czy sądzisz, że zostaniesz tu


na zawsze?

– Może.

Może tylko to sobie wyobraziłam, ale mogłabym przysiąc, że jego oczy


skupiły się na moich ustach.

– A ty? Jesteś szczęśliwa? Spotykasz się z kimś?


Mój humor się popsuł. Nie spotykałam się z nikim, ale to nie oznaczało,
że byłam z tego powodu szczęśliwa. Udało mi się dzisiaj zapomnieć o Cainie
na całą godzinę.
Westchnęłam.

– Nie. Jestem sama. A ty?

Davis uznał chyba, że mój humor się pogorszył z powodu mojego statusu
związkowego.
– Nie spotykam się z nikim. Ale chciałbym.

Tak, ja też.

Upiłam więcej wina.


– Ach, tak? Opowiedz mi o tej szczęściarze.

Davis się uśmiechnął.

– Jest niska, ekscentryczna, piękna, mądra.

Oparłam głowę na dłoniach.

– Brzmi jak ideał. Czy ma brata, z którym mogłabym się spotykać?

Zamiast odpowiedzieć, Davis wyciągnął ręce i ujął moje dłonie.

– Naprawdę za tobą tęskniłem.


– Ja za tobą też.

– Zjesz ze mną kolację w ten weekend? Tylko ty i ja.

Co?

Widząc zdezorientowanie na mojej twarzy, Davis kontynuował:

– Rok temu nie byłem gotowy na randki. Nie chciałem od razu zacząć
związku, gdy miałem mętlik w głowie. Ale teraz jest już lepiej.

Chyba naprawdę narąbałam się tym winem. Nie miałam pojęcia, że mówił
o mnie. Czekałam na to niemal rok, a mimo to czułam niepewność. Na
szczęście Ava przyszła mi na ratunek. Usiadła w boksie obok mnie,
żartobliwie trąciła mnie biodrem i pokierowała rozmową. Ulżyło mi.
Po godzinie siedzenia i rozmawiania postanowiliśmy ruszyć do pubowych
stołków w strefie przy barze, bo stoliki opustoszały.

Davis spojrzał na swój zegarek.


– Muszę być na lotnisku o piątej rano. Interesy. Lepiej już pójdę.

Umówiliśmy się na kolację za miesiąc, a Davis przytulił Avę na


pożegnanie. Odwrócił się w moją stronę, ale nie po to, by mnie też przytulić.
Zamiast tego ujął moje dłonie.

– Pomyśl o tym, okej?

Nie miałam pojęcia, co powiedzieć, więc po prostu pokiwałam głową i się


uśmiechnęłam. A potem zniknął.
Gdy tylko to zrobił, Ava odwróciła się w moją stronę.

– O co tu, do cholery, chodziło?

– Chce mnie zabrać na randkę.


– I jak się z tym czujesz?

– Nie mam pojęcia. Teraz jestem skołowana.

– Wiesz, co rozjaśni ci umysł? – Uśmiechnęła się.

– Co?

– Jeśli się narąbiemy w trzy dupy.


ROZDZIAŁ 15

– On ma najbardziej niesamowity tyłek.


Cóż, a przynajmniej wydawało mi się, że to powiedziałam, jednak
z moich ust wyszło raczej coś w stylu: „On ma najdziej samwity łek”.

Na szczęście Ava piła tyle, co ja, więc moje bełkotanie jej nie
przeszkadzało.

– O kim ty mówisz? O Davisie czy profesorze?


Westchnęłam.

– O profesorze. Tyłek Davisa jest ładny, ale nigdy nie miałam ochoty się
w niego wgryźć.

Ava uniosła brew.


– Chcesz się wgryźć w tyłek nadętego profesora?

– Tak. Czy to dziwne?

Prychnęła i uniosła drinka do ust.

– Wcale. Cóż, przygryzanie nie jest dziwne. Sama lubię delikatne


gryzienie podczas seksu, ale gryzienie go w tyłek, chociaż z nim nie sypiasz,
może być trochę dziwne. Tym bardziej jeśli zrobiłabyś to podczas jego zajęć.

– On jest taki frustrujący. I wkurzający.


– To może powinnaś dać Davisowi drugą szansę?
Wypiłam resztkę trzeciego drinka i uniosłam szklankę, trzymając ją
między dwoma palcami i kołysząc nią.

– Czas na dolewkę, kelnerko.


Ava się zaśmiała.
– Skończyłam godzinę temu… ale doleję ci, bo chyba sama nie dojdziesz
do tego baru, który jest zaledwie parę metrów dalej. – Wstała i wzięła ode
mnie szklankę. – Ale to będzie ostatni.
Gdy Ava była za barem, wyciągnęłam z torebki telefon. Nie wiem
dlaczego, ale chciałam przejrzeć facebookowy profil Davisa. Pamiętałam, że
kilka miesięcy temu wstawił parę zdjęć z jakąś kobietą, i zastanawiałam się,
czy się z nią spotykał po tym, kiedy zerwaliśmy.
Kiedy ekran rozbłysnął, z zaskoczeniem zauważyłam dwie nieodczytane
wiadomości od Caine’a.
Caine: Czy mogłabyś mnie jutro zastąpić na wykładzie o trzeciej?

I kilka minut później wysłał kolejną.


Caine: Przepraszam, że tak na ostatnią chwilę, ale wypadło mi coś ważnego.

Co za dupek.

Oczywiście tak naprawdę nim nie był. Nie interesował się mną tak jak ja
nim i nie chciał mnie zwodzić, ale właśnie to robiło z niego dupka w moim
upitym, ogarniętym emocjami umyśle. Powinnam była wyłączyć telefon i go
zignorować, odpowiedzieć szefowi, gdy wytrzeźwieję, ale alkohol miał inny
pomysł. Odpisałam.
Rachel: Jasne. Odwalę za ciebie robotę, żebyście ty i Profesor Różowa mogli wrócić
do twojego gabinetu i zrobić to, co razem robicie… znowu.

Patrzyłam, jak kropeczki podskakują, zatrzymują się i dalej podskakują.


Caine: O czym ty mówisz?

Przewróciłam oczami.
Rachel: A twój tyłek wcale nie jest taki niesamowity.
W tym momencie ta wiadomość miała dla mnie sens.

Caine odpisał natychmiast.


Caine: Słucham?

Prychnęłam. Głośno. Co za dupek. A potem straciłam kontrolę nad


palcami.
Rachel: Założę się, że ona zawsze jest gotowa na czas.

Trzymałam w dłoni telefon i spodziewałam się kolejnej wiadomości, ale


podskoczyłam na krześle i upuściłam aparat, gdy ta cholerna rzecz zaczęła
dzwonić. Na ekranie pojawiło się imię Caine’a i to wkurzyło mnie jeszcze
bardziej.
Odebrałam.

– Czego?

– Rachel?

– Tak, to ja, twoja nic niewarta asystentka.

– Piłaś?

– A ty?

– Nie, Rachel, nie piłem.


– Cóż, to nie wiesz, co tracisz. Bo po pierwszych drinkach wszystko, co
było niewyraźne w twoim umyśle, staje się jasne.
Ava wróciła z naszymi drinkami i zobaczyła, że rozmawiam przez
telefon.

– Z kim rozmawiasz?
Niedokładnie zakryłam słuchawkę.

– To Profesor Jędrne Pośladki.


Ava wytrzeszczyła oczy i zamknęła je na chwilę. Gdy je otworzyła,
wyjęła mi telefon z ręki.
– Dobry wieczór, Profesorze Jędr…. Eee… Profesorze West. Z tej strony
Ava, przyjaciółka Rachel.

Zamilkła.

– Tak. Nic jej nie jest. Zajmę się nią.


Znowu cisza.

– Tak, na pewno. Jesteśmy w O’Leary’s. Zabiorę ją taksówką do domu


i zadbam o to, by bezpiecznie trafiła do mieszkania.

Gdy zakończyła połączenie, włożyła telefon do swojej torebki.

– Przechowam go, żebyś nie zrobiła niczego głupiego.

– Co? Ja tylko odebrałam telefon. Nie moja wina, że on jest wielkim,


tłustym dupkiem.

– Proszę, powiedz mi, że go tak nie nazwałaś.

– Nie pamiętam.

Ava pozwoliła mi bełkotać przez następne czterdzieści minut, gdy


sączyłam drinka. Albo przywykłam do specyficznego smaku alkoholu, albo
mój ostatni gin z tonikiem smakował bardziej jak tonik niż gin. Skoro byłam
w stanie mówić, to chyba to drugie. Ava rozwodniła mi drinka.
– A więc co zamierzasz zrobić z Davisem?

– Nie wiem. To świetny facet. Naprawdę.


Ava wytrzeszczyła oczy.

– Co? Nie dziw się tak. To miły facet. I na Boga, od wieków nie
uprawiałam seksu.
– Och, nie. Profesor West.

– Cóż, oczywiście wolałabym uprawiać seks z nim. Ale może właśnie


tylko o to chodzi. Może tak naprawdę jestem po prostu seksualnie
sfrustrowana i mój pociąg do Caine’a jest czysto fizyczny.
– Nie, Rachel. Profesor West przyszedł tu po ciebie. – Wskazała na drugą
stronę baru.

Niestety byłam tak zatracona w swoim zamarynowanym alkoholem


mózgu, że na nic nie zwracałam uwagi. Nie zauważyłam nawet, że ona na coś
wskazywała… na kogoś. Właściwie myślałam, że wciąż prowadzimy tę samą
rozmowę.
– Oby przyszedł. Może i minął rok, ale wciąż wiem, jak używać swojej
cipki. – Zamilkłam. – Czy sądzisz, że odrosła mi błona dziewicza, bo tak
długo nie uprawiałam seksu?
Przysunęłam szklankę do ust, zamknęłam oczy i odchyliłam głowę, by
dokończyć drinka. Kiedy je otworzyłam, myślałam, że śnię.

A nawet byłam tego pewna.

Zamrugałam kilkukrotnie, by się obudzić.

Caine uśmiechnął się seksownie kącikiem ust, zatrzymując się przy


naszym stoliku.

– Wciąż tu jestem.

Ava to zdrajczyni. Caine poprosił ją, by zostawiła nas samych na kilka minut,
a ona się zgodziła. Posłała mi ostrzegawcze spojrzenie, a potem szybko
odeszła od naszego stolika, robiąc miejsce dla Caine’a.
– Co ty tutaj robisz? – Zgromiłam go wzrokiem.

– Upewniam się, że jestem jedynym facetem, z którym rozmawiasz


o bzykaniu, gdy jesteś w stanie upojenia.

Skrzyżowałam ramiona na piersi.


– Davis mnie pragnie.

Mięsień na szczęce Caine’a drgnął.

– To super. A kim jest Davis?


– To mój były. Cóż… poniekąd. Zjedliśmy dzisiaj kolację. Chce, żebym
do niego wróciła.

– A więc o to tutaj chodzi?

– Na pewno nie o ciebie – skłamałam.


– Naprawdę? – Rozparł się na siedzeniu z aroganckim uśmiechem. – Bo
przez telefon brzmiało tak, jakby chodziło o mnie. Cóż, a przynajmniej
o Profesora Jędrne Pośladki.
Alkohol miał przynajmniej jeden plus: nie czerwieniłam się dzięki niemu,
chociaż powinnam być zawstydzona. Właściwie nawet nie byłam świadoma
tego, że powinnam być zawstydzona.
– I co z tego? Masz jędrne pośladki. Ale nie jesteś z tego powodu
pępkiem świata. Ja też mam całkiem niezły tyłek. Tylko ty jesteś zbyt
wielkim dupkiem, by to zauważyć.

Caine potarł kciukiem dolną wargę.

– Czy naprawdę tak uważasz?

– Że jesteś dupkiem? Tak.


Pochylił się w moją stronę.

– Chodziło mi o to, czy naprawdę sądzisz, że nie zauważyłem twojego


niezłego tyłka.
Jego głos stał się zachrypnięty, a ja poczułam, jak działa na mnie między
nogami. Przełknęłam ślinę i poruszyłam się na krześle, gapiąc się na niego.
Uznał to za przyzwolenie, by mówić dalej, ja milczałam.
– Twoja talia jest taka wąska. Kiedy masz na sobie dżinsy, odstają ci
z tyłu. I gdy się pochylasz, widzę twoje stringi. Lubisz dopasowywać je do
bluzki. W środę miałaś na sobie niebieską bluzkę i jasnoniebieskie stringi.
A gdy prowadziłaś zajęcia i rozdawałaś słuchawki, pochylałaś się ładnie
w każdym rzędzie, by podać je studentom. Właśnie dlatego podszedłem do
ciebie, by ci pomóc. A ty myślałaś, że staram się zachować jak dżentelmen,
co? Tego dnia miałaś na sobie białą bluzkę i koronkowe stringi. A mnie
naprawdę podoba się biała koronka.

Szczęka mi opadła.

Caine pochylił się jeszcze bardziej.


– Więc mylisz się, jeśli sądzisz, że nie zauważyłem twojego ładnego
tyłka. Z dwóch powodów: po pierwsze, to nie jest ładny tyłek. To cholernie
spektakularny tyłek. A po drugie, zauważyłem go. Zwracałem na niego
uwagę codziennie, odkąd wyszłaś wtedy z łazienki w tym barze. A nawet
patrzyłem, jak kręcisz nim, gdy wychodziłaś – mimo że wcześniej mnie
obraziłaś.
– Nie miałam pojęcia.

– Wiem.

– Dlaczego nic nie powiedziałeś?


– A co miałem powiedzieć, Rachel? Jesteś moją asystentką, a ja twoim
promotorem, poza tym nawet gdyby nie chodziło o to, to naprawdę mi się
podobasz. Nie jesteś dziewczyną na jedną noc, do której przestałbym
dzwonić, gdybym już cię przeleciał.

To były ostre słowa. Nie chciałam myśleć o Cainie w ten sposób. Ale
potem przypomniałam sobie spotkanie w sali konferencyjnej.

– Jak Profesor Różowa?


Zmarszczył brwi.

– Chodzi ci o Ginger Ashby? Która miała dzisiaj na sobie różowy


garnitur? O niej mówisz?
– Wydawało mi się, że dobrze się znacie.

Caine odwrócił wzrok.

– Nie sypiamy ze sobą, jeśli o to pytasz.


Nawet jeśli teraz ze sobą nie sypiali, to wiedziałam, że robili to wcześniej.
Widziałam to po sposobie, w jaki ona go dotykała i jak wachlowała
sztucznymi rzęsami.

– Ale spałeś z nią?

– To było dawno temu. Nie popełniam dwa razy tych samych błędów.
Nie byłam pewna, czy odnosił się do tej kobiety, czy ogólnie do spania
z kobietami w pracy – chociaż to nie miało znaczenia.
Ava podeszła do stolika, by sprawdzić, co u mnie.

– Wszystko w porządku, Rach?

Uśmiechnęłam się smutno.

– Tak.

Położyła mój telefon na stoliku.

– Twój telefon dzwonił. – Ava spojrzała na Caine’a. – Włożyłam go do


torebki, żeby nie żałowała czegoś, co ci powie. Chyba zadziałało. – Caine się
uśmiechnął, a ona znowu skupiła uwagę na mnie. – Będę przy barze, jeśli
będziesz mnie potrzebować.
Gdy tylko Ava odeszła, mój telefon zaczął dzwonić. Na ekranie pojawiło
się imię Davisa. Caine zobaczył je i spojrzał na mnie.

– Musisz odebrać?

Telefon przestał dzwonić, a kiedy odblokowałam urządzenie, zobaczyłam,


że Davis również wysłał do mnie wiadomość. Chciał się upewnić, że
bezpiecznie dotarłam do domu.
– Tylko wyślę mu krótką wiadomość i dam znać, że wszystko
w porządku.

Czułam na sobie wzrok Caine’a, gdy odpisywałam.


Kiedy skończyłam, zapytał:

– Chcesz o tym porozmawiać?


Chciałam sprawdzić, czy wywołam w nim jakąś reakcję.

– Kiedyś się bzykaliśmy. Potem przestaliśmy. A teraz on chce zacząć od


początku. Och, i chce mnie zabrać na randkę.

Caine mocno zacisnął szczękę.


– I co o tym sądzisz?

– Sama nie wiem. Jestem zdezorientowana.

– W kwestii czego?
– To świetny facet. Kiedy zerwaliśmy, na początku rozpaczałam. Ale
potem mi chyba przeszło. A przynajmniej tak mi się wydaje. Nie siedziałam
i nie płakałam za nim. A mam wrażenie, że właśnie to bym robiła, gdyby to
był właściwy facet, wiesz?
Caine spojrzał mi w oczy.

– Tak, myślę, że ciężko byłoby się pogodzić z rozstaniem z właściwą


osobą.
– Ale może jeszcze tak naprawdę nie ruszyłam dalej. Ja nie… no wiesz…
odkąd zerwaliśmy.

– Nie uprawiałaś seksu?

– Tak.

Oczy Caine’a rozbłysły.


– I dlatego myślałaś, że odrosła ci błona dziewicza?

Nawet pod wpływem alkoholu nie mogłam uwierzyć, że prowadzę tę


rozmowę.
– Słyszałeś to?

Pokiwał głową z przebiegłym uśmiechem.

– Kiedy się rozstaliście?


– Jakieś dziewięć miesięcy temu.
– A więc nie uprawiałaś seksu od dziewięciu miesięcy?

Westchnęłam.

– Może po prostu powinnam poderwać kogoś w barze i to zrobić. W ten


sposób łatwiej będzie zdecydować, czy tęsknię za Davisem, czy tylko za
seksem.
Źrenice Caine’a rozszerzyły się tak bardzo, że niemal całkowicie zakryły
jego brązowe tęczówki.
– To nie jest dobry pomysł.

– Dlaczego? Nigdy nie poderwałeś kobiety i nie zabrałeś jej do siebie, by


zaspokoić swoje potrzeby?

– Tego nie powiedziałem.

– Cóż, jeśli ty możesz, to dlaczego ja nie?

– Bo ja nie próbowałem w ten sposób rozwiązać problemu – odparł


surowym tonem. – Pieprzenie się z kimś nie pomoże ci zdecydować, czy
chcesz być z innym facetem, czy nie. Wierz mi, Rachel.
– Brzmi, jakbyś miał w tej kwestii doświadczenie.

Caine odwrócił wzrok.

– Pójdę po piwo. Chcesz coś do picia?

– Poproszę jeszcze jeden gin z tonikiem.


– Ty już masz chyba na dzisiaj dosyć.
Obruszyłam się.

– Dobra. Poproszę dietetyczną colę.


Siedzieliśmy przy stoliku i rozmawialiśmy jeszcze przez kolejną godzinę
po tym, jak Caine wrócił z naszymi drinkami. Trochę otrzeźwiałam, ale wciąż
byłam odważniejsza niż zazwyczaj.
– Czy mogę cię o coś zapytać?
– A powstrzymasz się, jeśli się nie zgodzę?

Uśmiechnęłam się.

– Pewnie nie.
– Gdybyś nie był moim profesorem… a ja nie szukałabym swojego
Umberta… – Urwałam, ale nie musiałam dokańczać zdania.

Caine przysunął do ust butelkę piwa i popatrzył na mnie, dopijając je.


Kiedy skończył, odstawił butelkę na stół, odchrząknął i pochylił się w moją
stronę. Ruchem palca zachęcił mnie, bym się zbliżyła. Zrobiłam to. Nasze
nosy dzieliły zaledwie centymetry.
– Gdybym nie był twoim profesorem, a ty nie byłabyś miłą dziewczyną,
to twoja znów dziewicza cipka byłaby cholernie obolała.
ROZDZIAŁ 16

Nie czułam się aż tak źle, gdy rozległ się dźwięk budzika. Otworzyłam oczy,
byłam przygotowana na pulsujący ból głowy i mdłości. Myślałam, że będę
mieć kaca. Ale zamiast tego byłam tylko zmęczona i ominęły mnie typowe
objawy. Wypiłam duszkiem całą szklankę wody, a potem postanowiłam
wrócić do łóżka i poleżeć w nim jeszcze przez piętnaście minut.
Caine uparł się wczoraj, by odwieźć mnie do domu. W połowie drogi
zatrzymał się w całodobowym sklepie i wyszedł z niego z papierową torbą,
którą podał mi przed wejściem do mojego mieszkania.

– Zjedz i wypij to, co jest w środku. Inaczej nie zadziała – powiedział.

W środku znalazłam dwie butelki wody, banana i tabletki na ból głowy.


Skoro się postarał i to kupił, zdecydowałam się go posłuchać.

Odłączyłam telefon od ładowania, wpisałam hasło i postanowiłam do


niego napisać.
Rachel: Nie mam kaca. Dziękuję. Jesteś niesamowity. Gdzie byłeś, gdy miałam
osiemnaście lat?

Caine odpisał natychmiast.


Caine: Nie ma za co. Cieszę się, że dzisiaj czujesz się lepiej.

Rzeczywiście, było mi lepiej. Dobijało mnie to, jak ostatnio Caine ozięble
mnie traktował. Spotkanie z nim pomogło. Nie zrozumcie mnie źle, byłam
bardziej zdezorientowana niż kiedykolwiek – tym bardziej że Davis mnie
wczoraj zaskoczył – ale już nie czułam się zupełnie zbita z pantałyku.
Rachel: Jestem ci winna przysługę. Za wszystko. Za to, że zjawiłeś się, by sprawdzić,
czy wszystko ze mną w porządku, za porozmawianie ze mną o Davisie, za
odwiezienie do domu i sprzedanie mi swojego sekretnego sposobu na poranek bez
kaca. Właściwie… jestem ci winna nawet dwie przysługi. LOL.

Caine: Uznajmy, że jedna wystarczy i będziemy kwita. Ale chciałbym skorzystać z tej
przysługi dzisiaj, jeśli czujesz się na siłach?

Zupełnie zapomniałam, że Caine poprosił mnie o zastąpienie go na


zajęciach. Miałam dzisiaj dzienną zmianę, ale Charlie nie będzie mieć nic
przeciwko, jeśli wyjdę wcześniej. Późnym popołudniem bar zazwyczaj
świecił pustkami.
Rachel: Mogę cię zastąpić. Przepraszam, zapomniałam, że to od tego zaczęła się
wczoraj moja pijacka tyrada.
Caine: Dziękuję.

Sytuacja między mną a Caine’em wczoraj się zmieniła. Nasze


zainteresowanie sobą było teraz widoczne, więc stwierdziłam, że mogę
powiedzieć coś bezczelnego.
Rachel: Chyba nie zastępuję cię po to, żebyś mógł bzykać się z kimś w południe?

Wyobraziłam sobie, jak usta Caine’a drgają, a on kręci głową.


Caine: Mam dzisiaj randkę z dwiema dziewczynami. Tylko jedna ma dwa i pół roku,
a druga niecałe cztery lata i zazwyczaj płaczą, gdy mnie widzą.

Rachel: ?
Caine: To dzieci mojej siostry. Dzisiaj po południu ma biopsję i chce, żebym popilnował
jej małych potworków.

Rachel: Och. Przepraszam. Tylko żartowałam. Mam nadzieję, że wszystko będzie


dobrze. Nie ma problemu, zastąpię Cię na zajęciach.
Caine: Dziękuję.

Po zajęciach siedziałam przez chwilę na krześle Caine’a i czekałam, aż


studenci wyjdą. Siedzenie na jego miejscu na początku sali sprawiło, że
poczułam się mu bliższa. Skoro już myślałam o seksownym profesorze,
stwierdziłam, że napiszę do niego, by sprawdzić, jak sobie radzi
z niańczeniem dzieci. Na myśl o Cainie, który męczy się z dwiema
dziewczynkami, uśmiechnęłam się. Zastanawiałam się, czy zmieniał
pieluchy – pewnie musiał, skoro obie mają mniej niż cztery lata.
Rachel: Zajęcia się udały. Myślę, że studenci lubią mnie bardziej niż ciebie. ;)

Caine: To dobrze. Możliwe, że będziesz musiała przejąć moją posadę, bo siostra mnie
zabije.

To nie brzmiało dobrze.


Rachel: Co się stało?
Caine: Zapomniałem, że Lizzy ma alergię na orzechy. Jesteśmy na pogotowiu.

Byłam zdziwiona, gdy zaproponowałam Caine’owi, że przyjadę do szpitala


i mu pomogę, a on się zgodził – aż się tam zjawiłam. Skłamałam
i powiedziałam, że należę do rodziny, by dostać się do pomieszczenia,
w którym był Caine. Zobaczyłam go po drugiej stronie recepcji i wyglądał na
przestraszonego, a to do niego niepodobne. W ramionach trzymał mniej
więcej dwuletnie dziecko, które płakało ile sił w płucach. Starsza
dziewczynka leżała na noszach i dmuchała w lateksową rękawiczkę, jakby to
był balon.
Kiedy do niego podeszłam, przyjrzałam się lepiej młodszej dziewczynce.
Co, do…? Co ona, do cholery, miała na sobie? Wyglądało to jak T-shirt
założony na lewą stronę i jakiś dziwny pampers.
– Cześć – powiedziałam.

Caine odetchnął z ulgą, gdy mnie zobaczył.


– Hej. Dziękuję, że przyszłaś.

– Czy wszystko w porządku?

– Lizzy nic nie będzie. Na szczęście to tylko wysypka. Dali jej lek na
alergię, ale lekarz chce ją tu na chwilę zostawić, żeby móc ją obserwować.
Uśmiechnęłam się do dziewczynki, którą trzymał, a ona przestała
krzyczeć, by mi się przyjrzeć.
– Cześć. Ty musisz być Lizzy.
Wcześniej założyłam, że ta starsza leżąca na łóżku dziewczynka była
pacjentką, ale to ta, którą Caine trzymał w ramionach, miała wysypkę na
twarzy i szyi.
Słodka dziewczynka pokiwała głową, a jej dolna warga zadrżała. Na
głowie miała szopę rudych loczków. Wyciągnęłam rękę i złapałam za jeden.

– Podobają mi się twoje loczki. Przypominają mi włosy Meridy. Wiesz,


kim ona była?

Pokiwała głową.

– Założę się, że jesteś tak odważna, jak ta księżniczka Disneya.

Odgarnęłam z jej mokrego policzkach kosmyk włosów, który się tam


przykleił. Bransoletki na moim nadgarstku zadzwoniły i to przyciągnęło jej
uwagę.
– Podobają ci się?

Znowu pokiwała głową.


– Jestem Rachel, koleżanka twojego wujka Caine’a. Chcesz ponosić
bransoletkę?
Jej oczy rozbłysły i znowu pokiwała głową, tym razem energiczniej.
Zdjęłam z nadgarstka dwie bransoletki i wyciągnęłam je w jej stronę.
Dziewczynka uśmiechnęła się i pozwoliła mi założyć biżuterię na jej rączkę.
Dopiero wtedy lepiej jej się przyjrzałam i zobaczyłam, co ta biedaczyna miała
na sobie.
– Eee… Caine? Dlaczego jej pampers jest owinięty taśmą izolacyjną?

– Nie wiedziałem, jak założyć to cholerstwo, żeby nie spadło.


Powstrzymałam się od śmiechu. Caine zazwyczaj był uosobieniem
doskonałości, ale teraz wyglądał na zagubionego i niepewnego.

Wyciągnęłam ręce i uśmiechnęłam się ciepło do Lizzy.


– Czy mogę cię potrzymać? Poprawię ci pampersa i włożę koszulkę na
prawą stronę.

Caine zmarszczył brwi, patrząc na swoją siostrzenicę. Najwyraźniej


dopiero teraz zauważył, że miała źle założoną koszulkę. Lizzy trochę się
wahała, ale w końcu pochyliła się w moją stronę i wzięłam ją w ramiona.
– Masz torbę z pieluchami?

– Nie. Wyjechałem tak szybko, że nawet nie pomyślałem o pampersach. –


Spojrzał na gołe nóżki siostrzenicy. – Ani o spodniach.

Uśmiechnęłam się.

– To nic. Jestem pewna, że pielęgniarka da nam pampersa.


Druga dziewczynka wyprostowała się na noszach i popatrzyła na mnie.
Caine nas sobie przedstawił.

– To jest Alley. Ona też nie wiedziała, jak poprawnie założyć pampersa.

Lizzy i ja podeszłyśmy do recepcji i jedna z pielęgniarek była na tyle


miła, że zaprowadziła nas na oddział pediatryczny i dała kilka pampersów
oraz chusteczki nawilżające dla dzieci. Poza tym przyniosła nam spodnie od
piżamy w odpowiednim rozmiarze. Kiedy już zajęłam się Lizzy w łazience,
wróciłam do Caine’a i Alley.

– Wszystko jest na miejscu. – Lizzy się teraz uśmiechała. – I chyba


wysypka zaczyna znikać.

Caine przyjrzał się siostrzenicy.


– Masz rację. – Przeczesał włosy palcami. – Dzięki Bogu. Nie chciałem,
żeby siostra wróciła dzisiaj do domu i dowiedziała się, że jej dziecko jest
w szpitalu. W wieku dwudziestu lat miała raka tarczycy i usunięto jej ten
gruczoł. W zeszłym tygodniu odkryła powiększony węzeł chłonny pod pachą.
Lekarz mówi, że to nic takiego, ale ona panikuje. Dzisiaj na wszelki wypadek
poszła na biopsję.
– Wow. Przykro mi to słyszeć. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze.
Caine pokiwał głową.

– Dziękuję.

Lekarz podszedł do nas, gdy wciąż trzymałam Lizzy w ramionach.


Zaciągnął zasłonę wokół łóżka, by zapewnić nam odrobinę prywatności.

– A jak się ma ta mała księżniczka?


Caine odpowiedział:

– Wysypka chyba zaczyna znikać.


– Spójrzmy. – Przyjrzał się twarzy Lizzy, brzuchowi, nogom
i ramionom. – Benadryl zaczyna działać. Obejrzę ją raz jeszcze za jakieś pół
godziny, a potem mogę państwa wypisać. Lizzy może być trochę senna po
lekach. – Zanim odszedł dodał: – Albo i nie. Benadryl różnie działa na dzieci.
Niecałą godzinę później wypisano nas i wręczono stos dokumentów.
Podeszłam z Caine’em do jego samochodu i pomogłam mu posadzić
dziewczynki w fotelikach.
– Moja siostra nalegała, bym zabrał foteliki, w razie gdybyśmy nagle
musieli gdzieś jechać. Powiedziałem jej, że postradała zmysły, że nigdzie nie
planuję jechać, ale ona się uparła.
– Twoja siostra podjęła właściwą decyzję.

Caine mrugnął.

– Będzie mi to wypominać do osiemdziesiątki.


Gdy dziewczynki były już zapięte, Alley zapytała, czy mogę jechać z nimi
do mieszkania wujka Caine’a, by się z nią pobawić. Już chciałam odmówić,
ale Caine się wtrącił.
– Robię zarąbisty makaron z serem, jeśli zgłodniałaś. Jesteś pewna, że nie
dasz się przekonać? Może znowu będę musiał zmienić pampersa, a skończyła
mi się taśma. Tym razem musiałbym użyć superglue.
Uśmiechnęłam się. Kusiło mnie, a kiedy twarz Caine’a przybrała poważną
minę, spojrzał mi w oczy i powiedział: „proszę”, nie mogłam odmówić.

– Pojadę za tobą.

Jego twarz się rozpromieniła, a w odpowiedzi moje przeklęte serce


przyspieszyło.

Uspokój się. On nie zaprasza cię na romantyczną kolację. Chce tylko,


żebyś pomogła mu z siostrzenicami. Będziesz zakładać pampersy, a nie się
rozbierać.
Przez całą drogę do domu Caine’a próbowałam dyskutować z moim
sercem. Chciałam wyperswadować mu podekscytowanie wywołane
zaproszeniem Caine’a. Ale nie mogłam się z nim dogadać. Moja głowa znała
prawdę, a serce chyba miało wszystko gdzieś.
ROZDZIAŁ 17

Ogromny czarny labrador wpadł na mnie z rozpędu i niemal przewrócił,


chcąc się przywitać. Przyklęknęłam i powiedziałam:

– Cześć, kolego. Ale jesteś słodki. Jak masz na imię?


Caine odpowiedział:

– To Murphy. – A potem dodał surowym tonem: – Siad. – Pies zupełnie


go zignorował i próbował się do mnie przykleić.
Drapałam go za uszami, gdy on jak szalony mnie obwąchiwał.

– Widać, że cię słucha – zakpiłam.

– To twoja wina. Nigdy nie będzie słuchać, jeśli tak pachniesz.

– Jak pachnę? – Nie byłam pewna, jak mam zareagować na te słowa.


– Psi węch jest tysiąc razy lepszy niż ludzki.
– A jak dokładnie pachnę?

Caine podszedł do psa, który dalej się nade mną znęcał, i pociągnął go za
obrożę.
– Chodź, Murph. Daj jej spokój, kolego.
W końcu pies odsunął się na tyle, że mogłam wstać. Caine pochylił się
i głośno zaciągnął się zapachem mojej szyi, przymykając oczy.
– Jak lato. Zawsze pachniesz jak lato. – A potem się cofnął i puścił do
mnie oko. – To moja ulubiona pora roku.
Ten mój cholerny puls znowu przyspieszył. Przemowa, którą wygłosiłam
w duchu w samochodzie, zdała się na nic. Caine zachichotał, pewnie dlatego,
że zobaczył moją minę.
– Wejdź. Dam Murphy’emu przekąskę, żeby odwrócić jego uwagę od
twojego przyjemnego zapachu.

Podążyłam za Caine’em i szybko zapomniałam o wszystkim, gdy tylko


się rozejrzałam.

Nie tego się spodziewałam.

Mieszkanie Caine’a było niesamowite. Zakładałam, że będzie ładnie, ale


nie aż tak. Dziewczynki pobiegły korytarzem po film, który chciały obejrzeć,
a ja rozejrzałam się zachwycona. Jego salon był większy niż całe moje
mieszkanie. Nie wspominając już, że miał foyer. Foyer na Manhattanie?
Samo wejście musiało kosztować pięćset dolców miesięcznie. Caine
zauważył moją minę.
– Mój pradziadek założył firmę inwestycyjną. Każde następne pokolenie
Westów powiększało jego fortunę o kolejne zero. Poza mną. Ale
odziedziczyłem dwadzieścia pięć procent firmy po dziadku. Pieniądze są
trochę lepsze niż wypłata wykładowcy.

– Eee… trochę? Wątpię. Masz widok na park. – Podeszłam do szklanej


ściany. – To miejsce jest boskie.
Kiedy się odwróciłam, Caine stał w kuchni łączonej z salonem i patrzył na
mnie.

– Dziękuję za to, że dzisiaj przyjechałaś – powiedział.


– Jestem ci coś winna, pamiętasz?
– I tak byś przyjechała, niezależnie od tego, czy byłabyś mi coś winna,
czy nie.
– Skąd ta pewność?
– Bo taka już jesteś.

Dziewczynki wróciły do salonu z plecakiem i zaczęły skakać.

– Możemy pobawić się w podwieczorek? – zapytały.


– Chyba Benadryl podziałał na Lizzy odwrotnie, niż mówił lekarz –
mruknął Caine.

– Jasne. Uwielbiam podwieczorki – odparłam.

Alley rozpięła plecak, złapała go za spód i wysypała zawartość na kanapę


Caine’a. Wyglądało na to, że mają wystarczająco talerzyków i filiżanek dla
dwudziestoosobowej grupy.
Dziewczynki zaczęły nakrywać do stołu, a ja weszłam do kuchni Caine’a,
w której królowała stal nierdzewna.

– Masz ziołową herbatę?

– Chyba tak.

Zabawnie było patrzeć, jak Caine siedzi na podłodze i sączy herbatkę


z małej filiżanki. Obserwując ich, wiedziałam, że spędzał z nimi dużo czasu,
mimo że nie potrafił zmienić pampersa.

– Założę się, że to nie jest twój pierwszy w życiu podwieczorek?

– Jestem zmuszony bawić się w to dwa razy w miesiącu, kiedy idę do


siostry na obiad.

– Czy dziewczynki mieszkają w mieście?

– Nie. W Chappaqua. Tam dorastałem. Moja siostra została tam, by być


blisko mamy.

– Ja też dorastałam w Westchester. A dokładniej w Pleasantville.


– Chodziłaś do liceum w Pleasantville?

– Eee… Nie. Przeprowadziłam się do miasta, zanim zaczęłam liceum.


Piłam jedną herbatkę za drugą i podobało mi się patrzenie, jak Caine
wykonuje każdy rozkaz czterolatki.

„Odchyl mały palec, gdy trzymasz filiżankę, wujku Cainie. Siorbiesz.


Łyżeczkę odkłada się na talerzyk, nie na stół”.

W końcu dziewczynki trochę się zmęczyły. Lizzy zaczęła ziewać.

– Jesteś śpiąca, Lizzy? – zapytał Caine.


W odpowiedzi znowu ziewnęła.

Caine wstał i wziął senną dziewczynkę w ramiona.


– Chodź. Położę cię i włączę ci telewizor, co?

– Czy mogę spać w twoim łóżku?


– Jasne. Chodź.

Lizzy wyciągnęła się w moją stronę.

– A ty też położysz mnie do łóżka, Rachel?


Spojrzałam na Caine’a, a on wzruszył ramionami.

– Jasne, zróbmy z tego imprezę.

Oczywiście mówił z sarkazmem, ale dziewczynki tego nie wyłapały


i podekscytowały się. Wszyscy poszliśmy do jego sypialni.

Niespodziewanie zaczerwieniłam się po przekroczeniu progu pokoju.


Łóżko Caine’a było ogromne, królewskiego rozmiaru. Dzięki czterem
kolumnom i rzeźbionej mahoniowej ramie wydawało się jeszcze większe.
Było też bardzo wysokie i typowo męskie, co do niego pasowało. Oczami
wyobraźni widziałam, jak śpi na nim nago. Z twarzą ukrytą w poduszce.
Z wystającym spod kołdry jędrnym tyłkiem, w który tak bardzo chciałam się
wgryźć. Nawet nie zauważyłam, że zamarłam w przejściu i pogrążyłam się
w myślach, patrząc na łóżko, dopóki Caine się nie odezwał.
– Chodź tutaj. Ja nie gryzę.

Gryzienie. Tyle wystarczyło, by lekki rumieniec zmienił się w intensywne


zaczerwienienie w kolorze szkarłatu. Caine spojrzał na mnie, a na jego
przystojnej twarzy pojawił się łobuzerski uśmiech. Położył Lizzy, pomógł
wejść do łóżka Alley i wrócił do przejścia, gdzie wciąż stałam, bawiąc się
zegarkiem na nadgarstku.
Jego gorący oddech połaskotał mnie w szyję, gdy wyszeptał:

– Wiem, o czym myślisz.

Poczułam mrowienie na całym ciele, chociaż mnie nie dotknął. Mogłam


tylko sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby mnie dotknął. Och, Boże. Teraz
myślałam o nim, w tym łóżku, z rękami na moim ciele. Przełknęłam ślinę
i odetchnęłam głęboko. Gdy Caine wrócił do łóżka, poczułam ciągnący się za
nim zapach. Dlaczego nie mógł chociaż źle pachnieć?

Męczył się z telewizorem w sypialni, podłączając kable do odtwarzacza.

– Chyba nieczęsto oglądasz filmy w łóżku?

– Włączam telewizor tylko wtedy, gdy dziewczynki mnie odwiedzają.


Rozmowa o telewizorze i dziewczynkach była mi na rękę – już czułam się
spokojniejsza.

– Ja nie potrafię zasnąć, jeśli chociaż przez chwilę nie pooglądam


telewizji – powiedziałam. – Chyba jesteś jedną z tych osób, które zasypiają,
gdy tylko przyłożą głowę do poduszki?
Caine skończył podłączać kable i na ekranie pojawił się wstęp do jakiejś
bajki Disneya.
Znowu podszedł do mnie.

– Tego nie powiedziałem. Są inne rzeczy, które można robić przed


zaśnięciem i które wolę bardziej niż telewizję.
Musiałam wyglądać jak jeleń przed nadjeżdżającym samochodem, bo
Caine zachichotał.

– Wyluzuj, tylko się z tobą droczę. Wyglądałaś na spiętą, więc


pomyślałem, że ci pomogę, ale tylko to pogorszyłem.
– Posprzątam po podwieczorku. – Pomachałam dziewczynkom i wyszłam
z pokoju.

Pięć minut później Caine wrócił do salonu. Właśnie skończyłam myć


porcelanę do herbaty i osuszałam małe naczynia, żeby spakować je
z powrotem do plecaka dziewczynek.

– Twoje siostrzenice są naprawdę słodkie – powiedziałam.


– Na szczęście wdały się w wujka, a nie w ich matkę.
Zaśmiałam się.

– Oczywiście.
Caine wyjął mi z ręki ścierkę.

– Co, nie uważasz, że jestem słodki?

– To na pewno nie jest słowo, którym bym cię opisała.

– Ach tak? – Wytarł mały talerzyk i podał mi, bym schowała go do


plecaka. – A jakiego słowa byś użyła?

– Nie wiem. Może enigma?


Caine myślał o tym przez chwilę.

– Chyba nie mogę się z tym kłócić.

Gdy skończyliśmy pakować naczynka, usłyszeliśmy wibrację telefonu.

– Mój czy twój? – zapytałam.


– Swój mam w kieszeni, więc na pewno twój.

Podeszłam do kanapy i wyciągnęłam z torebki telefon, ale zamilkł, zanim


odebrałam. Odczytałam na ekranie imię Davisa i westchnęłam głośno.

– Czy wszystko w porządku?


– Tak.

Caine czekał, aż dodam coś więcej.


– To był Davis. Napisał do mnie wcześniej, a ja zapomniałam odpisać.

Pokiwał głową.

– Podjęłaś już decyzję?


– Nie.

– Mam ci pomóc?

Uniosłam brwi.

– Chcesz mi pomóc zdecydować, czy mam dać szansę swojemu byłemu?


– Jasne. Czemu nie? Opowiedz mi o nim.

– Co chcesz wiedzieć?

– Czym się zajmuje? Ile ma lat. Czy był żonaty? Podstawowe rzeczy.
– Okej. Cóż, ma dwadzieścia dziewięć lat, po rozwodzie, jest managerem
regionalnym do spraw sprzedaży w firmie zajmującej się trwałym
wyposażeniem w zakresie medycyny nuklearnej.
Caine posłał mi kpiące spojrzenie.

– Brzmi jak kutas. Nie powinnaś się z nim spotykać.

– Co? Dlaczego?

Uniósł trzy palce i zaczął je opuszczać, mówiąc:

– Z trzech powodów: po pierwsze, ma dwadzieścia dziewięć lat i jest po


rozwodzie. Coś tu nie gra. To źle wróży. Po drugie, to sprzedawca. To samo
w sobie jest czerwoną flagą. Sprzedaje jakieś śmieci, by zarobić na życie. To
tylko kwestia czasu, nim wciśnie ci jakiś kit. I po trzecie, ma na imię Davis. –
Wzruszył ramionami. – To głupie imię.
Popatrzyłam na niego z niedowierzaniem. Poczułam potrzebę, by obronić
swoje poprzednie wybory, i wypomniałam mu, że jego opinia była dość
ironiczna.
– Po pierwsze, ty masz trzydzieści dwa lata i nie jesteś w poważnym
związku. To mówi o wiele więcej niż popełnienie błędu w liceum i ożenienie
się ze swoją dziewczyną. Po drugie, jesteś muzykiem. Wszyscy wiedzą, że
muzycy to nagminni playboye. Powiedziałabym nawet, że zdradzacie dwa
razy częściej niż sprzedawcy. A po trzecie, czytałeś Biblię? Kain nie był zbyt
dobrym człowiekiem.
Caine pokiwał głową.

– Właśnie. Więc znam ten typ. Powinnaś trzymać się od niego z daleka.
Najwyraźniej nie zrozumiałam jego puenty.
– Chyba ci odbiło. Nie wiesz, jakim typem człowieka jest Davis, bo
poznałeś jego wiek i to, czym się zajmuje. To świetny facet. Pracowity, chce
mieć kiedyś rodzinę, co niedzielę dzwoni do swojej matki. Jest nawet
romantyczny – raz zabrał mnie do parku na piknik.

Caine prychnął.

– To nie jest romantyczne. Facet brzmi jak ciota.


Położyłam ręce na biodrach.

– O czym ty mówisz? Oczywiście, że to jest romantyczne. A co ty


uważasz za romantyczne, skoro jesteś takim ekspertem?
Caine odsunął się od kuchennych szafek i podszedł do kanapy, obok
której stałam. Naruszył moją przestrzeń osobistą, ale ja nie chciałam się
ruszyć. Kiedy się pochylił, spojrzał mi w oczy, a nasze nosy niemal się
dotykały.
– Ja nie bawię się w romantyzm – powiedział. – Wolę się pieprzyć jak
zwierzęta niż chodzić na pikniki w parku.

Boże, dlaczego on jest takim dupkiem?


A co ważniejsze, dlaczego tak bardzo mi się to podobało? Na moim ciele
pojawiła się gęsia skórka i przeszył mnie dreszcz, który umiejscowił się
między nogami. Nie wspominając już o tym, że sutki tak mi stwardniały, że
zaraz będę musiała się cofnąć, jeśli on nie da mi więcej przestrzeni. I chociaż
mnie podniecał, to również wkurzał. Postanowiłam skupić się na tym
ostatnim.

– Może dlatego wciąż jesteś singlem.


Caine zmrużył oczy.
– Skoro wszystko w tym facecie jest takie super, to dlaczego tyle czasu
zajmuje ci znalezienie odpowiedzi?
Trafna uwaga. To nie powinno być trudne. Ale jeśli miałam być ze sobą
szczera, powód nie miał nic wspólnego z tym, jak świetny był Davis. Od
dania mu szansy powstrzymywało mnie jedynie to, że nie jest Caine’em.
Poczułam się pokonana.

– Masz rację. Naprawdę nie ma powodu, by nie zjeść z nim jutro kolacji.
Kto wie, może znowu między nami zaiskrzy. Nigdy się nie dowiem, dopóki
nie spróbuję.
Caine odsunął się, miał na twarzy ściągniętą, nieczytelną maskę. Nie
miało znaczenia to, że między nami była chemia, jakiej w życiu nie
doświadczyłam, lub mieliśmy ze sobą więcej wspólnego niż większość
szczęśliwych małżeństw. On nie był mną zainteresowany. Im lepiej go
poznawałam, tym byłam bardziej pewna, że jego wymówka dotycząca
zakazanej relacji między studentką a wykładowcą była tylko wymówką.
Caine West był człowiekiem, który dążył po trupach do celu, jeśli czegoś
naprawdę chciał.
Kiedy między nami pojawiło się więcej przestrzeni, odzyskałam jasność
umysłu.

– Powinnam już iść.


Milczał, gdy schowałam telefon do kieszeni torebki i wyjęłam z niej
klucze, po czym założyłam ją na ramię. Nie ruszył się, kiedy go minęłam, ale
potem złapał mnie za łokieć i zatrzymał.
– Jestem ostatnią osobą, która powinna dawać rady w kwestii związków.
Ale jeśli nie ma chemii, to jej nie wymusisz. Tak jak nie pozbędziesz się jej,
gdy się pojawi.

I znowu chciałam wyczytać z jego komentarza coś więcej, niż miał na


myśli. Powinnam przestać to robić.

– Dzięki, Caine.

Pokiwał głową. Wyglądał na smutnego i zrezygnowanego.


– Dziękuję za to, że dzisiaj mnie zastąpiłaś i uratowałaś w szpitalu.

– Nie ma za co. Najwyraźniej tak to u nas działa. Ciągle się ratujemy.


ROZDZIAŁ 18

Piętnaście lat wcześniej


Taka mała dziewczynka jak ona nie powinna sama jeździć rowerem po
okolicy.

W tym tygodniu czekałem przed kościołem, siedząc na małej ławce


ukrytej przy posągu Maryi – postawiono ją pewnie po to, by ludzie mogli się
modlić w spokoju, a nie prześladować dziesięciolatki. Gdyby ktoś przyłapał
mnie na tym, co robiłem w soboty, wziąłby mnie chyba za faceta
molestującego dzieci.

Moja mała przyjaciółka odstawiła rower po drugiej stronie kościoła,


zapięła go i rozejrzała się, by sprawdzić, czy ktoś patrzy, po czym wbiegła do
środka. Pochyliłem się, ale nie byłem pewny, czy mnie zauważyła, czy nie.
Nawet nie wiedziałem, czego ja, do cholery, szukałem – ale przynajmniej
wiedziałem, jak się tu dostała i że przyszła sama.
Odczekałem kilka minut i dopiero wtedy wszedłem do środka.
Stwierdziłem, że pozwolę jej poczekać po drugiej stronie konfesjonału. Ale
kiedy zakradłem się do kościoła, zauważyłem, że klęczała w ławce blisko
konfesjonału. Miała pochyloną głowę i złączone dłonie.

Musiała wyczuć, że ktoś ją obserwuje, bo po chwili uniosła głowę


i rozejrzała się. Na szczęście spojrzała w złą stronę, więc miałem szansę
schować się za kolumnę. Co ja, do kurwy nędzy, wyprawiałem? Chowałem
się przed dziewczynką, która najprawdopodobniej mieszkała z ojczymem,
który krzywdzi dzieci, i udawałem księdza, żebym… co? Mógł ją uratować?
Kiedy dziewczynka nikogo nie zauważyła, wstała z ławki i podeszła do
konfesjonału. Tak jak tydzień temu najpierw otworzyła drzwi od strony
księdza. Tylko tym razem nie weszła do środka. Była częściowo zasłonięta
drzwiczkami, które przytrzymywała, i nie widziałem, co robiła. Ale sądząc po
tym, jak się pochyliła i wyciągnęła ręce, a potem się wyprostowała,
pomyślałem, że musiała coś tam zostawić. Potem otworzyła drzwi po drugiej
stronie i zniknęła w środku.
Co ona, do cholery, wyprawia?
Zaciekawiony podszedłem do konfesjonału, który wyglądał tak, jak
zawsze. Zobaczyłem obite czerwonym aksamitem krzesło, prowizoryczną
drewnianą ławkę ze skórzanym, zniszczonym podnóżkiem, złoty krzyż na
ścianie… i to wszystko. A potem zobaczyłem monetę leżącą tuż przy
przedniej nodze krzesła. Prawie ją przeoczyłem. Pochyliłem się i ją
podniosłem. Dziewczynka się odezwała, zanim zająłem miejsce.
– Wybacz mi, ojcze, bo zgrzeszyłam.

Zacząłem obracać miedzianą monetę między kciukiem a palcem


wskazującym. Wtedy zaczęliśmy.

– Wyznaj mi swoje grzechy.

W tym tygodniu była jakaś przybita. Nie opowiadała zabawnych historyjek


o Tommym i chociaż siedziała po drugiej stronie przez dwadzieścia minut,
tak naprawdę niewiele powiedziała.
– Jak szkoła?

– Ominęły mnie trzy dni.

– Dlaczego? Byłaś chora?

– Nie.
– To dlaczego nie poszłaś?

– Czy niepójście do szkoły jest grzechem?

– Nie. Ale powinnaś tam chodzić. Edukacja jest bardzo ważna. –


Najwyraźniej dzisiaj udawałem własną matkę, a nie księdza. – I możesz mieć
kłopoty z powodu nieobecności. Wiesz, co to są wagary?

– Nie.
– To celowa ucieczka z zajęć, która jest nielegalna.

– A więc coś może być nielegalne, ale nie jest grzechem?

Do czego ona zmierza?

– Cóż, złamanie prawa ustalonego przez stan Nowy Jork to coś innego niż
złamanie boskiego prawa. Dlaczego nie było cię w szkole?

– Bo czekałam na swoją siostrę.

– Gdzie była, skoro na nią czekałaś?

– Nie wiem. Uciekła w zeszłym tygodniu. Ale zanim odeszła, powiedziała


mi, że po mnie wróci, gdy uda jej się znaleźć nowe miejsce, w którym
będziemy mogły mieszkać.

– A więc nie poszłaś na lekcje?

– Udawałam, że wychodzę rano, a potem wracałam, gdy Benny


wychodził do pracy. Nie chciałam minąć się z siostrą, gdyby po mnie wróciła,
a ja byłabym wtedy w szkole.
– Wiesz, dlaczego twoja siostra uciekła?

Milczała przez długi czas, a potem w końcu powiedziała:


– To chyba przez Benny’ego.

To było pieprzone niedopowiedzenie roku.

– Czy Benny szukał twojej siostry?


– Nie. Często krzyczy i narzeka na nią, gdy wraca z pracy. A potem
zasypia na kanapie, która pachnie jak on.

– Musisz iść do szkoły. Porozmawiaj z nauczycielką. Powiedz jej, co się


dzieje w domu.

– Nie. Nie chcę, żeby siostra miała przeze mnie problemy.


– Nie będzie mieć.

– Sama nie wiem…

Zacząłem myśleć, że czas iść z tym na policję. Ale co miałbym im


powiedzieć? „Cześć. Udaję księdza i musicie znaleźć faceta o imieniu Benny
i chudą dziewczynkę, która jeździ na niebieskim rowerze”?
– Jak masz na imię?

Znowu zamilkła.

– Powinnam już iść.

– Zaczekaj! – Przez cały czas obracałem monetę w palcach, ale nagle


przestałem. – Czy to ty zostawiłaś monetę na podłodze?

Odpowiedziała niskim i melodyjnym głosem.

– Jeśli znajdziesz pieniążek, podnieś go, a spotka cię coś dobrego. –


Potem drzwi skrzypnęły i zamknęły się za nią.

Niezależnie od tego, co złego działo się w życiu tej małej dziewczynki,


zakradała się do konfesjonału, by duchowny znalazł monetę na szczęście.
Niewiarygodne.
ROZDZIAŁ 19

Zgodziłam się na kolację z Davisem pomimo niechęci, która towarzyszyła mi


od kilku dni. Albo raczej nie zrobiłam tego wbrew sobie, tylko na złość
komuś. Bo upewniłam się, że ten ktoś wie o moich planach na wieczór.
Wyprostowałam swoje naturalnie kręcone włosy, włożyłam seksowną letnią
sukienkę i wysokie sandały z paseczkami, które owijały się wokół moich
łydek. Dzięki temu moje nogi wyglądały na dłuższe, a sukienka na
superkrótką. Idealnie.
Moje starania były warte reakcji Caine’a. Nie mógł oderwać ode mnie
wzroku przez całe zajęcia. Postanowiłam dzisiaj usiąść w pierwszym rzędzie
na górze, żeby móc beztrosko kołysać nogami. Czułam pieszczotę jego
rozpalonego wzroku na swojej skórze. Kiedy zajęcia się skończyły, dotarło do
mnie, że napaliłam się na jednego mężczyznę przed randką z innym. To było
oznaką braku szacunku wobec Davisa, nawet jeśli nie miał o tym pojęcia.
A więc gdy zajęcia się skończyły, postanowiłam nie zostawać, by
pogawędzić z Caine’em jak zazwyczaj. Nie było żadnej zasady, która
mówiłaby, że asystentka musi zostać po zajęciach, chyba że prowadziłaby
wykład dodatkowy, mający pomóc studentom. Udało mi się pokonać trzy
stopnie, gdy zatrzymał mnie głos Caine’a.
– Panno Martin, czy możemy chwilę porozmawiać?

Nie mogłam go zignorować. Odetchnęłam głęboko, odwróciłam się


i zeszłam na dół. Kilkoro studentów zostało, by oddać wypracowania, które
były zadane na poprzednie zajęcia. Czekałam cierpliwie na uboczu. Caine
rozmawiał krótko z każdym z nich, a potem schował papiery do torby, przez
cały czas zupełnie mnie ignorując.
W końcu zaczęłam się niecierpliwić.

– Chciałeś ze mną porozmawiać?

Uniósł głowę i patrzył, aż ostatni studenci wyjdą z sali. Kiedy drzwi za


nimi się zamknęły, w końcu skupił się na mnie.
– Co ty wyprawiasz?

Udawałam niewinną.
– Stoję tu, czekając, aż powiesz mi, czego ode mnie chcesz. Czy to nie
oczywiste?
Caine zmarszczył brwi.

– Wiesz, o co mi chodzi, Rachel.

– Nie sądzę.

Nie odpowiedział słowami. Zamiast tego obrzucił mnie spojrzeniem od


stóp do głów. Jego wzrok przesuwał się po mnie tak powoli, był tak
intensywny i gorący, że miałam ochotę zacisnąć nogi. Ale tego nie zrobiłam.
Jakimś cudem udało mi się wyprostować i nawet jeszcze bardziej wypchnąć
pierś do przodu. Kiedy Caine w końcu spojrzał mi w oczy, odwzajemniłam
spojrzenie i nawet nie mrugnęłam. Byłam z siebie cholernie dumna.
– Nie możesz przychodzić na zajęcia tak ubrana.
Spojrzałam na siebie.

– A co jest nie tak z moim strojem?


– Rozprasza męską część słuchaczy wykładu.
Uniosłam brew.

– Słuchaczy?
Skrzyżował ręce na piersi.

– Czy na sali jest echo?

Oparłam ręce na biodrach, chcąc pokazać tą postawą, że nie mam ochoty


na jego żarty.
– Nie ma nic złego w moim stroju. To tylko letnia sukienka i sandały.
Nawet nie mam dekoltu.

Caine skupił wzrok na mojej klatce piersiowej. Sukienka nie miała


dekoltu, ale jej materiał był tak cienki, że moje sterczące sutki napierały na
niego.

– Widzę zarys twoich sutków.

– Zimno tu. – Najpierw chciałam się zakryć, ale… pieprzyć go. Wypięłam
pierś jeszcze bardziej. – Wiesz co? Kilka tygodni temu miałeś tak ciasne
spodnie, że widziałam zarys twojego sprzętu. Czyli to jest w porządku, ale
zarys moich piersi już nie?
Caine skupił na mnie wzrok.

– Patrzyłaś na zarys mojego fiuta? – zapytał zachrypniętym głosem.

– Twoje krocze znajdowało się naprzeciwko mojej twarzy. Nie dało się
nie patrzeć.

Zrobił krok do przodu, a jego nozdrza zafalowały.

– Podobało ci się to, co zobaczyłaś, panno Martin?


Nie miałam pojęcia, skąd mi się to wzięło, ale zapragnęłam jeszcze trochę
podrażnić rozjuszonego byka czerwoną płachtą. Zamiast odpowiedzieć,
przesunęłam językiem po górnej wardze. Powoli. Jego oczy podążały za tym
ruchem.

Sądząc po tym, jak jego pierś unosiła się i opadała gwałtownie, w każdej
chwili mógł wybuchnąć. Czułam się przez to nieustraszona i potężna. Nie
chcesz być ze mną? I dobrze. Ale patrz, co tracisz, profesorze West.
– Nie proś o to, czego nie chcesz, Rachel. Ostrzegam cię. – Zrobił krok
w moją stronę, naruszając moją przestrzeń osobistą.

Jego źrenice się rozszerzyły, wyglądał na cholernie wkurzonego, ale


w jego pociemniałych oczach kryło się coś jeszcze – pożądanie.

Nieśmiało przekrzywiłam głowę i pochyliłam się.

– A kto mówi, że tego nie chcę. Przecież widziałam zarys.

Caine zacisnął szczękę, a ja czekałam z sercem walącym w piersi.


Wstrzymałam oddech, gdy wyciągnął do mnie rękę. Krew szumiała w moich
uszach tak głośno, że nie słyszałam własnego sapnięcia, kiedy Caine złapał
mnie za biodro.
Przygotowałam się na to… Czekałam na wiązankę przekleństw, które na
pewno opuściłyby jego usta, zanimby mnie pocałował.

Ale zamiast tego usłyszałam jakiś inny głos.


– Profesorze West?

O dziwo, wcześniej słyszałam skrzypnięcie drzwi na górze sali, ale mój


mózg tego nie zarejestrował od razu. Dotarło to do mnie dopiero teraz, gdy
rzeczywistość uderzyła mnie w głowę.

Caine cofnął się. Podszedł do swojego biurka i odchrząknął.

– Ginger… Profesor Ashby. W czym mogę pomóc?

Spojrzała na nas.
– Chciałam porozmawiać z tobą na osobności o… studencie. Ale to chyba
nie jest odpowiednia pora? – Wskazała na drzwi, które teraz znajdowały się
za nią. – Mogę wpaść później.
– Nie. W porządku. – Popatrzył na mnie surowo. – Panna Martin i ja już
skończyliśmy.

Przez chwilę byłam w szoku, bo sytuacja zmieniła się tak nagle. Ale
szybko ogarnął mnie gniew. Spojrzałam na niego z obrzydzeniem
i powiedziałam tak cicho, że Profesor Różowa nie mogła mnie usłyszeć:

– Mówisz poważnie?

Podniósł swoją torbę. Pożądanie, które widziałam jeszcze dwie minuty


temu w jego oczach, teraz zniknęło.
– Skończyliśmy, Rachel – wyszeptał.

Ten drań już mnie zbywał. Cóż, a więc pierdol się, Cainie West.
Ruszyłam schodami na górę, a Caine szedł za mną, zachowując bezpieczną
odległość. Profesor Różowa wciąż stała na szczycie schodów – dzisiaj miała
na sobie garnitur w kolorze morskim. Najwyraźniej lubiła żywe kolory.
Chyba chciała wyróżniać się w morzu ubranych na czarno nowojorskich
kobiet.
Kiedy dotarłam na górę, uśmiechnęła się do mnie.

– Podobają mi się twoje sandały. Ale musi być ciężko chodzić w nich po
uczelni.

W odpowiedzi uśmiechnęłam się szeroko i promiennie.

– Dziękuję. Ale miałam dzisiaj tylko jeden wykład. Założyłam je


specjalnie na randkę, którą niedługo mam. – Odwróciłam się w stronę
Caine’a, szczerząc się do niego. – Do zobaczenia w piątek, profesorze West.
Nie chcę, żeby Davis zbyt długo na mnie czekał.

Nie dałam mu tej satysfakcji i nie spojrzałam na niego drugi raz, idąc do
wyjścia.
ROZDZIAŁ 20

Miałam spieprzony humor. Niech cię szlag, Cainie West, będę się dobrze
bawić z Davisem, nawet jeśli fizycznie mnie to zaboli. Siedziałam
w samochodzie przez kilka chwil, by się uspokoić, a potem ruszyłam w stronę
restauracji. Spojrzałam na szyld i dotarło do mnie, że Davis wybrał miejsce,
w którym byliśmy jako para, gdy się spotykaliśmy przez krótki czas.
W Roberto’s jedzenie było pyszne, atmosfera romantyczna, a wygląd nieco
staroświecki. Zastanawiałam się, czy celowo wybrał to miejsce ze względu na
wspomnienia.
W środku rozejrzałam się po pomieszczeniu i zauważyłam go przy stoliku
w kącie. Właśnie tam siedzieliśmy za pierwszym razem. Już nie wątpiłam, że
Davis próbował odtworzyć tamten dzień – wybrany przez niego stolik to
potwierdził. Właściwie to było słodkie z jego strony, bo widocznie się starał.
Taki był Davis – słodki i troskliwy. Zupełne przeciwieństwo zgorzkniałego
i egoistycznego Caine’a.
Nie miałam pojęcia, dlaczego porównywałam tych dwóch mężczyzn. To
nie było fair w stosunku do Davisa, mimo że wygrałby niemal w każdej
kategorii, którą zapisałabym na papierze i przeanalizowała. Problem w tym,
że dzięki Caine’owi czułam coś, czego nie potrafiłam nazwać – nawet nie
potrafiłam tego opisać. I z powodu, którego nawet nie rozumiałam, to głupie
uczucie niszczyło całą wspaniałość Davisa.
Ale dzisiejsze popołudnie otworzyło mi oczy. Niemal rzuciłam się na
mężczyznę, któremu się podobałam, ale który jednocześnie wcale mnie nie
chciał. Nic dobrego nie wyniknie z kuszenia faceta, którego interesował tylko
seks i który natychmiast pożałowałby tego, że uległ pokusie.
Westchnęłam i obiecałam sobie, że będę się dzisiaj dobrze bawić i skupię
się na siedzącym przede mną mężczyźnie.
Gdy podeszłam do stolika, na widok uśmiechu Davisa przypomniały mi
się wszystkie miło spędzone z nim chwile. Wstał i przytulił mnie mocno. To
było przyjemne. Otoczył mnie ciasno ramionami w talii i ukrył twarz
w moich włosach, zaciągając się głęboko moim zapachem.
– Tęskniłem za tobą – powiedział. – Pachniesz tak dobrze.

Nawet nie wiedziałam, jak bardzo tęskniłam za przytulaniem. Tak, za


samym seksem z mężczyzną też… ale bycie przytulaną i chcianą też mi się
cholernie podobało. W głębi duszy wiedziałam, że potrzebowałam tego, bo
Caine mnie odrzucił, ale odepchnęłam tę myśl i pozwoliłam sobie cieszyć się
uściskiem Davisa. Dopiero po dłuższej chwili mnie puścił, a gdy to zrobił,
odsunął się i złapał mnie za ręce, by mi się przyjrzeć.
– Wow. Wyglądasz niesamowicie, Rach.
– Dziękuję.

Usiedliśmy, a Davis po prostu się na mnie gapił.

Zachichotałam nerwowo.

– Patrzysz na mnie tak, jakbym miała dwie głowy.


Jego oczy robiły się takie łagodne, gdy się uśmiechał.

– Właśnie myślałem o… Pamiętasz to zdjęcie, które zrobiliśmy po tym,


jak skończyłem studia? To, na którym ja mam togę, a ty założyłaś moją
czapkę i uśmiechasz się szeroko?
– Chyba tak.

– Cóż, wydrukowałem je i trzymam je w szufladzie i… – Urwał.


– I co?

– Nic. Nie chciałem cię przestraszyć, zanim dostaniemy przystawki.

Wybuchnęłam śmiechem.
– Nie wygłupiaj się. Co chciałeś powiedzieć?

Davis spojrzał mi w oczy.

– Chciałem powiedzieć, że czasami budzę się i patrzę na nie, ale


w rzeczywistości jesteś jeszcze ładniejsza. – Skupił wzrok na moich ustach. –
Tęskniłem za twoim uśmiechem. To wszystko.
W jego wzroku było tyle ciepła. Chyba był zaraźliwy, bo poczułam, jak
moje wnętrzności zmieniają się w papkę. Dlaczego sądziłam, że ta randka
będzie kiepskim pomysłem? W tej chwili nie mogłam znaleźć ani jednego
powodu. Przeszkodziła nam kelnerka, która przyszła, by przyjąć zamówienie
na napoje. Davis zamówił gin z tonikiem, a potem spojrzał na mnie.
– Dietetyczna cola?
Dzisiaj miałam ochotę zaszaleć.

– Ja też poproszę gin z tonikiem.

Kiedy kelnerka zniknęła, Davis uniósł brew. Wiedział, że stronię od


alkoholu. Pamiętał również tę jedną noc, gdy wypiliśmy za dużo
i wylądowaliśmy w łóżku.

– Czy dzisiaj jest jakaś wyjątkowa okazja?


– Chyba tak. Nie widzieliśmy się dość długo.

– Za długo.

Gdy skończyłam drinka, mięśnie moich ramion i szyi się rozluźniły.


Zaczynaliśmy czuć się przy sobie komfortowo, tak jak kiedyś.
Opowiedziałam mu o swoich zajęciach, a on zapytał o moją siostrę. Nigdy nie
lubiłam rozmawiać o sobie, więc skierowałam temat rozmowy na niego.
– A co nowego u ciebie? Jak twoja praca?
– Dobrze. Dostałem mały awans – będę działał na większym obszarze.

– Wow. Gratulacje. Wiedziałam, że świetnie sobie poradzisz. Czy


dostałeś duży, ładny gabinet z dala od innych?

– Nie, trzy czwarte czasu spędzam w drodze. Ale dali mi rabat na


samochód, więc kupiłem sobie nowy, żeby przyjemniej mi się pracowało.

– I co kupiłeś?
– Audi A4. Z ręczną skrzynią biegów. Dzięki temu jazda po pagórkach
i zakrętach jest ciekawsza.

Mój umysł był dla mnie nie fair. Natychmiast skupił się na wspomnieniu
Caine’a prowadzącego jego mały samochód – i na tym, jak trzymał drążek
zmiany biegów. To dziwne, że zrobiło mi się gorąco, a co dziwniejsze,
zaczęłam wiercić się na krześle.
Upiłam łyk drinka.

– Będziesz musiał mnie kiedyś zabrać na przejażdżkę.

– Chętnie. Jeśli chcesz, możesz się nawet nim przejechać.

– Dziękuję – prychnęłam. – Caine nie chciał mi pożyczyć swojego auta.


Bał się, że zniszczę jego cudeńko.

– Caine?

– Profesor West. Mój promotor.

Davis zastanawiał się nad tym przez chwilę, a potem pokiwał głową.

– Ach, tak. Wspominałaś o nim wcześniej w O’Leary’s. Nadal pracujesz


tam sześć dni w tygodniu?

– Właściwie od kilku tygodni już nie. Musiałam trochę odpuścić, bo


jeszcze prowadzę zajęcia, mam dyżury ze studentami, spotkania wydziału
i zajmuję się tworzeniem planów zajęć.

Podczas kolacji rozmawialiśmy jak starzy przyjaciele, którzy dawno się


nie widzieli. Z Davisem miło spędzało się czas, a dzięki temu, że tak długo
się znaliśmy, czułam się komfortowo – przy nim zawsze się tak czułam.
Kiedy rozmowa ucichła, zauważyłam, że nad czymś się zastanawia.

– Wyrzuć to z siebie – powiedziałam.


Zachichotał.

– Zawsze potrafiłaś zauważyć, że coś mnie dręczy.


– Co się dzieje? Czy wszystko w porządku?
Przestał jeść i odłożył widelec.

– Wcześniej mówiłaś, że z nikim się nie spotykasz?


– To prawda.
– Czy jest ku temu jakiś powód?

– Poza tym, że ledwie mam czas oddychać, a większość facetów


w O’Leary’s to gliniarze na emeryturze? Raczej nie.

– Czy spotykałaś się z kimś, odkąd… no wiesz… byliśmy razem?

– A czy liczy się jeden facet, który okazał się totalnym dupkiem i Charlie
niemal uderzył go kijem do bejsbola?

Zaśmialiśmy się, ale Davis znowu spoważniał.

– Ja spotykałem się przez jakiś czas z pewną kobietą. Ze Stacey.


Mieliśmy ze sobą wiele wspólnego i świetnie się dogadywaliśmy.

Poczułam ukłucie zazdrości.


– I wciąż jesteście razem?

– Nie. Zerwaliśmy.

– Co się stało?
Davis odwrócił wzrok na kilka sekund, a potem spojrzał mi w oczy.

– Nie była tobą.


Trzykrotnie otwierałam usta, by odpowiedzieć, ale za każdym razem je
zamykałam, bo nie wiedziałam, co powiedzieć. Davis zauważył moje
zdziwienie i wydawał się rozbawiony.

– Nie musisz nic mówić. Pozwól mi dokończyć, okej?

– Okej… – Udało mi się powiedzieć jedno słowo, ale i tak się liczyło.
– Po pierwsze, nie tak planowałem z tobą o tym porozmawiać. Chciałem
zjeść dzisiaj z tobą kolację, oczarować cię i przypomnieć, jak świetnie nam
było razem, a potem wyjść gdzieś jeszcze kilka razy, zanim w ogóle ci o tym
powiem.
– To chyba nieco zboczyłeś z kursu.

– Tak… Przepraszam. Zrobiłem się trochę zazdrosny i przyspieszyłem.

– Zazdrosny? O co?

– O nic. To głupota.

– Powiedz mi.

– Wcześniej kilka razy wspomniałaś o swoim profesorze, a potem


powiedziałaś, że byłaś z nim w jednym samochodzie, i wyobraziłem sobie…
Mój umysł zaczął panikować. Myślałem, że może się z nim spotykasz, czy
coś.

Obruszyłam się i zaprzeczyłam.

– Zdecydowanie nie. – Chociaż słysząc swój stanowczy głos, nawet ja nie


uwierzyłam w to zaprzeczenie. Zawzięte zaprzeczanie jest zazwyczaj
najgłośniejszym przyznaniem się do winy. Ale Davis chyba tego nie
zauważył.

– W każdym razie po tym, jak już przypomniałbym ci, jak dobrze nam
było razem, planowałem ci powiedzieć, że nigdy nie przestałem o tobie
myśleć. – Zamilkł, patrząc na mnie nieśmiało i niepewnie. – Próbowałem
ruszyć dalej, ale każda osoba, z którą zaczynałem się spotykać – niezależnie
od tego, jak była wspaniała – miała jedną wadę, na którą nie potrafiłem
przymknąć oka. Nie była tobą.
Wow. Po prostu… wow. Jego powaga zupełnie wytrąciła mnie
z równowagi. Byłam też nieco zdezorientowana.

– Ale nie rozumiem. Kiedy przestaliśmy się spotykać, powiedziałeś, że


nie jesteś gotowy na związek. Całkowicie to rozumiem, biorąc pod uwagę to,
przez co przeszedłeś. Potrzebowałeś czasu i przestrzeni. A mimo to niedługo
potem zacząłeś się z kimś spotykać. A więc tak naprawdę nie potrzebowałaś
czasu? Potrzebowałeś czasu z dala ode mnie?

Davis przeczesał palcami swoje krótkie włosy. Były nieco dłuższe niż
jego wcześniejsza fryzura na żołnierza, ale wciąż schludnie przycięte blisko
skóry. Znowu pomyślałam o Cainie. On często przeczesywał palcami swoje
gęste, niesforne włosy, kiedy starałam się go wkurzyć.
– Poniekąd masz rację. Potrzebowałem czasu z dala od ciebie, bo nie
wiedziałem, jak działać powoli. Widziałem z tobą przyszłość i to mnie
przestraszyło, bo właśnie zakończyłem związek, który też kiedyś widziałem
jako przyszłość. Gdy przez kilka miesięcy spotykałem się ze Stacey, nie
widziałem przyszłości dla tego związku, ale i tak z nią byłem z wygody.

– A więc byłeś przez kilka miesięcy z kobietą, bo nie widziałeś z nią


przyszłości. Ale inną zostawiłeś po kilku tygodniach, bo widziałeś z nią
przyszłość?

Davis zaśmiał się kpiąco.

– To dość głupie, wiem.


Właściwie nie. To brzmiało jak mechanizm obronny. Jeśli wiesz, że nie
możesz powstrzymać się przed zjedzeniem całego tortu, to nie kupujesz go
w sklepie w ogóle.
– To nie jest głupie. Rozumiem. Po prostu wtedy to nie była dla nas
odpowiednia chwila.
Kiedy Davis i ja przestaliśmy się widywać, byłam zła – chociaż logiczna
część mnie rozumiała, że on miał rację. Ale zawsze wierzyłam, że był ze mną
szczery, że potrzebował wolności. Stwierdziłam, że jeśli jest nam to pisane,
pewnego dnia się odnajdziemy. I tak się stało.

I ten dzień nadszedł.

Nie byłam w żadnym związku, więc powinno być mi łatwo zacząć tam,
gdzie skończyliśmy.

Tylko że…
Nie było łatwo.
A czy miłość nie powinna przychodzić z łatwością? Spójrzmy tylko na
Umberta i Lydię…

– Powiedz coś.

Moje myśli były tak chaotyczne, że dopiero po kilku chwilach dotarło do


mnie, że długo milczałam.

– Nie mam pojęcia, co powiedzieć.

– Cóż, to w takim razie mogę dokończyć i wyłożyć kawę na ławę?

– Dokończyć?
Zachichotał.
– Nie martw się. Dużo nie zostało. – Davis sięgnął po moją dłoń. –
Popełniłem w życiu ogromne błędy, ale największym było to, że cię
zostawiłem. Wiem, że może się to wydawać podejrzane, ale wierz mi, taka
jest prawda. Myślałem o tobie każdego dnia. Po prostu w końcu dojrzałem do
prawdy.
Powiedział wszystko to, co chciałam usłyszeć… dziewięć miesięcy temu.
Tylko teraz nie byłam pewna, czy Davis kiedykolwiek był dla mnie tym
jedynym. Jeśliby był, to dlaczego nie byłam bardziej zdruzgotana? Dlaczego
udało mi się odpuścić? Wracałam myślami do Lydii i Umberta. Ona nie
potrafiła odpuścić nawet teraz – kiedy on jej nie pamięta i myśli, że jest
zakochany w innej kobiecie.
Ale może niezaprzątanie swoich myśli Davisem było moim
mechanizmem obronnym. Może zakopałam swoje uczucia głęboko, by nie
cierpieć… Kto wie. Teraz po prostu czułam się przytłoczona
i zdezorientowana.
– Nie wiem, co powiedzieć.

– Już to mówiłaś – zażartował z chłopięcym uśmiechem. – A może


chociaż powiedz, że to przemyślisz? Nie mów „nie”. A przynajmniej jeszcze
nie teraz. Masz czas.
– Okej.

– Okej? – Wytrzeszczył oczy. – Chodzi ci o to, że to przemyślisz?

– Tak. W tej chwili nie potrafię myśleć jasno, bo trochę wypiłam, a także
przez to, co właśnie powiedziałeś. I mój umysł nie jest w stanie tego teraz
przetrawić.

– To lepsze niż odmowa. Na razie mi wystarczy.


Jakimś cudem udało nam się wrócić do zwykłej rozmowy i cieszyć resztą
naszej… randki? Czy my w ogóle byliśmy na randce? Powiedziałam tak
Profesor Różowej, ale tylko po to, by wkurzyć Caine’a. Co ja i Davis
robiliśmy? Tak naprawdę nie uważałam tego spotkania za randkę – po prostu
spotkałam się z nim przy kolacji.
Chociaż pod koniec wieczoru czułam się, jakbym zdecydowanie była na
randce.

Kiedy kolacja dobiegła końca, cieszyłam się, że przyjechałam do


restauracji sama zamiast pozwolić mu po siebie przyjechać, jak sugerował.
Dzięki temu uniknęłam niezręcznej chwili, gdy nie zaprosiłabym go do
mieszkania, i przejmowania się tym, jak to by wyglądało, gdybym jednak go
zaprosiła. Chociaż udało mi się uniknąć tego niezręcznego momentu, do
kolejnego doszło, gdy Davis odprowadził mnie do samochodu.
Ujął moje dłonie i zapytał:
– Czy mogę do ciebie zadzwonić za kilka dni? Może umówimy się na
kawę, czy coś?

Uśmiechnęłam się.

– Jasne. Chętnie.
Pochylił się powoli, zupełnie jakby chciał mi dać szansę się odsunąć,
zanim naruszy moją przestrzeń osobistą, a potem lekko musnął moje wargi
swoimi.
– Dobranoc, Rach.

Oszołomiona ostatnimi dwoma godzinami wsiadłam do samochodu,


a Davis zamknął za mną drzwi. Poczekał, aż uruchomię silnik, i dopiero
wtedy ruszył do swojego auta. Potrzebowałam chwili, zanim odjadę, więc
wyciągnęłam telefon z torebki i sprawdziłam nieodebrane połączenia
i wiadomości. Od razu zauważyłam esemesa od Caine’a. Musiał przyjść
podczas kolacji.
Caine: Nie rób niczego głupiego, by się na mnie odegrać.

Co za tupet! Ten facet naprawdę sądził, że świat kręci się wokół niego.
Mgła, która otaczała mój mózg, nagle zniknęła i znowu się wkurzyłam.
Odpisałam pod wpływem chwili.
Rachel: Chrzań się. Nie zawsze chodzi o ciebie.

Kropki natychmiast zaczęły podskakiwać.


Caine: Ale teraz tak.

Przez moje myśli przetoczyło się sto różnych odpowiedzi. Ale potem
zauważyłam, że Davis czekał, aż odjadę z parkingu, zanim sam to zrobi.
Boże, ale jestem idiotką. Wrzuciłam telefon do torebki, zmusiłam się do
uśmiechu i jeszcze raz pomachałam Davisowi, zanim ruszyłam.

Restauracja znajdowała się jakieś dwadzieścia minut drogi od mojego


mieszkania. Chciałam dotrzeć tam w pięć minut, ale nagle musiałam dać po
hamulcach i ledwo uniknęłam uderzenia w tył hondy, która zatrzymała się
przed znakiem stopu. Byłam taka zła, taka nieskupiona, że nie zauważyłam
dużego świecącego w ciemności znaku ani samochodu, który ustępował
pierwszeństwa.

Z powodu tego, że emocje wzięły nade mną górę i adrenalina krążyła


w moich żyłach po niedoszłym wypadku, moje serce waliło w piersi jak młot.
Musiałam zjechać na pobocze, żeby naprawdę nie doprowadzić do stłuczki.
Oczywiście skoro już się zatrzymałam, wyciągnęłam telefon z torebki.

Głupie zachowanie.
Powinnam po prostu odetchnąć, uspokoić się i wrócić do domu
z normalną prędkością. Zamiast tego odblokowałam ekran i zobaczyłam
nieodebrane połączenie od Caine’a i wiadomość. Nie nagrał się na sekretarce,
ale napisał: „Musimy pogadać”.

Byłam wściekła. Nie tylko myślał, że zawsze chodziło o niego, ale jeszcze
mi rozkazywał. „Musimy pogadać”.

Wiecie co? Miał rację. Rzeczywiście musimy porozmawiać. Ale dojdzie


do tego na moich warunkach i to ja będę mówić.

Moje opony zapiszczały, gdy zjechałam z pobocza i ruszyłam w stronę


Manhattanu. Zaraz porozmawiamy, jak sobie życzył.
ROZDZIAŁ 21

Jeśli sprawdzicie w słowniku definicję słowa „niestabilna”, na pewno


znajdziecie obok moje zdjęcie.

W ciągu pięciu lub sześciu godzin byłam podniecona podczas zażartej


sprzeczki, w trakcie której kusiłam Caine’a, by mnie dotknął, zła
i zrezygnowana po tym, jak mnie spławił, a potem zdezorientowana,
a jednocześnie mile połechtana, bo Davis powiedział mi, że chce do mnie
wrócić. A gdy tylko kolacja dobiegła końca, Caine znowu zaczął rozkazywać
mi przez esemesy i ponownie poczułam gniew.
Teraz dochodziła niemal jedenasta, a ja zaparkowałam dwa budynki od
mieszkania Caine’a. Nagle gniew, który towarzyszył mi podczas jazdy,
zniknął, a ja zaczęłam się zastanawiać, po co tu w ogóle przyjechałam. Jak
już mówiłam, jestem niestabilna.
Co ja tu robię? Chciałam nawtykać Caine’owi, powiedzieć mu, co myślę
o jego zmiennym zachowaniu. Jasne, chciałam powiedzieć mu coś niemiłego.
Ale wiedziałam, że tak naprawdę nie tego pragnęłam. Siedząc we wciąż
ciepłym samochodzie, wyjęłam telefon i jeszcze raz przeczytałam
wiadomości od Caine’a.
„Nie rób niczego głupiego, by się na mnie odegrać”.

Nie mylił się. Moje dzisiejsze wybory – to, jak się wystroiłam na zajęcia,
na wiele godzin przed randką, że włożyłam coś seksownego, a nawet
postanowiłam pójść na tę kolację – wszystkie dotyczyły Caine’a…
i większość z nich była głupia.
Odetchnęłam ciężko i długo. To był zły pomysł. Kilkukrotnie uderzyłam
czołem w kierownicę, próbując wbić sobie trochę rozumu do głowy. Ta cała
niestabilność emocjonalna sprawiła, że byłam zmęczona, naprawdę
zmęczona. Po raz ostatni spojrzałam na budynek, w który mieszka Caine,
uruchomiłam silnik i wróciłam do siebie na Brooklyn.

Znalezienie po ósmej miejsca parkingowego w mojej okolicy jest


niemożliwe. Byłam zbyt zmęczona, by szukać, i wolałam od razu pojechać na
drogi parking znajdujący się pięć przecznic dalej niż krążyć przez godzinę
bez celu i się irytować. Już dość się dzisiaj nawkurzałam.
Kiedy dotarłam na swoją przecznicę, przeklinałam wysokie szpilki,
a także zarząd miejski za to, że nie dba o popękane chodniki, po których
musiałam chodzić. Trzykrotnie niemal się przewróciłam. W końcu dotarłam
do swojego bloku i krzywiłam się niemal przy każdym kroku, gdy
wchodziłam po wysokich schodach. Mruknęłam do siebie, kiedy otworzyłam
zewnętrzne drzwi i okazało się, że znowu są niezamknięte. Każdy mógłby
przez nie wejść.
Podskoczyłam, gdy weszłam do środka i zobaczyłam stojącego tam
mężczyznę. Instynktownie zaczęłam krzyczeć.

Caine wyglądał niemal na tak przestraszonego, jak ja. Uniósł ręce


w powietrze.

– Rachel, to tylko ja.

Złapałam się za serce.

– Co ty tu, do cholery, robisz? Chcesz mnie wystraszyć na śmierć?


– Przepraszam. Nie chciałem. Ale drzwi były otwarte, więc wszedłem.
Już miałem wyjść, bo nie otwierałaś, gdy dzwoniłem domofonem.
Moje serce zabiło mocniej. To naprawdę był okropny dzień.
– Co ty tutaj robisz?

– Przyszedłem z tobą porozmawiać.

Mój strach szybko zmienił się w gniew.


– Racja. Musimy porozmawiać. Oznajmiłeś to wyraźnie w swojej
ostatniej wiadomości. – Postanowiłam nieco naciągnąć prawdę. – Kiedy
żegnałam się z Davisem.
Caine zacisnął szczęki.

– Cieszę się, że chociaż wróciłaś do domu.


Chciałam go zranić tak, jak on mnie.

– Tak. Bo wolę szybki seks, powrót do domu i spanie we własnym łóżku.

Wycedził przez zęby:

– Chodźmy na górę i porozmawiajmy, Rachel. Nie chcę prowadzić tej


rozmowy na korytarzu twojego bloku.
– Po co rozmawiać? Zrozumiałam, Caine. Nie jesteś zainteresowany. Cóż,
twój fiut może być zainteresowany, ale ty nie jesteś.

Zgromił mnie spojrzeniem.


– Pięć minut. Czy możemy iść na górę i porozmawiać jak dorośli?
Proszę?

Odwzajemniłam jego spojrzenie.


– Dobra.
Gdy jechaliśmy ciasną windą na drugie piętro, powietrze między nami
iskrzyło. Wyczułam na sobie wzrok Caine’a, ale nie chciałam patrzeć nigdzie
indziej, tylko przed siebie. Kiedy winda zapiszczała, dźwięk skojarzył mi się
z gongiem przed walką na ringu. Runda dziewiąta, czas start.
Moje mieszkanie było małe, ale nagle czułam się w nim jak w pudełku na
buty. Upuściłam torebkę w kuchni i już miałam sobie ulżyć i zdjąć te
okropnie niewygodne szpilki, ale zastanowiłam się nad tym i stwierdziłam, że
muszę być wyższa, by móc spojrzeć Caine’owi prosto w oczy, gdy będę
z nim rozmawiać.

Napięcie między nami narastało, chociaż żadne z nas nie powiedziało ani
słowa. Caine złamał się pierwszy.

– Nie chciałem, żebyś popełniła błąd, którego będziesz żałować, tylko


dlatego, że rozstaliśmy się dzisiaj pokłóceni. Ale skoro przybyłem za późno,
to może powinienem już iść.
– Ale z ciebie dupek! – krzyknęłam.

Caine spiorunował mnie wzrokiem. Zaciskał szczęki tak mocno, że mógł


mu pęknąć ząb. Gdy zobaczyłam go takiego wkurzonego, poczułam się
silniejsza, to mnie napędzało. Byłam jak ćpunka, a każdy jego wybuch
gniewu był dla mnie jak kolejna krecha. Chciałam więcej.
– Świat nie kręci się wokół ciebie. Jest wiele powodów, by przespać się
z Davisem, które nie mają z tobą nic wspólnego. Pomyślmy… – Zaczęłam
wyliczać na palcach. – Po pierwsze, on jest ze mną szczery. Nie wymyśla
wymówek, by uniknąć prawdy. Po drugie, przyznaje się do błędu. Jak dzisiaj,
gdy przyznał, jak bardzo za mną tęskni i chce, żebyśmy znów byli razem.
Nozdrza Caine’a zafalowały, więc pomyślałam, że podsycę w nim ogień,
by wybuch był silniejszy.

– Po trzecie, jest dobry w łóżku. Jest uważny i szczodry. Wiesz, teraz, gdy
tak o tym myślę, widzę związek między byciem szczerym w kwestii siebie
i swoich emocji a byciem dobrym w łóżku.
Caine stał prosto, chociaż widziałam, jak zaciska i rozluźnia dłoń,
próbując się kontrolować. Ten facet był taki wkurzający i uparty.
Sfrustrowana ruszyłam do kuchni po coś do picia. Kiedy nie zszedł mi
z drogi, celowo otarłam się o niego, przechodząc obok.
– Rusz się, dupku.

Oddech ugrzązł mi w gardle, kiedy złapał mnie za łokieć i obrócił.


– Myślisz, że szczerość i bycie dobrym w łóżku idą w parze? To powiem
ci coś, co tylko potwierdzi, że jestem dupkiem. Stoisz tu i mówisz mi, że
przeleciałaś innego faceta, a ja myślę tylko o tym, jak bardzo mnie jutro
znienawidzisz, jeśli pokażę ci, co naprawdę znaczy się z kimś pieprzyć. Nie
w miły sposób. Tylko tak, że popchnąłbym cię, oparł o ścianę i zerżnął, ssał
twoją skórę tak mocno, że zostawiłbym ślady – aby następnym razem, gdy
rozebrałabyś się, żeby się na mnie odegrać, ten dupek wiedział, że go
uprzedziłem.
Caine pociągnął mnie za łokieć, by zbliżyć do siebie. Patrzyliśmy sobie
prosto w oczy.

Mój głos drżał, gdy powiedziałam:

– Nie spałam z Davisem, by się na tobie odegrać.

– To dlaczego się z nim pieprzyłaś, Rachel?

To była chwila prawdy. Nie odrywając od niego wzroku, przełknęłam


dumę i wyszeptałam:
– Nie spałam z nim. Powiedziałam tak, by cię wkurzyć.

Jego oczy pociemniały tak bardzo, że stały się niemal czarne. Gapiliśmy
się na siebie przez długi czas, dając słowom wsiąknąć, a potem puścił moje
ramię. Na początku myślałam, że znowu mnie odrzuca. A potem zobaczyłam,
że złapał ręką za pasek spodni.

– Odwróć się. Pochyl i oprzyj dłonie o ścianę.


Spojrzałam na niego pytająco, zbyt zdezorientowana, by wydać jakiś
dźwięk.

Skinął głową w stronę ściany za mną.

– Ściana. – Odpiął sprzączkę, pociągnął za pasek i wyjął go ze szlufek ze


świstem. – Trzymaj się mocno.

Czułam się tak, jakbym opuściła własne ciało, a ono samo podeszło do
ściany. Widziałam, jak się pochylam i rozczapierzam palce szeroko na
ścianie. Patrzyłam na wolno rozwijającą się scenę. Czułam za sobą ciepłe
ciało Caine’a, jeszcze zanim się odezwał.

– Ta kiecka… – W tej pozycji materiał ledwie zakrywał mój tyłek, ale on


podciągnął go do talii, odkrywając pośladki. – Chciałaś mnie kusić tą
pieprzoną kiecką, co?
Nie sądziłam, że naprawdę oczekiwał odpowiedzi – nie byłam pewna, czy
w ogóle byłam w stanie odpowiedzieć. Ale się myliłam.

– Prawda? Powiedz to. Powiedz, że zrobiłaś to, by mnie kusić.


Pokiwałam głową.

– Tak. Włożyłam ją dla ciebie.

Dał mi siarczystego klapsa w tyłek. On mnie… uderzył. I to mocno.

– To za to, że byłaś dla mnie taka podła, gdy ja próbowałem być dobry.

O Boże. Zrobiło mi się mokro między nogami. Sapnęłam. Pochylił się,


nakrywając sobą moje ciało, i odsunął mi włosy na bok, by pocałować mnie
w szyję. Czułam jego podniecenie przy tyłku, nawet przez dżinsy, które wciąż
miał na sobie. Jego gorący oddech sprawił, że moje ciało zadrżało.
– Podoba ci się to, prawda? Zapamiętam to.

Potem nagle się wyprostował, a moje ciało owiało chłodne powietrze.


Wsunął palce pod moje stringi i ściągnął je ze mnie, klękając z tyłu.

– Rozłóż szerzej nogi.


Pochylił głowę, która znalazła się dosłownie między moimi nogami.
Jęknęłam, modląc się, by kolana się pode mną nie ugięły, gdy przysunął twarz
do mojej kobiecości. Nie był delikatny, tylko zdesperowany i brutalny. Ssał
mocno moją cipkę i karmił się moim podnieceniem, jakby umierał z głodu,
a to był jego ostatni posiłek. Poczułam, że mój orgazm narasta szybciej niż
kiedykolwiek, i pomyślałam, że mogę nie być w stanie utrzymać równowagi.
– Taka cholernie słodka… – jęknął Caine. – Taka cholernie mokra dla
mnie. – Wepchnął we mnie dwa palce, a moje oczy uciekły w głąb czaszki.
– Caine. – Jęknęłam.

Wyjął ze mnie palce i wepchnął je ponownie.

– Tak cholernie ciasna.


– Caine! – krzyczałam zdesperowana. – Boże, Caine!

W odpowiedzi wstał i znowu się nade mną pochylił. Wolną ręką obrócił
moją głowę w bok i zmiażdżył mi usta w pocałunku. Jego palce nie
zatrzymywały się, język mnie pieścił. To wszystko działo się tak szybko – to
było zbyt wiele. Jego erekcja napierała na rozgrzane miejsce na moim tyłku,
gdzie przed chwilą mnie uderzył, palce poruszały się we mnie, czułam jego
usta, język, zapach… wszystko. Orgazm brutalnie we mnie uderzył, Caine
połknął moje jęki, nie przestając mnie pieścić, aż już nie mogłam oddychać.
Oboje dyszeliśmy ciężko, a on wciąż się nade mną pochylał. Jego oddech
sprawiał, że na moim spoconym ciele pojawiła się gęsia skórka.

– Wszystko dobrze? – zapytał.


Uśmiechnęłam się głupkowato w odpowiedzi.

– O mój Boże, tak. Nigdy nie było lepiej.

Zachichotał.

– Chcesz skończyć przy ścianie czy w łóżku?


– Skończyć? Myślałam, że już to zrobiłam.

– Nie, Złośnico. – Wziął mnie w ramiona. – Dopiero zaczęliśmy.

Jeśli to była prawda, to trochę się bałam, bo to, co już się wydarzyło,
totalnie zwaliło mnie z nóg. Caine chyba czytał mi w myślach.

Pocałował mnie i podniósł.


– Do łóżka. Twoje nogi odpoczną.

Podobał mi się ten wybór. Oparłam głowę o jego pierś, mówiąc:


– Chętnie odpocznę.
– Powiedziałem, że twoje nogi odpoczną – nie ty.
ROZDZIAŁ 22

Oparłam się na łokciach, podziwiając przedstawienie.


Caine przyłapał mnie na tym i uśmiechnął się drwiąco.

– Wiesz, mogłabyś mi trochę pomóc i się rozebrać, skoro ja właśnie to


robię.

– Ale podoba mi się oglądanie ciebie.

Pokręcił głową i wrócił do zdejmowania koszuli. Spodnie miał rozpięte.


Zsuwały się z jego wąskiej talii. Moje oczy skupiły się na wyrzeźbionych
mięśniach w kształcie litery V. Kiedy skończył, rzucił koszulę na podłogę.

– Powinieneś nauczać bez koszuli.

– Uczelni na pewno by się to spodobało – zakpił.

– Spodobałoby się im to, że kobiety z innych uczelni, na których


wykładają brzydcy, starzy faceci, przeniosłyby się do nas.

– Naprawdę? – Usta Caine’a drgnęły, a jego dłoń pociągnęła za zamek


rozporka. Zsunął spodnie i zostawił je na podłodze. Moje oczy skupiły się na
jego bokserkach – a raczej na pokaźnej erekcji. Wiedziałam, że mi się
przyglądał, ale nie potrafiłam oderwać od niego wzroku.
Skoro tak bardzo podobało mi się to przedstawienie, Caine chyba
stwierdził, że zacznie się popisywać. Złapał ręką za swoją grubą erekcję
i zaczął ją pocierać przez bieliznę.
– Jeśli mam uczyć bez koszuli, to równie dobrze mogę zdjąć spodnie. –
Zacisnął palce na fiucie, a gdy uniosłam głowę, nasze oczy się spotkały.

Przełknęłam ślinę.

– Myślę, że bez koszuli wystarczy.


– Ach tak? A to dlaczego?

Oblizałam usta.

– Bo to należy do mnie.
Caine uśmiechnął się łobuzersko, jakby spodobał mu się ten komentarz.
Zahaczył palcami o gumkę bielizny i ściągnął ją. Jego gruby fiut uderzył
o brzuch.
– Jezu Chryste. – Wydawało mi się, że pomyślałam to w głowie, ale
najwyraźniej wypowiedziałam to na głos.

Używając zębów i jednej dłoni, Caine otworzył paczkę kondoma, chociaż


nawet nie zauważyłam, skąd go wziął. Potem go założył i wszedł na łóżko.

– Nie martw się. Zaczniemy powoli. Ta twoja cipka z odrośniętą błoną


jutro będzie obolała, ale tylko dlatego, że zrobimy to wiele razy, a nie dlatego,
że wezmę cię zbyt szybko. A teraz pozbądźmy się tej kiecki.
Caine pociągnął za brzeg mojej sukienki i ściągnął mi ją przez głowę.
Majtek już na sobie nie miałam, więc zostałam tylko w butach i staniku.
Caine wyciągnął rękę i rozpiął mi biustonosz. Jutro pewnie będę zastanawiała
się nad tym, że miał więcej doświadczenia w rozpinaniu stanika niż ja, ale
teraz cieszyłam się, że nie miał problemów z jego zdjęciem.
Caine pochylił się nade mną.
– Jesteś piękna. – Złapał w garść jedną moją pierś, kciukiem muskając
sutek. – Te cycki. Od tygodni doprowadzają mnie do szaleństwa. Nawet nie
wiesz, ile razy podczas wykładu straciłem wątek, gdy na ciebie patrzyłem
i widziałem te sterczące cycki pod twoją bluzką.
Jego usta zbliżyły się do mojej piersi i przesunął po niej językiem,
a potem wziął sutek do ust i ssał go mocno. Patrzył na mnie, przygryzając
skórę i liżąc ją, nasze oczy spotkały się, gdy sprawdzał moje reakcje. Po jego
intensywnej pieszczocie nie mogłam się doczekać tego, co nadejdzie.
Zimne powietrze sprawiło, że moje sutki stwardniały, gdy przesunął usta
na moją szyję. Ssał wrażliwe miejsce pod uchem, a moje ręce odkrywały jego
ciało. Kiedy przygryzł płatek mojego ucha i jednocześnie uszczypnął boleśnie
twardy sutek, wbiłam mu palce w plecy.
Caine jęknął.

– Wrócimy do tego później. Skoro już się do ciebie dobrałem,


sprawdzimy, jak ostry lubisz seks. Założę się, że lubisz ciągnięcie za włosy,
gdy klęczysz na czworakach z czerwonymi pośladkami i moim fiutem
wypełniającym twoją małą, słodką cipkę. – Caine przesunął rękę i musnął
dwoma palcami moje śliskie wejście, a potem włożył je do środka. – Mokra
na samą myśl o tym, co?
Kiedy nie odpowiedziałam – bo nie byłam w stanie – Caine zagiął palce
we mnie i potarł punkt, który mógł szybko zapewnić mi przyjemność. Skoro
nie dałam rady się odezwać, wyciągnęłam rękę i złapałam jego męskość,
ściskając ją mocno. Po kilku ruchach dłonią Caine zawisł nade mną
i pocałował mnie. Jego język musnął moje usta, kazał mi je otworzyć,
a potem wsunął się do środka i odnalazł mój. Zupełnie się zatraciłam w tym
pocałunku, czułam go na całym ciele. Doświadczyłam głodu, którego do tej
pory nie zaznałam. Nie miałam oporów. Chciałam dać mu wszystko to, co
zamierzał ode mnie wziąć, i jeszcze więcej.
Caine uniósł się lekko, na tyle, by na mnie spojrzeć, chociaż nasze ciała
wciąż się stykały. Spojrzał mi w oczy, ocierając się swoją męskością o moje
wejście, pokrywając je moją wilgocią. Potem zaczął we mnie wchodzić. Na
początku tylko na kilka centymetrów. Wyszedł niemal do końca i powtórzył
czynność znowu, powoli. Każde kolejne pchnięcie było trochę głębsze,
rozciągało mnie bardziej.
Kiedy w końcu złapał mnie za biodra i wszedł do końca, zamknęłam
oczy. Bycie przytłoczoną przez tego mężczyznę było bardzo przyjemne.
Walczyłam z tym uczuciem, odkąd się poznaliśmy, a poddanie się zapewniło
mi emocjonalną ulgę.
– Otwórz oczy, Rachel. – Caine odgarnął mi kosmyk włosów z twarzy
i wyszeptał: – Nie sądziłem, że możesz być jeszcze piękniejsza. Ale twoja
twarz, gdy jestem w tobie, wygląda… Brak mi słów…
Złapał mnie pod udem i zgiął moją nogę w kolanie, dzięki czemu mógł
wejść jeszcze głębiej.
– Caine… – Moje ciało zaczęło drżeć.

– Wiem…

Nie spieszył się, ale intensywność zaczęła narastać. Każde pchnięcie było
głębsze, gdy zaczęliśmy poruszać się we wspólnym rytmie. Czułam go
w sobie na tak wiele sposobów.
Jęknęłam, bo zbliżał się orgazm i nie mogłam utrzymać otwartych oczu,
ale chciałam podzielić się z Caine’em tym, jak dobrze się dzięki niemu
czułam. Kiedy zaczęłam szczytować, Caine przyspieszył, wchodził we mnie
mocniej i szybciej, jakby gonił moją przyjemność. Uwielbiałam to, jak raz po
raz wypowiadał moje imię, gdy dochodził. To było bardziej terapeutyczne niż
jakakolwiek muzyka, którą wcześniej słyszałam.
Trzymaliśmy się w ramionach, a Caine dalej poruszał się we mnie –
leniwie, niespiesznie, tak byśmy mogli złapać oddech i uśmiechnąć się do
siebie. W końcu musiał przestać, by pozbyć się kondoma. Kiedy zszedł
z łóżka i udał się do łazienki, poczułam na swojej spoconej skórze chłodne
powietrze.
Miałam nadzieję, że to nie był to sygnał świadczący o ochłodzeniu relacji
między mną a Caine’em.
ROZDZIAŁ 23

O dziwo, Caine wrócił do łóżka, niosąc zwilżony ciepłą wodą ręcznik, by


mnie wytrzeć. Żaden mężczyzna po seksie nigdy nie był taki opiekuńczy
w stosunku do mnie. To, jak wycierał moje wrażliwe miejsca ręcznikiem,
było takie intymne i czułe, że moje ramiona – które były spięte, odkąd Caine
przyszedł do mieszkania – znów się rozluźniły.
– Jest dobrze? – zapytał cicho i łagodnie.
– Tak. Dziękuję.

Znowu zniknął w łazience. Woda w kranie leciała przez kilka minut.


Potem wrócił. W milczeniu pozbierał swoje ubrania, włożył bokserki i dżinsy.
Może zbyt wcześnie się rozluźniłam?
– Co robisz? – Próbowałam nie brzmieć zbyt gniewnie, ale chyba mi nie
wyszło.

Ze spuszczoną głową zapinał spodnie, ale zamarł i spojrzał na mnie.

– Ubieram się.

– Widzę. Ale dlaczego wychodzisz tak szybko?


Caine zmarszczył brwi. Zrozumiałam, że nawet nie przemyślał tego, co
robił. Działał jak na autopilocie.

– Właśnie to robisz zawsze po tym, jak skończysz z kobietą… prawda?


Zacisnął szczęki.
– Jest już późno.

– Nieważne. Idź.

Odwróciłam głowę, nie chciałam, by zobaczył rozczarowanie na mojej


twarzy, którego nie potrafiłam ukryć. Szelest ubrań wkurzał mnie coraz
bardziej z każdą sekundą. Pięć minut temu Caine był taki słodki i czuły,
a teraz znowu zmienił się w Profesora Dupka.
Nie mogłam się powstrzymać. Mimo wszystko byłam złośnicą.
– Ty naprawdę jesteś dupkiem, wiesz o tym?

Caine zamarł w trakcie zapinania koszuli.


– Chyba już mi to mówiłaś, ale tak, jestem tego świadomy. Jednak
zaskakuje mnie to, że najwyraźniej ty czasami o tym zapominasz, a mimo to
lubisz mi to wypominać.
Ten facet potrafił mnie tak cholernie wkurzyć. Zupełnie jakby coś się we
mnie włączało i zmieniało mnie w stukniętą sukę, której nie poznawałam.

– Zostawisz hajs na stoliku przy wyjściu?

Jego oczy zapłonęły. W milczeniu zgromił mnie spojrzeniem.


Przygotowałam się, czekając na odpowiedź.

– Nie mam cię za dziwkę, Rachel. Właściwie sądzę, że jesteś kimś


zupełnie innym – miłą dziewczyną. I w tym tkwi problem.

– O czym ty mówisz?
Caine w końcu spojrzał mi prosto w oczy, by odpowiedzieć.

– Kiedy relacja się skończy albo lepiej – kiedy ja wszystko spieprzę –


zranię cię.

– Tego nie wiesz.


Obruszył się.

– Właśnie, że wiem, Rachel.


W głębi część mnie wiedziała, że miał rację. Ale nie mogłam dać tego po
sobie poznać.

– Jesteś tak nadęty, że już postanowiłeś, i jesteś pewny, że złamiesz mi


serce. Czy w ogóle pomyślałeś, że może to ja złamię serce tobie? Może po
prostu wykorzystuję cię dla twojego ciała?
Caine uniósł brwi. Oczywiście kłamałam, ale on nie musiał tego wiedzieć.
Musiał tylko tu zostać. Jeszcze nie byłam gotowa na to, by odszedł. Nie
dzisiaj… Jeszcze nie teraz.
Kiedy Caine skupił wzrok na moich piersiach, przypomniałam sobie, że
nie mógł się im oprzeć. Więc będę musiała zadbać o to, by nie potrafił się
powstrzymać, dopóki nie wymyślę, co dalej. Złapałam swoje piersi w dłonie
i ścisnęłam je mocno. W oczach Caine pojawiło się niepohamowane
pożądanie i teraz to ja miałam kontrolę. Jeśli musiałam ją uzyskać za pomocą
seksu, to niech tak będzie.
Przesunęłam dłonią po ciele tak uwodzicielsko, jak tylko się dało.
Zamknęłam oczy i dotknęłam się między nogami. Kiedy otworzyłam
powieki, zobaczyłam, że Caine na mnie patrzy, i wiedziałam, że wygrałam tę
rundę – nawet jeśli to była tylko drobna bitwa w tej wojnie, która najpewniej
będzie długa.
– Czy to jakiś problem? – zapytałam. – Jeśli wykorzystam cię dla twojego
ciała?

W odpowiedzi zaczął odpinać koszulę, którą dopiero co włożył.

– Żaden.

Gdy on pośpiesznie się rozbierał, ja przyklęknęłam na łóżku. Caine


znowu był podniecony, mimo że doszedł piętnaście minut temu. Właściwie
wydawało mi, że teraz jego penis był nawet większy. Gdybym nie była taka
podniecona, mogłabym się go trochę przestraszyć.
Caine mnie obserwował, więc nie przestawałam – czynami podkreśliłam
moje odważne słowa. Odwróciłam się twarzą do wezgłowia, stanęłam na
czworakach i obejrzałam się przez ramię.

– Chyba mówiłeś coś o ciągnięciu mnie za włosy i wzięciu na


czworakach? – zapytałam ochryple.

Gdy skończyliśmy rundy drugą i trzecią, dochodziła druga w nocy. A może to


były rundy trzecia i czwarta, skoro pierwsza tak naprawdę zaczęła się
wcześniej w salonie? W każdym razie dzisiaj dowiedziałam się czegoś
o Cainie – jego walka, by trzymać się z dala ode mnie, słabła, gdy był
fizycznie wykończony. Biorąc pod uwagę to, że moja metoda mająca na celu
zmęczenie go była całkiem spektakularna, powiedziałabym, że moje odkrycie
było miłe.
W ciemności musnęłam głową jego nagą klatkę, gdy on głaskał mnie po
włosach.

– Skąd masz tę bliznę na plecach? – zapytał niskim głosem.


– Gdy byłam dzieckiem, spadłam z drzewa i po drodze połamałam kilka
gałęzi. – Zawsze opowiadałam tę samą historyjkę każdemu, kto widział moją
siedmiocentymetrową bliznę. Niemal czułam, że jest prawdziwa.
– Auć.

– Nie było tak źle. Szybko się zagoiła. A czy ty masz jakieś blizny?

– Żadnych widocznych gołym okiem – przyznał Caine. – Chociaż te


niewidoczne goją się najgorzej.

Utożsamiałam się z jego słowami bardziej, niż się domyślał. Pocałowałam


go delikatnie w klatkę piersiową, tuż nad sercem. Potem oboje zamilkliśmy
na jakiś czas. Zastanawiałam się, czy myślał o swoich bliznach.
– Czy mogę dzisiaj u ciebie spać? – Caine jako pierwszy przerwał ciszę. –
Chyba wyssałaś ze mnie całą energię. Dosłownie.

Zachichotałam. Kiedy po raz ostatni chichotałam?


– Oczywiście, że tak. Chcę, żebyś został.
W odpowiedzi mnie uścisnął.

Po chwili, gdy myślałam, że odpłynął, wyszeptałam:

– Śpisz?
– Nie.

– A mogę cię o coś zapytać?

Nie patrzyłam na niego, ale wiedziałam, że gdy odpowiedział, uśmiechał


się.

– Czy jeśli odmówię, powstrzyma cię to?

– Nie tęsknisz za tym?

– Za czym?

– Tym… za tuleniem się do ciepłego ciała i towarzystwem.


Caine milczał przez chwilę.

– To nie jest łatwe pytanie, Rachel.


– Dlaczego nie? Wystarczy odpowiedzieć „tak” lub „nie”.

– Nie wszystko w życiu jest tak proste.

– Myślę, że za bardzo komplikujesz pewne sprawy.


Westchnął.

– Zawieszono mnie na rok na uczelni za to, że poddałem się ochocie, by


mieć obok siebie ciepłe ciało. Jesteś moją asystentką, a ja twoim promotorem.
Nigdy nie byłem w związku, który nie skończyłby się źle. Nie ma prostych
odpowiedzi.
Zabolało mnie przypomnienie, że nie byłam pierwszą studentką, której
spróbował Caine. Milczałam, a on chyba czytał mi w myślach, bo pocałował
mnie w czubek głowy i powiedział:
– Nigdy nie spędziłem nocy z żadną studentką. – Zamilkł. – I zanim
pokusisz się o jakieś niewłaściwe założenie, nigdy nie byłem zbyt zmęczony,
by nie wstać i nie wrócić do domu. Nawet teraz.

Uznałam to za zwycięstwo, chociaż małe.

– Okej… Kiedy po raz ostatni…


Caine mi przerwał, tuląc mnie do siebie mocniej:

– A to ciepłe ciało jest naprawdę przyjemne. Ale teraz się prześpij.


Będziesz mnie mogła przesłuchać, gdy zrobisz mi rano śniadanie.

Kilka minut później Caine zasnął, bo jego oddech zwolnił. Pocałowałam


go w pierś i zamknęłam oczy, podążając za nim do krainy snów.
Uśmiechnęłam się do siebie, myśląc, że nie mogę się doczekać śniadania.

Otworzyłam oczy i natychmiast wyciągnęłam rękę w stronę drugiej połowy


łóżka. Ale zastałam tylko zimne prześcieradło zamiast Caine’a. Ścisnęło mnie
w żołądku. Wyciągnęłam rękę po telefon, który leżał na szafce nocnej,
zmrużyłam oczy, by sprawdzić godzinę, i zszokowana zauważyłam, że
spałam za długo, bo dochodziła jedenasta trzydzieści. Ostatnio spałam tak
długo, kiedy… Cóż, właściwie nie pamiętam ostatniego razu, gdy tyle
spałam. Nic dziwnego, że Caine zniknął.
Ziewając, poczłapałam do łazienki, by się umyć i wyszorować zęby.
Wciąż byłam zupełnie naga, gdy zobaczyłam w lustrze swoje dzikie włosy
i czerwony ślad na szyi po intensywnym ssaniu Caine’a. Nie mogłam
powstrzymać się od uśmiechu. Boże, ale miałam niezłe wspomnienia. I to nie
tylko takie wyryte w mózgu – bolały mnie mięśnie, o których istnieniu nawet
nie wiedziałam, a między nogami czułam się obolała i opuchnięta. A mimo to
czułam się lepiej niż wcześniej. Właściwie podobał mi się mój dziki wygląd
i wcale nie zamierzałam go poprawiać, bo dzięki temu czułam jakąś więź
z Caine’em.
Wzięłam pierwszą rzecz, jaką znalazłam w szufladzie z ubraniami, które
wkładałam, gdy nie miałam ochoty tworzyć skomplikowanych zestawów –
postawiłam na koszulkę vintage z logo The Rolling Stones, po czym udałam
się do kuchni po kawę, której bardzo potrzebowałam. Stanęłam jak wryta,
gdy zobaczyłam Caine’a przy kuchence. Stał odwrócony plecami do mnie
i chyba mnie nie słyszał, więc zostałam w miejscu i obserwowałam go,
w połowie zachwycona tym, że go widziałam, a w połowie zszokowana, że
wciąż tutaj był.
Czy Caine… tańczył? Cóż, nie można było nazwać tego tańcem, ale
zdecydowanie kołysał się w rytm jakiejś melodii w głowie, gdy obracał
naleśniki na drugą stronę na jednej patelni, a na drugiej smażył kiełbaski.
Mniam. Jedzenie też nieźle pachniało.
Przyglądałam się mu w milczeniu, rozbawiona tym, że wyglądał na
takiego bezbronnego.

– Chcesz kawy, skoro już tam stoisz i obserwujesz? – zapytał, nie


obróciwszy się.

Drgnęłam zaskoczona i się uśmiechnęłam.

– Nie wiedziałam, że mnie słyszałeś.


– Słyszałem. – Podszedł do szafki, wyciągnął kubek i nalał mi kawy.
Najwyraźniej Caine zapoznał się z moją kuchnią, gdy spałam. – Z cukrem
i mlekiem?

– Jedna łyżeczka cukru i śmietanka.

Caine przygotował mi kawę, a ja z jakiegoś powodu wciąż stałam


w przejściu. Przyniósł mi kubek i zanim mi go podał, pocałował mnie
w czubek nosa.
– Dzień dobry, śpiochu.

– Kiedy wstałeś?

– Jakąś godzinę temu.


– Nie wiedziałam, że wciąż tu jesteś. Dlaczego mnie nie obudziłeś?

Caine wrócił do kuchenki.


– Uznałem, że po wczorajszym jesteś zmęczona.

Uśmiechnęłam się i przysunęłam kubek do ust.

– To prawda. Czuję się, jakby ktoś mnie pobił.


Caine położył naleśniki i kiełbaski na talerzach, a potem nakrył do stołu.

– Siadaj.

– Ale ty się rządzisz, co? To niemal nieuprzejme. Nie jestem psem.


Siadaj. Wstań.
Caine podszedł do mnie i oparł rękę o ścianę tuż obok mojej głowy.

– Wczoraj ci to nie przeszkadzało.


– To coś innego.

– Wcale nie. – Opuścił głowę, śmiejąc się. – A może zjemy śniadanie bez
kłótni?

– Dobra. Usiądę. Ale tylko dlatego, że dobrze pachnie, a nie dlatego, że


mi kazałeś.

Pokręcił głową.

– Jak sobie życzysz, Złośnico.

Gdy wzięłam do ręki widelec, dotarło do mnie, że umieram z głodu.


Skończyłam naleśnika w kilku kęsach.

– Głodna? – Caine uniósł brew.


– Zamknij się. Co robiłeś, gdy spałam?

– Słuchałem muzyki z telefonu, oglądałem zdjęcia wiszące na ścianie.


Wycelowałam w niego widelcem.

– Węszyłeś? Nie myślałam, że taki jesteś.


– Nie przeglądałem twoich szafek. Tylko oglądałem zdjęcia, które wiszą
na ścianach. Tego raczej nie można nazwać węszeniem.
– I tak węszyłeś. – Uśmiechnęłam się jak wariatka.

Przez chwilę jedliśmy w ciszy. Uśmiechałam się za często, a Caine


wyglądał tak, jakby próbował ukryć to, że trochę przeraża go mój entuzjazm
przy śniadaniu. Ale to więcej, niż się po nim spodziewałam po tym, jak
wczoraj sprawy się zakończyły.
Kiedy myłam talerze, zadzwoniła moja komórka. Leżała na blacie,
podłączona do ładowarki. Caine i ja w tej samej chwili zobaczyliśmy, kto
dzwonił. Davis.
Caine spojrzał mi w oczy. Zignorowałam połączenie i wróciłam do mycia
naczyń.

– Nie odbierzesz?

– Oddzwonię do niego później.

Gdy wycierałam stół, Caine podszedł do ściany w salonie z kolejnym


kubkiem kawy. Dołączyłam do niego, kiedy skończyłam. Caine stał przed
zdjęciem, które zostało zrobione jakiś rok temu. Przedstawiało mnie
z trojgiem moich współlokatorów na tydzień przed tym, jak wszyscy się
wyprowadziliśmy i poszliśmy w swoją stronę. Nasza kanapa miała prawie
dwa metry długości, ale siedzieliśmy ściśnięci blisko siebie i uśmiechaliśmy
się szeroko.
– Kto siedzi obok ciebie i Avy?

– Beth i Davis. Beth to ta z dużymi cyckami.


– Domyśliłem się.

Caine upił łyk kawy. Po chwili odwrócił się w moją stronę.

– Dlaczego z nim nie spałaś?


– Tylko zjedliśmy razem kolację. Chciał pogadać.

– Ale on chce się z tobą przespać?


– Tak, ale chce najpierw spróbować randkowania.
Caine znowu upił łyk, przyglądając mi się znad brzegu kubka.

– A czego ty chcesz?

Ciebie, idioto. Ciebie chcę. Wiedziałam, że po wczorajszej nocy był dość


płochliwy, więc postanowiłam zachować ostrożność i rozluźnić atmosferę.

– Nie miałabym nic przeciwko, gdybym mogła powtórzyć to, co wczoraj


miało miejsce.

Caine wsunął rękę pod moją koszulkę i odkrył, że nie miałam nic pod
spodem. Złapał mnie za pośladek i ścisnął.

– Przez cały ten czas nie miałaś nic pod spodem?


– Nie.

Zabrał mi kubek, który trzymałam, i poszedł do kuchni, gdzie zostawił na


stole naczynia. Gdy do mnie wrócił, pochylił się, podniósł mnie i przerzucił
sobie przez ramię w stylu strażaka. Pisnęłam, ale bardzo mi się to spodobało.
Szczególnie to, co nastąpiło później…
Było już popołudnie, gdy Caine zaczął się zbierać. Ja miałam zmianę
w barze o piątej i właśnie wzięliśmy razem prysznic. Caine ubrał się, gdy ja
w łazience wykonywałam codzienne czynności. Wciąż mając na sobie tylko
ręcznik, pochyliłam się do lustra, by wetrzeć krem nawilżający. Caine zaszedł
mnie od tyłu i obserwował w milczeniu.

Wymieniliśmy uśmiechy i spojrzenia, ale żadne z nas nic nie mówiło. On


po prostu patrzył, jak nawilżam twarz, potem ciało, a następnie czeszę włosy.

W końcu się odezwał.

– Czy kiedykolwiek słyszałaś piosenkę po raz pierwszy i nie znając słów,


miałaś wrażenie, że melodia jest znajoma?
– Jasne. Tak jak w przypadku All Summer Long Kida Rocka, który
wykorzystuje fragmenty Sweet Home Alabama i Werewolves of London?

– Nie. Oryginalną piosenkę, którą słyszysz po raz pierwszy, ale wydaje ci


się, że skądś ją znasz?
Odwróciłam się w jego stronę.

– Chyba tak. To znaczy wszystkie piosenki mają coś wspólnego. Jakiś


riff, akord, tempo czy barwę dźwięku. Nasz mózg chyba zapamiętuje
wszystkie te drobne rzeczy, więc gdy coś słyszymy, mamy wrażenie, że to
coś znajomego, jednak nie możemy zgadnąć, gdzie to słyszeliśmy. Dlaczego
pytasz?
– Bo ty jesteś taką piosenką. Nie znam słów, ale dźwięk jest cholernie
znajomy.

Rozumiałam, o co mu chodziło. Ja też czułam z nim jakąś więź od chwili,


gdy się poznaliśmy. Nie chciałam go przestraszyć, ale cokolwiek między
nami było, zawsze wydawało się wyjątkowe.

Otoczyłam ramionami jego szyję i powiedziałam żartobliwie:

– Cóż, moje ciało pewnie przypomina ci jakąś supermodelkę. Pewnie tę,


z którą ożenił się ten znany futbolista.

Caine się uśmiechnął.

– Chodzi ci o Toma Brady’ego?

– Właśnie. Moje ciało jest kopią jego żony, a moje serce pewnie bardziej
przypomina serce Matki Teresy.

– Naprawdę?

– Mhm.
Pochylił się i delikatnie pocałował mnie w usta.
– Pewnie tak. Muszę lecieć, Matko Tereso, a ty szykuj się do pracy.
Zobaczymy się na jutrzejszych zajęciach. Będę tym przy tablicy, który cię
ignoruje i próbuje nie patrzeć na twoje zderzaki.
– Okej. – Stanęłam na palcach i tym razem to ja go pocałowałam. – Będę
tą bez majtek, a ty będziesz o tym wiedzieć.
ROZDZIAŁ 24

Piętnaście lat wcześniej


Nie pokazała się tydzień temu. Powinienem się cieszyć z tego powodu, bo od
ośmiu tygodni próbowałem unikać prac w kościele i w końcu miałem soboty
dla siebie. Ale tak nie było. Coś mnie dręczyło przez cały tydzień.

Spojrzałem na krzyż nad kościołem i wszedłem do środka, mrucząc do


siebie pod nosem:

– Przepraszam za to, co robię, Panie.

Kościół jak zwykle był pusty, a ja musiałem nauczyć się piosenki.


Poszedłem klapnąć tam, gdzie zazwyczaj siadałem, zamiast sterczeć na
zewnątrz. Liam znowu komponował po pijaku. Ale po ostatnim niewypale,
gdy nie pamiętał połowy niezłej piosenki, złożyliśmy się i kupiliśmy mu
dyktafon. Urządzenie było mniejsze od telefonu i mogło nagrać dwadzieścia
godzin muzyki dzięki naciśnięciu jednego przycisku. Działało wspaniale.
Kiedy Liam zjawił się dzisiaj rano na próbie zespołu po całej nocy picia
i pisania piosenek, nic nie pamiętał. Ale wystarczyło, że pobraliśmy nagrania.
Cieszyliśmy się, że Liam zapamiętał, by włączyć to cholerstwo. Niestety
zapomniał wyłączyć urządzenie na noc. Na pewno jeszcze nieraz usłyszymy,
jak trzepie sobie w nocy.
Siedziałem w ciemnym konfesjonale przez niemal pół godziny ze
słuchawkami w uszach. Ona się nie pojawiła, ale przynajmniej nauczyłem się
słów piosenki, którą wymyślił Liam. Kiedy skończyłem, rozsiadłem się na
siedzeniu wyłożonym czerwonym aksamitnym obiciem, zamknąłem oczy
i włączyłem Boba Dylana. Dźwięki Blowin’ in the Wind stłumiły wszystko
wokół – łącznie ze skrzypnięciem drzwi po drugiej stronie konfesjonału.

Nie byłem pewien, jak długo tam siedziała. Gdy w końcu otworzyłem
oczy, zobaczyłem ją. Wyciągnąłem słuchawkę z ucha, przestałem udawać
księdza i pozwoliłem, by zobaczyła szesnastolatka, którym byłem.
– Nie sądziłem, że dzisiaj przyjdziesz.

Muzyka dudniła ze słuchawek.

– Czego ojciec słucha? – zapytała.


Nie mogłem jej powiedzieć, że słucham Dylana. To by nie wypadało
duchownemu.

– Nowych psalmów.

– Brzmi jak Bob Dylan.


Uśmiechnąłem się szeroko. Młoda znała Dylana. Nic dziwnego, że tak ją
lubiłem.
– Ciii – powiedziałem szeptem. – Nie chcemy, żeby inni księża poznali
nasz mały sekret.

Nie widziałem jej, ale byłem pewien, że się uśmiechnęła.

– Okej.
– A skoro mowa o sekretach, co dzisiaj dla mnie masz? Czy byłaś dobrą
owieczką?

– Moja siostra wróciła.

– Żeby cię zabrać ze sobą?


– Nie. Wpadła w tarapaty i policja przywiozła ją do domu.

Dobrze. Policja powinna sprawdzić ten dom.


– Co się stało?

– Zatrzymała się na północy, w domku łowieckim ojca jej przyjaciółki.


Pewnej nocy wypiła cały zapas jego alkoholu, wyszła, by znaleźć sklep, i się
zgubiła. Policja przywiozła ją do domu po tym, jak zarzygała im tył
radiowozu.
– Czy rozmawiali z twoimi rodzicami?

– Tylko z Bennym. Przysłuchiwałam się przez uchylone drzwi swojego


pokoju. Okłamał policję, powiedział, że ona cały czas pije i ucieka
z chłopakami. Że tak jest od jakiegoś czasu.

Cholera.

– Nie zadawali innych pytań?

– Nie. Było ich tylko dwoje, a jeden znał Benny’ego z warsztatu.

– Jakiego warsztatu?

– Tego, w którym pracuje Benny.


– Benny naprawia samochody? Jest mechanikiem?

– Tak.

– Jak się teraz czuje twoja siostra?

– Jest smutna.

– Dlaczego nie przyszłaś w zeszłym tygodniu?


– Nie mogłam zostawić siostry samej. Benny był na nią naprawdę
wściekły po tym, jak policja ją przywiozła. Pił i krzyczał całymi dniami.

– Czy ją skrzywdził?
– Chyba tak.
Teraz zrobiło się poważnie.

– Musisz mi powiedzieć. Czy on ją skrzywdził, czy nie?


Milczała przez długi czas. Postanowiłem, że jeśli ucieknie, albo podążę za
nią do domu, albo spotkamy się twarzą w twarz, tutaj. To, że pogwałciłem
zaufanie tej biednej dziewczynki, nie miało już znaczenia. Może mnie
znienawidzić i uciec z kościoła, byle tylko była bezpieczna.
– Porozmawiaj ze mną – nalegałem surowym tonem. – Czy on skrzywdził
twoją siostrę, czy nie?

– Ona nie chce mi powiedzieć. Ale rano widziałam, jak Benny wychodzi
z jej pokoju, a siostra kazała mi w nocy zamknąć drzwi na klucz. Powiedziała
mi, że on obiecał, że nie będzie mnie gnębić, jeśli od teraz ona będzie dla
niego miła.
Kurwa. Kurwa. KURWA.

– Musimy iść na policję. Pójdę z tobą.

– Muszę wracać do domu. – Przez kratkę widziałem, że wstała.

– Zaczekaj! – krzyknąłem.
Zamarła.

– Dlaczego przyszłaś tu dzisiaj, skoro nie chcesz mojej pomocy?

– Bo czuję się tu z ojcem bezpieczna.

– Ufasz mi?

– Tak.

– To musisz coś dla mnie zrobić.


– Okej.

– Przyprowadź tu swoją siostrę.

– Nie mogę. Benny niedługo wróci do domu.


– To jutro. Jutro jest niedziela. Co zazwyczaj robicie w niedzielę?
– Benny rano chodzi do pracy. Moja siostra i ja zazwyczaj gramy na
instrumentach. Nie możemy grać, gdy Benny jest w domu.
– Kiedy wyjdzie do pracy, przyjdźcie tutaj. Chcę porozmawiać z tobą
i siostrą. Razem.

Milczała przez chwilę. Gdy w końcu się odezwała, nie brzmiała na


przekonaną.

– Okej.
– Przyjdziesz? I przyprowadzisz siostrę?

– Postaram się.

Czekałem, aż usłyszę dźwięk zamykanych drzwi od konfesjonału,


a potem skrzypnięcie drzwi kościoła. Pewnie będzie potrzebowała kilku
chwil, by odpiąć rower, a ja wiedziałem, z której strony przyjechała.
Nie chciałem jej przestraszyć, jadąc za nią do domu. Ale jeśli jutro się nie
zjawi, musiałem wiedzieć, dokąd się udać.
ROZDZIAŁ 25

Zarąbisty seks ma swoje konsekwencje. Nie było nawet dziewiątej


wieczorem, a ja ledwo przetrwałam połowę zmiany i teraz się obijałam. Ale
się uśmiechałam. Przypominałam sobie, jak Caine mnie dotykał wczoraj
w nocy… i dzisiaj rano.
Ava przyłapała mnie na śnie na jawie.
– O mój Boże. Uprawiałaś seks z Davisem.

– O czym ty mówisz?

Rzuciła tacę na blat baru tuż obok jakiegoś przypadkowego gościa, który
natychmiast zainteresował się naszą rozmową.

– Widzę to po twojej minie. Normalnie jesteś taka… – Machnęła ręką na


swoją twarz, robiąc minę, jakby coś ją bolało. – Spięta. A teraz nie jesteś. –
Uderzyła wierzchem dłoni faceta pijącego piwo i poprosiła go o opinię. –
Mam rację? Ona na pewno zaliczyła.
Facet przyjrzał się uważnie mojej twarzy.

– Proszę, zignoruj ją. – Podeszłam do drugiego końca baru, gdzie nikt nie
siedział. Ava podążyła za mną i usiadła na wolnym stołku.

Wzięłam się do pracy i zaczęłam wycierać blat, próbując ją zignorować,


ale ona tylko dalej się na mnie patrzyła z głupkowatym uśmiechem.
Przestałam wycierać i westchnęłam.
– No co?

– Naprawdę nic mi nie powiesz?

– To nie tak, jak myślisz.


– A więc jednak do czegoś doszło z Davisem. Gadaj!

– Davis i ja poszliśmy wczoraj na kolację.

– Wiedziałam, że do czegoś doszło. Masz taką minę, jakbyś była


zakochana lub napalona.

Miałam nadzieję, że chodziło o to drugie i dzięki temu miałam motylki


w brzuchu za każdym razem, gdy myślałam o Cainie Weście, bo byłam
pewna, że zakochanie się to niezbyt dobry pomysł. Ava zobaczyła moje
rozmarzone spojrzenie i stwierdziła, że chodzi o to ostatnie.
– Z seksem ci do twarzy.

Na szczęście jakaś para weszła do baru i zajęła miejsca, zapewniając mi


krótką przerwę od przesłuchania Avy. Mimo że miała długi język,
wiedziałam, że nigdy nie zdradzi moich sekretów – ale nie dlatego nie
chciałam wyznać jej prawdy. Może to zabrzmi głupio, ale chciałam zachować
to, co zaszło między mną a Caine’em, dla siebie. Nie byłam gotowa, by
wszystko analizować. Wolałam żyć w błogiej ignorancji tak długo, jak się da.
Ale to nie trwało zbyt długo.

Około dziewiątej mieszałam w shakerze cosmopolitana i nie skupiałam


się na niczym innym, gdy nagle usłyszałam głos Avy. Mówiła tym śpiewnym
tonem, który większość dziewczyn nabywa mniej więcej wtedy, gdy przestaje
nosić staniki zerówki.

– Czeeeść – zawołała melodyjnie. – Ciekawe, co cię tu dzisiaj sprowadza?


Uniosłam głowę i zobaczyłam w barze Davisa, który ściągał kurtkę.
Dopadło mnie poczucie winy. Cholera. Dlaczego dzisiaj nie odpisałam na
jego wiadomość? Pomachał mi, a ja dałam mu znać, że zaraz podejdę. Nic
mnie nie powstrzymywało przed podejściem do niego, więc musiałam coś
wymyślić. Dolałam klientowi piwa i rozmawiałam z nim tak długo, jak
mogłam, a potem zaoferowałam, że zamknę rachunek faceta, który wcale nie
zamierzał jeszcze wychodzić. I wtedy klienci mi się skończyli. Nie miałam co
zrobić, by odwlec nieuniknione. Nagle podeszła do mnie Ava. Liczyłam na
to, że ma zamówienie na drinka.
– Zrób sobie przerwę. Zastąpię cię. – Puściła do mnie oko. – I nie wejdę
na zaplecze, jeśli będziecie potrzebowali odrobinę prywatności.

Poczucie winy podsyciło moją panikę. Spojrzałam w stronę baru, Davis


się uśmiechnął. Poczułam, że mam mokro pod pachami, i zrobiło mi się
niedobrze.
– Właściwie czy możesz pomóc mi z czymś w kuchni?

Ava zmarszczyła brwi.

– Pewnie.
– Spotkamy się tam za minutę. Tylko naleję Davisowi drinka.

– Okej. Ale dziwnie się zachowujesz.

– Po prostu już idź.

– Dobra.

Odetchnęłam głęboko i ruszyłam w stronę końca baru. Siląc się na


uśmiech, powiedziałam:

– Cześć. Co za niespodzianka. Nie wiedziałam, że przyjdziesz.


– Mam nadzieję, że to miła niespodzianka?

Eee…

– Oczywiście. Tylko zajmę się czymś w kuchni. Czy podać ci coś do


picia? To, co zwykle?
– Jasne. Dzięki.

Jakimś cudem udało mi się zrobić gin z tonikiem dla Davisa i nie wylać
go, a potem podać drinka z uśmiechem.
– Zaraz wrócę.

Ava czekała na mnie w kuchni.

– Co się dzieje? Dziesięć minut temu wyglądałaś, jakbyś była w siódmym


niebie, a teraz posmutniałaś, odkąd przyszedł Davis. Chyba się go nie
spodziewałaś, co?

Zaczęłam krążyć po kuchni.


– Nie, nie spodziewałam się.

– Co cię dręczy? Nie bawiliście się wczoraj dobrze?

– Było świetnie.

– Okej…
Potarłam czoło.

– Davis i ja poszliśmy na kolację. Miło spędziliśmy czas, ale byłam


zdezorientowana, więc zakończyłam wieczór wcześniej i wróciłam do domu.
– I to wszystko? Myślałam, że wcześniej widziałam na twojej twarzy
zadowolenie po seksie.

– Bo widziałaś.

– Coś mi tu umyka.

Przestałam krążyć i spojrzałam na przyjaciółkę.

– Wczoraj po kolacji przespałam się z Caine’em.


– Co? Z Caine’em? W sensie z profesorem Westem?
Pokiwałam głową.

– Mam mętlik w głowie. Myślałam, że poszłaś na kolację z Davisem.


– Bo poszłam. A potem wróciłam do domu. Wcześniej Caine i ja trochę
się… posprzeczaliśmy na uczelni. Caine czekał na mnie w moim bloku, gdy
dotarłam tam po kolacji. Chciał porozmawiać. Znowu się posprzeczaliśmy
i…
Ava się uśmiechnęła.

– Gniewny seks jest najlepszy. Zerżnij mnie tak, jakbyś mnie nienawidził.

– I co ja teraz powiem Davisowi?


– On nie wie, że do czegoś doszło, prawda? Myśli, że po kolacji wróciłaś
do domu i poszłaś spać, tak?

– Chyba tak.

– Więc po prostu udawaj, jakby to nie miało miejsca.


Widać było, że nigdy nie uprawiała seksu z Caine’em. Udawanie, że to się
nie stało, było jak próba zjedzenia tylko jednego pringlesa zamiast całej tubki.
Niemożliwe.

– Nie potrafię kłamać.

– Więc nie kłam. Jeśli będzie próbował rozmawiać o was, powiedz, że


jesteś w pracy i wolałabyś tutaj o tym nie rozmawiać. Odwlekaj w czasie
rozmowę do momentu, aż będziesz gotowa. A nawet wtedy, gdy już uznasz,
że chcesz się z nim tylko przyjaźnić, nie musisz mówić mu wszystkiego.

Odetchnęłam głęboko.

– Masz rację. Zachowuję się jak idiotka. Czuję się winna i w tym cały
problem.

– Nie masz powodu, by czuć się winna. Jesteś dorosłą singielką. Czy
podczas kolacji obiecywałaś coś Davisowi?
– Nie. Powiedziałam, że muszę wszystko przemyśleć.

– A więc wszystko w porządku. – Położyła dłonie na moich ramionach,


by mnie uspokoić. – Nie zrobiłaś nic złego. Daj sobie minutę lub dwie,
rozluźnij się, a potem wróć do niego i zachowuj się jak kobieta, która nie
zrobiła nic złego.

– Okej.
– Wszystko w porządku?
– Chyba tak.

Poświęciłam minutę, by wziąć się w garść, a Ava wróciła do baru. Miała


rację. Nie miałam powodu, by czuć się winna, a Davis nie musiał wiedzieć,
co stało się wczoraj w nocy. Dam radę. Niemyślenie o Cainie przez jakiś czas
nie powinno być takie trudne.
Odetchnęłam głęboko i otworzyłam drzwi, czułam się spokojniejsza.

Do czasu…
Spojrzałam tam, gdzie siedział Davis, i zobaczyłam obok niego innego
mężczyznę. Tym mężczyzną był Caine.

Ava zauważyła, że zamarłam w drzwiach, i podeszła do mnie, wytrzeszczając


oczy.

– Czy wiedziałaś, że obaj tu przyjdą?


– Nie. Chyba obaj postanowili mnie zaskoczyć. Kurwa. Co ja mam teraz,
do cholery, zrobić?

– Okej. Niech pomyślę. Wciąż nie zrobiłaś nic złego. Mimo to i tak
będziesz się dziwnie zachowywać, gdy do nich podejdziesz.

– Oczywiście, że tak.

– Czy Davis wiem, kim jest Caine?

Pokręciłam głową.

– Nie. Nie sądzę.


– A Caine?

– Widział Davisa na zdjęciu w moim mieszkaniu. Pewnie go rozpozna,


jeśli już tego nie zrobił.
– Okej. Mam plan.

– Dzięki Bogu.
– Podejdziesz tam i będziesz się zachowywać, jakby nic się nie stało.

– To twój plan? Co to ma w ogóle być za plan?

– Jedyny, jaki masz. Stań za barem, przywitaj się, a ja będę się trzymać
blisko ciebie, gdybym musiała interweniować.

Spojrzałam tam, gdzie siedzieli mężczyźni, i w tej chwili Caine mnie


zauważył. Jego twarz była nieczytelna. Zemdliło mnie. Chciałam wrócić za
bar, wziąć butelkę jakiegokolwiek alkoholu, wypić zawartość duszkiem
i uciec na zaplecze.
Ava prychnęła, doskonale wiedziała, o czym myślałam.

– Możemy się napić, gdy to już się skończy. Po prostu zerwij plaster
szybkim ruchem i idź tam. Może nie będzie tak źle.

Podała mi karteczkę z zamówieniem na drinki.

– Stolik numer trzy chce jakieś kolorowe, słodkie drinki. Dzięki temu
będziesz zajęta przez przynajmniej kilka minut.

Zaklęłam pod nosem i wzięłam kartkę.

– Trzymaj się blisko mnie.


Ava się uśmiechnęła.

– Jasne. Nie mogę się doczekać, aż obejrzę to przedstawienie.

Wycelowałam w nią palcem.

– To twoja wina i dobrze o tym wiesz.


– Moja?

– Gdybyś potrafiła odróżnić brązowy od niebieskiego, nie nagadałabym


złemu facetowi w barze. Caine i ja poznalibyśmy się na uczelni i może
udałoby nam się zachować profesjonalizm.

Ava złapała mnie pod łokieć.


– A więc nie dziękuj mi. Chodźmy.
Stojąc za barem, zajęłam się zamówieniem na drinki. Caine i Davis
siedzieli po drugiej stronie. Unikałam patrzenia w ich stronę tak długo, jak się
dało, ale w końcu moja ciekawość wygrała i zobaczyłam, że obaj patrzą, jak
mieszam drinka. Pomachałam im nerwowo i zdecydowanie za długo
mieszałam drinka w shakerze. Potem wytarłam blat i zapytałam innych
dwóch klientów, czy podać coś jeszcze. Nie pozostało mi nic więcej do
zrobienia, a dwie pary oczu wciąż się na mnie gapiły, więc nie miałam
wyboru i musiałam zmierzyć się z nieuniknionym.
Odetchnęłam głęboko i podeszłam do drugiego końca baru. Skoro już się
witałam z Davisem, spojrzałam najpierw na Caine’a.

– Hej. Nie wiedziałam, że wpadniesz.

Zerknął kątem oka na Davisa, a potem wbił we mnie wzrok.

– Tak. Najwyraźniej powinienem był zadzwonić z rezerwacją.

Cholera. Davis, nieświadomy znaczenia słów Caine’a i jego tożsamości,


zaśmiał się.
– Tak, to bar dla starych facetów. Wieczorami jest tu pusto. Przychodzę tu
tylko ze względu na ładną barmankę.

Mięsień na szczęce Caine’a drgnął.


Wskazałam na pustą szklankę Davisa.

– Dolać ci?
– Jasne. – Wskazał na Caine’a. – I kupię drinka swojemu koledze.

Caine popatrzył na mnie.

– Nie, dzięki. Po namyśle doszedłem do wniosku, że lepiej już pójdę. –


Wstał nagle, nogi stołka zaszurały na podłodze. – Wróć bezpiecznie do domu,
Rachel.

I tak po prostu Caine zniknął.


– O co chodziło temu gościowi? To chyba stały klient?
Wzięłam z blatu szklankę Davisa.

– Czasami tu wpada. Naleję ci.

Spotkałam się z Avą na drugim końcu baru.


– Co tam się, do cholery, stało?

– Nic. Caine wyszedł.

– Z powodu czegoś, co powiedział Davis?

– Nie. Po prostu wyszedł.

– A więc zostawił cię, żebyś spędziła wieczór z facetem, z którym kiedyś


byłaś w związku i z którym możesz spróbować po raz drugi, i on o tym wie?

Doskonale wiedziałam, że nie chciała powiedzieć tego tak, by zabolało,


ale miała rację, prawda była bolesna. Wszystko było widoczne jak na dłoni.
Caine się wycofał. Nie zamierzał walczyć. Nie liczył na nic więcej – chciał
tylko seksu. Wszystko, co wymyśliłam sobie w głowie, było tylko pobożnym
życzeniem.
ROZDZIAŁ 26

Nie miałam prawa być zła.


Chociaż nieposiadanie prawa do tego, by coś czuć, a prawdziwe
kontrolowanie tego, jak się czułam, to dwie różne rzeczy. Następnego dnia na
zajęciach starałam się ukryć swoje zgorzknienie. Jak zwykle czekałam, aż
sala opustoszeje, by porozmawiać z Caine’em. Przed zajęciami miałam dyżur
dla studentów, a on lubił mieć listę obecności, by wiedzieć, kto się starał.
Podałam mu ją.

– Spóźniłaś się.

– Wcale nie. Byłam tu na czas.


– Mówiłem o dyżurze.

Dyżur odbywał się w zupełnie innym budynku. I spóźniłam się tylko kilka
minut.

– Byłam dosłownie dwie minuty po czasie. A tak w ogóle co to ma być?


Sprawdzasz mnie?

Wbił we mnie wzrok.


– Nie lubię spóźnialstwa. Może powinnaś planować dyżury na późniejszą
godzinę, jeśli pracujesz do nocy, lub coś.

Dzięki temu „lub coś” przejrzałam nieczytelną maskę, którą miał na


twarzy. Zmrużyłam oczy.
– Czy dzisiaj rano szukałeś mnie z jakiegoś powodu, czy tylko chciałeś
mnie sprawdzić?

– Po prostu bądź na czas, Rachel.

– Odpowiedz na pytanie.
Caine odwrócił się ode mnie i wziął swoją torbę, ale zamarł, by na mnie
spojrzeć. Jego oczy pociemniały.

– Nie tutaj. Już widzę, że tej rozmowy nie powinniśmy odbywać w sali
wykładowej.

– Dobra. To gdzie chciałbyś ją odbyć?


Podniósł torbę z biurka.

– Wolałbym w ogóle.

Założyłam ramiona na piersi i odezwałam się podniesionym głosem.

– A więc ze mną skończyłeś? To próbujesz mi powiedzieć? Bo wolę


bezpośredniość. Jeśli masz dość pieprzenia, możesz to powiedzieć.

Mierzyliśmy się wzrokiem i wiedziałam, że wystawiałam na próbę resztki


jego tolerancji. Ale tak naprawdę miałam to gdzieś.

– Siódma wieczorem – powiedział. – Przyjdę do ciebie po ostatnich


zajęciach.

– Mam dzisiaj zmianę do ósmej. Przyjdę do ciebie po pracy.


Nie wiem, co mnie opętało. Dlaczego miałabym chcieć wracać w środku
nocy z Manhattanu na Brooklyn? Ale w tej chwili nie potrafiłam zapanować
nad emocjami i próbowałam chwycić się czegokolwiek, co dałoby mi
odrobinę kontroli.

– Dobra. Ale przyjadę po ciebie. Nie chcę, żebyś jeździła zmęczona


wieczorem.

O dziwo, reszta dnia minęła mi szybko. W barze byłam ciągle zajęta,


a bycie na zmianie z Charliem, a nie Avą oznaczało, że nie musiałam przez
cały dzień rozmawiać o swoim życiu. Tuż przed siódmą znajdowałam się
w części jadalnej i rozmawiałam z parą stałych klientów, kiedy nagle coś
przyciągnęło moją uwagę. Zobaczyłam, że Caine wszedł do baru. Moje serce
przyspieszyło.
Okłamywałam się, próbując udawać, że nie będę cierpieć, kiedy on znowu
mi przypomni, że między nami chodziło tylko o seks. Ale logika nie sprawi,
że moje serce się nie złamie. Sprawdziłam, czy wszystko w porządku przy
moich stolikach, i dałam znać klientom, że niedługo będą musieli przenieść
się do baru, a potem podeszłam do Caine’a. Charlie stał niedaleko.

– Pamiętasz Caine’a, Charlie?


Charlie wyciągnął rękę.

– Ten profesor. West, tak?

Caine uścisnął jego dłoń.

– Zgadza się.
– A masz drugie imię?

Caine zmarszczył brwi, ale i tak odpowiedział.

– Mam. Maxwell. Po tacie. A dlaczego pytasz?


Charlie mi się przyjrzał.

– Bez powodu. Po prostu chcę wiedzieć, z kim moja dziewczynka spędza


czas.
Przewróciłam oczami.

– Zignoruj Charliego. Przez dwadzieścia lat był gliną. Wszyscy są dla


niego podejrzani, dopóki nie udowodnią swojej niewinności. Pójdę się
przebrać. Zaraz wrócę.
Droga do mieszkania Caine’a mijała nam w niezręcznej ciszy. To, jak
trzymał za drążek zmiany biegów, rozbudzało we mnie miejsca, które nie
powinny być rozbudzone, więc wolałam przez większość czasu wyglądać
przez okno. Kiedy przyjechaliśmy do mieszkania Caine’a, obszedł auto, by
otworzyć mi drzwi, ale ja już zaczęłam wychodzić. Zmarszczył brwi i złapał
mnie za łokieć, pomagając wysiąść z jego małego, niskiego samochodu. Jadąc
windą na górę, również się do siebie nie odzywaliśmy. Zmieniło się to
dopiero w mieszkaniu.
– Podać ci coś do picia?

– Poproszę wodę. – Przyklęknęłam, by przywitać się z Murphym, który


chyba wyczuwał napięcie między nami i nawet posłuchał rozkazu Caine’a.
– Siad.

Caine przyniósł mi butelkę wody, a sam miał kieliszek czerwonego wina.


Znowu wyglądałam za okno. Miałam cały dzień, by wymyślić, co mu
powiem, ale gdy przyszło co do czego, cały nagromadzony gniew i frustracja
zniknęły. Byłam po prostu smutna i czułam się pokonana i zmęczona.
Westchnęłam i dalej patrzyłam na oświetlone miasto.

– Nie zaprosiłam Davisa do O’Leary’s. Nie mieliśmy planów ani nic


z tych rzeczy.

– Wiem.

Skupiłam wzrok na odbiciu Caine’a w szybie. Stał za mną.

– Skąd wiesz?

– Bo nie zrobiłabyś tego. Nie jesteś typem kobiety, która rano śpi
z jednym, a potem spotyka się z drugim.

Odwróciłam się twarzą do niego. Nie cofnął się, by dać mi więcej


przestrzeni.
– Więc dlaczego wyszedłeś, skoro o tym wiedziałeś?

Spojrzał mi prosto w twarz.

– Bo lepiej ci będzie z nim niż ze mną.


Wyprostowałam ramiona.
– Nie masz absolutnie nic do powiedzenia w kwestii tego, z kim
powinnam być, a z kim nie. Nie możesz mnie tak po prostu oddać komuś
innemu, gdy już ze mną skończysz.
– Nie to chciałem powiedzieć, Rachel.

– Wiesz co? Pierdol się.

– Rachel…

Jego ton był ostrzegawczy, ale to ja powinnam go ostrzegać. Nagle się


wkurzyłam. Moja frustracja zmieniła się w złość. Cholernie wkurzyłam się
z powodu tego, że stał przede mną taki spokojny. Nie był zły i uważałam, że
to nie fair. Chciałam, by cierpiał tak, jak ja.
– Nawet nie zaczynaj! Masz rację. Lepiej mi będzie z Davisem. On
przynajmniej jest ze mną szczery w kwestii swoich uczuć. I w łóżku też jest
niezły.

Caine zacisnął szczękę.

– Skończyłaś?

– Nie, nie skończyłam. Dopiero się rozkręcam. Myślę, że przelecę


również chłopaka w wełnianej czapce. Może narysuje coś lepszego po tym,
jak zobaczy mnie nago z bliska i na własne oczy.
– A teraz już skończyłaś? – zapytał napiętym głosem. – Bo jeśli
zamkniesz się, kurwa, na minutę, to chciałbym coś wtrącić.
Wytrzeszczyłam oczy.

– Czy ty właśnie kazałeś mi się zamknąć?

Caine pochylił głowę, więc patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Wycedził


przez zęby:

– Nie muszę wysłuchiwać opowieści o tym, jak pieprzysz innych facetów.


Więc tak, zamknij się, do kurwy, chociaż na chwilę.
– Nie zamknę się. Mogę…
Caine przerwał mi warknięciem, a potem… jego usta zmiażdżyły moje.
Sapnęłam zszokowana, a on połknął ten dźwięk podczas pocałunku. Przyłożył
dłonie do moich policzków i znowu warknął, przechylając moją głowę, by
pogłębić pocałunek. W pierwszym odruchu chciałam walczyć, odepchnąć go
i uciec w przeciwnym kierunku. Ale ta myśl zniknęła w chwili, gdy jego
język wsunął mi się do ust i odnalazł mój. Więc oddałam pocałunek
z narastającym we mnie gniewem.
Otoczyłam go ramionami za szyję i złapałam włosy, by przyciągnąć go do
siebie. Caine złapał mnie z tyłu ud, podniósł i przycisnął do zimnego okna.
Otoczył moje nogi wokół swojej talii i jęknął, gdy wcisnął się między nie.
Ten dźwięk sprawił, że wszystko zniknęło.
Nie było krzyku.

Caine nie mówił mi, że będzie mi lepiej z innym.


Był tylko on i ja – i ten pocałunek.

Ten pocałunek. My.


Nie byliśmy wystarczająco blisko siebie. Nasze kończyny plątały się ze
sobą, jego twarde ciało trzymało moje w miejscu. Byliśmy głodni siebie
nawzajem. Już nie miałam ochoty walczyć. Kręciło mi się w głowie i nie
mogłam skleić sensownej myśli, gdy już nasz pocałunek dobiegł końca. Caine
dyszał.
– Czy możesz milczeć przez chwilę? – wychrypiał.
Udało mi się pokiwać głową.
– To dobrze. – Jego uścisk na mnie stał się silniejszy. Caine odsunął się
ode mnie na tyle, by móc mi spojrzeć w oczy. – Powiedziałem, że lepiej
będzie ci z nim niż ze mną. Ale nie dałaś mi dokończyć.

Wstrzymałam oddech, czekając na resztę.

Caine odwrócił wzrok, jakby pogrążony w myślach.


– Wczoraj wyszedłem, myśląc, że postępuję właściwie. Nigdy nie byłem
w związku, który trwałby dłużej niż kilka miesięcy, a ja zawsze wszystko
potrafię spieprzyć.

– Ale ty nie…

Caine przyłożył dwa palce do moich ust, uciszając mnie. Przymknął


powieki i pokręcił głową. Gdy je otworzył, zaśmiał się.

– Boże, ty się naprawdę nigdy nie zamykasz. – A potem oparł swoje czoło
o moje. – Pozwól mi skończyć.

Pokiwałam głową.

– Może i będzie ci lepiej z nim niż ze mną, ale jestem egoistycznym


draniem. I jestem na tyle samolubny, by nie odejść, gdy powinienem, i prosić
cię, byś ze mną została, dopóki nie spieprzę czegoś tak bardzo, że uciekniesz
ode mnie jak najdalej.
Spojrzałam mu w oczy i zrozumiałam, że on wierzył w każde swoje
słowo. Z jakiegoś powodu myślał, że nie warto dawać mu szansy – że złe
zakończenie jest nieuniknione. Dręczący mnie ucisk w żołądku ostrzegał, że
na tym ucierpię, ale postanowiłam zdusić to w zarodku.
– A powiesz mi, dlaczego sądzisz, że wszystko spieprzysz?

– To wszystko jest już historią, Rachel.

– Więc wyciągniemy z niej wnioski. Ale nie będę mogła tego zrobić, jeśli
nie wiem, czego unikać.
Caine przyglądał mi się przez chwilę.

– A powiesz temu palantowi, że nie jesteś zainteresowana?

– Palantowi? – Uniosłam brwi.


– Twojemu współlokatorowi. Davisowi.
Wolałam mu nie mówić, że już wcześniej postanowiłam powiedzieć to
Davisowi. Niech myśli, że wygrał.
– Tak.
– Okej. To pogadamy później.

Oczywiście natychmiast zaczęłam protestować.

– Później? A dlaczego nie możemy…


Caine uciszył mnie pocałunkiem. Znowu.

Później też będzie okej.

Słuchałam bicia serca Caine’a, położywszy głowę na jego piersi.


– W liceum miałem dziewczynę. Byliśmy razem kilka miesięcy.
Zdradziłem ją.

Powiedział to cicho, więc musiałam odsunąć ucho od jego piersi, by lepiej


go słyszeć. Odwróciłam głowę i oparłam podbródek na złączonych dłoniach.
W pokoju było ciemno, chociaż mój wzrok przyzwyczaił się na tyle, by
zobaczyć go, gdy mówi. Oboje byliśmy nadzy i czułam się całkiem
zadowolona.

– Byłeś młody.

– Z jej dwudziestodwuletnią siostrą.

– Ile miałeś wtedy lat?

– Siedemnaście.

– Cóż, więc naprawdę byłeś wtedy młody. Ona była starsza i powinna
była wiedzieć lepiej.

– Podczas pierwszego roku studiów poznałem Abby. Spotykaliśmy się


pięć miesięcy, a potem postanowiłem wziąć semestr wolnego i wyjechać
w trasę z grupą. Byliśmy suportem przed zespołem tylko trochę bardziej
znanym od nas, ale i tak sądziliśmy, że zostaniemy gwiazdami rocka. Wtedy
po raz pierwszy spotkałem groupies. Tak naprawdę chyba nie zdradziłem
wtedy Abby. Po siedmiu tygodniach w trasie zadzwoniłem do niej
i powiedziałem, że powinniśmy spotykać się z innymi ludźmi. Ona myślała,
że po prostu jestem samotny, więc kilka dni później przyleciała do Seattle, by
mnie zaskoczyć i obejrzeć nasz występ. Przyłapała mnie na gorącym uczynku
za sceną z dwiema kobietami.

Zmarszczyłam nos.

– Byłeś w trójkącie?
– Nawet nie zauważyłem, że Abby się tam zjawiła. Podobno zastała nas,
a jedna z dziewczyn zaprosiła ją, by do nas dołączyła, ale ja byłem zbyt
zajęty, by to zauważyć.

– To trochę chore.

– Abby się wkurzyła, wypiła za dużo i najwyraźniej spadła ze schodów


w hotelu. Skręciła kostkę i złamała nos. Spędziła noc w szpitalu i jej rodzice
przylecieli po nią następnego ranka. Dowiedziałem się o tym wszystkim
dopiero tydzień później.
– To okropne. Chociaż nie sądzę, by to była twoja wina. Brzmi to tak,
jakbyś próbował postąpić właściwie, gdy postanowiłeś z nią zerwać.

– Nawet jeśli próbuję postąpić właściwie, zawsze coś spieprzę.

– To na pewno nieprawda.

Caine milczał przez dłuższą chwilę. Kiedy się odezwał, jego głos brzmiał
na udręczony.

– Mój najlepszy przyjaciel Liam i ja założyliśmy zespół, gdy mieliśmy po


dwanaście lat. On był niesamowitym kompozytorem piosenek. Ale problem
w tym, że jego najlepsze kawałki powstały, gdy był narąbany.

– Czytałam, że Dylan najlepsze piosenki napisał pod wpływem heroiny.

– Tak. Sex, drugs and rock‘n’roll. To nie jest tylko chwytliwy tekst na
koszulki. Kiedy nasz zespół naprawdę zaczął odnosić sukcesy, uzależnienie
Liama pogłębiało się. Na początku pił kilka red bulli, by nie spać całą noc
i grać lub pisać piosenki – później energetyki zastąpił adderallem, bo łatwiej
wziąć pigułkę. Graliśmy wtedy w pobliżu uniwersytetów, a studenci łykają to
jak cukierki. Po adderallu jesteś w stanie nie spać dwadzieścia cztery godziny,
ale potem musisz się zdrzemnąć, więc bierzesz kolejną tabletkę, gdy masz
zjazd.

– Mówisz z własnego doświadczenia czy Liama?

– Też brałem, ale nie w takim stopniu jak Liam. Był taki czas, gdy
rzeczywistość nie była tak wyraźna, jak teraz. Chyba wtedy myślałem, że to
normalne. Przez jakiś czas ja i chłopaki nawet nie wiedzieliśmy, jak jest źle.
A potem którejś nocy próbowaliśmy obudzić Liama przed występem i nie
mogliśmy. Kiedy w szpitalu przepłukano mu żołądek, znaleziono tyle
narkotyków – nie tylko tabletek – że to cud, że przeżył. Nie miałem pojęcia,
kiedy zamienił adderall na kokę i metę.
– O Boże, tak mi przykro.

– Liam po raz pierwszy poszedł na odwyk, a po tym wydarzeniu wszyscy


na jakiś czas wróciliśmy do red bulli. Ale to nie trwało długo. Liam znowu
stracił kontrolę i znowu zawieźliśmy go na odwyk. Podczas jego ostatniego
pobytu dostaliśmy kontrakt. Powinienem był się domyślić, że to będzie dla
niego zbyt wiele. Częścią naszej umowy z wytwórnią było to, że musieliśmy
nagrać pięć nowych piosenek. To duży stres jak dla kogoś, kto dopiero
wyszedł z odwyku.
Już wiedziałam, że jeden z jego kolegów z zespołu umarł
z przedawkowania. Nie chciałam, by mówił to na głos.

– Czytałam o twoim przyjacielu, gdy wygooglowałam cię po naszym


pierwszym spotkaniu. Tak mi przykro.

Caine milczał przed długi czas. Zamknął oczy i kiedy je otworzył, nawet
w ciemności widziałam, że lekko się zaszkliły.

Pogłaskałam go po policzku.
– Nie możesz kontrolować czyjegoś uzależnienia.

– Nie. Ale nie musiałem dokładać mu stresu. Nie powinniśmy byli


przystać na ten kontrakt i nakłaniać Liama do pisania.
– Czy Liam był zadowolony z powodu tego kontraktu?

– Tak, jak my wszyscy. Mieliśmy po dwadzieścia jeden lat i podpisaliśmy


kontrakt ze znaną wytwórnią muzyczną.

– To, co się stało, nie jest twoją winą. Ćpuni szukają tylko wymówki, by
usprawiedliwić to, co robią. Gdyby nie ta sytuacja, to inna by go załamała.

Caine westchnął.
– Nie mam na koncie dobrych związków, Rachel. Nawet wtedy, gdy
próbuję postąpić właściwie, źle się to kończy. Nie powiedziałem ci nawet
o połowie złych wyborów, których dokonałem. O dziewczynie Liama, która
była zbyt młoda, by brać udział w trasie, ale ja i tak na to pozwoliłem. O tym,
gdy miałem szesnaście lat i poznałem pewną…

Usłyszałam wystarczająco. Tak jak on wcześniej uciszyłam go,


przykładając dwa palce do jego ust.

– Zamknij się, do cholery, Caine.


Uśmiechnął się smutno.

– Sama chciałaś, bym z tobą porozmawiał.


Usiadłam na nim okrakiem. Wcześniej okrywałam się kołdrą, ale teraz
pozwoliłam jej opaść.

– Dziękuję za to, że się tym ze mną podzieliłeś.

Złapał mnie w talii i podniósł tak, że przyklęknęłam. Wyciągnął rękę,


złapał swojego fiuta i ustawił go tuż pod moim wejściem.
– Jeszcze nie skończyłem się z tobą dzielić.
ROZDZIAŁ 27

Zeszłej nocy między mną a Caine’em zaszła jakaś zmiana na lepsze. Chyba
przestał walczyć z tym, co się działo. O poranku spotkałam swobodniejszą –
może nawet szczęśliwszą – wersję Caine’a.
Po wykopaniu go spod prysznica po to, by umyć coś poza piersiami
i przestrzenią między nogami, poświęciłam kilka chwil, by przemyśleć to, co
się stało. Pulsujący strumień wody masował moją szyję, a ja zamknęłam
oczy.
Caine otworzył się przede mną. Nosił na barkach duży ciężar i poczucie
winy – co wydawało mi się niesłuszne. A mimo to ja nie potrafiłam podzielić
się z nim moją przeszłością. Nie wiedziałam, czy kiedykolwiek będę w stanie
się tym podzielić.
Po wyjściu spod prysznica przejrzałam szafę Caine’a i znalazłam
koszulkę. Jego garderoba była większa niż moja kuchnia. Wyjęłam starą,
znoszoną koszulkę z logo Brooklyn College, włożyłam ją i przeczesałam
palcami mokre włosy.
Zastałam Caine’a przy stole jadalnym ze stosem papierów i otwartym
laptopem. Miał na nosie okulary, w których tak mi się podobał. Uniósł głowę,
by popatrzeć, jak idę w jego stronę.

– Co?
– Moja koszulka wygląda na tobie lepiej niż na mnie.
Kiedy dotarłam do stołu, natychmiast wsunął pod nią rękę i złapał mnie za
tyłek.

Pogroziłam mu palcem.

– O nie, nie, nie, profesorze. Chyba ma pan dużo pracy.


– Moja asystentka powinna ocenić te prace.

– Nie poprosiłeś. Zrobiłabym to.

Posadził mnie sobie na kolanie i ukrył twarz w moich włosach.


– Może ocenisz je teraz? Ja ci zrobię palcówkę, a ty przeczytasz
wypracowania na temat rytmu w sztuce.

– Ale jesteś zboczony.


Spojrzał na mnie.

– Co jest zboczone? Że zrobiłbym ci dobrze palcami? Przecież lubisz


mieć je w sobie. I mój język też. I mojego fiuta. Chciałbym mieć więcej
rzeczy, które mógłbym w ciebie włożyć. Wtedy nigdy bym z ciebie nie
wyszedł.

Szturchnęłam go i się zaśmiałam.

– Umieram z głodu. Musisz mnie nakarmić.

– Co? Właśnie to próbuję zrobić. Próbuję cię rozgrzać, żeby cię nakarmić.

– A może zrobisz mi coś do jedzenia, a ja dokończę oceniać prace?


– Umowa stoi. Nienawidzę oceniać.
Dokończyłam ocenianie prac, a Caine przygotował śniadanie. Naleśniki
i kiełbaski.
– To jest naprawdę dobre. Ale to samo zrobiłeś u mnie. – Wycelowałam
w niego widelcem. – Czy naleśniki to jedyne, co potrafisz zrobić?

– Nie, mądralo. Wiem, jak ugotować wiele rzeczy. Po prostu nie robię
tego często, bo łatwiej jest kupić coś w drodze do domu.
– Nie idzie mi zbyt dobrze gotowanie, ale robię zarąbiste ciasta i inne
wypieki.

– Naprawdę?

– Rose, ciocia, która nas wychowała, była szefem kuchni w cukierni. Gdy
się do niej przeprowadziłyśmy, chciała, żebyśmy zżyły się ze sobą dzięki
wspólnemu pieczeniu.
Caine chyba się nad czymś zastanawiał.
– Czy twoja ciocia i wujek mieli własne dzieci?

– Nie. Rose nie mogła mieć dzieci. Tak naprawdę przez długi czas byli
moimi rodzicami zastępczymi. Po tym, jak adoptowali mnie i siostrę, przestali
przyjmować inne dzieci. Mieli masę roboty ze mną i Riley.
– Wspominałaś, że gdy byłaś młodsza, trochę szalałaś. Chętnie bym to
zobaczył.

– Nie, nie chciałbyś. Przez nas Rose przeszła piekło. Nastolatki ogólnie są
trudne w wychowaniu. Ja nie byłam aniołkiem, ale moja siostra to prawdziwy
diabeł.
Dokończenie śniadania dało mi doskonałą wymówkę, by wstać i zmienić
temat. Nie byłam dobrą kłamczuchą i to tylko kwestia czasu, zanim Caine
zada mi pytanie, na które nie będę gotowa odpowiedzieć. Zabrałam talerze do
zlewu i postanowiłam umyć je ręcznie zamiast włożyć do zmywarki.

Caine zaszedł mnie od tyłu i pocałował w ramię.

– Czy jutro wieczorem musisz pracować?

– Nie. Dzisiaj mam wieczorną zmianę, a jutro dzienną.


– Jutro chciałabym cię gdzieś wieczorem zabrać.

– Dokąd?

– To niespodzianka.
Uśmiechnęłam się.
– Okej.

– Wystrój się.

Dokończyłam myć ostatni talerz, zakręciłam wodę i odwróciłam się


w jego stronę.
– Jak bardzo?

– Tak bardzo, jak chcesz.

Nie pamiętam, kiedy po raz ostatni czułam się tak dobrze. Caine zauważył
mój głupkowaty uśmiech.

– To jest takie… właściwe.


Przyjrzał mi się.

– To prawda. Mimo że bardzo z tym walczyłem i to jest niezgodne


z zasadami uczelni, dawno nie czułem, by coś było tak właściwe. Może nie
potrafię pozbyć się ciebie z myśli, bo powinnaś tam być.
Przez kilka następnych godzin nic nie robiliśmy – leżeliśmy tylko na
kanapie i oglądaliśmy powtórki Prawa i porządku. Nie podobało mi się to, że
niedługo ten dzień dobiegnie końca, ale w końcu musiałam poprosić Caine’a,
by zawiózł mnie do domu, żebym mogła przygotować się do pracy.
Ubraliśmy się w jego sypialni.

Pościeliłam łóżko, gdy on włożył dżinsy i koszulkę polo, a potem umył


zęby. Na stoliku nocnym leżało do połowy puste pudełko kondomów.
Drzwi do łazienki były otwarte, więc krzyknęłam:
– Gdzie je trzymasz?

– Co?

– Gumki?
– Na szafce nocnej. Ale możesz je zostawić, gdzie chcesz. Niedługo
dokończymy pudełko.
Uśmiechałam się, otwierając szufladę, i już chciałam włożyć do środka
pudełko, gdy nagle moją uwagę przyciągnęło zdjęcie w srebrnej ramce.
Byłam wścibska, więc musiałam je obejrzeć. Zdjęcie przedstawiało zespół
Caine’a. Miał wtedy pewnie około dwudziestu lat i stał ramię w ramię
z chłopakiem w jego wieku. Reszta zespołu znajdowała się za nimi.
Caine wyszedł z łazienki i przyłapał mnie na gorącym uczynku.
– Przepraszam. Zobaczyłam je, kiedy otworzyłam szufladę. Nie mogłam
się powstrzymać. Byłeś taki seksowny.

Łóżko się pode mną ugięło, gdy usiadł obok.

– Byłem?

Odetchnęłam z ulgą, bo najwyraźniej nie był zły z powodu tego, że


węszyłam. Szturchnęłam go ramieniem i zażartowałam:

– Cóż, teraz jesteś starszy, dorosły, więc jesteś raczej przystojny niż
seksowny.

Wyjął zdjęcie z moich rak.

– Naprawdę?

Spojrzał na fotografię i przesunął po niej palcem.

– To ja, Liam i reszta zespołu.

– Wyglądaliście na takich szczęśliwych. Dlaczego trzymasz to zdjęcie


w szufladzie?

– Nie wiem. Chyba czasami nie jest łatwo na nie patrzeć.

Znałam to uczucie. Kiedy urządziłam swoje mieszkanie, przez jakiś czas


nie mogłam przejść obok zdjęcia mojej mamy, bo czułam wtedy smutek. Ale
w końcu przyzwyczaiłam się do niego i po jakimś czasie na jego widok
codziennie zaczęłam się uśmiechać.
– Jest łatwiej, jeśli zostawisz zdjęcie na wierzchu. Kiedy je chowasz,
zakopujesz wspomnienia i rany nigdy się nie zagoją.
Caine spojrzał na mnie i pokiwał głową. Potem zamknął szufladę
w szafce i położył zdjęcie na jej blacie.

– Gotowa?

Zachowałam pokerową twarz, bo nie chciałam mu pokazać, jak bardzo się


ucieszyłam, gdy posłuchał mojej rady. Pewnie spojrzy na nie kilka razy i to
będzie bolało, ale może nadszedł już czas, by się z tym pogodzić. Poza tym
miałam nadzieję, że będę przy nim, by go pocieszyć, kiedy każdej nocy
będzie kładł się do łóżka.
Wzięłam z salonu swoją torebkę i przejrzałam ją, by odnaleźć telefon, gdy
Caine zakładał buty. Na dole obok komórki leżały monety. Wpadł mi do
głowy pewien pomysł – postanowiłam zrobić coś, czego nie robiłam od
dawna.
– Zaczekaj – rzuciłam. – Zapomniałam czegoś z sypialni.

Podeszłam do szafki nocnej, jeszcze raz zerknęłam na zdjęcie Caine’a


i Liama i zamknęłam oczy, myśląc życzenie. Potem rzuciłam dwie miedziane
monety na podłogę, by Caine je później znalazł.
Jeśli znajdziesz pieniążek, podnieś go, a spotka cię coś dobrego.

Zadowolona z siebie uśmiechnęłam się i odwróciłam, by wrócić do


salonu. Nie spodziewałam się, że zastanę Caine’a w przejściu. Podskoczyłam
ze strachu, łapiąc się za serce.
– Przestraszyłeś mnie.

Caine spojrzał na podłogę na monety, a potem przyjrzał się mojej twarzy.

– Co ty właśnie, do cholery, zrobiłaś?


ROZDZIAŁ 28

Co to, kurwa, miało znaczyć?


Krążyłem po mieszkaniu, odkąd odwiozłem Rachel i wróciłem do siebie.
Ona wiedziała, że coś jest nie tak, wiedziała, że kłamałem, gdy powiedziałem,
że czuję zbliżającą się migrenę. Nie mam migren, a mimo to byłem pewny, że
pulsowanie w głowie niedługo do niej doprowadzi.
To nie mógł być przypadek.

A może to jednak był pieprzony przypadek?

Przeczesałem włosy dłońmi. Myśl, West, myśl. Jak nazywał się ojczym tej
dziewczynki?

A potem przypomniałem sobie o teczce, którą trzymałem w szufladzie


biurka. A może w szafce w gabinecie, gdzie trzymałem rzeczy związane
z zespołem. Byłem pewny, że mam kopię policyjnego raportu. Bóg jeden wie,
po co go zatrzymałem po tym, jak rodzice zapłacili fortunę, by zachować ten
incydent w tajemnicy i upewnić się, że moja kartoteka pozostanie
zapieczętowana.
Przejrzałem wszystkie papiery w poszukiwaniu raportu. Mój gabinet
wyglądał, jakby przeszedł w nim huragan, gdy w końcu znalazłem pożółkłą,
wyblakniętą kartkę.

Nazwisko poszkodowanego: Benny Nelson.


Nelson. Myślałem, że poczuję ulgę, kiedy odkryję, że jego nazwisko nie
jest takie samo jak nazwisko Rachel, ale zamiast tego miałem tylko jeszcze
więcej pytań.
Matka tej dziewczynki zmarła rok wcześniej. To by oznaczało, że miała
dziewięć lub dziesięć lat, gdy ją straciła. Tyle samo, co Rachel, kiedy straciła
matkę. Kurwa.
To uczucie. To cholerne uczucie, które towarzyszyło mi od dnia, gdy ją
poznałem. Wiedziałem, że skądś ją znam, ale nie potrafiłem tego nazwać. Co
sprawiło, że tak się czułem? Nigdy tak naprawdę nie widziałem tamtej
dziewczynki z bliska – jej twarz mignęła mi tylko raz przed kościołem
i widziałem ją przez kratkę konfesjonału. To było piętnaście lat temu. Moje
wspomnienia nie były wyraźne. Kurwa.
Rachel wspomniała, że wychowała ją ciocia. Nigdy nie mówiła
o ojczymie. Ale z drugiej strony, gdyby mój ojczym był potworem
molestującym dzieci, to ja też nie wspominałbym o tym podczas randki.
Odsunąłem na bok wino i wyjąłem butelkę szkockiej z szafki na alkohol.
Nalałem sobie podwójnego drinka. Płyn palił mnie w gardle, ale to było dobre
uczucie, jakby mój przełyk powinien płonąć.
Wypiłem kolejny łyk.

Rachel powiedziała, że dorastała w miasteczku sąsiadującym z moim.


Pleasantville jest nieduże, da się stamtąd dojechać do St. Killian’s niebieskim
rowerem.

Kolejny łyk.

Dziewczynka miała starszą siostrę.


Rachel ma starszą siostrę.

Jako nastolatka straciła nad sobą kontrolę – żyła z tym skurwielem


Nelsonem, więc każdy tak by się zachowywał, by zapomnieć.
Wypiłem resztę drinka i wyjrzałem za okno, próbując przypomnieć sobie
obraz dziewczynki. Ale to było tak dawno.

W końcu alkohol przesiąkł do mojego krwiobiegu, padłem na kanapę,


opierając głowę na ręce, i popatrzyłem w sufit.

Jak, kurwa, się tego dowiem? Musiałem wiedzieć.


Ale przecież nie mogłem tak po prostu ją o to zapytać. Powiedz mi, czy
jako dziecko zaprzyjaźniłaś się z księdzem? Z mężczyzną, któremu
powierzyłaś wszystkie swoje sekrety?
Tak. To byłem ja. Naćpany szesnastolatek, który jarał się tym, że słucha
dziewczynki opowiadającej o swoim chujowym domu.

A przy okazji, byłaś molestowana jako dziecko? Czy tylko twoja siostra?

Kurwa!
KUUUUURWA!

Rzuciłem pustą szklanką o szybę. Na szczęście odbiła się od drewnianej


ramy i choć sama pękła, nie rozbiła okna sięgającego od podłogi do sufitu.
Zamknąłem oczy i zakręciło mi się w głowie.

Jak mam się dowiedzieć?

Jak mam się dowiedzieć?


ROZDZIAŁ 29

Czułam się jak Kopciuszek.


Nie wiedziałam, jak się ubrać, więc dręczyłam Caine’a, aż powiedział mi,
dokąd idziemy. Nigdy nie byłam w operze i uważałam, że to miłe z jego
strony – wiedział, ile to dla mnie znaczy z powodu mojego badania
z Umbertem.
Nie miałam w szafie niczego na tyle szykownego, by iść w tym do opery,
więc pożyczyłam od Avy prostą czarną sukienkę, która krzyżowała się na
dekolcie i owijała wokół szyi. Głęboki dekolt odkrywał więcej, niż zazwyczaj
pokazywałam, i cieszyłam się, że Ava dała mi sukienkę, a do niej dwustronną
taśmę.

Równo o szóstej rozległ się dźwięk domofonu i, o dziwo, już byłam


gotowa. Czekając, aż Caine wjedzie windą na górę, poszłam do łazienki, by
pomalować usta. Jak się stroić, to na całego, pomyślałam, malując usta
czerwoną szminką, której nigdy nie używałam.
Drzwi do mieszkania zostawiłam wcześniej uchylone, ale Caine zapukał
przed wejściem.
– Rachel?
– Zaraz przyjdę!

– Nie spiesz się.


Każdy by tak powiedział, chociaż akurat w tej sytuacji spodziewałam się
komentarza dotyczącego mojego wiecznego spóźniania się. Od dwóch dni
Caine wydawał się jakiś przygaszony. Nie był tak sarkastyczny, jak
zazwyczaj, a jego teksty nie były nawet zboczone. Minęło tylko czterdzieści
osiem godzin, odkąd odwiózł mnie do domu po naszej spektakularnej
wspólnej nocy, ale tęskniłam za intymnością, która już nas połączyła.
Po raz ostatni zerknęłam w lustro – podobało mi się to, co zobaczyłam –
odetchnęłam głęboko i wyszłam, by przywitać Caine’a. Dzisiaj się
denerwowałam. Wychodziłam poza swoją strefę komfortu i musiałam się
wystroić do opery.
Zastałam go tam, gdzie zwykle, czyli przed ścianą ze zdjęciami.

– I co sądzisz? – Okręciłam się, tak jak robią dziewczyny. To również


było nie w moim stylu.

Gdy Caine się odwrócił, jego mina była bezcenna. Zacisnął szczękę
i musiał odchrząknąć, zanim odpowiedział.

– Wyglądasz pięknie.

– Dzięki. Sam też wyglądasz nieźle. – Miał na sobie ciemny, dopasowany


trzyczęściowy garnitur, który wyglądał, jakby został dla niego stworzony.
Gdy zobaczyłam, jak materiał opina się na jego szerokich ramionach
i bicepsach, stwierdziłam, że musiał być szyty na miarę. Klasa sama w sobie.
To, z jaką pewnością siebie nosił ten garnitur, działało na mnie tak, jak widok
kobiecej bielizny na mężczyznę. Nagle zrobiło mi się ciepło w sukience bez
ramiączek, dość skąpej.
Caine stał w miejscu, przesuwając spojrzeniem po moim ciele i czekając,
aż do niego podejdę. Mając na sobie dziesięciocentymetrowe szpilki, chociaż
raz dla odmiany nie musiałam stawać na palcach, by go przywitać.
– Podobasz mi się w tym garniturze. Aż mnie ściska tam na dole.

Uśmiechnął się.

– Ach, tak? Możemy zostać w domu i zajmę się tobą tam na dole
językiem, mając na sobie ten garnitur.

Boże, zapomnijcie o maśle orzechowym i dżemie. Nie ma lepszego


połączenia niż pikantne słowa i seksowny garnitur. Caine złapał mnie za kark
i pocałował brutalnie, nie dbając o to, że rozmaże mi szminkę.
Zachwiałam się lekko, gdy wyszeptał:

– Podoba mi się ta sukienka, ale nie mogę się doczekać, gdy ją później
z ciebie zdejmę.

Poczułam, że uśmiecham się promiennie. Kto by pomyślał, że jestem


w stanie to zrobić?

– Tylko zmienię torebkę i za minutę będę gotowa.

W sypialni poprawiłam szminkę, nakładając świeżą warstwę na moje


spuchnięte po pocałunku usta, a potem wzięłam małą czarną kopertówkę
i wrzuciłam do niej najpotrzebniejsze rzeczy.
– Gotowy?

– Nie masz na ścianie żadnych zdjęć z dzieciństwa.

To dlatego, że wtedy nie było zbyt wielu dobrych chwil, które chciałabym
zapamiętać.

– Nie było ich zbyt wiele. – Wzruszyłam ramionami. – Wiesz, byłam


drugim dzieckiem i tak dalej.

Caine przyjrzał mi się.


– A masz chociaż jedno? Chciałabym zobaczyć, jak wyglądałaś, gdy
byłaś mała.

– Moja siostra ma większość. Ale pewnie wygrzebię później jakieś.

Pokiwał głową.
Na zewnątrz z zaskoczeniem zauważyłam, że Caine nie zamierzał
prowadzić. Wynajął dla nas samochód i gdy się do niego zbliżyliśmy, szofer
wysiadł i otworzył dla nas tylne drzwi. Naprawdę czułam się teraz jak
Kopciuszek.

– Samochód? Poszedłeś na całość. Ale zdradzę ci sekret – i tak wieczorem


by ci się poszczęściło. Nie musiałeś się aż tak starać.

Caine się uśmiechnął, ale ten uśmiech był jakiś dziwny. Nie wiedziałam
dokładnie, o co chodzi, jednak Caine wydawał się inny. Nasze rozmowy były
normalne – każda osoba patrząca na nas z zewnątrz zobaczyłaby tylko parę
jadącą razem na randkę. A mimo to coś mnie dręczyło.
Po drodze do The Met rozmawialiśmy o uczelni i pracy. Zwaliłam
niepokój na nerwy, a może na to, że teraz coś się zmieniło, bo już ze sobą nie
walczyliśmy.
W operze zjawiliśmy się na pół godziny przed rozpoczęciem spektaklu,
więc poszliśmy do baru i zamówiliśmy drinki. Ja jak zwykle postawiłam na
dietetyczną colę, a Caine wybrał podwójną szkocką.

– Czy wszystko w porządku?

– Tak. Jest dobrze. Dlaczego pytasz?


Wzruszyłam ramionami.

– Bez powodu.

Szybko wypił pierwszą szklankę i zamówił drugą. To, że na ogół


unikałam picia, nie znaczy, że przeszkadzało mi picie innych. A mimo to,
znowu, te dwa podwójne drinki i milczenie Caine’a wydały mi się dziwne.
Kiedy światła zgasły, bileter pokazał nam nasze miejsca. Rozejrzałam się
po sali i znowu wmówiłam sobie, że to wszystko przez to, że nie czułam się
tutaj na miejscu. Chociaż lubiłam muzykę, pomysł pójścia do opery zawsze
wydawał mi się pretensjonalny. To miejsce było jak ekskluzywne
emporium – prychnęłam, myśląc, że na pewno nie będą sprzedawać przed
wejściem T-shirtów z napisami, jak na ostatnim pokazie, na którym byłam.
– Jeśli zdejmę marynarkę i położę ją na twoich kolanach, to pewnie uda
mi się zrobić ci dobrze, tak że będziesz śpiewać podczas całej pierwszej
sceny.

Kobieta, która właśnie zajmowała miejsce po drugiej stronie Caine’a,


spojrzała w jego stronę, więc posłałam mu ostrzegawcze spojrzenie
i wyszeptałam:
– Ciii. Nie tak głośno.

Prychnął, a gdy światła zgasły i zaczął się pokaz, wstał i zdjął marynarkę,
puszczając do mnie oko. Na wszelki wypadek złapałam go za rękę, kiedy już
usiadł.
Muzyka wypełniła pomieszczenie niemal natychmiast, otoczyła mnie,
zbiła z pantałyku. Wciągnęła mnie od pierwszej nuty i nie puściła aż do
końca. Wszystko przytłoczyło moje zmysły – orkiestra, wysokie głosy,
piękno przedstawienia i kostiumów. Spodziewałam się, że mi się to spodoba,
ale nie myślałam, że będę płakać.

Kiedy opera dobiegła końca, byłam oszołomiona. Ramię w ramię


wyszliśmy z Caine’em na zewnątrz, poszliśmy do czekającego samochodu.
Caine ścisnął moje palce, gdy już wsiedliśmy.

– I co sądzisz?

– To była najbardziej magiczna rzecz, jakiej w życiu doświadczyłam.


Potarł kciukiem wierzch mojej dłoni.

– Pierwszy raz zdecydowanie jest czymś wyjątkowym.


– Dziękuję za to, że mnie tu zabrałeś. Cieszę się, że mogłam zobaczyć
z tobą operę.

Caine się uśmiechnął.


– Co ci się najbardziej podobało?
– Szczerze mówiąc, nie wiem, jak mam to wyjaśnić. Podczas
przedstawienia czułam się tak, jak jeszcze nigdy wcześniej. Pochłonęły mnie
emocje i nie widziałam ani nie czułam niczego innego.
Spojrzał na mnie łagodnym wzrokiem.

– Wiem, o co ci chodzi.

Czasami podczas przedstawienia czułam, że Caine obserwuje mnie, a nie


występ, ale byłam zbyt pochłonięta, by oderwać wzrok od sceny.

– Może to dziwnie zabrzmi, ale sądzę, że doświadczyłam jakiejś formy


miłości. A przynajmniej tego uczucia, które daje miłość – pochłaniającego
uczucia, dzięki któremu czujesz się spełniony. Wiesz, o co mi chodzi?

– A myślałem, że nigdy nie byłaś zakochana.

W tej chwili coś do mnie dotarło. Rozumiałam to, bo zakochiwałam się


w Cainie. Tak jak opera, on też mnie przytłoczył od dnia, w którym go
poznałam. To była niewyjaśniona więź, chociaż bałam się przyznać do tego
na głos.
Wzruszyłam ramionami.

– Czytałam o tym.

Usta Caine’a drgnęły lekko. Nie widziałam tego od dłuższego czasu.

– Czytałaś, tak?

Wydawało mi się, że potrafi przejrzeć mnie na wylot, więc postanowiłam


zmienić temat i wrócić do jego pierwszego pytania dotyczącego tego, co mi
się najbardziej podobało.
– Moją ulubioną sceną była ta, w której umierała matka. To było dość
makabryczne, nie?
– Co ci się w tej scenie podobało?

– To, jak mąż śpiewał po jej śmierci. Było w tym tyle bólu i emocji.
Wiedziałam, że on już nigdy po tym nie znajdzie w życiu miłości. –
Przyłożyłam rękę do piersi, czując ucisk w sercu na samą myśl o tej scenie. –
Przypomniało mi to Umberta i Lydię – i jej oddanie. Oni przynajmniej mieli
dla siebie ponad pięćdziesiąt lat, a ten facet był taki młody i miłość jego życia
zniknęła. To przykre, ale jednocześnie takie piękne.
Caine pokiwał głową i chyba zastanawiał się nad moim komentarzem,
wyglądając przez okno. Kiedy w końcu znowu na mnie spojrzał, minę miał
poważną.
– Czy twoja matka wyszła ponownie za mąż? Nigdy nie wspominałaś
o ojczymie, więc nie wiem, czy miałaś go przed adopcją.

– Nie. – Skłamałam, zanim w ogóle się nad tym zastanowiłam. – Nie


miałam ojczyma. – Gdy to powiedziałam, pożałowałam, że go okłamałam.

Ale szybko poczułam się lepiej, bo Caine mnie zaskoczył, podnosząc


mnie z siedzenia i sadzając na swoim kolanie. To nie była zbyt kobieca
pozycja, biorąc pod uwagę to, jaką miałam na sobie elegancką suknię, ale nie
obchodziło mnie to. Jego powaga zmieniła się w przekorność. Jego uśmiech
się poszerzył, a ja poczułam w brzuchu motylki.

Otoczył mnie ramionami w talii, by mnie przytrzymać, i powiedział:

– Wiesz, co zrobimy, żeby świętować?


Zaśmiałam się.

– Nawet nie wiedziałam, że coś świętujemy.


– Nas. Będziemy świętować nas.

Nie liczył się powód, tylko mina Caine’a, gdy to mówił.

– Brzmi nieźle. A jak będziemy świętować?

– Seks w słuchawkach.
– Nawet nie mam pojęcia, co to jest. Ale wyszło to z twoich ust i zawiera
słowo seks, więc wchodzę w to.

Caine odchylił głowę, śmiejąc się.

– Moja dziewczynka.
ROZDZIAŁ 30

To zdecydowanie była wina nerwów. Po zabawie w samochodzie w drodze


do mojego mieszkania sprawy w sypialni przybrały o wiele poważniejszy
obrót. Caine zatrzymał mnie przy nogach łóżka. Stanął za mną, muskając
palcami moje nagie ramiona.
Jego gorący oddech połaskotał moją szyję, gdy wyszeptał mi do ucha:
– Ufasz mi?

– Tak.

– Zamknij oczy.

Bez wahania posłuchałam jego instrukcji. Przestał mnie dotykać,


poczułam, że się porusza, ale dalej stał za mną. Potem usłyszałam głośny
świst i sapnęłam. Szarpnięciem pozbył się krawata zawiązanego pod szyją.
Poczułam dotyk materiału na skórze.
– Pozbawię cię zmysłów, żebyś mogła skupić się tylko na tym, co z tobą
robię.

– Okej. – Ledwo słyszałam swój głos, nie potrafiłam nic więcej z siebie
wydusić.

Caine zakrył mi oczy krawatem, zawiązując go z tyłu niczym przepaskę.


Nawet nie próbowałam otwierać oczu – koniecznie pragnęłam poczuć się tak,
jak on tego chciał.
– Wszystko dobrze? – wyszeptał.

Pokiwałam głową.

Powoli rozpiął mi sukienkę. Nie wiedziałam, czy to zniecierpliwienie, czy


mój słuch naprawdę się wyostrzył z powodu zawiązanych oczu, ale dźwięk
zamka zsuwającego się coraz niżej rozpalił całe moje ciało. Sutki się napięły,
każdy nerw ożył – dosłownie czułam swoją skórę.
Caine nieśpiesznie zsuwał sukienkę z mojego ciała, pieszcząc moje
krągłości jedwabistym materiałem. Potem kazał mi wyjść z sukni. Gdy się
odsunął, zimne powietrze dotknęło mojej skóry. Zostałam tylko w bieliźnie
i szpilkach. Usłyszałam jakiś szmer w pokoju i nie wiedziałam, co on robił.
Chwilę później znów poczułam za sobą jego ciepło, bo wbił mi palce
w biodra i przysunął do siebie. Wcześniej musiał zdjąć koszulę, bo teraz
czułam jego skórę i twardy tors. Całował mnie po szyi, aż sięgnął ucha.
– Jesteś taka piękna. Nie mogę się doczekać, aż będę w tobie. Chcę cię
wziąć bez gumki – tak by nas dzisiaj nic nie dzieliło. Czy to w porządku?

W odpowiedzi wyjęczałam „tak” na zgodę.

– Teraz zakryję ci uszy. Okej?

Znowu pokiwałam głową. W tej chwili zgodziłabym się na wszystko.


Moje ciało wibrowało z potrzeby. Caine włożył mi coś na uszy – słuchawki
z redukcją szumu, które leżały na stoliku przy łóżku.
– Włączę ci moją playlistę. Najpierw puszczę muzykę cicho, żebyś mogła
się do niej przyzwyczaić, a potem powoli zgłośnię.
Gdy popłynęły pierwsze nuty instrumentalnego bluesa, Caine zdjął mi
stanik i majtki. Potem pozbył się reszty swoich ubrań i stanął za mną. Jego
rozgrzany penis znalazł się między jego brzuchem a moim tyłkiem. Uniósł
jedną słuchawkę, a muzyka, która płynęła, została zastąpiona jego
zachrypniętym głosem.
– Nie zdejmuj butów.
Poprowadził mnie do łóżka i położył mnie na plecach. Wtedy pogłośnił
muzykę. Nie widziałam go ani nie słyszałam, więc sapnęłam, kiedy zaczął
ssać mój sutek. Wygięłam plecy w łuk, czując te erotyczne doznania
wywołane tym, że dotykał mnie bez ostrzeżenia, a ja musiałam się
podporządkować jego woli bez pytania. Zamiast czuć się uwięziona z powodu
słuchawek i zasłoniętych oczu, było wręcz przeciwnie – czułam się zupełnie
wolna.
Nigdy nie doświadczyłam takiego podekscytowania tym, co on może
zrobić dalej. Każde uszczypnięcie, liźnięcie, muśnięcie i pieszczota mojego
ciała sprawiały, że jeszcze bardziej go pragnęłam. Dyszałam z potrzeby,
chociaż nie mogłam się słyszeć.
Caine znowu pogłośnił muzykę, gdy zaczęła się kolejna piosenka. Była
powolna, dźwięki narastały stopniowo, stawała się intensywniejsza, a jego
zachowanie chyba to naśladowało. Pocałował mnie namiętnie, a głębokie
uczucia, które zapłonęły w mojej piersi, skradły mi oddech. Byłam
pochłonięta od wewnątrz i na zewnątrz – pozbawienie mnie słuchu i wzroku
sprawiło, że skupiałam się wyłącznie na Cainie i na tym, jak się dzięki niemu
czułam.
Nagle przerwał pocałunek, odsunął się i podniósł. Nie widziałam go, ale
byłam pewna, że przyklęknął nade mną i przyglądał mi się. Wyobraziłam
sobie jego rozszerzone źrenice, falujące nozdrza i pożądanie płonące na jego
pięknej twarzy. Leżąc na wznak, ślepa na wszystko wokół, powinnam czuć
się słaba, ale zamiast tego czułam się potężna.
Wyciągnęłam rękę, wiedziałam, gdzie był, chociaż go nie widziałam,
i delikatnie go do siebie przyciągnęłam. Usta Caine’a musnęły moje, gdy jego
ciało znalazło się nad moim. Rozłożyłam nogi tak szeroko, jak tylko mogłam,
zapraszając go do środka. Czułam na skórze jego pulsujące warknięcie, gdy
ocierał się erekcją o wilgoć między moimi nogami. Potem nagle dźwięk
w słuchawkach stał się głośniejszy, a Caine wepchnął się we mnie.
Muzyka eksplodowała.
Widziałam tylko ciemność.

Ale, Boże, czułam wszystko.

To było najbardziej zachwycające, najbardziej erotyczne, najpiękniejsze


uczucie na świecie. Gdy on poruszał się lekko we mnie, przytłoczyło mnie tak
wiele emocji. Oczy wypełniły mi się łzami w chwili, kiedy muzyka osiągnęła
crescendo i Caine zanurzył się we mnie – wypełniał mnie na tak wiele
sposobów.
Byłam na skraju błogości tak długo, że szybko narósł we mnie szloch.
Jego pchnięcia nasiliły się, wchodził i wychodził brutalnie, za każdym razem
ocierając się o moją łechtaczkę. Mój świat zaczął wirować, gdy zbliżałam się
w stronę orgazmu, wszystko się rozpadało, a moja dusza skupiała się tylko na
nas – na tej chwili.

Jęknęłam głośno, gdy doszłam, wołając imię Caine’a raz po raz,


ujeżdżając falę spełnienia na ślepo. Nasze biodra ocierały się o siebie
nieprzerwanie, w rytm muzyki. Myślałam, że sięgnęłam już szczytu, ale się
pomyliłam. Caine wykonał ostatnie pchnięcie i wtedy poczułam żar jego
spełnienia w sobie – a to sprawiło, że znalazłam się na kolejnej fali orgazmu,
której wcześniej nawet się nie spodziewałam.
Kiedy przestaliśmy się poruszać, czułam się zupełnie wykończona. Moje
ciało wydawało się nie mieć kręgosłupa, w każdej chwili mogłabym paść na
podłogę i zmienić się w papkę, gdybym spróbowała wstać. Caine najpierw
odwiązał mi krawat, a potem ściągnął słuchawki.
Czekał, aż się odezwę, ale to nie było łatwe. Nie miałam w sobie ani
grama energii.

– To było szalone – w końcu udało mi się wychrypieć.

Usta Caine’a drgnęły – co wciąż podobało mi się z jakiegoś


niewyjaśnionego powodu. Odgarnął mi z twarzy wilgotne włosy.

– Tak.
– Nigdy… – Nie wiedziałam, jak opisać to, czego doświadczyłam. – Ja
nie sądziłam… to było…

Caine uśmiechnął się ciepło.

– Tak. Zgadzam się z tobą.


Zaśmiałam się.

– Czy zawsze tak jest… ze słuchawkami i opaską?


– Nie wiem.

Ściągnęłam brwi.

– Nigdy wcześniej tego nie robiłeś?


– Nie.

Szczęka mi opadła.
– To jak to możliwe, że jesteś w tym tak cholernie dobry?

Zachichotał.

– Nie jestem. To dzięki nam tak wyszło.


– Dzięki nam?

– Bo jesteśmy razem. I to działa. Poczułem to pierwszej nocy, gdy się


poznaliśmy. Tylko nie chciałem tego zaakceptować.

Miał rację. Więź między nami istniała od pierwszej chwili – to była iskra,
na którą mogliśmy nadepnąć i ją zgasić lub ją rozdmuchać i stworzyć
płomień.

– A teraz to akceptujesz?

Musnął moje usta swoimi i wyszeptał przy nich:


– Tak naprawdę nigdy nie miałem wyboru, Złośnico.

Dźwięk dzwoniącego telefonu wyrwał mnie z głębokiego snu.


– Cholera. – Podniosłam się na łokciach i promienie słoneczne od razu
poraziły moje oczy. Zmrużyłam powieki, widząc niezaciągnięte żaluzje, przez
które przedostawało się słońce. Sięgnęłam po leżący na szafce nocnej telefon.

Na ekranie pojawiła się wiadomość o nieodebranym połączeniu, bo nie


zdążyłam odebrać. Sprawdziłam, kto dzwonił, zobaczyłam godzinę
i odwróciłam się w stronę Caine’a, który leżał na brzuchu.

– Caine? – wyszeptałam.
– Hmm? – Zacisnął powieki.
– Jest już prawie dziesiąta. Za godzinę masz wykład.

– Nie mam. Dzisiaj moja asystentka poprowadzi za mnie zajęcia.


Uśmiechnęłam się.

– Tego nie było w grafiku, a poza tym twoja asystentka pracuje dzisiaj od
południa.
Jęknął.

– Kiepska ta moja asystentka.

Złapał mnie w talii, przyciągnął do siebie i zawisł nade mną. Jego erekcja
dźgała mnie w nogę.

– Jesteś…

– Twardy.

– Tak, o to mi właśnie chodziło.


– Jest rano, dopiero się obudziłem, a ty leżysz obok mnie naga. Moje ciało
chce cię odpowiednio przywitać.

– Nie mamy czasu. Wzięcie prysznica i dotarcie na zajęcia zajmie ci


przynajmniej pół godziny.

Jego usta odnalazły moją szyję.

– Mogę się trochę spóźnić.


Wytrzeszczyłam oczy.
– Ty? Spóźnić? Profesor Punktualny nie może się spóźniać.

Caine przesunął dłońmi po moim ciele, a jego kciuk odnalazł moją


łechtaczkę i zaczął ją masować.

– Mogę się spóźnić. Tylko moja asystentka i studenci nie mogą.


– Jesteś hipokrytą – powiedziałam, chociaż już przegrałam z jego
palcami.
Przestał mnie pieścić i posłał mi znaczący uśmiech.

– Masz rację. Powinienem już iść.

Złapałam go za nadgarstek.

– Nie ma mowy, profesorze. Po prostu zajmij się mną szybko.

Piętnaście minut później Caine doprowadził nas oboje do orgazmu


i zdążył wziąć prysznic. Cieszyłam oczy jego widokiem, gdy zbierał ubrania,
mając na sobie tylko ręcznik. Mój telefon znowu zadzwonił.

– To znowu moja siostra. Dzwoniła rano i nas obudziła.

– Podziękuj jej ode mnie.


Uśmiechnęłam się i odebrałam.

– Cześć.

– Cześć – odparła. – Już myślałam, że będę musiała wysłać do ciebie


ekipę poszukiwawczą. Dawno się nie odzywałaś.
– Przepraszam. Byłam bardzo zajęta. Czas leci szybko podczas tego
semestru – pracuję w barze, uczę się i jeszcze wykonuję zadania asystentki
wykładowcy.
– Jak ci się pracuje z tym ogrem?

– Ogrem?

– Ten wykładowca, o którym mi opowiadałaś?


Zupełnie zapomniałam, że po raz ostatni rozmawiałam z Riley, gdy
zaczęłam pracę jako asystentka Caine’a. Uniosłam głowę i pochwyciłam jego
spojrzenie, kiedy zapinał koszulę.

– Okazuje się, że nie jest taki zły.


Caine uniósł brwi.
– Och, to dobrze. Cieszę się, że wszystko się ułożyło – oznajmiła. – Nie
zapomniałaś o naszej comiesięcznej kolacji, prawda?
Zupełnie zapomniałam.
– Jak mogłabym zapomnieć o kolacji, którą jemy co miesiąc?

Pokręciłam głową, dając Caine’owi znać, że kłamałam, a on zaśmiał się,


wciągając koszulę w spodnie.

– Dzisiaj pracuję do siódmej. Powinnam być na miejscu o siódmej


trzydzieści.

– Okej.

– Dobra. A więc do zobaczenia. Muszę jeszcze iść pod prysznic


i niedługo wyjść, żeby nie spóźnić się do pracy. – Już miałam się rozłączyć,
gdy nagle wpadłam na pewien pomysł. – Zaczekaj. Czy mogę kogoś ze sobą
przyprowadzić?
– Spotykasz się z kimś i nic o tym nie wiem?

– To coś nowego.

– Oczywiście. – Usłyszałam podekscytowanie w jej głosie. – Nie mogę


się doczekać, aż go poznam.

– Ale jeszcze nie jestem pewna, czy uda mu się dotrzeć na kolację, czy
nie. Napiszę ci niedługo, okej?

– Jasne.
Caine skończył się ubierać i wziął telefon. Wcześniej, tuż po wyjściu spod
prysznica, zamówił Ubera.
– Samochód już prawie tu jest – oznajmił. – Muszę lecieć.
Wciąż siedziałam na łóżku, naga od pasa w górę, ale owinięta kołdrą
wokół bioder. Caine podszedł do mnie i potarł knykciami mój sutek,
pochylając się, by mnie pocałować.
– Przyjadę po ciebie o siódmej.

– Więc chcesz iść ze mną na kolację do mojej siostry?

– Słysząc twoją rozmowę z nią, założyłem, że właśnie o to ci chodziło.


– To prawda.

– To do zobaczenia o siódmej.

Uśmiechałam się jeszcze długo po tym, jak wyszedł. Nie miał pojęcia, ile
znaczyło dla mnie to, że zgodził się pójść bez narzekania. Czułam, że nasza
relacja przeszła na nowy poziom, i nie mogłam się doczekać, by go odkryć.
ROZDZIAŁ 31

Mógłbym codziennie oglądać jej uśmiech, gdy się ze mną wita. Rachel
pomachała do mnie, stojąc przy stoliku, który obserwowałem od chwili
przyjazdu do baru kilka minut wcześniej. Minęło mniej niż dwanaście godzin,
odkąd byłem w niej po raz ostatni, a mimo to poczułem reakcję mojego ciała
na jej widok.
Charlie przywitał się ze mną przy barze. Uścisnął mi dłoń stanowczo, by
przyciągnąć moją uwagę.

– Ona porusza się przy tym barze tak, jakby dryfowała. Przypuszczam, że
to z powodu tego, co się między wami dzieje?

– Jeśli pytasz o to, czy się spotykamy, to odpowiedź brzmi: tak.

– Nie jesteś żonaty, prawda? – Zmrużył oczy.


– Nie, nie jestem.
– Bierzesz narkotyki?

– Nie.
– Masz kartotekę?

Można powiedzieć, że przesłuchiwał mnie glina – ale nie musiałem się


dzielić czymś, co stało się wiele lat temu i do czego nikt nie miał dostępu.

– Nie mam.
Charlie przyłożył palec wskazujący i środkowy do oczu, a potem
wycelował nimi we mnie, mówiąc:

– Będę miał na ciebie oko.


Rachel podeszła do mnie.

– Charlie, co ty wyprawiasz?
Wziął szklanki z pełnej suszarki i zaczął układać je za barem. Patrząc mi
w oczy, odpowiedział jej:

– Tylko rozmawiam z profesorkiem.

Zesztywniała.

– Tylko rozmawiasz, tak? Nie przesłuchujesz go?

Charlie nie odrywał ode mnie wzroku.

– Właśnie rozmawialiśmy o Jankesach. Zawodnik trzeciej bazy nabawił


się kontuzji, gdy próbował skraść bazę. Powinien zostać przy trzeciej, dopóki
trener nie powiedziałby, że ma czyste pole. Prawda, profesorze?
Rachel słusznie wyglądała na podejrzliwą.

– Jasne, Charlie – odparłem.


Nie wiedziałem, czy uwierzyła w kłamstwo Charliego, czy wolała to
zignorować. W każdym razie cieszyłem się, że ktoś się o nią troszczy.

– Stolik trzeci jest prawie gotowy do wyjścia – powiedziała do


Charliego. – Kazałam im zgłosić się po rachunek do ciebie. – Spojrzała na
zegarek. – Avy jeszcze nie ma. Mam poczekać? Stolik piąty zamówił
przystawki i jeszcze nie złożył zamówienia na główne danie.
– Dam sobie radę. A wy zmykajcie, dzieciaki.

– Jesteś pewny?

Charlie wskazał na drzwi.


– Idźcie. Wynocha. Nie chcę, by klienci zobaczyli tu twojego profesorka
i pomyśleli, że od teraz do tego miejsca mogą przychodzić sami młodzi.

Zaśmiałam się.

– Dobranoc, Charlie.
Siostra Rachel mieszkała w Queens. Na ulicach ciągnęły się korki, bo
wszyscy o tej godzinie wracali do domów. Rachel była cichsza niż zazwyczaj,
gdy wolno jechaliśmy autostradą.
– Miałaś dzisiaj tłok w pracy?

– Nie. Właściwie dzisiaj było spokojnie.

Znowu milczała, wyglądając przez okno.

– Coś cię dręczy?

Poruszyła się niespokojnie na siedzeniu.

– Powinnam ci coś powiedzieć o mojej siostrze.


– Dobra.

– Jest ćpunką. Cóż, po odwyku. Ale chyba wciąż jest uzależniona, bo gdy
ktoś raz się uzależnił, to już zawsze będzie go ciągnęło do dragów. Tak samo
jest z alkoholikami, prawda? Wciąż można się nazywać alkoholikiem, nawet
jeśli od pięciu lat nie wypiło się nawet drinka. Czy kiedykolwiek człowiek
przestaje tak o sobie mówić? No bo co z tymi żetonami, które rozdają? Jeden
oznacza, że jest się trzeźwym? Czy wszystkie te żetony razem oznaczają coś
innego? Myślałam, że są nagrodą za osiągnięcia liczone w dniach. Za
miesiąc, za rok? Ale może…
Odkąd zaczęła mówić, nie wzięła oddechu. Kiedy paplała bez przerwy,
wiedziałem, że była zdenerwowana. Przerwałem jej.
– Rachel?
– Co?

– Bełkoczesz. Nie obchodzi mnie to, że twoja siostra jest uzależniona. Nie
przeszkadzałoby mi nawet to, gdyby wciąż brała. Nie będę jej oceniał. Idę
z tobą na kolację, bo chciałaś, żebym przyszedł. Nadal tego chcesz?

– Tak.

Ująłem jej dłoń i położyłem ją na drążku zmiany biegów pod moją dłonią.
– Zatem okej.

Kątem oka widziałem, że trochę się rozluźniła. Wyjrzała przez okno,


pogrążona w myślach, a potem na mnie spojrzała.

– Z powodu uzależnienia straciła prawo do opieki nad swoim synem.


– Przykro mi to słyszeć.

– Może go widywać tylko dwa razy w tygodniu pod nadzorem. Jej były
mąż zostawił ją kilka lat temu i zabrał ze sobą jej dziecko.

– Jej dziecko? A więc to nie jest dziecko tego byłego męża?

– Nie. To długa historia. Ale ona urodziła Adama, gdy była jeszcze
bardzo młoda.

Uścisnąłem jej dłoń.

– Zdarza się, Rach. Uzależnienie to męka. – Doskonale o tym wiedziałem


dzięki Liamowi.

– Wiem. Po prostu chciałam ci o tym powiedzieć.

– Dziękuję, że się tym ze mną podzieliłaś.

Mimo że nie kłamałem, gdy powiedziałem Rachel, że nie będę oceniał jej
siostry – spodziewałem się kogoś innego. Spodziewałem się, że gdy
przyjedziemy na miejsce, drzwi otworzy nam typowa ćpunka – chuda
i zaniedbana, w małym mieszkaniu, może z zepsutymi zębami. Ale kobieta,
która nas przywitała, zupełnie jej nie przypominała. Była starszą wersją
Rachel. Zdrowa i uśmiechnięta. Powitała mnie w swoim domu uściskiem.
– Miło cię poznać. Moja siostra nic mi o tobie nie mówiła.

Rachel się zaśmiała.


– Zignoruj ją. Ona tylko próbuje się wymądrzać.

– A więc macie ze sobą więcej wspólnego niż tylko wygląd.

Riley zamknęła za nami drzwi, uśmiechając się od ucha do ucha.

– Już go lubię.
Z korytarza od razu wchodziło się do kuchni, więc przez chwilę tam
staliśmy, gdy Riley sprawdzała kolację w piekarniku. Na zajęciach było
cholernie gorąco, więc wypiłem kilka butelek wody i teraz musiałem się
załatwić.
– Wybaczcie, muszę skorzystać z toalety.
Riley mieszała w garnku na gazie i wskazała mi drogę.

– Jasne. Przejdź przez salon, potem korytarzem i łazienka to pierwsze


drzwi po lewej. Ten dom jest podłużny jak wagon, więc nie da się jej
przegapić.
Zauważyłem ścianę, na której wisiały zdjęcia, tak jak u Rachel
w mieszkaniu, ale idąc do łazienki, nie zatrzymałem się, by na nie spojrzeć.
Dopiero wracając, zauważyłem, że większość zdjęć przedstawiała tego
samego blondwłosego chłopca w różnym wieku. Założyłem, że to Adam, syn
Riley, ale nie chciałem się zatrzymywać i zwracać tym na siebie uwagi,
w razie gdyby mówienie o nim było dla niej trudne.
Niemal minąłem ścianę ze zdjęciami, ale w ostatniej chwili jedno zdjęcie
przyciągnęło moją uwagę – przedstawiało dwie dziewczynki stojące w trawie.
Młodsza miała jakieś trzy lub cztery lata, starsza może osiem lub dziewięć,
ale to na pewno były Rachel i jej siostra.

Zatrzymałem się i skupiłem na młodszej. Zdjęcie było stare i kiepskiej


jakości, ale coś w nim mnie zaniepokoiło. Wyprostowałem się.
– Ona zawsze upierała się, że sama zrobi sobie kitkę. I zawsze wychodziła
jej krzywo, ale nie chciała, by ktoś jej pomagał. – Riley podeszła do mnie
i podała mi szklankę. – Mrożona herbata.
Wziąłem napój, nie patrząc na nią. To zdjęcie wydawało mi się jakieś
znajome. Oczywiście, że było znajome, bo Rachel aż tak się nie zmieniła –
ale chodziło o coś więcej. Obejrzałem całą ścianę.
– Masz inne zdjęcia przedstawiające was dwie?

Rachel do nas dołączyła.

– Wczoraj prosiłeś o moje zdjęcie z okresu dzieciństwa. – Szturchnęła


mnie żartobliwie ramieniem. – Jeśli Riley ma ci pokazać moje zawstydzające
fotografie, to lepiej przygotuj swoje, bo też chcę je zobaczyć.
Chyba pokiwałem głową, ale nie byłem pewny. Mój umysł za bardzo
skupiał się na drobnej twarzy Rachel na tym zdjęciu. Po minucie Riley
wróciła z albumem.
– Chodź, pokażę ci, jaka moja siostra była pulchna jako dziecko. Nasza
mama lubiła robić jej zdjęcia, gdy ją kąpała. Rachel miała dołeczki, ale nie
w policzkach.
Usiedliśmy na kanapie, ja między nimi, a Riley zaczęła przeglądać stary
album. Wskazała na zdjęcie, które chyba przedstawiało Riley trzymającą
noworodka, czyli Rachel.
– Nienawidziłam jej, gdy mama przyniosła ją do domu. Przez nią nikt nie
zwracał na mnie uwagi.

Rachel wtrąciła się:

– Mama kazała jej trzymać małe przedmioty z dala ode mnie, żebym się
nie udławiła, ale ona ciągle wrzucała drobne monety do łóżeczka.

– Wcale nie. – Riley odwróciła się do mnie i puściła oko. – To były


monety dwudziestopięciocentowe. Zbyt duże, by się nimi udławiła.

Próbowałem udawać zainteresowanego, ale coś mnie dręczyło.


Wiedziałem co, ale uznałem, że wyobraźnia płata mi figle. A mimo to nie
mogłem przestać o tym myśleć. Riley przerzuciła niemal wszystkie strony
w albumie – na większości z nich Rachel była naprawdę bardzo mała.
– Nie ma zbyt wielu zdjęć po tym, jak Rachel skończyła pięć czy sześć
lat. Wtedy nasza mama zachorowała.

– Rachel mi o tym mówiła. Przykro mi.


Riley pokiwała głową.
– Dziękuję. Dwa lata po jej śmierci, zanim zamieszkałyśmy z Martinsami,
nie były dla nas łatwe i nie chciałyśmy uchwycić żadnych momentów na
zdjęciu.
– Nie wiedziałem, że dopiero później zamieszkałyście z ciocią i wujkiem.
Czy przed tym byłyście w domu dziecka, czy coś?

Rachel i Riley spojrzały na siebie. Porozumiały się ze sobą w milczeniu,


a potem Rachel powiedziała:

– Nie. Po śmierci mamy mieszkałyśmy z naszym ojczymem.


Spojrzałem na Rachel.

– Ale mówiłaś, że twoja mama nie wyszła ponownie za mąż?

Riley zerknęła na nas i zamknęła album.

– Obie lubimy udawać, że on nigdy nie istniał. – Wstała. – Sprawdzę sos.

Gdy Riley zniknęła, Rachel złapała mnie za rękę.

– Przepraszam. Nie chciałam cię okłamać. Po prostu… moja siostra ma


rację. Łatwiej jest udawać, że Benny nigdy nie istniał – wyjaśniła cicho. – On
nie był dobrym człowiekiem.
Benny.

Pieprzony Benny.
To imię podziałało na mnie tak, jakby ktoś uderzył mnie w brzuch.

Nie byłem pewny, czy wytrwam do końca kolacji. Zerkałem ukradkiem


na Rachel i za każdym razem widziałem dziewczynkę z konfesjonału. Teraz
było to jasne jak słońce, chociaż wcześniej tego nie dostrzegałem. Nagle nie
mogłem pozbyć się z głowy widoku jej twarzy, na którą udało mi się spojrzeć
wiele lat temu w kościele. Za każdym razem, gdy patrzyłem na Rachel,
widziałem jej słodką dziesięcioletnią twarz.

Z trudem otrząsnąłem się z zamyślenia i w końcu zerknąłem na Rachel,


która patrzyła na mnie zmartwiona. Natychmiast odsunąłem krzesło od stołu
i wstałem.

– Wybaczcie mi na chwilę.
Wróciłem do łazienki i popatrzyłem na swoje odbicie w lustrze. Krople
potu wystąpiły mi na czole i nad górną wargą. Nigdy nie miałem ataku paniki,
ale byłem pewny, że właśnie tego teraz doświadczałem. Moje serce waliło jak
młot, a wzięcie jednego oddechu stało się wysiłkiem. Pochyliłem się nad
umywalką i skupiłem na oddychaniu, a po kilku minutach przemyłem twarz
wodą.
Nie byłem pewny, jak długo siedziałem w łazience, ale gdy wyszedłem,
Rachel czekała na mnie na korytarzu.

– Wszystko w porządku? – Przyłożyła dłoń do mojego spoconego czoła. –


Nie wyglądasz dobrze.

– Bo nie czuję się dobrze. Zaczęło się dzisiaj na zajęciach i myślałem, że


to przez upał, ale to chyba jakiś wirus.

– Och, przykro mi. Czy mogę coś dla ciebie zrobić? Może naleję ci piwa
imbirowego lub przyniosę chłodny ręcznik? Lepiej połóż się na kanapie.

– Wszystko dobrze. Ale chyba powinienem już jechać.


– Och, okej. Rozumiem. Tylko pożegnam się z Riley i wezmę torebkę.

– Nie – powiedziałem chyba zbyt szybko.

– Nie?
– Powinnaś zostać. Nie chcę psuć ci wieczoru. Czy siostra może cię
odwieźć do domu?

– Pewnie tak…
– Przykro mi. Zobaczymy się jutro na zajęciach, okej?

Chociaż mówiła jedno, twarz Rachel wyrażała coś zupełnie innego. Nie
byłem nawet pewny, czy uwierzyła w moją wymówkę z chorobą, ale
musiałem się stąd wydostać.
Pośpiesznie pożegnałem się z Riley, przeprosiłem ją i już byłem na
zewnątrz. Czułem się wytrącony z równowagi i nie byłem pewny, czy
siadanie za kółkiem to dobry pomysł. Kiedy w końcu przyjechałem do domu,
dotarło do mnie, że jednak nie powinienem był tego robić. Nawet nie
pamiętałem drogi, którą pokonałem z domu siostry Rachel do siebie.

Nalałem sobie mocnego drinka i krążyłem po mieszkaniu bez celu,


próbując sobie przypomnieć, kiedy po raz ostatni widziałem małą
dziewczynkę z kościoła – pewnie wtedy, gdy pojechałem za nią do domu. Po
tym wszystkim, co się stało, rodzice rzucili się, by mnie chronić – prosili
o przysługę wszystkich, w tym lokalnych polityków i policję. Teraz już nie
pamiętam dobrze tego dnia – poza jedną rzeczą. Miesiącami okłamywałem
dziewczynkę – której tożsamość już znałem i była to Rachel – zamiast zrobić
co w mojej mocy, by jak najszybciej wyrwać ją z tamtego piekła.
ROZDZIAŁ 32

Po dziesięciu minutach grupa zaczęła się niecierpliwić. Napisałam do


Caine’a, a potem zdecydowałam, że lepiej zacznę wykład, nim studenci
wyjdą. Czułam jakiś niepokój w brzuchu. On wciąż nie odpowiedział na
wiadomość, którą wysłałam mu wczoraj wieczorem, gdy wróciłam od
siostry – chociaż widziałam, że ją przeczytał.
Mówiłam przez jakiś czas, a potem zrobiłam przerwę, by puścić
studentom kawałek, który będziemy analizować. Gdy muzyka rozbrzmiała
w pomieszczeniu, sprawdziłam telefon. Nic. Mimo że wiadomość z pytaniem
o zajęcia odczytał.
Na początku martwiłam się, że może Caine’owi się pogorszyło, może
nawet pojechał do szpitala. Ale skoro był w stanie odczytać moje
wiadomości, to dlaczego nie odpowiadał?
Po godzinie dziewięćdziesięciominutowego wykładu byłam już tak
rozproszona, że wcześniej wypuściłam studentów. Caine się nie ucieszy, ale
w tej chwili się tym nie martwiłam. Zaniepokojona wybrałam jego numer,
jeszcze zanim sala opustoszała. Usłyszałam jeden sygnał, a potem skierowano
mnie na pocztę głosową.
Kiedy komórka jest wyłączona, natychmiast odzywa się poczta głosowa.
Kiedy ktoś nie może odebrać, słychać kilka sygnałów, a potem dopiero trafia
się na skrzynkę. Ale kiedy połączenie zostaje przekierowane do skrzynki po
jednym sygnale, odbierający musiał je odrzucić. Co, u licha?
Zostawiłam mu wiadomość. „Caine, tu Rachel. Martwię się o ciebie. Nie
odpowiadasz na moje wiadomości i nie pojawiłeś się na zajęciach. Czy
możesz dać mi znać, że wszystko okej, żebym nie zaczęła dzwonić do szpitali
jak jakaś wariatka?”
Chciałam pojechać do jego mieszkania i sprawdzić, co u niego, ale za
godzinę musiałam być w pracy i nie miałam wystarczająco czasu, by jechać
i wrócić. Wtorek był również jedynym dniem, gdy pracowałam sama.
Otwierałam lokal, bo Charlie tego dnia jechał po zakupy do baru, a potem
odwiedzał grób żony, jak co tydzień, jak w zegarku. Nie zamierzałam tego
psuć tylko dlatego, że mój chłopak nie odpowiadał na telefony.
Czy on w ogóle jest moim chłopakiem? Podczas całej drogi do O’Leary’s
zastanawiałam się, co zrobić z Caine’em. Jedno spięcie i mój umysł zalewały
paranoiczne obserwacje. Gdy zaparkowałam przed barem, wróciłam do
punktu wyjścia – facet mnie nie unikał, po prostu nie czuł się dobrze.
Niestety, gdy sprawdziłam telefon, ta teoria została obalona.
Caine: Już się czuję lepiej. Dziękuję za to, że przejęłaś zajęcia.

I to wszystko? Żadnego cholernego wyjaśnienia? Uczucie niepokoju,


które ściskało mój żołądek od rana, zmieniło się w gniew. Zasługiwałam na
coś więcej. Wrzuciłam telefon do torebki, otworzyłam kluczem drzwi do baru
i jak na autopilocie zajęłam się czynnościami, które należało zrobić przed
otwarciem – włączyłam światła, nastawiłam piekarnik, rozładowałam
zmywarkę i wyjęłam pierwszą skrzynkę czystych szklanek, by ustawić je za
barem, a potem zajęłam się rozliczaniem kasy. Równo o dwunastej
przekręciłam znak na szybie na „otwarte”. Znowu sprawdziłam telefon. Nic.
Potem godziny ciągnęły się w nieskończoność. Ava zjawiła się
o czwartej – na godzinę przed swoją zmianą – by mnie odwiedzić. W każdej
chwili mogłam wybuchnąć. Zajęła miejsce za barem. W pubie był tylko jeden
klient i siedział na końcu baru – to glina na emeryturze, kolega Charliego,
który niewiele mówił i prosił tylko o jedno piwo co godzinę.
– A więc ty jednak żyjesz? – stwierdziła. – Myślałam, że może zostałaś
zerżnięta na śmierć przez gniewnego profesora.

Ava przyjrzała się mojej twarzy i mina jej zrzedła.

– Och, nie. Co się stało? Ten dupek cię oszukał? Jest żonaty? Bo jeśli tak,
to skopię mu tyłek. Powaga.
Westchnęłam.

– Nie, to nic takiego.

– A więc o co chodzi?
– Sama nie wiem.

Potem opowiedziałam jej ze szczegółami o tym, co wydarzyło się w ciągu


kilku ostatnich dni. Cóż, pewne rzeczy pominęłam – na przykład to, jaki
niesamowity był seks z Caine’em – ale opowiedziałam o wszystkim, co
mogło wydawać się ważne.
– Czy sądzisz, że się przestraszył, bo zabrałaś go do Riley? Niektórzy
faceci obawiają się spotkań z rodziną dziewczyny, co jest śmieszne. Myślą, że
to ostatni krok, zanim zaciągniesz ich przed ołtarz.
– Możliwe… chociaż nie sądzę, by o to chodziło. Nie wahał się ani nie
wyglądał na zaniepokojonego przed wizytą, a przez pierwsze dziesięć minut
wydawało się, że wszystko było z nim w porządku.
– Więc co się stało pomiędzy przyjazdem a tym, gdy powiedział, że nie
czuje się dobrze, i zwiał?
– Tak naprawdę nic. Przypominałam sobie tę wizytę wielokrotnie.
Siedzieliśmy w salonie i oglądaliśmy album.

Spojrzałam w przestrzeń i wyobraziłam sobie naszą trójkę – mnie, Riley


i Caine’a – siedzących na kanapie. Zdjęcia. Kucyk. Śmierć mamy. Benny.
Wydawało mi się, że wszystko się popsuło, gdy wspomniałam o tym
mężczyźnie. A potem coś do mnie dotarło. Czy Caine mógł być jednak zły
o to, że go okłamałam? To przecież nic nie znaczyło. Nie wierzyłam, że o to
chodziło.
– Album rodzinny? Więc zwiał, bo poczuł presję.

– Ale ja na niego nie naciskałam. Sam chciał zobaczyć zdjęcia


przedstawiające mnie, gdy byłam mała.

– To nie ma znaczenia. – Wzruszyła ramionami. – Na pewno boi się


zobowiązań.

– Chyba nie o to chodzi.


– Cóż, to może jednak naprawdę jest chory? Może poszedł do łazienki
twojej siostry, bo dostał biegunki i nie chciał zapchać kibla?

Zmarszczyłam nos.
– Naprawdę musiałaś tak to opisać?
Ava wzruszyła ramionami.

– Chcesz, bym usprawiedliwiała jego ucieczkę, żebyś mogła udawać, że


on nie ma problemów z zaangażowaniem się?
Szczerze mówiąc, chciałam się tylko pozbyć tego dręczącego mnie
uczucia. Jeśli Caine miał problemy z zaangażowaniem i wizyta w domu mojej
siostry go wystraszyła, to sobie z tym poradzę. Ale potrzebowałam
szczerości.
ROZDZIAŁ 33

Piętnaście lat wcześniej


Już czwarty raz zatrzymała się, by zerwać kwiaty z pobocza po drodze do
domu. Jej życie wydawało się zbitką chujowych sytuacji, a mimo to ona
dostrzegała piękno pośrodku chwastów i wysokiej trawy.

Trzymałem się przynajmniej dwie przecznice za nią, żeby w ogóle mnie


nie zauważyła. Coś przypomniało mi, że musiałem też szczerze porozmawiać
z moją owieczką na temat ostrożności. Pierwszy lepszy psychopata mógłby ją
śledzić.
Cóż…

Dopiero jakieś ponad trzy kilometry później zatrzymała się przed


budynkiem. Jej dom był nawet ładny. Wyobrażałem sobie zniszczoną
przyczepę stojącą na końcu zaśmieconej drogi, z prześcieradłami wiszącymi
w oknach i bez śladów życia – może z trzema lub czterema zardzewiałymi,
niedziałającymi samochodami stojącymi na trawniku. Ale podjazd, na który
wjechała, był wyłożony kostką i prowadził do małego, ale dobrze
utrzymanego niewielkiego domku. Trawnik został skoszony, zasłony okalały
okna od wewnątrz, a sąsiedzi byli na zewnątrz, ale pilnowali swoich nosów.
Jedyny samochód na podjeździe nie był stary i miał z tyłu znak rybki. Nie
tego się spodziewałem.
Patrzyłem, jak dziewczynka znika za domem, a chwilę później wraca już
bez roweru i bez wahania wchodzi do domu.
Stałem tam przez jakieś pół godziny. Po raz pierwszy zacząłem się
zastanawiać, czy to wszystko sobie zmyśliła. Mogła mieć po prostu wybujałą
wyobraźnię. Ziarenko wątpliwości zostało zasiane, ale przeczucie mówiło mi,
że ona nie zmyślała. Po raz ostatni spojrzałem na zwyczajny dom
i odwróciłem się, by wrócić do siebie. Nie musiałem długo czekać, aż
dowiem się prawdy – przynamniej do jutra, gdy pojawi się w kościele
z siostrą.

Czekałem sześć godzin. Tuż po pierwszej po południu dotarło do mnie, że


ona nie przyjdzie. Zanim wczoraj za nią podążyłem, nie wątpiłem w to, że coś
się działo. Ale teraz, po tym jak zobaczyłem ten zwyczajny dom
w zwyczajnej okolicy, miałem wątpliwości. Z drugiej strony Ted Bundy też
wyglądał cholernie normalnie. Jęknąłem i wstałem – siedziałem w ostatniej
ławce, słuchając ostatnich trzech mszy tego ranka, jednocześnie obserwując
drzwi. Nie byłem pewien, co zamierzałem zrobić, ale wiedziałem, dokąd się
teraz udam.
Cztery przecznice od jej domu dotarło do mnie, że skończyła mi się
benzyna. Skoro musiałem wymyślić plan, postanowiłem zatrzymać się na
stacji oferującej naprawy, przy której znajdował się mały sklep. Ruszyłem do
środka, by zapłacić. Już położyłem rękę na klamce, gdy nagle kątem oka
zobaczyłem coś, co przyciągnęło moją uwagę. Na stacji stał zaparkowany
bardzo znajomy samochód – ten sam model, który stał przed domem
dziewczynki.
Benny jest pieprzonym mechanikiem.

Podszedłem do auta i zerknąłem na jego tył – zauważyłem tam znak


rybki. Spojrzałem na sklep i zobaczyłem, że obok znajduje się warsztat
z dwoma podjazdami. Jedne drzwi były zamknięte, ale drugie otwarte na
jakieś pół metra. W środku na pewno paliło się światło.
Wszedłem do sklepu i udawałem, że czytam opis na paczce chipsów,
czekając, aż dwoje klientów zapłaci i wyjdzie. Kiedy w sklepie zostaliśmy
tylko ja i kasjerka, wziąłem puszkę napoju gazowanego i snickersa
i podszedłem do kasy.
– Czy warsztat jest otwarty? W moim samochodzie coś stuka i chciałbym,
żeby ktoś to sprawdził.

Spojrzała na zegar.
– Dzisiaj zamykamy o dwunastej. Ale Benny chyba wciąż jest w środku.
Spiąłem się.

– Dziękuję. Czy jest tam jakieś biuro, czy coś?


Kasjerka machnęła ręka w stronę tylnych drzwi.

– Wejdź tam. Benny jest pewnie w którymś pomieszczeniu.


Gdy wchodziłem do ciemnego garażu, z każdym krokiem mój oddech
stawał się głębszy. Na czerwonej skrzynce z narzędziami leżał śrubokręt.
Podniosłem go i włożyłem do tylnej kieszeni spodni.
– Halo? – W garażu stały cztery samochody, ale chyba nikogo tam nie
było.

Nagle mężczyzna wychylił głowę znad otwartej maski i niemal zszedłem


ze strachu na zawał.

– Czym mogę służyć?

Popatrzyłem na niego. Nie miałem żadnego planu.

Wyciągnął szmatę z tylnej kieszeni i zaczął wycierać ręce, idąc w moją


stronę.

– Już zamknięte. Muszę wracać do domu do moich dziewczynek. Jakieś


półtora kilometra na północ stąd znajduje się warsztat, jeśli masz problemy
z samochodem.

Jego dziewczynek.
– Jesteś Benny?
– Tak. A kto pyta?

Potrzebny mi był kij, by rozjuszyć niedźwiedzia. Żarówka zapaliła się


w mojej głowie.

– Jestem przyjacielem twojej córki.


Nagle skupił na mnie całą swoją uwagę. Jego postawa się zmieniła.
Przestał wycierać ręce i spojrzał mi prosto w oczy.
– Moja córka nie może mieć chłopaków za przyjaciół.

– A to dlaczego?

Jego twarz ściągnęła się w gniewie.

– Bo to mała dziwka.

Staliśmy po obu stronach samochodu, ale on pierwszy zaczął iść w moją


stronę.

– Kręcisz się przy mojej córce? To dam ci drobną radę. Chcesz mieć miłą
dziewczynę? Ta… nie jest dobra. Ma piętnaście lat i sprawia tylko problemy.

– Trzymaj się z daleka od nich obu.

Benny przez chwilę wyglądał na zdziwionego. Zamarł. Na jego twarzy


rozciągnął się powoli złośliwy uśmiech. Ciarki przebiegły mi po plecach.
Patrzyłem w twarz potwora.

– Myślisz, że coś wiesz? To może mi powiesz?


– Lubisz małe dziewczynki. Zakradasz się w nocy do pokoju starszej
i grozisz jej, by milczała albo to samo zrobisz z jej siostrą. Trzymaj się od
nich z daleka albo pójdę na policję.
Zmrużył oczy, myślał i chyba nagle coś zrozumiał. Po raz pierwszy ujrzał
pełny obraz sytuacji i na jego twarzy pojawił się pogardliwy uśmiech. Jego
ton głosu pasował do złośliwej miny.

– Miałeś coś wspólnego z tym, że się spakowały i chciały uciec, prawda?


Nic nie powiedziałem.
Zrobił krok w moją stronę.

– Po wczorajszej nocy nigdzie się szybko nie wybiorą. Dałem im nauczkę


i tobie też zaraz dam. – Benny sięgnął do kieszeni ogrodniczek i wyciągnął
z niej mały pilot. Patrząc na mnie, wycelował w częściowo otwarte drzwi
garażu, które po chwili zaczęły się zamykać. Podążyłem za jego wzrokiem,
gdy skupił go na tacy z narzędziami, które były w zasięgu jego ręki. Potem
wszystko wydarzyło się jakby w zwolnionym tempie.

Sięgnął po klucz.
Ja wyciągnęłam śrubokręt z tylnej kieszeni spodni.
Bałem się jak cholera, dopóki się nie odezwał.

– Znajdź sobie własną sukę.


ROZDZIAŁ 34

– I na co się gapisz?
Murphy oparł głowę na moim kolanie, patrząc na mnie dużymi
brązowymi oczami. Podrapałem go za uszami, tak jak lubił, i odetchnąłem
ciężko.

– Jezu. Ale ci śmierdzi z pyska, kolego. – A przynajmniej tak mi się


wydawało, że to od niego. Mnie też mogło walić z ust.

Zamknąłem laptopa, zdjąłem okulary i potarłem oczy. Jak ja jej o tym,


kurwa, powiem? Tkwiłem w swoim mieszkaniu od dwóch dni, nie myłem się,
prawie nic nie jadłem i czułem się kompletnie pokonany. Rachel musiała
załapać aluzję i dojść do wniosku, że ją spławiam, bo nie odpisała mi od
wczoraj.

Dotarło do mnie, jak bardzo oszalałem na jej punkcie, gdy po raz setny
wmawiałem sobie, że nigdy jej o tym nie powiem. To nie byłaby trudna
decyzja, gdybym nie miał wiele do stracenia. Ale na pewno ją stracę. Jak
miałaby mi znowu zaufać po tym, gdy dowie się, że poznaliśmy się piętnaście
lat temu? Że miesiącami ją okłamywałem? Że udawałem księdza – kogoś,
kogo uważała za świętego i komu ufała – i manipulowałem nią co tydzień?
Jeśli jej powiem, stracę ją. Cholera, ja też nie zaufałbym nikomu, kto
wyciąłby mi taki numer.
Ale jeśli jej nie powiem, wszystko, co mieliśmy i będziemy mieć, zostanie
oparte na kłamstwach.
Egoistycznie próbowałem usprawiedliwić to, że nigdy jej o tym nie
powiem. Próbowałem sobie wmówić, że jeśli powiem prawdę, to skrzywdzę
ją o wiele bardziej. Otworzę stare rany, a ona raczej nie chciała ich
rozdrapywać. Może po prostu pozwolę jej żyć w kłamstwie?
Ale była jedna rzecz, której nie potrafiłem przełknąć – nie chciałem być
kolejnym mężczyzną, który ją zawiedzie. Ona zasługiwała na coś lepszego.
Kurwa. Zasługiwała na kogoś lepszego niż ja. Przesunąłem rękami po
włosach i pociągnąłem za nie.
Jeśli powiem jej prawdę, stracę ją – i jednocześnie skrzywdzę.

Jeśli ją okłamię i spróbuję z tym żyć, kłamstwo zawsze będzie między


nami.

Mimo że straciłem dwa dni na rozmyślanie o tym problemie, w głębi


serca wiedziałem, że tak naprawdę nie mam żadnego pieprzonego wyboru.
Nie mogłem jej okłamywać.
Pocieszało mnie tylko to, że kiedy ona już mnie znienawidzi, łatwiej jej
będzie ruszyć dalej. Przynajmniej jedno z nas będzie miało prościej. A to, że
odwlekałem wszystko w czasie, było oznaką mojego egoizmu.
Sięgnąłem po telefon w chwili, gdy ekran się rozświetlił. Nie
kontaktowaliśmy się ze sobą od ponad dwudziestu czterech godzin, więc jej
wyczucie czasu było niesamowite.
Rachel: Może masz ochotę na rosół? Mogłabym wpaść do ciebie po pracy.

Patrzyłem na telefon, wahając się. Życie z wyrokiem to jedno, ale


otrzymanie daty egzekucji to drugie. Zanim zebrałem się na odwagę, by
odpowiedzieć, przyszła kolejna wiadomość.
Rachel: Kończę o ósmej.

Nie chciałem, by prowadziła w nocy, najpewniej zła lub smutna. Czas,


bym wyhodował jaja.
Caine: Przyjadę do ciebie o dziewiątej.
Po prysznicu postanowiłem wyprowadzić Murphy’ego na długi spacer, by
oczyścić umysł i czymś się zająć. Udało nam się przejść półtorej przecznicy,
gdy nagle wpadłem na pewien pomysł.

– A co byś powiedział na popołudniową wycieczkę?


Murphy zamerdał ogonem, więc uznałem, że się zgadza. Jeśli jeszcze
dłużej będę się kisił w swoim mieszkaniu, to mi odbije. Musiałem wyjść
i oczyścić umysł. Równie dobrze mogę polepszyć komuś dzień… Godzinę
później szliśmy w stronę głównego budynku w Regency Village. Wcześniej
zadzwoniłem, by upewnić się, że mogę przyjść, i pielęgniarka powiedziała, że
da Lydii i Umbertowi znać, że się zjawię. Lydia czekała na mnie przy
recepcji. Jej oczy rozbłysły, gdy zobaczyła mnie i Murphy’ego.
Przykucnęła, by go pogłaskać.

– Wygląda dokładnie tak, jak nasz Max.

– To jest Murphy. Uznałem, że Umbertowi spodoba się ta wizyta.

– Nawet nie ma pan pojęcia, jak bardzo. To pewnie będzie najlepszy


dzień w tym roku. Niezależnie od tego, w jakim stanie jest jego umysł, on
nigdy nie zapomina o tym przeklętym psie. – Lydia się rozejrzała. – Czy
Rachel jest z panem?
– Nie, jestem sam. Byłem w okolicy i pomyślałem, że wstąpię –
skłamałem.
– Ale to urocze z pana strony, profesorze.
– Proszę mi mówić Caine.

– Dobrze. Caine. – Uśmiechnęła się i wstała. – Umberto ma teraz


drzemkę. Pewnie niedługo się obudzi. Przejdziemy się? Może to dziwne, ale
chciałabym trzymać smycz i pospacerować po okolicy. Mój mąż i ja
chodziliśmy na spacery z Maxem zawsze po kolacji, wypiciu herbaty
i zjedzeniu ciastek.
– Oczywiście. – Podałem Lydii smycz i zaoferowałem jej ramię. Wzięła
mnie pod rękę, złapała smycz i wyszliśmy na spacer pod niebieskim niebem.

– Caine, powiedz mi, czy jesteś żonaty?

– Nie, nie jestem.


– Taki przystojny młodzieniec z takim uroczym psem… Kobiety muszą
padać ci do stóp.

Nigdy nie byłem typem faceta, który lubi rozmawiać o kobietach,


z którymi się spotyka – nawet na studiach, chociaż wtedy moi koledzy nie
potrafili trzymać gęby na kłódkę. Ale co mi tam.
– Jest w moim życiu pewna kobieta, ale zrobiłem coś głupiego i to
popsułem.

– Och, przykro mi to słyszeć. Chcesz o tym porozmawiać? Mam ponad


pięćdziesiąt lat doświadczenia w małżeństwie. Może mogłabym pomóc.

– Tego nie da się tak łatwo naprawić.


Lydia milczała przez długi czas.

– Czy kochasz tę kobietę?


Do tej pory unikałem zastanawiania się nad tym. Ale okłamywanie Lydii
z jakiegoś powodu okazało się trudniejsze, niż mi się wydawało. Pokiwałem
głową.
– Możliwe, że tak. Ale nie mam pojęcia, kiedy do tego doszło.
Uśmiechnęła się.

– Tak to zazwyczaj wygląda. Po prostu któregoś dnia odwracasz się


i wtedy uderza cię to w twarz. Wtedy dociera do ciebie, że to uczucie zawsze
tam było, tylko ty byłeś zbyt ślepy, by to dostrzec. Właśnie o to chodzi
w prawdziwej miłości – nigdy nie widać jej początku ani końca.
Świetnie. Nie ma końca. Właśnie to chciałem usłyszeć, zanim Rachel
mnie rzuci.
Lydia musiała zauważyć moją rozczarowaną minę. Uścisnęła mi ramię.

– Nie martw się, kochany. Wszystko się ułoży. Kiedy jesteś zakochany,
błędy można naprawić.

– Chyba niektórych błędów nie da się naprawić.


– Czy powiedziałeś jej o tym, co zrobiłeś nie tak?

Pokręciłem głową.
– Wszyscy popełniamy błędy. W życiu nie dostajemy instrukcji. Ktoś, kto
cię kocha, wybaczy ci twoje błędy. ale kiedy je ukrywasz lub kłamiesz w ich
kwestii, to już nie są błędy, tylko decyzje.
– Szczerze mówiąc, unikam jej od kilku dni, bo wiem, że jeśli się
przyznam, ona będzie cierpieć.

– Cóż, niestety prawda czasami boli. Po ponad pięćdziesięciu latach


małżeństwa inna kobieta uszczęśliwia mojego męża. To nie zawsze jest łatwe.
Ale na dłuższą metę lepiej zranić kogoś prawdą niż uszczęśliwiać
kłamstwami. Bo ona sama podejmie decyzję i zrobi coś z tą prawdą.
A kłamstwa sprawiają, że człowiek stoi w miejscu.

Lydia nie żartowała, gdy mówiła, że nauczyła się czegoś podczas


małżeństwa trwającego ponad pięćdziesiąt lat. Już nie miałem wątpliwości
i zdecydowałem, że powiem Rachel prawdę. Wyciągnąłem rękę i uścisnąłem
dłoń Lydii.

– Umberto to farciarz.

Mina Umberta, gdy zobaczył Murphy’ego, była chyba najlepszym, co


w życiu widziałem – chociaż miałem ochotę sobie przyłożyć za to, że nie
przyszedłem tutaj z Rachel. Ona chciałaby to zobaczyć. Ten uśmiech na jego
twarzy.
Drugiej kobiety Umberta dzisiaj nie widziałem. Lydia klęczała u jego
boku, a Umberto uśmiechał się i śmiał, drapiąc Murphy’ego po głowie. Mój
niewierny czworonożny przyjaciel zachwycał się zainteresowaniem innych.
Wstałem i przez chwilę ich obserwowałem. A potem dałem im odrobinę
prywatności. Dzisiaj podjąłem przynajmniej jedną dobrą decyzję.

Wracając z wizyty u Lydii i Umberta, przez cały czas myślałem o dzisiejszym


wieczorze. Po powrocie do domu wziąłem prysznic i myślałem, co
zamierzam powiedzieć – jak wytłumaczyć to, co zrobiłem, jednocześnie nie
brzmiąc na skończonego dupka.
Przekonywałem siebie, że dam radę, a potem przyjechałem do jej bloku
i z głowy wyleciał mi każdy sposób, by w ogóle zacząć taką rozmowę.
Czułem się tak, jakbym dopiero co dowiedział się o tym, kim ona jest.
Wszystko, co wymyśliłem, wszystkie słowa, które ostrożnie dobrałem,
wyparowały z mojej głowy, gdy wyszedłem z samochodu i spojrzałem w jej
okno. To był nietypowo ciepły jesienny wieczór z lekkim wiaterkiem, więc
okno jej sypialni na drugim piętrze było otwarte. W pokoju paliło się światło,
ale żaluzje zostały zamknięte niemal do końca. Nie mogłem się zmusić do
niczego, po prostu tam stałem i patrzyłem. Moje serce niemal przestało bić,
gdy zobaczyłem jej sylwetkę z profilu, z daleka. Na początku się nie ruszała,
tylko patrzyła w przestrzeń, a chwilę później zobaczyłem, że sięga do zegarka
na nadgarstku i zaczyna się nim bawić.
Tak, Złośnico, ja też się denerwuję. Przepraszam, że przeze mnie czułaś
się ostatnio zagubiona.

Musiałem mieć już to z głowy dla dobra nas obojga. Odetchnąłem


głęboko i w końcu ruszyłem do jej bloku. Winda przyjechała zbyt wolno
i jeszcze wolniej jechała na drugie piętro. Kiedy z niej wyszedłem, pot
wystąpił na moim czole. Podejście do jej drzwi wydawało się boleśnie trudne.
Zapukałem i poczekałem z dłońmi w kieszeniach, patrząc na swoje buty.
Pod nosem odmówiłem krótką modlitwę – nie umknęła mi ironia tej sytuacji.
Rachel otworzyła drzwi i natychmiast poczułem się tak, jakby ktoś kopnął
mnie w brzuch. Była jeszcze piękniejsza niż kiedykolwiek, miała na sobie
zieloną letnią sukienkę z cienkimi ramiączkami, która eksponowała jej długą
zachwycającą szyję. Jej dzikie ciemne włosy były rozpuszczone i odgarnięte
na jedną stronę. Poczułem silną ochotę, by pochylić się i ją tam pocałować.
Zazwyczaj nosiła lekki makijaż, ale dzisiaj mocno podkreśliła atuty. Jej pełne
usta pokrywała czerwona błyszcząca szminka, rzęsy były gęste i ciemne,
a powieka podkreślona wyrazistą kreską, dzięki której jej oczy w kształcie
migdałów wyglądały na jeszcze większe. Szkoda, że dzisiaj nie uda mi się
dotknąć tych ust po raz ostatni.
Spojrzałem jej w oczy i moje serce zabiło dziko. Zakochałem się w niej.
W tej chwili zapragnąłem jej o tym powiedzieć. Ale nie chciałem wymówić
tych słów po raz pierwszy dzisiaj, gdy zamierzałem z nią porozmawiać
o naszej przeszłości. Miałem tylko nadzieję, że kiedyś uda mi się je
wypowiedzieć.

– Cześć, Rachel.
ROZDZIAŁ 35

– Cześć.
Caine patrzył na mnie w dziwny sposób – jakby tak naprawdę mnie nie
widział, chociaż skupiał wzrok na mojej twarzy.

– Caine?

Zamrugał kilkukrotnie.

– Przepraszam. Wyglądasz pięknie.

– Dziękuję.

Odsunęłam się, by mógł wejść, i zauważyłam, że nie pochylił się, by


pocałować mnie na powitanie. Chciałam myśleć, że to nic takiego, ale
właśnie z tego powodu moje zdenerwowanie zmieniło się w panikę.
Caine wszedł do środka i wtedy między nami zrobiło się jeszcze bardziej
niezręcznie – gorzej niż podczas randki w ciemno. Stałam w pokoju, w
którym niedawno jadłam z tym mężczyzną śniadanie, a mimo to wydawał mi
się dzisiaj obcy.
– Jak się czujesz? – próbowałam zacząć rozmowę.

– Lepiej. Dziękuję. Przepraszam za to, że wybiegłem z domu twojej


siostry i tym samym zmusiłem ją, by cię odwiozła.

– Nic się nie stało. Rozumiem. Nie czułeś się dobrze.


Caine pokiwał głową i włożył ręce do kieszeni. Po kolejnej minucie
niezręcznej ciszy odchrząknął.

– Posłuchaj, Rachel, musimy porozmawiać.

– Okej. To może usiądziemy? Chcesz coś do picia?


– Nie, dziękuję.

Podążył za mną do salonu. Usiadłam na jednym końcu kanapy, więc on


miał dużo miejsca, by do mnie dołączyć. Zamiast tego wybrał fotel.

Caine wbił spojrzenie w stopy, a potem przeczesał ręką włosy. Mimo że


bardzo mu pasował taki niedbały wygląd, miałam wrażenie, że od kilku dni
często to robił i to nie miało nic wspólnego z układaniem fryzury. Odetchnął
głęboko i zaczął:
– Nie mogę zaczynać związku od kłamstwa.

O Boże. Moje małe kłamstwo o Bennym dręczyło mnie, odkąd


porozmawiałam z Avą o Cainie. Zrobiło mi się niedobrze. Ale nie chciałam
pozwolić, by ten okropny człowiek coś jeszcze mi odebrał.
– Przepraszam za kłamstwo. Ja po prostu… Nie jest mi łatwo o tym
mówić.

Caine próbował coś powiedzieć, ale mu przerwałam i jak zwykle


zaczęłam bełkotać bez sensu ze zdenerwowania.

– Powiedziałam, że nie miałam ojczyma, bo chciałabym, żeby to była


prawda. Próbuję udawać, że on nie istnieje. Nie był dobrym człowiekiem.
Znęcał się… nade mną i siostrą, gdy zmarła nasza mama.

Caine zacisnął szczękę.


– Znęcał się nad tobą?

Pokiwałam i spuściłam głowę.

– Ale nie tak jak nad siostrą. On… – Nawet po piętnastu latach nie
potrafiłam wypowiedzieć tych słów. – Wykorzystywał ją seksualnie. Ale ja
byłam za młoda.

– Więc cię nie dotknął?

Pokręciłam głową.

– Nie tak, jak dotykał siostrę.


Na twarzy Caine’a pojawił się wyraz ulgi.

– Dzięki Bogu.

– Ale skoro już jesteśmy ze sobą szczerzy, to powiedziałam ci jeszcze


jedno kłamstwo. Ta blizna na moich plecach nie powstała w wyniku upadku
z drzewa. Mam ją przez ojczyma. Tej nocy, gdy odwiedziła nas policja,
wrócił do domu wcześniej, niż się spodziewałyśmy. Riley się pakowała, bo
rano w końcu planowałyśmy poszukać pomocy. Benny przeszukał mój pokój
i znalazł plecak. Odbiło mu i zaczął kopać nas butami zakończonymi
metalowym czubkiem. To przez to mam bliznę na plecach.
Wcześniej byłam zbyt uparta, by płakać z powodu tego, co się stało. Ale
wspomnienia wciąż były równie żywe jak teraz, gdy o nich rozmawiałam.
Widziałam swoją siostrę, która zakradła się do mojego pokoju po tym, jak
Benny zasnął. Opatrzyła mnie wtedy. Teraz moje chłodne łzy płynęły po
ciepłej twarzy.

– Siostra opatrzyła ranę, ale pewnie potrzebowałam tuzina szwów.

Caine przyklęknął przy moich stopach. Pochyliłam się, ukrywając twarz


w jego ramieniu, by nie pokazać mu swoich emocji.

– Tak mi przykro, Rach. Nie wiedziałem.

Kiedy już zaczęłam płakać, nie mogłam przestać. Caine mnie tulił i po raz
pierwszy od dawna czułam się bezpiecznie – na tyle bezpiecznie, by się
rozpłakać. Płakałam i płakałam. Nie wiedziałam, skąd we mnie tyle emocji,
ale szybko zaczęłam się zanosić od płaczu – aż nie mogłam oddychać. Caine
usiadł obok mnie i w milczeniu mnie przytulał, głaskał moje włosy i ciągle
powtarzał, że przeprasza. Kiedy się w końcu uspokoiłam, usiadłam
i zobaczyłam, że też miał łzy w oczach.

– Przepraszam za to, że tak się rozkleiłam. Nigdy nikomu nie mówiłam


o tamtej nocy, poza pracownicą opieki społecznej, która zabrała nas
następnego dnia. Nigdy nie mówiłam na głos o tym, że siostra była
wykorzystywana seksualnie. – Spojrzałam Caine’owi w oczy. – Dlatego cię
okłamałam, mówiąc, że mama nigdy ponownie nie wyszła za mąż. Łatwiej
jest udawać, że nigdy do tego nie doszło i to wszystko się nie wydarzyło.

Caine wyglądał na takiego smutnego.


– Poszłyście do opieki społecznej następnego dnia? Po tym, co wam
zrobił?

– Właściwie ta kobieta przyszła do nas. Następnego dnia Benny wdał się


w bójkę w warsztacie i policja przyszła do nas z pracownicą opieki
społecznej.

– W bójkę?

– Tak. On ciągle chodził wkurzony. Żałuję, że nie doszło do tego


wcześniej, ze względu na siostrę. Tak bardzo się bałyśmy komuś o tym
powiedzieć. Ale pracownica opieki społecznej wiedziała, że coś jest nie tak,
gdy się zjawiła. Benny trafił do szpitala, a nas wysłano do cioci. W końcu
siostra wyznała pracownicy, co się działo, i Benny został aresztowany jeszcze
w szpitalu. Miesiąc później zmarł na zawał w areszcie. – Wzruszyłam
ramionami. – I życie toczyło się dalej. Ciocia nas adoptowała i nigdy nie
oglądałyśmy się za siebie.
– Tak bardzo przepraszam, Rachel.

Zaśmiałam się, ciągnąc nosem.


– Przestań to powtarzać. To nie twoja wina. Chciałam tylko wyjaśnić,
dlaczego cię okłamałam, bo byłeś z tego powodu zły. I teraz chciałabym
wrócić do udawania, że Benny nigdy nie istniał. Czy możemy to zrobić?

Caine wyglądał, jakby chciał się o to kłócić. Otworzył usta, zamknął je,
potem znowu otworzył. Ale ostatecznie tylko pokiwał głową.
Po powrocie z łazienki, gdzie zmyłam rozmazany makijaż, poczułam się,
jakby z moich ramion zniknął ciężar. Niestety nie mogłam powiedzieć tego
samego o Cainie. Mnie wygadanie się i wypłakanie poprawiły humor, jednak
on chyba przejął mój ciężar. Postanowiliśmy włączyć telewizor i rozluźnić się
przy filmie, ale za każdym razem, gdy na niego patrzyłam, wydawał się
zamyślony.
Kiedy film dobiegł końca, pomyślałam, że może wszytko wróci do
normalności w sypialni. Ale kiedy wspomniałam o tym, że jestem zmęczona
i chętnie poszłabym do łóżka, Caine mnie zaskoczył i powiedział, że musi się
wyspać u siebie, bo wcześnie rano ma jakieś spotkanie.
Niepokój, który dręczył mnie wcześniej, powrócił, gdy odprowadzałam
go do drzwi.

– Czy wszystko między nami w porządku, Caine? – zapytałam. Nie


chciałam tego robić, nie chciałam wyjść na zachłanną, ale już nie spałam od
dwóch nocy i wiedziałam, że dzisiaj też nie zasnę, jeśli on ze mną nie
porozmawia i po prostu stąd wyjdzie.

Caine ujął moje policzki w dłonie.

– Jesteś najcudowniejszą kobietą, jaką w życiu spotkałem. Nigdy o tym


nie zapominaj, Rachel. – Musnął moje usta swoimi i życzył mi dobrej nocy.

Oparłam głowę o zamknięte drzwi, gdy już zniknął. Chociaż jego słowa
brzmiały słodko, szczególnie po tym, co mu powiedziałam, to czułam, że on
się ze mną żegnał na dobre.
ROZDZIAŁ 36

Nie miałem serca mówić jej prawdy po tym, jak się rozpłakała –
a przynajmniej to sobie wmawiałem. Trzymałem to w tajemnicy dla jej
własnego dobra, a nie dlatego że byłem egoistycznym palantem bez jaj.
Ale po tygodniu bycia z nią i niebycia jednocześnie zrozumiałem, że
robiłem jej to samo, co wtedy, gdy była dzieckiem – zwodziłem ją tydzień po
tygodniu i nic nie robiłem, bo nie byłem pewny siebie.
Tylko że wtedy byłem zagubionym nastolatkiem, a teraz powinienem
zachowywać się jak mężczyzna. Ale na pewno tak nie było. W tym tygodniu
unikałem Rachel niemal każdego dnia i wieczora, poza zajęciami, gdy nie
miałem wyboru i musiałem z nią rozmawiać. Ona wiedziała, że coś jest nie
tak.

– Co się z tobą dzieje? – zapytała moja siostra, biorąc ode mnie talerz.
Dzisiaj po południu miała kolejną wizytę u lekarza, więc zajmowałem się jej
córkami. Evelyn musiała być dość zdesperowana, by prosić mnie o pomoc, bo
ostatnim razem niemal zabiłem jedno z jej dzieci.
– Nic takiego.

Poszła do kuchni i włożyła mój talerz do zlewu, a potem wróciła, by dalej


mnie przesłuchiwać.

– Gówno prawda. Widzę, że coś się dzieje.


– Niby skąd to wiesz?
Moja siostra zmierzyła mnie spojrzeniem.

– Po pierwsze, wciąż tu jesteś. Zazwyczaj, gdy proszę cię


o przypilnowanie dziewczynek, uciekasz w chwili, gdy wracam do domu.
Jakby posiadanie rodziny było zaraźliwe, czy coś.
Chyba miała trochę racji. Próbowałem jednak udawać, że tak naprawdę
nic się nie działo.

– Byłem głodny, to wszystko. – Wzruszyłem ramionami.


Przyjrzała mi się.

– A gdzie jest kobieta, która ostatnio tutaj z tobą była? Dziewczynki


mówiły o niej przez cały tydzień. Rachel, tak?

– Skąd mam wiedzieć?

– Nie pierdol. Twoja mina zmieniła się w chwili, gdy wypowiedziałam jej
imię.

– Masz zwidy.
– Naprawdę? – Pochyliła się w moją stronę. – Rachel. – Podniosła głos. –
Rachel. Rachel. Rachel.

– Myślę, że powinnaś dodać psychiatrę do listy lekarzy, których musisz


odwiedzić. – Wstałem i zacząłem sprzątać ze stołu, by móc się odsunąć od
tego buldoga.
Moje siostrzenice już dawno zniknęły z pudełkiem makaronu i klejem
i były nadzwyczaj cicho, gdy przyklejały jedzenie do papieru brystolu
w salonie. Gdzie były te małe gaduły, kiedy ktoś musiał pomóc mi przerwać
tę rozmowę?
Razem z siostrą posprzątaliśmy po kolacji i, o dziwo, ona cały czas
milczała. Powinienem był się domyślić, że tylko czekała na dobrą chwilę.

Zamknęła zmywarkę, odwróciła się, opierając o nią, i przycisnęła mnie,


gdy próbowałem odłożyć ostatnie talerze.
– Co zrobiłeś?

– O czym ty mówisz?

– Albo ona cię rzuciła, albo zrobiłeś coś złego. Widzę to. Snujesz się po
domu z nieszczęśliwą miną. A skoro zazwyczaj zostajesz wylany z pracy, gdy
ktoś ci coś zrobi, pokuszę się o stwierdzenie, że tym razem ty coś zrobiłeś.

Cholera. Niezła była. Westchnąłem.


– Narobiłem sobie problemów.

– Chcesz o tym porozmawiać?

– Nie.

– Okej. A więc jak rozwiążesz te problemy?

– Nie da się. Musiałbym ją skrzywdzić.

– Zdradziłeś ją?
– To nic w tym rodzaju.

Evelyn rozmyślała przez chwilę.

– Posłuchaj, braciszku, zadręczasz się niepotrzebnie rzeczami, które nie są


twoją winą, ale ty uważasz inaczej. Potrafisz wziąć na siebie
odpowiedzialność. Jesteś pewny, że zrobiłeś coś złego?
Moja siostra zawsze była do mnie uprzedzona. Gdy nie odpowiedziałem,
pokręciła głową i kontynuowała.
– Jesteś dobrym człowiekiem. Cokolwiek się dzieje, wiem, że postąpisz
właściwie. Jeszcze nigdy nie widziałam, żeby zależało ci na kimś tak bardzo,
że nie chciałeś go celowo zranić.
Moja siostra miała rację co do jednego. Nigdy nie chciałem zranić Rachel.
Ani Liama, skoro już o tym mowa. Ale w ciągu swojego życia popełniłem
wiele błędów i inni na tym ucierpieli. Nie udało mi się postąpić właściwie
w przypadku Liama – nie wiedziałem, że presja jest dla niego nie do
zniesienia, że zespół i kontrakt z wytwórnią to dla niego zbyt wiele. A potem
było już za późno. W przypadku Rachel powinienem był powiedzieć komuś
o swoich podejrzeniach tego samego dnia, gdy spotkałem ją w konfesjonale.
Ale zamiast tego okłamywałem niewinną dziewczynkę, miesiącami
udawałem księdza. Moje błędy doprowadziły do tego, że zostały jej po tym
blizny. Wyrządziłem jej dość krzywdy.

Nienawidziłem tego, że jej oczy rozbłysły, kiedy zaprosiłem ją na kawę


następnego dnia po zajęciach.

– A więc według „Cosmo” cię lubię – oznajmiła.

Zamówiliśmy dwie kawy i usiedliśmy przy stoliku w głębi kawiarni.


Rachel próbowała się zachowywać, jakby nic się nie stało, ale słyszałem
drżenie jej głosu i zauważyłem, że okręca zegarek na nadgarstku.
– Kolejny quiz?

– Tak. Ale miałam wątpliwości co do pytania dziewiątego – powiedziała


żartobliwie. – Pytanie brzmiało, czy wciąż będziesz mi się podobać, jeśli
przytyjesz trzydzieści kilogramów, wyłysiejesz i nagle stracisz pracę. Mój
długopis zawisł nad pewną odpowiedzią, ale potem przypomniałam sobie, że
przecież i tak lubisz mi zawiązywać oczy. – Uśmiechnęła się. Kurwa, ale to
bolało.
Kiedy nie odpowiedziałem, Rachel pomyślała, że jestem urażony.

– Ja się tylko droczę, wiesz? – oznajmiła.


Pokiwałem głową i odchrząknąłem. Czułem się tak, jakby w gardle
utknęły mi jaja, gdy próbowałem powiedzieć to, co zamierzałem.

– Posłuchaj, Rachel… Ja już tak dłużej nie mogę.


Jej uśmiech zadrżał. Wiedziała, co chciałem powiedzieć, a mimo to wciąż
próbowała trzymać się nadziei.

– Czego? Rozmawiać na uczelni? Nikt nie uważa, że to dziwne. Ja cały


czas widuję asystentów i wykładowców razem.
– Nie chodziło o to. Tylko o przebywanie ze sobą ogólnie. Nie możemy
się dłużej widywać.

– Dlaczego? Nie rozumiem.

Wczoraj po rozmowie z siostrą stwierdziłem, że nie ma sensu mówić


Rachel o tym, co stało się w kościele piętnaście lat temu. Po co ranić ją
jeszcze bardziej, wyciągając tę sprawę?
– Jesteś moją studentką. Nigdy nie powinniśmy byli robić tego, co między
nami zaszło.

Smutek na jej twarzy zmienił się w gniew.

– Gówno prawda. Wisi ci to. A poza tym jest już połowa semestru.

– Przykro mi. – Spuściłem głowę, bo nie mogłem patrzeć na jej piękną


twarz. – Nigdy nie powinno było do tego dość.

– Pieprz się.

– Dalej będę twoim promotorem. To moja wina i to w żaden sposób nie


powinno się na tobie odbić.

– Nie powinno się na mnie odbić?

– Rachel…

Wstała.

– Wiesz co, Caine? Przez długi czas czułam się niewarta miłości,
wstydziłam się tego, co stało się w moim życiu, żałowałam swoich wyborów.
Dopiero kilka tygodni temu, gdy cię poznałam, zrozumiałam, że ja nie jestem
swoją przeszłością. I nie chcę, żeby ktokolwiek kiedykolwiek żałował bycia
ze mną. Więc pierdol się.
Instynktownie złapałem ją za ramię, gdy mnie mijała. Łzy wypełniły jej
oczy i wiedziałem, że chciała wyjść, zanim je zobaczę, nie chciała, bym
widział ją w takim stanie. Po prostu puściłem jej ramię i dałem jej odejść. To
było najlepsze, co mogłem dla niej zrobić, nawet jeśli w tej chwili w to nie
wierzyłem.
Nie mogłem odwrócić się i patrzeć, jak odchodzi. Zacisnąłem powieki,
słuchając jej kroków, które stawały się coraz bardziej odległe, aż w końcu
ucichły.
Rachel miała rację w jednej kwestii – żałowałem czegoś, jeśli o nią
chodzi. Tylko nie tak, jak ona sądziła. Zawsze będę żałował tego, że dałem jej
odejść.
ROZDZIAŁ 37

Z przyzwyczajenia ruszyłam w stronę miejsca, które zajmowałam od


początku semestru. Ale potem się zatrzymałam. Pieprzyć to. Nie musiałam
siadać na środku i z przodu, tuż przed wspaniałym profesorem. Wykonałam
swoją robotę, chodziłam na zajęcia, na których miałam się zjawiać,
prowadziłam dyżury ze studentami, poprawiałam prace – robiłam wszystko.
Ale nie musiałam siadać tam, gdzie profesor chciał. Już nie.
Rozejrzałam się i uśmiechnęłam kpiąco, gdy zobaczyłam puste miejsce
obok pana Ludwiga. Pozwolę mu na siebie patrzeć z bliska, żeby mógł mnie
naszkicować – może ktoś mnie w końcu doceni.
Dzisiaj były prawie dwadzieścia cztery stopnie, ale mój kolega z grupy
i tak miał na głowie wełnianą czapkę.

– Hej. – Uśmiechnął się do mnie. – Profesor Mam Kij W Dupie wypuścił


cię z aresztu? Myślałem, że będę musiał przenieść się do pierwszego rzędu,
żeby zaprosić cię któregoś dnia na kawę.
– Potrzebowałeś pomocy w nauce? Nie przyszedłeś na żaden z moich
dyżurów.
Chłopak się uśmiechnął. To był uroczy uśmiech z dołeczkami.
– Nie. Nie potrzebuję pomocy. Po prostu chciałem iść z tobą na kawę.

Poczułam za sobą czyjąś obecność. Kiedy zobaczyłam, że flirciarski


wzrok chłopaka przeniósł się z moich piersi za moje ramię, a jego
zadowolona mina zniknęła, domyśliłam się, kto tam stał.
Zignorowałam go, licząc na to, że załapie aluzję. Ale chyba nie miałam
tyle szczęścia.

– Rachel. – Caine odchrząknął. – Czy możesz zostać po zajęciach?


Zamknęłam oczy. Chciałam powiedzieć: Spierdalaj. Ale nie pokażę mu
swoich emocji. Nie dam mu tej satysfakcji. I nie zamierzam zostać tematem
jednej z tych plotek, które słyszałam odnośnie do profesora Westa, zanim go
poznałam. Przykleiłam do twarzy najlepszą imitację uśmiechu i odwróciłam
się do niego, pokazując zęby.

– Oczywiście, profesorze.

Koniecznie chciałam mu pokazać, że wszystko było u mnie w porządku.


Ale kiedy zobaczyłam go, mój sztuczny uśmiech zniknął. Caine wyglądał
okropnie. Jego zazwyczaj przejrzyste oczy były przekrwione, naturalnie
ciepła karnacja – ziemista, a ogólny wygląd niedbały – i to nie w celowy
sposób. Nie, Caine wyglądał, jakby jeszcze kilka godzin temu chlał na umór
albo był chory i dzisiaj po raz pierwszy od kilku dni wyszedł z łóżka
i zaciągnął swój tyłek na zajęcia.
Mimo że byłam na niego wkurzona, miałam nadzieję, że chodziło o to
drugie.

Caine pokiwał głową i skupił wzrok na studencie siedzącym obok mnie.


Zauważyłam jego zaciśniętą szczękę, gdy patrzył na pana Ludwiga dłużej niż
to konieczne. Emocje we mnie buzowały, bo byłam wściekła z powodu tego,
że on miał czelność wkurzać się na kogoś za to, że ze mną flirtował. Nic mu
nie byłam winna.
Przez następne dziewięćdziesiąt minut unikałam patrzenia na Caine’a –
wolałam skupiać wzrok na robieniu notatek, podczas gdy mój umysł błądził.
Kiedy zajęcia nareszcie dobiegły końca, czekałam na swoim siedzeniu, aż
ostatni student opuścił salę. Potem zeszłam na dół i stanęłam cztery metry od
Caine’a. Było mi niesamowicie niezręcznie. Caine właśnie pakował swoją
torbę.

– Chyba będzie lepiej, jeśli porozmawiamy w moim gabinecie.

– A mnie odpowiada ta sala.


Caine skupił na mnie wzrok.

– Zależy mi na odrobinie prywatności.


– A mnie zależy na wielu rzeczach, ale chyba ich wszystkich nie dostanę,
prawda?

Pokiwał głową.

– Dobrze. Czy możemy chociaż usiąść? – Wyciągnął rękę w stronę


pierwszego rzędu. Niechętnie ruszyłam w tamtą stronę.

Zachowywałam się jak rozwydrzona nastolatka, ale nie miałam zamiaru


na niego spojrzeć. On czekał, założywszy, że w końcu przestanę się bawić
telefonem i poświęcę mu swoją uwagę. To źle założył. Po kilku minutach
załapał aluzję i zaczął mówić.
– Dostałem maila od rektora w sprawie twojej prośby o zmianę
promotora.

– No i?

– To nie jest konieczne. Już niemal skończyłaś pracę i jeśli nie chcesz
spędzać ze mną czasu, prawie wszystko możemy załatwić przez maila.

W końcu na niego spojrzałam.

– Nie chcę twoich opinii na temat mojej pracy. Nie chcę bronić mojej
pracy przy tobie. Nie chcę w ogóle z tobą rozmawiać.

Caine wyciągnął rękę i dotknął mojego ramienia.


– Rachel.

Odsunęłam się.

– Nie dotykaj mnie.


Uniósł w powietrze obie ręce.

– Przepraszam. Nie chciałem cię złościć.

Prychnęłam.
– Na to już trochę za późno, nie sądzisz?

Odetchnął głęboko i przeciągle.

– Pozwól, że zacznę od początku. Podczas zajęć możemy zachowywać się


profesjonalnie, więc po co chcesz zadawać sobie tyle trudu i szukać nowego
promotora? Większość wykładowców będzie chciała przyłożyć rękę do
twojej pracy i będziesz ją poprawiać miesiącami.
– Po prostu ty chciałbyś przyłożyć rękę do mojej pracy. Albo do czegoś
innego.

Sądząc po jego tonie, wiedziałam, że Caine już tracił cierpliwość.


I właśnie tego chciałam. Chciałam go wkurzyć… sprawić, że wybuchnie.
Nasze rozstanie było zbyt spokojne. Czułam się tak, jakbym nigdy nie była
warta jego energii. I to było do dupy.
– Próbuję zachować profesjonalizm, Rachel.
Wyprostowałam się.

– Ja też, profesorze. Gdyby wybór należał do mnie, nie byłabym twoją


asystentką ani nie miałabym cię za promotora. Mogłabym poprosić o nowego
i nie wzbudziłoby to żadnych podejrzeń, bo nie pracowaliśmy razem zbyt
długo i nie byłeś moim promotorem od samego początku. Ale nie
potrafiłabym wymyślić powodu, by zwolnić się z posady twojej asystentki,
nie wzbudzając żadnych podejrzeń. Myślę, że powiedzenie władzom uczelni,
że się pieprzyliśmy, ale teraz przestaliśmy, nie będzie zbyt profesjonalne.
Caine przeczesał palcami włosy.

– Przepraszam za to, że cię zraniłem, Rachel. Nie wiem, jak to naprawić


i wrócić do bycia przyjaciółmi.
– My nigdy nie byliśmy przyjaciółmi, Caine. A jeśli chodzi o naprawienie
sprawy, to potrzeba dwóch osób, by jakakolwiek relacja działała. A my nic
nie możemy naprawić, bo tylko jedno z nas wie, co poszło nie tak. – Mój głos
złagodniał. – Ja wciąż nie wiem, co było źle.
Caine spojrzał mi prosto w oczy, gdy usłyszał, że głos mi się załamał.
Chciałam zgromić go spojrzeniem, ale kiedy zajrzałam w jego oczy,
zobaczyłam tylko cierpienie.
W tej chwili pozwoliłam odezwać się swojemu sercu.

– Co się stało, Caine? Dlaczego mnie od siebie odsunąłeś? Jednego dnia


wszystko było dobrze, a potem następnego…

Zamiast odwrócić wzrok, jak ostatnio często robił, Caine pozwolił mi


zajrzeć w głąb siebie na krótką chwilę. Nasze spojrzenia się skrzyżowały
i zobaczyłam jego wnętrze – mężczyzna, którego poznałam, wciąż tam był,
gdzieś głęboko. Zaczynałam myśleć, że tylko sobie wyobraziłam to, kim był,
bo zniknął tak szybko.

– Jesteś niesamowitą kobietą, Rachel. Zasługujesz na kogoś lepszego.


W jednej chwili byłam miękka i wrażliwa, a w drugiej – nieczuła i twarda.
Wstałam gwałtownie, tracąc równowagę, ale szybko ją odzyskałam.

– Nie możesz mi mówić, na co zasługuję. To ja wybieram, czego chcę.

Caine wstał i złapał mnie za łokieć, gdy się odwróciłam. Głośny szczęk
otwieranych drzwi do sali wypełnił echem pomieszczenie. Zaraz potem
rozległy się głosy, gdy studenci zaczęli się schodzić na następne zajęcia.
Czekałam, zastanawiając się, jak ważne będzie dla niego zatrzymanie mnie
w tej sytuacji.
Poczułam się zraniona, gdy tak po prostu mnie puścił.
– Przemyśl to, Rachel. Nie dokładaj sobie pracy tylko dlatego, że jesteś na
mnie zła.

Mimo że studenci już znajdowali się na szczycie schodów, pochyliłam


się, by upewnić się, że on usłyszy moje następne słowa. Możliwe, że zrobiłam
to na pokaz.

– Pierdol się, profesorze – wyszeptałam mu do ucha.

– Porozmawiaj ze mną. – Charlie podparł się na łokciu o bar. Skończył na


dzisiaj, ale wciąż tu był. Podejrzewałam, że czekał, aż ostatni popołudniowi
klienci wyjdą.
Nasza zmywarka zakończyła proces mycia już wieki temu. Charlie nie
zamierzał wyjąć naczyń. To mi pasowało – szczególnie dzisiaj, bo okazało
się, że wycieranie szkła działało na mnie uspokajająco. Zdjęłam z kraty
ociekającą wodą szklankę i zaczęłam ją wycierać.
– O czym chcesz rozmawiać? O aktualnych wydarzeniach? O muzyce?
– Nie ze mną te numery, panienko. Wiesz, o co pytam.

Uśmiechnęłam się do Charliego, doskonale świadoma tego, o co pytał.

– Chyba jednak nie wiem.

– Od tygodnia wyglądasz jak zbity pies. Co się dzieje? Problem


z chłopakiem?

Charlie był twardy na zewnątrz i miał miękkie wnętrze. To najbardziej


w nim lubiłam.

– Wszystko w porządku, Charlie. Po prostu mam ciężki tydzień.


Pokręcił głową.

– Kłamiesz. Dwadzieścia osiem lat byłem gliną. Wiem, gdy ktoś kłamie.
Już miałam zaprzeczyć, ale coś mi przyszło do głowy.

– Skąd wiesz, że ktoś kłamie? Jakie są znaki?


– Jeśli się dobrze przypatrzysz, większość ludzi zdradza język ciała.

– Co na przykład?

– Cóż, są oczywiste znaki – ludzie nie patrzą ci w oczy, wiercą się,


dotykają ust lub twarzy. Chociaż większość dobrych kłamców wie o tym
i kontrolują swoje ciało. Ale są również mniejsze rzeczy, które łatwiej
odczytać. Na przykład to, że ramiona ludzi lekko się unoszą. To dlatego, że
ich oddech staje się płytszy, gdy kłamią, i taka jest naturalna reakcja ciała na
zmianę oddechu. Niektórzy również sztywnieją. Kiedy ludzie mówią, ich
ciała poruszają się w naturalny sposób. Ale kiedy kłamią, tracą tę naturalność.
Poza tym można wyczuć wskazówki w ich mowie – na przykład powtarzają
te same słowa lub frazy. „Ja nie. Ja nie”.
– Interesujące.

– A kto cię okłamał?

Specjalnie uniosłam ramiona i powtórzyłam się.

– Nikt. Nikt.

– Mądrala.

Charliemu na mnie zależało i wiedziałam, że nie będzie się za bardzo


wtrącał, tak jak Ava, więc mogłam być z nim szczera.

– Facet, z którym się spotykałam, zerwał ze mną. I mam przeczucie, że


nie był szczery, gdy tłumaczył, dlaczego to zrobił. – Westchnęłam. – Może po
prostu szukam powodu, który nie istnieje, ze względu na moje ego. Sama już
nie wiem.

– Mówimy o profesorze?

– Tak.

– Chcesz wiedzieć, czy nadal mu na tobie zależy, czy nie? Myślisz, że coś
sobie ubzdurał i jego słowa nie zgadzają się z tym, co ma w sercu?

Pokiwałam głową.
– Chyba tak.

– Cóż, to jest jeden sposób, by dowiedzieć się, czy facet, który ucieka od
ciebie, naprawdę cię kocha.
– Czyli jaki?

Charlie spojrzał mi w oczy.

– Żyj dalej bez niego. Facet szybko odzyskuje zdrowy rozsądek, gdy
dociera do niego, że już na niego nie czekasz.
ROZDZIAŁ 38

Jestem kłamcą.
Tylko tym razem okłamywałem również siebie. Rektor wysłał do mnie
maila, w którym poprosił, bym spisał obserwacje na temat pracy Rachel, żeby
przesłać je dalej do kolejnego promotora. Próbowałem dać jej szansę, by
jeszcze rozważyła ten pomysł, a teraz wykorzystałem to, by znowu się z nią
zobaczyć – udawałem, że muszę wysłać ten tekst jak najprędzej, żeby szybko
się z nią spotkać, ale tak naprawdę nie miałem zamiaru niczego pisać.

Właśnie trwała przerwa międzysemestralna i sześć dni bez Rachel to


maksimum tego, co mogłem znieść. Jeśli ktoś zrozumiałby, co zamierzam
zrobić, pomyślałby, że postradałem zmysły – i mógłby mieć rację, ale po
sześciu dniach miałem wszystko gdzieś.
W numerze „Rolling Stone” z tego miesiąca znalazłem jeden z tych
quizów, które uwielbiała Rachel. Zauważyłem go dwa tygodnie temu, gdy
kartkowałem magazyn, i odłożyłem, by ona mogła go rozwiązać. Dzisiaj
tęskniłem za nią tak bardzo, że sam go zrobiłem.
Co ulubiona muzyka mówi o twoim życiu miłosnym? W quizie zadano
masę pytań odnośnie do tego, z którą piosenką najbardziej się utożsamiasz.
Kiedy podliczyłem punkty, przeczytałem opis, który okazał się zupełnie
nietrafiony. Z ciekawości przeczytałem inne przewidywania. Jedno do mnie
pasowało, tylko że ja zdobyłem na nie za mało punktów. Ta odpowiedź
byłaby idealna i mogłaby ją przeczytać dzisiaj Rachel, gdybym wszystkiego
nie spieprzył.
Już poznałeś swoje przeznaczenie! Chociaż możesz o tym nie wiedzieć.
Jesteś starą duszą, która wiąże się z ludźmi na kosmicznym poziomie. Twoim
problemem może być zaufanie i często unikasz związków, bo kierujesz się
głową, a nie intuicją, niekiedy na ślepo. W miłości czasami musisz zapomnieć
o ostrożności i rzucić się na głęboką wodę. Od dawna znasz swoją bratnią
duszę, ale dopiero niedawno zrozumiałeś, co to oznacza. Przestań z tym
walczyć i nakarm swoją duszę.
Na quiz składało się piętnaście pytań. Zaznaczyłem odpowiedzi jeszcze
raz, tylko tym razem tak, jak zrobiłaby to Rachel. Pijąc szkocką z lodem,
potrząsałem kostkami w szklance, rozwiązując test. Jej wynik wynosiłby
między czterdzieści a czterdzieści trzy. Odpowiedź: Jeszcze spotkasz swoje
przeznaczenie!

– Tak. Mowy nie ma – mruknąłem.


Wypiłem resztę szkockiej i stwierdziłem, że Rachel musi zdobyć jeszcze
około dwudziestu punktów, żeby bezpiecznie awansować tam, gdzie powinna
być. Wybrałem cztery pytania, co do których byłem najbardziej pewny jej
odpowiedzi i sam zmieniłem punktację po pięć za każde.
– Teraz lepiej.

Jezu Chryste, zmieniłem się w pizdę. Rzuciłem magazyn na stolik


i potarłem twarz dłońmi. Co ja, do cholery, wyprawiam? Doszło do tego, że
poprawiam quizy i robię je za Rachel. Nie mogę wypić kolejnego drinka,
muszę wytrzeźwieć, wziąć prysznic i włożyć czyste ubrania, a potem iść do
O’Leary’s, zanim zacznę do niej wydzwaniać tylko po to, by usłyszeć jej
głos, a potem szybko się rozłączać.
Zebrałem się na odwagę i w końcu to zrobiłem.
Postanowiłem nie pisać do niej przed pojawieniem się, żeby nie miała
okazji powiedzieć mi, że mogę przesłać jakieś nieważne rzeczy mailem. Bo
właśnie to była moja wymówka – Rachel musiała zerknąć na jakieś „ważne”
dokumenty.

Zająłem miejsce przy barze i czekałem, wybrawszy opustoszałą stronę,


naprzeciwko Avy, która stała do mnie plecami i rozmawiała z jakimś
klientem. Wciąż miałem dobry humor, więc stukałem palcami w bar w rytm
Better Together Jacka Johnsona.
Niestety moje dobre samopoczucie zniknęło, gdy rozejrzałem się po
części restauracyjnej. Rachel znajdowała się przy stoliku, ale wcale nie
przynosiła komuś jedzenia. Zacisnąłem ręce w pieści, patrząc, jak siedzi
w boksie z jakimś facetem. Ich dłonie spoczywały złączone pośrodku stolika
i chyba byli pochłonięci rozmową. Patrzyłem na faceta, aż ruszył głową,
i wtedy dobrze przyjrzałem się jego twarzy. Davis.
Co to ma, kurwa, znaczyć?

Na początku chciałem podejść i się tego dowiedzieć. Nawet wstałem


i zrobiłem kilka kroków. Ale wtedy zobaczyłem coś, przez co zamarłem.
Rachel odchyliła głowę w tył i zaśmiała się. Natychmiast mój gniew zniknął,
zastąpiony uczuciem przybicia i winy. Śmiała się, nie wyglądała na smutną.
Czy nie tego chciałem od początku?

Rozdarty obserwowałem ich z oddali, dopóki już dłużej nie mogłem


znieść tego widoku. Odwróciłem się i szybko wyszedłem z baru. Byłem zły,
chociaż wiedziałem, że nie mam prawa. Mój gniew mieszał się z żalem.
To moja wina, że trzymali się za ręce z innym facetem. Odszedłem, bo nie
zasługiwałem na nią, ale z drugiej strony nikt inny nie był jej wart. W moich
myślach brakowało logiki. Ale jakimś cudem byłem świadomy tego, że nikt
nie zrozumie moich decyzji. Więc zachowałem je dla siebie, chociaż
potrzebowałem wyrzucić z siebie to, przez co przechodziłem
Przez całą przerwę międzysemestralną tkwiłem w mieszkaniu. Moją
jedyną aktywnością każdego dnia, poza siłownią, było słuchanie muzyki. Jeśli
nie zajmę się czymś na chociaż kilka godzin, to bardzo możliwe, że Rachel
wkrótce otrzyma składankę piosenek. Taką byłem pizdą.
Nie miałem już co ze sobą zrobić, więc postanowiłem się przejechać.
Pozwoliłem, by prowadziły mnie droga i samochód. W pracy musiałem być
dopiero w poniedziałek. Może wyjazd z miasta na dzień lub dwa będzie tym,
czego potrzebuję. Zawróciłem i skierowałem się w stronę mostu zamiast
autostrady, którą dojechałbym do domu. Szczerze mówiąc, nie miałem
w głowie żadnego celu. Po prostu jechałem. Godzinami. A gdy dojechałem,
zrozumiałem, że znalazłem się tam, gdzie powinienem.

Schody wymieniono na nowe. Zniszczona cegła została zastąpiona białym


marmurem. Niektóre krzewy również wyglądały na nowe, a mały płotek,
którego wcześniej nie było, otaczał posąg Maryi Dziewicy. Jednak poza tym
kościół St. Killian’s wyglądał dokładnie tak jak ostatnim razem, gdy
przeszedłem przez jego drzwi piętnaście lat temu. Wciąż pamiętałem tę
wizytę. Wymknąłem się wtedy z domu – bo dostałem szlaban za to, co stało
się tydzień wcześniej w warsztacie Benny’ego. Wiedziałem, że ona już
zniknęła. Rodzice powiedzieli mi chociaż tyle, bo nie chciałem rozmawiać
z nimi o niczym, co zaszło, dopóki nie dowiedziałem się, że ona jest
bezpieczna. Ale wtedy nie obchodził mnie szlaban. Musiałem zjawić się
w kościele, w razie gdyby chciała znowu przyjść i ze mną porozmawiać.
Chciałem jej wytłumaczyć, dlaczego zrobiłem to, co zrobiłem.
Tego popołudnia siedziałem w ciemnym konfesjonale przez sześć godzin.
Oczywiście ona nigdy się nie pojawiła – wyjechała. Zrozumiałem, że będę
musiał żyć z poczuciem winy wywołanym tym, że zawiodłem jej zaufanie.
I mieć nadzieję, że ona ruszy dalej.

Co za ironia – byłem tutaj znowu po tym, jak zobaczyłem, że ona dzisiaj


znowu ruszyła dalej.
Kościół w środku był pusty. Nie wiedziałem, po co tu przyjechałem ani co
zrobię, gdy już tu przybędę. Od razu skupiłem wzrok na konfesjonale, który
wciąż się tam znajdował, ale nie zamierzałem wchodzić do środka. Zamiast
tego zająłem miejsce w ostatniej ławce i po prostu się rozejrzałem. Dzisiaj
było tak spokojnie. Zapach piżmowego kadzidła rozgrzewał moje zmysły.
Zamknąłem oczy, kilkukrotnie odetchnąłem, by oczyścić myśli, rozkładając
ramiona wzdłuż oparcia ławki i pochylając głowę.

Leżałem tak, nie wiadomo jak długo, aż usłyszałem czyjeś kroki


i uniosłem głowę. Ksiądz stał niedaleko.

– Jak się masz, synu?

Dopiero po chwili go zrozumiałem, gdy dotarło do mnie, że miał irlandzki


akcent.

Uśmiechnąłem się.

– Dobrze. Mam nadzieję, że mogę tu siedzieć.


– Drzwi są zawsze otwarte. Mamy szczęście. W tych czasach nie można
tego powiedzieć o wielu kościołach. Tutaj mamy świetną społeczność.
Możesz tu przychodzić, kiedy chcesz.

– Dziękuję.

– Czy chciałbyś o czymś porozmawiać?


– Raczej nie.

– Jesteś pewny? Potrafię słuchać.

– Bez obrazy, ojcze, ale chodzi o kobietę – to chyba nie jest ojca
specjalizacja.

Ksiądz się uśmiechnął ciepło i zajął miejsce w ławce przede mną. Obrócił
się bokiem i położył ramię na oparciu, patrząc na mnie.

– Jestem oddany Bogu, ale mam matkę i cztery siostry. – Uniósł


odpowiednią liczbę palców. – Cztery. Do diabła, żadna z nich nie potrafi
zamknąć buzi, więc wiem o kobietach całkiem sporo.

Zaśmiałem się.
– Nigdy nie słyszałem, żeby jakiś ksiądz w ten sposób przeklinał, chyba
że mówił o diable swoich kazaniach.
Uśmiechnął się.
– Mamy nowy wiek, synu. Muszę iść z duchem czasu. Nawet oglądam
odcinki Real Housewives, gdy odwiedzam moją siostrę Mary w jej domu.
Ona jest od tego uzależniona.
– To brzmi jak kara.

– Cóż, Pan ma swoje tajemnicze sposoby.

– Z tym się zgadzam.

– A więc co sprowadza cię tu w ten piękny wieczór? Chyba nigdy nie


widziałem cię na żadnej mszy. Przeprowadziłeś się tu niedawno?

– Nie, właściwie tu dorastałem. Chodziłem do St. Killian’s, gdy byłem


dzieckiem.

– Aha. – Pokiwał głową. – A więc odwiedzasz rodzinne miasto.

– Nie. Tata zmarł wiele lat temu. Mama już tu nie mieszka. Po prostu…
Ja… – Nie było sensu okłamywać księdza. – Pomyślałem, że się przejadę, by
oczyścić myśli, i jakimś cudem się tutaj znalazłem.
– Czasami nasza ścieżka jest już wyznaczona i my możemy tylko nią
podążać.

– Pewnie tak…

– To powiedz mi o tej dziewczynie. Jak ma na imię?

– Rachel.

Pokiwał głową.

– Z Księgi Rodzaju.
– Skoro ksiądz tak twierdzi.
– Co się stało między tobą a Rachel, że tak się zagubiłeś?

– To bardzo długa historia, ojcze.

– Mam dużo czasu.


– I tak się ojcu nie spodoba. Nie uszanowałem kościoła. Ani księdza.
Jego uśmiech był zachęcający i nieoceniający, nawet po tym, jak go
ostrzegłem.

– Wszyscy popełniamy błędy, synu. Czasami wyrzucenie tego z siebie


pomaga.

Nie miałem nic do stracenia, poza jego szacunkiem. Bo dla siebie nie
miałem już żadnego szacunku. Może dawno powinienem był się naprawdę
wyspowiadać.
Odetchnąłem więc głęboko i oznajmiłem:

– Dobrze. Tylko niech ojciec nie mówi, że nie ostrzegałem.

Ksiądz zdjął okulary i potarł oczy.


– Cóż, to było ciekawe, synu.

– Wiem.

– Zacznijmy od początku. Pomimo tego, co zrobiłeś wiele lat temu…


i chociaż zaczęło się ze złych pobudek – schowałeś się w konfesjonale, bo
chciałeś uniknąć wykonywania prac w kościele – wróciłeś tu, chociaż wcale
nie musiałeś.
– Tak.

– Powiedz mi, dlaczego wracałeś tu co tydzień.

– Wiedziałem, że coś jest nie tak. Ta mała dziewczynka… To znaczy


Rachel. Ona się bała. Wydawało mi się, że naprawdę potrzebowała kogoś,
z kim mogłaby porozmawiać o tym, co się dzieje.

– A więc chciałeś jej pomóc?


– Tak. – Taka była prawda. Chciałem pomóc. – Ale nie zrobiłem tego od
razu. Powinienem był powiedzieć o tym komuś już pierwszego dnia,
zaangażować policję, gdy już zacząłem coś podejrzewać. Zamiast tego
wolałem się bawić w detektywa i przez to ona ucierpiała.
Ksiądz myślał nad tym przez chwilę.

– Dlaczego nie poszedłeś z tym do kogoś dorosłego? Musiał być jakiś


powód.

– Ona się bała, była przerażona. Nie byłem pewny, czy moje podejrzenia
są słuszne. Obawiałem się, że ją wystraszę i potem już nikomu nie zaufa.

– Może gdybyś od razu po pierwszym spotkaniu z nią poszedł na policję,


Rachel i jej siostra za bardzo by się bały przyznać i zaprzeczyłyby, że
cokolwiek się działo.

Pokręciłem głową.

– A może powiedziałyby prawdę i zostałyby zabrane o wiele wcześniej.

– Czasami nie da się uniknąć w życiu bólu, synu. Staramy się, jak
możemy. Według mnie doprowadziłeś tę sytuację do końca. Gdybyś wtedy
nie zjawił się w odpowiednim momencie, ta sytuacja mogłaby się ciągnąć
latami. Wielu nastolatków nie zrezygnowałoby z wolnej soboty, by
zaprzyjaźniać się z dziewczynką.

Przeczesałem palcami włosy.

– Sam nie wiem.

– Czy wierzysz w Boga, synu?

Minęło dużo czasu, odkąd po raz ostatni byłem w kościele, ale moja wiara
się nie zmieniła. Mimo że byłem żałosny, a moja relacja z Kościołem
popieprzona, wciąż wierzyłem w siłę wyższą.

– Tak.

– To dobrze. Musisz baczyć na przeznaczenie, które On dla ciebie wybrał.


I możesz to uhonorować akceptacją i pogodzeniem się z prawdą.

– Chyba nie rozumiem.

– Nie ma czegoś takiego jak przypadek. Przypadek wydaje się


niesamowitym zbiegiem okoliczności, które nie są ze sobą powiązane. Ale
zawsze jest jakiś związek. Bóg jest zawsze tym spoiwem.

Podchodziłem do tego sceptycznie.

– A więc ksiądz uważa, że Bóg sprawił, że spotkaliśmy się w tym


konfesjonale w tym samym czasie?

– Tak – odpowiedział stanowczo. – A co ważniejsze, wierzę, że Bóg


połączył was znowu z jakiegoś powodu.
– Czyli jakiego?

– To… – Wycelował we mnie palcem. – Sam już musisz zrozumieć.


Najwyraźniej On daje ci drugą szansę. Co z nią zrobisz, zależy od ciebie.
Pokręciłem głową. Może miał rację. Może spotkaliśmy się ponownie po
to, bym przyznał się Rachel do wszystkiego, a może w tej drugiej szansie
chodziło o coś innego. Ale postąpienie właściwie wobec niej miało
piętnastoletnie opóźnienie.
– Dziękuję, ojcze.

Wyciągnął rękę w moją stronę.

– Zostawię cię samego, żebyś zrobił to, po co tu przyszedłeś – powiedział.


Uścisnęliśmy sobie dłonie.

– Dziękuję.
Wyszedł z ławki, zrobił kilka kroków w stronę ołtarza, a potem znowu
odwrócił się w moją stronę.

– Cztery Zdrowaś Mario, dwa Ojcze nasz i raz Akt wiary. – Widząc moją
minę, dodał: – To twoja pokuta. Nie wierzę w odmawianie standardowych
modlitw, by odkupić swoje grzechy. Czasami każę komuś odmówić coś
dodatkowo – Akt miłości, Akt wiary… Nie zleciłem ci zbyt wielu modlitw, ale
chcę, żebyś przyłożył się do tego Aktu wiary.
Siedziałem sam z tyłu kościoła przez ponad godzinę i myślałem. W końcu
stwierdziłem, że czas wracać. Ale kiedy wychodziłem, nie mogłem się oprzeć
pokusie i musiałem zajrzeć – wróciłem na scenę zbrodni.

Uśmiechnąłem się, otwierając stare drzwi do konfesjonału, bo skrzypnęły


tak jak kiedyś. Wnętrze wyglądało niemal tak samo, może było trochę
bardziej zniszczone przez czas. Usiadłem na krześle, gdzie wszystko się
zaczęło, i się rozejrzałem. Wystrój nie zmienił się za bardzo. Nowy był tylko
złoty krzyż wiszący na ścianie. Patrzyłem na niego przez chwilę, a potem
ukryłem twarz w dłoniach i zamknąłem oczy.

Tak wiele pytań wirowało w mojej głowie. Czy rzeczywiście Rachel i jej
siostra mogłyby zaprzeczyć temu, że cokolwiek się działo, gdybym
powiedział komuś od razu? Czy ona wybaczy mi to, co zrobiłem, i te
wszystkie kłamstwa? A nawet jeśli wybaczy, to czy Rachel już ruszyła dalej?
Czy to lepiej, że to zrobiła? Zobaczenie jej wcześniej z Davisem – widok jej
szczęśliwej twarzy, gdy się śmiała – cholernie mnie zabolał. Chciałem, żeby
dzięki mnie się tak śmiała. Może to był mój Akt wiary, część mojej pokuty?
Nie wiedziałem, co, do cholery, mam zrobić. Możliwe, że teraz czułem
się jeszcze bardziej zdezorientowany, niż gdy tu przyszedłem. Wiem, że
byłem kiepskim parafianinem, ale jakiś znak by mi się przydał.
Zrezygnowany otworzyłem oczy i spojrzałem na zniszczony dywan. Leżał
tam błyszczący pens. Zaśmiałem się i sięgnąłem po niego. Nawet po tych
wszystkich latach wciąż czułem jej cichy głosik: „Jeśli znajdziesz pieniążek,
podnieś go, a spotka cię coś dobrego”.

Boże, nie potrafiłem o niej zapomnieć. Nawet po tych wszystkich latach


i wszystkim, przez co przeszliśmy. Jak mam o niej zapomnieć?
I wtedy coś do mnie dotarło.

Mogę dać jej odejść w fizycznym sensie, ale ona zabrała mi serce. Muszę
przynajmniej ofiarować jej prawdę i pozwolić jej zdecydować, co z tym
zrobić.
Tak jak wcześniej, gdy siedziałem w tym miejscu, zacząłem obracać
monetę między kciukiem a palcem wskazującym. Na chwilę zamknąłem ją
w garści i spojrzałem na krzyż.

– Dzięki. Przyda mi się.


ROZDZIAŁ 39

Gdyby mu naprawdę zależało, to coś by z tym zrobił.


Trudno mi było to zaakceptować. Mimo że Caine nie dał mi nadziei, i tak
się jej trzymałam. Ale dzisiaj czułam się, jakby ta nadzieja zniknęła.

– Dobija mnie patrzenie na ciebie w takim stanie – powiedziała Ava.

Właśnie zamknęłyśmy bar na koniec pracy. Dzisiaj nie było ruchu, więc
zrobiłam wszystko, co musiałam, poza podliczeniem kasy, bo tym
zajmowałam się w tej chwili. Przestałam liczyć i spojrzałam na przyjaciółkę.
– Nic mi nie będzie. To tylko ciężka noc.

Usiadła na stołku przy barze.

– Może powinnaś powiedzieć Davisowi, że jesteś zainteresowana? To


miły facet. Może dzięki niemu zapomnisz o tym kutafonie.
Uśmiechnęłam się. Ava kibicowała Caine’owi, dopóki nie powiedziałam
jej, że on ze mną zerwał. Teraz wymyślała dla niego coraz to nowsze
przezwiska, bo już nie nazywała go po imieniu.
– Tylko nie rozumiem, dlaczego tutaj dzisiaj przyszedł.

– Profesor? Też nie wiem. Ale nie wyglądał na zadowolonego. Patrzył na


was, gdy siedzieliście przy stoliku, i nawet nie słyszał, jak go wołam. Byłam
pewna, że się rzuci w waszą stronę i uderzy Davisa.
Byłabym zła, gdyby to zrobił, ale z drugiej strony pokazałby, że mu na
mnie zależy. Żaden facet nie wyszedłby, zobaczywszy kobietę, do której coś
czuje. Szczególnie gdy zastał ją w takiej sytuacji, w jakiej Caine zastał mnie
z Davisem. Kiedy dowiedziałam się, że zjawił się w barze i zobaczył, jak
trzymamy się z Davisem za ręce, poczułam, że to naprawdę jest koniec.
Wcześniej wyobraziłam sobie to, co zobaczyłam w jego oczach. Charlie miał
rację – jeśli chcesz wiedzieć, czy facetowi zależy, rusz dalej. Do tej pory
widziałam to, co chciałam, zamiast prawdy.

– Cóż, nie zrobił tego. I to mi mówi więcej niż cokolwiek.


– Faceci są do dupy.

Skończyłam podliczać kasę i włożyłam gotówkę do skórzanej torby,


w której trzymaliśmy pieniądze w sejfie przez noc.

– Idealne podsumowanie.

Jadąc do domu, wygłosiłam w głowie pocieszającą przemowę. Z Caine’em


Westem już koniec – tak naprawdę wcale się w nim nie zakochałam. To było
tylko pożądanie. Dziewięć miesięcy posuchy sprawiło, że pomyliłam jedno
z drugim. Muszę częściej wychodzić z domu, może spotykać się z ludźmi
w moim wieku. Tak będzie lepiej. Żegnaj, Cainie West. Jutro nadejdzie z tobą
lub bez ciebie, więc nie jesteś mi potrzebny.
W samochodzie zastosowałam swoją własną metodę terapii muzyką.
Słuchałam Fight Song Rachel Platten i dzięki niej poczułam, że nie tylko
wszystko będzie dobrze, ale że naprawdę będzie dobrze bez Caine’a. Mam
dosyć użerania się z jego odrzuceniem – pomyślałam, śmiejąc się.
Zaparkowałam na tym drogim parkingu, który znajdował się niedaleko
mojego mieszkania, i głośno westchnęłam. Przekonanie swojej głowy było
o wiele łatwiejsze niż przekonanie serca. I przez to dopadł mnie emocjonalny
mętlik. Gdy zgasiłam silnik i ruszyłam w stronę bloku oddalonego o pięć
przecznic, moja waleczność zmieniła się w przygnębienie.

Pogrążona w myślach, nie zwracałam uwagi na otoczenie. Szłam


z ociąganiem i nagle niespodziewanie uderzyła we mnie panika. Spojrzałam
przez ramię na drugą stronę ulicy, obejrzałam blok od góry do dołu,
jednocześnie czując silny niepokój. To uczucie się nasiliło, gdy ruszyłam
szybciej w stronę domu. Dopiero kiedy otworzyłam drzwi bloku, zobaczyłam
przyczynę swojego niepokoju.
Podskoczyłam i krzyknęłam, zobaczywszy, że ktoś stoi w przedsionku.
Instynktownie zamachnęłam się i uderzyłam tak mocno, jak tylko mogłam,
zaciskając powieki.
– Cholera! – krzyknął intruz.

Tylko że… Ten głos. To wcale nie był intruz.

– Caine! Co to ma, do cholery, znaczyć? Przeraziłeś mnie na śmierć.


Znowu!

Przyłożył dłoń do twarzy, w miejscu, w które go uderzyłam.

– Widzę. Masz całkiem niezły cios, Złośnico.

– Przepraszam. Czy wszystko w porządku? – Moje serce biło dziko.

– Tak, przeżyję. Nie martw się tym. Nie chciałem cię przestraszyć.
Właśnie dzwoniłem do twojego mieszkania. Stwierdziłem, że będziesz
w domu, skoro bar zamknięto o północy.

– Na pewno nic ci nie jest?

Przesunął rękę, a ja zobaczyłam, że jego policzek już zaczął puchnąć


i robić się czerwony.

Caine pokiwał głową.

– I tak na to zasłużyłem.
Kiedy już przypływ adrenaliny zaczął znikać, dotarło do mnie, że boli
mnie ręka, i to bardzo. Zaciskałam i otwierałam pięść, zastanawiając się, czy
coś mogłam sobie złamać.
– Przez ciebie boli mnie ręka.
Caine odchylił głowę zaskoczony.

– Przeze mnie? To ty mnie uderzyłaś.

– Tak, ale to twoja wina, bo mnie przestraszyłeś. Znowu. Dlaczego ciągle


czekasz w tym korytarzu?
– Pozwól, że obejrzę rękę.

Wyciągnęłam ją. Nie było żadnej rany, ale knykcie środkowego


i wskazującego palca zaczynały puchnąć. Caine ujął moją dłoń i delikatnie
przesunął po niej kciukiem. Przeszył mnie dreszcz, który nie miał nic
wspólnego z urazem. Szybko ją zabrałam.
– Bolało?

– Tak – skłamałam.

– Musimy przyłożyć do niej woreczek z lodem.

Gdy usłyszałam, że mówi w liczbie mnogiej, przypomniało mi się, że jego


tu tak naprawdę nawet nie powinno być.
– Co ty tutaj robisz?

Caine spuścił głowę, a potem spojrzał na mnie. Natychmiast jego piękno


przyspieszyło mój puls. Wyglądał na zmęczonego i zestresowanego, a do tego
twarz mu puchła coraz bardziej, bo go uderzyłam, a mimo to wyglądał
absolutnie zachwycająco. To ten rodzaj piękna, który nigdy się nie nudzi, bo
za każdym razem jesteś zachwycony tym, jaki wywiera na ciebie wpływ.
– Muszę z tobą porozmawiać. Proszę – powiedział łagodnie.
– Jest już późno.

– To nie może czekać.

Kiedy się zawahałam, zanim otworzyłam drzwi, uznał to za znak i musiał


zrozumieć, że chyba nie będę się czuła komfortowo, zapraszając go do
środka.
– Możemy iść na kawę albo po prostu się przejść, jeśli tego chcesz.
Wyjęłam klucze z torebki.

– Nie, w porządku. I tak muszę się przebrać z ciuchów roboczych.

Jazda windą była niezręczna. W srebrnych drzwiach widziałam, że Caine


się na mnie gapi. Patrzyłam w górę, skupiając wzrok na podświetlonych
cyfrach, jakby ruch tej windy zależał ode mnie. Tylko że ta cholerna rzecz
poruszała się w ślimaczym tempie.
W mieszkaniu poszłam do kuchni, wyjęłam z zamrażalki paczkę
mrożonego groszku i podałam ją Caine’owi.

– Twój policzek spuchł.

– Nic nie szkodzi. Przyłóż paczkę do swojej ręki.

Odłożyłam paczkę na blat i niemal wybiegłam do sypialni, by się przebrać


i pozbierać myśli.

– Zaraz wrócę.

Dwadzieścia minut wcześniej śpiewałam w gniewie piosenkę Fight Song


w samochodzie, żegnając się z facetem na dobre, a teraz znowu miałam
nadzieję, bo pojawił się w moim mieszkaniu. Jestem żałosna. Co on tu
w ogóle robi? Upił się? Oby nie myślał, że może do mnie przyjść, gdy mu się
zachce seksu. Seks z Caine’em. Przeklęłam swoje libido za to, że w ogóle
o tym pomyślałam.
Przebrałam się w spodnie do jogi i koszulkę, rozczesałam włosy i umyłam
twarz. Nawet spryskałam się lekko perfumami. (Nie osądzajcie mnie). Już
miałam wrócić do salonu, gdy dotarło do mnie, że nie byłam odpowiednio
nastawiona. Wzięłam swojego iPhone’a, otworzyłam playlistę i przewinęłam
ją, aż zobaczyłam coś, co zmieni mój humor, co mnie wkurzy. Włączyłam
I Hate Everything About You Three Days Grace.
To się nada.

Położyłam się na łóżku na plecach, zamknęłam oczy i zresetowałam się.


Po wysłuchaniu piosenki czułam się silniejsza i gotowa zmierzyć się
z Caine’em.

Gdy w końcu wyszłam, stał tam, gdzie zazwyczaj – przed ścianą ze


zdjęciami.

– Chcesz się czegoś napić? – Minęłam go i poszłam do kuchni po wodę,


chociaż naprawdę wolałabym napić się czegoś mocniejszego.

– Nie, dzięki.
Odkręciłam zakrętkę, upiłam długi łyk, a on śledził wzrokiem każdy mój
ruch.

– A więc o czym chciałeś porozmawiać?


– Czy możemy usiąść?

Caine poczekał, aż zajmę miejsce. Znajdowałam się bliżej kanapy, ale


celowo usiadłam na fotelu naprzeciwko niej, żebyśmy nie byli zbyt blisko
siebie. Dzisiaj role się odwróciły. Ale potrzebowałam przestrzeni, by myśleć
jasno, gdy on był blisko.
Kiedy usiadł, złączył dłonie, oparł łokcie o kolana i spuścił głowę, patrząc
na swoje stopy. Nigdy nie widziałam Caine’a tak zdenerwowanego. Im dłużej
przeciągała się cisza między nami, tym bardziej się niepokoiłam.
Minęły jakieś trzy minuty, które trwały chyba wieczność, i Caine w końcu
odetchnął z trudem. Kiedy podniósł głowę i spojrzał na mnie, zobaczyłam, że
jego oczy błyszczały i przepełniał je ból. Chciałam się do niego zbliżyć, ale
musiałam chronić siebie samą. Cokolwiek go teraz raniło, niedługo zrani
również mnie.
– Nie wiem, od czego zacząć – odezwał się zachrypniętym głosem.

W takiej sytuacji, gdy ktoś wyglądał na tak udręczonego jak Caine teraz,
istniała tylko jedna odpowiedź.
– Może od początku?

Pokiwał głową.
– Właśnie to powinienem był zrobić wiele tygodni temu. – Spojrzał mi
w oczy. – Nic nie jesteś mi winna, ale czy możesz mi coś obiecać?

– Co?

– Wysłuchaj mnie do końca.


– Okej…

Caine pokręcił głową.

– Czy pamiętasz, jak się spotkaliśmy po raz pierwszy?


– W barze? Tak.

– Powiedziałem, że wyglądasz znajomo. Ty myślałaś, że to tani tekst na


podryw. Wtedy nie potrafiłem tego rozgryźć, a gdy dowiedziałem się, że
uczęszczasz do Brooklyn College, stwierdziłem, że pewnie stamtąd cię
pamiętam.
Zmarszczyłam brwi.

– Więc chcesz powiedzieć, że spotkaliśmy się już wcześniej?


Caine pokiwał głową. Jego mina była poważna.

– To było bardzo dawno temu.


– Gdzie?

– W kościele.

O czym on, do diabła, mówi? Przekrzywiłam głowę.


– W kościele?

Caine przeczesał włosy palcami i spojrzał na mnie. Wyraz jego twarzy


łamał mi serce.

– Pamiętasz, jak co sobotę chodziłaś do St. Killian’s, by porozmawiać


z księdzem?

Wytrzeszczyłam oczy i zesztywniałam.


– Skąd o tym wiesz?
Spojrzał mi w oczy.

– Bo nie rozmawiałaś z księdzem. Tylko ze mną.

Chyba byłam w szoku. Nie rozumiałam, co czułam. Nie byłam rozżalona czy
zła… Po prostu czułam się… otępiała, jakbym zagubiła się w gęstej mgle
i nie potrafiła odgadnąć, w którą stronę iść. Moje dłonie się spociły, nogi stały
się ciężkie, chociaż wciąż siedziałam. Zalała mnie fala mdłości i zakręciło mi
się w głowie, więc musiałam złapać za fotel.
– Rachel?

Słyszałam, że Caine mnie wołał, ale tak naprawdę go nie słyszałam.


– Rachel? Może powinnaś się położyć?

Pewnie tak, biorąc pod uwagę to, jak się czułam, ale potrzebowałam
odpowiedzi.

– Kiedy się domyśliłeś, że to ja?

Caine uśmiechnął się smutno i włożył rękę do kieszeni. Kiedy ją


wyciągnął, otworzył dłoń i pokazał mi kilkanaście monet.

– Zatrzymałem je wszystkie. Nie mam pojęcia dlaczego. Ale to zrobiłem.


Miałem je przez te wszystkie lata.

Zdezorientowana wzięłam jedną monetę z jego dłoni.

– To są…
Pokiwał głową.

– Tak, to te same, które wrzucałaś do konfesjonału, żeby życzyć mi


szczęścia.
– Zatrzymałeś je?

– Szczerze mówiąc, już wtedy wiedziałem, że postępuję źle, ale gdy


zrozumiałem, że ty naprawdę wierzysz w szczęście pomimo tego, co się
działo w twoim życiu, nie mogłem tak po prostu odejść, nawet gdybym
chciał. Nie wiem, dlaczego je zatrzymałem, ale gdy zobaczyłem, jak rzucasz
pieniążek na podłogę w mojej sypialni, kawałki układanki się połączyły.

– Dlaczego nie powiedziałeś mi o tym wtedy, gdy się zorientowałeś?

– Nie byłem pewny. Chyba część mnie nie chciała uwierzyć, że to


naprawdę ty, że to ty mieszkałaś z tym pierdolonym potworem. Ale musiałem
myśleć pozytywnie. Rzucenie monety mogło być tylko zwykłym zbiegiem
okoliczności. Więc następnym razem, gdy nadarzyła się okazja, zapytałem,
czy twoja matka ponownie wyszła za mąż.
Mina mi zrzedła.

– A ja powiedziałam, że nie.
Caine pokiwał głową.

– A potem twoja siostra…

– Wspomniała o Bennym.
Znowu pokiwał głową.

– To nie wszystko. Jest tego więcej, Rachel.

Co on jeszcze mógłby ukrywać?

– Coś więcej?
– Pamiętasz bójkę, w którą wdał się Benny w warsztacie?

– Tak?
– To nie był jakiś tam klient. Tylko ja. Tamtej soboty, gdy poprosiłem cię,
żebyś przyszła następnego dnia rano, pojechałem za tobą do domu, na
wypadek gdybyś jednak się nie pokazała. A potem nie przyszłaś w niedzielę,
więc pojechałam sprawić, co u ciebie. Kilka przecznic od twojego domu
zatrzymałem się na stacji, by zatankować, i zobaczyłem samochód, który stał
poprzedniego dnia zaparkowany na twoim podwórku. Zupełnie przez
przypadek zatrzymałem się tam, gdzie on pracował.
– I co było dalej?
– Kazałem mu trzymać się z daleka od ciebie i twojej siostry. Mówił
jakieś okropne rzeczy, a potem rzucił się na mnie z metalowym kluczem.

– Zranił cię?

– Miałem kilka rozcięć i siniaków, ale przeżyłem.


Kręciło mi się w głowie.

– Nie czuję się zbyt dobrze.


– Tak bardzo przepraszam, Rachel. Za wszystko. Za to, że okłamałem cię
wiele lat temu. Za to, że nie poszedłem na policję i nie sprowadziłem pomocy
wcześniej. Za to, że przeze mnie cierpiałaś. Gdybym nie kazał ci przyjść
w niedzielę, to zwierzę nie przyłapałoby cię na pakowaniu i… – W głosie
Caine’a słyszałam ogromny ból. – Nie skrzywdziłby cię. Tak bardzo
przepraszam.
Mimo że cierpiałam, widząc Caine’a w takim stanie, musiałam teraz
zostać sama. Musiałam pomyśleć. Dostałam zbyt wiele informacji naraz.

Rozmawiałam z księdzem wieki temu. Nie pamiętałam, co mu mówiłam,


ale wtedy byłam zagubiona. Był jedyną osobą, dzięki której czułam się
bezpiecznie. Gdy dowiedziałam się, że to nie było prawdziwe, poczułam
się… zdezorientowana, zła, znieważona.
Ale przede wszystkim się wstydziłam. Zawsze żałowałam tego, że tak
długo ukrywałam to, co działo się z moją siostrą, i czułam się odpowiedzialna
za to, że nie zrobiłam nic, by położyć temu kres.
– Muszę się położyć. – Poczułam, że Caine na mnie patrzy, ale nie
mogłam spojrzeć mu w oczy. – Powinieneś już iść.

Milczał przez chwilę, a ja nie odwracałam głowy w jego stronę. Potem


usłyszałam, że wstaje.
– Przepraszam, Rachel – wyszeptał. – Tak bardzo cię przepraszam.
ROZDZIAŁ 40

Przez wiele lat chciałam tu wrócić. Ale ta część mojego życia została
zamknięta w pudełku, a ja bałam się je otworzyć, bo nie chciałam, by to, co
tam się znajdowało, wróciło. A mimo to od czterech dni, które minęły, odkąd
Caine wszystko mi wyjawił, potrzeba, by tu wrócić, stała się zbyt silna i nie
mogłam jej dłużej ignorować.
W tej chwili nie było mszy, ale przynajmniej dziesięcioro ludzi siedziało
przy konfesjonale. Może czekali, aż zacznie się spowiedź. Siedziałam na
bocznej ławce, pogrążona w myślach od dobrej godziny. Moja uwaga co jakiś
czas skupiała się na wchodzących do konfesjonału i wychodzących z niego
ludziach, na grzesznikach. Kobieta z małym dzieckiem weszła tam i usiadła.
Dziewczynka miała pewnie około dziesięciu lat, wyglądała na niewiele
starszą ode mnie, gdy przychodziłam tu w soboty.
Po tym, jak starszy mężczyzna wyszedł z konfesjonału, kobieta się
pochyliła i powiedziała coś do dziewczynki. Ruszyła do konfesjonału, gdy
nadeszła jej kolej. Przypomniałam sobie to, jak przychodziłam z mamą do
kościoła, zanim zachorowała. Zamknęłam oczy i zobaczyłam siebie i mamę
siedzące na tych ławkach dwadzieścia lat temu.

– Gdy boli cię głowa lub masz gorączkę, idziesz z tym do lekarza,
prawda? – odezwała się, gdy czekałyśmy na jej kolej, aż będzie mogła
wejść do jakiegoś dziwnego pomieszczenia.
– Tak.
– Cóż, tutaj się przychodzi, gdy boli cię w tym miejscu. – Mama
poklepała się po piersi.

– Gdy boli cię klatka piersiowa? Jak wtedy, gdy Riley miała
zapalenie pucy?

Mama się zaśmiała.

– Płuc. I nie. Nie w klatce piersiowej. Tam w środku, w miejscu,


dzięki któremu czujesz się w określony sposób.

Zmarszczyłam nos.

– A co jest we mnie?
– Twoja dusza. To coś, czego nie można nazwać. To prawda, która
sprawia, że jesteś sobą.

Roześmiałam się.

– Nie rozumiem.

Mama się uśmiechnęła.

– Nie musisz rozumieć tego teraz. Po prostu przypomnij sobie


o tym miejscu, gdy będziesz musiała porozmawiać z Bogiem
o czymkolwiek.
– A jeśli będzie zajęty?

Mama pochyliła się i pocałowała mnie w czubek głowy.


– To wtedy któryś z jego aniołów będzie słuchać.

Nie zauważyłam, że płaczę, dopóki kropla nie spadła na moje złączone


dłonie. Otworzyłam oczy, spojrzałam tam, gdzie siedziała dziewczynka, ale
ławki były puste. Zniknęła, jej mama też. Nawet nie zauważyłam. Moją
uwagę przyciągnęły otwarte drzwi konfesjonału. Rozejrzałam się
i zobaczyłam, że byłam jedyną osobą w kościele. Ścisnęło mnie w sercu, gdy
przypomniałam sobie słowa mamy.
– Tutaj się przychodzi, gdy boli cię w tym miejscu.
– A co jest we mnie?

– Prawda, która sprawia, że jesteś sobą.

Zanim się rozmyśliłam, wstałam i podeszłam do konfesjonału.


Wejście do środka po tych wszystkich latach wydawało się takie
surrealistyczne. Miałam teraz dwadzieścia pięć lat, ale w tej chwili
w konfesjonale zasiadła dziesięciolatka. Nic się nie zmieniło. Pomieszczenie
wyglądało tak jak wtedy, gdy byłam tu po raz ostatni. Słyszałam oddech po
drugiej stronie konfesjonału – ksiądz czekał. Tym razem widziałam, jak tu
wchodził. Wiedziałam, że to na pewno był ksiądz.
W końcu, gdy już się zastanowiłam, wzięłam głęboki oddech
i otworzyłam drewniane okienko, za którym znajdowała się kratka.

– Wybacz mi, ojcze, bo zgrzeszyłam. Minęło piętnaście lat od mojej


ostatniej spowiedzi.

Poza „kontynuuj” i „mów dalej” ksiądz głównie milczał. Po trudnym


początku, gdy nie wiedziałam, jak zacząć ani co powiedzieć, jakimś cudem
paplałam przez ponad pół godziny. Nigdy wcześniej nie opowiadałam
nikomu aż tyle o mamie, siostrze, moim poczuciu winy ani tych wszystkich
latach, podczas których towarzyszył mi wstyd z powodu tego, że dopuściłam,
by to się wydarzyło.
– Co cię tu dzisiaj sprowadza? Chyba ostatnio dużo rozmyślałaś –
stwierdził z irlandzkim akcentem.

Mimo że przyszłam tu, mając mętlik w głowie z powodu Caine’a, tak


naprawdę nie mówiłam o nim zbyt wiele księdzu. Zrozumiałam, że to, co
mnie dręczyło, w rzeczywistości wiązało się ze mną, a nie z nim.
– To długa historia.

– Mam czas, dziecko.

Chyba duchowni słyszą najdziwniejsze historie, bo gdy skończyłam


opowiadać swoją, on nie brzmiał nawet na odrobinę zszokowanego.

– Czy chciałabyś wyznać mi coś jeszcze?

– Cóż, minęło dużo czas, więc na pewno mam dużo grzechów. Bardzo
często używam brzydkiego języka.
Ksiądz milczał przez chwilę.

– W ramach pokuty odmówisz jedno Zdrowaś Mario, jedno Ojcze nasz


i dwa razy Akt żalu.

– Okej.

Wstałam i spojrzałam przez kratkę. Ksiądz patrzył w stronę drzwi, więc


widziałam tylko niewyraźnie jego profil.

– Dziękuję za to, że ojciec mnie wysłuchał.


Już wychodziłam, gdy mnie zatrzymał.

– Rachel?

– Tak?

– Pierwszy Akt żalu powinien być łatwy. Nie zrobiłaś nic złego. Musisz
sobie wybaczyć, bo nie masz czego żałować.

Gdy odmówiłam modlitwy, wróciłam do samochodu. Dopiero w drodze


do domu coś do mnie dotarło. Nie zdradziłam mu swojego imienia, a jednak
ksiądz nazwał mnie Rachel.

Po drodze dużo rozmyślałam. Postanowiłam najpierw pojechać do baru


i poprosić o kilka dni wolnego. Nie potrafiłam się teraz na niczym skupić,
a poza tym naprawdę musiałam popracować nad moją pracą magisterską.
Było późne popołudnie, w barze panowała cisza, tylko Charliemu
towarzyszyło kilku byłych gliniarzy.
– Cześć, Charlie. Masz chwilę?
– Jasne, słonko. Na ciebie patrzy się o wiele przyjemniej niż na tych
dwoje. – Wycelował palcem w kolegów i uśmiechnął się.

Usiadłam przy drugim końcu baru, a Charlie nalał do szklanki


dietetycznej coli, zanim do mnie podszedł.

– Czy mogę wziąć kilka dni wolnego? Poproszę Avę, by mnie zastąpiła.
– Wszystko w porządku?

– Po prostu muszę nadrobić materiał z uczelni.

– Jasne. Oczywiście. I nie musisz prosić Avy. Sam cię zastąpię.


– Dzięki, Charlie. Naprawdę to doceniam.

– Och, a przy okazji… – Podszedł do kasy, podniósł tacę z pieniędzmi


i wyciągnął spod niej kopertę. – Cieszę się, że ty i profesor zerwaliście.
Sprawdziłem go. Ma kartotekę.
– Sprawdziłeś go?
Rzucił kopertę na blat.

– Tak. Mówiłem ci, że sprawdzę wszystkich facetów, którzy będą się


kręcić przy mojej dziewczynce. Facet kogoś napadł. To stara sprawa i raport
został dobrze ukryty, bo zrobił to jako nieletni. Ale mało który kryminalista
się zmienia.
Zamiast spróbować to wyjaśnić, po prostu podziękowałam. To było
doskonałe zakończenie dzisiejszego dnia. Kiedy zjawili się nowi klienci,
Charlie poszedł zrobić skrzydełka, a ja postanowiłam otworzyć kopertę.
To takie niewiarygodne, ale właśnie czytałam raport policyjny dotyczący
Benny’ego i Caine’a. Na górze znajdowały się podstawowe informacje –
nazwiska, daty, miejsce, czas zajścia. Na dole strony zobaczyłam opis
zdarzenia sporządzony przez gliniarza, który pisał jak kura pazurem:

8.03.2003 roku o 15.35 podejrzany napadł obcego


trzydziestodziewięciolatka. Nie ma świadków ataku, ale kiedy
przyjechałem na miejsce, podejrzany stał nad ofiarą, która była
nieprzytomna. Zauważyłem rozcięcia i krew na knykciach
podejrzanego pasujące do ran ofiary. Wezwano karetkę o numerze
4631, która przyjechała na miejsce o 15.48. Ofiara odzyskała
świadomość, zanim zajęli się nią ratownicy. Podejrzany przyznał, że
zaatakował ofiarę, ale nie chciał zeznawać. Poprosił tylko, aby policja
i opieka społeczna zostały wysłane do domu o numerze 3361 przy
Robbins Lane w Pleasantville. Jednostki wysłano pod wskazany adres.
Podejrzany został przeszukany i zakuty, a potem wsadzony na tył
radiowozu, a w tym czasie zabezpieczono miejsce przestępstwa.
Siedział tam do 16.50, a następnie został przewieziony na posterunek
policji pod zarzutem napaści drugiego stopnia.
Mimo że już o tym wszystkim wiedziałam, jakimś cudem zrozumiałam
coś dopiero, gdy zobaczyłam to na papierze. Caine najpierw zadbał o mnie
i moją siostrę, upewnił się, że ktoś się nami zajmie, zanim w ogóle pomyślał,
co się może stać z nim. Kilka tygodni temu zrobił to samo – albo tak mu się
wydawało – bo wolał poświęcić własne szczęście, żebym ja była szczęśliwa,
gdy ze mną zerwał, bo nie chciał rozdrapywać ran przeszłości.
Zamknęłam oczy. Wspomnienie mamy znowu nawiedziło mój umysł.
Powiedziała mi, że mam iść do kościoła, gdy będę chciała porozmawiać,
i Bóg mnie wysłucha.

– A jeśli będzie zajęty?

Mama pochyliła się i pocałowała mnie w czubek głowy.

– To wtedy któryś z jego aniołów będzie słuchać.


Nagle wszystko stało się takie jasne. To nie Caine potrzebował mojego
wybaczenia. On nigdy nie zrobił niczego złego, tylko próbował mnie chronić.
Musiałam wybaczyć sobie, żeby przyjąć go do swojego serca. Mogłabym
uciec w drugą stronę, ale było już za późno – moje serce należało do niego.

Charlie zobaczył, że byłam pogrążona w myślach, i uznał, że się


zmartwiłam.
– Wszystko w porządku? – Wskazał na kopertę leżącą na barze i papiery,
które czytałam.

– Teraz tak. Dzięki, Charlie.


ROZDZIAŁ 41

Wiadomość od Rachel była ostatnią rzeczą, jakiej się spodziewałem. Jeszcze


raz przeczytałem naszą wymianę esemesów sprzed godziny.
Rachel: Czy możemy porozmawiać jutro po zajęciach?
Caine: Oczywiście. Czy wszystko w porządku?

Rachel: Tak. Wszystko jest dobrze.


Caine: Czy chcesz omówić coś związanego z zajęciami lub twoją pracą?

Rachel: Nie.

Wiedziałem, że we wtorki zawsze wybiegała z uczelni, by zdążyć do


pracy.
Caine: A nie pracujesz po zajęciach?
Rachel: Nie. Wzięłam tydzień wolnego.

Nie ma mowy, żeby dzisiaj udało mi się zasnąć. Za bardzo się


denerwowałem. Oczywiście umysł zaczął ze mną pogrywać, wyobrażać sobie
różne rzeczy – jak na przykład to, dlaczego wzięła tydzień wolnego.
Wyobraziłem ją sobie na pokładzie samolotu, lecącą w jakieś egzotyczne
miejsce z tym kretynem Davisem. Mimo że od ostatniej wiadomości minęło
dużo czasu, podniosłem telefon i próbowałam znaleźć coś, co pomoże mi się
zrelaksować.
Postanowiłem do niej napisać.
Caine: Wyjeżdżasz gdzieś?
Odpisała po kilku minutach.
Rachel: Nie. Nigdzie się nie wybieram.

Wszelkie próby rozluźnienia się były bez sensu. W końcu wziąłem


kluczyki i postanowiłem, że nie wytrzymam do jutra i dzisiaj muszę
wysłuchać tego, co Rachel ma mi do powiedzenia. Dałem jej przestrzeń,
o którą prosiła, ale skoro była już gotowa, by porozmawiać, to ja też będę
miał jej dużo do powiedzenia.

Gdy dotarłem do jej mieszkania, zrozumiałem, że jest dość późno. Nie


chciałem jej wystraszyć, dzwoniąc do drzwi o prawie jedenastej w nocy, więc
postanowiłem najpierw napisać.
Caine: Śpisz?

Kropki zaczęły podskakiwać.


Rachel: Nie.

Caine: Czy możemy pogadać trochę wcześniej, a nie dopiero po jutrzejszych


zajęciach?
Rachel: Jasne. O której?

Caine: Teraz.
Rachel: Chyba będzie lepiej, jeśli pogadamy twarzą w twarz.

Caine: Też tak uważam. Jestem na dole. Mogę wejść?

Chwilę później mój telefon zadzwonił.

– Żartujesz?

W odpowiedzi nacisnąłem dzwonek domofonu.

– To ja.

Wpuściła mnie. Czekałem na windę. Ta cholerna rzecz poruszała się za


wolno. Kiedy w końcu się tu znalazłem, a Rachel mnie wpuściła, desperacko
chciałem ją zobaczyć. Moje serce biło nienaturalnie szybko, gdy czekałem.
Zniecierpliwiony rozejrzałem się, szukając klatki schodowej. Zobaczywszy
ją, otworzyłem drzwi i wbiegłem na górę po dwa stopnie naraz.
Rachel otworzyła drzwi w chwili, gdy znalazłem się na jej piętrze.

– Naprawdę tu jesteś.

Nie wiedziałem, czy się cieszyła z powodu tego, że zjawiłem się bez
zapowiedzi, czy wręcz przeciwnie – jej twarz wyrażała głównie szok.
– Tak.

Stała w przejściu w cienkiej bawełnianej podkoszulce i szortach. Włosy


związała w kucyk, a jej twarz była pozbawiona makijażu. Widziałem ją
wystrojoną do opery, ale nigdy nie była piękniejsza niż w tej chwili.
– Czy mogę wejść?
Odsunęła się.

– Jasne. Oczywiście.

Jadąc tutaj, postanowiłem, że zanim ona powie to, co chciała –


niezależnie od tego, czy każe mi spadać, czy przyzna, że z kimś się spotyka,
czy zacznie mnie wyzywać, czy powie, że jakimś cudem da mi kolejną
szansę – wyznam jej, co do niej czuję. Już więcej nie będę mieć sekretów
przed tą kobietą.

– Napijesz się czegoś?

Zaschło mi w ustach z nerwów i z powodu biegu po schodach.

– Chętnie. Poproszę wodę.

Gdy Rachel nalewała mi wodę, rozejrzałem się po pokoju i zobaczyłem


zdjęcia, które zawsze przykuwały moją uwagę. Skupiłem wzrok na tym
przedstawiającym Rachel i jej współlokatorów. A w szczególności na
Davisie. Musiałem wiedzieć. Więc gdy przyniosła mi wodę, zadałem pytanie,
nie owijając w bawełnę.
– Znowu spotykasz się z Davisem?

– Nie.
– Widziałem cię z nim w zeszłym tygodniu w O’Leary’s.
– Wiem.

– A ty mnie widziałaś?

– Nie. Ava. Dlaczego nie zostałeś, by ze mną porozmawiać, skoro już tam
przyjechałeś?
Zwiesiłem głowę.

– Próbowałem postąpić właściwie.

– Właściwie? Co to w ogóle znaczy?


– Chciałem, żebyś była z kimś lepszym ode mnie. Więc odszedłem.
Zastanawiała się nad tym przez chwilę.
– To dlaczego jesteś tu teraz?

Westchnąłem.

– Bo jestem samolubnym dupkiem.


– Nie rozumiem.

Poczekałem, aż spojrzy mi w oczy, i postanowiłem powiedzieć to, co


powinienem był powiedzieć wiele tygodni temu.

– Okłamałem cię. Nie mówiłem ci prawdy. Zraniłem cię. To przeze mnie


masz tę bliznę na plecach. Nie masz powodów, by znowu mi zaufać lub dać
mi drugą szansę, ale muszę spróbować. – Odetchnąłem głęboko. – Muszę
spróbować, bo cię kocham, Rachel. Jestem tak cholernie, rozpaczliwie
w tobie zakochany.

Wyglądała, jakby chciała się rozpłakać. Strach ścisnął mnie w żołądku.

– Nie winię cię za to, co się stało, Caine. To nie dlatego nie chciałam cię
widzieć przez jakiś czas. Tylko dlatego że nie mogłam spojrzeć ci w oczy.
Wstydzę się tego, co się stało.
– Wstydzisz się? O czym ty mówisz? Nie masz się czego wstydzić.

Rachel spuściła głowę.


– Pozwalałam na to, by to działo się za długo, i nikomu nie powiedziałam.
Powinnam była pójść z tym na policję. Albo powiedzieć nauczycielce.
Gdybym mniej się bała, może moja siostra nie doświadczyłaby czegoś tak
okropnego. Może nie spędziłaby połowy życia na odwyku. Byłam jedyną
osobą, która mogła coś z tym zrobić, ale nie robiłam nic.
Ująłem jej podbródek i uniosłem go, zmuszając ją, by na mnie spojrzała.
Serce mi się krajało, gdy widziałem łzy płynące po jej policzkach.
– Nie zrobiłaś nic złego. Nie masz się czego wstydzić.

– Powinnam była…

– Powinnaś być dziesięciolatką, która wsiada na rower i beztrosko jeździ


po okolicy. Właśnie to powinnaś robić. Jedyną osobą, która zrobiła coś złego,
był Benny. Ty miałaś dziesięć lat i byłaś przerażona, nie rozumiałaś w pełni
tego, co się działo. I nawet wtedy próbowałaś komuś powiedzieć. Mnie.
Byłem starszy. Powinienem być mądrzejszy i sprowadzić pomoc.

– Pomogłeś. Gdyby nie ty, nie wiem, jak długo by to jeszcze trwało.
– To powinno było się zakończyć wcześniej.
Pokręciła głową.

– Ostatnio zastanawiałam się, co sprawiło, że w ogóle poszłam do tego


kościoła, i przypomniałam sobie rozmowę z mamą. Powiedziała mi, że mam
tam iść, jeśli coś mnie będzie dręczyć. Że tam mogę porozmawiać z Bogiem
o wszystkim. Miałam jakieś pięć lat, gdy usłyszałam tę radę, dlatego
zrozumiałam ją dosłownie. Zapytałam, co się stanie, jeśli Bóg będzie zajęty.
I wiesz, co wtedy odparła?
– Co?

– Że jeśli on będzie zajęty, jeden z jego aniołów mnie wysłucha.


Popatrzyłem na nią, zachwycony tym, jaka była silna i mądra, nawet jako
dziecko.
– Twoja mama była wyjątkową osobą, bardzo uduchowioną.
– Tak. I miała rację, Caine. Nie widzisz tego? Bóg był zajęty, więc wysłał
mi anioła. Ty jesteś moim aniołem stróżem. Bóg mi cię zesłał.

Zacząłem płakać – nie miało znaczenia to, że wyglądałem jak pizda.


Rachel przyłożyła dłoń do serca.

– Czas, żebyśmy oboje zapomnieli o przeszłości.


– Tak bardzo za wszystko przepraszam, Rachel.
– Nie masz za co przepraszać.
Pochyliłem się i ująłem w dłonie jej piękną twarz. Całowałem ją z pasją.
Jej policzki się zaczerwieniły i odsunęła się ode mnie.

– Niemal bym zapomniała – powiedziała.

– O czym?

– Rachel zrobiła krok w tył i podciągnęła koszulkę. Nie miała pod spodem
stanika, a ja nie potrafiłem ukryć swojej miny.

– Nie tak szybko, profesorze. Chcę ci pokazać coś innego.


Odwróciła się i spojrzała na mnie przez ramię.

– Co się stało?

– Zdejmij opatrunek. Ale zrób to delikatnie, bo jeszcze trochę boli.

Gdy zacząłem odklejać plaster, zrozumiałem, że zakryła bliznę, którą


piętnaście lat temu zostawił jej Benny.

– Czy coś się stało z twoją blizną?


Uśmiechnęła się.

– To nie jest blizna. To tylko rana, która się zagoiła. Prawdziwe blizny to
te, których nie można zobaczyć – i te najtrudniej się goją.
Uniosłem gazę. Oniemiałem, gdy zobaczyłem, co zrobiła. Już nie
widziałem długiej blizny, która szpeciła jej piękną skórę. Teraz zakrywał ją
tatuaż anioła.
– To ty – powiedziała. – Tak wiele rzeczy dusiłam w sobie, żeby nie
musieć mierzyć się z dawnymi emocjami. Pogodzenie się z tym teraz nie było
łatwe, ale w końcu znalazłam się po drugiej stronie tych wspomnień. One
zawsze tam będą, ale teraz widzę je we wstecznym lusterku, a nie przed sobą.
Byłem tak oszołomiony, że głos mi się załamał, gdy się odezwałem.
– Jest piękny. Tak jak ty.

– Już mogę zdjąć opatrunek. Facet z salonu powiedział, że mam go nosić


przez osiem godzin. Zrobiłam go dzisiaj.

Rachel odwróciła się twarzą do mnie. Jej cycki były tak cholernie pełne
i sterczące, że mnie rozpraszały i nic nie mogłem na to poradzić.

– Caine?

– Hmm? – Spojrzałem jej w oczy.


Wyglądała na rozbawioną.

– Jest tylko jeden mały problem.


– Jaki?

– Nie mogę się kłaść na plecach.

– To nie problem, Złośnico. Mogę być w tobie na wiele sposobów i żaden


z nich nie wymaga kładzenia cię na plecach.

Pochyliłem się i wziąłem ją w ramiona, po czym zaniosłem do sypialni.


– Powiedz mi, chcesz mnie ujeżdżać, stać na czworakach, oprzeć się
brzuchem o ramę łóżka, a może się pieprzyć na łyżeczkę? Albo wolałabyś
usiąść mi na twarzy?
Posadziłem Rachel na brzegu łóżka, zdjąłem jej spodenki i majtki,
a potem sam zacząłem się rozbierać. Kiedy doszedłem do bokserek,
zahaczyłem palcami o gumkę po obu stronach i spojrzałem na nią, zsuwając
je coraz niżej. Mój fiut był boleśnie twardy.
– Co ci sprawi przyjemność, kochanie? Na co masz dzisiaj ochotę?
Rachel oblizała wargi.

– A muszę wybrać jedną pozycję?

Zdjąłem bokserki i kilkukrotnie przesunąłem dłonią po wzwodzie.


– Nie, skarbie. Masz wybrać pierwszą pozycję. Przerobimy wszystkie.
Jutro będziesz tak obolała, że nie usiądziesz na krześle na zajęciach. A ja będę
patrzeć, jak próbujesz i się krzywisz. I będę mieć erekcję przez całe zajęcia.
Wybierz jedną pozycję, to zacznę się nad tobą znęcać.
– Chcę cię ujeżdżać.

Jej twarz była taka seksowna, gdy uśmiechała się psotnie. Wszedłem na
łóżko, oparłem się o wezgłowie i posadziłem ją sobie na kolanach. Chciałem
patrzeć jej w twarz, gdy weźmie w siebie mojego fiuta.
– Jesteś mokra? – Wsunąłem dwa palce między jej nogi i odkryłem, że
dosłownie ociekała.
Pokiwała głową.

Złapałem fiuta za jego podstawę.

– Weź go. Wolno. Chcę patrzeć, jak znika w tobie.

Rachel podniosła się na kolana, kładąc ręce na moich ramionach dla


równowagi i zawisła nad moim fiutem. Poczułem silną potrzebę, by po prostu
się w nią wbić, ale tego nie zrobiłem. Ona chciała mnie ujeżdżać, więc ja
pragnąłem dać jej wszystko, czego chciała.
– Chryste – jęknąłem, gdy powoli zaczęła się osuwać na mojego fiuta.
Była taka ciasna i gorąca. Zauroczył mnie widok jej cipki zasysającej mnie do
środka. Od naszego ostatniego razu minęło tylko kilka tygodni, ale pragnąłem
jej, jakby minęły lata.
Kilkukrotnie opadła i uniosła się, przyzwyczajając się do mnie, aż
w końcu wzięła mnie całego, przyciskając tyłek do moich jaj. Kiedy
poruszała biodrami, przycisnąłem palec do jej cipki i zacząłem zataczać małe
okręgi, drugą ręką łapiąc ją za kucyk.
– Ujeżdżaj mnie, Złośnico. Mocno.

Jęknęła, a ja pociągnąłem trochę gwałtowniej. Wygięła plecy w łuk, więc


jej boskie cycki znajdowały się na poziomie mojego wzroku. Patrzyłem, jak
podskakują. Oderwałem od nich wzrok tylko po to, by się pochylić i possać
każdy sutek po kolei. Rachel przyspieszyła – podskakiwała na mnie,
podnosiła się do połowy mojego fiuta, a potem brała mnie znowu rytmicznie.
To było kurewsko doskonałe.

Skamląc, zaczęła tracić kontrolę nad ruchami, gdy ogarnął ją orgazm.


Złapałem ją za biodra i dokończyłem to, czego ona nie mogła – wszedłem
w nią, a ona pozwoliła mi na to. Jej mocno zaciskająca się cipka i z jękiem
wypowiadane moje imię sprawiły, że pieprzyłem ją jeszcze mocniej, aż nie
mogła nawet wyszeptać mojego imienia. Zamknąłem jej ostatnie jęki
w pocałunku. Potem wszedłem w nią tak głęboko, jak tylko się dało,
i skończyłem w niej długo i mocno.
– Kocham cię, Rachel Martin – wymamrotałem przy jej ustach.

– Ja też cię kocham, Cainie West.

Zostaliśmy w tej pozycji przez długi czas, ona siedziała mi na kolanach, ja


głaskałem ją po twarzy.

Wciąż nie wierzyłem w to, jak wszystko się rozwiązało. I w to, że los
znowu nas ze sobą związał. Byłem zachwycony jej pięknem, zarówno
zewnętrznym, jak i tym wewnętrznym.
– Co? Dlaczego tak dziwnie na mnie patrzysz? – zapytała.

– To niewiarygodne, że trwało to tyle lat, ale w końcu się odnaleźliśmy.

Rachel się uśmiechnęła i przekrzywiła głowę.


– Wiesz, że to ty jesteś powodem, dla którego znowu się spotkaliśmy,
prawda?

– Myślę, że śmierć profesora Clarence’a miała z tym coś wspólnego.


– Może, ale gdyby nie ty, pewnie nie odkryłabym, jaką siłę ma terapia
muzyką. Wiele lat temu dałeś mi słuchawki i kazałeś słuchać muzyki –
skupiać się na słowach zawsze, gdy poczuję się źle. Słuchałam i to naprawdę
mi pomogło. I właśnie dlatego zainteresowałam się muzyką.
Zamyśliłem się.

– Naprawdę dałem ci słuchawki?

– Tak. Wiesz, napisałam do ciebie list tego ranka, gdy wszystko się
wydarzyło. Cóż, nie do ciebie, tylko do fałszywego księdza.

– Och, naprawdę? Przyniosłaś go do kościoła?

– Nie. Nawet nie wiem, co się z nim stało. Pewnie trafił przez przypadek
do kosza, gdy przeprowadzałyśmy się z siostrą do cioci i wujka.

– Co w nim napisałaś?

– Nie pamiętam dokładnie. Ale wiem, że dziękowałam ci w nim za każdy


tydzień.

– Co tydzień przez kolejny miesiąc wracałem do kościoła na wypadek,


gdybyś się tam zjawiła. Za każdym razem, gdy cię tam nie było, czułem się,
jakby czegoś mi brakowało.
– Brakowało. Małego fragmentu twojego serca. – Uśmiechnęła się. –
Zatrzymałam go i oddałam.

– Nie, nie oddałaś, Rachel. Moje serce zawsze należało do ciebie i nie
chcę go odzyskać.
EPILOG

– Jeśli odmawiasz mi seksu, to musisz zacząć nosić po domu stanik –


mruknął Caine i pochylił się, by krótko pocałować mnie w usta. Wsunął rękę
pod moją koszulkę i ścisnął mnie za sutek. Mocno.

– Auć.
– Podoba ci się to, nie kłam.

Mój narzeczony marudził, ale miał rację. Tak naprawdę uwielbiałam to,
że z każdym dniem, odkąd dwa tygodnie temu zakazałam nam seksu, robił się
coraz bardziej zirytowany.
Mój wzrok złagodniał, gdy na niego spojrzałam.

– O której wrócisz?

– Pewnie dopiero o szóstej. Muszę przejrzeć wszystkie ocenione przez


moją bezmózgą asystentkę prace, zanim wystawię końcowe oceny.

Caine nie był zadowolony z asystentki, którą dostał w tym roku.


Uśmiechnęłam się.
– Kiedy już miałeś najlepszą asystentkę, każda kolejna będzie ci się
wydawać gorsza.
– Byłaś dobrą asystentką. Ale to pewnie dlatego, że leciałem na twój tyłek
i cycki. Z drugiej strony, skoro sama zakazałaś nam seksu, to chociaż możesz
mi pomóc i ocenić te prace.
– Nie ma mowy, profesorze. Dzisiaj czeka mnie męczący dzień. Muszę
spakować pozostałe rzeczy z mieszkania. Potem wraz z twoją siostrą
i dziewczynkami jedziemy wybrać dla nich sukienki, a następnie zjemy
lunch. Później muszę zobaczyć się z ojcem McDonaldem i przekazać mu
wybraną przez nas muzykę i czytania. Więc sam musisz się tym zająć.
Naburmuszył się.
– Zajmuję się wszystkim sam od dwóch tygodni.

Wstałam z krzesła, na którym piłam poranną kawę, i stanęłam na palcach,


by otoczyć Caine’a za szyję.

– To jeszcze tylko dwa dni. Pomyśl, jakie to będzie ekscytujące, gdy


w sobotę wieczorem po przyjęciu w końcu pójdziemy do łóżka. A następnym
razem, gdy będziemy się kochać, będę już panią West.

Jego wzrok złagodniał.

– Podoba mi się ta myśl. Chociaż zgodziłem się poczekać do ślubu. Nigdy


nie wspominałem o przyjęciu.

– Co masz przez to na myśli? Chcesz się bzykać w samochodzie w drodze


z kościoła do restauracji?

– Myślałem, że moglibyśmy zrobić to w konfesjonale, po tym, jak ksiądz


powie, że utknęłaś ze mną do końca życia.

– To zbyt pokręcone, nawet jak na ciebie.


Caine się zaśmiał.

– Muszę lecieć, bo spóźnię się na egzamin. Więc pocałuj mnie, jak


należy, żebym jakoś przetrwał kolejny dzień celibatu.
Jednym ruchem złapał mnie za tyłek i ścisnął, podnosząc do góry.
Otoczyłam go nogami w pasie. Poczułam jego usta na swoich, ten pocałunek
był brutalny i pełen pasji. Jęknęłam, gdy oparł mnie o ścianę, przyciskając do
niej biodrami, by móc przesunąć rękoma po moim ciele.
Tak, mój przyszły mąż zdecydowanie wiedział, jak właściwie mnie
całować.

Po tym, jak niechętnie wyszedł z mieszkania, rozejrzałam się po


pomieszczeniu i rzeczach, które jeszcze musiałam spakować. Skoro
uzgodniliśmy, że przeprowadzę się do Caine’a, od miesiąca przenosiliśmy
tam rzeczy. Tak naprawdę zostały tu już tylko moje zdjęcia, książki i jakieś
kosmetyki w łazience. Najpierw pozbierałam książki, a potem skupiłam się na
ścianie.

W ciągu ostatniego roku dodałam do niej nowe fotografie. Jedna


przedstawiała mnie i Caine’a na absolutorium, gdy ukończyłam studia.
Patrzyłam w obiektyw, uśmiechając się dumnie z powodu mojego tytułu,
a Caine patrzył na mnie z taką samą dumą na twarzy. Drugie zdjęcie zrobiono
w barze podczas mojego ostatniego dnia w pracy. Charlie otaczał mnie
ramieniem. Nie było łatwo go przekonać, że Caine nie jest brutalnym
kryminalistą. Kiedyś, po tym, jak ja i Caine wróciliśmy do siebie,
opowiedziałam Charliemu całą historię. Po tak wielu latach duszenia
wszystkiego w sobie dziwnie było się przed kimś otworzyć – ale im częściej
o tym mówiłam, tym wspomnienia coraz bardziej oddalały się we wstecznym
lusterku.
Tęskniłam za robotą w barze, ale kochałam swoją nową pracę.
Zajmowałam się terapią muzyką. Pracowałam jako podwykonawca dla szkół
i przeprowadzałam terapie z autystycznymi dziećmi. To było dla mnie
bardziej jak nagroda niż praca. Caine i ja jedliśmy co tydzień kolację
z Charliem w jego barze. Już nie był moim pracodawcą, ale uważałam go za
postać najbliższą ojcu, jaką miałam w swoim życiu od śmierci wujka.
Właściwie Charlie będzie mnie prowadzić do ołtarza za dwa dni.
Podejrzewałam, że rzuci wtedy Caine’owi ostrzegawcze spojrzenie.
Mimo że moje badania dobiegły końca, a praca została napisana, wciąż
utrzymywałam kontakt z Lydią i Umbertem. W każdą pierwszą niedzielę
miesiąca Caine i ja odwiedzaliśmy ich z Murphym. Nie wiem, kogo bardziej
cieszyły te wizyty – nas czy ich.
Spakowałam dwa kartony zdjęć, czując sentyment do każdej ramki, którą
owijałam folią bąbelkową. Na sam koniec zostawiłam zdjęcie mamy, która
siedzi na huśtawce. Przesunęłam przez szkło palcami po jej pięknej twarzy.
Dzięki, mamo. Gdyby nie jej rada, by odszukać kościół, pewnie nigdy nie
spotkałabym Caine’a.
Małe haczyki trzymające zdjęcie z tyłu musiały się przesunąć, gdy
zdjęłam ramkę ze ściany. Kiedy sięgnęłam po folię bąbelkową, tektura z tyłu
się poluzowała i coś wypadło na podłogę. To była złożona kartka.
Pomyślałam, że to pewnie rachunek lub jakieś zdjęcie, podniosłam ją
i rozłożyłam.

Zamarłam, gdy zobaczyłam odręczne pismo.


Bo należało do mnie.

Było mniej schludne niż teraz, ale moje. Doskonale wiedziałam, co to


było – list, który napisałam do księdza szesnaście lat temu. Dopiero teraz
przypomniałam sobie, że włożyłam je za zdjęcie mamy. Usiadłam, wzięłam
głęboki oddech i zaczęłam czytać to, co napisałam.

Drogi Ojcze,

przepraszam za to, że nie spotkaliśmy się, kiedy prosiłeś. Mój ojczym


dowiedział się, że z siostrą chciałyśmy uciec, i był bardzo zły.
Powiedział, że jeśli kiedykolwiek dorwie osobę, która próbowała nam
pomóc, to ją skrzywdzi. Więc nie mogę już do księdza przychodzić
w soboty, bo nie chcę, by ksiądz ucierpiał. Ale chciałam podziękować.
Za słuchawki i za radę, jak słuchać muzyki, by wszystko było lepiej.
Dziękuję za wysłuchanie mnie, chociaż bałam się mówić. Ale przede
wszystkim dziękuję za bycie moim aniołem, gdy Bóg był zbyt zajęty.
Mam nadzieję, że kiedyś znowu się z księdzem zobaczę.
Rachel

Patrzyłam na kartkę. I przeczytałam list raz jeszcze. A potem znowu.


Mama zesłała mi anioła. Nie miałam wątpliwości.
Dwa dni później szłam do ołtarza, by poślubić miłość mojego życia. Alley
i Lizzy sypały kwiatki. Szły przed nami, rozrzucając płatki róż. Kiedy dotarły
do ołtarza, Alley odwróciła się do mnie z szerokim uśmiechem, a ja skinęłam
głową, dając znać, że już czas sypnąć innymi rzeczami, które włożyłam jej do
koszyka. Spojrzała na swojego wujka i rzuciła mu pod nogi dwie monety.

Charlie prowadził mnie do ołtarza do coveru piosenki Full Circle Gene’a


Clarka. W oczach Caine’a zobaczyłam łzy, gdy stanęłam obok niego przy
ołtarzu. Ujął moją dłoń pod koniec piosenki, uśmiechnęliśmy się i oboje
odwróciliśmy się w stronę naszego konfesjonału. Tak jak mówiły słowa
utworu, zatoczyliśmy pełen krąg. Podążaliśmy różnymi ścieżkami, by wrócić
tam, gdzie zaczęliśmy, ale to był już koniec. Teraz rozpoczynał się pierwszy
dzień naszego życia i nie mogłam się tego doczekać.
PODZIĘKOWANIA

Jak zawsze ogromne podziękowania dla moich wspaniałych czytelniczek.


Dziękuję za to, że pozwoliłyście, by mój świat stał się częścią Waszego.
Jestem zaszczycona, że tak wiele z Was towarzyszyło mi podczas wielu
moich książek, i mam nadzieję, że jeszcze przeżyjemy razem mnóstwo
historii.
Dziękuję Penelope – ta podróż nie byłaby taka sama bez Ciebie u mojego
boku. Jestem Ci wdzięczna za to, że znosisz moje szaleństwa, szczególnie
podczas pisania tej książki!
Julie – dziękuję za naszą nieprzemijającą przyjaźń.

Luna – Twoje wsparcie i przyjaźń są darem od losu. Ja piszę historię, ale


ty ożywiasz ją swoją wyobraźnią. Dziękuję za wszystko, co robisz. Nie mogę
doczekać się października!
Sommer – jak zawsze dodajesz piękna moim słowom.

Dziękuję agentce i przyjaciółce Kimberly Brower – jestem dumna z tego,


że mogę Cię tak nazwać. Nie mogę się doczekać, by zobaczyć, co przyniesie
druga połowa 2017 roku!
Elaine i Jessica – dziękuję za Waszą ciężką pracę, by wydobyć z tej
książki jej pełen potencjał.
Dani z Inkslinger – dziękuję za organizację wszystkiego, co związane
z Kuszącą pomyłką!

Podziękowania dla tych wszystkich hojnych blogerek za wsparcie. To


prawdziwa radość mieć Was za partnerki w szerzeniu miłości do książek.
Wasz entuzjazm jest zaraźliwy, a każda wydana pozycja dzięki Wam jest dla
mnie jeszcze bardziej ekscytująca niż poprzednia. Dziękuję za czas
poświęcony na czytanie moich powieści, pisanie recenzji, nagrywanie
filmów, tworzenie teaserów i pomoc w promowaniu tak wielu książek!
Dziękuję! Dziękuję! Dziękuję!
Kocham

Vi
INNE KSIĄŻKI UI KEELAND

Samodzielne powieści:
EgoManiac
Bossman

Gracz
Milioner i bogini (napisany wspólnie z Penelope Ward)

Playboy za sterami (napisany wspólnie z Penelope Ward)

Drań z Manhattanu (napisany wspólnie z Penelope Ward)

Słodki drań (napisany wspólnie z Penelope Ward)

Left Behind (książka z gatunku Young Adult)


First Thing I See

Seria Na scenie:
Show

Rytm
Seria MMA Fighter:
Walka
Szansa

Przebaczenie

Seria Cole:
Tylko twój
Tylko dla ciebie
Spis treści:
Okładka

Karta tytułowa
Rozdział 1

Rozdział 2
Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9
Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16

Rozdział 17
Rozdział 18

Rozdział 19

Rozdział 20
Rozdział 21

Rozdział 22

Rozdział 23
Rozdział 24

Rozdział 25

Rozdział 26
Rozdział 27

Rozdział 28

Rozdział 29

Rozdział 30

Rozdział 31

Rozdział 32

Rozdział 33

Rozdział 34

Rozdział 35
Rozdział 36

Rozdział 37

Rozdział 38
Rozdział 39

Rozdział 40

Rozdział 41

Epilog

Podziękowania
Inne książki Ui Keeland
Karta redakcyjna
TYTUŁ ORYGINAŁU:
Beautiful Mistake

Redaktor prowadząca: Marta Budnik


Redakcja: Aleksandra Zok-Smoła
Korekta: Małgorzata Lach

Projekt okładki: Łukasz Werpachowski

Zdjęcie na okładce: © Viorel Sima (Shutterstock.com)

Copyright © 2017 Vi Keeland


Copyright © 2019 for the Polish edition by Wydawnictwo Kobiece Łukasz
Kierus
Copyright © for the Polish translation by Sylwia Chojnacka, 2019

Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie


i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź
fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody
posiadacza tych praw jest zabronione.
Wydanie elektroniczne

Białystok 2019

ISBN 978-83-66436-41-1D

Bądź na bieżąco i śledź nasze wydawnictwo na Facebooku:

www.facebook.com/kobiece

Wydawnictwo Kobiece
E-mail: redakcja@wydawnictwokobiece.pl

Pełna oferta wydawnictwa jest dostępna na stronie

www.wydawnictwokobiece.pl
Na zlecenie Woblink

woblink.com
plik przygotowała Katarzyna Rek

You might also like